Przejdź do treści

Matka adopcyjna i biologiczna. Partnerki czy rywalki?

Życie z rodzicami biologicznymi w tle jest wpisane w życie adopcyjnej rodziny. Trójkąt adopcyjny jest często omawiany na szkoleniach w ośrodkach adopcyjnych. Ale czy w codziennym życiu jest tak samo łatwo jak na tych szkoleniach?

Przyszłych rodziców w ramach procedury adopcyjnej uświadamia się o fakcie współistnienia rodziców biologicznych w ich życiu, a przede wszystkim w życiu ich dziecka. Większość tych wiadomości na etapie przygotowania jest zupełnie oderwana od rzeczywistości i trudna do zrozumienia czy choćby wyobrażenia sobie przez kandydatów. Mimo to w znakomitej większości akceptują oni wejście w ten trójkąt wraz z momentem adopcji. Teoretycznie akceptacja wydaje się być prosta i wydaje się, że wystarczy mieć w sobie świadomość istnienia biologicznych rodziców swojego dziecka. (Szczegółowo o praktycznej stronie życia w trójkącie adopcyjnym przeczytasz tutaj) Tym razem popatrzmy na dwie uczestniczki tego trójkąta. Na matkę, która urodziła i matkę, która adoptowała dziecko. Różni je wiele od poziomu życia, środowiska, wzorców wyniesionych z domu, po wiek i wygląd. Fundamentalna różnica dotyczy ich dziecka, jedna je oddaje, druga przyjmuje.

Czy w takiej sytuacji obie te matki mogą być partnerkami czy raczej stają sie rywalkami? Chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. W swoim osobistym doświadczaniu macierzyństwa przeszłam obydwie te fazy. Wielokrotnie i z cała gamą odcieni…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W procedurze rozmowy o rodzicach biologicznych wydawały mi sie takie dziwne. Oczywiście nie negowałam faktu, ze moje przyszłe dziecko będzie miało matkę biologiczna. To jedyna jak dotąd metoda żeby się pojawić na świecie. Nawet uwagi psychologów co do jawności i rozmów z dzieckiem o jego korzeniach wydawały mi się logiczne. No przecież nie bede kłamać całe życie, że je urodziłam. Zatem muszę tez powiedzieć, że istnieje ta biologiczna matka, która wydała je na świat. Ale nie czułam w żaden sposób ani wagi tej rozmowy ani faktycznego istnienia takiej osoby jak matka biologiczna mojego dziecka.

Pierwszy raz usłyszałam o niej w ośrodku adopcyjnym. Tuż po tym jak zadzwonił wymarzony telefon, pobiegłam tam wysłuchać informacji o moim dziecku. Pamiętam, że pomyślałam z zazdrością, „jest ode mnie dużo młodsza!”. A gdy usłyszałam ile już rodziła dzieci, i w jakim wieku urodziła pierwsze pomyślałam… To nie były miłe myśli, nie jestem z nich dumna i nie chcę do nich wracać. Potem skupiłam sie juz tylko na dziecku.

W sądzie na rozprawie adopcyjnej przypomniałam sobie o istnieniu matki biologicznej, bo usłyszałam jej imię i nazwisko. Przez moment pojawiła się w myślach zdominowanych przez dziecko. 
Poczucie zagrożenia, przyszło na pierwszych spacerach z moim dzidziusiem. Może nie tyle zagrożenia co niższości wobec jej naturalnych praw do bycia mamą. Patrzyłam na inne kobiety z wózkami i czułam się od nich gorsza, czułam się gorsza od matki biologicznej mojego dziecka. Wtedy oceniałam naszą relacje na zasadzie konkurencji. Ja, matka adopcyjna udowodnię, że jestem od Ciebie lepsza. Na szczęście to nie trwało długo. Miłość do dziecka rosnąca z każdym dniem złagodziła moją potrzebę rywalizacji, coraz cześciej ustępując miejsca wdzięczności. Uczyłam się w ośrodku tego jak ważną częścią mojego dziecka jest jego biologiczna matka. Teraz zaczynałam rozumieć, że tak będzie zawsze. A to że mogę doświadczać pierwszego brzmienia słowa „mama”, zawdzięczam właśnie matce biologicznej. Uczulam się etej wdzięczności z miesiąca na miesiąc.

Po kilku latach pojawiło sie drugie dziecko, a wraz z nim druga matka biologiczna. Młodsza, z wieloma błędami na koncie. Łatwiej było mi przyjąć jej istnienie z szacunkiem, bo już się tego nauczyłam.

Nadszedł czas rozmów o niej, o nich. O matkach biologicznych moich dzieci. Powróciła niepewność, poczucie ich wyższości, bo rodziły. Choć rozum wyraźnie mówił o tym jak silną mam więź z moimi dziećmi, to jednak w sercu czułam zazdrość. Dlaczego one są tak ważne, skoro w życiu moich dzieci były zaledwie kilka chwil. To o czym wiedziałam do tej pory teoretycznie zaczynało stawać sie rzeczywistością. W rozmowach, szczególnie ze starym dzieckiem, obecność matki biologicznej była niemal namacalna. Potrzebowałam znów pewnego czasu, aby wróciła wdzięczność i spokój. Znów zobaczyłam, że przecież ja mam wszystkie korzyści i przywileje bycia matką. Ona, one mają życie w tęsknocie za nieobecnymi dziećmi i z biczem pogardy, tak chętnie używanym przez społeczeństwo. Zauważyłam jak jestem uprzywilejowana w tym świecie wszechobecnej oceny. Zaakceptowałam ich obecność w moim życiu, przyjęłam za oczywiste, że je kiedyś poznam podążając za potrzebami moich dzieci. Myślałam że to jest już pełnia spokoju i współdziałania, choćby tylko w myślach.

Tyleż razy musiałam o nich opowiadać moim dzieciom, tyle było ciepła w moim przekazie, że oswoiłam dzięki temu wszystkie te myśli o naszych rolach. Zobaczyłam nas jako partnerki w trosce o jak najlepsze życie dzieci. Moich dzieci? A może naszych dzieci?

Jednak drobne doświadczenie życiowe szybko zweryfikowało mój idylliczny obraz relacji matki adopcyjnej z matką biologiczną. W rozmowie ze znajomą działaczką społeczną, która wspiera nieletnie, często niesprawne intelektualnie dziewczyny rodzące i oddające dzieci do adopcji. Ona mówiła o ich emocjach, o potrzebie kontaktu, poznania matki, która przyjmie ich dziecko i zwiąże się z nim na całe życie. Rozmowa potoczyła się w kierunku otwartych adopcji. Doskonale pamietam jak dyskusja zaczynała nabierać coraz bardziej emocjonalnego charakteru aż napłynęły łzy do moich oczu. Poczułam sie znów słabsza, gorsza, poczułam jakbym miała całe życie funkcjonować w porównywaniu nas, w rywalizacji. Jak to? ona, biologiczna będzie mnie znać, widzieć? A może oceniać czy jestem wystarczająco dobra dla jej dziecka? Natknęłam się na kilka historii, jak to matki biologiczne zdobywają adres rodziny adopcyjnej i nachodzą wymuszając korzyści finansowe najczęściej.  Jak dobrze, że poszłam o krok dalej i sprawdziłam dokładnie jak to jest z otwarta adopcją (więcej przeczytasz tutaj). Ta wiedza w połączeniu z rosnącym u moich dzieci zainteresowaniem swoją tożsamością, pozwoliła mi odzyskać spokój i zobaczyć w matce biologicznej partnerkę w wychowywaniu. Ona jest fizycznie nieobecna, ale dzięki temu, że w ogóle jest, ja jestem matką. A to jak ją traktuję zależy tylko ode mnie. Dla moich dzieci teraz mogę zrobić tylko tyle, żeby o niej rozmawiać. A to w jaki sposób będę to robić, pokaże im jak bardzo są kochane w tej rodzinie i bezwarunkowo przyjęte ze swoimi biologicznymi historiami. Nauczy je jak zaakceptować swoje życie z dwiem matkami.

Cieszę się, że teraz jestem znowu w fazie bycia partnerką a nie konkurentką z matką biologiczną. Każda z nas ma ważny wkład w życie dla dziecka. Żadna z nas nie jest bardziej czy mniej ważna.
Mogę być spokojna o moją relacje z dzieckiem, bo ona zależy ode mnie. A fakty są takie, że adoptowane dzieci, nawet gdy odnajdą swoje biologiczne mamy, nawet gdy się z nimi spotkają, to do nich nie odchodzą. Dorosłe dzieci odchodzą do swojego życia. Bez względu na to czy sie je rodziło czy adoptowało. 

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————-
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę
fot. Fotolia

Włoska rodzina z Trydentu adoptowała 32-latka Białorusina. Niezwykłą historię opisała gazeta Trentino.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11-letni chłopiec z Białorusi po raz pierwszy pojawił się w Trydencie ponad 20 lat temu. Został wysłany do Włoch na leczenie po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Dziecko przez kilka miesięcy przebywało wtedy z bezdzietnym włoskim małżeństwem. Między nimi wytworzyła się na tyle wyjątkowa więź, że od tej pory chłopiec co roku przyjeżdżał do zaprzyjaźnionej pary na wakacje.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Przez kilkanaście lat Włosi byli świadkami, jak chłopiec dorastał i stawał się mężczyzną. Dziś jest już zaręczony i dzięki pracy może często odwiedzać opiekunów. Białorusin jest kierowcą ciężarówki.

Para tak bardzo przywiązała się do mężczyzny, że postanowiła zalegalizować tę relację i usynowić Białorusina. Tym sposobem 32-latek stał się prawnie synem włoskiego małżeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: handofmoscow.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Danuta Ulidowicz najdłużej pracująca mama SOS Wioski Dziecięce na świecie – po 34 latach przechodzi na emeryturę. W tym czasie wychowała 19 dzieci. Kobieta z mianem „mistrzyni świata”: zastąpiła niezastąpionych… dzieciom rodziców.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce pomaga dzieciom opuszczonym i osieroconym. Wioski Dziecięce to osiedla 12-14 domów w których mieszkają rodzice SOS (małżeństwo lub osoba samotna) oraz 6 – 8 powierzonych ich opiece dzieci, którymi nie mogli opiekować się rodzice biologiczni.

– Początkowo przepisy były dość restrykcyjne i często rodzicem SOS były samotne osoby, które nie mogły mieć albo po prostu nie miały swoich dzieci – Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy  Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – Teraz to się bardzo zmieniło i rodzicami też są pary, które  tworzą wspólnie rodziny.

W Polsce funkcjonują cztery takie wioski w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i Karlinie.

Jak została mamą dla gromadki „nieswoich dzieci”

Danuta Ulidowicz do stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce trafiła jako młoda dwudziestoparoletnia osoba. I jak sama mówi znalazła tu wszystko…

– Z chwilą, kiedy tu się zatrzymałam, okazało się, że to jest to… wszystko, czego w życiu szukałam – mówi Danuta Ulidowicz, najdłużej pracująca Mama SOS na świecie. 

Oczywiście nie obyło się na początku bez lęku i wątpliwości…

– Zastanawiałam się, jaka odpowiedzialność na mnie spada. Czy będę umiała zastąpić dzieciom matkę, sprawić, by czuły się bezpieczne, kochane. Czy ja sobie poradzę? – mówiła Danuta Ulidowicz wspominając początki swojej pracy w roli Mamy SOS.
Nie wiedziała, czego się spodziewać, co ją czeka. Ale wielkie serce, wrażliwość na drugiego człowieka i pogoda ducha sprawiły, że w ciągu 34 lat pracy jako Mama SOS wychowała 19 dzieci.

– Pamiętam, kiedy przyszło do mnie pierwsze dziecko. Chłopczyk 2,5 roku. Nie mogłam sobie wyobrazić tego, jak to będzie – opowiada pani Danuta. –  A poszło zupełnie spontanicznie. Po prostu otworzyłam ręce do niego, powiedziałam „chodź do mamy” i on przyszedł, przytulił się i tak się zaczęło moje matkowanie.

Każdy z jej podopiecznych to osobna historia. Każdy z nich w momencie przyjścia do domu w Wiosce SOS w Biłgoraju miał za sobą traumatyczne przejścia, został zraniony przez najważniejsze osoby w życiu, które powinny dbać o nie, kochać i wychowywać. Teraz, już jako dorośli ludzie, mają swoje rodziny, dobrze radzą sobie w życiu (najstarszy podopieczny pani Danusi ma dziś ponad 40 lat, najmłodszy 14). Jak sami przyznają – to zasługa Pani Danusi, która zastąpiła im tych, których zastąpić się nie da – rodziców.

– To, jakim jestem człowiekiem, to jej zasługa. Pokazała mi wartości, jakie są w życiu ważne: rodzina i miłość. Nauczyła, że w życiu nie można się poddawać. – mówi Mateusz Pobrotyn, jeden z podopiecznych pani Danusi.

Mistrzyni świata, jest dla wielu wzorem

Tę samą naukę Danuta Ulidowicz przekazuje także nowym Rodzicom SOS, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Uczy, że po trudnych chwilach zawsze wychodzi słońce i na te momenty warto czekać, niezależnie od tego, ile czasu minie, nim nadejdą.
– Pani Danusia jest naszą bohaterką, naszą Mistrzynią Świata i inspiracją do działania. Jej historia pokazuje, że są na świecie ludzie gotowi poświęcić się dla potrzebujących dzieci. To piękna historia, którą należy się dzielić – mówi Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Właśnie dlatego powstał krótki reportaż zatytułowany „Mistrzyni Świata” opowiadający o pracy i misji pani Danusi w roli Mamy SOS. 17 kwietnia w warszawskiej Kinotece odbyła się jego prapremiera połączona z pożegnaniem odchodzącej na emeryturę Pani Danusi.

– Mamy nadzieję, że tak jak inspirowała nas, tak zainspiruje kogoś, kto obejrzy jej historię. Może ktoś dzięki niej pomyśli, że też może stworzyć dom dla zranionych dzieci – podkreśla Barbara Rajkowska.

Podczas spotkania wzruszeniom, łzom i wspomnieniom nie było końca. Danuta Ulidowicz zapytana o to, co teraz będzie robić na emeryturze odpowiada:

Matką nie przestaje się być nigdy. Mam 19 dzieci a teraz mam jeszcze wnuki – mówi z uśmiechem na ustach i spokojem Mama SOS. – Ale też zamierzam mieć czas dla siebie. Może wybiorę się na Uniwersytet Trzeciego Wieku i na pewno będę podróżować.
Pani Danuta w pierwsza podróż wybierze się szybciej niż myślała. Wycieczkę ufundował jej partner strategiczny SOS Wiosek Dziecięcych –  firma Kaufland.

 

Jak zostać Rodzicem SOS?

Jeżeli pomoc dzieciom pozbawionym opieki i ciepła rodzinnego jest Twoim życiowym powołaniem, podejmij pracę jako wychowawca pełniący rolę rodzica w SOS Wioskach Dziecięcych. Możesz zapewnić gromadce osieroconych dzieci ciepły i bezpieczny Dom oraz szczęśliwe dzieciństwo. Napisz do nas lub zadzwoń i dowiedz się więcej.Telefon: 22 460 92 51. Email: rodzice@sos-wd.org

Stowarzyszenie prowadzi już trzecią edycję kampanii rekrutacyjnej „Szukamy Rodziców SOS”, tym razem pod hasłem „Zastępujemy Niezastąpionych”. Więcej informacji o kampanii na stronie: www.rodzicesos.org

Jak wesprzeć działanie Stowarzyszenia Wioski SOS

Pozostanie rodziną zastępczą, to nie jedyny sposób, by wesprzeć działalność SOS Wiosek Dziecięcych, zwłaszcza teraz, w okresie rozliczania się z podatku dochodowego. Wystarczy przekazać 1%, by pomóc tworzyć dom dla potrzebujących dzieci. Więcej informacji na stronie: www.dziecisos.org

KRS 0000 056 901

CIEKAWOSTKA:

Powojenna historia powstania wiosek dla osieroconych dzieci

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w 135 krajach świata od ponad 65 lat.

Stowarzyszenie pomaga dzieciom w Polsce i w Kamerunie.

Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Została założona dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej przez Hermanna Gmeinera. 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.