Przejdź do treści

Męska dieta wspomagająca: L-karnityna

L-karnityna to aminokwas, który swój najwyższy poziom uzyskuje w najądrzach. Stanowi źródło energii dla plemników, a więc ma spore znaczenie dla męskiej płodności.

L-karnityna w diecie dostarczana jest w różnych formach – soli albo estrów, ale ważne, by pamiętać, że tylko wolna wnika do plemników i tam przekształcona jest magazynowana. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sama karnityna jest związkiem chiralnym oraz ma naturalne pochodzenie, inaczej mówiąc to enancjomer o konfiguracji R, co znaczy, że ma działanie biologiczne – w takiej postaci powinna być obecna w diecie albo zażywana jako suplement.  Nazwa wzięła się natomiast stąd, że została wyizolowana z mięśni, a mięso z łacińskiego to caro lub carnis. Karnityna u człowieka ma dwa źródła pochodzenia – jest syntetyzowana i dostarczana z pożywieniem, nazywa się ją z tego względu substancją witaminopodobną, ponadto występuje w organizmie naturalnie. Jej głównym źródłem w żywności są:

mięso (baranina, wołowina, wieprzowina, ryby)

przetwory mleczne

Mniej l-karnityny znajduje się w drobiu, warzywach i owocach, a dzienne zapotrzebowanie zdrowej, dorosłej osoby na nią wynosi 15 mg. Jej 24-godzinna synteza to 11–34 mg, z dietą dostarczane jest średnio 20–200 mg. 

Jaka jest zależność między L – karnityną a jakością nasienia? Udowodniono, że im niższe stężenie L-karnityny w spermie, tym mniejsza ruchliwość plemników. Suplementacja L-karnityny zatem znacząco poprawia jakość nasienia, powodując wzrost całkowitej ilości plemników oraz ich ruchliwości. Suplementacja 2 g L-karnityny poprawia parametry spermy u mężczyzn, u których stwierdzono niepłodność trwającą od co najmniej 2 lat. Poprawę zauważono także u mężczyzn cierpiących na ciężką oligoastenozoospermię. Podawanie 2 g L-karnityny poprawia żywotność plemników. Taka terapia przynosi tym lepsze skutki, im gorsze są parametry początkowe nasienia – pisał dr Mirosław Szlachcic dla portalu Polki.pl

O L-karnitynie mówi się, że podawana w trakcie reprodukcji wspomaganej, może być sposobem na męską niepłodność. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Masz tatuaże? Ten film przestrzega: otwierasz się na zło i niepłodność

Ksiądz Rafał Jarosiewicz udostępnił w sieci nagranie, w którym przestrzega młode pary przed demoniczną siłą tatuaży. Jego zdaniem są one „otwieraniem się na zło”, przez co prowadzą do niepłodności. Ale dla wytatuowanych przyszłych rodziców ma też dobrą wiadomość. Takim parom, jak oni, pomógł już wiele razy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Moi drodzy, zwracam się do was z serdeczną prośbą. Chodzi o tatuaże. Dzisiaj jest ogromne spustoszenie związane z tatuażami. Jedni mówią, że tatuaże nie mają żadnego wpływu na nasze życie. Moje doświadczenie w pracy kapłańskiej pokazuje, że tatuaże mają ogromny wpływ duchowy na życie człowieka – rozpoczyna swoje wystąpienie ks. Jarosiewicz.

W dalszej części nagrania duchowny wyjaśnia, że podczas swojej posługi bardzo często spotyka pary, które latami bezskutecznie starają się o dziecko. Według księdza bardzo duży wpływ na tę sytuację mogą mieć ich wcześniejsze wybory.

Moje pierwsze pytanie, które do nich [par zmagających się z niepłodnością – przyp. red.] kieruję, to jest pytanie o to, czy rzeczywiście ich ciała nie są wytatuowane – mówi ksiądz podczas nagrania. I dodaje, że mogą one być furtką dla zła.

Tatuaże a Biblia

W swojej teorii duchowny nie powołuje się na szkodliwe działanie tuszu stosowanego do tatuowania ciała, ale na doświadczenie o. Jamesa Manjackala. Ów hinduski zakonnik i charyzmatyk przytacza w swoich kazaniach świadectwa osób, które z uwagi na posiadanie tatuaży nie mogły doświadczyć pełni Bożego błogosławieństwa. Nieprzekonanym do jego słów ks. Jarosiewicz przytacza fragment Biblii, który ma potwierdzać demoniczne działanie tatuaży na ludzi:

„Nie będziesz nacinał ciała na znak żałoby po zmarłym ani umieszczał na ciele znaków tatuażu”  (Kpł 19,28).

CZYTAJ TEŻ: Poroniła i informuje o tym robiąc tatuaż! To forma terapii – uważa psycholog. A co czuje kobieta po stracie?

Modlitwą w niepłodność wywołaną tatuażem

Problem w tym, że interpretacja tego fragmentu (będącego jedynym miejscem w Biblii, w którym znajdziemy słowo „tatuaż”) nie jest wcale jednoznaczna. Według wielu duchownych odwołuje się on przede wszystkim do niechrześcijańskich praktyk nacinania własnego ciała w celu upamiętniania zmarłych lub przywołania pogańskich bóstw.

Ale ks. Rafał Jarosiewicz żywi przekonanie, że tatuaże rzeczywiście mają złą moc i mogą prowadzić do niepłodności. Parom, które doświadczają trudności w poczęciu dziecka, zdradza jednak, że jako duchowny stara się związywać moc ich tatuaży – poprzez modlitwę.

– Pierwszym owocem takiej modlitwy było to, że u wielu par, które przez całe lata nie mogły mieć dzieci, poczynało się życie. To jest moje osobiste doświadczenie – zdradza kapłan w opublikowanym nagraniu.

Na koniec apeluje do wiernych:

– Pragnę was po prostu prosić: nie tatuujcie się – niezależnie od tego, ktokolwiek mówi inaczej. Ponieważ różni ludzie, także duchowni, mówi zupełnie inne rzeczy.

ZOBACZ TEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”.

Mobilny konfesjonał

Warto dodać, ze to nie pierwsze przedsięwzięcie księdza Jarosiewicza, które odbiło się szerokim echem w mediach. Od kilku lat głośno jest o innym pomyśle, który duchowny zrealizował w swoim rodzinnym Kołobrzegu. To mobilny konfesjonał, czyli stylizowane na konfesjonał czerwone auto z napisem: „Jezu ufam Tobie”. Ma umożliwić wiernym intymną spowiedź poza kościołem: na ulicach miasta, przy centrach handlowych, a nawet podczas koncertów.

POLECAMY: Zamiast in vitro – naprotechnologia. W Bydgoszczy otwarto przykościelne Centrum Troski o Płodność

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

niepłodność psychologia

Gdy sprawy zaczynają być zbyt trudne, nie mamy już sił, brak nam nadziei oraz pomysłów na kolejne i kolejne rozwiązania… owszem, walka z niepłodnością może doprowadzić do takiego właśnie momentu. „To moja wina! Powinnam była temu wszystkiemu sprostać! Koniec, nic dobrego mi się już nie należy!’ – czy karanie siebie naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Kara” – brzmi groźnie, prawda? Po pierwsze dlatego, że mało kto lubi być karany. Po drugie, w wielu przypadkach ma sprawić ból, a przynajmniej zabrać choć odrobinę szczęścia. Tym trudniej pogodzić się z myślą, że karać możemy sami siebie. Zdrowe mechanizmy wydają się bowiem wskazywać na nieco inny kierunek – szacunku do siebie, miłości, opieki, zrozumienia własnego ciała, emocji, doświadczeń. Zdrowe mechanizmy dają też szansę na stawianie granic, gdy ktoś lub coś zaczyna je przekraczać. Dają przestrzeń na poszukiwanie tego, co pomoże nam o siebie zadbać. Dają siłę do działania – chyba każdy chciałby funkcjonować w ten właśnie sposób, a przynajmniej tego życzyłby swoim bliskim. Czy gdyby przyszła do ciebie przyjaciółka, która nie ma już sił i zmaga się z cierpieniem, powiedziałabyś jej: „To twoja wina, sama tego chciałaś!”? Pewnie nie. Więc teraz kluczowe pytanie – czy sama dla siebie jesteś przyjaciółką?

Ciosy, które ranią

Karanie siebie ma nieraz nie tylko wymiar wewnętrzny i nie zawsze są to „tylko” mówione we własnych myślach deprymujące zdania. Może to być także izolowanie się od ludzi, wprawianie się w poczucie bycia „inną”, niegodną kontaktu, nieciekawą, wybrakowaną, pustą. Karą może być wręcz samookaleczenie i innego rodzaju znęcanie się nad własnym ciałem, które przecież w końcu tak bardzo w niepłodności zawodzi…

Można odmawiać sobie za karę prawa do wsparcia i zrozumienia innych osób, bo ‘oni też mają swoje problemy’ i ‘nie powinno się ich dodatkowo obarczać’, można nie pozwalać sobie na odpoczynek i zadbanie o siebie zmuszając się do nadludzkiego wysiłku, jakim jest godzenia latami leczenia, pracy, wspierania swoich bliskich i pokazywania innym wizerunku osoby wyłącznie zadowolonej i szczęśliwej. Albo, jak jedna z moich pacjentek, przeżywać trudy leczenia jako karę za swoje dotychczasowe ‘niefrasobliwe’ życie, w którym z powodu braku odpowiedniego partnera nie było wcześniej miejsca na rodzicielstwo” – mówi psycholog Dorota Gawlikowska, która w klinice leczenia niepłodności InviMed na co dzień wspiera osoby zmagające się z niepłodnością.

Paradoksalnie, sprawiając sobie ból mamy nadzieję, że uda nam się go uniknąć. Uda się chociaż trochę obronić przez tym, co naprawdę powoduje nasze cierpienie. Warto jednak pamiętać, że samokaranie nie rozwiązuje istoty problemów. Jak najbardziej może dać nam poczucie sprawstwa, bo w końcu „coś” robimy. Szkoda tylko, że to „coś”, to ogromna destrukcyjna energia, którą moglibyśmy wykorzystać w imię dobra i miłości wobec siebie. Nieraz niestety wydaje się być ona zbyt silna, zbyt trudna do okiełznania, a skierowana przeciwko sobie uderza niczym huragan.

Zobacz także: Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Ile można wytrzymać?!

Z czym pozwala nam sobie radzić kara, czy wręcz agresja, jaką bijemy samych siebie? Może to być ogromny żal, przytłaczający smutek, rozrywająca złość i obezwładniający wstyd. Z jakimi jeszcze emocjami może się to wiązać?

Kobiety cierpiące z powodu niepłodności przeżywają ją dość często w atmosferze poczucia winy, a co za tym idzie, mają niestety potrzebę karania się za nieskuteczne próby zajścia w ciążę. Nasza kultura w ujęciu historycznym obarcza głównie kobietę odpowiedzialnością za brak dziecka. To ona ma ‘dać’ dziecko mężowi, zapewniając tym samym ciągłość rodzinie i wnuki przyszłym dziadkom. Niepłodność męska oraz wiedza o tym, że niepłodność jest zawsze problemem pary w świadomości społecznej nadal funkcjonuje rzadko. Jest to więc nadal sytuacja wstydliwa i stanowiąca tabu w wielu rodzinach, w których o wiele łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność za brak dziecka na kobietę” – opisuje ekspertka. Zaznacza tym samym siłę oddziaływań, jakie ma na nas kultura, społeczeństwo, środowisko, w którym funkcjonujemy, często też rodzina, a nawet lekarze.

Świat vs. niepłodność

„Doświadczenie osób, które na skutek okoliczności, takich jak choroba, utracili lub nigdy nie nabyli zdolności do zostania biologicznymi rodzicami, pokazuje, jak wielowymiara i złożona jest niepłodność. Nie widzimy mężczyzny, który stracił fragment swojego zdrowia, nie widzimy kobiety, której coś nie zostało dane. Widzimy natomiast kogoś, kto nie ma dzieci, a przecież powinien” – pisaliśmy w naszym portalu o trudach zmagania się nie tylko z niepłodnością, ale i z wizją innych ludzi, których oceny nieraz są niezwykle krzywdzące. Co więcej, mogą one brutalnie wzmacniać poczucie, iż kara jest jedynym wyjściem. Musimy w końcu ponieść ODPOWIEDZIALNOŚĆ za bycie – według świata – niewystarczającą, czy też niewystarczającym. Owa odpowiedzialność staje się niemal kluczowa, co podkreśla także psycholog: „Świadomie używam w tutaj sformułowania ‘odpowiedzialność’ na zmianę z ‘poczuciem winy’, choć oczywiście nie są to synonimy. W tym przypadku jednak wzięcie na siebie przez kobietę  jednoosobowej odpowiedzialności za sytuację jest moim zdaniem również zniekształceniem rzeczywistości, prowadzącym do podobnych konsekwencji emocjonalnych, jak ma to miejsce w przypadku poczucia winy”.

Język, jakim o niepłodności mówią niektórzy lekarze i media, akcentując nadmiernie wpływ odkładania macierzyństwa i stylu życia na potencjalne problemy z płodnością, przy jednoczesnym pomijaniu ich przyczyn medycznych, także sprzyja braniu na siebie przez kobiety głównej odpowiedzialności za doświadczaną niepłodność. Jeśli pomimo przeprowadzenia profesjonalnej diagnostyki niepłodności nie daje się ustalić przyczyny trudności albo jeżeli mimo zastosowanych nowoczesnych metod terapii kobieta nadal nie zachodzi w ciążę, bardzo trudno jest jej uniknąć pułapki myślenia o sytuacji w kategoriach własnej odpowiedzialności. Zazwyczaj zaczyna się ona zastanawiać co jeszcze, oprócz jej fizjologii, mogło spowodować niepłodność lub przyczynić się do niepowodzenia.”

Dorota Gawlikowska, psycholog

Zobacz także: Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

Dookoła siebie

Znasz koncepcję błędnego koła? Każdemu z nas zdarza się w nie wpadać, gdy pojawiające się myśli, czy też działania, zaczynają nakręcać kolejne mało konstruktywne sytuacje. Tak samo może być z poszukiwaniem winy za niepłodność w samej sobie. Kobieta zaczyna gubić się w tym, co się tak naprawdę stało. „Może coś przeoczyła, zaniedbała? Może niedostatecznie dbała o siebie po transferze zarodka? Albo we wczesnej ciąży poszła do pracy zamiast zostać w domu i dlatego poroniła? A może to wszystko przez to, że kiedyś przyjmowała pigułki antykoncepcyjne? Powodów do odczuwania poczucia winy zawsze znajdzie się wiele. Jeżeli kobieta ma gotowość do wzięcia jej na siebie, ponieważ przywykła do obarczania samej siebie winą za wszelkie życiowe niepowodzenia, trudno jej będzie tego uniknąć” – mówi ekspertka.

Jest to aspekt, nad którym każdy z nas powinien się głęboko zastanowić. Jak to jest ze mną? Czy biorę na siebie zbyt wiele odpowiedzialności? Czy moje poczucie własnej wartości jest na tyle niskie, że mam tendencję do samokarania?

Owszem, niektórym z nas przychodzi to niestety łatwiej. Często są to schematy wyniesione jeszcze z dzieciństwa, ukształtowane przez lata i bardzo trudne do zmiany. Są niemal częścią naszej osobowości. Nieraz niektóre z podobnych schematów potrafią bardzo hamować rozwój i umniejszać poczucie satysfakcji z życia. Ciągle bowiem każą nam ze sobą walczyć i momentalnie uruchamiają się w trudnych, obciążających nas sytuacjach.

Bardzo ciekawą formą odszukania w sobie owych schematów i próbą ich zmiany może być terapia schematów, stworzona przez Jeffrey’a Young’a. Jednym z dysfunkcyjnych schematów jest tam właśnie m.in. „Nastawienie na karanie”. Osoby, w których życiu można odnaleźć taki motyw, mają przekonanie o konieczności rygorystycznego karania za błędy. Zarówno oni, jak i inni ludzie, powinni bezdyskusyjnie i z całą surowością odpowiadać za potknięcia. Niezwykle trudno jest im zauważyć jakiekolwiek okoliczności łagodzące, czy też dostrzec słabości, jakie mogą utrudniać codzienne zmagania. Ciężko jest im empatyzować ze światem i z sobą samym – kara zwycięża nad wybaczeniem. Kiedy więc okazuje się, że niepłodność przejmuje życie takiej osoby, włączający się schemat potrafi wzmocnić skłonność do destrukcyjnych myśli i działań. Walka w pojedynkę może okazać się wtedy zbyt trudna i warto poprosić o wsparcie kogoś z zewnątrz. Kogoś, kto pomoże nam zmierzyć się nie tylko z okolicznościami zewnętrznymi, ale i wewnętrznymi „demonami”.

Pomocna dłoń uchroni przed karą

„Bywa, że najprostsze metody nie skutkują. Nie mogą, ponieważ nie są na niczym wsparte. Wewnętrzny, uspokajający głos nie może zabrzmieć, ponieważ nigdy nie miał szansy się narodzić. Wtedy też trzeba szukać pomocy na zewnątrz. W terapii uczymy się, jak sobie ufać, szanować, wierzyć swoim uczuciom. Dla wielu osób sam fakt bycia uważnie słuchanym jest bezcennym i jednym z pierwszych w życiu tego typu doświadczeń. Interpretacja terapeuty nie zawsze musi być trafiona, ale to, że ktoś nas próbuje zrozumieć, jest ważne” – pisała w naszym portalu psychoterapeutka Katarzyna Mirecka.

Rozmowa z psychologiem może dać też siłę i motywację do dalszej walki z niepłodnością. Może pomóc nie tylko z bieżącymi trudnościami, ale też poprowadzić w kierunku, który wykluczy (a przynajmniej zniweluje) potrzebę uderzania w siebie. Oczywiście terapeuci to nie cudotwórcy, którzy magiczną różdżką zmienią lata naszych przekonań. Nie pokolorują za nas świata, a często wręcz wprowadzą do niego czarne barwy. Pomogą jednak zaopiekować się całą paletą owych barw – także tych ciemnych.

O wiele łatwiej więc wpłynąć na swoją motywację oraz poradzić sobie z trudnymi emocjami, jeśli pozwolimy sobie i innym o nas zadbać. Nie da się jednocześnie wymagać od swojego ciała optymalnej współpracy w procesie leczenia i odmawiać mu prawa do zaspokojenia ważnych potrzeb, eksploatować go nadmiernie czy zaniedbywać. Pamiętajmy, że ciało jest jedynym narzędziem, którym dysponujemy by zajść w ciążę i dlatego odnoszenie się do niego z wrogością nie pomaga w osiągnięciu celu. Dlatego warto proces leczenia przeżywać ze wsparciem psychologicznym, które umożliwi nam zobaczenie niepłodności w kontekście całego naszego życia i odkrycie, jak bardzo złożone są kwestie odpowiedzialności za przeżywaną przez nas dzisiaj sytuację. Jak wiele czynników wpłynęło na fakt, że jesteśmy dzisiaj w tym konkretnym miejscu, jak wiele osób i zdarzeń miało i ma nadal wpływ na historię i przebieg naszych starań” – podkreśla psycholog.

Zobacz także: Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Nadzieja jest wewnątrz!

„Dzięki temu łatwiej nam będzie także odkryć, dlaczego chcemy karać siebie za niepowodzenia w leczeniu oraz jakie są źródła złości, czy poczucia winy, które nas do tego popychają. Będziemy mogli poradzić sobie wtedy z tymi emocjami oraz zadbać o siebie w sposób, który będzie najlepiej sprzyjał dalszym staraniom. To, co służy nam jako ludziom, co wspiera nas i nasze związki, najczęściej wpływa także pozytywnie na starania o dziecko. Człowiek jest całością i nie da się zadbać wybiórczo jedynie o jego płodność z pominięciem, czy lekceważeniem, innych obszarów jego funkcjonowania” – podsumowuje Dorota Gawlikowska.

Kiedy zatem kolejny raz usłyszysz w swojej głowie głosy mówiące: „Musisz. Powinnaś. Nie nadajesz się. To twoja wina. Wstyd” – złap głęboki oddech. Daj sobie przestrzeń na przeżycie bólu, który stoi za tymi głosami. Może okazać się, że wcale nie są one twoje. Może to głos płynący z mediów, a może słowa rodziców, które od małego słyszałaś w swoim domu? Wiedz, że wcale nie musisz się za nie karać. Niech przepłyną obok, bo jesteś zbyt ważna i silna by robić sobie krzywdę. Wątpisz? Przeczytaj zatem komentarz jednej z naszych czytelniczek: „Diagnoza niepłodności to dla kobiety cios rozwalający na łopatki. Czas mija, oswaja… ale jest blizna, która gdy sypnie się sól, staje się raną i boli. Osoby starające się o dziecko, zmagające się z niepłodnością, to wojownicy. Silni ludzie o wrażliwym sercu… Zrozumienie i wsparcie bardzo pomaga” – zrozum, weź wsparcie, ale nie szukaj kary, bowiem jak widzisz w przytoczonych tu słowach, wrażliwość i siła nie muszą się wykluczać. Obie te części są w tobie. I niezależnie od okoliczności, są piękne.

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Do szpitala psychiatrycznego za chęć aborcji? Tego oczekuje Ordo Iuris

Smutna kobieta spogląda przez okno / Ilustracja do tekstu: Szpital psychiatryczny za myśl o aborcji? Nowa propozycja Ordo Iuris

Ordo Iuris nie ustaje w próbach ograniczenia kobietom należnych im praw. Dr Błażej Kmieciak, koordynator należącego do tej instytucji Centrum Bioetyki, wyszedł niedawno z propozycją, by kobiety, które planują terminację ciąży, umieszczać w zakładzie psychiatrycznym. Przeciw tym pomysłom stanowczo protestuje Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas konferencji „Życie ze skutkami aborcji: stan obecny i perspektywy”, która 4 kwietnia br. odbyła się w Sejmie RP, zaproszeni prelegenci rozważali kwestię tzw. syndromu poaborcyjnego. Podczas jednej z dyskusji dr Błażej Kmieciak zauważył, że obecne prawo w niektórych sytuacjach pozwala na umieszczenie kobiety w ciąży w szpitalu psychiatrycznym. Dotyczy to sytuacji, gdy stanowi ona zagrożenie dla siebie lub dla innych. Ekspert Ordo Iuris uznał jednak, że tę przesłankę powinno się stosować także w sytuacji, gdy kobieta chciałaby… przerwać ciążę.

– Problem jednak w tym, że jeżeli chce skrzywdzić dziecko, które nosi pod sercem, nie można jej umieścić w placówce psychiatrycznej, ponieważ z punktu widzenia obowiązującego w Polsce prawa to dziecko nie jest jeszcze jej rodziną – mówił.

Zaznaczył przy tym, że to myślenie należy zmienić.

ZOBACZ TEŻ: Przełomowa decyzja sądu ws. drastycznych billboardów. Mamy precedens!

Krok ku ubezwłasnowolnieniu kobiet

Te kontrowersyjne słowa zaniepokoiły wielu przedstawicieli organizacji pozarządowych.

„Systematyczne szerzenie narracji o tym, jak dużym zagrożeniem jest kobieta, kompletne pomijanie jej potrzeb i praw oraz zrównywanie zarodka lub płodu z bezbronnymi kilkuletnimi dziećmi, mają stworzyć warunki do wprowadzenia mechanizmów ubezwłasnowolniania kobiet, by pełniły głównie funkcje prokreacyjne. Wydaje się, że w uporczywych działaniach organizacji Ordo Iuris, która – przypomnijmy – była autorką projektu ustawy przewidującego karanie kobiet więzieniem za aborcję, chodzi nie o samą aborcję i życie poczęte, ale o całkowitą kontrolę kobiet” – zaznacza Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny w wydanym oświadczeniu.

Przedstawicielki Federacji podkreślają, że to kobieta jest pacjentką, a nie płód.

„Obowiązek należytej staranności przy prowadzeniu ciąży wynika z konieczności ochrony zdrowia reprodukcyjnego kobiety. Płód dopiero z urodzeniem zyskuje odrębność wobec ciała kobiety, podmiotowość prawną i ochronę prawną równą człowiekowi” – piszą.

CZYTAJ TAKŻE: Annika Strändhall: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Propozycja Ordo Iuris to „środek bezprawny i nieproporcjonalny”

Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wyjaśnia, że obowiązująca ustawa o ochronie zdrowia psychicznego przewiduje niewiele przesłanek uprawniających do leczenia psychiatrycznego w szpitalu bez zgody danej osoby. Chodzi mianowicie o sytuacje, w których dotychczasowe zachowanie danej osoby „wskazuje na to, że z powodu tej choroby zagraża bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób”.

„Sąd Najwyższy w swoim orzecznictwie nakazuje rygorystyczną interpretację, w której nie mieści się rozważanie kobiety o skorzystaniu z prawa do przerwania ciąży. W jej świetle propozycja Ordo Iuris jest pogwałceniem praw kobiet, środkiem bezprawnym i nieproporcjonalnym” – pisze Federacja w wydanym oświadczeniu.

Pełne stanowisko Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny można przeczytać pod tym adresem (PDF).


PRZECZYTAJ TEŻ: Grozi nam nie tylko zakaz aborcji. Czy przed nami też koniec in vitro i badań prenatalnych?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.