Przejdź do treści

Nowy minister zdrowia nie planuje finansowania in vitro. „Jest wiele pilniejszych spraw”

Nowy minister zdrowia Łukasz Szumowski
fot. Facebook - Łukasz Szumowski

Poznaliśmy stanowisko nowego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego w sprawie rządowego finansowania zabiegów in vitro. Niestety, nie jest ono takie, jakiego życzyłyby sobie tysiące par zmagających się z niepłodnością.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas środowego (24 stycznia br.) posiedzenia sejmowej komisji zdrowia minister Szumowski przedstawił strategię i plany najbliższych działań resortu. Podkreślił, że kluczowym tematem, na którym chce się skupić jako minister zdrowia, jest ulepszenie rozwiązań w zakresie finansowania systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

– Moim priorytetem, związanym z działaniami mojego poprzednika, jest zadbanie o to, aby pieniądze, które wpłyną do systemu, były dobrze wydane – powiedział Łukasz Szumowski. – Jesteśmy krajem na dorobku i nie możemy sobie pozwolić na to, by jakakolwiek złotówka była źle wydana – dodał.

Partnerskie rozmowy z medykami

Minister Szumowski podkreślił, że niezwykle ważną kwestią jest również prowadzenie negocjacji z przedstawicielami służby zdrowia, w których będą oni traktowani jako równi partnerzy.

– Wierzę w dialog i jestem otwarty na rozmowy ze wszystkimi pracownikami medycznymi, pacjentami, menedżerami szpitali, związkami zawodowymi i innymi organizacjami – zadeklarował minister Szumowski.

Co z dofinansowaniem in vitro? Minister zdrowia: to nie jest priorytet

Wśród innych ważnych kwestii, którymi Łukasz Szumowski zamierza zająć się w najbliższych miesiącach swojego urzędowania, znalazło się m.in. przyspieszenie informatyzacji ochrony zdrowia, wzmocnienie koordynowanej opieki nad pacjentami, wdrożenie skutecznych metod leczenia bólu (szczególnie u małych pacjentów), a także rozwijanie niekomercyjnych badań nad nowymi terapiami leczniczymi. Minister poinformował też, że jeszcze w tym kwartale zostaną przedstawione nowe standardy opieki okołoporodowej.

Przeczytaj również: Miał być alternatywą dla in vitro, w kilku województwach nawet nie wystartował. Jak działa rządowy program prokreacyjny?

Czy na długiej liście działań, które planuje wdrożyć szef resortu zdrowia, znalazło się wsparcie finansowe leczenia niepłodności metodą in vitro? Niestety – nie.

– W tej chwili finansowanie (…) nie jest (…) priorytetem w okresie dwóch tygodni mojego urzędowania. (…) Nawet się nie zastanawiałem nad zmianami w tym obszarze – odpowiedział, zapytany przez Bartosza Arłukowicza o kwestię finansowania procedur in vitro, dostęp do tzw. antykoncepcji awaryjnej i regulacje dotyczące aborcji.

Także podczas rozmowy z PAP nowy minister zdrowia podkreślił, że nie uwzględnia finansowania procedur in vitro w najbliższych planach resortu zdrowia.

– Mam w tej chwili wiele naglących problemów, które muszę rozwiązać, pilniejszych niż finansowanie in vitro – powiedział.

Szumowski zaznaczył jednocześnie, że nie zamierza ingerować w programy refundacji in vitro prowadzone na szczeblu samorządowym.

– Minister zdrowia nie ma wpływu na samorządy, one są odrębną władzą – wyjaśnił.

Co z klauzulą sumienia?

W rozmowie z PAP Łukasz Szumowski odniósł się także do klauzuli sumienia, którą podpisał w 2014 r. Zaznaczył, że składając pod nią podpis, chciał wyrazić poparcie dla możliwości zadeklarowania przez lekarza swoich wartości.

– Podpisałem deklarację, ponieważ uważam, że klauzula sumienia powinna być integralną częścią systemu państwa – i to na szczęście potwierdził Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie. Obecnie ta debata jest w związku z tym wyrokiem zakończona – zaznaczył.

Przypomnijmy, że Łukasz Szumowski sprawuje funkcję ministra zdrowia od 9 stycznia 2018 r., Zastąpił na tym stanowisku Konstantego Radziwiłła. Nowy szef resortu zdrowia jest z wykształcenia kardiologiem.

Źrodło: rynekzdrowia.pl, gazetaprawna.pl, RMF24

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Nie takie niewinne pocałunki. Ta choroba przenosi się przez ślinę i może zagrażać zdrowiu

Całująca się para /Ilustracja do tekstu: Mononukleoza: choroba pocałunków
Fot.: Pablo Heimplatz /Unsplash.com

Pocałunki wyzwalają serotoninę i endorfiny, wspomagają odporność i przemianę materii,  a nawet wzmacniają układ krążenia. Ale ta przyjemna i pozornie bezpieczna czynność może też nieść za sobą zagrożenia zdrowotne, które pośrednio wpływają na płodność.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Choroba pocałunków. Mononukleoza a zdrowie i płodność

Jedną z chorób, którymi można zarazić się poprzez pocałunki, jest mononukleoza. Wywołuje ją wirus Epsteina-Barra (EBV), bliski krewny wirusów opryszczki i cytomegalii. Rozprzestrzenia się on drogą kropelkową i namnaża w nabłonku jamy ustnej, gardła, migdałkach i śliniankach. Szczególnie łatwo zarazić się przez kontakt ze śliną zarażonej osoby, dlatego mononukleozę nazywa się czasem „chorobą pocałunków”.  Ale całowanie się to niejedyny czynnik ryzyka. Ślinę można przenieść przez wspólne używanie butelek, brudnych naczyń czy cudzej szczoteczki do zębów, a także – zgodnie z niedawnym odkryciem badaczy – podczas stosunku płciowego.

Objawy kliniczne, które obserwuje się u chorych, zbliżone są do anginy, co w wielu przypadkach utrudnia prawidłową diagnozę. Pacjentom doskwierają wysoka gorączka, zmęczenie i bóle mięśniowo-stawowe, a także nieżyt gardła, powiększenie węzłów chłonnych i migdałków. W przeciwieństwie jednak do anginy, mononukleoza może nieść za sobą poważniejsze skutki dla zdrowia, a pośrednio również dla płodności.

Postępujące zakażenie prowadzi do rozpadu zakażonych komórek i rozprzestrzenienia wirusa po całym organizmie, a tym samym – do rozwoju stanu zapalnego. Ten zaś nie pozostaje bez wpływu na płodność kobiety i mężczyzny.

Wirus EBV a ryzyko raka

Na tym jednak wcale nie koniec. Wirus EBV niejednokrotnie powoduje szereg powikłań, z których najpoważniejsze to pęknięcie śledziony i choroby wątroby. Naukowcy znaleźli także dowód na prokancerogenne działanie EBV. Wirus ten, razem z rakotwórczym typem ludzkiego wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV), może przyczyniać się do wystąpienia raka prostaty. Ponadto wykryto powiązania pomiędzy wirusem EBV a rozwojem: chłoniaka Hodgkina (czyli ziarnicy złośliwej, której leczenie wiąże się ze znacznym ryzykiem utraty płodności), chłoniaka Burkitta (złośliwego nowotworu układu odporności), a także raka nosogardła i raka języka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wygląda jak ciąża, ale to nowotwór. Wycięty guz ważył aż 60 kg!

Wirus EBV a choroba Hashimoto

Z kolei badania polskich naukowców, które przeprowadzono w 2015 r., wykazały, że wirus EBV jest jednym ze znanych czynników wyzwalających chorobę Hashimoto. Wirusa tego wykryto w tarczycy 80% badanych, którzy zmagali się z tym schorzeniem, oraz u 62,5% pacjentów z chorobą Gravesa-Basedova. Inne analizy, prowadzone przez greckich badaczy, wskazują na statystycznie istotną korelację pomiędzy leukocytospermią a obecnością EBV w DNA plemników.

ZOBACZ TEŻ: Hashimoto i ciąża : 6 rzeczy, które powinnaś wiedzieć

Mononukleoza a ciąża

Mimo powinowactwa z wirusem wywołującym cytomegalię, przebyte zakażenie EBV nie powoduje na szczęście poważnego zagrożenia dla płodu. Wprawdzie wirus wywołujący mononukleozę może pozostać w organizmie matki w formie utajonej i przenieść się na rozwijający się płód dziecka, ale – zdaniem lekarzy – ryzyko jest niewielkie.

Kobiety, które podczas ciąży zachorują na mononukleozę, powinny jednak bezwzględnie skonsultować leczenie ze specjalistą  ginekologiem. Dobierze on wówczas leki bezpieczne dla rozwijającego się płodu.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Trombofilia wrodzona a ciąża. Zobacz, jakie masz szanse na urodzenie dziecka

Mononukleoza: diagnostyka i leczenie

Diagnostyka mononukleozy opiera się przede wszystkim na morfologii krwi z rozmazem. Sygnałem alarmowym dla lekarza powinien być podwyższony poziom leukocytów u pacjenta. Wówczas pacjent kierowany jest na dodatkowe badania, m.in. analizę prób wątrobowych i przeciwciał wirusa EBV: IgM oraz IgG. Wynik pozwoli m.in. ustalić, czy zakażenie jest świeże czy też nastąpiło w przeszłości – bliższej lub dalszej.

Leczenie mononukleozy polega na łagodzeniu objawów klinicznych. Leczenie przyczynowe nie jest możliwe – specjaliści podkreślają, że dostępne leki przeciwwirusowe nie działają na EBV.

Źródło: gazeta.pl, poradnikzdrowie.pl, ncbi.nlm.nih.gov, drogazdrowia.pl

POLECAMY: Starasz się o dziecko? Zrób badanie na obecność wirusa HPV!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ciąża i wakacje. O czym pamiętać, planując letni wyjazd?

Kobieta w ciąży w bikini; układa ręce na brzuchu - w kształt serca /Ilustracja do tekstu: Ciąża a wakacje. O czym pamiętać, planując letni wyjazd?
Fot.: Ignacio Campo /Unsplash.,com

Letnie miesiące sprzyjają krótkim wypadom za miasto lub wyjazdom na dłuższe wakacje. Dotyczy to też, oczywiście, kobiet w ciąży. Jeżeli nie ma istotnych powodów medycznych, nic nie stoi na przeszkodzie, aby w tym czasie skorzystać z uroków urlopu. Jak go zaplanować i na co zwrócić szczególną uwagę, podpowiada Marzena Langner-Pawliczek, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ciąża a wakacje – zachowaj zdrowy rozsądek

Warto pamiętać, że ciąża to nie choroba, można więc w tym czasie robić wiele rzeczy: spacerować, jeździć na rowerze, chodzić na basen, uprawiać gimnastykę. Nie ma również przeszkód, aby udać się na wypoczynek. Wyjeżdżając w okresie ciąży na wakacje, te w kraju czy też za granicę, należy jednak zachować zdrowy rozsądek.

Każdy, kto wybiera się na wakacje, szuka porad i konsultacji – dotyczy to również kobiet ciężarnych. Ważne jest jednak, aby konsultować się z osobami, które mają rzetelną wiedzę. Z doświadczenia wiem, że wiedza nie tylko ciężarnych, ale także młodych mam nie zawsze pochodzi z dobrych źródeł.

Kobiety w ciąży czują się różnie. Jedne przez dziewięć miesięcy nie dostrzegają swojego odmiennego stanu, bo czują się wyśmienicie. Są też takie, które od początku do końca mają problemy i rozmaite dolegliwości. Przede wszystkim ta druga grupa przyszłych mam powinna zasięgnąć opinii specjalistów – najlepiej kilku. Otrzymawszy je, należy stosować się do zaleceń i wskazówek, ale też nie robić niczego wbrew sobie. Jeżeli masz jakiekolwiek obiekcje i nie czujesz się pewnie, wyślij na wczasy rodzinę, a sama wypoczywaj w domu. Jeśli podjęłaś decyzję o wyjeździe – nie rozmyślaj, tylko szykuj się na relaks.

CZYTAJ TAKŻE: Wakacje, czy możliwy jest urlop od niepłodności?

Ciąża a podróż samolotem, autokarem i samochodem: o tym trzeba pamiętać

Kobieta ciężarna, u której ciąża przebiega prawidłowo, może podróżować różnymi środkami lokomocji i czynnie wypoczywać. Optymalnym czasem na wakacje jest drugi trymestr ciąży. Nie oznacza to jednak, że przez pozostałe miesiące ciąży trzeba siedzieć w domu.

Do każdej podróży należy się jednak dobrze przygotować. Jeśli w przeszłości zdarzało ci się cierpieć na chorobę lokomocyjną, przed wyjazdem zaopatrz się w odpowiednie preparaty. Mogą one przydać się również tym paniom, które wcześniej nie miały problemów lokomocyjnych. Pamiętaj też, by zabrać wygodne ubrania, które nie będą uciskały brzuszka ani krępowały ruchów.

Czas podróży nie powinien być zbyt długi. Jeśli kilkugodzinną podróż samochodem lub autokarem możesz zamienić na samolot – zrób to. Podróże lotnicze nie są jednak wskazane w zaawansowanej ciąży. Niektóre linie lotnicze wymagają zaświadczenia lekarskiego, a nawet odmawiają przyjmowania ciężarnej na pokład. Zmiany ciśnienia w trakcie podróży lotniczej mogą wywołać wcześniejszą akcję porodową. Być może zatem najlepiej po prostu pojechać gdzieś blisko.

Jeśli masz zalecone preparaty przeciwzakrzepowe, pamiętaj o ich przyjmowaniu. W samolocie, autokarze czy samochodzie układaj ciało wygodnie, ale nie zapominaj o zapinaniu pasów bezpieczeństwa. Można kupić lub wypożyczyć specjalne adaptery do pasów bezpieczeństwa dla ciężarnych. Dzięki adapterowi pas biodrowy przebiega poniżej linii brzuszka i nie uciska płodu. Zmieniaj pozycje, poruszaj się, a jeżeli to możliwe, zrób kilka kroków, rozluźnij, rozciągnij ciało. W zaawansowanej ciąży nie prowadź pojazdu sama. Fachowcy twierdzą, że najbezpieczniejsze miejsce w samochodzie znajduje się za kierowcą – jeśli możesz zajmij je.

Na czas podróży przygotuj sobie płyny i drobne przekąski. Unikaj kofeiny – podobno sprzyja powstawaniu obrzęków nóg.

ZOBACZ TEŻ: Plemniki na wakacjach. O czym mężczyzna powinien pamiętać podczas urlopu?

Ciąża a wakacje. Jakie miejsce wybrać na urlop?

Planując wakacyjny wyjazd w czasie ciąży należy dobrze przemyśleć wybór miejsca, w którym będziemy wypoczywać. Podróże egzotyczne warto odłożyć wówczas na inny czas. Choroby tropikalne, biegunki czy zatrucia pokarmowe nie są ci w tym stanie potrzebne. W przypadku wyjazdu zagranicznego warto sprawdzić, jak w miejscu twojego wypoczynku funkcjonuje służba zdrowia. Unikniesz wówczas stresu związanego z niepewnością, czy w razie potrzeby skorzystasz z potrzebnych świadczeń.

Jeśli jesteś już na wymarzonym urlopie (specjaliści twierdzą, że w czasie ciąży lepiej jechać nad morze niż w góry), pamiętaj o:

  • nakryciu głowy,
  • kremie z filtrem UV (minimum 30 SPF).

Opalanie w czasie ciąży – czym to grozi?

Opalanie w ciąży nie jest wskazane, jeżeli wiąże się z kilkugodzinnym plażowaniem w pełnym słońcu. Pomijając poparzenia słoneczne, potencjalne przebarwienia na skórze i puchnące stopy, upał może być przyczyną krwawienia z dróg rodnych.

Korzystaj ze słońca w półcieniu, leżąc przy tym na leżaku, nie na piasku – w przeciwnym razie możesz nabawić się bólu kręgosłupa. Rozsądne jest przebywanie na plaży przed godziną 11.00 i po godzinie 15.00. Kostium kąpielowy powinien być wygodny i podtrzymujący biust.

Ciąża a wakacje: pamiętaj o nawodnieniu i schładzaniu ciała!

Ponadto pamiętaj, by w czasie letnich wakacji pić dużo płynów, nawet do 3 litrów dziennie – najlepiej wodę i chłodne herbatki ziołowe. W trakcie plażowania często schładzaj swoje ciało: spryskuj twarz chłodną wodą, przecieraj mokrymi chusteczkami. Korzystaj z wody morskiej albo popływaj w basenie. Jeśli boisz się infekcji dróg rodnych, zaopatrz się w specjalne tampony z pałeczkami kwasu mlekowego.

Wykorzystaj wyjazd na sto procent i naładuj akumulatory. Będziesz miała okazję wykorzystać je w trakcie porodu, a później w trakcie opieki na swoim dzieckiem. Udanych i bezpiecznych wakacji!

POLECAMY RÓWNIEŻ: Wakacje… ale nie od zdrowej diety! Jak zadbać o jadłospis maluszka?

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Czarni białe zdjęcie z sali porodowej: lekarze i noworodek w chwili narodzin /Ilustracja do tekstu: Przemoc, wyzwiska. Szokujący raport z oddziałów położniczych
Fot.: Patricia Prudente /Unsplash.com

„Nie drzyj się jak zwierzę”, „zamknij się”, „zrobić to miał kto, ale urodzić tez trzeba” – to tylko nieliczne komentarze, jakie można usłyszeć za zamkniętymi drzwiami polskich porodówek. Wyniki raportu przygotowanego przez Fundację Rodzić po Ludzku pokazują skandalicznie szeroki zakres nadużyć w opiece okołoporodowej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przedstawiciele Fundacji Rodzić po Ludzku, autorzy raportu z monitoringu oddziałów położniczych, zapytali 10 tys. kobiet o ich opinie na temat opieki okołoporodowej, którą otrzymały w Polsce. Eksperci organizacji skupili się przede wszystkim na relacji personel medyczny – kobieta. Diagnoza, postanowiona na podstawie uzyskanych głosów, nie pozostawia złudzeń: na polskich oddziałach szpitalnych zdarzają się sytuacje niezgodne z obowiązującymi przepisami, nadużycia, a nawet przemoc: fizyczna, psychiczna i słowna.

Prawo do intymności – nie dla każdego

Jednym z podstawowych praw pacjentki, która korzysta z opieki okołoporodowej, jest prawo do szacunku, godnego traktowania i intymności. Tymczasem blisko 20% respondentek wskazało, że wiele czynności szpitalnych wykonywano bez dbałości o prywatność czy intymność badanych. Ponad 70% z tych kobiet przyznała, że rozmowy z lekarzem czy badania były wykonywane w obecności innych kobiet w sali. Czasem zdarzało się to w obecności odwiedzających (12% przypadków).

Standardy opieki okołoporodowej w Polsce wymagają również, by personel szpitala każdorazowo pytał pacjentkę o zgodę na wszelkie planowane zabiegi i badania. Okazuje się, że wymóg ten nie zawsze jest realizowany. Spośród kobiet, które miały w szpitalu założone wkłucie do żyły obwodowej, tylko 58% zostało poproszonych o zgodę na wykonanie tej czynności. Aż 41% takiego pytania nie usłyszało.

Z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynika też, że u 16% kobiet, które objęto analizą, na sali porodowej obecni byli studenci medycyny lub położnictwa. Blisko połowa z tych pacjentek (46%) nie została zapytana przez personel, czy wyraża na to zgodę.

„Leżałam na stole operacyjnym, byłam przyszykowywana do cięcia cesarskiego. Przed położeniem się kazano mi się rozebrać do naga w obecności około 10 osób, w tym mężczyzn, studentów. Widziałam, jak po cichu mnie obgadują i naśmiewają się. Było to bardzo poniżające” – pisała jedna z respondentek.

Wśród badanych znalazły się także osoby (3,6% ankietowanych), które deklarowały, że już na izbie przyjęć miała miejsce sytuacja, na którą nie wyraziły zgody lub która naruszyła ich poczucie bezpieczeństwa. Wynikało to ze sposobu, w jaki pacjentki były traktowane przez lekarzy, stosowanej formy komunikacji bądź niedopełnienia procedur.

CZYTAJ TEŻ: Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Brak wyczucia, dyskryminacja, nadużycia – patologie za zamkniętymi drzwiami porodówek

Rodzące zwracały również uwagę na to, że nie zawsze traktowano je z dostateczną empatią. Co trzecia kobieta biorąca udział w badaniu (31%) skarżyła się na niewystarczającą delikatność personelu. Najwięcej pań z tej grupy deklarowało, że brak wyczucia przydarzył się podczas badania wewnętrznego (72% przypadków) oraz szycia krocza (ok. 25%). Niewiele mniej (20%) wskazywało na sytuację przystawiania dziecka do piersi.

Co szczególnie alarmujące, w badanej próbie znalazły się kobiety, które zwróciły uwagę na przemoc fizyczną w szpitalu. 3% respondentek twierdziło, że w drugim okresie porodu personel medyczny na siłę rozkładał im nogi, a u 66 badanych zdecydowano się na przywiązanie nóg do łóżka porodowego. Część pacjentek była też poszturchiwana.

To jednak nie wszystkie nieprawidłowości, które wykryto na polskich porodówkach. Część ankietowanych spotkała się też z dyskryminacją. Gorsze traktowane miało wynikać z powodu wieku i stanu zdrowia (18% przypadków) lub masy ciała (14%):

„Ile pani przytyła podczas ciąży? 17 kg? A wygląda jak 27”.

„Pani nie jest opuchnięta, tylko gruba”.

W tym wieku nie urodzisz normalnie”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Przemoc, która zaczyna się w języku

Nierzadką praktyką jest również poufałe bądź infantylne zwracanie się do kobiet oraz stosowanie zwrotów w trzeciej osobie lub w formie bezokolicznikowej. Pacjentki zwracały uwagę, że w stosunku do nich używano takich określeń, jak: „kochaniutka”, „dziewczyno”, „słoneczko”, a nawet „lalko”.

Zdarzały się jednak znacznie mniej delikatne określenia, a nawet jawne nadużycia i przemoc słowna:

„Podczas pierwszej fazy przyszła doktor sprawdzić rozwarcie i zrobić mi masaż szyjki, który robiła na siłę i bez mojej zgody. Gdy krzyczałam z bólu, to usłyszałam, żebym się nie darła, bo nie jestem  bydłem/zwierzęciem… I dopóki nie przestanę krzyczeć, to mnie nie zbada. Gdyby nie mój mąż, nie  miałabym się jak obronić, bo tylko płakałam z bólu” – opisywała jedna z badanych.

Jak wskazywały respondentki, personel szpitala, wbrew standardom opieki okołoporodowej, niejednokrotnie nie stosował się też do założeń planu porodu lub wręcz lekceważył życzenia pacjentki. Respondentki słyszały m.in. takie niewybredne uwagi:

„A Ty, dziecino, w ogóle czytałaś to, co nam przyniosłaś?”.

„Nie wyraziła zgody na poród siłami natury? A co to za powód: brak zgody? Gówno, nie powód”.

Inna pacjentka wspomniała, że w planie porodu zapisała brak zgody na nacięcie krocza. Gdy usłyszał o tym ordynator, powiedział pacjentce, że to nie ona o tym decyduje.

„Zaczął się naśmiewać z mojej „wiedzy z internetu” i powiedział, że mam usunąć ten zapis z planu porodu albo szukać sobie innego szpitala – napisała jedna z respondentek.

POLECAMY TEŻ: Kampania „Za zamkniętymi drzwiami”. Razem przeciw przemocy

Łagodzenie bólu  i pozycja podczas porodu – nie zawsze zgodnie z wytycznymi

W raporcie skupiono się także na kwestii łagodzenia bólu porodowego. Z odpowiedzi respondentek wynika, że znieczulenie zewnątrzoponowe podano 24% badanych, które rodziły naturalnie lub miały nieplanowane cesarskie cięcie. Ale 13% kobiet, które zadeklarowały chęć skorzystania z niego, nie miało w swoim szpitalu takiej możliwości.

W czasie drugiego okresu porodu 65% respondentek rodziła w pozycji półsiedzącej, a 36% kobiet – płasko na plecach. Co trzecia badana (37%) nie mogła wybrać pozycji, w jakiej urodzi dziecko – zadecydował o tym personel w sali porodowej. Samodzielną decyzję w tej kwestii mogło podjąć tylko 9,3% kobiet (większość współdecydowała o tym w porozumieniu z lekarzem lub położną).

Parcie ściśle według wskazań. Standardy sobie, a życie sobie

Mimo zawartego w standardach opieki okołoporodowej obowiązku, by zachęcać kobietę do kierowania się własną potrzebą parcia, ponad połowa respondentek deklarowała, że personel kazał im nabrać powietrza, zatrzymać je na dłużej i mocno przeć (64%), przyginać głowę do klatki piersiowej (55%) lub przyginać nogi do brzucha (41%). W praktyce do kierowania się własną potrzebą parcia zachęcano niespełna połowę badanych (42%).

Raport wykazał, że u części kobiet mógł zostać zastosowany tzw. chwyt Kristellera. 15,5% badanych deklarowało, że w czasie porodu personel naciskał na ich brzuch, a aż 90% pań z tej grupy wskazało, że ugniatanie brzucha odbywało się w drugim okresie porodu. Na brzuch naciskano najczęściej dłonią (58%) lub łokciem (39%). U 18% kobiet z tej grupy osoba z personelu szpitalnego napierała na brzuch całym ciałem.

Prawie uduszono mnie i dziecko podczas bardzo brutalnego chwytu Kristellera w drugiej fazie porodu. Położne i lekarz nie dowierzały mi, że nie mam już siły przeć. Lekarz prawie leżał na mnie i wyciskał dziecko, które urodziło się sine. Potem dziecko zabrano ode mnie, a ja zostałam sama w brei poporodowej, której nie miał kto wytrzeć. Żałowałam, że nie umarłam” – pisała jedna z ankietowanych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tato, wspieraj mamę! O roli ojca podczas ciąży i po porodzie

Nacięcie krocza wciąż powszechne, ale rzadsze niż przed laty

Ponad połowa badanych (55%), które rodziły siłami natury, wskazała, że w czasie porodu wykonano im nacięcie krocza.

Odsetek ten, choć wciąż wysoki, zmniejszył się na przestrzeni ostatnich lat. Jeszcze 12 lat temu tę interwencję medyczną wykonywano w 80% przypadków.

Opieka nad noworodkiem – jest lepiej, ale wciąż potrzebne poprawki

Nieco lepiej przedstawia się obraz opieki poporodowej. Kontakt „skóra do skóry” miało po narodzinach dziecka 93% respondentek. Ten jednak rzadko trwał tyle, ile wymagają standardy opieki okołoporodowej. Tylko 38,5% badanych, które miały zapewniony taki kontakt, deklarowało, że spędziło z dzieckiem rekomendowane dwie godziny. Najczęściej dzieci zabierano wcześniej, powołując się na konieczność ich zmierzenia i zważenia.

Na oddziale położniczym prawie wszystkie kobiety (93,5%) mogły przebywać razem z dzieckiem bez ograniczeń. Nie wszystkie mamy mogły jednak w wystarczająco często pielęgnować swoje dzieci. Prawie połowa badanych (47%) twierdziła, że wszystkie te czynności wykonywane były przez personel, a co trzecia respondentka w nich nawet nie uczestniczyła.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Wsparcie w karmieniu piersią. Raport z monitoringu oddziałów położniczych wykrył rażące nadużycia

Ogólna ocena wsparcia w karmieniu piersią w szpitalach jest nie jest satysfakcjonująca. Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie, 66,5% kobiet, które rodziły siłami natury, uzyskała pomoc personelu w pierwszym przystawieniu dziecka do piersi w sali porodowej. Spośród pacjentek, które potrzebowały w tym zakresie pomocy, 44% zadeklarowało, że personel pomagał im z własnej inicjatywy, a 40% musiało o to poprosić. Blisko 18% kobiet nie otrzymało takiego wsparcia mimo zaistnienia takiej potrzeby.

Co więcej, część z nich spotkała się z niewybrednymi komentarzami.

„Jaka z pani matka, że nie ma pani pokarmu! Wszystkie matki mają wystarczająca ilość pokarmu, a pani pewnie odciągać się nie chce” – relacjonowała jedna z respondentek.

„Jak można nie wiedzieć, jak karmić dziecko? Przecież każda matka to wie. To nie jest nic skomplikowanego! Każdy ssak to potrafi” – napisała inna.

„Jedna z pań bez zgody ścisnęła mi piersi i z wyrzutem się zapytała, czym chce karmić, skoro tu nic nie ma” – wyznała kolejna kobieta.

Wsparcie doradcy laktacyjnego było z kolei zależne od szpitala. Średnio co trzecia badana nie miała w swoim ośrodku możliwości skorzystania z takich usług.

„Położna mająca dyżur na oddziale położnictwa wyśmiała mnie za używanie laktatora. Powiedziała, że zamiast używać laktatora, powinnam 24 godziny na dobę leżeć z dzieckiem na cycku” – opowiedziała jedna z badanych.

Raport Fundacji Rodzić po Ludzku pokazuje, jak wiele jest jeszcze do poprawy w opiece okołoporodowej – przede wszystkim na polu zwykłej empatii i respektowania podstawowych praw człowieka. Każda kobieta ma bowiem prawo do jak najlepszej troski o swój stan zdrowia. Dotyczy to „zarówno godnej, pełnej szacunku opieki zdrowotnej podczas całej ciąży i porodu, jak i prawa do bycia wolnym od przemocy i dyskryminacji” – czytamy w podsumowaniu raportu z monitoringu oddziałów położniczych.

Pełny raport można pobrać pod tym adresem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowe stowarzyszenie zawalczy o politykę zdrowotną opartą na nauce.  Chce zacząć od odwołania prof. Chazana

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Sandra Bullock o adopcji
fot. Instagram @sandrabullockco

W ostatnich dniach amerykańska gwiazda kina Sandra Bullock udzieliła wywiadu, w którym opowiedziała o swojej ścieżce adopcyjnej. Aktorka jest mamą dwójki dzieci.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sandra Bullock była gościem programu „Today” prowadzonego przez Hodę Kotb– znaną amerykańską dziennikarkę i osobowość telewizyjną.

Podczas wywiadu gwiazda zdradziła kulisy najnowszej produkcji z jej udziałem „Ocean’s 8”. Aktorka opowiedziała również o tym, w jaki sposób została adopcyjną matką.

Zobacz także: Bezdzietne gwiazdy. Dlaczego nie mają dzieci?

Sandra Bullock o adopcji

Bullock przysposobiła dwoje dzieci. W 2010 roku adoptowała trzymiesięcznego wówczas Louisa, a jakiś czas później trzyletnią Lailę. Jak przyznaje gwiazda, od tego momentu jej życie zmieniło się o 180 stopni i bez względu na okoliczności, rodzina stoi dla niej na pierwszym miejscu.

– Moim priorytetem są dzieci, dzieci i jeszcze raz dzieci – powiedziała w rozmowie z Kotb.

Chociaż Sandra została matką dopiero w wieku 45 lat, od zawsze wiedziała, że chce mieć dzieci.
– Macierzyństwo było moim celem, wiedziałam o tym od wczesnych lat… – wyznała.

Jak ujawniła, proces adopcyjny nie był w jej przypadku ani krótki, ani łatwy. Procedura trwała aż cztery lata.  – Mówiono mi, że idealne dziecko wkrótce mnie znajdzie. Jednak ciężko w to wierzyć, gdy ten moment wciąż nie nadchodzi. Myślisz „gdzie jest moja rodzina”? – powiedziała Bullock. Warto jednak było czekać.

Zobacz także: Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Inspiracja dla innych rodzin

Aktorka bardzo chroni swoją prywatność i rzadko pozwala fotografować swoje dzieci. W 2015 roku zgodziła się jednak na okładkę w magazynie „People”, gdzie pozowała ze swoimi pociechami.

Historia Sandry Bullock zainspirowała samą prowadzącą program – Hodę Kotb. Po adopcji Louisa przez aktorkę, Kotb również odważyła się na przysposobienie córeczki. W 2017 roku do jej rodziny dołączyła maleńka dziewczynka o imieniu Hayley Joy.

– Mam nadzieję, że moja historia pokaże ludziom, że zawsze jest wyjście. Na świecie są setki tysięcy dzieci, które mogą stać się waszymi dziećmi – powiedziała aktorka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.simplemost.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.