Przejdź do treści

Masz szansę na refundację in vitro? Dowiedz się!

Mija półtora roku od rozpoczęcia rządowego Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego. Dzięki niemu nawet pary, które do tej pory nie mogły sobie pozwolić na leczenie niepłodności ze względów finansowych, otrzymały szansę posiadania potomstwa.

Ponad 10 500 par rozpoczęło już leczenie. Wraz z nowym rokiem kliniki otrzymają nowe środki naleczenie niepłodności. Sprawdź, czy i Wy macie szansę na refundację in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do programu kwalifikują się trzy grupy pacjentów. Pierwszą z nich są pary, które nie mają żadnych szans na zajście w ciążę w sposób naturalny (u kobiet takim czynnikiem jest m.in. trwałe uszkodzenie jajowodów). Drugą grupą są pary posiadające dokumentację medyczną świadcząca o tym, że co najmniej od 12 miesięcy starają się o dziecko. Trzecią grupę stanowią pary, u których w wyniku leczenia (np. onkologicznego) może dojść do utraty płodności u jednego z Partnerów. Ważny jest również wiek kobiety przystępującej do programu – w dniu przystąpienia nie może mieć ukończonych 40 lat (samo leczenie może rozpocząć później). Warto jednak pamiętać, że kolejne lata zwlekania zmniejszają szansę na dziecko. – Wzorcowymi przykładami par, które kwalifikują się do zabiegu in vitro są te, u których stwierdzono upośledzenie funkcji jajowodów (u kobiety) lub niską koncentrację plemników w ejakulacie (u mężczyzny). Mają one największą szansę na powodzenie zabiegu – tłumaczy dr n. med. Wojciech Kolawa, specjalista ginekolog-położnik z Centrum Medycznego Macierzyństwo. Co ważne, pary starające się o włączenie do Programu Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego nie muszą być małżeństwem.

Program rządowy nie refunduje in vitro za sprawą obcego dawcy. Oznacza to, że do zapłodnienia musi dojść dzięki połączeniu komórek rozrodczych Partnerki i Partnera. Jeśli u kogoś z Was wyklucza się szansę na pobranie komórek rozrodczych (tzn. mężczyzna nie produkuje żywych plemników, a u kobiety nawet w wyniku stymulacji jajeczkowania nie dochodzi do dojrzewania komórek jajowych) nie będziecie mogli starać się o refundację. Z programu wyklucza brak pozyskania komórek jajowych w dwóch cyklach stymulacji jajeczkowania. Na kwalifikację do programu ma także wpływ fizjonomia kobiety. Dyskwalifikuje brak lub wady macicy. – Macica jest organem niezbędnym w trakcie ciąży. To w niej zagnieżdża się zarodek i rozwija się płód. O ile uszkodzenie, a nawet brak jajowodów dzięki współczesnej medycynie nie przekreśla szansy kobiety na posiadanie potomstwa, o tyle brak macicy, czy niektóre jej ciężkie wady, jak atrezja czy macica szczątkowa uniemożliwiają donoszenie ciąży – wyjaśnia dr n. med. Wojciech Kolawa. Do rządowego programu in vitro nie mogą przystąpić także pary, u których stwierdzono nawracające utraty ciąż. 

W całej Polsce w programie Ministerstwa Zdrowia bierze udział ponad 30 ośrodków. Wszystkie placówki znajdują się na stronie invitro.gov.pl. Warto zapisać się do programu, nawet jeśli np. planujecie przeprowadzkę do innego miasta i obawiacie się, że nie będziecie mogli kontynuować leczenia w wybranym przez Was ośrodku. Każda para uczestnicząca w Programie może bowiem zmienić klinikę, do której się pierwotnie zgłosiła. Zmiany można dokonać tylko raz, ale nie wymaga ona zgody ze strony lekarza czy ośrodka. Para może dokonać zmiany kliniki, gdy zakończyła pełny cykl medycznie wspomaganej prokreacji lub gdy jeszcze nie rozpoczęła żadnego cyklu. Nie można jednak zmienić kliniki przed wykorzystaniem wszystkich zarodków powstałych w trakcie jednego cyklu leczenia. 

W ramach Programu Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego urodziło się już ponad 680 dzieci. Warto skorzystać z możliwości, którą daje nam państwo lub choćby zasięgnąć porady ekspertów z kliniki leczącej niepłodność. Szczególnie, gdy starania o maluszka niepokojąco się przedłużają.

IAR

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Minister Arłukowicz pyta o efekty programu prokreacyjnego. Resort odpowiada, ale… nie na to pytanie

Kobieta w ciąży z małymi bucikami na brzuchu /Ilustracja do tekstu: Arłukowicz pyta o efektu programu prokreacyjnego
fot. Pixabay

Ministerstwo Zdrowia odniosło się do pytania byłego ministra Bartosza Arłukowicza o efekty programu prokreacyjnego, który zastąpił wygaszony w 2016 r. rządowy program dofinansowania in vitro. Odpowiedzi, choć długie, nie usatysfakcjonowały ani ministra, ani mediów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO pełnił funkcję ministra zdrowia, zauważył w swoim wpisie w serwisie Twitter, że dzięki programowi refundacji in vitro, który prowadzony był na szczeblu centralnym, urodziło się aż 8 tys. dzieci. Mimo to rząd PiS zdecydował się na zastąpienie go programem ochrony zdrowia prokreacyjnego, który nie uwzględnia dofinansowania procedury zapłodnienia procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

Ile dzieci urodziło się dzięki programowi prokreacyjnemu? Resort zdrowia nie odpowiada wprost

Wdrożony przez ministra Konstantego Radziwiłła  program kosztował 23 mln zł, a zgłosiło się do niego – według Arłukowicza – 100 par. „Proszę o odpowiedź, ile par jest w ciąży i ile dzieci urodziło się dzięki waszemu programowi?” – pytał minister.

Na odpowiedź Ministerstwa Zdrowia nie trzeba było długo czekać. Zaledwie pół godziny później rzecznik resortu napisał, że programy te mają odmienne założenia i trudno je oceniać według tych samych kryteriów.

„Program ochrony zdrowia prokreacyjnego to kompleksowa diagnostyka niepłodności par. Program in vitro to wyłącznie dofinansowanie jednej z metod leczenia, pomijający diagnostykę” – czytamy na profilu Ministerstwa Zdrowia.

ZOBACZ TAKŻE: Diagnostyka niepłodności: o czym warto pamiętać? [WIDEO]

Liczba chętnych par: 600, liczba ciąż: nieznana

Resort dodaje, że liczba par, które przystąpiły do programu kompleksowej opieki zdrowia prokreacyjnego, jest podawana kwartalnie. ”Ostatnie dane na koniec I kwartału: 600 par” – głosi wpis na Twitterze. Odpowiedź ta jednak nie odnosi się wprost do pytania, które zadał Bartosz Arłukowicz. Co ciekawe, to samo pytanie zadała Ministerstwu Gazeta Wyborcza. Do tej pory nie otrzymała na nie odpowiedzi.

Przypomnijmy, że program ochrony zdrowia prokreacyjnego, który zastąpił dotychczasowe rządową refundację procedury zapłodnienia pozaustrojowego, wystartował we wrześniu 2016 r. Opiera się na  naprotechnologii i – zdaniem ministra – „nie budzi takich emocji etycznych jak in vitro”. W tej sytuacji na dofinansowanie in vitro zdecydowały się niektóre samorządy – m.in. w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Gdańsku i Słupsku.

POLECAMY TEŻ: Dofinansowanie in vitro 

Źródło: gazeta.pl, twitter.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Patryk Jaki za in vitro? „Będziemy go przekonywać, że to niewłaściwy kierunek”

Zdjęcie Patryka Jakiego) /Ilustracja do tekstu: Patryk Jaki za in vitro?
Fot.: ms.gov.pl

W kwietniowym programie „Fakty po Faktach”, który ukazał się na antenie TVN24, konserwatywny polityk Patryk Jaki wyraził niespodziewane poparcie dla in vitro. Zaznaczył, że jeśli mieszkańcy Warszawy wyrażaliby wolę kontynuacji dofinansowania tej metody, jako prezydent miasta nie blokowałby tego pomysłu. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak inni politycy PiS.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Gościem wtorkowej audycji radiowej „Rozmowa w samo południe” w RMF24 była posłanka Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Gosiewska. Prowadzący rozmowę Marcin Zaborski zapytał ją m.in. o to, jak odnosi się do słów Patryka Jakiego na temat poparcia dla in vitro. Posłanka odpowiedziała, że nie słyszała, by kandydat prawicy na prezydenta Warszawy miał takie zamierzenia.

– Wręcz przeciwnie, słyszałam wiele wypowiedzi, które idą w kierunku tego, że w żadną ideologię nie będzie wchodzić. Będziemy go przekonywać, że to nie jest dobry kierunek – zaznaczyła Małgorzata Gosiewska.

PRZECZYTAJ TEŻ: Minister zdrowia przyjrzy się in vitro? Tak, ale nie chodzi o dofinansowanie

Kontynuacja dofinansowania in vitro? „Nie mamy budżetu z gumy”

Posłanka PiS dodała jednocześnie, że szanuje osoby, które decydują się skorzystać z leczenia w klinikach leczenia niepłodności. Nie uważa jednak, „aby stać nas było na to, by finansować to z budżetu państwa”.

 –  Nie mamy budżetu z gumy. Trzeba kierować pieniądze tam, gdzie są najbardziej potrzebne –  podkreśliła posłanka w RMF24.

Realizowany obecnie program dofinansowania in vitro w Warszawie zakłada dopłatę (w wysokości do 5 tys. zł) do trzech prób zapłodnienia pozaustrojowego dla niepłodnych par mieszkających w stolicy. Projekt będzie realizowany do 2019 roku. Jego kontynuacja stoi na razie pod znakiem zapytania.

Źródło: rmf24.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Bez urzędów, bez kolejek. Nowoczesna rejestracja narodzin dziecka już działa

Zbliżenie na mamę przytulającą noworodka /Ilustracja do tekstu: Rejestracja narodzin dziecka przez internet już działa

Właśnie powitaliście na świecie nowego potomka lub dzieli was od tego momentu zaledwie kilka dni? Ministerstwo Cyfryzacji ma dobrą  informację: nie musicie spieszyć się do urzędu, by zarejestrować narodziny dziecka. Wystarczy do tego tzw. Profil Zaufany i kilka minut wolnego czasu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przepisy polskiego prawa nakładają na świeżo upieczonego rodzica obowiązek rejestracji narodzin dziecka. Mamy na to 21 dni; po tym czasie urzędnik może sam dokonać rejestracji, a przy tym… samodzielnie wybrać dziecku imię.

Tymczasem zmieniająca się sytuacja życiowa rodziców sprawia, że wielu z nich trudno jest połączyć obowiązki rodzinne z urzędniczą rzeczywistością. Ta zaś nieodłącznie wiąże się kolejkami, które ciągną się w nieskończoność i zabierają cenny czas. Aby wyjść rodzicom naprzeciw, 1 czerwca br. Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło nowa usługę, która pozwoli dokonać rejestracji narodzin dziecka przez internet – bez konieczności wychodzenia z domu.

CZYTAJ TEŻ: Przerwane objęcia. Gdy macierzyństwo wyliczane jest w symbolicznych dawkach

Rejestracja dziecka przez internet – krok po kroku

Aby zarejestrować narodziny dziecka przez internet, należy wejść na stronę www.obywatel.gov.pl, wybrać usługę „Dzieci”, a następnie „Zgłoś urodzenie dziecka”. Gdy się zalogujemy, system poprosi nas o potwierdzenie, że jesteśmy rodzicami dziecka, a następnie zweryfikuje, czy podane dane są prawidłowe.

W kolejnym kroku zyskamy możliwość zarejestrowania nowo narodzonego potomka. Potrzebne będą do tego:

  • dane szpitala, w którym dziecko przyszło na świat,
  • ustalone przez parę imię dziecka,
  • dane pierwszego i drugiego rodzica.

Przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji zalecają też, by ustalić numer aktu małżeństwa lub urodzenia (jeśli nie pozostajemy w związku małżeńskim). Dzięki temu nasze dane będzie znacznie łatwiej zweryfikować w miejscowym urzędzie stanu cywilnego.

Następnie należy wybrać adres, pod którym chcemy zameldować dziecko, oraz sposób odbioru dokumentów. Do wyboru mamy:

  • skrzynkę na ePUAP,
  • odbiór osobisty,
  • przesyłkę pocztą tradycyjną.

Ostatni krok to podgląd wniosku i złożenie podpisu, posługując się Profilem Zaufanym. I… gotowe!

Uwaga: Jeśli nie mamy jeszcze Profilu Zaufanego, informacje niezbędne do jego założenia możemy znaleźć na tej stronie.

Zdążysz w trakcie dziecięcej drzemki

Do tej pory zarejestrowanych przez internet zostało już 300 dzieci. Jak zapewniają przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji, cała procedura jest krótsza niż poobiednia drzemka malucha.

A ile czasu wy spędziliście na rejestracji? Czekamy na wasze komentarze!

Źródło: gov.pl/cyfryzacja

POLECAMY RÓWNIEŻ: Premie za szybkie urodzenie dziecka i emerytura za czwórkę dzieci. To założenia programu „Mama+”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.