Przejdź do treści

Małgorzata Halber : Częścią doświadczenia ludzkiego jest to, że częściej ci smutno, niż wesoło

Rozmowa z dziennikarką, autorką facebookowego komiksu o depresji – Bohatera i pisarką, która wkrótce wydaje pierwszą książkę pt. „Najgorszy człowiek na świecie”.

Czy osobom dobrze wychowanym jest trudniej na świecie?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obawiam się, że tak. Kojarzysz taką piosenkarkę, która nazywa się Azealia Banks? W zeszłym roku, kiedy dopadł mnie kolejny dół, stwierdziłam: Jak ja bym chciała robić wszystko tak, jak Azealia Banks. Ona nie jest dobrze wychowana. Ona jest wszystko, tylko nie dobrze wychowana. Jest bezczelna, pyskata, nie zastanawia się, czy to, co mówi jest głupie. Ja jej zazdroszczę. Wiesz, to są takie proste przykłady. Jeżeli starasz się toczyć z kimś jakąś dyskusję i ten ktoś obraża cię albo uderza poniżej pasa. Nie wiem, kto jest autorem tej anegdoty, ale chyba Kałużyński – właśnie chciał podyskutować na poziomie z jakimś kolegą na uniwersytecie, kiedy ten mu odpowiedział: Tak? A tobie śmierdzi z gęby! To jest właśnie ten problem, który ma w tym momencie osoba dobrze wychowana, bo z takim argumentem nie będzie w stanie polemizować. To jeszcze pogrąża ją w oczach obserwujących.

W takim razie, w jaki sposób przekaz dotyczący osiągania sukcesów wpływa na odczuwanie trudności – nie tylko przez dobrze wychowanych?

W stu procentach! Spalmy wszystkie książki, mówiące, jak osiągnąć sukces! Stefan Chwin w wywiadzie – to jedna z najmądrzejszych rzeczy, jakie czytałam – powiedział: Czego my uczymy te dzieci w szkole? Że musisz być pierwszy. W klasie jest 31 osób. Pierwsza będzie jedna. Co z pozostałymi trzydziestoma? Oni nie będą pierwsi, to jest niemożliwe. Czytałam też fajny felieton Macieja Sieńczyka na „Dwutygodniku” – on napisał o tym, jak mu się przez tydzień wydawało, że dostaje nagrodę Nike. Był tym bardzo przejęty i pisze szczerze, obnażająco. Pomyślałam, jaki to jest super temat dla popkultury: co się dzieje z ludźmi, którzy zajmują czwarte miejsce. Ich jest więcej! Jeżeli więc miałabym odpowiedzieć krótko na twoje pytanie, dotyczące propagandy sukcesu: Spalić! Polecam zestawy interaktywnych ćwiczeń Keri Smith: Zniszcz ten dziennik, Brud, To nie jest książka. Smith na Flickerze umieściła coś, co się nazywa Manifestem Buntownika. On ma dwanaście punktów, w tym: „Trać czas”, „Dużo się włócz”, „Pamiętaj, że zrobienie czegokolwiek jest potwornie trudne”. Tym powinny być zastąpione wszystkie historie, mówiące o sukcesie.

Ty z kolei powiedziałaś, że największy sukces osiągnęłaś w najgorszym roku życia.

To był rzeczywiście najgorszy rok: nie mogłam znaleźć pracy, imałam się różnych zajęć. Chciałam podejść do sprawy ambitnie, chciałam pisać i okazało się, że albo piszę za mądrze albo z kolei, że za głupio. Jakieś pomysły na programy nie wypalały. I tak się ciągnęło 12 miesięcy, jeszcze mnie chłopak zostawił.  W pewnym momencie przestałam wstawać z łóżka. Najgorsze było myślenie: Kurde, tak się staram i się nie udaje, więc muszę być beznadziejna.  Tak strasznie nie wiedziałam już co mam zrobić i nagle zaczęłam rysować Bohatera. Jego uważam za swój największy sukces dlatego, że zdarza mi się coraz częściej, że ktoś do mnie podchodzi i mówi mi „Cześć, bo ja cię znam” i już nie z telewizji.  Okazuje się, że z doła i siedzenia na fejsie może też wyjść jakaś nowa jakość. Wszystkie te obrazki są szczere, tak dokładnie się czuję i wiem, że to pomaga, kiedy okazuje się, że nie tylko ty tak masz.

Czy po tym roku doszłaś do jakiegoś poziomu równowagi?

(Śmiech) Absolutnie nie. Chodzę na terapię, jestem na lekach. Napisałam książkę, udało mi się spełnić marzenie mojego życia, zaraz wyjdzie w super wydawnictwie. Dostaję informację, że jestem spoko. Mam bardzo fajnego narzeczonego, który mam nadzieję, będzie moim mężem. Mam swoje mieszkanie. Ale nie! Każdego dnia coś takiego wymyślę, że przed dwie godziny siedzę przerażona, że czegoś nie zrobiłam, popełniłam jakiś błąd, i tylko jeszcze się nie zorientowałam jaki to błąd, ale na pewno zaraz się okaże. Staram się jednak pracować nad jakimś remedium, ponieważ niedługo będę miała 36 lat i np. chciałabym mieć dziecko. Do tego czuję, że potrzebne jest załatwienie pewnych problemów.

Wiesz,  jak kuracja lekowa wpływa na zachodzenie w ciążę i na jej przebieg?

Nie. Nie interesowałam się tym, chociaż z tego, co wiem antydepresanty nie wpływają na ciążę. Nawet wiem bardzo dobrze, bo moja znajoma spodziewa się trzeciego dziecka i pomiędzy ciążami brała leki.   A ja dojrzałam do takiego momentu w swoim życiu, że chcę mieć dziecko.  Nie dlatego, że należy je mieć. Myślę, że oprócz posiadania tytułu magistra oraz własnego mieszkania, chyba nie ma takich rzeczy wobec których czuję, że powinnam je mieć. Wszystko załatwiłam. Potwornie mnie zachwyca sama biologiczna możliwość tego, że ja jako osoba żyjąca mogę mieć w brzuchu inną istotę, która powstaje z niczego, której nie było wcześniej. To jest gigantyczny eksperyment biologiczno-metafizyczny. Potem powstaje zupełnie nowy człowiek. Odrzucając całą wiedzę, to jest absolutnie imponujące i zachwycające. Byłoby słabo, gdybym nie mogła z tego skorzystać. I potem jeszcze z tego, żeby poznać zupełnie nowego człowieka. Zdaję sobie sprawę, że wychowywanie dziecka jest delikatnie mówiąc ciężką sprawą, ale żałowałabym, gdyby takiej osoby, która miałaby geny moje i mojego narzeczonego, zabrakło. Z samej ciekawości, co wyniknie z połączenia tych genów. Aspekt wyjściowy jest biologiczny, ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, jest to  niesamowite.

A co ci dało doświadczenie depresji?

Nic. Dodaje tylko tyle, że będziesz bała się, że jeszcze raz w to wejdziesz. To nie jest w żaden sposób romantyczne,  oczyszczające ani wspaniałe. Mam duży problem z udawaniem silniejszej, niż jestem w rzeczywistości – jeśli więc czegoś mnie to nauczyło, to tego, żebym trochę zbastowała, była dla siebie bardziej wyrozumiała. Słabo mi to wychodzi. To nauka na całe życie.

Bohater ma depresję i też zwraca uwagę na ten problem.

Mój kolega ze studiów, Tomasz Stawiszyński, napisał na ten temat książkę i sporo artykułów. On ma taką teorię, która mówi, że nam współczesny świat nie pozwala być smutnymi i dopiero potrzebujemy etykietki depresji, żeby móc się usprawiedliwić z tego smutku, który czujemy. A bardzo często zdarzają się nam sytuacje, wymagające okresu żałoby, jeżeli coś stracimy. Na przykład rozstaniemy się z partnerem. Dobra rada, która się najczęściej pojawia brzmi: „Stary, teraz możesz się wyszaleć! Musisz pójść w tango” albo „Klin klinem”, czy „szkoda życia!”.  Co to jest za rada dla kogoś, kto poświęcił cząstkę siebie, wszedł w bliskość emocjonalną i nagle ona się rozpada? Nie można nad tym przejść do porządku dziennego, no chyba, że to było nieważne, ale jeżeli było ważne, to udawać, że mnie to nie boli, to jest największa zbrodnia, jaką można sobie zrobić. Generalnie wydaje mi się, ze brakuje przyzwolenia, by mówić o trudnościach. Nie musi być to wielki dzwon, że nie wstajesz z łóżka. Ja nie wstawałam z łóżka przez miesiąc, a i tak, gdybyś spytała, czy stwierdziłam, że mam depresję kliniczną – biorę leki, oczywiście – to ja nie wiem.  Wiem tylko, że znajdowałam się w stanie, w którym miałam silne autodestrukcyjne myśli. Nie czułam się smutna – smutek jest ok –ja chciałam siebie zniszczyć, zdetonować się tak, żeby mnie nie było. I to jest groźne tak naprawdę.  Bardzo długo nie wiedziałam, że można o tym mówić. Praca przed kamerą wymaga od ciebie żebyś była wesoła, fajniejsza niż normalnie. A ja sobie ze wszystkim nie radziłam: ze studiami, rodzicami. Tylko życie polega m.in. na tym, że sobie nie radzisz, zresztą każdy sobie radzi tak jak umie.

Co sprawiło, że poszłaś do psychiatry?

Byłam strasznie nieszczęśliwa i samotna, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czułam się bezsilna, nie radziłam sobie, nie wiedziałam, co się dzieje. Chciałam, żeby ktoś mnie posłuchał. I pomogło.

Leki czasem nie wystarczą.

 Osobiście, nie wierzę tylko i wyłącznie w terapię farmakologiczną. Nie wierzę w to, że ktoś czuje się gorzej, zacznie brać antydepresanty – będzie super. One powodują, że w ogóle zaczynasz rozmawiać o tym, co ci się dzieje. Jestem wielkim zwolennikiem psychoterapii, przy jednoczesnym bardzo dużym poziomie świadomości osoby, która na nią idzie. Żeby wiedziała, co to jest. Niestety z tym jest trochę słabo, czyli nie wiadomo, że po pierwsze, są różne szkoły, po drugie – masz prawo zapoznać się ze swoim terapeutą, on powinien powiedzieć ci, jak cię będzie leczył i jaki ma plan na ciebie. Musisz się z nim ułożyć. To osoba, z którą będziesz bardzo blisko i której będziesz się zwierzać, która – czy tego chcesz czy nie – będziesz  ją traktować jako autorytet albo jak przyjaciela, to zresztą będzie w ramach samego procesu ulegało zmianie. Dobra psychoterapia pokazuje ci, że w ogóle istnieje inny punkt widzenia niż twój i – moim zdaniem – że  nie ma czegoś takiego jak dobre lub złe zachowanie, tylko jest zbieranie doświadczeń. I uczy czuć, rozpoznawać, co się z tobą dzieje i że to, co czujesz jest w porządku. Każdemu by się to przydało, bo każdy jest zwichrowany, dotknięty. Moim zdaniem, to pomaga mądrzej żyć i być dla siebie bardziej wyrozumiałym. Dla innych też. Jestem też zwolennikiem psychoterapii grupowej. Przeszłam to i napisałam o tym w swojej książce. Uczestniczenie w niej było najmocniejszym doświadczeniem życiowym – zdałam sobie sprawę, że inni mają takie same problemy jak ja.

Co byś im powiedziała?

Po pierwsze, powiedziałabym im, że nie mają się czego wstydzić i nie są same. Częścią doświadczenia ludzkiego jest to, że częściej jest ci smutno, niż wesoło. Powiedziałabym, że to w porządku. Jeśli o mnie chodzi, to przez całe życie byłam odludkiem – też dlatego, że pracowałam w telewizji – i nie wiem, jak to się stało, ale po 30-ce poznałam cztery super laski, o których mogę spokojnie powiedzieć, że są moimi przyjaciółkami. Jedna jest żoną mojego byłego chłopaka, drugą spotkałam na imprezie, trzecią – na koncertach, a czwartą też właściwie przez przypadek. Czasami trzeba po prostu strasznie długo czekać.

Wydajesz się bardzo odważna, mówiąc o tym wszystkim. Czym według Ciebie jest zatem odwaga w życiu publicznym?

To trudne pytanie. Ja po prostu mówię, co myślę. Zawsze byłam buntownikiem, takim punkowcem, rebeliantem. To wynikało też z tego, że byłam przyzwyczajona długo do niezależności, do tego żeby postępować i myśleć po swojemu.  Mama mnie też tego uczyła. Dla mnie było to naturalne, że jak widzę jakąś jawną bzdurę, np. jest apel i trzeba napisać po nim wypracowanie, więc wszyscy piszą, że było super i tak dalej. A tam naprawdę ktoś się jąkał, był jakiś słaby występ taneczny – to tak właśnie pisałam. Wychowawczyni wezwała moją mamę i powiedziała: Pani Halino, niech pani uważa na córkę, bo mogą być z nią problemy. W ogólniaku natomiast miałam obniżone zachowanie, z czego byłam bardzo dumna. Zatem odwaga w życiu publicznym może jest umiejętnością mówienia tego, co się myśli i publicznego przyznawania się do błędów. 

Polecamy Bohatera na Facebooku oraz książkę „Najgorszy człowiek na świecie”, która ukaże się 28 stycznia, nakładem wydawnictwa Znak

fot. mat.prasowe Viva Polska

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Chlamydioza może prowadzić do niepłodności. Jak wykryć chorobę?

Zmartwioa kobieta siedzi na brzegu łóżka. Ilustracja do tekstu: Chlamydioza: objawy i powikłania

Chlamydioza, wywołana chlamydia trachomatis, to jedna z najczęstszych chorób przenoszonych drogą płciową. U około 75% kobiet i 50% zakażonych mężczyzn nie występują widoczne objawy, ale stanowią oni źródło zakażenia i mogą zarażać przez wiele lat. Kto zatem powinien wykonać badania w kierunku chlamydii?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badania epidemiologiczne wskazują, że na świecie zakażonych jest około 70% mieszkańców, a rocznie obserwuje się 50 mln nowych zachorowań. Do zakażenia dochodzi poprzez kontakty seksualne, ale może też dojść do zakażenia dziecka podczas porodu od chorej matki. Objawy infekcji pojawiają się zwykle po 2-4 tygodniach, ale czasami później, nawet po 8 tygodniach.

Badania na chlamydiozę: kto powinien je wykonać?

Ze względu na częsty przebieg bezobjawowy zakażenia zaleca się wykonanie badania:

  • raz w roku – u wszystkich aktywnych seksualnie kobiet w wieku poniżej 20 lat,
  • u kobiet w wieku 20 lat oraz starszych wykazujących zachowania seksualne dużego ryzyka (częste zmiany partnerów, kontakty z wieloma partnerami, nieużywanie prezerwatyw),
  • u wszystkich kobiet w ciąży,
  • u wszystkich kobiet z zakażeniem szyjki macicy .

Zakażenie chlamydiami jest rozpowszechnione głównie wśród młodych ludzi i najczęściej dotyczy kobiet pomiędzy 19. a 25. rokiem życia. Występuje 4 razy częściej niż rzeżączka i 6 razy częściej niż opryszczka. Choroba ta jest łatwo wyleczalna, a nieleczona może prowadzić do ciężkich problemów zdrowotnych i rozrodczych.

Chlamydioza a inne infekcje ginekologiczne

Chlamydia trachomatis jest czynnikiem etiologicznym wielu zespołów klinicznych, w tym znane jest 15 serotypów wywołujących choroby manifestujące się różnymi objawami klinicznymi:

  • serotypy A, B, Ba, C wywołują endemiczną jaglicę (główna przyczyna ślepoty na świecie),
  • serotypy D-K – niegonokokowe zapalenie cewki moczowej (40% wszystkich zakażeń), śluzowo-ropne zapalenie szyjki macicy (20% kobiet), zapalenie spojówek i płuc u noworodków,
  • serotypy L1, L2, L3 – ziarnica weneryczna.

Chlamydioza – objawy i powikłania

Zachorowanie nie daje przyszłej odporności na zakażenie. Powikłaniem może być zapalenie okołowątrobowe lub zespół Reitera (zapalenie cewki moczowej, stawów i spojówek; częściej u mężczyzn niż kobiet). Może też być przyczyną niepłodności u kobiet i mężczyzn, dlatego badanie w kierunku Chlamydia trachomatis jest rekomendowane jako badanie przesiewowe u obojga partnerów przed planowaną ciążą.

U mężczyzn zakażonych chlamydia trachomatis podczas oddawania moczu może wystąpić uczucie pieczenia i swędzenia – to objaw zapalenia cewki moczowej. W pewnych przypadkach z cewki może sączyć się też wydzielina. Czasem pojawia się ból jąder, stan zapalny odbytnicy, obrzęk jąder lub ból stawów.

U kobiet objawy zakażenia chlamydia są mało specyficzne. Występują nietypowe upławy oraz ból lub pieczenie podczas oddawania moczu, a także krwawienie po stosunku, ból w okolicy podbrzusza, stany zapalne spojówek oraz bolesność stawów, krwawienia z pochwy.

Badania na chlamydiozę: przeciwciała IgM, antygen i badanie molekularne

W badaniach laboratoryjnych oznacza się miano przeciwciał, antygen lub DNA bakterii.

Przeciwciała IgM, wskazujące na wczesną (ostrą) fazę choroby, pojawiają się po 3 tygodniach od zakażenia. Wzrost przeciwciał IgG następuje po 3-5 tygodniach przy zakażeniu pierwszorazowym, a przy reinfekcji IgG narastają znacznie szybciej, bo już po 1-2 tygodniach, ale również może nie nastąpić ich wzrost, a obserwuje się niewielkie narastanie poziomu IgM.

W rozpoznawaniu zakażenia zaleca się obserwowanie dynamiki narastania miana przeciwciał w czasie. Jeżeli pierwsze oznaczenie wykonano po 2-3 tygodniach od zakażenia, to drugie zwykle można wykonać po 6 tygodniach. Rozpoznanie po jednorazowym oznaczeniu jest dopuszczalne, jeżeli przeciwciała występują w bardzo wysokim mianie.

Antygen Chlamydia  trachomatis wykrywany jest w wymazie z szyjki macicy, wymazie z cewki moczowej lub w moczu.

Badanie molekularne na obecność DNA chlamydia trachomatis jest obecnie powszechnie stosowanym standardem. Stosowane obecnie  techniki amplifikacji kwasów nukleinowych NAAT charakteryzują się czułością do 100%, swoistością do 99%. Materiałem do badania u mężczyzn jest próbka porannej porcji moczu, u kobiet – mocz lub wymaz z szyjki macicy.


Logo Synevo

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Klinika InviMed nagrodzona w plebiscycie IVF Clinic AWARD 2017

Klinika InviMed nagrodzona
fot. Pixabay

Sieć klinik InviMed została wyróżniona w 4. edycji międzynarodowego plebiscytu na najlepszą klinikę leczenia niepłodności, organizowanego przez renomowany portal EggDonationandFriends, w kategorii Intimacy&Care. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Portal EggDonationFriends.com powstał jako platforma dla pacjentów z całego świata, którzy zainteresowani są leczeniem niepłodności z wykorzystaniem komórek jajowych od dawczyń. Jego głównym celem jest wspieranie ich w podejmowaniu świadomych decyzji – zwłaszcza gdy rozważają oni leczenie za granicą.

Dziś jest bogatym źródłem wiarygodnych informacji, raportów specjalnych, webinarów edukacyjnych oraz wiedzy na temat procesu oddawania i adopcji komórek jajowych.

Skupia społeczność ekspertów i pacjentów, którzy wymieniają się doświadczeniami związanymi z leczeniem niepłodności, w tym pacjentów pierwszego w Polsce programu adopcji komórek jajowych z gwarancją liczby oraz jakości zarodków oferowanego przez sieć klinik InviMed.

Zobacz także: Naukowcy pracują nad metodą zwiększającą skuteczność in vitro. Wykorzysta badanie genów

Klinika InviMed nagrodzona

Nagroda IVF Clinic Award przyznawana jest również za wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, które gwarantują bezpieczeństwo, poufność pacjentów i pełną ochronę ich danych osobowych. W tegorocznej edycji sieć klinik leczenia niepłodności InviMed została wyróżniona za wdrożenie nowoczesnego systemu bezpieczeństwa Ferti Proof™ gwarantującego, że wszystkie procedury wykonywane są z zachowaniem najwyższego stopnia bezpieczeństwa.

W InviMed rozumiemy, że medycyna zaczyna się i kończy na pacjencie. To on jest dla nas najważniejszy. Dokładamy wszelkich starań, by świadczyć najwyższej jakości opiekę zdrowotną, a także udzielać holistycznego wsparcia wszystkim naszym pacjentom oraz ich bliskim. Dbamy również o zachowanie najwyższych standardów bezpieczeństwa i poufności. Ta nagroda jest dla nas potwierdzeniem, że wykorzystywane przez nas metody i nasze podejście są doceniane nie tylko przez pacjentów – powiedział Tomasz Rokicki, dyrektor medyczny InviMed.

Zobacz także: Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed

Innowacyjny program wdrożony przez InviMed

Na stronie IVF Clinic Awards 2017 można przeczytać – „zwycięskie kliniki udowodniły, że ich oferta i usługi charakteryzują się złożonością, efektywnością, podejściem zorientowanym na pacjenta oraz nowatorskimi metodami leczenia niepłodności”. 

– Cieszymy się, że właśnie grono ekspertów skupionych wokół tematu adopcji komórek jajowych doceniło naszą klinikę. Wierzymy, że przyczyniło się do tego wdrożenie przez InviMed innowacyjnego programu IVF z adopcją komórek jajowych, który charakteryzuje się wysoką skutecznością i indywidualnym podejściem do każdej leczącej się u nas pary – dodał Rokicki. 

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Czy jazda na rowerze wpływa na męską płodność? Zobacz, co na ten temat mówi lekarz

jazda na rowerze a męska płodność
fot. Pixabay

Jazda na rowerze to ostatnio bardzo modne hobby. Z jednej strony lekarze zachęcają do uprawiana sportu, z drugiej mówi się, że cykliści podatni są na problemy z płodnością. Ile w tym prawdy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jazda na rowerze to nie tylko czysta radość i przyjemność, ale i sporo korzyści dla zdrowia. Podczas pedałowania trenuje się cały układ krwionośny, pracuje serce i płuca, dodatkowo obniża się ryzyko cukrzycy, gubimy zbędne kilogramy i uwalniamy sporą dawkę endorfin.

Powszechnie mówi się jednak, że korzystanie z jednośladów niekorzystnie wpływa na męską płodność. Ile w tym prawdy?

Jazda na rowerze a męska płodność

Jak tłumaczy dr Beata Olszak-Sokołowska, androlog z Kliniki INVICTA, według badań jazda powyżej 5 godzin na rowerze w tygodniu może wpłynąć negatywnie na parametry nasienia.

– Dr Lauren Wise ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Bostońskiego przebadała nasienie 2261 mężczyzn w okresie 1993-2003. Okazało się, że panowie, którzy spędzali powyżej 5 godzin w siodełku, mieli zmniejszoną liczbę i ruchliwość plemników– tłumaczy dr Olszak-Sokołowska.

Tematem zajęli się również norwescy naukowcy, którzy przebadali  160 uczestników 450 – kilometrowego wyścigu rowerowego. Okazało się, że po wyścigu 1 z 5 mężczyzn zaobserwowało u siebie odrętwienie oraz niedoczulicę okolic genitalnych, a 13 proc. ankietowanych doświadczyło problemów z osiąganiem wzwodu.

Zobacz także: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia”

„Choroba kolarzy”

U kolarzy do najczęstszych powikłań należą zaburzenia erekcji oraz neuralgia nerwu sromowego (PNE, ang. pudendal nerve entrapment), nazywana również syndromem Alcocka albo popularnie „chorobą kolarzy”.

Choroba ta może być wywołana stanem zapalnym lub nadmiernym naciągnięciem nerwu podczas np. intensywnych ruchów u sportowców. Objawia się nieprzyjemnym uczuciem drętwienia, bólem w okolicach narządów płciowych, problemem z załatwianiem potrzeb fizjologicznych. Jej leczenie to głównie rehabilitacja, odpowiednie ćwiczenia lub farmakologia, ewentualnie leczenie operacyjne.

– Kolarstwo to sport, w którym występuje duże prawdopodobieństwo urazów genitaliów. U kolarzy górskich stwierdzono m.in. zwapnienia w jądrach i najądrzach powstające na skutek skrętu jąder, krwiaków, zapalenia pourazowego, również torbiele najądrzy, drobne wodniaki jąder, mikrozwapnienia, czy tkliwość moszny – wylicza dr Oleszak-Sokołowska.

Wstydliwa dolegliwość

Kolarze mogą napotkać na jeszcze jedną nieprzyjemną dolegliwość, nazywaną priapizmem. Jest to długotrwały  wzwód członka, który nie jest związany z podnieceniem seksualnym. Krew napełnia ciała jamiste znajdujące się w penisie i nie może z nich odpłynąć.

Zaburzenie występujące u kolarzy górskich, spowodowane jest urazem naczyń członka, występuje z opóźnieniem po urazie i jest niebolesne.

Leczenie polega na przepłukiwaniu naczyń solą fizjologiczną, po aspiracji z nich zalegającej krwi, a przy braku efektu iniekcjami z odpowiednich leków do ciał jamistych prącia. Ostatecznie może być konieczne zastosowanie bardziej inwazyjnych metod chirurgii naczyniowej.

Zobacz także: Mała liczba plemników może być symptomem poważnych chorób. Zobacz jakich!

Jazda na rowerze a rak prostaty

Dotychczas nie udowodniono, aby jazda na rowerze miała związek z przyspieszonym przerostem gruczołu krokowego lub rakiem prostaty. Nie zmienia to jednak faktu, że po długim siedzeniu na rowerowym siodełku masowana prostata wydziela więcej PSA, swoistego antygenu sterczowego, który może być oznaką raka prostaty.

– Z tego powodu mężczyznom wybierającym się na badanie poziomu PSA zaleca się wstrzymanie od jazdy na rowerze na przynajmniej 48 godzin przed wizytą w przychodni –  tłumaczy dr Olszak-Sokołowska. U pacjentów ze stwierdzonym przerostem prostaty zdecydowanie odradza się jazdę na rowerze.

Ruch wskazany

Jak  podkreśla dr Olszak-Sokołowska, rozsądnie uprawiany sport jest dla mężczyzn jak najbardziej wskazany, a rekreacyjni cykliści mogą pedałować bez obaw.

– Warto jednak pamiętać, żeby dobrać dla siebie odpowiednie siodełko. Powinno ono być ergonomiczne i szerokie,  tak aby ciężar ciała rozkładał się bardziej równomiernie niż w przypadku wąskich sportowych modeli. Minimalizuje to ryzyko ucisków, które w rezultacie może doprowadzić do wspomnianych, nieprzyjemnych zaburzeń – mówi.

– Podejmowana aktywność fizyczna nie powinna być zbyt intensywna, bo forsowne ćwiczenia mogą ograniczyć produkcję plemników, ale nie może też być ograniczona, to z kolei może prowadzić do, niekorzystnej dla męskiej płodności, otyłości. Dla utrzymania prawidłowych parametrów nasienia optymalnie jest uprawiać różne sporty od 6 do 10 godzin tygodniowo – wyjaśnia dr Olszak-Sokołowska.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Zaryzykować życie córki czy synów? Tę dramatyczną decyzję wymusiło na niej życie

dDłoń noworodka w dłoni matki /Ilustracja do tekstu: Dramatyczna decyzja matki: Zaryzykować życie córki czy synów

Młodzi rodzice byli podekscytowani, gdy dowiedzieli się, że za kilka miesięcy mogą powitać na świecie trojaczki. Żadne z nich nie podejrzewało, że ich nieopisana radość ustąpi wkrótce miejsca niezwykle dramatycznym chwilom, a ich skutki mogą zaważyć na ich przyszłym życiu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chloe i Rohan z Australii byli już rodzicami trójki zdrowych i uroczych chłopców. W głębi serca oboje pragnęli jednak, by ich rodzina powiększyła się też o dziewczynkę. Postanowili spróbować jeszcze jeden, ostatni raz. Nie spodziewali się, że efektem tych starań będą… trojaczki.

– Podczas USG powiedziano nam, że nasze czwarte i ostatnie dziecko będzie tak naprawdę czwartym, piątym i szóstym. Wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia. Jestem jednocześnie przerażona, podekscytowana, przejęta i przepełniona szczęściem oraz niemal wszystkimi innymi emocjami, które może sobie wyobrazić człowiek – pisała wówczas na swoim fanpage’u.

Dramatyczna decyzja matki: kogo ratować?

Obawy Chloe i Rohana szybko przykryła wzbierająca fala ogromnej radości. Gdy powoli przygotowywali się do powitania na świecie potrójnego szczęścia: dwójki chłopców i wymarzonej córeczki, sytuacja przybrała niespodziewany obrót. Rutynowe badanie wykazało, że dwójka chłopców zabiera zbyt dużo miejsca w macicy Chloe, co poważnie zagraża dziewczynce.

Sytuacja z dnia na dzień się komplikowała. Lekarze byli zdania, że żeński płód najprawdopodobniej nie przetrwa. Jedyną szansa, by go uratować, był przedwczesny poród. Ten jednak wiązał się z zagrożeniem dla pozostałych płodów. Niebezpieczeństwa dla nich można byłoby uniknąć, gdyby Chloe pozwoliła na naturalne obumarcie płodu córeczki.

Te nieoczekiwane wieści spadły na młodych rodziców jak grom z jasnego nieba. Z dnia na dzień stanęli przed decyzją wręcz niemożliwą do podjęcia. Przed tak trudnymi, dramatycznymi i obciążającymi wyborami nie powinien stawać przecież nikt. Załamana Chloe czuła w głębi serca, że żadne rozstrzygnięcie tej patowej sytuacji nie będzie dostatecznie racjonalne i dobre.  Ale decyzję – mimo to – trzeba było podjąć…

CZYTAJ TEŻ: Z jego nasienia narodziło się dziecko innego mężczyzny. Niesamowity przypadek w USA

Walcząc o wszystkie dzieci

– W tamtym okresie ledwie mogłam tego wszystkiego słuchać. Mój umysł skupiał się tylko na myśli: „Chcę, by przeżyły wszystkie moje dzieci”. Rozważyłam wszystkie alternatywy, zebrałam niezbędne informacje i próbowałam dowiedzieć się, co czeka moje dzieci w każdym ze scenariuszy… Wiedziałam, że będzie trudno, ale nie potrafiłam nie zawalczyć o córeczkę. Wiedziałam, że jest silna – przetrwała przecież do 28. tygodnia ciąży, nie mając dla siebie praktycznie żadnych składników odżywczych w macicy.

 

Chloe przyznaje, że czuła się winna, że decyduje się na przedwczesny poród, narażając tym samym  swoich synów na zagrażające ich zdrowiu procedury. Samopoczucie mamy pogarszały dodatkowo zdrowotne komplikacje Pearl (bo takie imię otrzymała córeczka). Odnotowano u niej spadek wagi urodzeniowej, z trudem walczyła też z infekcjami i wymagała podłączenia do specjalistycznej aparatury.

– Czasem czułam, że podjęłam złą decyzję, że powinnam zdecydować się na inna opcję, w której żadne z dzieci by nie cierpiało. Trudno było mi poradzić sobie z tymi uczuciami, a nawet przyznać się do nich – wspomina Chloe.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Męska perspektywa niepłodności. „Bezradność i wykastrowanie to dwa podstawowe uczucia, których doświadczałem”

Szczęśliwy finał

Ale czas mijał, a cała trójka dzieci stawała się silniejsza. W czasie, gdy Chloe koncentrowała się na zdrowiu dwójki chłopców, którzy wciąż czekali na swój czas, by przyjść na świat, Rohan wziął na siebie obowiązki rodzicielskie nad pozostałymi dziećmi. Wspólny wysiłek i odwaga obojga rodziców przyniosły wspaniałe rezultaty. Wkrótce urodzili się oczekiwani synowie, a Pearl z pomocą lekarzy wybrnęła z początkowych kłopotów zdrowotnych. I choć dziś – dwa lata od urodzin – jest nieco mniejsza od swoich młodszych braci, wiedzie prym wśród piątki rodzeństwa.

Takie zakończenia dają nadzieję każdej parze, która mierzy się z komplikacjami w okresie ciąży. Oby takich finałów było jak najwięcej!

Źrodło: fempositive.com, facebook.com/chloeandthebeans

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.