Przejdź do treści

Mleko lekarstwem dla niemowląt z intensywnej terapii

421.jpg

Ludzkie mleko jest pokarmem niemowląt, ale dla chorych, hospitalizowanych dzieci, to także lekarstwo. To centralne założenie serii artykułów poświęconych opiece pielęgniarskiej nad noworodkami.

Wiele publicznych programów ochrony zdrowia oraz stowarzyszeń medycznych ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) uznało powszechne korzyści, wynikające z karmienia piersią. Nowe wydanie Advances in Neonatal Care jest poświęcone najlepszym rozwiązaniom dostarczania ludzkiego mleka dla hospitalizowanych niemowląt.

„Immunologiczne i przeciwzapalne właściwości mleka ludzkiego są szczególnie ważne dla ciężko chorych dzieci, przebywających na oddziałach intensywnej opieki medycznej”, powiedziała dr Diane L. Spatz, dyrektor Lactation Program w The Children’s Hospital of Philadelphia (CHOP). Dr Spatz jest wybitnym ekspertem na arenie międzynarodowej, zajmuje się promowaniem karmienia piersią oraz prowadzi Lactation Program w CHOP. Szpital ten, wraz ze swoim supernowoczesnym Human Milk Management Center, jest już w czołówce tego typu placówek, jeśli chodzi o badania nad ludzkim mlekiem oraz usługi laktacyjne przy wsparciu  pielęgniarek i dyplomowanych międzynarodowych konsultantów laktacyjnych. W CHOP więcej niż cztery na pięć niemowląt zwolnionych z intensywnej terapii otrzymuje ludzkie mleko.

Szpital wykorzystuje mleko pobrane od dawców od 2006 roku z myślą o niemowlętach, których matki nie są w stanie wytworzyć pokarmu. W zeszłym tygodniu CHOP ogłosił plany uruchomienia banku mleka działającego na zasadach non-profit.

„Wspieranie wykorzystywania mleka ludzkiego jest jedną z najbardziej skutecznych strategii, opartych na dowodach naukowych, która zapewnia niemowlęciu bezpieczny pobyt na intensywnej terapii”, dodaje Spatz.

 

Źródło: www.medicalnewstoday.com

 

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

In vitro dla Krakowian – co się dzieje z akcją zbierania podpisów

in vitro dla krakowian

O krakowskim in vitro zrobiło się głośno, gdy jeden krakowski radny porównał dzieci z in vitro do modyfikowanych truskawek.  Jednak działacze Nowoczesnej w Krakowie, którym zależy na losie niepłodnych par, postanowili doprowadzić do refundacji w ramach inicjatywy obywatelskiej. Rozmawiamy z Niną Gabryś, koordynatorką tej akcji.

Kiedy zaczęliście zbieranie podpisów pod projektem finansowania in vitro?

Zbieranie podpisów pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą zainicjowaliśmy 25 marca. Planujemy je zbierać do końca maja, chyba, że będzie trzeba dłużej. Potrzebujemy 4 tysiące podpisów krakowian, by sprawa ponownie trafiła pod głosowanie w Radzie Miasta. Liczymy na to, że dzięki poparciu krakowian niezdecydowani radni zmienią zdanie i Kraków dołączy do grona miast, które realnie wspierają swoich mieszkańców w dążeniu do rodzinnego szczęścia.

Kto układał projekt tego finansowania? Na czym się opieraliście przy założeniach projektu?
Podpisy zbieramy pod projektem uchwały kierunkowej Małgorzaty Jantos, jest ona formą zawezwania władz miasta do działania w kwestii finansowania in vitro.  Nie zawiera ona szczegółowych rozwiązań, zostawiamy w kompetencji władz decyzję co do szczegółów. Równocześnie pracujemy jednak nad konkretnym projektem, wzorowanym na rozwiązaniach w innych miastach, w szczególności Bydgoszczy.  Na tym etapie projekt konsultujemy ze specjalistami w dziedzinie.
Jak dużo macie podpisów? Ile jeszcze brakuje?

Mamy około 1500 podpisów, zdecydowanie pozytywna liczba jak na początek. W tym tempie nie boję się o kolejne 2,5tys.

Kto oprócz środowiska Nowoczesnej się angażuje w zbieranie?

Wspierają nas środowiska kobiece, klaruje się współpraca z innymi partiami, ale za wcześnie na szczegóły.

Czy wspierają Was kliniki leczenia niepłodności?

Współpracujemy z wszystkimi klinikami leczenia niepłodności z Krakowa, razem z nami walczą o podpisy wśród bezpośrednio zainteresowanych. 7 maja odbędzie się wydarzenie „In vitro – Szansa dla krakowian”w Pauza In Garden, gdzie w roli ekspertów wystąpią dr Bartosz Chrostowski (Artvimed) i dr Marta Sikora – Polaczek (Centrum Medyczne Macierzyństwo). W trakcie wydarzenia porozmawiamy o procedurze in vitro, o szansach jakie gwarantuje, o medialnych i politycznych kontrowersjach, regulacjach prawnych i finansowych. Serdecznie zapraszamy.

Czy zbieracie np na ulicach? Jeśli tak, to jaka jest reakcja mieszkańców?

Intensywnie walczymy o wsparcie mieszkańców podczas akcji ulicznych. Jeżdżąc z wózkami „in vitro”, na wzór happeningu, który odbył się 25 marca na Plantach, zwracamy uwagę, wiele osób sama się zatrzymuje by złożyć podpis, rozpoznając inicjatywę. Happening bazuje na idei symbolicznych pustych wózków, które znajdą lokatorów wraz z pozytywną decyzję radnych, o pomocy dla starających się par. Reakcje są bardzo pozytywne, wiele osób zgłasza się do nas bezpośrednio, chcąc włączyć się w działania oddolnie i zbierać w swoim otoczeniu.

Walcząc o jak największą rozpoznawalność akcji, rozpoczęliśmy kampanię promocyjną pd hasłem „Oczekujemy… In vitro dla krakowian”, działamy w sieci, już niedługo pojawią się też plakaty w przestrzeni miasta.

Wydarzenie z 7 MAJA  na FB: >>TUTAJ<<

Tutaj lista do ściągnięcia: >>TUTAJ<< można podpisać i wysłać na adres lub złożyć w biurze Nowoczesnej w Krakowie przy ul. św Marka 7-9/1. Od poniedziałku do piątku w godz 10:00-13:00 i 15:00 – 18:00

Strona akcji: www.invitrodlakrakowian.pl

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

lęk

Każdemu z nas zdarza się odczuwać lęk. Lęk przed oceną, o zdrowie swoje i najbliższych, o brak możliwości zrealizowania marzeń i potrzeb, o przyszłość. Nie ma w tym nic złego, dopóki nie ogarnia on całego naszego świata i przeszkadza w codzienności.

Weź teraz głęboki oddech i poznaj kilka sposobów, które pozwolą ci lepiej sobie z nim radzić. Dasz radę!
1. Skupienie na tu i teraz

Często lęk zabiera nas w rejony czarnej przeszłości, albo przerażającej, nieznanej wizji tego, co dopiero przed nami. Banałem jest powiedzieć, że żyje się przede wszystkim tu i teraz. Znacznie trudniej jest jednak rzeczywiście móc to czuć.

Co może pomóc powrócić myślami do teraźniejszości? Skupienie na szczegółach, które są namacalne i realne właśnie w tym momencie. Siedzisz na fotelu – dotknij dłonią jego faktury. Jaki ma materiał, co czujesz pod palcami? Jest chropowaty, czy może miękki i delikatny? Masz przed sobą okno – co za nim widzisz? Drzewo na które przylatują ptaki, jakie ptaki? Ile ich jest, jaki mają kolor?

2. Prace manualne

Czasami dobrze jest zająć czymś nie tylko głowę, ale i ciało – nie są one bowiem oddzielnymi bytami, ale wspólnie pracują na nasze szczęście i spokój. Lubisz malować? Niezależnie od tego ile masz lat, śmiało idź do sklepu po farby i pędzle. Może wolisz coś bardziej praktycznego – naucz się robić na drutach. Znakomitą zabawą jest też robienie bransoletek z muliny. Pamiętasz to z dzieciństwa? Tak niewiele będzie cię to kosztowało, a zabawa i skupienie uwagi na czymś zupełnie innym, niż lęk, może wiele zmienić.

3. Telefon do przyjaciela

Kontakt z drugim człowiekiem pozwala nam złapać inną perspektywę. Nie musisz od razu mówić o swoich lękach i obawach, szczególnie jeśli nie jesteś na to gotowa lub nie jest to odpowiedni człowiek.

Może chcesz porozmawiać o filmie, który niedawno oglądałaś lub o przepisie na przepyszną sałatkę. Dzięki tego typu rozmowom okazuje się, że świat dookoła nas składa się z miliona innych elementów, nie tylko z tego, co nas przeraża. Bańka lęku może pęknąć, co pozwoli, by wpadły do niej małe, codzienne przyjemności.

4. Świeże powietrze

Często zwiększony lęk łączy się z trudnością ze złapaniem normalnego oddechu. Nagle zaczyna nam brakować powietrza, robi się ono ciężkie i trudne do przyjęcia. Co może pomóc? Otwarcie okna i świeży podmuch wiatru lub po prostu spacer.

Nawet krótkie przejście się dookoła bloku, czy wśród sąsiednich domów, pozwoli nam uregulować pracę ciała, ale też – ponownie – przerzucić uwagę na rzeczywistość rozgrywającą się tu i teraz. Być może miniemy sąsiada, który właśnie wraca z zakupami i zechce nam o nich opowiedzieć? Zapytajmy co kupił, co planuje, jak się czuje. Tyle dzieje się dookoła nas!

5. Ogranicz czas na zamartwianie

Jest to technika, która początkowo wymaga wysiłku – zresztą, jak i każda inna, bo czy bycie w znajomej nam przestrzeni, choćby był to lęk, nie jest nieraz „bezpieczniejsze”? Jeśli jednak chcemy to zmienić, ustalmy sami ze sobą pewne zasady.

Zakładam, że znów będę się czymś martwić. Ok, skoro i tak znając życie ten czas nadejdzie, niech będzie to pomiędzy 7:15, a 7:30. Mam wtedy chwilę, niech się dzieje co chce. Niespodziewany gość w postaci lęku, nie powinien zatruwać mi życia później – mam za dużo do zrobienia. Na poranne godziny warto postawić także z innego względu. Lęk wyjątkowo upodobał sobie pory wieczorny, a przecież nie chcemy go dodatkowo dokarmiać. Jest to forma, która niewątpliwie da ci poczucie kontroli nad własnymi myślami. Każdy z nas może ją odzyskać, nawet jeśli z pozoru wydaje się to niemożliwe!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Niepłodność i stres – co tak naprawdę znaczy: odstresować się?

odstresować się

Każda osoba długo starająca się o dziecko, która usłyszała, że powinna „wyluzować, odstresować się”, doskonale wie, jak irytujące są tego typu rady. Bo przecież wiadomo, że nadmierny stres przynosi negatywne skutki w zasadzie w każdej dziedzinie życia. Nikt też mnie chce obniżać swoich szans na dziecko z powodu nadmiernego stresu.

No tak, tylko co to znaczy: odstresować się? Gdzie wiedza popularna znajduje odzwierciedlenie w badaniach i nauce? Czy i w jaki sposób stres wpływa na płodność?

Hasło „stres” jest jak pojemny worek, do którego wrzucamy popularne martwienie się, ale też depresję, lęk, niepokój. To wszystko zaczyna się na długo, zanim ze zwykłego Kowalskiego staniemy się pacjentem kliniki leczenia niepłodności. Starania o dziecko, jeśli nie przynoszą upragnionego efektu w ciągu kilku miesięcy, stają się coraz bardziej dokuczliwym i stresującym doświadczeniem. Dla kobiet chroniczny stres może oznaczać utrudnioną, nieregularną owulację. Z kolei u mężczyzn długotrwały stres może skutkować obniżonymi parametrami nasienia oraz wpływać na wynik testosteronu.

Oczywiście, przedłużający się stres może też znacząco wpłynąć na inne aspekty płodności, takie jak implantacja lub samo zapłodnienie. Kolejne badania pokazują, że również podczas leczenia przewlekły stres i napięcie mogą mieć wpływ na przykład na ilość pobranych komórek jajowych. Interesujące izraelskie badanie pokazały, że kobiety które podczas leczenie niepłodności były zabawiane przez clowna miały większe szanse na poczęcie niż te, które śmiechu nie doświadczyły.

Czy niepłodność jest źródłem stresu?

To jest trochę pytanie o to, co było najpierw – stres czy niepłodność? Bardzo trudno dojść pewnej odpowiedzi, ale wystarczy, żeby u wielu pacjentów wywołać poczucie winy. Rzeczywiście, badania japońskie pokazały, że nawet 40% kobiet odczuwa niepokój lub cierpi z powodu depresji jeszcze zanim przystąpi do leczenia niepłodności. Można się, oczywiście, zastanawiać, czy jest to związane z nieudanymi naturalnymi staraniami, innymi życiowymi trudnościami pacjentki czy też jej pewnymi cechami jej osobowości.

Niestety, nie pomaga wiedza, co jest źródłem niepłodności. Nawet jeśli okazuje, że jest to przyczyna fizyczna, którą można leczyć. Kolejne miesiące niepowodzeń nieuchronnie zwiększają stres i jego konsekwencje. Błędne koło stres-trudności w zajściu- więcej stresu rusza w ruch.

Najpopularniejsze źródła stresu

Stres jest częścią życia. Nie da się go uniknąć, motywuję do działania, pomaga się rozwijać, wzrastać. Doświadczamy go głównie w pracy oraz w rodzinie. To nie jest zaskakujące. Jeśli praca jest mniej lub bardziej stresująca, ważne żeby umieć rozładowywać napięcie po powrocie do domu. Jeśli to z kolei życie rodzinne jest źródłem przewlekłego stresu, warto szukać źródeł i często również szukać profesjonalnej pomocy.

Badania pokazują, że ponieważ stres jest tak powszechny (i często korzystny), przyzwyczajamy się do niego. Nie odczuwamy jego poważniejszych skutków, takich jak zaburzenia snu, łaknienia, bóle różnych części ciała. To, co na pewno jest dewastujące to nagły i ostry stres, taki jak śmierć bliskiej osoby, nieplanowana przeprowadzka, utrata pracy.

Warto jednak pamiętać, że fakt, że nie widzimy skutków stresu nie znaczy, że ich nie ma. Rzeczywiście, może być tak, że  jesteśmy tak wytrzymali na skutek różnych życiowych okoliczności, że nawet nie zauważamy, że przestaliśmy o siebie dbać. Albo że nigdy się tego nie nauczyliśmy.

Jak ograniczyć stres związany z niepłodnością?

Mówiąc najkrócej: w każdy możliwy sposób, odpowiedni dla naszego temperamentu, potrzeb i możliwości.

  • Joga – ma wielu zwolenników, zwłaszcza ta jej odmiana, która koncentruje się na oddychaniu i ruchach, niekoniecznie medytacji. Wiele wskazuje na to, że jest to skuteczny sposób na wyciszenie oraz w konsekwencji redukcję stresu. Zwolenników ma również akupunktura. Niektóre kliniki leczenia niepłodności nawet oferują tego typu zabiegi.
  • Sen – ma znaczenie nie tylko w utrzymaniu dobrego samopoczucia, ale również w przebiegu owulacji. Przeszło 80% kobiet ma owulację pomiędzy północą a 8 rano, dlatego brak snu lub zaburzenia w obrębie rytmu dobowego mogą wpływać również na owulację. Sen pomaga się zregenerować, zrelaksować, zresetować umysł i ciało.
  • Ćwiczenia fizyczne i ruch – osoby uprawiające rekreacyjnie sport często zauważają, że po wykonaniu serii ćwiczeń lepiej się czują. Nic dziwnego, podczas wysiłku fizycznego uwalniają się endorfiny, znane również jako hormony szczęścia. Aktywność fizyczna pomaga również zadbać o prawidłową wagę, a to z kolei zwiększa szanse na poczęcie.
  • Seks – ale niekoniecznie ten związany z prokreacją. Seks rozumiany jako bliskość, wzajemna wymiana. Warto do niego wrócić po miesiącach lub latach współżycia z kalendarzem w ręku.
  • Ludzie – tak po prostu. Jest ogromna ilość badań potwierdzających, że wsparcie ze strony bliskich osób jest niezwykle ważne w radzeniu sobie ze wszystkimi życiowymi kryzysami. Nie ma powodu niepłodności traktować inaczej. Warto się otworzyć, szukać ludzi o podobnych doświadczeniach (co nie powinno być trudne) lub na tyle empatycznych, że będą w stanie zrozumieć sytuację osoby niepłodnej.

Cokolwiek jest pierwotne – niepłodność czy stres – trzeba pamiętać, że jedno wpływa na drugie. Trzeba o siebie dbać zwłaszcza wówczas, kiedy jesteśmy w trudnej sytuacji.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jak odzyskać poczucie sprawstwa w swoim życiu w trakcie lub po leczeniu niepłodności, czyli kto tu tak naprawdę rządzi?

utrata kontroli

Poczucie, że utraciło się kontrolę jest jednym z najsilniejszych i najbardziej dotkliwych uczuć związanych z niepłodnością. Nie musi pojawiać się od razu, może dotyczyć pojedynczych obszarów życia lub dawać poczucie, że utrata jest totalna. A czasami może przebiegać niepostrzeżenie i tylko nie wiadomo, skąd kłótnie w parze, dlaczego jedna strona sprawia wrażenie, jakby chciała zawładnąć drugą.

Uczucie utraty kontroli jest bardzo nieprzyjemne. Może się kojarzyć z sytuacją uwięzienia, kiedy ktoś inny podejmuje decyzje (na przykład lekarz), powrotu do dzieciństwa i jego nielubianych aspektów, kiedy rodzice mieli ostateczny głos czy nawet, że decyduje partner.

Utrata poczucia sprawstwa bywa również zaskakująca. Wydawać by się mogło, że decyzja o założeniu rodziny jest zbyt intymna, by mógł w niej uczestniczyć ktokolwiek spoza pary. Narasta więc poczucie frustracji, przygnębienia i desperacji. Sposoby odzyskania poczucia kontroli mogą więc być różne. Osoby, które dotychczas miały wrażenie (słuszne zwykle), że stanowią dla siebie wsparcie, w niepłodności zaczynają się obwiniać lub stawać sobie na drodze do osiągnięcia celu.

Droga do utraty

Jednak kiedy myślimy o poczuciu kontroli utraconym w procesie zbyt długich starań o dziecko pojawia się pytanie, na ile rzeczywiście mamy kontrolę nad własną płodnością. Badania pokazują, że w początkowej fazie, tuż po postawieniu diagnozy niepłodności albo nawet jeszcze przed, kiedy zaledwie przeczuwa się, że coś jest tak, pary zaczynają przyglądać się swojemu życiu seksualnego. Dochodzą do wniosku, że ciąża się nie pojawia, ponieważ nie trafiają w owulację. Że być może ich styl życia lub nawyki są nieodpowiednie, że są zbyt zestresowani, skupieni na karierze. Sądzą więc, że jeśli wprowadzą „odpowiednie” zmiany, dziecko się pojawi. Oni natomiast odzyskają kontrolę.

Żeby uratować się przed utonięciem we własnych uczuciach, ludzie robią różne rzeczy. Weźmy na przykład Janka i Alicję, obydwoje po 35 roku życiu, starają się o ciążę od 3 lat. Przeszli trzy inseminacje i jedną procedurę in vitro. Wszystkie próby były nieudane. Teraz mogą podejść do kolejnej, klinika czeka. Teraz, kiedy stoją przed kolejną próbą, przed kolejnymi nadziejami i ryzykiem porażki i przed kolejną koniecznością sięgnięcia do coraz bardziej pustego konta, sytuacja jest niewesoła.

On jednak pyta, kiedy zadzwonią do kliniki, żeby umówić się na rozpoczęcie procedury. Ona odpowiada, że właśnie złapała wiatr w żagle w pracy, że zaczęła ważny projekt, który chciałaby skończyć. On pyta, ona ciągle mówi to samo: że za chwile, że teraz jest coś innego, co zaprząta jej myśli, a chciałaby całkiem skupić na staraniach. On zaczyna się więc coraz wyraźniej niecierpliwić. W końcu dochodzi do poważnej rozmowy, podczas której okazuje się, że w ona od dawna się waha. Jest zmęczona i przestraszona. Tak naprawdę od dawna myśli o adopcji.

Rzeczywiście, rozmowy tego typu były podejmowane, ale szybko i boleśnie się kończyły. On był zdecydowanie na nie. Kiedy jednak rozmawiają po kilku latach starań i porażek okazuje, że on również inaczej patrzy na sytuację. Tym razem obydwoje zaczynają zastanawiać się, jak chcieliby widzieć swoją przyszłość. Adopcja staje się coraz bardziej realną opcją.

Schowane emocje

Zanim jednak byli w stanie usiąść i szczerze porozmawiać, Janek czuł się zraniony i wściekły. Nie rozumiał tego, co się dzieje. Miał wrażenie, że żona zaczyna go oszukiwać, bo przecież nie tak się umawiali. Ona tymczasem, wraz kolejną nieudaną próbą, wraz z kolejnym zastrzykiem, z kolejną wizytą w klinice, która nie zbliżała ich do upragnionego dziecka czuła, że traci kontrolę nad kolejnymi aspektami swojego życia. Zdrowie już dawno zostało złożone w ręce lekarzy, życie intymne poddane zostało ocenie obcych ludzi. Z czasem doszła ukochana praca, którą trzeba było podporządkowywać zabiegom, a nawet podróże czy niektóre potrawy, bo przecież w każdej chwili mogła być w ciąży.

Bardzo często poczucie utraty kontroli bywa odczuwana na gruncie finansowym. Pieniądze mogą wywoływać niezliczone kłótnie, zwłaszcza jeśli fundusze są ograniczone lub też małżonkowie mają różny stosunek do tego tematu. Koszty leczenia bywają bardzo wysokie i może być tak, że jedna ze stron używa finansów, żeby kontrolować sytuację. Bardzo łatwo wejść w tego typu spory, ponieważ wydają się one bardziej realne. Są czymś, czego można się chwycić, o co czym można porozmawiać albo nawet się pokłócić.

Niepłodność jest serią utrat. A po jej zakończeniu, jakikolwiek miałby to być koniec, procesem mozolnego odbudowywania albo też przebudowywania siebie. To, kim było się przed staraniami o dziecko już nie wróci. Tak dzieje się po każdym życiowym kryzysie lub dużej zmianie. Nie ma w tym nic dziwnego, chociaż nie jest też łatwe. Czasami trzeba rozstać się z iluzją, taką jak choćby to, że nasza płodność jest wyłącznie w naszych rękach.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami