Przejdź do treści

Mit zdziry, czyli co promuje Fundacja Dzieci Niczyje

707.jpg

Fundacja Dzieci Niczyje za publiczne pieniądze stworzyła i propaguje spot reklamowy, który rozpowszechnia szkodliwe stereotypy na temat seksualności nastolatek i młodych kobiet. Fundacja nazywa to edukacją. Ja nazywam to utrwalaniem krzywdzących mitów na temat seksu.

Spot kampanii „Myślę, wiec nie ślę” opowiada historię dziewczyny, która wysyła chłopakowi swoją półnagą fotkę. Zdjęcie zaczyna krążyć w internecie i jest prześladowane wulgarnymi komentarzami. Dziewczyna jest załamana. Z kolei na plakacie promującym kampanię rozebrana dziewczyna zamiast bielizny ma na sobie obraźliwe komentarze: panna puszczalska, ale szmata, brałbym, bezwstydna suka. Twórcy kampanii starszą dziewczyny przed wrzucaniem fotek do internetu wizją wstydu i utraty godności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ja zajmuję się promowaniem kobiecej perspektywy w polskich rozmowach na temat seksu. Wiem, że największym problemem z jakim muszą się zmierzyć dziewczyny i kobiety jest świetnie funkcjonujący w naszej kulturze funkcjonuje i świetnie się ma „mit zdziry”. Nastolatka, albo kobieta, która pozwoli sobie na zaakcentowanie własnej seksualności strojem, zachowaniem albo wypowiedziami, naraża się tym samym na bezlitosną krytykę, ośmieszenie i odrzucenie. W zasadzie jeżeli tylko jesteś dziewczyną/kobietą i masz seks, możesz pewna, że prędzej czy później ktoś nazwie cię dziwką, puszczalską, wulgarną, niewyżytą. Jest w naszej kulturze ogromne społeczne przyzwolenie na to, że każdy przejaw seksualności nastolatek i kobiet może być wykorzystany przeciwko nam. Ta brudna logika opiera się na założeniu, że dziewczyny i kobiety same są sobie winne, wszystkich złych rzeczy związanych z seksualnością. I w ramach tego zacofanego i konserwatywnego społecznego mitu, nikt nie staje w obronie tych dziewczyn i kobiet.

Kampania „Myślę, więc nie ślę” świetnie się wpisuje w ten restrykcyjny wobec dziewcząt i kobiet społeczny stereotyp. Spot prezentuje, ze jedynym antidotum na falę internetowej nienawiści i pogardy na tle seksualnym może być uciszenie dziewczyny, która jest ofiarą lub może nią być. Nie ma ani słowa o tych, którzy piszą te obrzydliwe komentarze. Fakt, że można w taki sposób szczuć i dręczyć dziewczynę, jest przedstawiany w spocie jako coś oczywistego, nad czym w ogóle nie ma sensu dyskutować. Tak po prostu tak już jest i nic z tym nie można zrobić – sugeruje spot. To dziewczyna powinna wziąć się w garść: POMYŚLEĆ – to teraz nie miałaby kłopotów. A skoro nie pomyślała, to ma to, na co zasłużyła. Pozornie kampania troszczy się o dobro młodych dziewczyn w relacjach seksualnych, tylko ile jest warta ta troska skoro wynika z niej jedna, podstawowa informacja, że powinnyśmy żyć w strachu przed wulgarną oceną i dopasowywać swoje zachowania do agresywnego, anty-kobiecego środowiska?

Ten spot bazuje na strachu. To nic nowego w odniesieniu do sfery kobiecej seksualności. W naszym konserwatywnym społeczeństwie dziewczyny i kobiety stereotypowo straszy się seksem: że sprowadza je na złą drogę, że naraża na złą opinię, że eksperymentując ze swoją seksualnością ryzykujemy, że zostaniemy porzucone w ciąży, albo zgwałcone, albo wykorzystane, a na pewno odrzucone przez porządnych ludzi i odpowiednich facetów, którzy nie będą się chcieli z nami zadawać. Można tak długo wymieniać. Strach przed stratą reputacji, przed odrzuceniem, przed tym, że nikt nie będzie nas szanował i się z nami liczył, jeśli pozwolimy sobie na wyrażanie swojej seksualności, to ogromna siła, która trzyma w ryzach miliony dziewczyn i kobiet na całym świecie. Zawstydzanie, wywoływanie poczucia winy i zastraszanie przez odwoływanie się do ich zachowań seksualnych nie pomaga dziewczynom i kobietom. Niszczy nas i nie daje szans na odkrywanie i czerpanie radości ze swojej seksualności. Stoi na drodze do bycia jednocześnie nieustraszoną i odpowiedzialną. Powoduje, że kobiety przestają ufać sobie nawzajem, umieszczając się we wrogich obozach: tych porządnych, zasługujących na szacunek, i tych zdzirowatych nie zasługujących na nic dobrego i winnych wszystkich złych rzeczy, które im się przydarzają. Wzmacnia poczucie, że chłopakom wolno więcej i im więcej się wybacza. Na dodatek wprowadza w błąd, bo to nieprawda , że złe rzeczy przydarzają się tylko „niegrzecznym” dziewczynkom. Otóż przydarzają się wszystkim: tym „myślącym” i tym „nie myślącym”.

Można się obrażać na moją opinię i twierdzić, że spot ostrzega przed zjawiskiem, które występuje w prawdziwym świecie i którego należy się bać, żeby go unikać. Tylko, że jeśli rzeczywiście leży nam na sercu bezpieczeństwo młodych dziewczyn i kobiet, nie powinniśmy odwoływać się poczucia winy i strachu! Jeśli się będą bały i wstydziły swojej seksualności i rozmów o niej, będzie im trudniej wyznaczać własne granice, chronić je, protestować przeciw złemu traktowaniu, prosić o pomoc, szukać wsparcia i wpierać inne dziewczyny w podobnej sytuacji. Powinniśmy w kampaniach społecznych, w mediach i w codziennych rozmowach zawstydzać i straszyć tych, którzy wykorzystują seksualność dziewczyn i kobiet do obrażania ich i ośmieszania, a nie wskazywać, że gdyby ofiara zachowała się „bardziej przytomnie”, to uniknęłaby kłopotów.

A teraz powtórzę raz jeszcze, bo to jest bardzo ważne. Ten spot to nie jest edukacja, to jest wzmacnianie krzywdzących stereotypów, które prężnie krążą w naszym polskim krwioobiegu. Prawdziwa edukacja to wyrabianie w dziewczynach odruchu obrony swojego status quo oraz siły, dzięki której mogłyby się oprzeć presji rówieśniczej, zarówno jeśli chodzi o przymus „bycia seksi”, jak i przy odpieraniu zarzutów, że jest się już „dziwką”. To dawanie im narzędzi, żeby umiały wyznaczać własne granice w sferze seksualnej. Żeby nie poświęcały się i nie były zbyt „hojne” w nadziei, ze je ktoś polubi. Edukacja powinna wzmacniać naszą społeczną solidarność w obronie dziewcząt i kobiet, które atakuje się poprzez odwoływanie do ich seksualności. Edukacja powinna wskazywać winnych i oraz podawać mechanizmy pomocne w pociąganiu ich do odpowiedzialności. Naganne nie jest to, że młoda dziewczyna na etapie eksperymentowanie ze swoją seksualnością robi sobie roznegliżowaną fotkę. Naganne i niedopuszczalne jest to, że ktoś wykorzystuje to zdjęcie, żeby ją zastraszyć, ośmieszyć i upodlić. I o tym powinien być ten spot. Powinien być adresowany do rówieśników, którzy stosują cyber przemoc: „Myślę, więc nie gwałcę”. Bo to jest forma przemocy seksualnej – zaszczuć dziewczynę poprzez odwoływanie się do jej sfery seksualnej. Trzeba nauczyć się zwalczać prawdziwego wroga. Seksualność dziewczyn i kobiet nie jest brudna, ani zła. Ale przemoc z podtekstem seksualnym już tak.

Widziałam kiedyś mocną brytyjską reklamę społeczną. Dziewczyna i chłopak są na randce. On ją całuje, potem przytulają się do siebie. W pewnej chwili chłopak robi się coraz bardziej natarczywy, ona się szamoce, prosi: nie, nie rób tego. On nie zwraca uwagi na jej protesty i manipulacją oraz siłą wykorzystuje ją. Na koniec jest pokazane lustro, w którym chłopak ogląda swoje odbicie z ogromnym czerwonym napisem: „Gwałciciel”. Obawiam się, że gdyby ten spot był robiony w Polsce, na końcu w ogóle nie byłoby chłopaka, tylko przed lustrem stałaby zastraszona dziewczyna z podpisem: ”Dziwka”.  Ewentualnie ktoś „litościwy” podał by jej na końcu tego spotu telefon, pod którym mogłaby wyznać, „jak bardzo nie myślała”.

Joanna Keszka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Hormony płodności kontra rak piersi – najnowsze badania

Hormony a rak piersi

Hormony, od których zależy płodność, mogą sprzyjać nowotworom. Poziom stężenia progesteronu i estrogenu może zwiększać ryzyko zachorowania na raka– wskazują najnowsze badania.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Płodność kobiety zależy od dwóch hormonów: estrogenu i progesteronu. Niestety, mogą one nie tylko zapewniać przetrwanie życia, ale też szkodzić – odgrywają ważną rolę w rozwoju nowotworów: piersi, jajników i macicy – wskazują najnowsze badania.

Wyniki opublikowano na łamach czasopisma „Lancet”.

Czy wiesz, że poziom hormonów zależy od ilości posiadanej energii?

Stężenia progesteronu i estrogenu zależą nie tylko od cech wrodzonych – genetycznych, ale też w większym stopniu, od dostosowania się organizmu do warunków panujących w otoczeniu –  informuje międzynarodowy zespół koordynowany przez prof. Grażynę Jasieńską, kierującą Zakładem Zdrowia i Środowiska na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Im organizm ma więcej energii, tym wyższy jest poziom hormonów płciowych. Rośnie szansa posiadania potomstwa, ale jednocześnie zwiększa się ryzyko zachorowania na nowotwór.

Badacze potwierdzają to przykładem. Bardzo dobrze odżywione kobiety zamieszkujące USA mają prawie dwa razy więcej progesteronu, niż kobiety żyjące w ubogiej Demokratycznej Republice Konga.

Niedobory w organizmie obniżają płodność

Szanse na urodzenie i wychowanie potomka zależą od zmagazynowanych w ciele kobiety zasobów. U człowieka potrzeba ich szczególnie wiele: ze względu na duży mózg, powolny wzrost i dojrzewanie.

Nic dziwnego, że niedobory zasobów obniżają płodność, a także poziom hormonów płciowych.

Przy ograniczonych zasobach energii narodziny dziecka są bowiem, z punktu widzenia ewolucji, ryzykownym przedsięwzięciem.

Zdaniem naukowców nie chodzi tylko o bieżącą sytuację – na płodność wpływają też okoliczności, w jakich wzrastała i dojrzewała matka. „Warunki w trakcie rozwoju człowieka kształtują poziom wyjściowy funkcji rozrodczych poprzez dostosowanie szybkości wzrostu i dojrzewania w odniesieniu do czynników ekologicznych, takich jak zaopatrzenie w energię i obciążenie chorobami” – piszą autorzy. Jak zaznaczają, energetyczny stres może być spowodowany nie tylko przez życie w nędzy, ale także znaczne wydatki energetyczne związane z pracą zawodową czy wyczynowo uprawianym sportem.

Wysoki poziom estrogenu a rak piersi

Jak potwierdzają liczne badania, hormony płciowe, a zwłaszcza estrogen, przyczyniają się do rozwoju nowotworów, np. raka piersi. Wchodzą w specyficzne relacje z innymi czynnikami, związanymi z przetwarzaniem energii – chociażby insuliną, leptyną, czynnikami stanu zapalnego. Bardzo prawdopodobne wydaję się to, że za wzrost zachorowalności na raka piersi w społeczeństwach zamożnych można w pewnym stopniu winić wysokie poziomy estrogenu i progesteronu.

Urodzenie dziecka i karmienia piersią chroni przed rakiem

Autorzy zwracają uwagę na pierwotne wzorce dojrzewania i rodzenia dzieci, jakie wciąż spotykamy w zbiorowościach tradycyjnych.

„Charakteryzują się późniejszym wiekiem wystąpienia pierwszej miesiączki, młodym wiekiem pierwszego zajścia w ciążę i urodzenia dziecka, wysokim wskaźnikiem rodzenia dzieci  i długimi okresami karmienia piersią. Taka kombinacja czynników chroni przed wystąpieniem raka piersi” – piszą. Koncentracja hormonów płciowych w czasie trwania całego życia jest znacznie niższa.

Płodność a ryzyko nowotworu

Niestety, próby zmiany zależności między płodnością i nowotworami nie muszą gwarantować poprawy – ogólnie widzianego – stanu zdrowia. W procesie rozmnażania zasoby, które dotąd zapewniały kobiecie ochronę, są „przekierowywane”, by można było urodzić żywe i zdrowe dziecko. Dlatego zwiększa się podatność na cukrzycę, otyłość i choroby sercowo-naczyniowe. Jak wynika z przytaczanych przez autorów danych, większa liczba ciąż idzie w parze z rozwojem chorób układu krążenia. Z analizy przeprowadzonej na grupie niemal 4 tys. kobiet w wieku od 45 do 74 lat wynika, że sześć lub więcej ciąż podwyższa ryzyko udaru o 70 proc.

Skomplikowane zależności pomiędzy rozmnażaniem a zdrowiem jeszcze bardziej komplikują czynniki społeczno-ekonomiczne – opisują badacze.  W społeczeństwach dobrobytu poziom hormonów rozrodczych jest wyższy, ale rozmiary rodzin nie rosną. Z jednej strony działają czynniki kulturowe i ekonomiczne – jak praca zawodowa i trwałość związków, z drugiej – fizjologia i hormony. A hormony decydują o ryzyku zachorowań na nowotwory.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Zobacz także:
Fitoestrogeny zwiększają ochotę na seks
Jedzenie a zaburzenia gospodarki hormonalnej
Hormony niezbędne do zajścia w ciążę

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Zespół antyfosfolipidowy może być przyczyną niepłodności

Zespół antyfosfolipidowy  (przeciwciała kardiolipionowe), (APS) może utrudniać zajście w ciążę i być powodem kobiecej niepłodności. W ciąży jest przyczyną poronienia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zespół antyfosfolipidowy – na czym polega?

APS jest chorobą autoimmunologiczną, co oznacza, że organizm zaczyna atakować swoje własne tkanki. Wówczas organizm wytwarza zbyt dużo przeciwciał antyfosfolipidowych atakujących tkankę łączną. Są one obecne we krwi i zmieniają jej krzepliwość.
Jeśli cierpisz na APS, jesteś w konsekwencji narażona na wystąpienie niebezpiecznych zakrzepów. Wysoki poziom przeciwciał zakłóca również pracę błon komórkowych komórek płciowych, co utrudnia zajście w ciąże, ponieważ schorzenie co zaburza proces zapłodnienia oraz proces implantacji zarodka.

Przeciwciała kardiolipionowe (APS) – objawy

Oprócz problemów z zajściem w ciążę czy poronień (powracających) APS objawia się też występowaniem: zakrzepów tętniczych, krwotoków, bóli stawów, owrzodzeń, napadów niedokrwienia, czy niedociśnienia płucnego. W trudnych przypadkach mogą prowadzić do udaru.

Jak zdiagnozować zespół antyfosfolipidowy?

Podstawą diagnostyki APS jest realizacja badania na obecność przeciwciał antyfosfolipidowych. Test jest prosty, polega na pobraniu krwi i analizie stężenia IgG lub IgM. Badanie trzeba powtórzyc po kilku tygodniach.
Problemy z zajściem w ciążę i z krzepliwością krwi mogą sugerować również obecność trombofilii wrodzonej – genetycznej tendencji do nadkrzepliwości. Jej wykrycie jest możliwe w czasie prostego badania DNA.

APS a szanse na zajście w ciążę?

Z wynikami badań warto udać się więc do specjalisty, który skieruje na leczenie. Najczęściej polega ona jedynie na podawaniu leku rozrzedzającego krew. Dzięki temu zostaje obniżony poziom przeciwciał, a szansa na dziecko wzrasta. Zmniejsza się też ryzyko wystąpienia zakrzepów. Przy APS ciąża traktowana jest jako ta wysokiego ryzyka, więc konieczne są stała opieka lekarza, np. częstsze USG.

Prawidłowa diagnoza i leczenie APS zwiększa szansę na poczęcie i urodzenie zdrowego dziecka aż o 80%.

POLECAMY:

7 ciąż i 2 dzieci – moja walka o ciążę przy APS – poznaj historię Agnieszki
5 błędów, które utrudniają zajście w ciążę

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Kontrast do rentgena przywraca płodność! Naukowcy są w szoku!

Fot.fotolia
Fot.fotolia

Prosta technika może przywrócić płodność niektórym kobietom – wyniki zaskoczyły naukowców z Australii. Choć nie wiedzą, jak to działa, to okazuje się skuteczne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badacze z University of Adelaide przetestowali element histerosalpingografii – procedury, która już od początku XX w. stosowana jest w diagnostyce budowy macicy i jajowodów. Polega ona na wprowadzeniu do nich specjalnego roztworu, który działa jak kontrast dla wykonywanych później zdjęć rentgenowskich.

 

Szanse na dziecko dzięki stuletniej metodzie

Wcześniej istniały podejrzenia, że metoda ta może pomagać przy niepłodności.

Według pewnych doniesień w ubiegłym wieku częstość ciąż wśród niepłodnych kobiet wzrastała po przemyciu ich jajowodów opartym na wodzie lub oleju kontrastem dla badań RTG. Do teraz nie było wiadomo, czy to rodzaj roztworu wpływał na zmianę płodności – tłumaczy kierujący projektem prof. Ben Mol.

Badacze sprawdzili dwa tego rodzaju środki – jeden oparty na oleju z maku lekarskiego, o nazwie Lipiodol Ultra-Fluid oraz kontrast wodny (Telebrix Hystero). W eksperymencie wzięło udział ponad tysiąc niepłodnych ochotniczek z normalnym cyklem miesięcznym, drożnymi jajowodami, bez zaburzeń hormonalnych, wysokiego ryzyka chorób jajowodów, endometriozy, ani przebytej infekcji bakteriami z rodzaju chlamydia czy zapalenia narządów miednicy mniejszej.

 

Kontrast do RTG na płodność: wyniki zaskoczyły naukowców

Wyniki zaskoczyły autorów doświadczenia – prawie 40 proc. niepłodnych kobiet zaszła w ciążę po zastosowaniu roztworu olejowego i 29 proc. po terapii roztworem wodnym.

Rezultaty okazały się bardziej ekscytujące, niż mogliśmy przypuszczać, co pomogło w potwierdzeniu, że licząca już cały wiek metoda ma nadal swoje miejsce w nowoczesnej medycynie – mówi prof. Mol.

Jak dotąd nie wiadomo jednak, dlaczego metoda działa. Naukowcy na razie spekulują, że wprowadzany płyn usuwa zanieczyszczenia utrudniające zapłodnienie.

Potrzebne będą dalsze badania, aby wyjaśnić mechanizm stojący za tym, co zobaczyliśmy. Na chwilę obecną – biorąc pod uwagę, że technika ta była wykorzystywana przez sto lat bez żadnych znanych skutków ubocznych – sądzimy, że jest ona warta stosowania w leczeniu niepłodności przed wykorzystaniem przez pary zapłodnienia pozaustrojowego – twierdzi ekspert.

CIEKAWOSTKA: Prof. Mol być może sam przyszedł na świat dzięki badanej przez niego metodzie. Po rozpoczęciu eksperymentu dowiedział się bowiem, że jego uznawana za niepłodną matka była poddana diagnostyce z użyciem Lipiodolu.

Jest bardzo prawdopodobne, że mój brat i ja, urodziliśmy się dzięki odzyskaniu przez naszą matkę płodności z pomocą tej metody – opowiada australijski badacz.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

POLECAMY:

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności

5 rzeczy o niepłodności, których nikt ci nie powie 

Tu znajdziesz najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Nieleczona endometrioza może doprowadzić do trwałej niepłodności [WIDEO]

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Endometrioza dotyka nawet co dziesiątą kobietę w wieku rozrodczym i często zaburza zdolność prokreacyjną. Zobacz jakie daje objawy, jak zdiagnozować chorobę i jak ją leczyć?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest endometrioza?

Endometrioza objawia się umiejscowieniem ognisk błony śluzowej macicy poza jamą macicy, co wywołuje olbrzymi ból. Przewlekły stan zapalny może doprowadzić do zrostów w obrębie jajowodów i zaburzyć zdolność prokreacyjną kobiety.

Endometrioza – coraz więcej kobiet cierpi jej powodu

Na endometriozę cierpi od 5 do 10 proc. kobiet w wieku rozrodczym, ale dotyka również dziewcząt. Szacuje się, że na całym świecie choroba występuje u blisko 180 milionów kobiet, również młodych i bardzo młodych. Diagnozuje się ją nawet w 80 proc. przypadków przewlekłego bólu miednicy i u 50 proc. kobiet niepłodnych.

Endometrioza polega na występowaniu fragmentów błony śluzowej, które normalnie są zlokalizowane w jamie macicy, poza jamą macicy – mówi dr n. med. Robert Bartkowiak z kliniki Premium Medical. – Najczęściej te ogniska pojawiają się w okolicach jajników, jajowodów i więzadeł łączących macicę ze strukturami miednicy mniejszej. I te ogniska błony śluzowej raz w miesiącu krwawią, tak jak błona śluzowa w jamie macicy.

Skutki endometriozy: problemy z zajściem w ciążę

Wewnętrzne krwawienia doprowadzają do przewlekłych stanów zapalnych i zrostów w jamie miednicy. Rozwijają się również bolesne guzki endometrialne. Zapalenie w obrębie jajowodów może uszkodzić plemniki i jajniki, a także utrudnić ich ruch. W efekcie chore kobiety mogą mieć problem z zajściem w ciążę.

Objawy endometriozy

Głównym objawem endometriozy jest przewlekły ból w miednicy, szczególnie w okresie okołomenstruacyjnym. Dyskomfort może również pojawić się w trakcie współżycia płciowego. Jeżeli ogniska błony śluzowej macicy są zlokalizowane w okolicy ostatniego odcinka jelita lub pęcherza moczowego, ból pojawia się również przy wypróżnianiu. W niektórych przypadkach endometrioza przebiega bezobjawowo.

Jak zdiagnozować endometriozę?

– Podstawowym badaniem diagnostycznym jest USG wykrywające nawet niewielkie ogniska endometriozy występujące często poza jajnikami, na przykład w okolicy przestrzeni odbytniczo-pochwowej. To dotyczy endometriozy głęboko naciekającej, która jest najbardziej dotkliwą formą choroby dla pacjentek – tłumaczy dr n. med. Robert Bartkowiak.

Standardem w ostatecznym rozpoznawaniu endometriozy jest laparoskopia, czyli endoskopia ginekologiczna. Zabieg ten stosuje się również w leczeniu choroby.

– Jest to metoda mało inwazyjna, polegająca na wykonaniu niewielkich nacięć na skórze, wprowadzeniu kamery i narzędzi do operacji. Dzięki temu pacjentki nie mają wykonywanej laparotomii, czyli nie mają przecinanych wszystkich powłok brzusznych,  jak w sposób klasyczny – dodaje lekarz.

W trakcie laparoskopii usuwa się ogniska endometriozy, w tym torbiele i zrosty w obrębie jamy miednicy. Metoda ta zmniejsza dolegliwości bólowe i poprawia wskaźniki płodności pacjentek. U kobiet, które nie planują zajść w ciążę, możliwe jest również stosowanie farmakoterapii, jednak objawy choroby zwykle nawracają po zakończeniu podawania leków.

Skutki nieleczonej endometriozy

Nieleczona endometrioza postępuje. Zmiany zapalne i zrosty w obrębie jajowodów nasilają się, uniemożliwiają skuteczną owulację i zaburzają zdolność do prokreacji.

Źródło: Newseria

ZOBACZ WIDEO:

POLECAMY:

Endometrioza. Historia kobiet z całego świata.

5 wskazówek, jak facet może pomóc przy endometriozie

Tu dostępny najnowszy numer magazyny Chcemy Być Rodzicami

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.