Przejdź do treści

Matka adopcyjna i biologiczna. Partnerki czy rywalki?

Życie z rodzicami biologicznymi w tle jest wpisane w życie adopcyjnej rodziny. Trójkąt adopcyjny jest często omawiany na szkoleniach w ośrodkach adopcyjnych. Ale czy w codziennym życiu jest tak samo łatwo jak na tych szkoleniach?

Przyszłych rodziców w ramach procedury adopcyjnej uświadamia się o fakcie współistnienia rodziców biologicznych w ich życiu, a przede wszystkim w życiu ich dziecka. Większość tych wiadomości na etapie przygotowania jest zupełnie oderwana od rzeczywistości i trudna do zrozumienia czy choćby wyobrażenia sobie przez kandydatów. Mimo to w znakomitej większości akceptują oni wejście w ten trójkąt wraz z momentem adopcji. Teoretycznie akceptacja wydaje się być prosta i wydaje się, że wystarczy mieć w sobie świadomość istnienia biologicznych rodziców swojego dziecka. (Szczegółowo o praktycznej stronie życia w trójkącie adopcyjnym przeczytasz tutaj) Tym razem popatrzmy na dwie uczestniczki tego trójkąta. Na matkę, która urodziła i matkę, która adoptowała dziecko. Różni je wiele od poziomu życia, środowiska, wzorców wyniesionych z domu, po wiek i wygląd. Fundamentalna różnica dotyczy ich dziecka, jedna je oddaje, druga przyjmuje.

Czy w takiej sytuacji obie te matki mogą być partnerkami czy raczej stają sie rywalkami? Chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. W swoim osobistym doświadczaniu macierzyństwa przeszłam obydwie te fazy. Wielokrotnie i z cała gamą odcieni…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W procedurze rozmowy o rodzicach biologicznych wydawały mi sie takie dziwne. Oczywiście nie negowałam faktu, ze moje przyszłe dziecko będzie miało matkę biologiczna. To jedyna jak dotąd metoda żeby się pojawić na świecie. Nawet uwagi psychologów co do jawności i rozmów z dzieckiem o jego korzeniach wydawały mi się logiczne. No przecież nie bede kłamać całe życie, że je urodziłam. Zatem muszę tez powiedzieć, że istnieje ta biologiczna matka, która wydała je na świat. Ale nie czułam w żaden sposób ani wagi tej rozmowy ani faktycznego istnienia takiej osoby jak matka biologiczna mojego dziecka.

Pierwszy raz usłyszałam o niej w ośrodku adopcyjnym. Tuż po tym jak zadzwonił wymarzony telefon, pobiegłam tam wysłuchać informacji o moim dziecku. Pamiętam, że pomyślałam z zazdrością, „jest ode mnie dużo młodsza!”. A gdy usłyszałam ile już rodziła dzieci, i w jakim wieku urodziła pierwsze pomyślałam… To nie były miłe myśli, nie jestem z nich dumna i nie chcę do nich wracać. Potem skupiłam sie juz tylko na dziecku.

W sądzie na rozprawie adopcyjnej przypomniałam sobie o istnieniu matki biologicznej, bo usłyszałam jej imię i nazwisko. Przez moment pojawiła się w myślach zdominowanych przez dziecko. 
Poczucie zagrożenia, przyszło na pierwszych spacerach z moim dzidziusiem. Może nie tyle zagrożenia co niższości wobec jej naturalnych praw do bycia mamą. Patrzyłam na inne kobiety z wózkami i czułam się od nich gorsza, czułam się gorsza od matki biologicznej mojego dziecka. Wtedy oceniałam naszą relacje na zasadzie konkurencji. Ja, matka adopcyjna udowodnię, że jestem od Ciebie lepsza. Na szczęście to nie trwało długo. Miłość do dziecka rosnąca z każdym dniem złagodziła moją potrzebę rywalizacji, coraz cześciej ustępując miejsca wdzięczności. Uczyłam się w ośrodku tego jak ważną częścią mojego dziecka jest jego biologiczna matka. Teraz zaczynałam rozumieć, że tak będzie zawsze. A to że mogę doświadczać pierwszego brzmienia słowa „mama”, zawdzięczam właśnie matce biologicznej. Uczulam się etej wdzięczności z miesiąca na miesiąc.

Po kilku latach pojawiło sie drugie dziecko, a wraz z nim druga matka biologiczna. Młodsza, z wieloma błędami na koncie. Łatwiej było mi przyjąć jej istnienie z szacunkiem, bo już się tego nauczyłam.

Nadszedł czas rozmów o niej, o nich. O matkach biologicznych moich dzieci. Powróciła niepewność, poczucie ich wyższości, bo rodziły. Choć rozum wyraźnie mówił o tym jak silną mam więź z moimi dziećmi, to jednak w sercu czułam zazdrość. Dlaczego one są tak ważne, skoro w życiu moich dzieci były zaledwie kilka chwil. To o czym wiedziałam do tej pory teoretycznie zaczynało stawać sie rzeczywistością. W rozmowach, szczególnie ze starym dzieckiem, obecność matki biologicznej była niemal namacalna. Potrzebowałam znów pewnego czasu, aby wróciła wdzięczność i spokój. Znów zobaczyłam, że przecież ja mam wszystkie korzyści i przywileje bycia matką. Ona, one mają życie w tęsknocie za nieobecnymi dziećmi i z biczem pogardy, tak chętnie używanym przez społeczeństwo. Zauważyłam jak jestem uprzywilejowana w tym świecie wszechobecnej oceny. Zaakceptowałam ich obecność w moim życiu, przyjęłam za oczywiste, że je kiedyś poznam podążając za potrzebami moich dzieci. Myślałam że to jest już pełnia spokoju i współdziałania, choćby tylko w myślach.

Tyleż razy musiałam o nich opowiadać moim dzieciom, tyle było ciepła w moim przekazie, że oswoiłam dzięki temu wszystkie te myśli o naszych rolach. Zobaczyłam nas jako partnerki w trosce o jak najlepsze życie dzieci. Moich dzieci? A może naszych dzieci?

Jednak drobne doświadczenie życiowe szybko zweryfikowało mój idylliczny obraz relacji matki adopcyjnej z matką biologiczną. W rozmowie ze znajomą działaczką społeczną, która wspiera nieletnie, często niesprawne intelektualnie dziewczyny rodzące i oddające dzieci do adopcji. Ona mówiła o ich emocjach, o potrzebie kontaktu, poznania matki, która przyjmie ich dziecko i zwiąże się z nim na całe życie. Rozmowa potoczyła się w kierunku otwartych adopcji. Doskonale pamietam jak dyskusja zaczynała nabierać coraz bardziej emocjonalnego charakteru aż napłynęły łzy do moich oczu. Poczułam sie znów słabsza, gorsza, poczułam jakbym miała całe życie funkcjonować w porównywaniu nas, w rywalizacji. Jak to? ona, biologiczna będzie mnie znać, widzieć? A może oceniać czy jestem wystarczająco dobra dla jej dziecka? Natknęłam się na kilka historii, jak to matki biologiczne zdobywają adres rodziny adopcyjnej i nachodzą wymuszając korzyści finansowe najczęściej.  Jak dobrze, że poszłam o krok dalej i sprawdziłam dokładnie jak to jest z otwarta adopcją (więcej przeczytasz tutaj). Ta wiedza w połączeniu z rosnącym u moich dzieci zainteresowaniem swoją tożsamością, pozwoliła mi odzyskać spokój i zobaczyć w matce biologicznej partnerkę w wychowywaniu. Ona jest fizycznie nieobecna, ale dzięki temu, że w ogóle jest, ja jestem matką. A to jak ją traktuję zależy tylko ode mnie. Dla moich dzieci teraz mogę zrobić tylko tyle, żeby o niej rozmawiać. A to w jaki sposób będę to robić, pokaże im jak bardzo są kochane w tej rodzinie i bezwarunkowo przyjęte ze swoimi biologicznymi historiami. Nauczy je jak zaakceptować swoje życie z dwiem matkami.

Cieszę się, że teraz jestem znowu w fazie bycia partnerką a nie konkurentką z matką biologiczną. Każda z nas ma ważny wkład w życie dla dziecka. Żadna z nas nie jest bardziej czy mniej ważna.
Mogę być spokojna o moją relacje z dzieckiem, bo ona zależy ode mnie. A fakty są takie, że adoptowane dzieci, nawet gdy odnajdą swoje biologiczne mamy, nawet gdy się z nimi spotkają, to do nich nie odchodzą. Dorosłe dzieci odchodzą do swojego życia. Bez względu na to czy sie je rodziło czy adoptowało. 

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————-
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Mała dziewczynka o smutnych oczach /Ilustracja do tekstu: Nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny wesprze rodziców stosujących przemoc?
Fot.: Qadim Sadiq /Unsplash.com

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad kontrowersyjnymi zmianami w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Planowana nowelizacja, wbrew apelom Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich, zamiast wspierać najmłodsze ofiary przemocy rodzinnej, skupi się na pomocy zaniedbującym je rodzicom. I to bez względu na to, czy doświadczają oni przejściowego kryzysu, czy od lat tkwią w pogłębiającej się patologii, nie rokując nadziei na zmianę donosi oko.press.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zmianami, które przygotowało MRPiPS, z ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej zniknie ustęp 12 art. 15, który daje asystentom rodziny prawo interwencji i podjęcia decyzji o natychmiastowym zabraniu dziecka z domu rodzinnego. Zamiast tego biologiczni rodzice mają otrzymać pomoc, dzięki której dzieci będą mogły trafić do nich z powrotem. To jednak nie koniec zmian. Poprawka wniesiona przed Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris zakłada, że rodzice, którym odebrano dzieci, uzyskają też pełnomocnika procesowego – z urzędu.

Kiedy szanse się nie kończą

„Państwo chce sprzyjać w ten sposób sprawcom przemocy, nie ofiarom. Interesu dzieci nie reprezentuje nikt, a one same nie mają głosu” – pisze dla OKO.press Anna Krawczak. I przedstawia wstrząsające historie dzieci, które były ofiarami ciężkich zaniedbań ze strony rodziców.

Jednym z takich dzieci jest Julia.

„Kiedy miała trzy lata, zabrano ją z domu pierwszy raz i umieszczono w domu dziecka. Powody: alkoholizm rodziców, przemoc, głodzenie, zmuszanie Julii do oglądania seksu zbiorowego w jednopokojowym mieszkaniu. (…) W domu dziecka przez chwilę był spokój, ale sąd rodzinny zawsze dawał rodzicom kolejną szansę. Tych szans dostali cztery. I cztery razy Julia musiała znów spakować dobytek i wrócić z domu dziecka do jednopokojowego mieszkania. Najdłuższa próba trwała pół roku. Piątego razu już nie będzie. Julia ma 11 lat i ma dość”.

Historia Mai jest inna, choć w swym dramacie podobna. Policja odebrała ją mamie, gdy dziewczynka miała 9 lat. Nim jednak się to stało, musiało niemal dojść do tragedii. 15-letnia siostra Mai, chora na cukrzycę, zapadła w śpiączkę cukrzycową po tym, gdy wraz z matką wpadła w ciąg narkotykowy. Maja razem z młodszym rodzeństwem trafiła wówczas na jakiś do rodziny zastępczej, a siostra po wyjściu ze szpitala – do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Mama poszła na odwyk – kolejny. Gdy go zakończyła, dzieci wraz z nią wróciły do rodzinnej kawalerki, w której czekały na nie te same patologie i nowi koledzy mamy  – od kieliszka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szkoda im na vitro, ale mają pieniądze na króliki. Czyli jak Ministerstwo Zdrowia dba o dzietność

Pokrewieństwo bez zdrowej więzi

Gdy asystentka rodziny zobaczyła po raz pierwszy Tymka w łóżeczku, była przekonana, że to zmarłe niemowlę.

 „Tymek nie był martwy i nie był też taki mały – miał prawie dwa lata. Był tak skrajnie wygłodzony, że wyglądał na niemowlaka. Wydęty brzuch, wielka głowa, przezroczysta skóra. Zanik funkcji przełykania. Lekarze określili jego stan jako agonalny” – opisuje Anna Krawczak.

Chłopczyka zdołano uratować i trafił do rodziny zastępczej, w której zyskał szansę na normalne, bezpieczne życie. Jego ojciec przestał się nim interesować, gdy tylko oddaliło się ryzyko, że trafi przed sąd za spowodowanie zagrożenia życia małego synka. Gdyby jednak ta historia miała miejsce kilka lat później, już po wprowadzeniu opisywanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny, asystentka nie mogłaby pozwolić, by ojciec tak łatwo zniknął z życia Tymka. Nowe rozwiązania prawne wymagałyby od niej nawiązania współpracy z tatą, by dziecko mogło wrócić na łono „rodziny”.

Bierni uczestnicy spraw o własną przyszłość

Tymczasem przed dwoma laty Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, mając na uwadze dobro dzieci, wspólnie skierowali pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Apelowali w nim, by w polskich przepisach prawnych uwzględnić rozwiązania, które w sprawach o pozbawienie, ograniczenie lub zawieszenie władzy rodzicielskiej pozwoliłyby skuteczniej dbać o żywotne interesy dziecka. Rzecznicy zwrócili uwagę, że biologiczni rodzice mogą liczyć na darmową pomoc prawną, adwokata z urzędu i asystenta rodziny. Dziecko, którego przyszłość rozpatrywana jest na sali sądowej, jest jedynie niemym uczestnikiem sporu o własną przyszłość.

„W sprawach sądowych, w których rozstrzyga się o najbardziej żywotnych interesach dziecka, nie istnieje żaden mechanizm reprezentacji jego interesów” – pisali.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Rodzina święta, bo biologiczna

Tę sytuację mogłoby zmienić stworzenie nowej funkcji – pełnomocnika dziecka. Postulat ten, przedstawiony przez rzeczników, zyskał poparcie organizacji pozarządowych – m.in. Koalicji na rzecz Rodzinnej Pieczy Zastępczej oraz Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma jednak inne rozwiązanie – woli powołać kolejną instytucję wspierającą rodziców.

Za tym pomysłem stoją prawnicy stowarzyszenia Ordo Iuris, które od dawna opowiada się za zwiększeniem praw rodziców w opiece nad dziećmi.

– Występujemy jako rzecznicy afirmowanej w krajowym porządku konstytucyjnym oraz aktach prawa międzynarodowego prawdy o rodzinie, jako o naturalnym środowisku rozwoju i dobra wszystkich jej członków, a w szczególności dzieci, źródle różnorodności wolnego społeczeństwa. Podkreślamy, że najpełniejszą gwarancją dobra dzieci jest wychowanie przez biologicznych rodziców pozostających w związku małżeńskim. Do pełnego rozkwitu tego naturalnego środowiska rozwoju konieczne jest dobre prawo(…), które uznaje prymat rodziców nad państwem w sprawach wychowania dzieci zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami. Dlatego badamy instrumenty polityki rodzinnej i występujemy aktywnie w obronie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa tam, gdzie są one zagrożone dyskryminacyjnymi praktykami ustawodawcy” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

I choć te pobudki mogą wydawać się szlachetne, warto mieć świadomość, że najczęściej występujące problemy i czynniki skutkujące ingerencją sądu w życie rodziny to nie bieda, ale: choroba alkoholowa rodziców (52%), zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, w tym zdrowotne i higieniczne (39%), a także przemoc: fizyczna, psychiczna i seksualna (36%)*.

*Dane pochodzą z raportu Rzecznika Praw Dziecka, który w 2015 r. przekazano Ministrowi Sprawiedliwości.

Źródło: oko.press

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko? Partnerka daje jej „delikatne sygnały”

fot. Instagram @hutchins_sophia

Jak donoszą plotkarskie serwisy, 68-letnia Caitlyn Jenner oraz jej młodsza o niemal 50 lat partnerka poważnie myślą o adopcji. Jeżeli to prawda, byłaby to już siódma pociecha gwiazdy programu „Z kamerą u Kardashianów”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ciągu ostatnich lat świat miał okazję obserwować przemianę amerykańskiego sportowca Bruce Jennera w kobietę.

W wieku 64 lat Bruce zmienił płeć, przybrał imię Caitlyn i rozstał się z ówczesną żoną Kris.

Zobacz także: Khloe Kardashian o ciążowych zachciankach

Ciekawa historia ciekawego człowieka

Bruce był znanym lekkoatletą i mistrzem olimpijskim. Podczas igrzysk w Montrealu w 1976 roku zdobył złoty medal i ustanowił nowy rekord świata w dziesięcioboju.

Na swoim koncie ma również rolę w filmie muzycznym „Can’t Stop the Music”, za którą otrzymał nominację do Złotej Maliny dla najgorszego aktora.

Największą popularność zdobył jednak w reality show „Z kamerą u Kardashianów”. Głównym wątkiem 10. sezonu programu była przemiana Bruce w Caitlyn.

W lipcu 2015 roku powstał reality show „I Am Cait”, który został całkowicie poświęcony Jenner. Widzowie mogli w nim śledzić życie codzienne gwiazdy.

Bruce był trzykrotnie żonaty, z tych związków ma sześcioro dzieci. Obecnie 68-letnia Caitlyn spotyka się z 21-letnią Sophią Hutchins. Kobieta równie ma za sobą operację zmiany płci.

Zobacz także: Kim Kardashian pierwszy raz opowiedziała o poronieniu

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko?

Jak podaje anglojęzyczny portal „Your Tango”, para poważnie myśli o adopcji.

Jenner zawsze chciała być matką i teraz ma taką możliwość. Sophia kocha dzieci i daje Cait delikatne sygnały, że chciałaby mieć dziecko. Cait rozważa to – twierdzi anonimowe źródło.

Jeśli para zdecyduje się na dziecko,  nie będzie ono żyło w blasku fleszy, jak ich matki.

„Cait postawiła sprawę jasno. Nie chce, aby dziecko miało do czynienia z telewizją i reality show. Sława zniszczyła jej relacje z dorosłymi już dziećmi i nie pozwoli, aby ta sytuacja się powtórzyła – dodaje źródło.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Your Tango

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami