Przejdź do treści

Migracja w poszukiwaniu darmowego in vitro

479.jpg

„Program – Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016” funkcjonuje w Polsce od ponad roku.

Program ten w okresie od 1 lipca 2014 r. do 30 czerwca 2016 r. realizowany jest w 31 placówkach w Polsce. Geograficznie najwięcej, bo aż cztery ośrodki leczące niepłodność z środków budżetu państwa, zlokalizowane są w województwach mazowieckim i śląskim, po 3 placówki znaleźć można w województwach dolnośląskim, podlaskim i małopolskim. Dwie finansowane odgórnie kliniki znajdują się w regionach: zachodniopomorskim, pomorskim, łódzkim, lubelskim i kujawsko-pomorskim. Po jednym ośrodku usytuowanym jest za to w województwach: wielkopolskim, świętokrzyskim, opolskim i podkarpackim. Żadnej kliniki nie znajdą u siebie mieszkańcy warmińsko-mazurskiego i lubuskiego.

Podział środków między aplikujące placówki dokonany został na podstawie zarządzenia Ministra Zdrowia z dnia 11 marca 2010 r. w sprawie prowadzenia prac nad opracowaniem
i realizacją programów zdrowotnych (Dz. Urz. Min. Zdrow. Nr 4, poz. 32). Zwycięskie kliniki wyznaczyła Komisja Konkursowa, wykorzystując przy tym swoje autorskie narzędzie – algorytm oceny klinik stworzony przez Ministerstwo Zdrowia. W związku z przeprowadzoną ewaluacją i parcelacją środków pojawiło się wiele nieporozumień, bowiem – według rożnych autorytetów medycznych – ministerialny model oceny nie był do końca prawidłowy. Oparto się na parametrach ogólnych i te w konkursie wyróżniono, pominięto natomiast bardzo ważne identyfikatory szczegółowe. W opinii klinik uczestniczących w konkursie ofert na wybór realizatorów programu zdrowotnego pn. „Program – leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013 – 2016” zaakceptowanej przez Zarząd Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego przeczytać można, iż w ocenie konkursowej przyjęto wadliwe kryteria uniemożliwiające rzetelną ocenę ofert, założenia preferujące sztuczne zawyżanie lub zaniżanie danych oraz uniemożliwiające zapewnienie uczciwej konkurencji.

Pomimo protestów części środowiska, na realizację darmowych procedur in vitro w Polsce do 30 czerwca 2016 przekazano finanse publiczne w kwocie 170 586 398 zł. Największym beneficjentem okazało się województwo mazowieckie (29 995 240 zł), zaraz po nim śląskie (22 315 158 zł), następnie – kolebka polskiego in vitro – podlaskie (20 983 410 zł) oraz małopolskie (18 536 980 zł), dolnośląskie (17 397 300 zł) i pomorskie (14 381 650 zł). Zachodniopomorskie, mimo iż ma tyle samo refundowanych placówek co łódzkie, dostało 3 razy mniej pieniędzy (7 146 400 vs. 20 802 700 zł). Niewiele ponad 15 mln zł rozdysponowano pomiędzy regiony: wielkopolskie (4 896 520,00 zł), lubelskie (3 953 100 zł), kujawsko-pomorskie (3 612 870 zł) i świętokrzyskie (3 206 770 zł). Najmniej, bo poniżej 2 mln na województwo, trafiło do opolskiego (1 760 800 zł) i podkarpackiego (1 597 500 zł), choć to i tak lepiej niż w warmińsko-mazurskim i lubuskim, gdzie klinik z programem ministerialnym nie ma i niepłodne pary zmuszone są poszukiwać pomocy poza swoim miejscem zamieszkania.

Jak sprawdzić efektywność geograficznej alokacji środków przez Ministerstwo? Sprawa jest o tyle trudna, że niestety nie jest możliwe przeliczenie przyznanych środków na liczbę cykli, a tym samym odniesienie ich do danych demograficznych i szacunkowych potrzeb społeczeństwa w wieku reprodukcyjnym z danego regionu. Mimo, że każda klinika musiała pojedynczą procedurę wycenić poniżej progu 7510 zł, mogła w swoim wniosku konkursowym zupełnie indywidualnie wyliczyć koszty procedury. Nie wiadomo zatem dokładnie, ile prób uzyskania ciąży wykona każdy z realizatorów, a co za tym idzie – nie da się w pełni kontrolować efektywność pracy klinik z programu. Nie możliwe jest dokonanie oceny, czy najhojniej obdarowane regiony uzyskają najwyższe odsetki ciąż. Jedyne raporty, które podawane są do wiadomości publicznej, udostępnia Ministerstwo, jednak przestawiają one rezultaty w skali całego kraju, nie zaś województw.

Jak w takich okolicznościach odnajdują się pacjenci? Teoretycznie wybrać mogą dowolną klinikę w Polsce, niezależnie od miejsca swojego zameldowania. Najłatwiej i najtaniej jest jednak korzystać z usług ośrodka w pobliżu, bo obniża to koszty transportu czy ewentualnego noclegu w przypadku leczenia ambulatoryjnego. Jak mówi koordynator programu ministerialnego w szczecińskiej klinice VITROLIVE, dr n. med. Anna Janicka: „Nasi pacjenci to głównie pary z zachodniopomorskiego i lubuskiego, jednak coraz częściej odnotowujemy wizyty i przeniesienia pacjentów, głównie z Poznania. Przybywają do nas, bo Wielkopolska ma tylko jedno jeden ośrodek, w którym wykonuje się refundowane in vitro i pacjenci niecierpliwią się długim czasem oczekiwania na rozpoczęcie procedury.” Rzeczywiście, w zachodniopomorskim funkcjonują dwa podmioty realizujące programu MZ: Laboratorium Wspomaganego Rozrodu działające przy Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 im. prof. Tadeusza Sokołowskiego w Policach zarządzane przez Annę Kazienko oraz cytowana wyżej prywatna klinika VITROLIVE założona przez prof. Rafała Kurzawę. Jak mówią kierownicy, obie te placówki obsługują „swoich” mieszkańców, mieszkańców z lubuskiego oraz pary, które nie załapały się na listy oczekujących w swoich „rejonowych” klinikach, mają przed sobą perspektywę długiego czekania na procedurę w klinice wojewódzkiej lub zmieniają realizatora, bo są niezadowolone z dotychczasowej pracy swojego ośrodka.

Ten ostatni powód buduje jednak tylko niewielki odsetek migracji, gdyż z powodu wyłączenia elementu komercyjnego leczenia, pacjenci nieco łagodniej podchodzą do oceny placówek. Szczególnie dotyczy to dwóch pierwszych z trzech refundowanych prób zapłodnienia. Najpopularniejsza ścieżka leczenia wygląda tak, że pary zaczynają w klinice, którą znają, w której już rozpoczęli diagnostykę i terapię, a po dwóch nieudanych próbach przenoszą się do innego miejsca, mając nadzieję na świeże spojrzenie, inne rozwiązania i sukces terapeutyczny. Dla tych pacjentów odległość nie ma znaczenia – liczą się opinie o klinice i lekarzu oraz deklarowana skuteczność leczenia. Wszak do wykorzystania pozostaje już tylko „ostatnia” darmowa procedura.

Przed uruchomieniem programu deklarowane kryteria, którymi kierowali się pacjenci przy wyborze kliniki, w pierwszej kolejności odnosiły się do renomy kliniki, podejścia personelu do chorego oraz autorytetu lekarza. W pewnym stopniu same „cywilizowały” rynek leczenia niepłodności. Teraz, z powodu włączenia na listę realizatorów programu zdrowotnego podmiotów, które nie miały wcześniej doświadczenia w obszarze medycyny rozrodu, podejście to musiało się zmienić. Części pacjentów wystarczy to, że klinika ma sprzęt i wolne miejsca. Czy pozwoli to na maksymalizację efektów programu i osiągnięcie poprawy trendów demograficznych? Z pewnością przy bardziej przemyślanej strategii podziału środków mogłoby rodzić się nas więcej. 

 

 

 

zdjęcie prof. Kurzawy – Peter Beym do magazynu Chcemy Być Rodzicami 1/2013 

materiały prasowe

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Czy naprawdę potrzebujemy wakacji? – „Urlop, nawet jeśli wydaje się niezasłużony, potrzebny jest każdemu”

czy naprawdę potrzebujemy wakacji?

Co roku zastanawiamy się, gdzie spędzimy wakacje. Jedni wyjeżdżają; im dalej, tym lepiej. Cały rok czekają, planują, liczą, cieszą się. Inni biorą urlop, którego nie potrafią spędzić inaczej niż robiąc remont, porządkując działkę lub pomagając w opiece nad wnukami. Musi być aktywnie i w poczuciu bycia potrzebnym. Dla jeszcze innych urlop jest szansą na zwiedzanie, odwiedziny u krewnych w różnych częściach świata, poznawanie nowych miejsc i ludzi. Albo jest nagrodą, zasłużonym odpoczynkiem, na który czeka się długie miesiące.

Ale są też tacy, którzy w fakcie ciągłej obecności w pracy znajdują powód do dumy. Liczą miesiące, a nawet lata przepracowane bez przerwy w poczuciu dobrze wypełnionego obowiązku.

Czy więc wakacje należą się każdemu? Czy trzeba sobie na nie zapracować? Czy są ludzie, którzy nie powinni brać urlopu?

Wakacje, na które udają się politycy, ważni urzędnicy lub liderzy partyjni są często szeroko komentowane. Wyliczamy, ile taki urlop kosztował, gdzie miał miejsce i co najważniejsze, czy rzeczywiście był uzasadniony. Tymczasem urlop, nawet jeśli wydaje się niezasłużony, to jednak potrzebny jest każdemu. Czy jest się światowej wagi przywódcą, czy pracownikiem banku lub warzywniaka. Każdego rodzaju stres, czy to związany z pracą w domu, dotrzymywaniem terminów w pracy, opieką nad dziećmi, czy zarządzaniem dużymi zespołami ludzi lub nawet dbaniem o całe społeczeństwa musi co jakiś czas zostać zredukowany. Powtarzalność, monotonia lub nieustanne napięcie muszą zostać wyłączone, choć na chwilę. Powodów jest wiele.

Umysł i ciało

Chroniczny stres ma ogromny wpływ tak na ciało, jak i na umysł. Mózg poddany nieustannemu stresowi, który nie odpoczywa, traci zdolność do znajdowania kreatywnych i oryginalnych rozwiązań. Nie może ich znajdować, ponieważ cała energia zostaje spożytkowana na przetrwanie i codzienność.

Zaczynamy popełniać błędy, coraz częściej zdarzają się pomyłki, kiedy jesteśmy psychicznie zmęczeni. Wszystkie badania i codzienne obserwacje potwierdzają, że momenty najbardziej kreatywne, najciekawsze pomysły pojawiają się wówczas, kiedy umysł może swobodnie wędrować. Musi mieć więc do tego przestrzeń, nie może być spętany codziennością, powtarzalnością i zmartwieniami. Płat czołowy, który jest odpowiedzialny za myślenie, planowanie i podejmowanie decyzji działa najlepiej kiedy mózg jest „spokojny”, a nie wówczas, kiedy człowiek wkłada wiele wysiłku w znalezienie rozwiązania.

Wiadomo również od dawna, że ogromny wpływ na funkcjonowanie umysłu mają hormony wydzielane przez różne gruczoły ludzkiego ciała. Jednym z bardziej znanych „spowalniaczy” umysłowych jest kortyzol. Mózg poddany ciągłego stresowi, niezdolny do regeneracji, choćby okresowej, mózg, który uczestniczy w jednoczesnym wykonywaniu kilku czynności – odpowiadaniu na maile, słuchaniu ważnych wiadomości i jednoczesnym pisaniu sprawozdania – wcale nie działa sprawniej. Przeciwnie. Wielozadaniowość  w gruncie rzeczy spowalnia umysł.

Za zmęczonym i przeładowanym umysłem podąża chorujące ciało. Zmęczenie jest w gruncie rzeczy osłabieniem dla całego organizmu. To z kolei oznacza zwiększoną podatność na infekcje, pogorszona jakość snu oraz zwiększa się ryzyko wypadku lub urazu. Nic w tym dziwnego; skoro umysł działa wolniej i nie tak sprawnie jak mógłby, trudno też zauważyć różnorodne zagrożenia.

Druga strona medalu

Na głębszym natomiast poziomie, wypadki które zdarzają się osobom przepracowanym, zmęczonym i nieodpoczywającym mogą wynikać z tego, że tylko poprzez wypadek, fizyczne ograniczenia, mogą sobie dać prawo do odpoczynku i zadbania o siebie.

Przedłużający się stres i brak odpoczynku to wreszcie pogorszenie kondycji psychicznej: nastroje depresyjne, lęk, pogorszona pamięć, gorszy sen, trudności w skupieniu się i podejmowaniu decyzji. To ostatnie wydaje się szczególnie ważne w przypadku osób, od decyzji których zależy los innych ludzi. Warto, żeby byli wypoczęci.

Dlatego też wakacje to nie luksus, ale konieczność. Warto więc o nie zadbać.

  1. Spontaniczność ma wiele zalet, otwiera na nowość, ciekawość. Ale tez w sytuacji, kiedy mamy relatywnie krótki urlop, warto zminimalizować stres związany z nieprzewidzianymi okolicznościami.
  2. Wyjeżdżaj na wakacje bez poczucia winy. Nie jest to ani łatwe, ani oczywiste. Porównujemy się z innymi ludźmi, którzy nie mogą sobie pozwolić na wyjazd, patrzymy na bliskie nam osoby, które kolejny urlop spędzają na działce albo remontując mieszkanie. Realność finansowa to jedno, osobiste wybory (czyli na co przeznaczamy czas i pieniądze), to drugie.
  3. Wyłącz Internet. Poczucie obowiązku, czy zwykłe przyzwyczajenie mogą sprawić, że zamiast podziwiać okoliczności przyrody lub rozmawiać z ludźmi, zanurzmy w skrzynkę mailową. Każde miejsce pracy i każdy pracodawca muszą uwzględniać czasowa nieobecność pracownika.

Urlop jest niezbędny, żeby przerwać monotonię, zatrzymać na chwilę codzienność, zobaczyć inną perspektywę, zresetować umysł i ciało i móc wrócić z nowymi siłami i zapałem. Jest koniecznością, ponieważ jedynie przerwa daje umysłowi niezbędne wytchnienie. Kwestią dyskusyjną natomiast jest, czy muszą to być wakacje spędzane w tropikach, czy też uzdrowisko 30 km od domu lub własna działka wystarczą.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności – dr Preeti Agrawal z Wrocławia opowiada o swoim podejściu do leczenia niepłodności

Holistyczne leczenie niepłodności

W podejściu holistycznym człowiek jest traktowany jako całość. Ważna jest nie tyle choroba, co jej przyczyny. Zgodnie z takim podejściem wpływ na płodność mają nie tylko czynniki fizyczne, ale także otoczenie, emocje, dieta, tryb życia. Holistyczne leczenie niepłodności przedstawia dr Preeti Agrawal.

Ginekologia holistyczna

„Holistyczna ginekologia traktuje kobiety jako integralną całość, a nie zbiór organów wymagających wyłącznie specjalistycznej wiedzy. Ginekolog z podejściem holistycznym łączy najnowsze osiągnięcia medycyny zachodniej ze sprawdzonymi terapiami naturalnymi oraz podejściem psychologicznym” – pisze na swojej stronie internetowej dr n. med. Preeti Agrawal, która od kilkunastu lat prowadzi we Wrocławiu praktykę ginekologiczno – położniczą. Zajmuje się prowadzeniem ciąży, leczeniem problemów związanych z niepłodnością (w tym niepłodności wtórnej). A także endometriozą, zaburzeniami miesiączkowania, hiperprolaktynemią, menopauzą, mięśniakami, nietrzymaniem moczu, chorobami piersi i narządów rodnych, a także antykoncepcją i ginekologią dziecięcą – wykorzystując do tego „potencjał organizmu”. „To oznacza, że przy wyborze sposobu leczenia biorę pod uwagę: typ psychologiczny, środowisko, związki z innymi ludźmi, zawód, zainteresowania, diete oraz bagaż życiowych doświadczeń. I przygotowuję dla każdej z pacjentek indywidualizowany plan leczenia, bo każda z nich jest inna” – wyjaśnia dr Agrwal.

Holistyczne leczenie niepłodności

W systemie holistycznym para, która zgłasza się na leczenie z powodu niepłodności poddana jest wnikliwej analizie, uwzględniającej inne aspekty płodności: przyczyny psychosomatyczne, immunologiczne, sposób odżywiania, tryb życia. Podczas pierwszej wizyty dr Preeti Agrawal pyta swoich pacjentów również o tryb życia, relacje rodzinne i przeszłość. „To jak byliśmy wychowywani, czy mamy dobre wzorce rodzinne w kwestii posiadania dzieci, czy jako dziecko nie doświadczyliśmy przemocy, alkoholizmu, nieobecności któregoś z rodziców, czy mieliśmy poczucie krzywdy – to wszystko wpływa na naszą płodność. Istnieje prawdopodobieństwo, że w podświadomości boimy się mieć dzieci, boimy się, że nasze dzieci będą czuły się nieszczęśliwe. Bardzo ważne jest więc uświadomienie sobie tego lęku i zbadanie poziomu wiary w płodność i posiadanie dzieci” – tłumaczy dr Agrawal.

Wiele z par odczuwa presję otoczenia: wszyscy znajomi mają już dzieci, rodzina bardzo wypytuje, więc oni też myślą, że to już czas, że też powinni mieć dziecko, że też by chcieli. Jednak jak wynika z doświadczenia dr Agrawal często, kiedy zaczynają wspólnie analizować sytuację okazuje się, że mają w sobie dużo lęku, nie mają czasu na dziecko, albo nie wierzą czy dadzą sobie radę.

„Gotowość rodziców do posiadania dzieci jest bardzo ważna – to musi być ich decyzja, niezwiązana z presją” – podkreśla ginekolog. Ciało, umysł i dusza muszą być zintegrowane, by kobieta mogła naturalnie zajść w ciążę. „Bo natura ma jeden cel: kontynuację życia. Ten program posiadania dzieci jest w każdej z nas. I to, że tak dużo osób ma obecnie problem z zajściem i utrzymaniem ciąży, że płodność jest zablokowana, wynika z naszego życia. Stąd tak wnikliwe badania tego jak wyglądało życie kobiety od samego początku, nawet od jej poczęcia, poprzez wychowanie, seksualność i tryb życia” – tłumaczy specjalistka.

Czas na wywiad medyczny

Oczywiście oprócz informacji na temat czynników psychologicznych konieczny jest także wywiad medyczny. Zacząć należy od wyjaśnienia podstawowych rzeczy: jakie badania były wykonane dotychczas, jeśli było już prowadzone leczenie to na czym polegało. Czy cykle są regularne, czy jajowody są drożne, czy są jakiekolwiek zmiany patologiczne w obrębie miednicy małej, czy robiono podstawowe badania (morfologia), czy były wykonywane badania pod kątem tarczycy i ukrytej cukrzycy, jakie hormony stosowano dotychczas i dlaczego nie skutkowały, a także czy były wykonywane badania u mężczyzny. „Ta analiza jest fundamentalna, żeby nie przeoczyć czynników medycznych. To podstawowa część, od której zaczynam. Dopiero, kiedy zorientuję się, że w sferze medycznej wszystko jest w porządku, zaczynam badać czynniki emocjonalne i wtedy zaczynam leczenie naturalne, wykorzystując różnego rodzaju zioła, homeopatię i przede wszystkim dietę” – mówi ginekolog holistyczny.

Powiedz mi co jesz, a powiem ci czy zajdziesz w ciążę

Każda para na pierwszej wizycie dostaje ankietę dotyczącą codziennego odżywiania. Na jej podstawie specjalistka ustala indywidualną dietę uwzględniając wszystkie zmiany, które pomogą wzmocnić płodność.

„Zaczynam od wyeliminowania czynników, które przeszkadzają: nadmiaru cukru, produktów rafinowanych, paczkowanych, mrożonych, z puszki – brak świeżych produktów oznacza najczęściej brak bardzo cennych minerałów i witamin. Przeszkadza też nadmiar kawy i używki (alkohol, papierosy). Dieta w dużej mierze musi być uporządkowana, a świadomość tego faktu jest często bardzo słaba” – uważa dr Preety Agrawal.

Bardzo ważne jest funkcjonowanie systemu trawiennego, ponieważ niewłaściwa praca jelit może zaburzyć system hormonalny, wywiad zawiera więc także pytania o regularność wypróżnień i problemy z zaparciami. „Często poprawiając dietę, leczymy jednocześnie alergię. Ale dodatkowo ważna jest suplementacja. Dodawanie do programu diety witamy E, tranu, spiruliny, witaminy C i suplementów zawierających cynk, selen –często jest konieczne. Ale to wymaga indywidualnych ustaleń” – mówi ginekolog.

W naturalnym leczeniu często pomagają też zioła. Ich zastosowanie jest jednak uzależnione od rodzaju zaburzeń, jakie ma dana osoba. Np. skąpe miesiączki to ewidentny brak estrogenu i progesteronu. Gdy druga faza cyklu jest zbyt krótka oznacza to, że trzeba podnieść poziom progesteronu i na to wszystko są odpowiednie zestawy ziół. Gdy problemy są bardziej złożone trzeba stworzyć mieszkankę o indywidualnym składzie, która np. wzmocni pracę tarczycy lub nadnerczy.

Dieta a starania o dziecko – co jeść aby zwiększyć szansę na dziecko. Rozmowa z autorką książki „Dieta dla płodności”

 

Płodność zależy od stylu życia

Na ogólny stan zdrowia ogromny wpływ ma także styl życia. „Jeżeli chcemy zajść w ciążę nasze ciało musi być wypoczęte, zregenerowane, w miarę możliwości odstresowane. Nie może być tak, że kobieta pracuje codziennie po 10 godzin, często też w weekendy, wraca do domu zmęczona, je nieregularnie, często fast foody. To są proste zasady, które trzeba zmienić, jeśli staramy się o ciążę” – uważa dr Preeti Agrawal. Jej zdaniem wiele par nie może począć dziecka z bardzo prostych przyczyn. „W zależności od tego, w jakim obszarze jest problem dobieram terapię, która pomoże odstresować i zregenerować organizm. Korzystając ze wschodnich terapii mamy wiele możliwości, jak choćby refleksoterapia stóp, shiatsu, akupunktura czy masaże ajurwedyjskie, które wzmacniają i uruchamiają samoleczenie. Oddziałują nie tylko fizycznie, ale też na psychikę” – mówi lekarka.

To wszystko dotyczy też mężczyzn. Teorie według których, niepłodności u mężczyzn nie można leczyć, są nieprawdziwe. „Przecież jakość i ilość plemników też odzwierciedla stan zdrowia. Jeśli mężczyzna żyje w pośpiechu, nie je zdrowo, pali dużo papierosów, często sięga po alkohol – to wszystko osłabia także jego płodność. W holistycznym podejściu są sposoby także na problemy męską płodnością” – zapewnia ginekolog.

In vitro – tak, ale nie od razu

Są jednak pary, którym nie da się pomóc naturalnymi metodami leczenia. Np. gdy kobieta ma zablokowane oba jajowody – możemy jedynie przygotować jej organizm, uporządkować go, aby mogła urodzić zdrowe dziecko. Bardzo trudno natomiast jest pomóc takiej osobie zajść w ciążę w sposób naturalny.

Holistyka nie wyklucza żadnej metody leczenia. Samo słowo oznacza całość – a więc wszystko co medycyna, zarówno starożytna jak i współczesna, ma do zaoferowania. Jeśli więc metoda in vitro może być jedynym rozwiązaniem, nie należy jej odrzucać. „Ale nie może być tak jak jest teraz: że tylko dlatego, że nie znajdujemy żadnych przyczyn medycznych, a nie potrafimy pomóc, nawet u bardzo młodych osób sięgamy po tę metodę” – mówi dr Agrawal.

Jej zdaniem metody naturalne mają zdecydowaną przewagę. Dzięki temu, że pary są poddane analizie holistycznej, stają się bardziej uporządkowane, wzmocnione fizycznie. Dzięki odpowiedniej diecie i suplementacji wzmocniony jest cały system hormonalny, uporządkowane są myśli i emocje, harmonizuje się związek. „Dziecko, które jest konsekwencją takiego leczenia przychodzi na świat w dużo lepszym zdrowiu. Gdy rodzice przygotowują się do poczęcia dziecko ma z czego czerpać w swoim życiu – uważa specjalistka. Holistyczne leczenie niepłodności wymaga od pary większego udziału i większej odpowiedzialności, bo są w tym problemie aktywnymi partnerami. Dlatego jestem zdania, że z takiego leczenia para wychodzi wzmocniona. W przypadku in vitro nie ma takiego przygotowania” – wyjaśnia dr Agrawal.

Gdy się nie uda

Porażka przy metodzie in vitro jest bardzo kosztowna finansowo, ale też obciążająca psychicznie i emocjonalnie. Gdy się nie uda, poczucie straty jest bardzo duże. Do tego podawanie dużych dawek hormonów rozstraja organizm. Po takim doświadczeniu często pary wpadają w depresję, zaczynają się wzajemnie obwiniać, a niejednokrotnie nawet rozstają się. Decyzja o wyborze metody leczenia należy jednak do pary, lekarz powinien jedynie ją ukierunkować.

Zdarzają się jednak przypadki, którym nie da się pomóc. „To nie jest tak, że holistyczne leczenie niepłodności jest w stanie pomóc wszystkim, są pewne ograniczenia, których nie możemy przeskoczyć. Ale przy zastosowaniu tej metody łatwiej przychodzi akceptacja problemu. Obserwuję, że pary, które czują się zdrowiej, mają lepsze relacje i więcej siły. Paradoksalnie łatwiej przychodzi im zaakceptowanie tego problemu i zdarza się, że za jakiś czas przychodzą z ciążą. Czasem łatwiej jest im podjąć decyzję o adopcji. To dlatego, że zaczynają funkcjonować bez poczucia winy i poczucia straty. Bez upokorzenia przyjmują dalszy los związany ze swoją bezpłodnością” – tłumaczy dr Preeti Agrawal.

 

 

 

 

 

Tekst ukazał się w pierwszym numerze magazynu Chcemy Być Rodzicami. Przypominamy go z okazji otrzymania przez Panią Agrawal odznaczenia państwowego

Prestiżowe odznaczenie dla dr Preeti Agrawal – lekarki, która do płodności podchodzi holistycznie

Foto: Peter Beym/Chcemy Być Rodzicami

Joanna Rawik

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

czy można się opalać po transferze zarodka

Sezon wakacyjny trwa – nawet jeżeli póki co pogoda nie dopisuje, warto zastanowić się nad bezpieczeństwem korzystania z uroków lata. Cóż wtedy jest najbardziej kuszące? Opalanie. Czy można się opalać przed i po transferze zarodka? Jak powinny podejść do niego panie już będące w ciąży? Sprawdź, co mówi specjalistka.

Czy można się opalać przed i po transferze zarodka? Czy jest to bezpieczne?

„Nie powinno się opalać” – mówi w rozmowie z nami dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Z czym wiąże się nadmierne wystawianie się na promienie słoneczne?

Wystawianie się na największe słońce, bycie narażonym przez wiele godzin na jego promienie i brak odpowiednich środków zabezpieczających – takich jak kremy z filtrem, kapelusz, czy okulary przeciwsłoneczne – nigdy nie jest najlepszym pomysłem. Promieniowanie UV może powodować nie tylko doraźne szkody, takie jak oparzenia, ale także zwiększa ryzyko nowotworów skóry.

Dane wskazują, że promieniowanie UV obniża także poziom kwasu foliowego, który jest niezbędny dla zdrowia przyszłej mamy i jej dziecka. Ważne jest to także w kontekście kobiet dopiero planujących ciążę. Pytanie więc, czy można się opalać przed i po transferze zarodka jest zasadne. Jak pokazują wnioski z badań: „Częsta ekspozycja na słońce spowodowała obniżenie stężenia kwasu foliowego w organizmie nawet o 20 proc. Szczególnie dotyczyło to kobiet, które zażywały kąpieli słonecznych w godzinach 10–15” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<

W czasie ciąży kobieta jest dodatkowo obciążona, a jej ciało ma podwyższoną temperaturę. Co za tym idzie, ma mniejszą odporność na upały. Szybciej się męczy, rozszerzające się naczynia krwionośne mogą powodować opuchliznę, a zwiększona wrażliwość skóry może prowadzić do przebarwień i pojawiających się „pajączków”. Może pojawić się też niebezpieczne krwawienie. Co więcej, przegrzanie organizmu może prowadzić nawet do zaburzeń w prawidłowym rozwoju dziecka, a także poronienia. Jak pokazują badania, przebywanie w wysokich temperaturach zwiększa też ryzyko wystąpienia cukrzycy ciążowej [więcej: TUTAJ].

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Mężczyzna też czuje! Jak wesprzeć partnera podczas starań?

wsparcie mężczyzny

W czasie starań o dziecko wciąż znacznie częściej pojawia się perspektywa kobiety. Biorąc pod uwagę panujące w naszym społeczeństwie przekonania dotyczące kobiecości i macierzyństwa, nie można się temu dziwić. Kwestie emocji i opieki nad tzw. „domowym ogniskiem” wciąż zdają się być domeną pań. Warto jednak poszerzać tę perspektywę – tak, mężczyźni też czują. Tak, ich emocje są równie ważne. Tak, mogą płakać i mówić o cierpieniu. Jak można ich w tym wesprzeć?

1. Co jest siłą?

Często w kontekście męskości pojawia się wizja silnego faceta, którego nie poruszają żadne problemy. Ze wszystkim świetnie sobie radzi i nie ma w nim praktycznie żadnych emocji. Pytanie tylko, czy to właśnie tego typu zachowania świadczą o prawdziwej sile i czym owa siła w ogóle jest?

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że do zbudowania relacji i bliskości potrzebne jest swego rodzaju „odsłonięcie się”, opowiedzenie o tym, co się czuje, przyznanie się do wewnętrznych lęków, słabości, być może strat, nijak ma się to do opisanej wyżej postawy. Co więcej, stereotypy wciąż wtłaczają w nią mężczyzn, którzy mogą mieć obawy o przyznaniu się do tego, że zdarza im się najzwyczajniej w świecie z czymś sobie nie radzić. Jak możemy pomóc? Zaakceptować trudne emocje w partnerze, docenić je, podkreślić ich wagę, a nie oceniać go za nie – to w porządku, że je odczuwa. Pamiętajmy, że stereotypy ułatwiają życie tylko z pozoru. Szybko może okazać się, że prawdziwa siła jest od nich bardzo od odległa.

2. Nie wywierajmy presji

Czas przedłużających się starań o dziecko jest prawdziwym wyzwaniem – dla kobiety, dla mężczyzny, ale i dla związku. Presja może pojawić się w tym czasie nie tylko w zewnątrz, ale także mogą ją w siebie wtłaczać partnerzy. Nie chodzi tu tylko o temat dziecka, ponieważ pojawiająca się w tym czasie frustracja może też przenieść się na inne sfery życia.

Presję można wywierać na mężczyźnie m.in. w temacie pracy – czy oby na pewno nie zarabia za mało? Czy nie ma „za słabego” zawodu? Czy będzie nas stać na leczenie i wszystkie badania? „Kochanie, może weźmiesz jeszcze to dodatkowe zlecenie?” – rzeczywiście może wymagać tego sytuacja i to w porządku jeśli obie strony się z tym godzą. Pytanie tylko, czy oby na pewno nie jest to sposób na zapełnienie luki innych, niezaspokojonych w tym momencie potrzeb. Zbędna presja często wiąże się z poczuciem winy i poczuciem bycia nieustannie „niewystarczającym” – bo jeśli pracują, a i tak jest wciąż za mało, to coś musi być ze mną nie tak?!

Nie róbmy tego sobie, ani naszym bliskim. Zdecydowanie poniesiemy przy tym za dużo kosztów, a zyskamy niewiele.

3. Zrozumienie

Warto spojrzeć też na aspekt leczenia somatycznego, bo soma i psyche są ze sobą nierozerwalnie połączone. W leczeniu niepłodności często to kobieta przechodzi przez większość trudnych zabiegów i badań, ale pamiętajmy, że mężczyźni także poddawani są bardzo intymnym badaniom. Tutaj ponownie pojawia się odniesienie do stereotypów – „Co to za facet, jeśli nie potrafi spłodzić syna?! I jeszcze ma o tym mówić obcym ludziom?! Ma robić badania nasienia?!”. Wszystkie te procedury, a nawet rozmowy o nich mogą powodować skrępowanie i wstyd, które są jak najbardziej naturalne. Warto wtedy docenić fakt, że pomimo tego mężczyźni potrafią przekraczać granice swojego komfortu i podczas leczenia oni też muszą „swoje przejść”.

Jest to tylko kilka tematów, które mogą rozpocząć całą rzekę dyskusji. Coś, co jednak wydaje się być podstawą, to przyzwolenie na przeżywanie trudności. Każdy z nas ma prawo do załamań, spadków formy, płaczu, cierpienia, lęku. Myślenie, że mężczyźni są pod tym względem inni i w jakimś sensie bardziej „odporni”, jest zgubne dla obu stron. W staraniach warto walczyć o wspólne szczęście ramię w ramię. Razem – w tym jest moc.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.