Przejdź do treści

Masz prawo wiedzieć, jakie są wyniki procedury in vitro

Twoje prawo do informacji o przebiegu leczenia – także o przebiegu procedury in vitro niezależnie od tego, czy jest ona wykonywana w ramach refundacji, czy prywatnie – reguluje ustawa z 6 listopada 2008 roku o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

Po pierwsze – masz prawo wiedzieć, jakie leczenie jest prowadzone i na czym polega. Pytaj, dlaczego lekarz przepisuje Ci takie, a nie inne leki, jakie one mogą mieć skutki. Upewnij się, że rozumiesz, kiedy masz je przyjmować i w jakiej dawce. Jeżeli masz sobie wykonywać zastrzyki, naucz się tego od pielęgniarki: powtórz razem z nią, jakie czynności musisz wykonywać. Pół biedy, jak jest to zastrzyk w tzw. penie, gdzie właściwie trzeba tylko nałożyć igłę; czasem zdarza się jednak, że musisz przygotować sobie sama roztwór do wstrzyknięcia, co jest już zadaniem nieco trudniejszym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Po drugie – masz prawo wglądu do informacji, w tym wglądu do swojej dokumentacji medycznej. Masz prawo wiedzieć, jakie są wyniki stymulacji hormonalnej – np. ile jest pęcherzyków i jakiej są wielkości. Jeżeli informacje te wpisywane są tylko do dokumentacji medycznej, a nie przekazywane Tobie (np. nie są zapisywane od razu w Twojej karcie stymulacji), możesz poprosić o taką informację. Po pobraniu komórek masz prawo wiedzieć, ile ich jest i ile nadaje się do zapłodnienia. Twój partner ma prawo wiedzieć, jaki jest stan jego nasienia. Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze oddanie nasienia jest równoznaczne z jego badaniem, które może być związane z dodatkowymi kosztami. Jeżeli zatem chcecie przebadać nasienie, trzeba o tym powiedzieć, a potem można uzyskać wynik. Masz prawo wiedzieć, czy i jak dzielą się zarodki i jak są oceniane przez lekarzy. Pamiętaj jednak, że ocena zarodków jest bardzo trudna, a przewidywanie, który lub które z nich się ładnie podzielą, to jak wróżenie z fusów. Wreszcie – masz prawo do decyzji, ile zarodków powinno być podanych. Słuchaj jednak wskazań lekarza. Po transferze powinnaś zostać poinformowana, ile zarodków podano, jakie leki powinnaś przyjmować i czego unikać.

Ośrodek może pobierać symboliczne opłaty za wykonanie kopii czy wyciągów z dokumentacji medycznej. Powinna być ona przechowywana jest przez 20 lat od daty ostatniego wpisu do niej, z wyjątkiem niektórych zdjęć czy skierowań, które mogą być przechowywane krócej. Potem dokumentacja jest niszczona.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Tyłozgięcie macicy a zajście w ciążę

Czy tyłozgięcie macicy utrudnia zajście w ciążę? Czy wada anatomiczna budowy macicy może być powodem niepłodności? Wątpliwości wyjaśnia lekarz.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tyłozgięcie macicy to wygięcie trzonu macicy ku kręgosłupowi, do tyłu. W prawidłowym położeniu trzon macicy powinien wyginać się lekko do przodu. Szacuje się, że przypadłość z tym związana występuje u 25 procent kobiet.

Tyłozgięcie macicy – objawy

Większość kobiet może być nieświadoma innego – niż standardowe –  ułożenia ich macicy. Wszystko dlatego, że po objawach bardzo trudno to rozpoznać. Czasem tyłozgięcie macicy może w ogóle nie dawać żadnych wyraźnych symptomów. Objawy, które się czasami pojawiają przy tyłozgięciu macicy to:

  • bolesne i obfite miesiączki
  • ból w krzyżu
  • ból przy stosunku w wybranych pozycjach.

Tyłozgięcie macicy może być rozpoznane podczas badania ginekologicznego USG narządów rodnych.

Tyłozgięcie macicy a zajście w ciążę

Kilkadziesiąt lat temu, kiedy wiedza o przyczynach niepłodności była w powijakach, jako jeden z powodów problemów z zajściem w ciążę uważano tyłozgięcie macicy.

– W tamtych czasach wiele kobiet poddano operacji zmiany położenia macicy do przodozgięcia – mówi dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni. – Współcześnie nauka poznała wiele powodów niepłodności, a tyłozgięcie macicy nie jest jednym z nich. Macica musi być jakoś zgięta, ale czy jest do tyłu, czy do przodu nie ma to żadnego znaczenia dla płodności kobiety.

Czytaj też: Tyłozgięcie macicy a ciąża

Choć tyłozgięcie macicy nie jest uznawane za przeszkodę w zajściu w ciążę, może je utrudniać. Przypadłość nie ma wpływu na płodność kobiety, utrudnieniem mogą być schorzenia, które wywołały tyłozgięcie, np. zapalenie przydatków lub endometrioza. Specyficzna anatomia macicy może wpływać również na zapłodnienie. Jest ono nieco utrudnione, bo pozycje związane z głęboką penetracją członka wywołuje u kobiety ból. Ponadto, w niektórych pozycjach, plemniki mają mniejszą szansę na dotarcie do komórki jajowej.

Najbardziej skuteczne pozycje seksualne do zapłodnienia w przypadku kobiet z wadą macicy tyłozgiętej to:

  • kolankowo-łokciowa,
  • od tyłu
  • boczna.

Konsultacja: dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni

POLECAMY: Kobieta po przeszczepie macicy urodziła dziecko. To pierwszy przypadek w USA

Jak uważasz?

Czy tyłozgięcie macicy może utrudniać zajście w ciążę?

Tak, moim zdaniem może przyczyniać się do kłopotów z zapłodnieniem.
Nie, uważam, że to nie jest przeszkoda.

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Poznaj perspektywę lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności: „Podchodzę do swojej pracy z pasją” – dr n.med. Jarosław Janeczko

Założyciel i właściciel Centrum Leczenia Niepłodności PARENS w Krakowie. Stworzył największą w Europie sieć laboratoriów medycznych współpracujących w zakresie komputerowej analizy nasienia. Założyciel i współwłaściciel klinik GMW Embrio w Opolu oraz PARENS w Rzeszowie. Lekarz z wieloletnim doświadczeniem i znajomością najnowszych trendów w leczeniu niepłodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to problem, który niewątpliwie narasta. Współczesny świat i jego tempo nie ułatwiają zadania. Czy z perspektywy lekarza widzi Pan, że rzeczywiście pacjentów przybywa?

dr n.med. Jarosław Janeczko: Ilość pacjentów rośnie, bo układ rozrodczy starzeje się w tempie naszego życia. Zbyt szybko. Wśród naszych pacjentów dominuje grupa wiekowa 30+. Często są to kobiety, które odkładają decyzję o macierzyństwie na później. Średni wiek naszych pacjentek to 34-35 lat. Coraz częściej zaczynają pojawiać się także pacjentki, które mają 25-27 lat. W tym samym wieku mamy coraz częściej również panów, z niestety bardzo słabymi parametrami nasienia.

Wydaje się, że współczesny świat, poza pozytywnymi aspektami rozwoju, niesie ze sobą bardzo szkodliwe i dramatyczne w skutkach konsekwencje. Czynniki środowiskowe, nieprawidłowe nawyki żywieniowe i styl życia, mają negatywny wpływ na zdrowie. Zawsze na początku zastanawiam się z moimi pacjentami, w jaki sposób te szkodliwe efekty można jeszcze cofnąć. Zaczynamy od rzucenia palenia. Jeśli para decyduje się na dziecko, powinna chcieć dla jego zdrowia wszystkiego, co najlepsze. Nie wyobrażam sobie, jak można dbać o dziecko w domu pełnym miłości i dymu papierosowego jednocześnie.

A jak jest ze świadomością pacjentów? Czy dlatego, że coraz głośniej mówi się o problemie niepłodności, to i coraz więcej osób zgłasza się po pomoc?

Rzeczywiście świadomość pacjentów się zmienia. Dzieje się to głównie dzięki mediom społecznościowym. Częściej to jednak kobieta szybciej czuje instynkt macierzyński i jej pragnienie posiadania dziecka sprawia, że szuka na ten temat informacji oraz zgłasza się do lekarza. Chociaż, muszę przyznać, widzę w ostatnim czasie również duże zainteresowanie mężczyzn – panowie z własnej inicjatywy chcą wykonać badania. Podobną tendencję zauważają nasi urolodzy. To bardzo dobry znak.

Czy zatem w pana ocenie, w Polsce wiedza o niepłodności i sposobach radzenia sobie z nią jest dostępna? Czy ma pan poczucie, że „przeciętny Kowalski” wie co ma robić, gdy okazuje się, że ma problem z płodnością właśnie?

Dostęp do informacji na temat problemów z zajściem w ciążę jest możliwy na jedno kliknięcie. Fora internetowe, mnóstwo artykułów, Facebook, opinie innych pacjentów klinik – to wszystko sprawia, że wiedza na temat niepłodności jest ogólnodostępna.

Mimo to, wizyta w klinice leczenia niepłodności jest stygmatyzującym wydarzeniem – ale czy przekroczenie jej progu to stwierdzenie „nie mogę mieć dziecka”? Nie. To tylko zwrócenie się do osób z doświadczeniem, o poradę, o pomoc.

To jak zapytać na ulicy o drogę. Z jedną różnicą – nie jest to zupełnie anonimowa osoba, bo lekarza można sobie wybrać. Można wejść na stronę internetową kliniki i zdecydować, który specjalista będzie dla nas odpowiedni. Jaki ma być? Rzeczowy, stanowczy, z doświadczeniem, miły, z poczuciem humoru, ludzki, pełen zrozumienia, oddany, dostępny, energiczny, uzdolniony? Żaden człowiek nie jest ideałem. Pacjent może jednak wybrać lekarza, który będzie dla niego odpowiedni i spełni jego oczekiwania.

Jak w Pana ocenie wypadamy na tle innych krajów? Ma Pan doświadczenie międzynarodowe – czy powinniśmy czerpać z wiedzy m.in. amerykańskich ekspertów, czy może to oni powinni uczyć się od naszych lekarzy?

Jeśli spojrzymy na Wyspy Brytyjskie, Niemcy, Czechy, Polskę, Ukrainę, czy USA, wiedza i umiejętności w dziedzinie leczenia niepłodności są na takim samym poziomie. Podobnie jest z dostępem do sprzętu medycznego i materiałów używanych w czasie hodowli zarodków. Pochodzą z całego świata – z Danii, Niemiec, USA, a nawet Australii. Różnice wynikają z aspektów prawnych w tych krajach. Natomiast nie ulega wątpliwości, że lekarz powinien nieustannie się uczyć, uczestniczyć w szkoleniach, warsztatach, kongresach.

Jest wiele organizacji zajmujących się niepłodnością, na przykład Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii, Polskie Towarzystwo Andrologiczne, a za granicą European Society of Human Reproduction and Embryology, American Society for Reproductive Medicine. Co roku odbywają się konferencje każdego z tych towarzystw. Aby utrzymać wysoki poziom wiedzy, umiejętności i być na bieżąco z najnowszymi odkryciami, trzeba koniecznie brać w nich udział. Co ważne, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzi lekarz, embriolog czy naukowiec, który przemawia na konferencji, wszyscy działamy w jednej wspólnej sprawie. Wszystkim nam zależy na jak najlepszej jakości i skuteczności naszej pracy.

Wracając do tempa współczesnego świata i możliwości, jakie on przynosi. Czy nieustanny rozwój oraz możliwości techniczne dają nadzieję coraz większej ilości pacjentów? A może na dzień dzisiejszy wszystkie opcje leczenia niepłodności są już wykorzystane i żadnych nowych technik nie widać na tzw. horyzoncie?

Każdego dnia setki naukowców na całym świecie pracują nad udoskonaleniem metod leczenia, sprzętu medycznego i leków, które w przyszłości będą mogły pomóc naszym pacjentom. Skuteczność leczenia nie wynosi 100% i raczej nigdy takiego poziomu nie osiągnie. Stwarza to dla naukowców ogromne możliwości i oznacza, że właściwie każdy etap wymaga jeszcze sporo pracy. Uczestnicząc w konferencjach, co roku dowiadujemy się czegoś nowego. Szczególnie dużo pozostało jeszcze do odkrycia w dziedzinie diagnostyki przedimplantacyjnej oraz ewentualnej terapii genowej zarodków. Są to trudne tematy, również ze względów etycznych. Jeśli jednak istnieje szansa na wyleczenie zarodka, czy nie jest to nadzieja dla wielu pacjentów obciążonych chorobami genetycznymi?

Idąc tym torem, zawód lekarza to nieustanny rozwój właśnie i inwestycja w wiedzę. Czy były to dla Pana ważne argumenty przy wyborze ścieżki zawodowej

Często spotykam się z określeniem, że niepłodność leczy się jak na taśmociągu, a na końcu zawsze jest in vitro. Takie oskarżenia słyszymy ze strony polityków i niejednokrotnie samych pacjentów. Tymczasem każdy pacjent jest inny. Każdy wymaga zdiagnozowania problemu, zastanowienia się nad kolejnym krokiem, sposobem poprawy parametrów nasienia, wyborem leków, stymulacji, obserwacji pęcherzyków jajnikowych, grubości endometrium, leczeniem mięśniaków, torbieli etc. Jest mnóstwo przeszkód, które trzeba pokonać. Lekarz, by potrafił się z tym zmierzyć, musi mieć szeroką wiedzę i ciągle doskonalić swoje umiejętności zawodowe. Dla mnie nie jest to jednak przykry obowiązek, tylko doskonała sposobność, żeby poznać ciekawych ludzi, nowe techniki leczenia. Podchodzę do tego z pasją, nie wyobrażam sobie siebie siedzącego za biurkiem i wypisującego do końca życia te same recepty. Podejmowanie nowych wyzwań, to część mojego charakteru.

Zastanawiam się nad emocjami jakie kryją się pod etykietą „lekarz”, bowiem mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest to trudna – także psychicznie – profesja. Czy w Pana specjalizacji każde nowo narodzone dziecko jest wystarczającą nagrodą?

Dróg jest wiele – różne metody leczenia, doskonalenie zawodowe, o którym już mówiłem, setki rozmów z pacjentami, często ich wątpliwości, rezygnacja, depresja. Ale na końcu cel zawsze pozostaje ten sam. Dziecko. Malarz chce, aby jego dzieła były podziwiane, piłkarz dąży do zdobycia jak największej ilości bramek, a pilot do postawienia samolotu bezpiecznie na pasie. Każdy sukces smakuje wspaniale, a jeśli walczymy o coś bardzo długo, może nawet i lepiej. Emocje? Różne – jak w życiu. Czasem złość, czasem zmęczenie. Oby coraz częściej radość z kolejnego narodzonego dziecka.

 

Zobacz też:

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie jest to misja!” – blaski i cienie bycia lekarzem

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Lekarze mówili, że nie może mieć dzieci. To, co stało się w ciągu jednego roku, zmieniło wszystko!

Nieraz podczas walki z niepłodnością trzeba zderzyć się z licznymi trudnymi wiadomościami. Charlotte Parker słyszała od specjalistów, że może mieć problem z zostaniem matką nawet przy pomocy in vitro. Liczba jej jajeczek była tak niska, że podobno bez dawcy miało nie być szans. Kobieta rozpoczęła więc z mężem poszukiwania. Nie były już jednak konieczne!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Charlotte (32 lata) i jej mąż Billy (29 lat) podążyli tropem wskazanym im przez specjalistów. Jakież jednak było ich zdziwienie, gdy szukając dawczyni zorientowali się, że kobieta jest w ciąży! Zaszła w nią naturalnie i 6-ego września 2016 roku urodziła zdrowego syna Lewisa. Nie była to jednak jedyna niespodzianka w życiu tej niesamowitej rodziny. Kilka tygodni później okazało się, że para ponownie zostanie rodzicami. Tym razem były to jednak…. trojaczki!

Od zapowiedzi mówiących o braku szans na bycie rodzicem, do czwórki dzieci w ciągu jednego roku – to się nazywa przewrotność losu!

Adam, Jamie i Ellla urodzili się w sierpniu tego roku. Poród miał miejsce przed terminem i około miesiąca maluchy przebywały jeszcze w szpitalu. Dziś są już w domu i co najważniejsze, zdrowo się rozwijają. „Posiadanie czwórki dzieci jest szaleństwem. Jest cała masa karmienia z 26-ciu butelek na dobę, a później przewijanie… zmieniamy około 30 pieluch każdego dnia” – opowiada zapracowana mama. „Teraz niezwykle dziwny wydaje się powrót do czasów, gdy myśleliśmy, że posiadanie dzieci będzie niemożliwe” – jej słowa cytuje “Daily Mail”.

Trudy, łzy i wielki finał

Charlotte opowiada, że była wstrząśnięta, gdy dowiedziała się o ekstremalnie niskiej ilości jajeczek. „Poczułam, jakby nasze plany na przyszłość zostały nam odebrane” – ocenia z dużymi emocjami. Opisuje też, jak przez kolejne kilka miesięcy szukała innych opcji leczenia i odmiennych diagnoz specjalistów w przeróżnych prywatnych klinikach zajmujących się płodnością. Wszyscy mówili jednak to samo. Wtedy to zaczęły się poszukiwania dawczyni.

Para jednak nie musiała już ich kończyć, a prawdziwy “Happy End” zdarzył się znacznie szybciej, niż mogło się wydawać. I chociaż zawsze w planach mieli dużą rodzinę, to nie przypuszczali, że sprawy rozwiną się aż do tego stopnia. Pojawienie się na świecie pierwszego syna było dla nich ogromnym szczęściem i znając swoją przeszłość związaną z problemem niepłodności, liczyli się z tym, że u ich boku będzie tylko jeden maluch. W styczniu USG pokazało jednak, że Charlotte nosi w sobie troje kolejnych dzieci. Dziś kobieta mówi: „Czujemy się bardzo szczęśliwi… Nie sądziłam, że będzie to możliwe”.

Różne drogi

Jest to kolejna historia pozwalająca złapać dystans do przyszłości. Nigdy bowiem nie wiemy, co się zaraz w naszym życiu wydarzy. I o ile w tym wypadku natura spłatała bohaterom szalenie pozytywnego figla, o tyle korzystanie z wszelkiej pomocy także może być znakomitą drogą do szczęścia. Pisaliśmy m.in. o doświadczeniach innej pary, która o dziecko starała się 10 lat. Eva Theresa Mae Lester pojawiła się na świecie dzięki siostrze swojej mamy: „Lisa Richards zgodziła się tym samym na bycie surogatką. Jak mówi, była przekonana, że jej siostra wraz z partnerem będą dobrymi rodzicami i zasługują na to” – pisaliśmy >>KLIK<< Happy End niejedno ma imię!

 

Źródło: „Daily Mail”

 

Zobacz też:

Dał jej życie dwa razy – najpierw adoptował, później oddał część wątroby. Czy można pokochać bardziej?

10 gwiazd, które adoptowały – ich droga do rodzicielstwa

Bliźniaki z zespołem Downa – mieli być adoptowani, teraz rodzice nie wyobrażają sobie bez nich świata!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Kriokonserwacja – pod troskliwą opieką 

Wiele osób nadal nie zdaje sobie sprawy, jak ważnym etapem zabiegu in vitro jest zabezpieczenie zarodków w celu ich przechowywania, czyli kriokonserwacja. Wiedza i doświadczenie embriologów, którzy zajmują się właśnie tym etapem zapłodnienia pozaustrojowego, są szczególnie istotne. W nOvum uważa się, że procedura in vitro zostaje zakończona dopiero po transferze ostatniego zamrożonego zarodka. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zarodki, które nie zostały wykorzystane, czyli podane do macicy podczas transferu w 2.–3. lub 5. dobie od zapłodnienia, poddaje się procesowi zamrożenia w ciekłym azocie – jest to właśnie tzw. kriokonserwacja. Zarodki przebywają w kriostatach, czyli wielkich termosach utrzymujących temperaturę ok. -190 stopni, w warunkach monitorowanych 24h/ dobę, i czekają na odpowiedni moment na transfer.

Czas przechowywania embrionów nie wpływa na powodzenie leczenia, czego najlepszym dowodem są narodziny zdrowej dziewczynki po leczeniu rodziców w warszawskiej klinice nOvum. W 2001 roku urodził się jej „brat bliźniak”, ona zaś przyszła na świat… 11 lat później!

Kriokonserwacja zarodków – dlaczego wszystkie laboratoria embriologiczne mrożą zarodki?

„Dlatego, że jest to obecnie jedyna znana nauce metoda umożliwiająca przechowywanie i przeżycie zarodków poza organizmem matki – mówi dr Katarzyna Kozioł, Senior Clinical Embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, dyrektor ds. medycznych nOvum. –Zarodki bardzo dobrze znoszą przechowywanie. Mamy już w nOvum ponad 5200 ciąż po kriotransferach i dzieci urodzone z zarodków, które były przechowywane 10, 11, a nawet 15 lat!”.

Jak odbywa się proces przywracania zarodków do życia?

Kriobiolog przygotowujący do transferu przechowywane zarodki ociepla je do temperatury naturalnie panującej w macicy kobiety. Następnie zarodki są przenoszone do inkubatorów i specjalistycznych pożywek. Przez kolejne godziny biolog obserwuje je, czekając na sygnały świadczące o podjęciu przez nie funkcji życiowych. W nOvum ponad 90% zarodków pomyślnie przechodzi ten etap” – mówi dr Kozioł. Zarodki, podobnie jak w naturze, mogą rozwijać się wzorcowo lub trochę mniej sprawnie. Embriolog ocenia je zgodnie ze standardami PTMRiE. Oceny tej nie należy jednak traktować jako „wyroczni” co do dalszego rozwoju zarodka i ciąży. W nOvum obserwujemy zdrowe i pięknie rozwijające się dzieci urodzone z zarodków, których szanse (oceniane zgodnie ze standardami laboratoryjnymi) nie były zbyt wielkie.

Czytaj też: Jakość i bezpieczeństwo priorytety w in vitro

Czy decyzja o in vitro jest równoznaczna z koniecznością zamrożenia większej liczby zarodków?

Niekoniecznie, chociaż nawet przy zapłodnieniu jednej komórki należy liczyć się z ewentualnością zamrożenia zarodka. Dzieje się tak np. gdy z powodu choroby kobiety lub innych wydarzeń losowych transfer nie może się odbyć. Przed zapłodnieniem komórek jajowych każda para powinna podjąć przemyślaną decyzję, jaką liczbę zarodków chce utworzyć, jak wyobraża sobie swoją rodzinę, ile dzieci chciałaby i może mieć. Oprócz zarodków można zamrozić komórki jajowe – należy jednak podkreślić, że nie przechowują się one równie dobrze. Działania związane z planowaniem rodziny powinny być podejmowane świadomie, najlepiej po rozmowie z lekarzem prowadzącym, który może pomóc w podjęciu wyważonych decyzji.

Co może dać parze zamrożenie zarodków? 

„Oczywiście zwiększa szansę na pierwszą i kolejne ciąże z jednej pełnej procedury leczenia, bez konieczności powtarzania stymulacji i punkcji jajników – mówi dr Kozioł. – W nOvum uznajemy procedurę zapłodnienia pozaustrojowego za zakończoną, gdy wykorzystane zostaną wszystkie zarodki oczekujące na transfer. Wtedy oceniamy tzw. cummulative pregnancy rate, czyli odsetek ciąż na cykl leczenia z wykorzystaniem świeżych i mrożonych zarodków. Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, cumulative pregnancy rate w nOvum utrzymywał się na poziomie 61%! To ogromny sukces zespołu!” – słyszymy.

Co, jeśli para po latach zdecyduje jednak, że nie chce lub nie może mieć więcej dzieci, a w klinice znajdują się ich zamrożone zarodki?

Taka para przekazuje je do przyjęcia przez inną parę starającą się o dziecko. Jest to jedyne – poza autologicznym wykorzystaniem – rozwiązanie, ponieważ zarodki nigdy nie są niszczone. Dla pary bezskutecznie starającej się o ciążę możliwość przyjęcia darowanego zarodka to często jedyna szansa na donoszenie ciąży i urodzenie dziecka.

Konsultacja: mówi dr Katarzyna Kozioł, Senior Clinical Embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, dyrektor ds. medycznych nOvum.

POLECAMY: Niezwykłe badania nad ludzkim zarodkiem

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.