Przejdź do treści

Macierzyństwo po niepłodności

Czy istnieją jakieś różnice pomiędzy rodzicami dzieci poczętych na skutek leczenia oraz naturalnie? Na te i podobne pytania odpowie psycholog, Katarzyna Mirecka. Co tydzień będziemy przedstawiać inne zagadnienie z szerokim komentarzem specjalisty z dziedziny psychologii.

Być może najtrudniejszym i wywołującym najsilniejsze emocje jest pytanie o to, czy istnieją jakieś różnice pomiędzy rodzicami dzieci poczętych na skutek leczenia oraz naturalnie. Temat ten jest tak bolesny, że rozpoczęcie go bywa odbierane jako poważny nietakt. Próba dyskusji może być dla rodziców zbyt bolesna, ponieważ przywołuje wspomnienia bezradności, izolacji i wzmaga obawę, że konieczność skorzystania z leczenia, choć dała im upragnione dziecko, była też doświadczeniem bardzo intymnym i jednocześnie obnażającym. Dlatego też pojawia się zrozumiała potrzeba, żeby temat zamknąć i cieszyć się rodzicielstwem. Nawet gdyby udało się zapomnieć o przeszłości, nie można jej zmienić. Niezależnie od tego, jak wiele radości pojawia się wraz z dzieckiem, być może nawet większej w przypadku dziecka poczętego na skutek zapłodnienia pozaustrojowego, to jednak po drodze miało miejsce wiele strat, wyrzeczeń, bólu, był smutek, bezradność i płacz. Wydaje się więc, że macierzyństwo po niepłodności może być w jakiś sposób inne niż macierzyństwo spontaniczne. Inne jednak nie znaczy gorsze. Warto więc przyjrzeć się temu, co badania mówią na temat tej odmienności, gdzie ją dostrzegają i jakie mogą być potencjalne konsekwencje dla matki i dziecka.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zasadnicza większość długoterminowych badań nie odnotowuje różnic pomiędzy odczuwaniem ogólnego niepokoju wśród kobiet ciężarnych. Jednocześnie kobiety, których ciąża jest efektem leczenia, odczuwają silniejszy niepokój związany z ciążą niż kobiety, które poczęły spontanicznie. Mija on jednak wraz z rozwojem ciąży i w jej końcowych fazach nie dostrzega się już statystycznie znaczących różnić między obiema grupami kobiet. To bardzo ważna informacja, ponieważ wiele badań potwierdza negatywny wpływ stresu w ciąży na rozwój płodu oraz dziecka w pierwszym roku życia. Ten początkowy niepokój we wczesnej ciąży wydaje się być zrozumiały i uzasadniony. Kobiety podejmujące leczenie często doświadczyły już straty lub też mają świadomość, że ciąża będąca efektem zapłodnienia pozaustrojowego jest ciążą ryzyka wynikającego z podwyższonego ryzyka poronienia.

Badania jakościowe natomiast pokazują, że od momentu zajścia w ciążę wynikającą z leczenia, kobieta doświadcza ogromnej radości i dumy z powodu tego osiągnięcia i jednocześnie głębokiego niepokoju o dziecko i jego rozwój. Przyszła matka jest jednak w łatwym położeniu, ponieważ jej środowisko, nie wyłączając lekarzy, zazwyczaj ignoruje zrozumiałe w jej sytuacji obawy i lęki, każąc skupić się na tym, że leczenie się powiodło. Wydaje się, że zdrowszą i bardziej konstruktywną dla przyszłej matki i w konsekwencji dla jej dziecka byłaby sytuacja, w której mogłaby móc otwarcie, bez poczucia winy, mówić o swoich obawach, nie narażając się przy tym na przykre komentarze.

Ciąża będąca efektem leczenia ze swojej natury jest bardziej złożonym emocjonalnie doświadczeniem niż ciąża spontaniczna. Co ciekawe jednak, większość badań pokazuje, że kobiety zachodzące w ciąże na skutek leczenia, zgłaszają mniej objawów depresyjnych czy też ogólnego niepokoju oraz przeżywają silniejszą więź z nienarodzonym dzieckiem niż kobiety, które poczęły naturalnie. Te wnioski są bardzo interesujące. Z jednej strony potwierdzają to, co wiemy z obserwacji, że ciąża, która pojawia się po długim okresie oczekiwania i często leczenia, witana jest z ogromna radością. Jednocześnie warto pamietać, że to początkowe uniesie, może przykrywać inne emocje, również naturalne i spodziewane. Ciąża ze swej natury jest czasem emocjonalnie skomplikowanym, kiedy radość miesza z obawami, lękami, sprzyja konfrontacjom z zapomnianymi i nieuświadomymi przeżyciami z bardzo wczesnego dzieciństwa przyszłej matki. To, jakimi jesteśmy rodzicami, bezpośrednio wiąże się z własnymi doswiadczeniami z przeszłości. To wiedza dość powszechna. Ale, co ciekawe, wiele badań zdaje się potwierdzać, że również sposób przeżywania ciąży, przygotowywanie się do pełnienia roli matki i wreszcie najwcześniejsze macierzyństwo również pozostają pod ogromnym wpływem relacji,  jaką kobieta miała z własną matką. Być może więc kobiety, które długo starały się o ciążę, nie mają poczucia, że one również mogą mieć wątpliwości, obawiać się, czuć się zmęczone, obolałe, nie uśmiechać się w obliczu całodniowych mdłości. Może być też tak, że same nie dają sobie prawa do słabości, ponieważ są przekonane, że ciąża jest tak ogromnym osiągnięciem, doświadczeniem niemal cudownym, że mogą się tylko cieszyć. Każda inna reakcja byłaby zaprzeczeniem radości i podważeniem trudu starań.

Dodatkowo, dość powszechnie słychać głosy, że nie należy poddawać się „negatywnym emocjom” i że należy myśleć „optymistycznie”. Dotyczy to różnych życiowych perturbacji, dotyczy również sytuacji ciąży. Stąd wynika przekonanie, że doświadczanie negatywnego w jakiś niejasny, ale niewątpliwy sposób wiąże się z trudnościami w ciąży lub jej przedwczesnym zakończeniem. Kobiety mogą więc czuć się winne i niemal magicznie odpowiedzialne za przebieg ciąży. To jest, oczywiście, myślenie życzeniowe, nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością. Ponadto, emocji nie można podzielić na negatywne i pozytywne. Emocje po prostu są, niektóre są przyjemne, inne bardzo trudne, wstydliwe, wolelilibyśmy być od nich wolni, ale nie zmienia to faktu, że istnieją.

Można więc postawić tezę, że dostrzeżone przez badaczy podwyższony nastrój i relatywnie niewielki odsetek stanów depresyjnych u kobiet po skutecznym leczeniu niepłodności może wynikać z opisanego procesu. Jednocześnie zarówno trudności w osiągnięciu ciąży, jak i sposób jej przeżywania mogą prowadzić do tworzenia wyidealizowanego wizerunku macierzyństwa i dziecka. To z kolei może skutkować w łagodnych przypadkach rozczarowaniem i trudnościami  w wejściu w rolę matki, w bardziej skomplikowanych natomiast różnymi zaburzeniami,  na przykład depresją poporodową.
 
Bibliografia
Baird DT, Collins J, Egozcue J, Evers LH, Gianaroli L, Leridon H, Sunde A, Templeton A, Van Steirteghem A, Cohen J, et al. (2005) Fertility and ageing. Hum Reprod Update
Donarelli Z, Lo Coco G, Gullo S, Marino A, Volpes A, Allegra A. (2012), Are attachment dimensions associated with infertility-related stress in couples undergoing their first IVF treatment? A study on the individual and cross-partner effect.
Jonglebloed-Pereboom, M., Middleburg, K.J., Heineman, M.J., Bos, A.F., Haadsma, M.L., Hadders-Algra, M. (2012), The impact of IVF/ICSI on parental well-being and anxiety 1 year after childbirth.
Lintsen AM, Verhaak CM, Eijkemans MJ, Smeenk JM, Braat DD. (2009), Anxiety and depression have no influence on the cancellation and pregnancy rates of a first IVF or ICSI treatment.
Orvieto R, Ben-Rafael Z, Ashkenazi J, Yoeli R, Messing B, Perri T, Shalev Y, Bar-Hava I. (2000), Outcome of pregnancies derived from assisted reproductive technologies: IVF versus ICSI.

—————————————-

Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności 

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Niepłodność idiopatyczna, czyli wyjaśnić niewyjaśnione

niepłodność idiopatyczna, skąd się bierze
fot. Fotolia

Niepłodność idiopatyczna jest źródłem prawdziwej udręki dla zmagających się z nią osób. Jest diagnozowana wówczas, kiedy wszystkie dostępne badania i testy nie wskazują żadnej konkretnej przyczyny niepowodzeń, pozostawiając lekarzy w poczuciu, że niewiele mogą zrobić dla danego pacjenta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Amerykańskie badania mówią o tym, że nawet 15 proc. par zmaga się z tego typu niepłodnością, ale można też spotkać dane mówiące, że liczba ta jest znacząco wyższa.

Sytuacja wydaje się bardzo trudna, ponieważ z jednej strony wiadomo, że coś jest nie porządku. Że jest jakaś przyczyna niepowodzeń. Można podejrzewać, że gdzieś ukryła się jakaś choroba albo dysfunkcja, ale nie można jej zlokalizować.

Osoba zmagająca się z niepłodnością idiopatyczną jest pacjentem i jednocześnie nim nie jest, ponieważ nie wiadomo, co jej jest. Filozoficznym wydaje się pytanie, czy na pewno chorobę można diagnozować tylko po jej skutkach. I jakiego rodzaju jest to wówczas choroba – ciała czy umysłu. I wreszcie trzeba się leczyć, ale co?

Zobacz także: Niepłodność idiopatyczna – co warto o niej wiedzieć?

Niepłodność idiopatyczna a choroby

Osoby z diagnozą niepłodności idiopatycznej są w trudnej, ale nie beznadziejnej sytuacji. Przede wszystkim współczesne badania, choć bardzo dokładne i innowacyjne, mają swoje ograniczenia. To, że coś mieści się w normie nie znaczy, że jest całkiem zdrowe lub poprawnie funkcjonuje.

Nasze organizmy działają w unikalny sposób i niestety nie wiedzą, że mamy określone normy i oczekiwania wobec nich. Co więcej, trudności w zajściu w ciążę wcale nie muszą wynikać z tego, co może zbadać ginekolog. Organizm jest przecież zbiorem różnych układów, które muszą współdziałać.

Ostatnio coraz częściej pojawiają się doniesienia, że niepłodność może być spowodowana na przykład nietolerancją glutenu, czyli celiakią. Ile jeszcze jest takich nieodkrytych chorób? Ile jeszcze nie wiemy o funkcjonowaniu organizmu, ilu zaburzeń nie łączymy jeszcze z niepłodnością?

Beznadziejności sytuacji przeczą dostępne metody leczenia. Bo nawet jeśli nie wiadomo, co jest przyczyną niepłodności, nadal można poddać się leczeniu, z niezłym skutkiem jak się okazuje. Niepłodność idiopatyczna nie wyklucza zapłodnienia pozaustrojowego czy inseminacji.

Zmagając się z niepłodnością idiopatyczną warto również myśleć o sobie jak o osobie zdrowej, która potrzebuje wsparcia i odpowiedniej dbałości o siebie. Specjaliści zalecają więc zaprzestanie palenie, ograniczenie spożywania alkoholu, dobrze zbilansowaną dietę, aktywność fizyczną oraz zadbanie o odpowiednie BMI. Czyli to wszystko, co każda osoba starająca się o dziecko robić powinna.

Zobacz także: Płodność a celiakia

Niepłodność idiopatyczna a aspekt emocjonalny

Problem z niepłodnością idiopatyczną jest również taki, że wydaje się ona być bardzo pojemnym workiem, do którego można wrzucić wszystkie „może”, „wydaje się”, „prawdopodobnie”. I znowu – jest to bardzo irytujące i jednocześnie otwierające nowe drogi rozumienia problemu. Niepłodność idiopatyczna jest zagadnieniem szczególnie interesującycm z perspektywy emocjonalnej oraz wewnątrzpsychicznych konfliktów.

Nie ma w tej chwili dowodów na to, że ma podłoże psychiczne, ale też jest rzeczą oczywistą, że skoro psychika jest częścią organizmu, stanowi również część składową procesu zapłodnienia (lub trudności w tym obszarze).

Celem jednych z badań było stwierdzenie, czy pary diagnozowane jako cierpiące na niepłodność idiopatyczną mają jakieś szczególne cechy, a więc czy da się określić, czy jakieś cechy czy to jednostki, czy też pary szczególnie predysponują ją do tego typu niepłodności. Nie znaleziono takich cech, ale jednocześnie badacze zauważyli, że niepłodność była źródłem traumy dla pary. Nie dziwią te wnioski. Niewiele jednak osób rozumie, jak rozległa jest tego typu trauma.

Zobacz także: Chcę wiedzieć „dlaczego”, czyli niepłodność idiopatyczna

Niepłodność idiopatyczna – skąd się bierze?

Niepłodność idiopatyczna pozostaje zagadką, tak dla środowiska medycznego, jak i psychologów i psychoterapeutów. Niewiele wiadomo na temat emocjonalnych źródeł niepłodności w ogóle, nie jest też ona oficjalnie uznawana za chorobę psychosomatyczną.

A wiemy, że niektóre choroby, choć manifestują się fizjologicznie, mają podłoże psychiczne, jak choćby zespół drażliwego jelita. Jednocześnie kolejne badania potwierdzają, że większe szanse na ciąże mają kobiety, które zmagały się z niepłodnością relatywnie krótko. Być może wiązało się to z krótszą ekspozycją na stres.

Być może towarzyszące niepłodności rany takie jak niska samoocena, nieadekwatność, osamotnienie, wstyd nie zdążyły stać się trwałą częścią przekonań o sobie samym. A może wreszcie nie zdążyła się rozwinąć depresja, która bardzo często towarzyszy niepłodności.

Być może wreszcie sam termin „niepłodność idiopatyczna” wziął się z potrzeby nazwania tego, co z natury swej nie ma nazwy. Niepłodność idiopatyczna może stać się workiem, do którego można wrzucić wszystkie wątpliwości, niewiedzę, ale też sugestie, że to „chora głowa” nie dopuszcza do zapłodnienia. A to z kolei zamyka osobom niepłodnym drogę do skorzystania z pomocy psychoterapeuty.

Warto być otwartym na różne możliwości. Być może rzeczywiście medycyna nie jest dość rozwinięta, żeby określić przyczyny trudności. Być może lekarz nie jest dość uważny, a może rzeczywiście jakieś aspekty psychologiczne odgrywają niemałą rolę.

Są badania potwierdzające tę tezę. Warto wreszcie otoczyć się wsparciem, do którego ma prawo osoba cierpiąca z powodu problemów z endometrium, częstych poronień, złych parametrów nasienia czy niepłodności niewyjaśnionej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: National Center for Biotechnology Information

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

Alkohol, narkotyki, leki, papierosy – uzależnienie niejedno ma imię. Każde jest jednak trudne i każde może nieść ze sobą cierpienie. Cierpienie zarówno osoby uzależnionej, jak i jej bliskich. Jak w tym wszystkim odnaleźć  pragnienie zostania rodzicem? Jak walczyć nie tylko z nałogiem, ale i z idącymi za nim skutkami? „Pracując w Poradni Leczenia Uzależnień coraz częściej spotykam się z tematami związanymi z płodnością. Niestety niejednokrotnie zdarza się, że decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona” – mówi w rozmowie z nami dr Sandra Błędek-Andrzejak, lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym tak naprawdę jest uzależnienie?

dr Sandra Błędek-Andrzejak: Od ponad 100 lat trwają próby zdefiniowania tego problemu i jakie są mechanizmy jego powstawania. Jedna ze współczesnych koncepcji określa uzależnienie jako „kompleks zjawisk fizjologicznych, behawioralnych i poznawczych, wśród których przyjmowanie substancji lub grupy substancji dominuje nad innymi zachowaniami, które miały uprzednio dla pacjenta większą wartość” *.

Z kolei inna definicja głosi, że: „uzależnienie jest przymusem używania substancji zbędnej z medycznego punktu widzenia, która prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia lub upośledzenia funkcjonowania społecznego” **.

Należy zaznaczyć jednak, iż powyższe definicje dotyczą uzależnienia od substancji psychoaktywnych. Zaliczamy do nich alkohol, narkotyki, leki i nikotynę. Istotny jest też fakt, iż współcześnie problem uzależnienia traktuje się szeroko, a jego mechanizmy rozpatruje się zarówno w kontekście fizycznym, psychicznym, jak i społecznym.

Jaki specjalista może zatem postawić taką właśnie diagnozę?

W Polsce stawia ją lekarz, zazwyczaj jest to lekarz psychiatra. Oczywiście również terapeuci uzależnień i psycholodzy mogą podejrzewać tego typu problem, a oceniają go na bazie kryteriów diagnostycznych. Należą do nich m.in. kryterium czasowe, kryterium tolerancji dawki, występowanie zespołów abstynencyjnych, czy też utrata kontroli nad przyjmowaniem substancji.

Z jednej strony pojawia się więc kwestia psychiki, a z drugiej biologii. Który komponent ma większe znaczenie?

W rozwoju uzależnienia rolę odgrywa zarówno komponent psychiczny, jaki biologiczny. To, który z nich jest silniejszy, zależy od indywidualnych predyspozycji, rodzaju substancji psychoaktywnej, a także czasu jej używania. Ciężko jest więc jednoznacznie stwierdzić, której składowej jest więcej u danego pacjenta.

Wiemy przykładowo, że do substancji silnie uzależniających – zarówno psychicznie jak i fizycznie – które wystarczy przyjąć zaledwie kilka razy by rozwinęły się mechanizmy uzależnienia, należą opiaty  (m.in. morfina, heroina, kodeina). Z drugiej strony, niektóre z substancji, m.in.. alkohol, pacjenci traktują jako formę „samoleczenia”. Dwie lampki wina codziennie wieczorem, by zmniejszyć napięcie po ciężkim dniu pracy, bądź poprawić sobie humor. Wówczas, jak łatwo sobie wyobrazić, szybko pojawia się psychiczny element uzależnienia – alkohol traktujemy jak „lek na niepowodzenia”, „odskocznię od stresu”, „coś bez czego trudno nam sobie wyobrazić relaks”, a komponent fizyczny podstępnie dołącza się po jakimś czasie.

A czy temat płodności jest w ogóle poruszany w gabinecie lekarza psychiatry pracującymi z osobami uzależnionymi?

Rzeczywiście w Poradni Leczenia Uzależnień coraz częściej spotykam się z tego typu tematami. Moi pacjenci to bardzo często stojący dopiero u progu dorosłości młodzi ludzie. Niektórzy planują założyć rodziny i wówczas często poruszana jest właśnie kwestia posiadania dzieci. Niestety niejednokrotnie  zdarza się, że decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona. Powodem odroczenia mogą być szeroko rozumiane przyczyny społeczne wynikające bezpośrednio z uzależnienia: brak pieniędzy związany często z zadłużeniem, konflikty z prawem i grożąca kara pozbawienia wolności. Są to także zniszczone więzi rodzinne i brak wsparcia najbliższych, czy przerwana edukacja i trudności w znalezieniu stałej pracy. Zdarza się, że jest to również problem bezdomności.

Mówimy zatem na razie o warstwie społecznej problemu, a jak wygląda to od strony zdrowia somatycznego? Jak wskazują badania, palenie marihuany może powodować u kobiet przedwczesny poród. U mężczyzn regularny kontakt z tą właśnie substancją wpływa na obniżenie nie tylko ilości plemników, ale też na ich morfologię.

Owszem, zdarza się również, że powodem odroczenia decyzji o rodzicielstwie są skutki somatyczne uzależnienia. Nie sposób jest wymienić wszystkich negatywnych działań substancji psychoaktywnych na zdrowie fizyczne pacjentów.

W  skrajnych przypadkach (które wcale nie są jednak rzadkie) mamy do czynienia z wyniszczeniem organizmu, niedożywieniem, marskością wątroby, przewlekłym zapaleniem trzustki i wieloma innymi zaburzeniami. Często prowadzi to do rozregulowania się pracy układu wydzielania dokrewnego, a to z kolei znacząco obniża płodność.

Często również spotykam się z chorobami zakaźnymi u pacjentów – zakażeniami wirusami HCV, HIV, HBV, a także chorobami wenerycznymi (kiła, rzeżączka). Zakażenia wirusowe, wbrew obiegowej opinii, nie są tylko problemem osób uzależnionych przyjmujących narkotyki dożylnie. Często zdarza się bowiem, że przyjmowanie substancji sprzyja ryzykownym zachowaniom seksualnym, które również prowadzą do zakażenia. Nieleczone choroby weneryczne mogą bezpośrednio prowadzić do bezpłodności, a  choroby wirusowe jak HIV, HCV grożą ryzykiem przeniesienia wirusa na niezakażonego partnera.

A co z paleniem? Dane wskazują, że nawet bierne palenie może wpływać u kobiet na wcześniejszą menopauzę, za czym stoi spadek poziomu estrogenów. Zaś w czasie ciąży, może nawet uszkadzać wątrobę płodu.

Wpływ palenia papierosów na płodność człowieka (zarówno kobiety, jak i mężczyzny) jest zdecydowanie tematem wartym poruszenia. Jest to niezwykle powszechny problem. Prowadzi on do zaburzenia funkcjonowania układu dokrewnego i w związku z tym do zaburzeń hormonalnych utrudniających zajście w ciążę. U palących mężczyzn pogarsza się znacząco jakość nasienia.

Często omawianą substancją szkodzącą płodności jest także alkohol.

W tym wypadku warto zwrócić uwagę nie tylko na samą płodność, ale i późniejsze konsekwencje. Dzieci, których matki używały alkoholu podczas ciąży, mogą cierpieć na alkoholowy zespół płodowy (FAS). Jest to zespół zaburzeń fizycznych i umysłowych, na które składają się m.in. specyficzne anomalie w budowie twarzy dziecka, spowolniony rozwój fizyczny i umysłowy dziecka. FAS jest nieuleczalny i rzutuje na całe przyszłe życie dziecka.

Należy pamiętać, że każda substancja psychoaktywna zażyta przez matkę trafia też do organizmu płodu. Dziecko jest więc „uzależnione mimo woli”. U dzieci matek uzależnionych mogą więc występować bezpośrednio po porodzie zespoły abstynencyjne. Niejednokrotnie przebiegają one w sposób dramatyczny, często są stanem zagrożenia życia noworodka i wymagające specjalistycznego leczenia.

Odchodząc nieco w stronę „psyche” – uzależnienia często wiążą się też z innymi konsekwencjami psychicznymi. Obniżony nastrój, czy lęk nie wpływają korzystnie na płodność. Jakie są jeszcze koszty, które pojawiają się w związku z uzależnieniami?

Niewątpliwie nie można zapomnieć, że używanie substancji psychoaktywnych zwiększa ryzyko występowania psychoz, depresji, czy też zaburzeń lękowych. Bardzo często wymagają one długotrwałego leczenia farmakologicznego. Przy próbie odstawienia leków często dochodzi zaś do nawrotu objawów, niejednokrotnie gwałtownego i wymagającego hospitalizacji. Leki psychiatryczne często prowadzą do obniżenia libido, anorgazmii u mężczyzn, mogą także prowadzić do przejściowego obniżenia jakości nasienia. Nie wszystkie leki psychiatryczne można też bezpiecznie stosować w okresie ciąży. Idąc tym tropem, nieraz decyzja o macierzyństwie jest przez kobiety odkładana do zakończenia leczenia.

Automatycznie nasuwa się więc pytanie dotyczące terapii właśnie. Czy każde uzależnienie leczy się w takim sam sposób? Czy raczej jest to opieka lekarska, czy może psychoterapia?

Niejednokrotnie zdarza się, że terapię uzależnienia od środków psychoaktywnych poprzedza detoksykacja, np. w warunkach szpitalnych. Później leczenie farmakologiczne zwykle jest tylko leczeniem wspomagającym terapię, bądź uzupełniającym w przypadku współwystępowania zaburzeń psychicznych (jak zaburzenia depresyjne, lękowe, psychozy, zaburzenia snu). Podstawą leczenia każdego uzależnienia jest jednak długotrwała psychoterapia – to właśnie głównie na jej bazie pacjenci mogą budować swoje zdrowie. Swoje i być może swoich przyszłych dzieci.

*definicja za ICD-10

**definicja za DSM

 

dr Sandra Błędek-Andrzejak – lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii. Na co dzień pracuje w Oddziale Psychiatrycznym Szpitala Bielańskiego w Warszawie, a także w Poradni Leczenia Uzależnień.

Zobacz też:

Palenie w ciąży a reakcje stresowe noworodków

Jak palenie w ciąży wpływa na jakość nasienia u syna?

Alkohol w diecie przyszłych ojców wpływa na płód

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Przedłużające się starania o dziecko, cała masa wykonanych badań, wiele niewiadomych, złe wiadomości, złudne nadzieje – to tylko niektóre z trudnych doświadczeń w czasie walki z niepłodnością. Jednym z bardziej obciążających momentów w czasie leczenia metodą in vitro jest czas około transferowy. Jak może wpłynąć na nas wielka niewiadoma, z którą stajemy wtedy oko w oko i jak sobie z nią radzić? „Bardzo pomocne na tym etapie jest zadbanie o siebie i zapewnienie sobie tego, co uważamy za ważne i potrzebne, by czuć się lepiej” – mówi w rozmowie z nami psycholog z klinik leczenia niepłodności InviMed w Warszawie, Dorota Gawlikowska.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedura in vitro jest rozłożona w czasie. Idzie za tym oczekiwanie i wiele niewiadomych. Jak może odbić się to na pacjentach – zarówno indywidualnie, jak i na ich związku?

Dorota Gawlikowska, psycholog: Wpływ obciążenia emocjonalnego, jakie niesie ze sobą leczenie niepłodności, a w szczególności procedura in vitro, zależy od kondycji pary. Znaczenie mają również jej dotychczasowe doświadczenia, czas zmagania się z niepłodnością oraz indywidualne sposoby radzenia sobie w sytuacjach stresu i napięcia. Badania podkreślają także rolę wsparcia udzielanego sobie wzajemnie przez partnerów, jako najważniejszego czynnika chroniącego przed depresją. Jest to o tyle istotne, że stanowi ona jedno z najczęściej obserwowanych powikłań długiego leczenia niepłodności.

Im dojrzalszy emocjonalnie jest związek, lepsza komunikacja pomiędzy partnerami i im większa empatyczna gotowość partnerów do wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb, tym większa szansa na uniknięcie negatywnych skutków leczenia niepłodności. Także metodą in vitro.

To właśnie niewystarczająca i nieskuteczna komunikacja oraz nieumiejętność reagowania na potrzeby partnera najbardziej uderzają w związek i powodują oddalanie się partnerów od siebie. Wiąże się to także z narastaniem u obojga z nich poczucia osamotnienia i braku pomocy w trudnej sytuacji. Co więcej, odczuwana podczas procedury niepewność, obawy o skuteczność leczenia oraz poczucie braku kontroli nad tym, co dzieje się w ciele kobiety, zwłaszcza po transferze zarodka, to niewątpliwie trudne emocjonalnie doświadczenia.

Jak możemy dostrzec, że dzieje się coś niepokojącego?

Ich wpływ może przejawiać się napięciem, trudnościami w zakresie koncentracji uwagi, zaburzeniami snu i huśtawką nastrojów. Zwłaszcza u kobiet wahają się one od nadziei, przez niepokój, aż po brak wiary w sukces. Bardzo pomocne są na tym etapie techniki relaksacyjne oraz odwracanie uwagi od ciała i toczących się w nim procesów. Aby to uzyskać warto skoncentrować się bardziej na swoich potrzebach, zadbać o siebie i zapewnić sobie to, co uważamy za ważne i potrzebne, by móc czuć się lepiej.

Myślę, że okres około transferowy i związane z tym oczekiwanie możemy nazwać swego rodzaju „zawieszeniem”. Jakie emocje mogą się wtedy pojawić?

Najczęściej stan niespokojnego oczekiwania powoduje, że czujemy napięcie i mamy większą niż zwykle potrzebę wpływu na sytuację, w której jesteśmy. Problem w tym, że wspomniane tu „zawieszenie”, niestety zazwyczaj łączy się w leczeniu właśnie z poczuciem braku kontroli nad sytuacją. Zarodek został przeniesiony do macicy i teraz już nic nie możemy zrobić. Nie możemy sprawdzić, czy jego rozwój przebiega prawidłowo. Nie znamy też sposobów na zwiększenie swoich szans na ciążę. To najczęściej jeszcze bardziej nasila nasz niepokój i prowokuje do szukania innych sposobów wpływania na tę sytuację. Możemy co prawda przestrzegać zaleceń lekarza i robimy to, ale wydaje nam się to niewystarczające.

Stąd właśnie w tym czasie kobietom, a często także ich partnerom i członkom rodzin, przychodzą do głowy różne pomysły, które mogą w nieco magiczny sposób zrekompensować im ów brak wpływu na procesy zachodzące w ciele. Może to być próba ograniczenia do niezbędnego minimum wszelkiej aktywności, aby nie narażać się na żadne ryzyko. Może być to unikanie sytuacji, które kojarzą nam się ze stresem. Możemy także próbować eliminować konkretne czynności, które zostały uznane za ryzykowne, choć wcale nie potwierdził tego lekarz.

Ważne abyśmy pamiętali, że mamy w sobie potrzebę działania i wpływu na sytuację. Jego brak jest dla nas ogromnie trudny. To właśnie poprzez podjęcie działań możemy rozładować napięcie, które gromadzi się w nas w tym czasie.

Słyszę, że powinniśmy być w tym czasie dla siebie i podejmowanych przez siebie czynności przede wszystkim wyrozumiali, bowiem nasze działania nie biorą się znikąd. Czy są jeszcze jakieś powody, abyśmy w takim właśnie momencie szczególnie o siebie zadbali?

Troska o siebie jest ogromnie ważna z wielu powodów. Odwraca uwagę od napięcia i nerwowego oczekiwania na wynik leczenia. Jednocześnie koncentruje nas na tym, co realnie możemy dla siebie zrobić w tej sytuacji. Dobrze, by działo się to właśnie poprzez pomoc sobie samemu w taki sposób, by móc łatwiej przejść przez ten trudny etap. Mamy więc możliwość przynajmniej częściowego odzyskania kontroli, poprawy samopoczucia i jednocześnie właśnie zaspokojenia wspomnianych tu potrzeb, które niejednokrotnie z powodu leczenia już dawno zeszły na dalszy plan.

Leczenie dla wielu osób oznacza tak dużą koncentrację na procedurach medycznych, problemach logistycznych, finansowych, zawodowych i wielu innych, że na zaspokajanie potrzeb zwyczajnie brakuje już siły i czasu. Jest więc okazja, by to nadrobić. Dzięki temu zwiększyć możemy także zasób energii i sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach, co z pewnością może nam pomóc w przyszłości.

Często to partnerzy są dla siebie największym wsparciem, czy wystarczającym? Może jednak dobrze byłoby skorzystać z pomocy specjalistów?

Z pewnością warto skorzystać w tym czasie także z pomocy profesjonalistów. Partnerzy, nawet jeśli są na siebie bardzo otwarci i komunikują się bez przeszkód, mogą popaść w rutynę. Mogą też nie zauważać popełnianych błędów, które utrudniają im zaspokajanie wzajemnych potrzeb. Czasem warto jest spojrzeć na związek i sytuację z dystansu. Pozwala to zauważyć te aspekty problemu, których dotąd mogliśmy nie dostrzec. Tam, gdzie partnerzy czują się osamotnieni, pozbawieni wsparcia, gdzie czuje się żal i wzajemną złość, wsparcie profesjonalisty jest szczególnie ważne. Trudno jest ruszyć z miejsca i zmienić swój sposób postępowania, zachowanie wobec partnera czy formę komunikowania się, jeśli jesteśmy przepełnieni trudnymi emocjami: bólem, żalem, złością, niechęcią, poczuciem zranienia, odrzucenia, opuszczenia. Psycholog może pomóc uporać się z tymi uczuciami i jednocześnie stworzyć parze warunki do wprowadzenia zmian w ich związku.

Co więcej, wzajemne wspieranie się partnerów jest nieraz trudne, ponieważ ciężka sytuacja trwa latami i wyczerpuje ich siły. Wówczas pomoc z zewnątrz, która pozwala te siły zregenerować i zaczerpnąć z zasobów innej osoby, przynosi partnerom ulgę oraz pozwala odpocząć. A wszystko po to, aby za chwilę jeszcze lepiej i skuteczniej móc się wspierać.

 

Zobacz też:

6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.