Przejdź do treści

Miłość w niepłodności. „Dopóki my będziemy razem, będzie z nami szczęście”

miłość w niepłodności
fot. Fotolia

Miłość i uczucia w związku jak wiadomo są czymś oczywistym, bez czego w ogóle nie ma związku bo to przecież nie jakaś umowa cywilno-prawna tylko bliskość, intymność, czułość, partnerstwo we wszystkim.. Miłość w niepłodności oczami czytelniczki – poznajcie historię Kasi. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mój mąż, miłość mojego życia jest moją bratnią duszą, prawą ręką, to świadek mojego życia, mojego bytu.. Ja zapisuję się w jego życiu, a on w moim. Kochamy się, wspieramy, przechodzimy swoje wzloty i upadki raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze razem.. Jeden przy drugim i nie ma lęku, nie ma strachu o naszą miłość. Ale nie zawsze tak było…

Niepłodność kaleczy wszystko, opanowuje każdą sferę w życiu, na każdej jego płaszczyźnie zostawia swój odcisk, ślad, którego nie sposób zignorować. Leczenie niepłodności to walka z wiatrakami, wymaga nadludzkiej siły cierpliwości dotąd człowiekowi nieznanej i jest najbardziej destrukcyjnym doświadczeniem w naszym życiu, które paradoksalnie jak nic innego umocniło naszą więź.

Zobacz także: 5 sposobów, którymi niepłodność niszczy twoje małżeństwo – gdzie się podziała MIŁOŚĆ?

Miłość w niepłodności:  „Zmieniła się perspektywa, stan konta i wiara w powodzenie”

Mąż jest żołnierzem, niesie to za sobą pewne trudności, bo niczego nie da się do końca zaplanować, a leczenie ma to do siebie, że wszystko jest ustalone na konkretny dzień z zegarkiem w ręku i nie ma, że boli, nie ma, że nie chcesz..

Początki były bardzo ekscytujące, cieszyliśmy się mimo wszystko, bo czuliśmy, że działamy wspólnie, razem w tak pięknym przecież celu. Mieliśmy jasne spojrzenie na to i podeszliśmy do tematu zadaniowo z wiarą, że teraz to już nic nie stanie na przeszkodzie, a my przecież będziemy cudownymi rodzicami, musi się więc udać, bo jak inaczej?

No właśnie, jak.. a no tak.. Potem już życie, medycyna, a raczej biologia zweryfikowała ten nasz entuzjazm i zapał. Zmieniła się perspektywa, stan konta i wiara w powodzenie. Przyszła pierwsza porażka i jednocześnie pierwsza strata.. tego stanu nie sposób opisać.. bo co tu powiedzieć? Pustka, żałoba po wyobrażeniu? Płacz.. ten ciągły płacz i bezsilny mąż.

Potem była druga porażka i kolejna.. Zmieniło się wszystko, moje ciało, moje emocje, moje wszystko, a mąż bierny obserwator załamywał ręce nie wiedząc jak mi pomóc. On nie znał tych emocji, nie wiedział, jak reagować, więc zaczął się bać, że stracimy wszystko – siebie.

Zobacz także: „All you need is love” – różne formy miłości. Masz je w swoim życiu?

Miłość w niepłodności – jak się wspierać?

Jak partner może wesprzeć swoją ukochaną? Może być z nią, płakać z nią, złościć się z nią na los i trwać tak długo, jak długo będzie trzeba.. Tak żeby wiedziała, że nawet jeśli nie będzie matką, to nigdy nie będzie sama. Może kochać ja bardziej niż kiedykolwiek.

Po drugiej procedurze, która okazała się kompletną klapą wysiadły mi wszystkie rezerwy: cierpliwości, spokoju, opanowania, a nadzieja umarła, więc i ja chciałam umrzeć . Tak raz w życiu chciałam umrzeć, bo niepłodność w tamtej chwili zabrała mi wszystko.. Wszystko poza mężem..

Nie ma na tym świecie leku na taki stan ducha, na takie emocje i na taki ból. Z tym się albo wygra albo nie, ja wygrałam, my wygraliśmy.

Niepłodność niszczy wszystko, jest jak rak, ale może też się okazać, że miłość która nas połączyła przetrwa wszystko. Tu sprawdza się powiedzenie: „co cię nie zabije to cię wzmocni” i rzeczywiście tak jest. Pytanie tylko, co, jeśli to cię zabije? Co, jeśli zabije wszystko co dobre w twoim życiu?

Zobacz także: In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

Posiadanie potomstwa to nie kaprys

Czy chcemy żyć w społeczeństwie, kraju, które skazuje nas na to, że w naszej walce o normalność musimy balansować na granicy obłędu? Posiadanie potomstwa to żaden kaprys, marzenie, czy jakieś widzimisię. Z marzeń można zrezygnować, pójść na kompromis, Posiadanie potomstwa, rodzina- pełna rodzina  to podstawowa potrzeba człowieka.

To jest wpisane w naszą kulturę, w model życia, w nasz system wartości, o którym tyle się mówi. Model, który najpierw nam się narzuca, a potem odbiera szanse na jego realizację w imię bzdur ideologicznych!

Gdzie mamy się zgłosić, żeby w końcu i dla nas znalazła się pomoc, ile jeszcze razy mamy usłyszeć, że „widocznie tak miało być”?

Co ma zrobić mężczyzna patrzący na swoją spuchniętą od leków i posiniaczoną od zastrzyków wykończoną żonę? Zapłakaną partnerkę liczącą kolejne raty, wydatki i inne koszty związane z leczeniem? Jak ma jej pomóc? Może ją tylko kochać, bardziej niż kiedykolwiek.

My z mężem przeżyliśmy to wszystko i wygraliśmy.. Życie nie było i nie jest jak z bajki, ale miłość jest i każdemu takiej miłości życzę. Wiemy i mamy świadomość tego, że może się nie udać.

Obecnie jestem tydzień po pierwszym transferze, w 3 już procedurze i czekamy na wynik. Jaki by nie był, mamy jeszcze siebie i całe życie przed nami. Kto wie, może spełni się moje marzenie o agroturystyce z azylem dla zwierząt? Może stworze to miejsce dla swoich dzieci, a może tylko i aż dla nad? Dopóki my będziemy razem, będzie z nami szczęście.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.