Przejdź do treści

Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

Małgorzata Rozenek o in vitro
Instagram - @m_rozenek

Od czasu ślubu gwiazdy TVN Małgorzaty Rozenek-Majdan i Radosława Majdana, ze strony mediów nie milkną pytania odnośnie powiększenie rodziny. Plotki na temat rzekomej ciąży Małgosi pojawiały się już wiele razy, a sami zainteresowani przyznają, że mają już dosyć nachalnych pytań o planowane dziecko.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Gwiazda do tej pory jedynie uśmiechem kwitowała kolejne doniesienia o powiększeniu rodziny. Jednak tym razem Małgosia i jej mąż zdecydowali się na szczere wyznanie. W rozmowie z magazynem Viva! poruszyli temat trzeciego dziecka i przyznali, że jest to dla nich bardzo intymna sprawa.

Gwiazda przyznała, że chciałaby skorzystać z metody in vitro, jednak nie jest to łatwy proces.

Małgorzata Rozenek o in vitro: to wymaga czasu

Zdarza się, że słyszę „musisz urodzić trzecie dziecko”. (…)To mnie stawia w bardzo niezręcznej sytuacji – zdradziła.

– To są słowa, które dotykają mojej intymności, a ponieważ zdaję sprawę z tego, że to niełatwa sytuacja, próbuję nadać temu lekki ton. A tak naprawdę to jest dla nas bardzo trudne. Procedura in vitro jest skomplikowana, wymaga czasu. Nie chcę, żeby to było pooddawane ciągłej dyskusji publicznej – powiedziała Małgosia w wywiadzie dla Vivy!

Złośliwi twierdzą, że to Radek nalega na dziecko, natomiast dla jego żony ważniejsza jest kariera. Rozenek szczerze przyznała, że tego typu insynuacje są dla niej bardzo krzywdzące.

Małgorzata Rozenek-Majdan ma już dwójkę dzieci. Swoich synów- Stanisława i Tadeusza urodziła dzięki metodzie in vitro. We wrześniu Małgosia i Radek obchodzili pierwszą rocznicę ślubu.

Zobacz także:

Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Kobieta, której George Michael opłacił in vitro urodziła dziecko

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Skąd wziąć pieniądze na in vitro, czyli nierówne szanse niepłodnych par

Kobieta w ciąży, która trzyma w ręku skarbonkę
fot. Fotolia

Walka z niepłodnością. Ten sam cel 1,5 mln par w Polsce. In vitro to często jedyna szansa i nadzieja na dziecko. Dla wielu potrzebujących to za duży wydatek. Kto może skorzystać z dofinansowania, a kto nie – i dlaczego?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedura IVF ICSI/IMSI kosztuje w naszym kraju około 7–8 tys. zł. Do tego dochodzą koszty badań, leków i wizyt lekarskich. Uśredniając cenniki różnych klinik zajmujących się leczeniem niepłodności, możemy przyjąć, że koszt zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce to wydatek rzędu ok. 10–12 tys. zł. A nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Czasem procedurę trzeba powtórzyć kilka razy.

Nie ma tygodnia, by do naszej redakcyjnej skrzynki nie przyszedł mejl z pytaniem o dofinansowanie in vitro, refundację leków czy badań związanych z niepłodnością, a finansowanych w ramach NFZ. To sygnał, że wiele par borykających się z problemem niepłodności nie stać na kolejne badania i procedurę in vitro…

POLECAMY: Ile kosztuje in vitro w Polsce – cennik vs rzeczywistość

Oto opinie naszych czytelniczek…

„To przykre, bo każdy myśli, że wydatek na zapłodnienie pozaustrojowe to tylko koszt pakietu, jaki podają kliniki, czyli od 6 do 10 tys. zł. A gdzie koszty badań, wizyt, leków? Nie wspominając o transporcie czy innych dodatkowych rzeczach, o których się nie pamięta. My również byliśmy przygotowani na koszt ok. 8 tys. zł, ale niestety kalkulacja zakończyła się na ok. 30 tys. zł i nadal jesteśmy tylko we dwoje” – pisze pani Daria Pulkowska z małej miejscowości w Borach Tucholskich, autorka bloga o niepłodności „Nasze Szczęście”.

„W pewnym momencie przestałam liczyć, myślę, że są to pieniądze warte dobrego samochodu – ok. 40 tys. złotych” – pisze pani Ania z Warszawy, która wraz z mężem ciągle czeka na swój cud.

Upadek rządowego dofinansowania upadkiem marzeń?

W 2013 r., po raz pierwszy w historii, ruszył program finansowania zabiegów in vitro ze środków publicznych. Wprowadzony przez rząd PO-PSL program był realizowany od lipca 2013 r. do czerwca 2016 r. Z procedury skorzystało ponad 19 tys. par. Dzięki programowi urodziło się 8 395 dzieci. Program kosztował państwo niespełna 240 mln zł. Decyzją ministra Konstantego Radziwiłła z rządu PiS w połowie 2016 r. program został wygaszony. Jeden zabieg zapłodnienia pozaustrojowego kosztuje ponad 7 tys. zł, dla obecnego rządu to za dużo. Tymczasem na program 500+ rocznie wydaje się 24 mld zł.

„Jak wynika z analizy, program in vitro był bardziej opłacalny dla państwa niż ten promowany przez minister Elżbietę Rafalską program 500+ – zauważył Rafał Mundry, ekonomista z Wrocławia na swoim Twitterze. – Ten pierwszy kosztował bowiem ćwierć mld zł w ciągu czterech lat, natomiast obecny program to wydatek rzędu 20 mld rocznie. Jedno dziecko »kosztowało« państwo 25 tys. zł, czyli o 30 razy taniej niż 500+”.

Pomoc lokalnych samorządów parom niepłodnym

Po upadku rządowego programu inicjatywę przejęły samorządy. W Łodzi na ten cel miasto wydaje ok. 1 mln zł rocznie, w Gdańsku podobnie – 1,2 mln zł, w Poznaniu prawie 2 mln zł, a w Częstochowie 150 tys. zł rocznie. Warszawa w budżecie na lata 2017–1019 przewidziała na dofinansowanie procedury in vitro 10 mln zł.

I tak z miesiąca na miesiąc wydłuża się lista miast w Polsce, które trzykrotnie dołożą niepłodnym parom do zabiegu maksymalne 5 tys. zł.

Tymczasem Sejm uchwalił kolejną nowelizację dwóch ustaw, które mogą zagrażać lokalnym dopłatom do in vitro. W jednej z nich jest bowiem mowa o tym, że jeżeli podległa ministrowi Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oceni lokalny program in vitro negatywnie, samorządy będą zmuszone zakończyć program pod groźbą kar finansowych.
Adam Wieczorek, przewodniczący Komisji Ochrony Zdrowia i Opieki Społecznej Rady Miejskiej w Łodzi, zapewnia, że pomimo zawirowań na poziomie krajowym miejski program in vitro nie jest zagrożony i dobrze funkcjonuje, dlatego nie należy podejmować pochopnych decyzji.

„Tak jak obiecaliśmy wszystkim łodzianom, w momencie gdy zgłosi się większa ilość par, a z bieżącego budżetu na program in vitro zabraknie pieniędzy, to uruchomimy dodatkowe środki finansowe” – podkreśla Wieczorek.

Mieszkańcy większych miast walczą, by wprowadzić dofinansowanie in vitro i u nich. Prawdziwa batalia odbywa się w Krakowie.

„A co mamy powiedzieć my: mieszkańcy małych miasteczek lub wsi – pisze komentarz pod tekstem pani Urszula z Głowna. – Może tak samorządy wojewódzkie zaczęłyby również dofinansowywać, by wyrównać i nam szanse?”.

Bo choć Głowno jest oddalone od Łodzi o 30 km, to z dofinansowania skorzystać nie może. Mogą to zrobić tylko pary (nawet nie jeden z partnerów, małżonków), które są tam zameldowane (w programie weryfikowany jest PIT).

Nic więc dziwnego, że partie polityczne przygotowując się do wyborów, obiecują powrót rządowego dofinansowania…

„:Cieszę się, że powstają miejskie programy in vitro, ale mogę jednocześnie zapewnić, że Platforma Obywatelska po wygranych wyborach stworzy po raz kolejny rządowy program in vitro” – mówi Bartosz Arłukowicz z Platformy Obywatelskiej.

Podobne deklaracje składa Nowoczesna.

 

Dofinansowania in vitro: kto może skorzystać z samorządowego dofinansowania?

Kryteria kwalifikacji do miejskich programów refundacji leczenia niepłodności metodą in vitro są różne. Jednak we wszystkich programach refundacji pary muszą spełnić główne kryteria, m.in.:

▪ Nie mogą zajść w ciążę w sposób naturalny i wyczerpały inne drogi leczenia niepłodności.

▪ Spełniają ustawowe warunki podjęcia terapii metodą zapłodnienia pozaustrojowego – mają za sobą co najmniej 12 miesięcy udokumentowanego bezskutecznego leczenia lub według aktualnej wiedzy medycznej nie mają szans na zajście w ciążę w sposób inny niż zapłodnienie pozaustrojowe.

▪ Są mieszkańcami miast i/lub płacą podatki w mieście, które realizuje program dofinansowania do leczenia niepłodności metodą in vitro. Często weryfikowane na podstawie miejsca składania PIT-u.

▪ Pozostają w związkach małżeńskich lub partnerskich.

POLECAMY: In vitro na raty – jak dostać pożyczkę?

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Bydgoszcz ponownie zawalczy o in vitro. Wszystko w rękach prezydenta

Kobieta z brzuchem ciążowym
fot. Pixabay

18 bydgoskich radnych PO i SLD postanowiło ponownie zawalczyć o wprowadzenie uchwały o dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta. Złożyli już do prezydenta Rafała Bruskiego wniosek z prośbą, by zlecił on prace nad nowym projektem w tej sprawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że Bydgoszcz stara się o wprowadzenie miejskiego programu dofinansowania in vitro już od dwóch lat. Projekt refundacji procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta powstał w 2016 r. z inicjatywy posłów Nowoczesnej. Zbiórką podpisów pod nim oraz koordynacją dalszych działań zajmował się Michał Stasiński (wówczas poseł Nowoczesnej, obecnie PO).

Wymaganą liczbę podpisów udało się zebrać, a projekt – po burzliwych obradach – został przyjęty przez radę miasta. Wkrótce uchylił go jednak wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bodganowicz (PiS), wskazując na błędy proceduralne. Do jego opinii przychylił się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Szansę na dofinansowanie in vitro straciło wówczas ok. 50 par z Bydgoszczy.

Potrzebny nowy projekt ws. dofinansowania

Choć benedyktyńska praca radnych poszła na marne, nie dają za wygraną. Z dalszymi działaniami wstrzymywali się jednak kilka miesięcy – w tym czasie sprawdzali wszystkie dostępne rozwiązania.

– Chcieliśmy się wspomóc wcześniejszym projektem autorstwa fundacji „Nasz Bocian”. Okazało się jednak, że ta nie może nam przekazać do niego praw. Trzeba więc przygotować zupełnie nowy projekt, a jedyną możliwością, by to zrobić, jest skorzystanie ze wsparcia prezydenta Bruskiego – mówiła Expressowi Bydgoskiemu radna Monika Matowska (PO).

In vitro w Bydgoszczy, czyli kość niezgody

Działacze SLD i PO nie tracą nadziei, że projekt dofinansowania in vitro w Bydgoszczy uda się tym razem wprowadzić. Mają jednak obawy, że na drodze do wprowadzenia programu może znów stanąć wojewoda. Warto przypomnieć, że niedawno stwierdził on nieważność uchwały grudziądzkiej rady miasta w sprawie realizacji programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia in vitro dla mieszkańców Grudziądza na lata 2018-2019”. Z oferowanego wsparcia miało skorzystać 60 par z tego miasta.

CZYTAJ TEŻ: Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza. „To dzieci z probówki in vitro i potomkowie komuny”

Niechęci dla projektu nie kryją też oponenci polityczni. Zdaniem Bogdana Dzakanowskiego, gorliwego przeciwnika in vitro z Bydgoskiej Bramy Porozumienia, refundacja in vitro w Bydgoszczy nie jest zadaniem własnym gminy. Ma ona – według niego – „ważniejsze sprawy”.

– Na najbliższej sesji rady miasta będę chciał wrócić do petycji przeciwko finansowaniu in vitro z budżetu miasta, którą swego czasu podpisało ponad 2 tysiące bydgoszczan – mówi.

Jego zdaniem, ponowna próba wprowadzenia uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Bydgoszczy jest tylko ruchem politycznym przez zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Ale dla mieszkańców Bydgoszczy ruch ten jest bardzo ważny. Ze wsparcia w ramach dofinansowania in vitro z budżetu miasta mogłoby skorzystać wiele par zmagających się z niepłodnością.

Źródło: Express Bydgoski

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro w Słupsku rusza od lipca

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czerwona kartka dla szefa klubu radnych PO za nieobecność na głosowaniu? „In vitro to nie przywilej!”

Kobieta z brzuchem ciążowym

Aktywistki z grupy Kobieca Strona Krakowa chcą odwołania krakowskiego radnego Andrzeja Hawranka z funkcji przewodniczącego klubu PO. Wszystko przez to, że nie pojawił się na głosowaniu, podczas którego radni zdecydowali, by zdjąć z porządku obrad projekt ws. dofinansowania in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Projekt zakładający dofinansowanie in vitro dla niepłodnych par z Krakowa miał trafić pod obrady 28 marca br. Na tydzień przed tym terminem radni PiS, mając przewagę głosów, zdecydowali, by zdjąć projekt z porządku obrad. Jak argumentowali, potrzebują więcej czasu na zapoznanie się z jego treścią. Chcą też jeszcze raz zweryfikować złożone podpisy – mimo że zrobili to już wcześniej urzędnicy.

Członkinie Kobiecej Strony Krakowa podkreślają, że ta sytuacja nie miałaby pewnie miejsca, gdyby na komisji pojawił się szef klubu radnych PO Andrzej Hawranek. Problem w tym, że radny przebywał wtedy na urlopie, a zdjęciami z niego chwalił się na Facebooku.

– My staliśmy na mrozie, żeby zebrać podpisy, i robiliśmy to kosztem olbrzymich wyrzeczeń, a pan radny Hawranek nawet nie raczył spełnić swojego obowiązku i przyjść na głosowanie. Zamiast tego wylegiwał się na plaży w tropikalnym raju na Wyspach Zielonego Przylądka. Tak radni PO traktują prawa kobiet – pisze Katarzyna Wójcik, przedstawicielka nieformalnej grupy Kobieca Strona Krakowa, w mailu do redakcji KRKnews.

Kobieca Strona Krakowa: In vitro to nie przywilej

Z powodu tego zaniedbania aktywistki chcą na najbliższej sesji rady miasta wręczyć radnemu Hawrankowi symboliczną czerwoną kartkę. Apelują też do władz PO o odwołanie go z klubu radnych PO.

Warto dodać, że krakowianki i krakowianie już drugi rok czekają na miejską uchwałę ws. dofinansowania in vitro. Gdy radni odrzucili projekt Małgorzaty Jantos, grupa działaczy przygotowała nowy dokument, pod którym od kwietnia 2017 r. zbierano podpisy mieszkańców. Choć udało im się zdobyć 4,5 tys. głosów, połowa z nich okazała się nieważna. Dane, które im towarzyszyły, były niepełne lub pochodziły od osób, które nie zamieszkiwały terenu Krakowa.

Mieszkańcy i działacze nie złożyli jednak broni. Wkrótce rozpoczęli ponowną zbiórkę, której celem były uzupełnienie petycji o brakujące podpisy. Mimo krótkiego czasu (mieli zaledwie trzy tygodnie), udało im się zrealizować cel – zebrali łącznie ponad 5 tys. ważnych podpisów. Sukcesem, jak widać, nie cieszyli się długo, bo losy projektu znów są niepewne.

– In vitro nie jest przywilejem. To jest prawo każdej z nas żeby mieć dzieci i móc korzystać ze zdobyczy medycyny – podkreśla Katarzyna Wójcik.

Źródło: KRKnews.pl, gazetakrakowska.pl

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

In vitro na równi z pedofilią i zabójstwem. Szokująca instalacja w podwarszawskim kościele

in vitro na równi z pedofilią
fot. Pixabay

Z okazji Wielkanocy w parafii w Celestynowie pojawiła się instalacja Grobu Pańskiego. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby jej twórca nie postawił in vitro na równi z pedofilią i zabójstwem.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zdjęcie przedstawiające Grób Pański pojawiło się m.in. na fanpage’u „Kraków żąda przynajmniej Bukaresztu”. Nad grobem zawieszono dostosowaną do naszych czasów listę grzechów.

Wśród nich pojawiły się m.in. zdrada, kradzież, mobbing, zabójstwo, pedofilia, ale też gender, czy in vitro.

Zobacz także: In vitro i kebaby na nowej liście grzechów Kościoła katolickiego

In vitro na równi z pedofilią

Instalacja w celestyńskiej parafii wywołała oburzenie wśród internautów.

in vitro na równi z pedofilią

fot. Facebook – Kraków żąda przynajmniej Bukaresztu

Pedofilia, pycha, obżarstwo, chciwość, lenistwo, kłamstwo…. mogli dopisać jeszcze hipokryzję do tego autoportretu – napisał internauta zniesmaczony listą grzechów powieszoną nad wielkanocną instalacją.

„W dziwną stronę idzie kościół, te nowe przykazania chyba zbyt śmiałe” – zauważył z kolei inny użytkownik Facebooka.

„To trzeba mieć tupet, żeby umieścić tam pedofilię w świetle tego, co KK robi z pedofilami w swoich szeregach – wypowiedział się kolejny internauta.

A jakie jest wasze zdanie na ten temat?

Jak uważasz?

Czy instalacja w Celestynowie jest oburzająca?

Tak, to skandal.
Nie widzę niczego oburzającego w tej instalacji.
Nie mam zdania.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: warszawawpigulce.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.