Przejdź do treści

Menopauza matki a płodność córki

Tak wynika z badań duńskich naukowców. Badanie objęło ponad 500 kobiet w wieku od 20 do 40 lat. Zostały one podzielone na 3 grupy, w zależności od tego, w jakim wieku ich matki weszły w okres przekwitania: wcześnie (przed 45. rokiem życia), normalnie (między 46. a 54.) lub późno (po 55. roku życia).

Następnie szacowano liczbę dostępnych komórek jajowych dwoma metodami: mierzono poziom hormonu anty-Mullerowskiego (wytwarzany w jajnikach przez komórki ziarniste, które otaczają drobne pęcherzyki zawierające niedojrzałe komórki jajowe) oraz liczbę pęcherzyków antralnych, czyli pęcherzyków gotowych do dalszego rozwoju. Okazało się, że oba wskaźniki malały szybciej u kobiet, których matki wcześnie weszły w okres menopauzy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Po uwzględnieniu innych czynników, takich jak palenie, stosowana antykoncepcja, wiek oraz indeks masy ciała, odkryto, że poziom hormonu anty-Mullerowskiego spadał rocznie średnio o prawie 9 proc. u kobiet, których matki doświadczyły menopauzy wcześnie, 7 proc. w przypadku menopauzy w normalnym wieku, oraz 4 proc. gdy menopauza pojawiła się późno. Liczba pęcherzyków antralnych spadała odpowiednio o 6 proc., 5 proc. i 3 proc.

Jest to ważna informacja w świetle badań szwedzkich naukowców, którzy odkryli, że kobiety z wysokim stężeniem hormonu anty-Mullerowskiego mają większe szanse na urodzenie dziecka po zapłodnieniu in vitro. Okazało się, że hormon ten wpływa na ilość oraz jakość jajeczek; im wyższy jego poziom, tym ilość jajeczek zdolnych do rozwinięcia się w zdrowy embrion jest większa.

 

Źródło: consumer.healthday.com

Magdalena Katana

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jakie będą twoje dzieci? Ten test ma to sprawdzić

Niemowlę siedzi przy komputerze
Fot. Pixabay.com

Jaki kolor oczu i włosów będzie miało wasze dziecko i czy wystąpi u niego nietolerancja laktozy? Twórcy aplikacji BabyGlimpse twierdzą, że potrafią to sprawdzić.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

BabyGlimpse to narzędzie, dzięki któremu partnerzy mogą „przewidzieć”, co przyniesie im przyszłość. Aplikacja, za którą stoi firma HumanCode, podpowiada potencjalnym rodzicom, jaki kolor oczu i włosów może mieć maluch i jakich spodziewać się po nim preferencji dotyczących jedzenia i snu.

Jak to możliwe? Otóż BabyGlimpse opiera swoje rezultaty na próbkach DNA, które partnerzy wysyłają do kliniki. Ta analizuje pozyskany materiał genetyczny i na tej podstawie przygotowuje zestawienie cech, które może nosić ich dziecko. Dane następnie wysyłane są do specjalnej aplikacji na iPhone’a lub udostępniane online.

BabyGlimpse: droga zabawka, nie test medyczny

Choć koszt testu BabyGlimpse jest wysoki (regularna cena to 260$), należy pamiętać, że służy on tylko rozrywce i nie może być traktowany jako forma diagnostyki medycznej. Jego rolą jest raczej wyposażenie przyszłych rodziców w wiedzę o tym, jaki wpływ wywierają geny na kształtowanie się naszych cech jednostkowych. Twórcy aplikacji podkreślają też, że dzielenie się informacjami zapisanymi w materiale genetycznym to świetny sposób na to, by zwiększyć więź między partnerami.

Popularność testu niepokoi jednak amerykańskich lekarzy. Podkreślają oni, że testy tego typu nie zastąpią profesjonalnej diagnostyki genetycznej. Dodają, że rezultaty uzyskane w aplikacji nie mogą być w pełni precyzyjne. Nie uwzględnia się w nich wielu czynników zewnętrznych, które mają wpływ na zdrowie, zachowanie i preferencje dziecka.

Szczegółowe informacje o narzędziu BabyGlimpse można znaleźć na stronie producenta.

Polecamy również: Używasz kosmetyków z drogerii? Uważaj, to może szkodzić płodności!

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Zorganizowała poszukiwania przyrodniego rodzeństwa. Odnalazła kilkadziesiąt osób!

poszukiwania przyrodniego rodzeństwa
fot. Instagram @donor_siblings

Od dziecka wiedziała, że jej biologicznym ojcem jest anonimowy dawca nasienia. Pięć lat temu zorganizowała poszukiwania przyrodniego rodzeństwa. Znalazła kilkadziesiąt osób!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

21- letnia Kianni Arroyo z Florydy była wychowywana przez matkę, która nigdy nie ukrywała przed córką jej pochodzenia. Przez całe dzieciństwo Kianni zastanawiała się, czy gdzieś na świecie jest jej rodzeństwo. Swoje poszukiwania rozpoczęła pięć lat temu.

Zobacz także: Dawca nasienia poznał „swoje dzieci”. Ta liczba robi wrażenie

Poszukiwania przyrodniego rodzeństwa

Od tego czasu odnalazła 40 osób: m.in. cztery pary spokrewnionych z nią bliźniąt oraz braci i siostry z Australii, Nowej Zelandii i Kanady. Jak się okazało Kianni jest najstarsza z rodzeństwa, najmłodsze dziecko dawcy ma natomiast pięć miesięcy.

Zawsze chciałam wiedzieć więcej o swojej przeszłości, czy mam jakieś rodzeństwo. Kiedy tylko osiągnęłam wiek, w którym mogłam uzyskać dostęp do dokumentów, postanowiłam działać – cytuje słowa 21-latki magazyn Metro US.

Zobacz także: Zakochała się w dawcy nasienia!

Spotkanie z rodzeństwem i biologicznym ojcem

W toku poszukiwań okazało się, że jedna z przyrodnich sióstr Arrayo – 20 letnia Joanna mieszka również na Florydzie. Kobiety postanowiły się spotkać i od tego czasu są dobrymi przyjaciółkami, które łączy wyjątkowa więź.

– Choć nigdy wcześniej się nie widziałyśmy, fakt posiadania wspólnego ojca stworzył między nami specjalną więź. To sprawia, że czujemy się w swoim towarzystwie komfortowo – mówi Arroyo.

Kianni spotkała się również ze swoim ojcem, którego określiła jako „fajnego faceta”. Arroyo skontaktowała się z każdym z 40 odnalezionych braci i sióstr, a 30 z nich wyraziło chęć na spotkanie. Dziewczyna liczy, że niebawem uda jej się zobaczyć wszystkie spokrewnione z nią dziećmi dawcy nasienia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: The Sun

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Urlopy rodzicielskie, badania genetyczne, a może… in vitro? Na jakie benefity mogą liczyć polscy pracownicy?

Pracownicy podczas pracy przy laptopie
Fot. Pixabay.com

Z badań wynika, że blisko 80% firm działających w Polsce oferuje swoim pracownikom pozapłacowe systemy motywacji. Jak te benefity wypadają na tle Europy oraz świata i czy jest szansa, by znalazło się wśród nich dofinansowanie in vitro? Postanowiliśmy to sprawdzić.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dofinansowanie leczenia niepłodności i technik wspomagania rozrodu, które dla wielu osób są jedyną szansą na rodzicielstwo, to inicjatywa niezwykle istotna i potrzebna społecznie. Różnorodne formy wsparcia dla pracowników, którzy przygotowują się do zabiegu in vitro, stają się powoli standardem w krajach europejskich i USA.

Przykład idzie z Zachodu

Wiele amerykańskich korporacji oferuje dofinansowanie in vitro z budżetu firmy. Należą do nich przede wszystkim giganci z branży technologicznej: Facebook, Apple, Google, Intel i Microsoft, ale nie tylko. Wsparciem tego typu mogą poszczycić się także m.in. Deloitte, Deutsche Bank, Mastercard, Tesco i EY. Niektóre duże przedsiębiorstwa (m.in. Johnson&Johnson USA i Discovery Communications) idą o krok o dalej – gwarantują pokrycie wszystkich kosztów, które pracownik poniósł w związku z procedurą in vitro.

Z dobrych praktyk słynie też amerykański Starbucks, który od ponad roku oferuje dofinansowanie in vitro nawet pracownikom zatrudnionym na pół etatu. Dyrektor generalny przyznaje nawet, że spółka wydaje więcej na ubezpieczenie zdrowotne swoich pracowników niż… na ziarna kawy. Wszystkie wymienione firmy mają swoje oddziały w Polsce, ale ich polityka socjalna nie jest, niestety, globalna.

Zobacz również: Co to jest naprotechnologia i czy może zastąpić in vitro?

Mniejsze przedsiębiorstwa w USA od kilkunastu miesięcy mogą korzystać ze wsparcia programu Carrot Fertility, który oferuje pracodawcom m.in. dofinansowanie inseminacji domacicznej oraz in vitro w ramach benefitów pracowniczych.

In vitro w ramach benefitów pracowniczych – czy w Polsce jest to możliwe?

Czy podobne rozwiązania byłyby możliwe również na gruncie polskim? Z formalnego punktu widzenia – nic nie stoi na przeszkodzie. Sieci prywatnych poradni medycznych nie zamykają się na niestandardową współpracę z pracodawcami i pracownikami. Podkreślają, że szeroki zakres usług, które świadczą, pozwala odpowiedzieć na różnorodne potrzeby pacjentów.

– Zdrowie naszych pacjentów jest dla nas najważniejsze. Dlatego zawsze jesteśmy otwarci na dyskusje z klientami na temat sposobów realizacji różnych zakresów opieki medycznej, wynikających ze zgłaszanych przez pacjentów potrzeb zdrowotnych – podkreśla Arkadiusz Tatar, dyrektor medyczny ds. opieki ambulatoryjnej Grupy LUX MED.

Polski pracodawca – nie taki straszny, jak go malują

W ostatnich latach wiele zmieniło się także w nastawieniu samych pracodawców. Jak wynika z badania zrealizowanego przez Sedlak&Sedlak, już trzy na cztery firmy działające w Polsce proponują pozapłacowe systemy motywacji. Przeważnie są to szkolenia, możliwość pracy w systemie home office, a także pakiety sportowe i medyczne.

Chociaż te ostatnie przewidują zazwyczaj podstawowy zakres opieki zdrowotnej, część pracodawców decyduje się na ich rozszerzenie o bardziej kosztowną diagnostykę i zabiegi. Czy mogłoby zatem znaleźć się wśród nich dofinansowanie in vitro? Być może – problem w tym, że z takimi prośbami nie zgłaszają się sami pracownicy. Tymczasem oferta benefitów tworzona jest niejednokrotnie w oparciu o ich zapotrzebowanie (m.in. w tzw. systemie kafeteryjnym).

– W Polsce nie mieliśmy jak dotąd próśb ze strony pracowników dotyczących in vitro. W związku z powyższym nie mieliśmy okazji, aby tę kwestię rozważać – przyznaje Ewa Rzeczkowska, rzeczniczka prasowa polskiego Deloitte.

Rzeczkowska podkreśla jednocześnie, że firma, którą reprezentuje, uważnie słucha swoich pracowników i wyraża troskę o ich zdrowie. W ostatnim czasie wszystkim zainteresowanym pracownikom sfinansowano m.in. badania genetyczne ukierunkowane na określenie stopnia ryzyka zachorowania na nowotwór piersi, jajników lub prostaty. To cenne wsparcie medyczne, które pokazuje, że polskie firmy coraz bardziej otwierają się na potrzeby zdrowotne swoich pracowników.

Zbuduj społeczność

Wiele przedsiębiorstw dostrzega także wagę dodatkowych świadczeń rodzicielskich – dzięki nim może m.in. przyciągnąć i zatrzymać najlepszych specjalistów. Benefitami pracowniczymi, które są przez nich najbardziej pożądane, są żłobki i przedszkola na terenie pracy, wyciszone i komfortowe sale przeznaczone dla mam karmiących, ale też dodatkowe urlopy na naukę i opiekę nad dziećmi. Z duchem czasu idzie choćby polski oddział Microsoft.

– Niedawno dodaliśmy do szerokiego wachlarza benefitów pracowniczych w Microsoft w Polsce wydłużony do 6 tygodni urlop rodzicielski dla ojców oraz rodziców adopcyjnych. Oznacza to, że ojcowie mogą cieszyć się nie tylko gwarantowanymi przez Kodeks pracy 2 tygodniami urlopu ojcowskiego, ale także dodatkowymi 4 tygodniami, które pozwalają zbudować bliższą więź z dziećmi – mówi nam Joanna Frąckowiak z Microsoft. – W przypadku rodziców adopcyjnych mogą z tego benefitu korzystać pracownicy obojga płci. Dodatkowo pracownicy Microsoft w Polsce mogą korzystać również z 4 tygodni płatnego urlopu opiekuńczego w sytuacjach poważnego zachorowania bliskiego członka rodziny – dodaje.

Zwiększanie takiego wsparcia ponad zakres wymagany prawem to bardzo pozytywny trend, świadczy bowiem o rosnącej wrażliwości społecznej pracodawców. Jak zatem nakłonić ich do wsparcia – finansowego i społecznego – naszych przygotowań do procedury in vitro? Warto zastosować się do rady udzielonej przez Katie Evans-Reber, specjalistki HR w amerykańskim start-upie Gusto.

– Przede wszystkim: zbuduj społeczność. Im więcej osób chce określonej korzyści, tym bardziej prawdopodobne jest, że pracodawca weźmie pod uwagę twoje postulaty – podpowiadała w rozmowie z magazynem Forbes.

Dofinansowanie in vitro przez firmę: jest jeszcze fundusz socjalny

Pamiętajmy również, ze pracodawcy z jednostek budżetowych i samorządowych oraz ci, którzy zatrudniają powyżej 50 pracowników, dysponują tzw. zakładowym funduszem świadczeń socjalnych. Środki, które są w nim gromadzone, umożliwiają pracownikowi uzyskanie wsparcia finansowego w sytuacjach kryzysowych. A taką sytuacją – przy braku centralnego dofinansowania in vitro – jest dla wielu par kosztowne leczenie niepłodności.

Środkami z funduszu socjalnego dysponuje pracodawca i to on podejmuje decyzje, na co je wykorzystać. Każdy przypadek rozpatrywany jest zazwyczaj indywidualnie. Potwierdza to przykład dużej korporacji działającej w Polsce – TVN.

– W przypadku problemów zdrowotnych i nieprzewidzianych zdarzeń losowych pracownicy znajdujący się w trudnej sytuacji finansowej lub życiowej mogą zwrócić się o udzielenie zapomogi z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Każda taka sprawa rozpatrywana jest jednak indywidualnie, a informacje o niej objęte są klauzulą poufności – poinformowało nas Biuro Prasowe TVN.

Czy zatem dofinansowanie in vitro przez firmę jest w Polsce możliwe? Na pewno warto to sprawdzić – jeśli tylko mamy ku temu sposobność i sprzyja nam sytuacja zawodowa.

Polecamy też: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Joanna Koroniewska oddała krew pępowinową do Polskiego Banku Komórek Macierzystych

Joanna Koroniewska oddała krew pępowinową
fot. Instagram - Joanna Koroniewska

Kilka dni temu aktorka urodziła drugą córeczkę. Po porodzie Joanna Koroniewska oddała krew pępowinową do banku komórek macierzystych, o czym poinformowała fanów na Instagramie. Jej decyzja podzieliła internautów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Koroniewska napisała na swoim profilu:

Każda kobieta i matka zna dobrze uczucie strachu. Obyśmy wszystkie odczuwały go jak najrzadziej. Dziękuję położnej, lekarzom i pielęgniarkom ze szpitala na Bielanach za fachową opiekę, dzięki której nie musiałam się bać. Jesteście wielcy! Zdecydowałam sie PBKM, mam jednak nadzieję, że życie nie zmusi mnie do skorzystania z komórek macierzystych…
Wszystkim Mamom życzę jak najmniej strachu a za to wiele radości i miłości. A właściwie to życzę tego wszystkiego wszystkim wspaniałym kobietom.

Joanna Koroniewska oddała krew pępowinową

fot. Instagram – Joanna Koroniewska

Zobacz także: „Żebyś poroniła, suko”. Obrzydliwy atak na Joannę Koroniewską

Po co bankuje się krew pępowinową?

Dzięki pobraniu krwi pępowinowej i bankowaniu zawartych w niej komórek macierzystych rodzice zyskują dostęp do terapii z ich użyciem. Jak informuje PBKM, komórki macierzyste wykorzystywane są w leczeniu 80 chorób (głównie hematologicznych i onkologicznych). Komórki mogą posłużyć dziecku, jego rodzeństwu oraz rodzicom.

Temat wzbudza wiele kontrowersji w Polsce. Pod wpisem Koroniewskiej część internautek wyznała, że zdecydowała się na taki sam krok ze względu na strach przed chorobą dziecka.

Zobacz także: Trzymanie za rękę może łagodzić ból podczas porodu? Zobacz wyniki eksperymentu

Joanna Koroniewska oddała krew pępowinową – opinie fanów podzielone

„Ja również się zdecydowałam, co prawda nie na pakiet złoty lecz błękitny, ale jestem znacznie spokojniejsza o przyszłość mojego dziecka. I dla wszystkich, którzy piszą, że jest to droga sprawa.. naprawdę nie jesteście w stanie odłożyć przez rok 600-700 zł?  Bo tyle kosztuje abonament roczny. Owszem pierwszy strzał opłat jest duży ale również do pokonania, cała Wasza rodzina zamiast głupich prezentów może się dorzucić do tego pakietu. To ubezpieczenie na całe życie, warto rozważyć!” – napisała jedna z fanek.

Pojawiły się też jednak negatywne komentarze, w których internauci zarzucają, że banki krwi pępowinowej to zwykłe naciąganie rodziców na niepotrzebne koszta.

Pani Joanno- proszę wybaczyć, ale odnoszę wrażenie, że banki krwi właśnie na tym naszym strachu żerują. Sama będąc w 2. ciąży interesowałam się tematem. Chciałabym mieć takie zabezpieczenie w razie choroby, niestety płacenie kroci za bankowanie niczego nie gwarantuje. W innych europejskich państwach istnieją publiczne banki, gdyż to właśnie komórki obcego człowieka częściej są wykorzystywane niż te własne lub od spokrewnionego dawcy. Oczywiście nie wiemy, jak daleko zajdzie medycyna za kilka/ kilkanaście lat itd. i itp., ale myślę, że gdyby świat upatrywał w tym jakiejś dużej szansy- ludzie masowo by z takich pakietów korzystali. Tymczasem są one dostępne tylko w Polsce. Smutne. Tymczasem Pani, sobie i wszystkim innym mamom życzę, abyśmy nigdy nie musiały się przekonać, kto ma rację. Pozdrawiam”.

Rzeczywiście, decyzja o przechowywaniu komórek macierzystych w banku to niemały wydatek. Zgodnie z cennikiem widocznym na stronie PBKM, roczny koszt przechowywania komórek w zależności od pakietu to od 550 zł do 780 zł. Do tego dochodzą również początkowe koszty związane z pobraniem materiału w granicach 2 tys. – 3 tys. zł.

Zobacz także: Gwiazda zamroziła swoje komórki jajowe – „ubezpieczenie” płodności?

Nie tylko Koroniewska

W zeszłym roku również aktorka Marta Żmuda-Trzebiatowska zachęcała rodziców na pobranie krwi pępowinowej i złożenie jej w banku komórek macierzystych.

„Za bardzo nie lubię za dużo mówić o tym co prywatne, ale z drugiej strony są idee, projekty, działania, które koniecznie trzeba wspierać. Zdrowie i życie to dla mnie wartości bezcenne. Każda mama pragnie, aby jej dziecko było szczęśliwe i uśmiechnięte, dlatego gorąco polecam Wam rozważenie pobrania i bankowania krwi pępowinowej. Ja się zdecydowałam i zabezpieczyłam krew w Polskim Banku Komórek Macierzystych z nadzieją, że nigdy nie będziemy zmuszeni z niej skorzystać. To zwyczajnie w świecie daje mi poczucie bezpieczeństwa na przyszłość” – pisała wówczas gwiazda.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Instagram, www.pbkm.pl, kobieta.onet.pl

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami