Przejdź do treści

Matka, czyli kto? – jak świat miesza nam w głowach [CZ. 1]

Instynkt macierzyński, żal, idealne = płodne ciało

Macierzyństwo jest jedną ze sfer życia kobiety, która niezwykle silnie narażona jest na wpływ społeczno-kulturowy. W każdej epoce, a czasem nawet na przestrzeni kilkunastu lat, obraz macierzyństwa potrafił zmienić się diametralnie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Instynktowne działania

Stwierdzeniem kluczem, które nieraz ustawia kobietę mimowolnie w pozycji matki jest określenie „instynkt macierzyński”. Wciąż wielu ludzi twierdzi, że jest to jedna z podstawowych cech kobiecości. Jeden z francuskich pisarzy określił go jako „pierwotną skłonność, wzbudzającą u każdej normalnej kobiety pragnienie macierzyństwa”. (Badinter, 1998; za: Larousse, 1971) Pojawia się zatem w mojej głowie pytanie, czy jeśli kobieta nie chce mieć dzieci, to jest z nią „coś nie tak”? Skąd w takim razie jest wśród nas taka ilość kobiet „nienormalnych” – niepragnących dziecka?

Bywało różnie

Badinter w Historii miłości macierzyńskiej znakomicie opisuje to, jak wzorce kulturowe wpływają na relację między matką, a jej dzieckiem. Do XVIII-ego wieku miłość matczyna opierała się na chłodzie emocjonalnym i twardych zasadach. Dzieci często żyły w odosobnieniu od rodziców, zarówno tym fizycznym, jak i emocjonalnym. Jeden z XVI-wiecznych tekstów mówi: „Kobiety gubią swoje dzieci w taki sposób, że wychowują je w przyjemnościach” (Badinter, 1998).

Co więcej, powszechne było oddawanie dzieci pod opiekę mamek. Robił to cały przekrój społeczeństwa, przy czym środowiska szlacheckie sprowadzały mamki do swoich domów. Jeśli już zaś dziecko oddawane było pod taką opiekę, nieodzownie trzeba było liczyć się z jego śmiercią. Tylko w czasie podróży ginęło od 5 do 15% dzieci (Badinter, 1998). Działo się to między innymi przez straszne warunki transportu:

„M. Garden (…) mówi na przykład o pośredniczce, która wiezie sześcioro dzieci na małym wózku, zasypia i nie zauważa, że jedno z niemowląt spadło i zostało zmiażdżone przez koła” (Badinter, 1998).

Gdzież wtedy podział się ten nadnaturalny wręcz „instynkt”? W mojej opinii, to co nim nazywamy, jest w dużej mierze wytworem i zapotrzebowaniem kultury. Nie przeczę mechanizmom biologicznym, które determinują kobiety do pełnienia roli matki, ale już forma jej pełnienia jest według mnie ściśle związana ze społecznością, w której dana jednostka żyje.

Normalna, czyli jaka?

Bardziej współczesny problem „normalności” postrzegania macierzyństwa podkreśla w swoim artykule Orna Donath. Zauważa ona, iż macierzyństwo jest „kontraktem kulturowym” i co nieodłącznie za tym idzie, także historycznym, w którym kobietę traktuje się jako „naturalnego dawcę opieki”. W takim pojmowaniu sprawy, macierzyństwo wręcz automatycznie staje się synonimem kobiecości. (Donath, 2015; za: McMahon 1995; Arendell, 2000).

Zauważa ona w swoim artykule Regreting Motherhood: A Sociopolitical Analysis także funkcję, jaką w kreowaniu wizji macierzyństwa pełnią emocje. Zarówno w wymiarze psychologicznym, jak i społecznym. Nieraz kierują one funkcjonowaniem danej społeczności, wyznaczają kulturowy etos, normy zachowań, a także postrzeganie płci. (Donath, 2015)

Sęk w tym, że z psychologicznego punktu widzenia, nie ma emocji niepotrzebnych. Każde są niezbędne, bowiem wskazują na nasze potrzeby, zwracają uwagę na niedostatki, a także na zagrożenia. Zdarza się jednak, że niektórym emocjom społeczeństwo przypisuje wyraźnie negatywne konotacje, a dane odczucia stają się wręcz zakazane.

Żałuję

Taką emocją jest między innymi żal w związku z zostaniem matką. Kobiety, z którymi rozmawiała Donath wyraźnie podkreślają oddzielenie doświadczenia macierzyństwa od konkretnego człowieka, jakim jest ich dziecko. Nie zmienia to jednak faktu, iż żal staje się w takiej sytuacji „dysfunkcjonalny społecznie”, a jednostka musi go pokonać, by móc pełnić swoje role zgodnie z ustalonym i zaakceptowanym przez kulturę modelem (Donath, 2015).

Problem w tym, że dany model daje tylko jedną drogę pogodzenia się z owym żalem – paradoksalnie właśnie zostanie matką. Jest to więc w pewnym sensie konflikt nierozwiązywalny. Staje się błędnym kołem. Kobiety chcąc zatem być częścią owej społeczności nie mogą pozwolić sobie na takie emocje. Co więcej, jeśli już odczuwają żal z powodu posiadania dzieci, oceniane są nie tylko z punktu widzenia moralności zawężonej do płci – kobiet, ale także z punktu widzenia ich człowieczeństwa w ogóle.

Prowadzi to zatem do bardzo prostych wniosków – jeśli nie mają dzieci, tracą nie tylko swoją kobiecość, ale także człowieczeństwo właśnie. Tracą zatem możliwość bycia pełnoprawną częścią społeczności, w której żyją. Dobitnie wskazuje na to Donath opisując tło społeczno-polityczne Izraela, skąd pochodziły uczestniczki jej badań (Donath, 2015).

Takie postrzeganie niechęci do doświadczenia macierzyństwa nieraz wzmacnia także inny przekaz psychologiczny. Wskazuje on na to, że dzieci są jedynym elementem prawidłowej ścieżki życiowej kobiety. Są wręcz „powodem bycia kobiety i kulminacją kobiecej egzystencji” (Donath, 2015).

Moja wina

Jest to niezwykle ciekawe w zestawieniu z wizją macierzyństwa XVIII-ego wieku, gdzie oddanie dziecka na ładnych parę lat do mamki było czymś „w normie”. Dziś – nie do wyobrażenia. W końcu wywołać by to musiało poczucie winy w każdej „normalnej” kobiecie, czego w podanych przez Badinter przykładach, ewidentnie nie widać. Z drugiej jednak strony, poczucie winy i tak nieodłącznie wiąże się z doświadczaniem przez kobiety macierzyństwa, bowiem jak cytuje Donath: „im bardziej winna, tym lepsza” (Donath, 2015; za: Forna, 1999).

Kobiecość = płodność

Fascynujący jest też ewolucyjny punkt widzenia – w końcu każdy gatunek chce przetrwać. Człowiek też. Jak pokazują badania, jednym z ważnych aspektów oceny wyglądu kobiet, jest ich ocena właśnie przez pryzmat płodności. Obliczono, że idealne ciało kobiece to 168 cm wzrostu oraz wymiary 99-63-91, jak podaje „Heartti”. Mają one świadczyć o zdrowiu przyszłych matek i tak ponoć widzą to mężczyźni. Nijak mają się zatem wobec tego szczupłe modelki, których ocena wyglądu jest swoją drogą także kształtowana przez konstrukty społeczno-kulturowe.

Pojawia się zatem kolejny konflikt: mam wyglądać, jak modelka? A może jak idealna przyszła matka? Która rola jest ważniejsza? Które standardy mam spełniać, skoro się wykluczają? Czy zatem przechodząc na jakże popularne diety wypieram się „naturalnego” instynktu macierzyńskiego? Nie przeczę, że być może są to pytania stawiane bardzo na wyrost i w jakiejś mierze przesadzone. Z drugiej jednak strony, tak trudno jest w dzisiejszym świecie tak po prostu na nie odpowiedzieć.

Ocena ocenie nierówna

Uważam, że nie ma dzisiaj uniwersalnego wzorca macierzyństwa i powinniśmy bardziej zwrócić uwagę na to, czy ktoś zachowuje się moralnie, a nie czy mieści się w schematach (pomimo, że według niektórych owe schematy determinują pojęcie moralności).

Współczesny świat jest dla mnie przestrzenią w trakcie „przebudowy”. Weszliśmy w pewien etap, na którym ludzie zaczynają zastanawiać się nad tym, co oznacza „bycie” i jaka jego postać jest słuszna. Jest to czas, w którym to, co prywatne i to, co publiczne zaczyna wchodzić we wspólny dyskurs. W dyskurs wolności, ale też odpowiedzialności jednostki, za to co dzieje się dookoła. Idąc za tą myślą, chciałabym traktować macierzyństwo jako nośnik tego, co jest „odpowiedzialne” społecznie. Przez pryzmat słowa „społecznie” widzę także matkę, która dobro innych powinna budować między innymi na swoim dobru. Nawet jeśli pozornie pojawiających się pytań jest dużo za dużo, warto szukać na nie odpowiedzi – każdy w swoim tempie.

 

Druga część tekstu – [TUTAJ]

Instynkt macierzyński, żal dotyczący bycia matką, idealne = płodne ciało

 

* Artykuł powstał w oparciu o inne moje teksty. Zachęcam do zapoznania się ze wspomnianymi przeze mnie pracami i książkami, które pomagają poszerzyć perspektywę patrzenia na macierzyństwo i stawiają wiele ciekawych pytań:

– Badinter, E. (1998), Historia miłości macierzyńskiej. Warszawa: Oficyna Wydawnicza Wolumen.

– Donath, O. (2015) Regretting Motherhood: A Sociopolitical Analysis. Signs: Journal of Women in Culture and Society, 40(2), 343–367.

– Hryciuk, R.E., Korolczuk, E. (red.). (2012). Pożegnanie z Matką Polką? Dyskurs, praktyki i reprezentacje macierzyństwa we współczesnej Polsce. Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.