Przejdź do treści

Małgorzata Halber : Częścią doświadczenia ludzkiego jest to, że częściej ci smutno, niż wesoło

Rozmowa z dziennikarką, autorką facebookowego komiksu o depresji – Bohatera i pisarką, która wkrótce wydaje pierwszą książkę pt. „Najgorszy człowiek na świecie”.

Czy osobom dobrze wychowanym jest trudniej na świecie?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obawiam się, że tak. Kojarzysz taką piosenkarkę, która nazywa się Azealia Banks? W zeszłym roku, kiedy dopadł mnie kolejny dół, stwierdziłam: Jak ja bym chciała robić wszystko tak, jak Azealia Banks. Ona nie jest dobrze wychowana. Ona jest wszystko, tylko nie dobrze wychowana. Jest bezczelna, pyskata, nie zastanawia się, czy to, co mówi jest głupie. Ja jej zazdroszczę. Wiesz, to są takie proste przykłady. Jeżeli starasz się toczyć z kimś jakąś dyskusję i ten ktoś obraża cię albo uderza poniżej pasa. Nie wiem, kto jest autorem tej anegdoty, ale chyba Kałużyński – właśnie chciał podyskutować na poziomie z jakimś kolegą na uniwersytecie, kiedy ten mu odpowiedział: Tak? A tobie śmierdzi z gęby! To jest właśnie ten problem, który ma w tym momencie osoba dobrze wychowana, bo z takim argumentem nie będzie w stanie polemizować. To jeszcze pogrąża ją w oczach obserwujących.

W takim razie, w jaki sposób przekaz dotyczący osiągania sukcesów wpływa na odczuwanie trudności – nie tylko przez dobrze wychowanych?

W stu procentach! Spalmy wszystkie książki, mówiące, jak osiągnąć sukces! Stefan Chwin w wywiadzie – to jedna z najmądrzejszych rzeczy, jakie czytałam – powiedział: Czego my uczymy te dzieci w szkole? Że musisz być pierwszy. W klasie jest 31 osób. Pierwsza będzie jedna. Co z pozostałymi trzydziestoma? Oni nie będą pierwsi, to jest niemożliwe. Czytałam też fajny felieton Macieja Sieńczyka na „Dwutygodniku” – on napisał o tym, jak mu się przez tydzień wydawało, że dostaje nagrodę Nike. Był tym bardzo przejęty i pisze szczerze, obnażająco. Pomyślałam, jaki to jest super temat dla popkultury: co się dzieje z ludźmi, którzy zajmują czwarte miejsce. Ich jest więcej! Jeżeli więc miałabym odpowiedzieć krótko na twoje pytanie, dotyczące propagandy sukcesu: Spalić! Polecam zestawy interaktywnych ćwiczeń Keri Smith: Zniszcz ten dziennik, Brud, To nie jest książka. Smith na Flickerze umieściła coś, co się nazywa Manifestem Buntownika. On ma dwanaście punktów, w tym: „Trać czas”, „Dużo się włócz”, „Pamiętaj, że zrobienie czegokolwiek jest potwornie trudne”. Tym powinny być zastąpione wszystkie historie, mówiące o sukcesie.

Ty z kolei powiedziałaś, że największy sukces osiągnęłaś w najgorszym roku życia.

To był rzeczywiście najgorszy rok: nie mogłam znaleźć pracy, imałam się różnych zajęć. Chciałam podejść do sprawy ambitnie, chciałam pisać i okazało się, że albo piszę za mądrze albo z kolei, że za głupio. Jakieś pomysły na programy nie wypalały. I tak się ciągnęło 12 miesięcy, jeszcze mnie chłopak zostawił.  W pewnym momencie przestałam wstawać z łóżka. Najgorsze było myślenie: Kurde, tak się staram i się nie udaje, więc muszę być beznadziejna.  Tak strasznie nie wiedziałam już co mam zrobić i nagle zaczęłam rysować Bohatera. Jego uważam za swój największy sukces dlatego, że zdarza mi się coraz częściej, że ktoś do mnie podchodzi i mówi mi „Cześć, bo ja cię znam” i już nie z telewizji.  Okazuje się, że z doła i siedzenia na fejsie może też wyjść jakaś nowa jakość. Wszystkie te obrazki są szczere, tak dokładnie się czuję i wiem, że to pomaga, kiedy okazuje się, że nie tylko ty tak masz.

Czy po tym roku doszłaś do jakiegoś poziomu równowagi?

(Śmiech) Absolutnie nie. Chodzę na terapię, jestem na lekach. Napisałam książkę, udało mi się spełnić marzenie mojego życia, zaraz wyjdzie w super wydawnictwie. Dostaję informację, że jestem spoko. Mam bardzo fajnego narzeczonego, który mam nadzieję, będzie moim mężem. Mam swoje mieszkanie. Ale nie! Każdego dnia coś takiego wymyślę, że przed dwie godziny siedzę przerażona, że czegoś nie zrobiłam, popełniłam jakiś błąd, i tylko jeszcze się nie zorientowałam jaki to błąd, ale na pewno zaraz się okaże. Staram się jednak pracować nad jakimś remedium, ponieważ niedługo będę miała 36 lat i np. chciałabym mieć dziecko. Do tego czuję, że potrzebne jest załatwienie pewnych problemów.

Wiesz,  jak kuracja lekowa wpływa na zachodzenie w ciążę i na jej przebieg?

Nie. Nie interesowałam się tym, chociaż z tego, co wiem antydepresanty nie wpływają na ciążę. Nawet wiem bardzo dobrze, bo moja znajoma spodziewa się trzeciego dziecka i pomiędzy ciążami brała leki.   A ja dojrzałam do takiego momentu w swoim życiu, że chcę mieć dziecko.  Nie dlatego, że należy je mieć. Myślę, że oprócz posiadania tytułu magistra oraz własnego mieszkania, chyba nie ma takich rzeczy wobec których czuję, że powinnam je mieć. Wszystko załatwiłam. Potwornie mnie zachwyca sama biologiczna możliwość tego, że ja jako osoba żyjąca mogę mieć w brzuchu inną istotę, która powstaje z niczego, której nie było wcześniej. To jest gigantyczny eksperyment biologiczno-metafizyczny. Potem powstaje zupełnie nowy człowiek. Odrzucając całą wiedzę, to jest absolutnie imponujące i zachwycające. Byłoby słabo, gdybym nie mogła z tego skorzystać. I potem jeszcze z tego, żeby poznać zupełnie nowego człowieka. Zdaję sobie sprawę, że wychowywanie dziecka jest delikatnie mówiąc ciężką sprawą, ale żałowałabym, gdyby takiej osoby, która miałaby geny moje i mojego narzeczonego, zabrakło. Z samej ciekawości, co wyniknie z połączenia tych genów. Aspekt wyjściowy jest biologiczny, ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, jest to  niesamowite.

A co ci dało doświadczenie depresji?

Nic. Dodaje tylko tyle, że będziesz bała się, że jeszcze raz w to wejdziesz. To nie jest w żaden sposób romantyczne,  oczyszczające ani wspaniałe. Mam duży problem z udawaniem silniejszej, niż jestem w rzeczywistości – jeśli więc czegoś mnie to nauczyło, to tego, żebym trochę zbastowała, była dla siebie bardziej wyrozumiała. Słabo mi to wychodzi. To nauka na całe życie.

Bohater ma depresję i też zwraca uwagę na ten problem.

Mój kolega ze studiów, Tomasz Stawiszyński, napisał na ten temat książkę i sporo artykułów. On ma taką teorię, która mówi, że nam współczesny świat nie pozwala być smutnymi i dopiero potrzebujemy etykietki depresji, żeby móc się usprawiedliwić z tego smutku, który czujemy. A bardzo często zdarzają się nam sytuacje, wymagające okresu żałoby, jeżeli coś stracimy. Na przykład rozstaniemy się z partnerem. Dobra rada, która się najczęściej pojawia brzmi: „Stary, teraz możesz się wyszaleć! Musisz pójść w tango” albo „Klin klinem”, czy „szkoda życia!”.  Co to jest za rada dla kogoś, kto poświęcił cząstkę siebie, wszedł w bliskość emocjonalną i nagle ona się rozpada? Nie można nad tym przejść do porządku dziennego, no chyba, że to było nieważne, ale jeżeli było ważne, to udawać, że mnie to nie boli, to jest największa zbrodnia, jaką można sobie zrobić. Generalnie wydaje mi się, ze brakuje przyzwolenia, by mówić o trudnościach. Nie musi być to wielki dzwon, że nie wstajesz z łóżka. Ja nie wstawałam z łóżka przez miesiąc, a i tak, gdybyś spytała, czy stwierdziłam, że mam depresję kliniczną – biorę leki, oczywiście – to ja nie wiem.  Wiem tylko, że znajdowałam się w stanie, w którym miałam silne autodestrukcyjne myśli. Nie czułam się smutna – smutek jest ok –ja chciałam siebie zniszczyć, zdetonować się tak, żeby mnie nie było. I to jest groźne tak naprawdę.  Bardzo długo nie wiedziałam, że można o tym mówić. Praca przed kamerą wymaga od ciebie żebyś była wesoła, fajniejsza niż normalnie. A ja sobie ze wszystkim nie radziłam: ze studiami, rodzicami. Tylko życie polega m.in. na tym, że sobie nie radzisz, zresztą każdy sobie radzi tak jak umie.

Co sprawiło, że poszłaś do psychiatry?

Byłam strasznie nieszczęśliwa i samotna, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czułam się bezsilna, nie radziłam sobie, nie wiedziałam, co się dzieje. Chciałam, żeby ktoś mnie posłuchał. I pomogło.

Leki czasem nie wystarczą.

 Osobiście, nie wierzę tylko i wyłącznie w terapię farmakologiczną. Nie wierzę w to, że ktoś czuje się gorzej, zacznie brać antydepresanty – będzie super. One powodują, że w ogóle zaczynasz rozmawiać o tym, co ci się dzieje. Jestem wielkim zwolennikiem psychoterapii, przy jednoczesnym bardzo dużym poziomie świadomości osoby, która na nią idzie. Żeby wiedziała, co to jest. Niestety z tym jest trochę słabo, czyli nie wiadomo, że po pierwsze, są różne szkoły, po drugie – masz prawo zapoznać się ze swoim terapeutą, on powinien powiedzieć ci, jak cię będzie leczył i jaki ma plan na ciebie. Musisz się z nim ułożyć. To osoba, z którą będziesz bardzo blisko i której będziesz się zwierzać, która – czy tego chcesz czy nie – będziesz  ją traktować jako autorytet albo jak przyjaciela, to zresztą będzie w ramach samego procesu ulegało zmianie. Dobra psychoterapia pokazuje ci, że w ogóle istnieje inny punkt widzenia niż twój i – moim zdaniem – że  nie ma czegoś takiego jak dobre lub złe zachowanie, tylko jest zbieranie doświadczeń. I uczy czuć, rozpoznawać, co się z tobą dzieje i że to, co czujesz jest w porządku. Każdemu by się to przydało, bo każdy jest zwichrowany, dotknięty. Moim zdaniem, to pomaga mądrzej żyć i być dla siebie bardziej wyrozumiałym. Dla innych też. Jestem też zwolennikiem psychoterapii grupowej. Przeszłam to i napisałam o tym w swojej książce. Uczestniczenie w niej było najmocniejszym doświadczeniem życiowym – zdałam sobie sprawę, że inni mają takie same problemy jak ja.

Co byś im powiedziała?

Po pierwsze, powiedziałabym im, że nie mają się czego wstydzić i nie są same. Częścią doświadczenia ludzkiego jest to, że częściej jest ci smutno, niż wesoło. Powiedziałabym, że to w porządku. Jeśli o mnie chodzi, to przez całe życie byłam odludkiem – też dlatego, że pracowałam w telewizji – i nie wiem, jak to się stało, ale po 30-ce poznałam cztery super laski, o których mogę spokojnie powiedzieć, że są moimi przyjaciółkami. Jedna jest żoną mojego byłego chłopaka, drugą spotkałam na imprezie, trzecią – na koncertach, a czwartą też właściwie przez przypadek. Czasami trzeba po prostu strasznie długo czekać.

Wydajesz się bardzo odważna, mówiąc o tym wszystkim. Czym według Ciebie jest zatem odwaga w życiu publicznym?

To trudne pytanie. Ja po prostu mówię, co myślę. Zawsze byłam buntownikiem, takim punkowcem, rebeliantem. To wynikało też z tego, że byłam przyzwyczajona długo do niezależności, do tego żeby postępować i myśleć po swojemu.  Mama mnie też tego uczyła. Dla mnie było to naturalne, że jak widzę jakąś jawną bzdurę, np. jest apel i trzeba napisać po nim wypracowanie, więc wszyscy piszą, że było super i tak dalej. A tam naprawdę ktoś się jąkał, był jakiś słaby występ taneczny – to tak właśnie pisałam. Wychowawczyni wezwała moją mamę i powiedziała: Pani Halino, niech pani uważa na córkę, bo mogą być z nią problemy. W ogólniaku natomiast miałam obniżone zachowanie, z czego byłam bardzo dumna. Zatem odwaga w życiu publicznym może jest umiejętnością mówienia tego, co się myśli i publicznego przyznawania się do błędów. 

Polecamy Bohatera na Facebooku oraz książkę „Najgorszy człowiek na świecie”, która ukaże się 28 stycznia, nakładem wydawnictwa Znak

fot. mat.prasowe Viva Polska

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

„In vitro dla krakowian” nie wystartuje? Ponad połowa głosów nieważna

"In vitro dla krakowian"
fot. Pixabay

Ponad połowa głosów oddanych pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie projektu „In vitro dla krakowian” jest nieważna. Fakt ten stawia sprawę refundacji zabiegów pod dużym znakiem zapytania.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W grudniu urzędnicy rozpoczęli weryfikację projektu uchwały „In vitro dla Krakowian” i dołączonych do niego podpisów. Ostatecznie uchwała nie trafi teraz pod obrady Rady Miasta, ponieważ ponad połowa z 4,5 tysiąca głosów była nieważna.

Okazało się, że dużą część podpisów złożyły osoby, które nie mieszkały w Krakowie. Dodatkowo wiele ludzi podało błędny pesel, czy nieprawidłowy adres.

Zobacz także: Kraków znów walczy o in vitro. Jest obywatelski projekt

„In vitro dla Krakowian” – drugie podejście

Na początku tego roku radni odrzucili w głosowaniu uchwałę w sprawie finansowania zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego w Krakowie.

Drugą próbą był właśnie projekt „In vitro dla krakowian”, pod którym od kwietnia 2017 r. podpisy mogli składać mieszkańcy miasta. Uchwałę przygotowała Małgorzata Jantos z Nowoczesnej.

Inicjatywę poparły Nowoczesna, Sprawa Kobiet, Inicjatywa Polska i Sojusz Lewic Demokratycznej. Łącznie uzbierano 4,5 tys. głosów.

Inicjatorzy projektu mają teraz trzy tygodnie na uzupełnienie wymaganych podpisów. Aby projekt trafił pod obrady, muszą ich zebrać aż 1800.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Krakowska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dwieście razy lądowała w szpitalu. Lekarze nie rozpoznali endometriozy

Lekarze nie rozpoznali endometriozy
fot. Pixabay

W szpitalu była ponad 200 razy, przeszła dwie operacje i dwa razy straciła pracę. Wszyscy przekonywali, że cierpi na bolesne miesiączki, przyczyna okazała się jednak zupełnie inna. Lekarze nie rozpoznali endometriozy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kiedy 20-letnia Sinead Smythe z Brighton po raz kolejny trafiła na ostry dyżur padła błędna, jak się później okazało, diagnoza: zapalenie miednicy. Lekarze nie rozpoznali endometriozy.

U Smythe prawidłowa diagnoza została postawiona dopiero w styczniu 2016 roku. Późno, biorąc pod uwagę fakt, że ból paraliżował ją już od 11. roku życia.

Zobacz także: 3 najważniejsze pytania o endometriozę

Lekarze nie rozpoznali endometriozy, więc sama zaczęła działać

Po latach cierpień kobieta postanowiła działać. Aby zwiększyć świadomość społeczeństwa i zwrócić uwagę na chorobę, jaką jest endometrioza, 20-latka zaczęła prowadzić bloga. Twórczość Sinead zyskała szerokie grono odbiorców, a jej pierwszy post udostępniono ponad 20 tys. razy.

Jeżeli razem staniemy do walki, pomożemy uświadomić innym osobom, czym jest endometrioza. Mam nadzieję, że dzięki temu już żadna kobieta nie poczuje się samotna w tej walce – przekonuje Smythe.

– Życie z przewlekłą i niewidzialną chorobą jest ciężkie, jednak nie możesz pozwolić endometriozie na przejęcie kontroli nad twoim życiem – podkreśla kobieta.

Zobacz także: Histerektomia – co warto o niej wiedzieć?

 

Nie dla histerektomii

Lekarze zalecali 20-latce przeprowadzenie histerektomii, czyli usunięcie macicy.  Kobieta uważa, że nie jest to skuteczna metoda leczenia i konsekwentnie odmawia poddania się zabiegowi.

Jeżeli lekarz lub ktokolwiek inny mówi, że histerektomia cię uleczy, NIE WIERZ W TO. Kobiety decydują się na operację i nadal są w takim samym stanie, jak przedtem– przekonuje.

Histerektomia może być jedną z opcji leczenia między innymi mięśniaków macicy, endometriozy, czy też nowotworów. Same operacje wykonuje się klasycznie lub laparoskopowo.

Zobacz także: Endometrioza – leczenie, diagnoza, objawy. Sprawdź, co mówi lekarz!

Czym jest endometrioza?

Endometrioza jest chorobą przewlekłą, definiowaną jako występowanie komórek błony śluzowej jamy macicy poza jej naturalnym umiejscowieniem.

Choć występuje głównie w wieku rozrodczym, to można jednak spotkać ją zarówno w populacji młodocianych, jak i u kobiet po menopauzie. Endometrioza dotyka nawet 10 proc. kobiet. Towarzyszy jej ogromny ból, zmęczenie, napięcie, ale i niepłodność

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Independent, Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kriokonserwacja – pod troskliwą opieką 

Wiele osób nadal nie zdaje sobie sprawy, jak ważnym etapem zabiegu in vitro jest zabezpieczenie zarodków w celu ich przechowywania, czyli kriokonserwacja. Wiedza i doświadczenie embriologów, którzy zajmują się właśnie tym etapem zapłodnienia pozaustrojowego, są szczególnie istotne. W nOvum uważa się, że procedura in vitro zostaje zakończona dopiero po transferze ostatniego zamrożonego zarodka. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zarodki, które nie zostały wykorzystane, czyli podane do macicy podczas transferu w 2.–3. lub 5. dobie od zapłodnienia, poddaje się procesowi zamrożenia w ciekłym azocie – jest to właśnie tzw. kriokonserwacja. Zarodki przebywają w kriostatach, czyli wielkich termosach utrzymujących temperaturę ok. -190 stopni, w warunkach monitorowanych 24h/ dobę, i czekają na odpowiedni moment na transfer.

Czas przechowywania embrionów nie wpływa na powodzenie leczenia, czego najlepszym dowodem są narodziny zdrowej dziewczynki po leczeniu rodziców w warszawskiej klinice nOvum. W 2001 roku urodził się jej „brat bliźniak”, ona zaś przyszła na świat… 11 lat później!

Kriokonserwacja zarodków – dlaczego wszystkie laboratoria embriologiczne mrożą zarodki?

„Dlatego, że jest to obecnie jedyna znana nauce metoda umożliwiająca przechowywanie i przeżycie zarodków poza organizmem matki – mówi dr Katarzyna Kozioł, Senior Clinical Embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, dyrektor ds. medycznych nOvum. –Zarodki bardzo dobrze znoszą przechowywanie. Mamy już w nOvum ponad 5200 ciąż po kriotransferach i dzieci urodzone z zarodków, które były przechowywane 10, 11, a nawet 15 lat!”.

Jak odbywa się proces przywracania zarodków do życia?

Kriobiolog przygotowujący do transferu przechowywane zarodki ociepla je do temperatury naturalnie panującej w macicy kobiety. Następnie zarodki są przenoszone do inkubatorów i specjalistycznych pożywek. Przez kolejne godziny biolog obserwuje je, czekając na sygnały świadczące o podjęciu przez nie funkcji życiowych. W nOvum ponad 90% zarodków pomyślnie przechodzi ten etap” – mówi dr Kozioł. Zarodki, podobnie jak w naturze, mogą rozwijać się wzorcowo lub trochę mniej sprawnie. Embriolog ocenia je zgodnie ze standardami PTMRiE. Oceny tej nie należy jednak traktować jako „wyroczni” co do dalszego rozwoju zarodka i ciąży. W nOvum obserwujemy zdrowe i pięknie rozwijające się dzieci urodzone z zarodków, których szanse (oceniane zgodnie ze standardami laboratoryjnymi) nie były zbyt wielkie.

Czytaj też: Jakość i bezpieczeństwo priorytety w in vitro

Czy decyzja o in vitro jest równoznaczna z koniecznością zamrożenia większej liczby zarodków?

Niekoniecznie, chociaż nawet przy zapłodnieniu jednej komórki należy liczyć się z ewentualnością zamrożenia zarodka. Dzieje się tak np. gdy z powodu choroby kobiety lub innych wydarzeń losowych transfer nie może się odbyć. Przed zapłodnieniem komórek jajowych każda para powinna podjąć przemyślaną decyzję, jaką liczbę zarodków chce utworzyć, jak wyobraża sobie swoją rodzinę, ile dzieci chciałaby i może mieć. Oprócz zarodków można zamrozić komórki jajowe – należy jednak podkreślić, że nie przechowują się one równie dobrze. Działania związane z planowaniem rodziny powinny być podejmowane świadomie, najlepiej po rozmowie z lekarzem prowadzącym, który może pomóc w podjęciu wyważonych decyzji.

Co może dać parze zamrożenie zarodków? 

„Oczywiście zwiększa szansę na pierwszą i kolejne ciąże z jednej pełnej procedury leczenia, bez konieczności powtarzania stymulacji i punkcji jajników – mówi dr Kozioł. – W nOvum uznajemy procedurę zapłodnienia pozaustrojowego za zakończoną, gdy wykorzystane zostaną wszystkie zarodki oczekujące na transfer. Wtedy oceniamy tzw. cummulative pregnancy rate, czyli odsetek ciąż na cykl leczenia z wykorzystaniem świeżych i mrożonych zarodków. Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, cumulative pregnancy rate w nOvum utrzymywał się na poziomie 61%! To ogromny sukces zespołu!” – słyszymy.

Co, jeśli para po latach zdecyduje jednak, że nie chce lub nie może mieć więcej dzieci, a w klinice znajdują się ich zamrożone zarodki?

Taka para przekazuje je do przyjęcia przez inną parę starającą się o dziecko. Jest to jedyne – poza autologicznym wykorzystaniem – rozwiązanie, ponieważ zarodki nigdy nie są niszczone. Dla pary bezskutecznie starającej się o ciążę możliwość przyjęcia darowanego zarodka to często jedyna szansa na donoszenie ciąży i urodzenie dziecka.

Konsultacja: mówi dr Katarzyna Kozioł, Senior Clinical Embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, dyrektor ds. medycznych nOvum.

POLECAMY: Niezwykłe badania nad ludzkim zarodkiem

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jakie problemy zdrowotne mogą utrudniać zajście w ciążę?

przyczyny i objawy niepłodności

Co powinnaś zrobić, by zostać matką? Drogę do świadomego macierzyństwa zacznij od odstawienia środków antykoncepcyjnych. Następnie pomyśl, co możesz zmienić w swoim trybie życia na lepsze – nawet niewielkie modyfikacje, takie jak poprawa nawyków żywieniowych, rezygnacja z używek czy stosowanie technik relaksacyjnych, mogą zwiększyć twoje szanse na zajście w ciążę. W okresie starań o dziecko myśl pozytywnie, ale pamiętaj, że dobre chęci mogą nie wystarczyć, gdy przeszkodą w poczęciu dziecka są problemy zdrowotne, z  którymi zmaga się przyszła mama.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Uwaga, choroba!

Trudności z zajściem w ciążę wynikające ze złego stanu zdrowia najczęściej mają związek ze schorzeniami i przypadłościami dotyczącymi układu rozrodczego:

  • endometrioza (schorzenie polegające na wzroście tkanki endometrialnej poza macicą), zrosty wewnątrzmaciczne i zewnątrzmaciczne oraz choroby przenoszone drogą płciową wywołujące stan zapalny jajowodów i mogące powodować ich niedrożność lub trwałe uszkodzenie;
  • endometrioza może także zaburzać czynność jajników i pracę macicy;
  • nieprawidłowości w budowie macicy oraz mięśniaki mogą utrudniać implantację zarodka w organizmie kobiety;
  • przedwczesne wygaśnięcie czynności jajników, czyli tak zwana przedwczesna menopauza (ustąpienie miesiączkowania przed 40. rokiem życia) może nastąpić na skutek przebytych chorób autoimmunologicznych, leczenia onkologicznego lub operacyjnego;
  • stany zapalne narządów miednicy lub wyrostka robaczkowego mogą prowadzić do wystąpienia zrostów (zarośnięte jajowody utrudniają zapłodnienie komórki  jajowej) i blizn w macicy (są przeszkodą podczas implantacji zarodka);
  • nadmierne stężenie prolaktyny (hiperprolaktynemia) lub testosteronu skutkuje zaburzeniami jajeczkowania, które zaburzają lub całkowicie hamują uwalnianie jajeczek;
  • cukrzyca, choroby nerek, celiakia i choroba Cushinga (nadczynność kory nadnerczy przejawiająca się nadmiarem kortyzolu w organizmie) mogą obniżać płodność kobiety;
  • schorzenia gruczołu tarczycy zakłócają cykl menstruacyjny i mogą skutkować wystąpieniem niepłodności u kobiet.

Po pierwsze, leczyć

Może się zdarzyć, że choroba stanowiąca źródło problemów z płodnością będzie przebiegać bezobjawowo lub wywoła mało charakterystyczne, typowe dla różnych schorzeń objawy. Wówczas moment rozpoznania odłoży się w czasie, a co za tym idzie, leczenie choroby rozpocznie się później niż powinno. W tym czasie bezowocne starania o dziecko mogą doprowadzić do pojawienia się frustracji u obojga partnerów. Stres, jak wiadomo, nie sprzyja zajściu w ciążę, mamy więc do czynienia z błędnym kołem – im bardziej nam zależy na posiadaniu dziecka, tym trudniej jest nam zapanować nad emocjami, przez co szanse na poczęcie go jeszcze bardziej maleją.

Co zatem można zrobić? Kobieta, która chce zostać mamą powinna poważnie potraktować to zadanie i jeszcze na etapie planowania macierzyństwa zrobić podstawowe badania krwi i moczu, które dają obraz ogólnego stanu jej zdrowia. Z testów powinien skorzystać także jej partner. Jeśli wyniki badań będą w normie, ale po upływie kilku miesięcy kobiecie nie uda się zajść w ciążę, należy skonsultować się ze specjalistą z zakresu leczenia niepłodności. Pierwsza wizyta w klinice zajmującej się zaburzeniami płodności może być stresująca.

– Mimo że jest to zwykła konsultacja, niektórzy pacjenci odkładają ją tak długo jak to możliwe. Przekroczenie progu ośrodka leczenia niepłodności to dla nich powiedzenie na głos: „Mamy problem”, a to nie jest łatwe. Warto jednak przemóc się i nie zwlekać z wizytą, ponieważ każdy kolejny miesiąc może działać na niekorzyść przyszłych rodziców – mówi lek. med. Marcin Trzeciak, specjalista ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu.

Nieregularne miesiączki, dolegliwości bólowe w okolicy podbrzusza i objawy wskazujące na zaburzenia hormonalne, takie jak nadmierne owłosienie lub trądzik, to jedne z najczęstszych symptomów nieprawidłowości w obrębie układu rozrodczego. Jeśli problemy tego typu nie są ci obce, zanim pomyślisz o powiększeniu rodziny, odwiedź lekarza i podejmij stosowne leczenie. W ten sposób unikniesz sytuacji, w której problemy zdrowotne pokrzyżują twoje plany.

 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.