Przejdź do treści

Młoda artystka o poronieniu. 22-letnia Halsey: Chciałam być mamą bardziej niż gwiazdą pop

Fot: Screen Instagram halsey
Fot: Screen Instagram halsey

Wokalistka, która robi oszałamiającą karierę, nie ukrywa, że boryka się z problemami zdrowotnymi. Halsey ma endometriozę, przyznała się też do straty ciąży.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Trudne chwile

Ma 22 lata i cały świat u stóp. Nagrywa świetnie sprzedające się utwory, ostatni hit „Not afraid anymore” promował 2 część sagi „50 twarzy Greya”. Kariera karierą, ale dla Halsey ważniejsze jest być szczerą wobec fanów. Przed premierą nowego albumu opowiada im o poronieniu. A doświadczyła go na chwilę przed koncertem w pokoju hotelowym.

To był występ pełen gniewu. Najbardziej gniewny w moim życiu. Pomyślałam wtedy, że nie czuję się człowiekiem. Ta rzecz, ta muzyka, Halsey, wszystko co robię, wzięły górę nad każdą decyzję, były priorytetami. Zeszłam ze sceny, poszłam na parking i zaczęłam wymiotować” – wyznaje piosenkarka.

Halsey towarzyszyło poczucie winy. Żywiła przekonanie, że nie doniosłą ciąży, bo o siebie nie dbała. „Nie piłam, nie brałam narkotyków, ja po prostu byłam przepracowana. Co kilka tygodni lądowałam w szpitalu, miałam anemię, moje ciało odmawiało posłuszeństwa” – stwierdziła, dodając, że mogła wybrać. „Chciałam być mamą bardziej niż gwiazdą pop” – opowiadała w jednym z wywiadów.

 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Jej zdrowie w jego rękach – Krystian Wieczorek: „Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie”

Krystian Wieczorek

Wszyscy znamy go jako aktora i przede wszystkim przez taki też pryzmat oceniamy. Jak zatem odnieść się do tego, że wraz z żoną Marią, stał się ambasadorem Kampanii Diagnostyka Jajnika? Tutaj jest mężem, partnerem i mężczyzną – świadomym mężczyzną. „Dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Świadomość spadła na nas w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy” – mówi w rozmowie z nami Krystian Wieczorek.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Miłkowska: Zapewne często słyszysz ostatnio pytanie: „Co mężczyzna może wiedzieć o zdrowiu kobiety?”.

Krystian Wieczorek: Mężczyzna, jeśli tylko chce w zdrowiu kobiety uczestniczyć, może wiedzieć tyle samo co ona, albo i więcej. Zauważ, że już samo to pytanie bardzo określa, gdzie w naszych głowach rola mężczyzny jest. I dzieje się to niezależnie od tego, czy mówimy o partnerze, mężu, synu. Dlaczego jednak niektórzy faceci nie chcą tego uczestnictwa? Myślę, że jest to kwestia niezwykle złożona. Z jednej strony pojawia się lenistwo i ignorancja. Z drugiej, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego kulturowo, chociaż niesprawiedliwe byłoby wrzucanie wszystkich mężczyzn do jednego wora.

Dlaczego, przecież kampanie raczej nie są kierowane do mężczyzn świadomych?

Myślę, że do nich jak najbardziej też. Podobnie jak i do samych kobiet. Jeśli chodzi o raka jajnika, jest to tzw. „cichy zabójca”, który potrafi niezwykle dobrze się maskować. Bardzo ciężko jest rozpoznać, czy jakiś rodzaj objawów już wykracza poza normę, czy jeszcze się w niej mieści. Co więcej, nie ma jednego badania, które może w stu procentach zdiagnozować tę chorobę, albo jej brak.

Mówisz o tym z dużą wiedzą. To skutek udziału w Kampanii Kwiatu Kobiecości?

Oczywiście, że tak. Nie będę kreował się tutaj na jakiegoś guru od medycyny, bo tak nie jest. Przede wszystkim, wzięliśmy wspólnie z żoną udział w Kampanii, ponieważ sami zmieniliśmy swoje życie.

Wiem jednak, że dochodzenie do świadomości jest procesem. Nie obudziłem się nagle z wgranym programem pod tytułem: „Świadomy”.

Stąd tak bardzo zależy mi skupieniu się na profilaktyce. I nie mam tu na myśli wizyt u lekarza w momencie kiedy czuję, że coś mnie boli. Zastanawiam się raczej, jak nie dopuścić do tego, by bolało – czego nie jeść, jak ważny jest sen, jak stres wpływa na zdrowie. Przede wszystkim jednak badania. Niezależnie od tego, czy coś się dzieje, robię je co roku. Mam wtedy przynajmniej jakąkolwiek szansę by coś zdziałać. Szczególnie w przypadku raka jajnika. Często gdy go zdiagnozujemy, jest już po zawodach.

Silnie tutaj widać rolę partnera. Mam wrażenie, że zastanawiając się nad swoim zdrowiem, nieraz traktujemy je w jakimś sensie „egoistycznie” – dotyczy tylko mnie, a cierpienie będzie tylko moje. Nie, to będzie cierpienie całego otoczenia.

Wydaje się to oczywiste, a wcale nie jest. Ciężko mi z tym dyskutować. Nie chcę powiedzieć, że kobiety są same sobie winne, bo do niesienia całego ciężaru na swoich barkach zostały po prostu przyzwyczajone.

Weszlibyśmy wtedy ponownie w te same kalki.

Dokładnie, bo przecież skoro przyzwyczaiły się dźwigać ten ciężar same, to faceci mogą się śmiało odseparować. Ty masz swoje sprawy, ja mam swoje. Twój ból jest twoim bólem, a mnie to nie obchodzi. Myślę, że nie tak wygląda partnerstwo, przy czym unikam tutaj podziałów płciowych. To powinna działać w dwie strony, bo i faceci są narażeni np. na raka prostaty, którego to nie mają kobiety. Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie.

Ponownie mówimy tu o wzorcach kulturowych.

Które niestety są jakie są. Dlatego tak ważne jest współuczestniczenie w przeróżnych akcjach, nie tylko dotyczących zdrowia. Wspólną sprawą jest uświadamianie sobie, rodzinie, innym ludziom, jak wiele zależy od nas samych.

Często nie zdajemy sobie sprawy, na ile tak naprawdę to my tworzymy ten świat.

Tworzymy jak cholera, tylko nasza ignorancja powoduje poczucie, że na nic nie mamy wpływu. Głośna jest teraz kampania #metoo [red. kampania dotycząca molestowania seksualnego]. Czytam wpisy tych wszystkich kobiet i widzę jak jest to ważne. W tym wypadku mówimy o stereotypie, schemacie, wykorzystywaniu władzy, ale możemy śmiało przełożyć to na każdą inną sferę. W grupie jest ogromna siła. Z jednej strony współdziałanie pozwala usłyszeć, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami. Z drugiej, pozwala pozbyć się nieraz ogromnego ciężaru. Idealnie odzwierciedla to słynny test z włosem. Jeden przerwiesz, ale z warkoczem już tego nie zrobisz. Dlatego jak najbardziej jestem za wszelkimi tego typu kampaniami. Nawet jeśli uratuje się jedna osoba, to będzie mało? Tego nie da się zmierzyć.

DCZ_8745

Zawsze z pomocą przyjdą statystyki.

No tak, ale co to jest w statystykach 2,5 tysiąca kobiet rocznie umierających w Polsce na raka jajnika? Na cyfry można sobie popatrzeć, bo dotyczą one „jakichś” kobiet. Kiedy jednak zderzymy się z tym, że jest to realne zagrożenie życia i przełożymy je na bliską nam osobę, rozmowa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Co by było, gdyby ciebie nagle zabrakło? Odpowiedź nie jest już wtedy tylko cyfrą. Lubię też takie porównania, które pozwalają nam dostrzec skalę. W tym wypadku te 2,5 tysiąca mogłoby być małym miasteczkiem. Wyobraźmy sobie, że nagle jednego roku giną w nim wszystkie kobiety – to jest właśnie to. Rak jajnika, który zmiata miasteczko. Jaki to jest wtedy obraz?! Tak trzeba myśleć, bo to nie są żarty. To jest ogrom.

Przerażająca wizja.

Bo ona taka jest, a mam wrażenie, że większość informacji jest trywializowana i nie robi już na nas większego znaczenia. Wydaje się, że bierzemy jakiegoś aktora, robimy kampanię i miło opowiadamy o zdrowiu.

Dziwisz się takiemu odbiorowi? Widzimy przecież ładne, kolorowe obrazki.

Masz rację, nie ma tam trupiej czaszki. Może gdyby dać przekaz, że jak nie pójdziesz ze swoją żoną do lekarza, to będzie tam czaszka, to by zadziałało… Zawsze uważałem jednak, że strach nie jest najlepszym środkiem do poszukiwania świadomości. Chociaż faktycznie, nie przejmujemy się wieloma informacjami, dopóki nie dotkną one nas samych.

Na otwarciu Kampanii byli zresztą ludzie z różnych dziecin nauki m.in. socjologii, którzy bardzo szeroko i ciekawie analizowali zjawisko zdrowia. Przez to, że mieli naprawdę różne specjalizacje, uzmysłowili mi jak jest to trudny temat. Jednak pytaniem, które najbardziej w tym wszystkim mnie nurtuje, jest po prostu: „Jak żyć?. Nie wiem czy znasz książkę David’a Servan’a-Schreiber’a „Antyrak”. Lekarz, który chorował na nowotwór, po wyzdrowieniu udał się do swoich kolegów onkologów i zapytał: Co teraz?. Dostał odpowiedź: „Nic. Żyj, przychodź na badania kontrolne i tyle. Nie miał jednak na to zgody, chciał by ludzie dowiedzieli się, jaka jest profilaktyka raka i jak zminimalizować szanse na zachorowanie. Dlatego zaczął badać jedzenie, tryb życia etc. Odkrył jakie sytuacje są rakogenne. A dlaczego zmarł? Jeździł po świecie promując książkę, źle sypiał, źle jadł i koniec końców miał nawroty. Jest to przykre, ale na własnym przykładzie udowodnił, że jakość życia ma kolosalny wpływ na prawdopodobieństwo zachorowania.

Podkreśliłeś, że dochodzenie do takich wniosków jest procesem. W twoim przypadku też tak było?

Przez to, że mam zawód, w którym co jakiś czas moje życie jest „uporządkowane do góry nogami”, nie jest łatwo. Jedno to fakt, że zawsze zajmowałem się sportem, obecnie trenuję narciarstwo biegowe. Z drugiej strony wiem, że sport to nie wszystko. Bez dobrego jedzenia, unikania alkoholu i innych używek, ale przede wszystkim bez dyscypliny, trudno byłoby utrzymać spokój i zdrowie. Jej brak powoduje, że jesteśmy rozchwiani w pilnowaniu siebie.

Czyli predyspozycje, ale też ciężka praca nad sobą?

Nieustanna praca nad świadomością jest bardzo ważna. Jednak jak powiedziałem wcześniej, dopóki coś nas bezpośrednio nie dotknie, wydaje nam się, że „jakoś to będzie”. U nas tym momentem była choroba mojej żony. Borelioza okazała się być bardzo poważnym, przewlekłym stanem. Nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek będziemy mogli mieć dzieci ani czy Maria wyzdrowieje, bo dookoła jest cała masa mitów i teorii dotyczących tej choroby. Co ciekawe, pierwsze, co powiedział nam lekarz, to zero cukru, alkoholu, pszenicy, wysypianie się i unikanie stresu. Potrzebowaliśmy do tego bardzo dużo silnej woli. Wiem, że moja Marysia w życiu by sobie z tym nie poradziła, gdybym obok niej jadł na potęgę hamburgery.

Weszliście w to razem.

Nie było innej opcji.

Od razu tak pomyślałeś?

Tak, bo jest to bardzo trudna choroba. Przedefiniowała ona nasz tryb życia. Biję się jednak w pierś, bo dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Teraz, jak już poradziliśmy sobie z tą chorobą, uznajemy to za lekcję. Świadomość spadła na nas chyba faktycznie w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Z drugiej strony, jak mają mówić o świadomości ludzie, którzy muszę przeżyć do pierwszego? Jeśli przykładowo człowiek ma wybrać wydanie 30 zł na chleb i pierś z kurczaka, a na badania kontrolne, to wiadomo co zrobi. Dlaczego o tym mówię? Bo pokazuje to złożoność problemu. Dodatkowo codzienny pęd powoduje, że wiele osób woli sięgnąć po tabliczkę czekolady, czy trzy browary i zapomnieć.

Tym razem mówisz o swego rodzaju odcięciu się od świadomości, do której to ciągle wracamy.

Tak, ale Kampania to właśnie świadomość. Nawet jeżeli jest tylko początkiem jakiejś drogi, to już wiele.

Bardzo ciekawy jest sposób, w jaki o tym wszystkim mówisz. Pokazuje, że jesteś człowiekiem, który bierze sprawy w swoje ręce i działa.

Taki jest mój temperament. Co i rusz próbuję się jednak przywoływać do porządku i nie patrzeć na innych przez swój własny pryzmat. Zastanawia się wtedy: „Dobra, ktoś inny tak nie ma. Ktoś inny jest introwertykiem, bardziej dusi w sobie emocje, nie rozmawia o problemach. Jak w takim razie dotrzeć do kogoś takiego?”. To właśnie wtedy pojawia się problem. Dlatego, jeśli tylko widzę podobne trudności, staram się rozmawiać. Nie chciałbym jednak, żeby dyskusja dotycząca zdrowia była zero-jedynkowa. Wolałbym unikać skrajnych przykładów, bo one tworzą patologie w postrzeganiu świata, a często media w ten właśnie sposób starają się ją kreować. Ci noszą białe kapelusze, ci czarne – zupełnie jak w westernie.

Jeśli chodzi o swego rodzaju odpowiedzialność, to myślę, że leży ona zarówno po twojej stronie, po stronie mediów, ale i po stronie odbiorcy.

Odbiorcy w jakim sensie?

Jako odbiorca staram się krytycznie patrzeć na to, co dostaję. I to jest moja odpowiedzialność.

Zgadzam się. Myślę, że krytyczne podejście i zasadę ograniczonego zaufania na drodze, każdy z nas powinien mieć wręcz wytatuowane, by móc ciągle sobie o nich przypominać. To właśnie za tym idzie m.in. sprawdzanie dodatkowych źródeł. Jeśli nam coś dolega, dobrze jest iść do innego lekarza, a badania czasami warto powtórzyć w kolejnym laboratorium.

Co w takim razie, gdy w kolejnym laboratorium wynik pokaże, że wszystko z nami w porządku, a my wciąż mamy przeczucie, że dzieje się coś złego? Może wtedy warto wierzyć właśnie własnej intuicji?

Myślę, że równowaga jest gdzieś po środku. Często w sytuacjach stresogennych intuicja bardzo zawodzi. Wracam tutaj do partnerstwa i współuczestnictwa mężczyzny w chwili, gdy kobieta dowiaduje się o chorobie. Ona wtedy już nic nie słyszy. Dotarło do niej tylko to, że ma raka. I koniec. Facet będący obok niej usłyszy jeszcze, co można teraz zrobić, gdzie, kiedy.

Ściągnie ją na ziemię.

Zawsze tak jest, że druga osoba pomaga trzeźwo patrzeć. W samolocie też zakłada się maski najpierw sobie, potem dzieciom. Współuczestnictwo jest w trudnych sytuacjach niezwykle istotne i nie mówię tu tylko o raku, ale o każdej sytuacji pt.: „O matko, to co teraz?!”.

Siła partnerstwa zdaje się być jedną z twoich głównych motywacji do udziału w Kampanii.

Myślę, że warto mówić w tym kontekście zarówno o partnerstwie, jak i o podkreślanej już przeze mnie świadomości.

Myślmy o tym, jak możemy na co dzień obniżyć ryzyko zachorowania, bo mamy do tego ogrom narzędzi. Zastanówmy się, czy faktycznie pieniądze, które wydajemy na samochody i gadżety są tego warte? Może lepiej byłoby pojechać na targ i w zamian kupić lepsze jedzenie?

Szczególnie adresowane jest to do społeczeństw konsumpcyjnych, które mają możliwość mierzenia się z takimi dylematami. Dalajlama mówił, że człowiek zachodu najpierw dochodzi całe życie do tego, by osiągnąć pewien status. Kiedy ma już pieniądze, to nie ma czasu na korzystanie z nich. Za to gdy pojawia się czas, to owe pieniądze wydaje już tylko na leczenie. Według mnie jest to w pigułce ocena tego, jak żyje zachód. Jeśli mogę przy tym zawalczyć o zdrowie swoje i swoich bliskich, to świadomie chcę to robić.

poziom-logosy-RGB_EDIT

 

Zobacz też:

„Rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem”. Możesz wykryć go wcześniej!

„All you need is love” – różne formy miłości. Masz je w swoim życiu?

33 proc. związków prezentuje taki typ relacji – twój też?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak media „zwodzą” kobiety szansami na płodność – też tak czujesz?

niepłodność w mediach

Gwiazdy, których wizerunki zdobią pierwsze strony gazet, często stają się dla wielu ludzi punktem odniesienia. Z jednej strony może to być pozytywne – w pewnych aspektach pozwala „równać w górę”. Z drugiej zaś, może skutecznie dołować, bo w końcu skoro niemal 50-letnia gwiazda bez problemu zaszła w ciąże i urodziła idealne dziecko, to dlaczego mi się nie udaje?!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kreowanie rzeczywistości to jedno, koloryzowanie jej to drugie, a pomijanie pewnych problemów to trzecie. Jednak wszystkie wymienione tu formy stają się swego rodzaju ucieczką od realności. Co więcej, zakłamują ją. Jeśli mamy do tego dystans, pół biedy. Gorzej, gdy ślepo i bez krzty krytycyzmu wierzymy w to, co przedstawiają nam kolorowe media. Zniekształceniom nieraz ulega też temat niepłodności.

Kolorowe magazyny lubią fascynować się ciążami gwiazd. Nieraz jednak historie kobiet, które zostają matkami w starszym wieku, opisywane są bez żadnego odniesienia do leczenia niepłodności. Może to prowadzić do powstania „wysoce szkodliwych” błędnych przekonań, co podkreślają eksperci.

Liczby nie kłamią

Badania przeprowadzone przez New York University School of Medicine objęły 416 wydań magazynu Cosmopolitan, People Magazine i US Weekly w latach 2010-2014. Tylko 2 na 240 celebrytek wspomniało w publikacjach o leczeniu niepłodności” – opisuje BBC. Badanie, do którego się tu odniesiono, wskazało, że popularne media w pewnym sensie „gloryfikują ciążę w zaawansowanym wieku” i tym samym „bagatelizują wpływ wieku na płodność”. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Szczególnie jeśli spojrzymy, że większość  – 56 proc. – opisywanych przez wspomniane tu magazyny gwiazd, miało 35 lub więcej lat. Co ciekawe, 7 kobiet przekroczyło 44. rok życia, a przy historii ich ciąży nic nie wspomniano o trudnościach związanych z płodnością. Nie bez przyczyny o tym piszemy, bowiem „im starsi przyszli rodzice, tym większe trudności i ryzyko związane z poczęciem” – nieraz zaznaczaliśmy w naszym portalu. Świadczy o tym chociażby wyznacznik wieku, którym kierują się specjaliści.

Jeśli starasz się o dziecko i jesteś poniżej 35-ego roku życia, wyznacznikiem niepłodności staje się 12 miesięcy. Przekraczając zaś tę granicę wiekową, wystarczy już pół roku na postawienie wstępnej diagnozy” – pisaliśmy >>KLIK<<

Chrissy Teigen i John Legend będą mieli dziecko z in vitro

Instagram – @johnlegend

Chociaż liczby są przytłaczające, zdarzają się też gwiazdy otwarcie mówiące o korzystaniu ze specjalistycznych terapii. Jedną z nich jest piosenkarka Celine Dion, która dzięki in vitro ma trzech synów. Młodszych bliźniaków urodziła w wieku 42 lat, po przejściu siedmiu cykli IVF. Parą mającą córkę dzięki tejże metodzie jest także John Legend i Chrissy Teigen. Ponownie chcą oni zostać rodzicami i ponownie chcą skorzystać z metody in vitro.

Para ma już roczną córeczkę o imieniu Luna. Dziewczyna została poczęta metodą in vitro, a gwiazdy skorzystały z pomocy znanej i cenionej kliniki. Podczas procedury wyłoniono trzy zarodki, z jednego powstała Luna, z kolejnego być może już niebawem narodzi się jej braciszek – ZOBACZ WIĘCEJ >>KLIK<<

Niektóre gwiazdy mówią też o korzystaniu z pomocy surogatki. Jest to m.in. Nicole Kidman, której najmłodsza córka pojawiła się na świecie właśnie dzięki takiemu rozwiązaniu.

Rzeczywistość vs. poza

Jakie mogą być najciekawsze i najbardziej pożyteczne wnioski płynące z opisywanych tu badań? Wydaje się to być przede wszystkim złapanie odpowiedniej dawki krytycyzmu wobec zastanej rzeczywistości medialnej i dystansu. Gwiazdy to w końcu też ludzie i muszą mierzyć się z takimi samymi problemami, jak każdy inny człowiek. Nie tyczy się to zresztą tylko gwiazd, ale i innych sposobów kreowania świata. Znakomitym polem do popisu są tu social media. Czy naprawdę idealne zdjęcia prezentowane chociażby na Instagramie tworzą realne odzwierciedlenie codzienności?

Warto się nad tym zastanowić i nie starać się odnosić do kreowanych w ten sposób standardów. Możemy mieć z tego więcej szkody, niż pożytku. Pokazywaliśmy niedawno ciekawe zdjęcia, które próbują to zjawisko odczarować. Matka cierpiąca na depresję poporodową, obok idealnych zdjęć publikuje też te, które pokazują jej codzienne zmagania z chorobą. „Pracuję dwa razy ciężej, by ukryć przez wami realia, ponieważ boję się, że poczujecie się niekomfortowo. (…) Boję się, że pomyślicie, iż jestem słaba, szalona, jestem koszmarną matką, albo milion innych określeń, do których przekonuje mnie mój umysł i wiem, że nie jestem w tych myślach sama” – słowa Kathy cytuje „Daily Mail”. Warto o tym pamiętać, bo być może idealne ciąże gwiazd, w które bez żadnego problemu zachodzą po 40-stce, też mogą kryć za sobą o wiele więcej, niż nam się wydaje.

Źródło: BBC

 

Zobacz też:

Lena Dunham o wygranej z endometriozą – uwolniła się od bólu!

Małgorzata Rozenek-Majdan i starania o dziecko – oto najnowszy komentarz gwiazdy!

Światowe gwiazdy adoptują dzieci – zestawienie, które wzrusza

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Endometrioza – tego bólu nie da się opisać. Oto obrazy, które mówią więcej niż tysiąc słów!

Instagram elliekammer
Instagram elliekammer

Sztuka to znakomity sposób na wyrażenie emocji i przeżyć, które pojawiają się na naszej drodze. Oto przykład artystki pokazującej ból, jaki niesie ze sobą endometrioza. Łączy się w doświadczeniu z aktorką i reżyserką Leną Dunham, którą to przedstawia na jednym ze swoich dzieł i wysyła w świat świadomość tej choroby.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pochodząca z Australii Ellie Kammer ma 26 lat. O swojej chorobie dowiedziała się w 2015. Co poczuła? Przede wszystkim izolację. Wtedy też zaczęła malować kobiety chorujące na endometriozę właśnie. Dzięki temu pokazuje nie tylko innym chorym, że nie są w swoim cierpieniu same. Pozwala też osobom zdrowym wyobrazić i zrozumieć pojawiający się wtedy ból. Jej ideę i pracę doceniła Lena Dunham, która sam otwarcie mówi o swoich problemach zdrowotnych.

Endometrioza to choroba, w której błona śluzowa macicy (endometrium) pojawia się poza nią. Wiąże się z comiesięcznym ogromnym bólem, zmęczeniem, napięciem, jest też jednym z powodów niepłodności.  U aktorki objawiało się to bólem, którego siła usztywniała jej kolana, dotykała też pleców. Dunham starała się walczyć przy pomocy naturalnych metod, takich jak joga czy zmiana diety. W końcu poddana została jednak operacji. Ostatnia, jaką przeszła, była jej piątym zabiegiem w przeciągu roku” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

Gwiazda serialu „Girls” zgodziła się, by Ellie Kammer stworzył jej portret. Udostępniła go później na swoim Instagramie, gdzie polubiło go niemal 50 tys. osób z całego świata. „Zauważyłam, że Lena dzieli się dziełami artystycznymi, by czasami móc wyrazić siebie. Pomyślałam, że moje obrazy mogą z nią współbrzmieć” – słowa artystki cytuje „Daily Mail”.

Szczególnie zależało mi na malowaniu Leny, ponieważ śledzę jej karierę już od jakiegoś czasu i nie można odmówić jej wkładanego wysiłku na rzecz podniesienia świadomości (…) Lena robi jednak znacznie więcej, niż tylko walczy o świadomość, ona dumnie i głośno walczy o prawa kobiet – dodała Kammer.

Jest to znakomity przykład na to, jak wielką siłę daje wspólne działanie kobiet. Artystki mają bowiem szansę zmiany życia niemal 176 milionów pań z całego świata, bowiem dane wskazują, że tyle jest chorujących na endometriozę. Zniesienie tabu z choroby, pokazanie prawdziwego cierpienia, które się z nią wiąże i skutków, do jakich może prowadzić, da wiedzę i świadomość niezbędne do leczenia oraz wspierania chorych. Tym bardziej, że Ellie Kammer pod koniec listopada 2017 roku, wystawi na aukcji obraz przedstawiający Lenę. Środki ze sprzedaży ‚Property of Lena‚ – bo taki tytuł nosi obraz – w całości przekazane zostaną jednej z australijskich organizacji zajmujących się właśnie leczeniem endometriozy.

Źródło: Daily Mail” / Instagram elliekammer

 

Zobacz też:

On, ona i endometrioza. 3 rady, żeby przetrwać

Jak endometrioza wpływa na życie?

Endometrioza. Historie kobiet z całego świata

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Tornado niepłodności! Mocne zdjęcia – czy twoje emocje też tak wyglądają? [FOTO]

Źródło: babble.com / Foto: Foxy Photography
Źródło: babble.com / Foto: Foxy Photography

Niepłodność to nieraz ogromny ból. Nie, nie mówimy teraz o cierpieniu fizycznym – chociaż niestety ono też może się pojawiać. Skupmy się teraz na emocjach, na trudach i zmaganiach, które wiążą się z przedłużającymi się staraniami o dziecko. Oto mocne zdjęcia w pełni oddające siłę kryjących się w tym czasie przeżyć.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pochodząca z Las Vegas 32-letnia Vikki Hamilton, podobnie jak 7,5 miliona innych kobiet w USA, zmaga się z niepłodnością. Wraz z fotografką Abbie Fox postanowiły pokazać swoją perspektywę problemu i rzucić światło na tematy, które pomimo tak szerokiego zasięgu, dla wielu ludzi wciąż są niezwykle niezrozumiałe. „Nie rozumieją oni, jak naprawdę jest to bolesne. Chciałam im to pokazać. Chciałam by zobaczyli, jak czuję się w środku. Słowa mogą zrobić tylko tyle. Obrazy mają o wiele większą moc” – mówi bohaterka sesji, która powstała na cześć obchodów Tygodnia Świadomości Niepłodności, który ma miejsce w kwietniu.

Przesłanie wielu kobiet

Praca nad sesją nie była jednak trudna tylko dla Vikki. Także fotografka musiała zmierzyć się podczas niej z trudnymi emocjami. Sama bowiem zmagała się z niepłodnością. Przygotowując się do pracy nad zdjęciami przeanalizowała więc swoje odczucia i dzięki temu stworzyła niezwykle realną – bo jakże inaczej można nazwać coś, co zna z własnego doświadczenia? – wizję obrazów reprezentującą cały wachlarz emocji, które powodować może właśnie niepłodność.

W jej zdjęciach pojawia się m.in. obraz tornada, który przedstawia wirującą ciemność emocji przetaczających się przez wnętrze kobiety. Jest jednak także motyl niosący nadzieję, którą starała się znaleźć w sobie nasza bohaterka po przeżyciu poronienia. Na fotografiach widzimy też różne sposoby użycia czerwieni – sukienka, kwiaty maku. „Symbolizują krew, która staje się znajomym, niepożądanym znakiem pojawiającym się miesiąc po miesiącu” – czytamy na „babble.com”. Co ważne, fotografce zależało, by w swoich pracach umieścić także tęczę. Vikki co prawda nie doczekała się jeszcze swojego Rainbow Baby, ale w tym wypadku stało się to symbolem oczekiwania na tęczę właśnie, która pojawia się po burzy. „Po tym, jak tornado rozwaliło cię od środka, wciąż jest nadzieja” – dodała Abbie Fox.

Siła obrazu

Fotografie są znakomitą formą pokazania światu problemów, z którymi każdy z nas zmaga się na swojej drodze – niezależnie od tego, czego dotyczą. Niepłodność i wszelkie związane z nią trudności są tematami, o których niewątpliwie warto otwarcie mówić. Obraz często jest jednak w stanie przekazać znacznie więcej, niż słowa, co podkreśliła także Vikki. Uruchamia w nas emocje, skojarzenia i wyobraźnię.

Prezentowaliśmy niedawno w naszym portalu m.in. obrazy kobiet cierpiących na endometriozę. Maluje je pochodząca z Australii Ellie Kammer: „O swojej chorobie dowiedziała się w 2015. Co poczuła? Przede wszystkim izolację. Wtedy też zaczęła malować kobiety chorujące na endometriozę właśnie. Dzięki temu pokazuje nie tylko innym chorym, że nie są w swoim cierpieniu same. Pozwala też osobom zdrowym wyobrazić i zrozumieć pojawiający się wtedy ból.” – pisaliśmy >>KLIK<<.

Sztuka niewątpliwie ma ogromną moc!

Źródło: babble.com

Foto: Foxy Photography

 

Zobacz też:

Endometrioza – tego bólu nie da się opisać. Oto obrazy, które mówią więcej niż tysiąc słów!

Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Walczyła z niepłodnością, dziś ma trójkę dzieci – takiego zestawienia ciążowych zdjęć jeszcze nie widziałaś!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.