Przejdź do treści

Ministerstwo Zdrowia przyznało środki na in vitro

496.jpg

Ministerstwo za pośrednictwem swojej strony poinformowało o podziale środków realizacji programu „Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013 – 2016”. Kwota przyznana na rok 2014 wynosi 42 301 075 zł.

Pieniądze mają być wykorzystane w trakcie realizacji Programu, czyli od 1 lipca do 31 grudnia 2014. Przydzielono je na podstawie wniosków o zmianę wartości kwot dotychczasowych – wcześniej zawartych w celu realizacji zadań w tym okresie. 

Komisja Konkursowa, ze względu niemożliwości przyznania środków wszystkim wnioskodawcom, postanowiła podzielić je między nich równiomiernie. Uwzględniona została dotychczasowa umowa, dotycząca miesięcy: lipiec, sierpień i wrzesień.

Pieniądze trafią do 31 placówek. Największą kwotę otrzyamał rzgowski Szpital Gameta, najmniejszą natomiast filia Invimed w Katowicach. wnioskodawcami były 4 szpitale kliniczne, reszta to prywatne ośrodki. Pełną listę można znaleźć na stronie MInisterstwa, www.mz.gov.pl.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Zdrowe granice, czyli jak wiele rodzice powinni mówić dzieciom

jak rozmawiać z dzieckiem

Chłopiec nie chce iść z mamą za rękę. Co chwila się wyrywa. Mama z dzieckiem idą chodnikiem obok ruchliwej ulicy. Matka jest coraz bardziej zniecierpliwiona, próbuje opanować dziecko, tłumaczy, ale niewiele to daje. Chłopiec nadal nie słucha. Matka więc, widząc po drugiej stronie ulicy policjanta mówi do syna, że jeśli ten się nie uspokoi, policjant go zabierze.

Albo inna historia: dziecko trafia na pediatryczną izbę przyjęć. Dziecko spaceruje po gabinecie, dotyka sprzętu, bierze do ręki leżący na biurku stetoskop. W odpowiedzi lekarz mówi do dziecka, że jeśli nie będzie grzeczne, pobierze mu krew.

Dzieci słyszą różne rzeczy. Rodzice i opiekunowie sięgają po najróżniejsze argumenty, żeby osiągnąć cel, z bezsilności, złości, rozczarowania. Co jednak z jawnym kłamstwem wypowiadanym do dziecka? Policjant, oczywiście, nie zabierze dziecka, a pielęgniarka i tak pobierze krew do badania.

Tak trudno mówić

Czasami może się wydawać, że kłamstwo ochroni dziecko przed cierpieniem. Na przykład w sytuacji zbliżającego się rozwodu rodzice, sami zaskoczeni lub przygnębieni sytuacji, sięgają po różne półprawdy i kłamstwa. Mówią na przykład, że tata wyjeżdża do pracy za granicę na jakiś czas, podczas kiedy w rzeczywistości się wyprowadza. Albo że pan, który spędza w domu coraz więcej czasu przychodzi, żeby naprawić cieknący kran.

W każdej rodzinie zdarzają się też sytuacje, o których nie wiadomo jak rozmawiać z dziećmi – ktoś pada ofiarą przestępstwa, zapada na ciężką lub wstydliwa chorobę, popełnia samobójstwo. Nie wiemy nie tylko, jak rozmawiać z dziećmi, ale czy w ogóle poruszać pewne tematy.

Nie wiemy też, jak rozmawiać z dziećmi o własnych uczuciach, o tym, co czujemy w związku z ich zachowaniem. A przecież reagujemy, nierzadko gwałtownie, bardzo często – kiedy dziecko pociągnie za włosy, ugryzie podczas karmienia, uderzy młodszą siostrę lub z jakiegoś powodu cierpi.

Czy powinniśmy mówić dzieciom, co czujemy? Jakie są granice szczerości? Czy kłamstwo wypowiedziane do dziecka jest innym kłamstwem niż to wypowiedziane do osoby dorosłej?

Niemal każdy rodzic chce mieć ze swoim dzieckiem szczerą, uczciwą i otwartą relację. Większość rodziców zdaje sobie sprawę, że jest to rzetelny i trwały fundament, na którym można budować relację z dzieckiem. Z drugiej strony jest obawa, że szczerość wobec dzieci, zwłaszcza dzielenie się z nim tym, jak czuje się rodzic, może być dla dziecka zbyt obciążające. Ostatecznie dzieci potrzebują silnych rodziców.

Dzieci wiedzą

Nie wiadomo skąd, ale żywa jest w umysłach wielu dorosłych myśl, że dzieci średnio rozumieją rzeczywistość wokół nich. Zwłaszcza małe dzieci, a już na pewno niemowlęta. Mówimy: „ono i tak nie rozumie, nie zapamięta, dzieci są silniejsze niż nam się wydaje”.

A przecież nawet bardzo małe dzieci mają czują świat wokół nich, jedynie nie potrafią o tym opowiedzieć. Eksperyment, w którym matka przestaje reagować na dziecko, ma niemy, pozbawiony emocji wyraz twarzy, jest jednym z najtrudniejszych, jakie można zobaczyć[1]. Dziecko jest przerażone, zdezorientowane. Wiemy również z licznych badań, że dzieci matek dotkniętych depresją same często zapadają na tę chorobę. I wcale nie ujawnia się ona w dorosłości, niestety.

Nie mówiąc nic, pozostawiamy więc dziecko w jego strachu i dezorientacji. To nie znaczy, że każde własne uczucie mamy wyjaśniać w detalach. Ważna jest relacja i reakcja na dziecko.

Tajemnice i zmartwienia

Jeśli więc dzieci odczuwają nasze emocje, jaki ma to na nie wpływ? Dzieci „czytają” rodziców z ich słów, zachowań, czynów. Jeśli rodzic nie mówi, a jednocześnie widać, że jest czymś poruszony, dziecko może czuć się zagubione. Co więcej, może pomyśleć, że skoro rodzic – najważniejszy dla niego człowiek – nie porusza pewnego tematu, to jest to temat, o którym nie należy w ogóle rozmawiać.

Z powodu doskonałej umiejętności odczytywania uczuć opiekunów dzieci przestają współpracować na przykład wówczas, kiedy rodzic bardzo się spieszy i próbuje na przykład zmienić dziecku pieluchę lub je ubrać. Lepiej wówczas powiedzieć: „Przepraszam, że tak bardzo się spieszę i cię popędzam. Za godzinę mamy wizytę u lekarza i musimy być na czas.”. Rodzic ma czas na wyciszenie i konieczne zwolnienie. To może zasadniczo zmienić przebieg sytuacji.

Wybuchy

Jedna z największych, nieuniknionych porażek rodziców to krzyk i niekontrolowanie swoich reakcji. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje ograniczenia, bywamy zmęczeni (czasem bardzo!), niewyspani (równie mocno), trudno wówczas pomieścić w sobie różne emocje i zachowania dziecka. Ale wybuch czy krzyk rodzica nie musi być niszczący dla dziecka. Może pokazywać, że rodzic jest właśnie niedoskonałym człowiekiem. To z kolei w umyśle dziecka stwarza przestrzeń do niedoskonałości i ludzkich przywar.

Z drugiej strony dziecko, całkowicie zależne od dorosłego, ma prawo czuć się zaniepokojone wybuchem rodzica, a nawet czuć winne. Dlatego zwykłe „przepraszam, „nie powinnam”, „to nie twoja wina” może całkowicie zmienić przebieg wydarzeń, a na pewno uspokoić dziecko.

Warto traktować dzieci uczciwie, uwzględniając ich możliwości poznawcze i emocjonalne. Im będą starsze, tym łatwiej będzie podjąć decyzję, co i kiedy mówić.

[1] http://www.regardingbaby.org/2011/05/03/myth-busting-babies-and-depression/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Pas 4D pokazujący dziecko w brzuchu matki – HIT, czy KIT?

Fot. Screen Futurism Facebook
Fot. Screen Futurism Facebook

Wielu rodziców oczekujących dziecka chciałoby jak najszybciej zobaczyć swoje maleństwo. Tradycyjne USG wydaje się być przeżytkiem, gdy na rynku pojawiają się takie oto smaczki – specjalny pas 4D pozwalający wyobrazić sobie dziecko jeszcze będące w brzuchu mamy.

Projekt autorstwa Melody Shiue, projektantki z University of New South Wales, przedstawił między innymi „Futurism”. Maszyna miałaby być pomocna nie tylko w obserwacji dziecka, ale też w stymulacji jego rozwoju, bowiem jeszcze podczas bycia w łonie matki można przekazać maluchowi wiele umiejętności i emocji. Ważny jest też aspekty zdrowotny – wyłapywanie ewentualnych wad rozwojowych.

Komentarza internautów są jednak w ocenie mocno podzielone:

To wygląda śmiesznie, nie mogę sobie nawet wyobrazić kobiety zgadzającej się na noszenie przez dłuższy czas jeszcze większego ciężaru wokół brzucha. Dodatkowo, możliwe efekty nieustannego bombardowania rozwijającego się płodu ultradźwiękami, to eksperyment, którego raczej nie przeprowadzę.

Natura znalazła najlepszy sposób na tę zagadkę i wszystkie inne są bezużyteczne. Nie wiem dlaczego lubimy zmieniać naturę, ponieważ ona sama w sobie jest najwyższą i najpraktyczniejszą formą techniki!

Gdy humanizujesz płód, starasz się postrzegać go takim, jaki naprawdę jest. Wyobrażam sobie, że będzie to najbardziej efektywne narzędzie pro-life, jakie możemy kiedykolwiek wymyślić.

Może być to urządzenie przydatne w ciążach wysokiego ryzyka, ale w większości przypadków kiedy ludzie chcieliby go używać, przypuszczam, że byłoby to niepotrzebne.

Jest potencjał w czasowym użyciu, ale prawdopodobnie potrzeba więcej badać odnośnie fal i ich efektów oddziaływania. Może dawać wiele istotnych możliwości, bądźmy cierpliwi, to jest wspaniały pomysł

Jest się nad czym zastanawiać

To tylko niektóre z mocnych słów, jakie pojawiły się w dyskusji internautów. Widzimy, jak wiele wątków zostało poruszonych. Zdrowie dziecka, „naturalność” ciąży, podejście pro-life, trudy związane ze zmieniającym się kobiecym ciałem. Niby tylko kolejna idea naukowców, a tak wiele tematów do przemyślenia!

Pisaliśmy niedawno w naszym portalu o projekcie innego urządzenia – Oculus Rift: „Dzięki niemu, rodzice będą mogli obserwować, jak rozwija się ich dziecko i jednocześnie słyszeć bicie jego serca >>KLIK<<. Jest to sprzęt, który wykorzystuje wirtualną rzeczywistość i pomaga uzyskać niezwykle wyraźny obraz płodu. Czyżby czekał nas w niedługim czasie prawdziwy skok techniczny?

Źródło: „Futurism” Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Konferencja „Od niepłodności do spełnionego życia” już 13 maja

Konferencja_facebook_zdjecie-w-tle

13 maja w Audytorium Maximum na ul. Wójcickiego w Warszawie odbędzie się konferencja „Od niepłodności do spełnionego życia”.

Doświadczenie niepłodności to najczęściej bardzo bolesny i trudny czas w życiu pary marzącej o zastaniu rodzicami. Niepłodność wpływa na poczucie kobiecości i męskości, na życie intymne pary, na marzenia i plany, na poczucie spełnienia i radości. Przedłużające się starania o dziecko są dla małżonków czasem wielu niełatwych decyzji, poszukiwania przyczyn trudności i leczenia. By przejść drogę od niepłodności do spełnionego życia,  potrzebne jest fachowe wsparcie zespołu specjalistów, rzetelna wiedza, dobre słowo i zrozumienie oraz mądre wspieranie nadziei na nowe życie. O tych problemach będzie można porozmawiać podczas interdyscyplinarnej, naukowo-metodycznej konferencji. Czas wykładów i prelekcji może być dobrym przystankiem na drodze od niepłodności do spełnionego życia.

Organizatorami wydarzenia są:

Fundacja Instytut Nadziei oraz Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego (Wydział Studiów nad Rodziną).  Patronat honorowym nad konferencją objął Minister Zdrowia, dr n. med. Konstanty Radziwiłł oraz Rektor UKSW ks. prof. dr hab. Stanisław Dziekoński.

Więcej informacji na stronie: www.spelnionezycie.pl

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Skoro jest nadzieja, dlaczego niepłodność tak boli?

niepłodność nadzieja

O niepłodności napisano wiele. Niewiele już zaskakuje. Pomimo, że tak zapłodnienie, jak i jego brak są tajemnicą, większość niepłodnych osób wie, dlaczego nie może mieć dzieci. Wiele wiadomo na temat leczenia, procedur oraz ich skuteczności. A mimo to pacjenci czują się zagubieni i przytłoczeni. Wejście w machinę leczenia tłumi wiele emocji, których doświadczają; trzeba się skupić na zadaniu, co najwyżej pojawiają się smutek czy żal, kiedy zawiedzie ta lub inna szansa na ciążę.

Niepłodność jest chorobą, ale chorobą specyficzną. Wyleczalną w tym sensie, że ostatecznie większość pacjentów zostaje rodzicami (czasem nawet naturalnie). Ale też szczególnie wstydliwą, ponieważ naruszającą fundamenty dorosłości, dojrzałości, intymności, podstawowych ludzkich praw i potrzeb. Wstydliwą i izolującą, ponieważ trudno z kimkolwiek rozmawiać o oddawaniu nasienia, komórkach jajowych, intymnych usg, punkcjach czy też o „zamkniętych w lodówkach zarodkach”. Dodatkowo dysfunkcja ciała zderza się z ideologią czy osobistą moralnością.

Niepłodność narusza fundamenty naszego funkcjonowania. Musi więc budzić różne emocje, zwłaszcza kiedy się wkracza w nową, niepłodną rzeczywistość. Z jednej strony jest mieszanka uczuć, z drugiej słyszana z każdych niemal ust- profesjonalnych i prywatnych- że jest nadzieja, że trzeba mieć nadzieję, że nie wolno się poddawać. Skoro więc jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? Dlaczego niepłodność boli?

Utrata płodności

Dla osoby, która dowiaduje się, że nie może lub ma minimalne szanse na naturalne rodzicielstwo, jest to często szok. Ta informacja podważa naturalny porządek świata, ten, którego uczymy się od najmłodszych lat – że ludzie najpierw sami są dziećmi, a potem stają się rodzicami. Uczymy opieki nad młodszym rodzeństwem, bezwiednie obserwujemy naszych rodziców w ich opiekuńczych rolach i na tym budujemy poczucie, kim jesteśmy. Kiedy tak ważny element rzeczywistości, jak możliwość prokreacji znika, wypada kilka zasadniczych elementów układanki i obraz zostaje mocno zakłócony. Co gorsza, brakujących elementów nie da się łatwo zastąpić innymi.

Choć czujemy, że wraz z utratą płodności, pojawia się jakaś wyraźna i bolesna wyrwa, często nie potrafimy powiedzieć, co tak naprawdę boli. Bo przecież nie chodzi o sam fakt, że nie można mieć dziecka. Gdyby sprawa była tak prosta, można by po prostu adoptować czy też stać się rodziną zastępczą.

To, co boli w utracie płodności to:
  • Utrata szansy na biologiczną ciążę i poród- dla wielu kobiet ważnego życiowe doświadczenie
  • Utrata poczucia, że należy się do jakiejś całości- rodziny, określonej grupy społecznej, nawet własnej płci
  • Utrata poczucia, że realizujemy cele życiowe związane z kontynuacją rodziny
  • Utrata zdrowia i normalności
  • Utrata poczucia kontroli – nad własnym ciałem, przyszłością, a nawet teraźniejszością
  • Utrata poczucia kompetencji i sprawstwa – ściśle związana z wcześniejszym punktem i dotyczy poczucia, że nie można osiągnąć tego, co dla innych jest naturalne i oczywiste
  • I wreszcie utrata intymności – to, co dotąd dotyczyło pary oraz najbardziej osobistych, cielesnych spraw, zostaje wystawione na światło dzienne, jest badane, oceniane i ostatecznie pokonane

Pewne utraty wydają się nam szczególnie bolesne, inne ledwie dostrzegamy, jeszcze inne wydają się oczywistą konsekwencją leczenia. Wszystkie jednak w jakiś sposób odciskają swoje piętno na człowieku.

Utrata szansy na biologiczne macierzyństwo jest dla wielu kobiet stratą, z którą są nieustannie konfrontowane wraz z ciążami dziejącymi się obok. Kształty, wygląd, najpierw widać brzuch, dopiero potem przyszłą matkę – te obrazy przypominają o tym, co się nie wydarzy i napędza fantazje o wyjątkowości ciąży.

Emocje

Również konieczność przechodzenia bolesnych badań i zabiegów może budzić lęk. Ale jednocześnie można myśleć, że przecież jest to konieczne, podobnie jak otwarte rozmowy o życiu psychicznym czy konieczność oddania nasienia w klinice. Trudno wówczas dać sobie przestrzeń na to, żeby poczuć smutek, żal czy złość. Innych utrat niemal nie zauważamy. Dopiero niezrozumiałe próby kontrolowania ludzi lub sytuacji, czego nie robiliśmy w „normalnych” okolicznościach pozwalają zauważyć, że straciło się kontrolę nad ważnymi aspektami życia.

Pojawiające się często podczas leczenie niepłodności uczucia depresyjne lub depresja mogą wiązać się z unikaniem wielu emocji, których się w tym czasie doświadcza. Zamiast odczuwać złość czy żal, naturalne przecież, złość kierujemy na siebie. Wielu osobom znacznie łatwiej mieć żal i pretensje do siebie, niż pozwolić sobie na inne uczucia. Często tak też jesteśmy wychowywani.

Tymczasem pierwszym krokiem do przepracowania strat jest uznanie ich i przepłakanie. Dobrze jest nie być samotnym w procesie. To pomoże poradzić sobie z mieszanką trudnych i nieprzyjemnych uczuć.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami