Przejdź do treści

Masz szansę na refundację in vitro? Dowiedz się!

630.jpg

Mija półtora roku od rozpoczęcia rządowego Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego. Dzięki niemu nawet pary, które do tej pory nie mogły sobie pozwolić na leczenie niepłodności ze względów finansowych, otrzymały szansę posiadania potomstwa.

Ponad 10 500 par rozpoczęło już leczenie. Wraz z nowym rokiem kliniki otrzymają nowe środki naleczenie niepłodności. Sprawdź, czy i Wy macie szansę na refundację in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do programu kwalifikują się trzy grupy pacjentów. Pierwszą z nich są pary, które nie mają żadnych szans na zajście w ciążę w sposób naturalny (u kobiet takim czynnikiem jest m.in. trwałe uszkodzenie jajowodów). Drugą grupą są pary posiadające dokumentację medyczną świadcząca o tym, że co najmniej od 12 miesięcy starają się o dziecko. Trzecią grupę stanowią pary, u których w wyniku leczenia (np. onkologicznego) może dojść do utraty płodności u jednego z Partnerów. Ważny jest również wiek kobiety przystępującej do programu – w dniu przystąpienia nie może mieć ukończonych 40 lat (samo leczenie może rozpocząć później). Warto jednak pamiętać, że kolejne lata zwlekania zmniejszają szansę na dziecko. – Wzorcowymi przykładami par, które kwalifikują się do zabiegu in vitro są te, u których stwierdzono upośledzenie funkcji jajowodów (u kobiety) lub niską koncentrację plemników w ejakulacie (u mężczyzny). Mają one największą szansę na powodzenie zabiegu – tłumaczy dr n. med. Wojciech Kolawa, specjalista ginekolog-położnik z Centrum Medycznego Macierzyństwo. Co ważne, pary starające się o włączenie do Programu Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego nie muszą być małżeństwem.

Program rządowy nie refunduje in vitro za sprawą obcego dawcy. Oznacza to, że do zapłodnienia musi dojść dzięki połączeniu komórek rozrodczych Partnerki i Partnera. Jeśli u kogoś z Was wyklucza się szansę na pobranie komórek rozrodczych (tzn. mężczyzna nie produkuje żywych plemników, a u kobiety nawet w wyniku stymulacji jajeczkowania nie dochodzi do dojrzewania komórek jajowych) nie będziecie mogli starać się o refundację. Z programu wyklucza brak pozyskania komórek jajowych w dwóch cyklach stymulacji jajeczkowania. Na kwalifikację do programu ma także wpływ fizjonomia kobiety. Dyskwalifikuje brak lub wady macicy. – Macica jest organem niezbędnym w trakcie ciąży. To w niej zagnieżdża się zarodek i rozwija się płód. O ile uszkodzenie, a nawet brak jajowodów dzięki współczesnej medycynie nie przekreśla szansy kobiety na posiadanie potomstwa, o tyle brak macicy, czy niektóre jej ciężkie wady, jak atrezja czy macica szczątkowa uniemożliwiają donoszenie ciąży – wyjaśnia dr n. med. Wojciech Kolawa. Do rządowego programu in vitro nie mogą przystąpić także pary, u których stwierdzono nawracające utraty ciąż. 

W całej Polsce w programie Ministerstwa Zdrowia bierze udział ponad 30 ośrodków. Wszystkie placówki znajdują się na stronie invitro.gov.pl. Warto zapisać się do programu, nawet jeśli np. planujecie przeprowadzkę do innego miasta i obawiacie się, że nie będziecie mogli kontynuować leczenia w wybranym przez Was ośrodku. Każda para uczestnicząca w Programie może bowiem zmienić klinikę, do której się pierwotnie zgłosiła. Zmiany można dokonać tylko raz, ale nie wymaga ona zgody ze strony lekarza czy ośrodka. Para może dokonać zmiany kliniki, gdy zakończyła pełny cykl medycznie wspomaganej prokreacji lub gdy jeszcze nie rozpoczęła żadnego cyklu. Nie można jednak zmienić kliniki przed wykorzystaniem wszystkich zarodków powstałych w trakcie jednego cyklu leczenia. 

W ramach Programu Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego urodziło się już ponad 680 dzieci. Warto skorzystać z możliwości, którą daje nam państwo lub choćby zasięgnąć porady ekspertów z kliniki leczącej niepłodność. Szczególnie, gdy starania o maluszka niepokojąco się przedłużają.

IAR

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Medyczna marihuana i jej zastosowanie – czy pomaga w walce z Hashimoto?

medyczna marihuana Hashimoto

Przez nasz kraj przetoczyła się (i dalej się toczy) dyskusja na temat medycznej marihuany. Odchodząc jednak od kwestii etycznych i prawnych, postanowiliśmy przyjrzeć się jej oddziaływaniu na zdrowie, chociażby w chorobie Hashimoto.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co mówią badania?

Warto rozpocząć od tego, jak medyczna marihuana może pomóc w różnych chorobach, niekoniecznie związanych z tarczycą. Jeśli chodzi o nowotwory, to delta-9-tetrahydrokannabinol stosuje się w leczeniu mdłości i wymiotów wywołanych chemioterapią. Kannabinoidy mają swoje wykorzystanie także w leczeniu bólu, a idąc tym tropem, wiele badań wskazuje na korzystny wpływ kanabinoli na leczenie osób cierpiących chroniczny ból. Mogą one poprawić także jakość snu podczas bezsenności. Należy wspomnieć również o chorobie Crohna. Portal www.naturalendocrinesolutions.com przytacza badanie, które obejmowało 21 pacjentów cierpiących właśnie na chorobę Leśniowskiego-Crohna. Badano występowanie remisji zarówno u osób, którym podawano konopie indyjskie, jak i u osób otrzymujących placebo. W pierwszej grupie remisja wystąpiła u 5 na 11 osób. W drugiej u 1 na 10. Co więcej, osoby wspomagające się kanabinolami mówiły o poprawie apetytu i lepszym śnie. Są to jednak niewielkie badania i niezbędna jest dalsza obserwacja. Podobnie jak w przypadku badań dotyczących chorych na Parkinsona. U nich pojawiła się poprawa funkcji motorycznych i znaczna poprawa snu oraz odczuwania bólu.

Hashimoto

Biorąc pod uwagę wpływ medycznej marihuany na zdrowie tarczycy, przytaczane są badania, które rzeczywiście wskazują, iż może przynosić ona korzyści niektórym osobom chorującym na choroby autoimmunologiczne, takie jak Hashimoto, czy choroba Gravesa. Łączą się one z podwyższoną ilością komórek Th17, które wiążą się z odpowiedzią zapalną organizmu. Wpływ kannabinoidów może zmniejszać ich działanie.

Jedną z pojawiających się w sieci historii jest opowieść Valerie Brooks, które cierpi m.in. na Hashimoto i endometriozę. Dzięki stosowaniu medycznej marihuany miała odstawić 95 proc. przyjmowanych dotąd leków. Pomogło jej to nie tylko w regeneracji wątroby i nerek, ale przede wszystkim w redukcji bólu (źródło).

Kobieta w swojej historii porusza także inna znaczącą kwestię, a mianowicie składnika marihuany, który zdaje się być w tym kontekście kluczowy. Myśląc potocznie o marihuanie kojarzymy z nią THC, czyli składnik wywołujący odurzenie i inne skutki psychoaktywne. W konopiach występuje jednak także kannabidiol – CBD, który nie posiada właściwości psychoaktywnych, a przynosić ma korzystne efekty medyczny. Jest to m.in. działanie przeciwzapalne (źródło). Specjalistyczne uprawy sprawiają, że możliwe jest wyhodowanie roślin nieposiadających niemal THC, a charakteryzujących się właśnie dużym stężeniem CBD. Wspomniana tu Valerie Brooks mówiła o tym, iż mogła dopasować do siebie i swojego problemu właśnie „odmianę o odpowiednich proporcjach THC do CBD, która powodowała ulgę w bólu, ale nie powodowała efektów psychoaktywnych” – czytamy.

Warto wiedzieć

Co ciekawe, pojawia się coraz więcej zastosowań dla substancji zawartych w konopiach indyjskich. Pisaliśmy w naszym portalu m.in. o… tamponach zawierających opisywane tu związki! „Na alternatywę dla tabletek [przeciwbólowych] składają się m.in. THB i CBD. Dla niewtajemniczonych, pierwszy składnik redukuje ból i sprawia, że mózg wydziela dopaminę, niosącej uczucie euforii. Drugi naturalnie relaksuje mięśnie oraz system nerwowy>>KLIK<<

Pamiętajmy jednak przy tym, że marihuana stosowana w celach medycznych, jest czymś innym niż regularne palenie popularnie zwanego „zioła”. Taka forma rozrywki może być szczególnie niekorzystna dla męskiej płodności. „Systematyczne palenie marihuany ma szkodliwy wpływ na plemniki, których liczba może się drastycznie zmniejszyć. Co więcej, stają się one o wiele mniej aktywne” – pisaliśmy >>KLIK<<

Zdaje się, że potrzeba jeszcze wielu badań, które mogłyby rozwiać pytania dotyczące stosowania medycznej marihuany, bowiem wciąż budzi ono wiele kontrowersji i wiąże się w ogromną dozą niewiedzy. Z drugiej strony, budzi też wiele nadziei. Warto być więc w tym temacie na bieżąco, także pod względem legislacyjnym. Co ważne, mniej więcej od połowy przyszłego roku (2018) leki z konopi będą dostępne w polskich aptekach na receptę. W czerwcu 2017 roku ustawa o medycznej marihuanie została przyjęta przez Senat, w lipcu podpisał ją prezydent. Na leki nie będzie jednak refundacji, a eksperci przewidują, iż koszt grama medycznej marihuany może wynosić ok. 50-60 zł.

Źródła: naturalendocrinesolutions.com / medycznamarihuana.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Genialnymi MEMAMI w niepłodność – ta kobieta śmiechem rozbraja ból, jak ona to robi?!

"Jeśli praktyka prowadzi do perfekcji, to nasze dzieci będą doskonałe." / Fot. hilariously_infertile  Instagram
"Jeśli praktyka prowadzi do perfekcji, to nasze dzieci będą doskonałe." / Fot. hilariously_infertile Instagram

Bez poczucia humoru i dystansu nieraz trudno byłoby wytrzymać. Przykład? Oto seria komicznych Instagramowych postów, którą stworzyła jedna ze staraczek. Nie sposób się przy nich nie uśmiechnąć. Nawet jeśli początkowo ma to być śmiech przez łzy!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sarah (internetowy pseudonim, który powstał by kobieta mogła zachować prywatność) ma 35 lat i jest nauczycielką pochodzącą z Nowego Jorku. hilariously_infertile [red. zabawnie_niepłodna] – bo tak nazywa się jej konto, to sposób nie tylko na wyrażenie własnych emocji, ale też wsparcie i danie nadziei innym zmagającym się z niepłodnością parom.

Sarah wykorzystuje konwencję memów i video do otwartego mówienia o wszelkich aspektach jej niepłodności. Począwszy od niewygodnych momentów, w których członkowie rodziny wciąż pytają, kiedy będzie miała kolejne dziecko, kończąc na tym, ile wkładek higienicznych powinna kupić kobieta stosująca progesteron w czopkach” – czytamy na „Daily Mail”.

Otwartość z jaką Sarah dzieli się swoim doświadczeniem jest rzeczywiście dla wielu osób nie do przeskoczenia. Stąd też postanowiła ona używać w sieci pseudonimu. Nie sądzi bowiem, że „szkolne środowisko doceniłoby [jej] otwarte mówienie o pochwie na łamach całego internetu”. Nie zaprzestaje jednak swoim działaniom i ma nadzieję, że wniesie tym choćby odrobinę światła do i tak ciężkiego świata niepłodnych. Dzięki własnym doświadczeniom zdaje sobie sprawę, jak wiele niezrozumienia i poczucia osamotnienia może się z tym wiązać. Memami pokazuje, że nikt nie musi być z problemem sam. „Reprezentuję każdą kobietę, która przeszła lub jest w trakcie przechodzenia przez leczenie niepłodności” – mówi Sarah.

Kobieta ma obecnie dwoje dzieci. Jedno ma 4 lata i na świecie pojawiło się dzięki inseminacji. Drugie – roczne – urodziło się dzięki metodzie in vitro. Jednymi z przyczyn jej trudności są zmagania z PCOS i niedoczynnością tarczycy. Starania o dziecko nie były więc w jej przypadku łatwe. W prawdziwie kryzysowym momencie mąż zaproponował by napisała książkę o tym, co przeżywa w trakcie leczenia. Postanowiła zacząć właśnie od internetu – dziś wydaje się, że była to słuszna decyzja!

Jest to kolejny przykład na to, jakie wsparcie można znaleźć w sieci: „Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości–  widziałaś już te fotografie?

 

Jeśli jesteś w ciąży, przez chwilę nie będę z tobą rozmawiać. To nic osobistego, po prostu nienawidzę twojej macicy!

 

Powinnam znaleźć jakieś hobby? Czy hobby kiedykolwiek wyleczyło raka lub cukrzycę? Nie? Zgadnij co… niepłodności też to nie wyleczy!

 

Wciąż czekam na pozytywny wynik testu ciążowego.

 

Jaki mamy dziś dzień? 15 dzień cyklu… tzn. dziś jest wtorek.

 

Ktokolwiek powiedział: „Za pieniądze szczęścia nie kupisz”, nie musiał nigdy płacić za in vitro.

Źródło: „Daily Mail”hilariously_infertile Instagram

 

Zobacz też:

Poród okiem matki – perspektywa, która chwyta za serce!

Ciało po porodzie – szczere zdjęcia! Kobiecość, piękno, macierzyństwo niejedno ma imię

Piękno nie zawsze jest perfekcyjne – zdjęcia, które każda kobieta powinna zobaczyć!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Problemy z gdańskim programem in vitro

Problemy z gdańskim programem in vitro
Urzędnicy zapewniają, że nie będzie opóźnień w realizacji programu / fot. Pixabay

Pod koniec września w Gdańsku rozstrzygnięto konkurs dla klinik, które będą realizowały miejski program in vitro. Dofinansowanie dostaną trzy placówki, a program miał ruszyć w połowie października br. Pojawił się jednak problem, ponieważ jedna z klinik złożyła odwołanie od wyników konkursu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Urzędnicy analizują odwołanie i zapewniają, że opóźnień nie będzie. Jednak umowy z placówkami do tej pory nie zostały podpisane. Dopóki miasto nie rozpatrzy odwołania, rozdzielenie pieniędzy pomiędzy klinikami nie jest możliwe. Warto przy tym zauważyć, że termin ostatecznego wyboru ofert upływa w piątek.

Program in vitro w Trójmieście

Urzędnicy zapewniają, że dokładają wszelkich starań, aby program w Gdańsku ruszył jak najszybciej. Jak poinformował gdański Urząd Miejski, odwołanie dotyczyło rozdysponowania środków finansowych.

Miejski program w Gdańsku mają realizować trzy kliniki: Invicta Sp. z.o.o. z Gdańska, Gameta Gdynia Centrum Zdrowia Sp. z o.o. z Gdyni i Klinika Leczenia Niepłodności InviMed z Gdyni. Prezydent planuje przeznaczyć na ten cel 1,1 mln zł rocznie.

O udział w projekcie mogą się ubiegać kobiety w wieku od 25 do 40 lat (warunkowo do 42) oraz osoby z chorobami nowotworowymi (od 18 roku życia). Każdej zakwalifikowanej parze przysługują maksymalnie trzy próby i dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł na każdą z nich.

Problemy z gdańskim programem in vitro

Próby wcielenia w życie gdańskiego programu dofinansowania in vitro miały burzliwą historię. Pierwszą uchwałę, która została przyjęta przez Radę Miasta, uchylił wojewoda pomorski Dariusz Drelich. Zaważyły tu prawdopodobnie względy ideologicznie. Prawo i Sprawiedliwość (PiS), do którego należy wojewoda,  zdecydowanie sprzeciwia się in vitro.

Za oficjalny powód uchylenie uchwały podano wówczas brak opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Radni poczekali za ten na ocenę AOTMiT i w czerwcu ponownie przegłosowali uchwałę. Tym razem nie zauważono nieprawidłowości.

Zobacz także:

Program dofinansowania in vitro w Gdańsku – rozstrzygnięcie konkursu

Ile kosztuje in vitro w Polsce? Cennik vs rzeczywistość

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Bałtycki, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Medycyna prokreacyjna zapobiega, diagnozuje, leczy i pomaga spełniać marzenia

dr Katarzyna Kozioł

Współczesny świat coraz silniej konfrontuje nas z problemami związanymi z płodnością. Dlatego tak ważne jest, by wszyscy zainteresowani medycyną prokreacyjną mieli rzetelne wsparcie oraz przestrzeń do dzielenia się doświadczeniem. Między innymi takie właśnie funkcje spełnia Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

PTMRiE powstało w 2008 roku, stając się organizacją interdyscyplinarną, ponieważ medycyna prokreacyjna, zwana inaczej medycyną rozrodu, budzi zainteresowanie specjalistów z różnych dziedzin. Niepłodność to problem bardzo złożony i dlatego tak istotna jest wymiana umiejętności, szerzenie oraz doskonalenie wiedzy lekarskiej, czego wynikiem jest rozwój nauki w Polsce oraz podnoszenie poziomu medycznej opieki nad pacjentem.

Katarzyna Kozioł – ginekolog położnik, starszy embriolog kliniczny ESHRE i PTMRiE, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii 

PTMRiE istnieje już niemal 10 lat. Czy zmieniła się w tym czasie wizja medycyny prokreacyjnej w Polsce? 

Przez ostatnich 10 lat zmieniła się medycyna rozrodu na całym świecie, więc również i w naszym kraju. Jakość leczenia oferowana przez polskie ośrodki nie odbiega od standardów światowych. Ewentualne bariery wynikają z braku publicznego finansowania leczenia oraz z przepisów prawa, które narzuciły pewne ograniczenia w stosowaniu niektórych procedur leczenia dostępnych w innych krajach. Coraz nowocześniejsza staje się aparatura, leki, systemy nadzorowania procedur leczenia, a przede wszystkim rozwija się wiedza. Co ważne, dzieci urodzonych po zapłodnieniu pozaustrojowym mamy na świecie już ok. 7 milionów. Część z nich ma już własne dzieci, więc jest to ogromny materiał badawczy. To wszystko powoduje, że leczymy i będziemy leczyć coraz skuteczniej.

Czy pojawiły się w tym czasie nowe problemy? A może medycyna rozrodu odnosi w naszym kraju same sukcesy?

Jednym z najważniejszych osiągnięć ostatnich lat jest uchwalenie w 2015 roku ustawy o leczeniu niepłodności. Po wielu latach braku regulacji prawnych nastąpiło zalegalizowanie wszystkich uznanych na świecie metod leczenia niepłodności z zabiegami in vitro włącznie.

Kolejnym milowy krokiem było finansowanie leczenia w ramach ministerialnego programu w latach 2013–2016, dzięki któremu urodziło się już 7 947 dzieci, a kolejne przyjdą jeszcze na świat z zarodków, które są przechowywane w klinikach. Niestety, program się zakończył. Poza lokalnymi programami finansowania pacjenci pozostawieni są sami sobie i zdani wyłącznie na usługi komercyjne.

Jednak problem niepłodności narasta. Należy więc zaufać specjalistom, w których to ręce się oddajemy. Czy obserwuje Pani wzrost, czy może spadek owego zaufania? 

Narastający problem niepłodności wynika z warunków, w jakich żyjemy, zanieczyszczenia środowiska, sztucznych dodatków do żywności, ale też zmian społecznych, m.in. coraz później podejmowanej decyzji o rodzicielstwie. Zmienia się także struktura społeczna, a wraz z tym oczekiwania pacjentów wobec lekarzy wszystkich specjalności, w tym również specjalistów leczenia niepłodności. Pacjenci z jednej strony chcieliby mieć pełne zaufanie do lekarzy, z drugiej zaś trudno im zrezygnować z kontroli procesów leczenia. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o te relacje, jesteśmy w okresie przejściowym wzajemnego dopasowywania się. Pacjent ma prawo oczekiwać wiedzy i jasnych komunikatów ze strony lekarza, ma prawo do pełnej informacji na temat swojego zdrowia i najskuteczniejszych w jego przypadku metod leczenia. Jest jednocześnie zobowiązany do przestrzegania zaleceń specjalisty, przede wszystkich w kwestii przyjmowania leków, ale też innych wskazówek dotyczących np. stylu życia, używek, wagi. Pacjent jest współodpowiedzialny za proces leczenia.

Co istotne, pacjenci są bardzo często dobrze wyedukowani medycznie. Ich wiedza niejednokrotnie zaskakuje i czyni równoprawnymi partnerami w dyskusji o problemie medycznym. To powoduje, że lekarz musi mieć nie tylko aktualną wiedzę, ale powinien również umieć uzasadniać swoje decyzje, aby uzyskać pełną akceptację proponowanego sposobu postępowania.

W tak rozumianej relacji zaufanie pacjentów do lekarzy rośnie. Często jest dodatkowo wzmocnione szczególną więzią, która łączy lekarzy i pacjentów w walce o wspólny cel. Wszak każde urodzone dziecko to spełnienie marzeń pacjentów, ale też wspólny sukces i wspólna radość.

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.