Przejdź do treści

„Ma tendencje, żeby wyczyścić lodówkę”. Jedzenie – wróg, czy przyjaciel naszej psychiki?

jedzenie psychika kompulsywne objadanie emocje

Jemy przede wszystkim po to, żeby żyć. Wiadomo, że z głodu po pewnym czasie można umrzeć. Jedzenie jest też rytuałem, który łączy ludzi. Wspólne wyjścia, spotkania – oficjalne, towarzyskie i całkiem osobiste – często odbywają się przy posiłku. Jedzenie jest nietrudnym do osiągnięcia, łatwo dostępnym źródłem przyjemności. Ale wokół jedzenia jest też dużo napięcia. Jeśli chcemy się mniej lub bardziej świadomie ukarać, odmawiamy sobie jedzenia. Jeśli chcemy się nagrodzić – jemy. Jeśli chcemy komuś zrobić przyjemność, pokazać jak nam na nim zależy, jeśli chcemy mu poprawić humor, jednym z lepszych i najłatwiejszych sposobów jest przygotowanie dobrego posiłku.

Karmiące mamy

Jedną z najważniejszych kwestii, jakie zajmują umysł młodej matki jest sposób, w jaki będzie karmić swoje dziecko. Standardy światowe mówią, że najlepsza jest pierś, a dziecko powinno być karmione „na żądanie”. Powinno więc jeść tyle i tak często jak chce. Tak też większość matek robi, niezależnie od tego, czy karmią piersią, czy butelką.

Kiedy jednak dziecko idzie do przedszkola, a często nawet wcześniej, traci kontrolę nad tym, co i ile je. Pojawia się oczekiwanie, ze będzie w całości zjadało to, co znajdzie na talerzu. Być może potrzeba, żeby dzieci zjadały wszystko, wiąże się z doświadczeniem wcześniejszych pokoleń, które jakiejś formy głodu i niedostatku doświadczyły. Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, że jest to wyraz kontroli nad drugą osobą.

Jedzenie nie jest więc tylko czynnością fizjologiczną utrzymującą nas przy życiu. Tym samym zbyt restrykcyjne trzymanie wagi, przesadnie zdrowe odżywianie się, czy wreszcie otyłość nie są tylko problemem medycznym czy społecznym. To, jak i dlaczego jemy jest silnie umiejscowione w naszej psychice.

Otyłość

Często można usłyszeć, że ktoś „zajada” smutki. Wiele kobiet niemających większych kłopotów w utrzymaniu prawidłowej wagi ciała, kiedy ma gorszy dzień, sięga na przykład po czekoladę. Jednak zdarzają się też sytuacje, kiedy jedzenie jest jedynym dostępnym sposobem na przywrócenie kontroli i poradzenie sobie z zalewającym lękiem.

Basia jest matką trojga dzieci. Ma czterdzieści lat, męża, pracę i trzydzieści kilogramów nadwagi, z którą walczy przez większość życia. Zawsze była większa, ale otyłość stała się częścią jej codzienności po pierwszej ciąży. Odchudza się regularnie, skutecznie i niestety krótkotrwale. Wkłada wiele wysiłku i zaangażowania w to, żeby zrzucić kilogramy. Kiedy więc się to nie udaje lub szybko wraca do dawnej wagi, wpada w depresję. Basia wie, że je za dużo i niezdrowo. Zdaje sobie sprawę, że w jej diecie jest zdecydowanie zbyt dużo słodyczy, że ma tendencje, żeby „wyczyścić lodówkę”, kiedy dziecko jest nie do opanowania, albo czuje się źle traktowana w pracy. Niezmiennie ma jednak nadzieję, ze siłą woli i konsekwencją uda się jej opanować błędne nawyki.

Problem z otyłością polega między innymi na tym, czym dla osób na nią cierpiących, jest sam akt jedzenia. Spożywanie posiłku, karmienie (również siebie) jest działaniem. A działanie daje poczucie kontroli. Pomaga poradzić sobie z frustracją, brakiem, stratą, samotnością, zmniejsza poczucie winy. Może wreszcie być wyrazem rebelii wobec innych osób. W przypadku poważnych nadużyć dzieci tyją w nadziei, że dzięki temu przestaną być atrakcyjne dla dorosłego.

Basia wychowywała się w domu pozbawionym ciepła. Rodzice byli zajęci pracą i niewiele czasu pozostawało dla dziecka. Jedzenie pozwalało zapomnieć o samotności, rosnącym poczuciu izolacji, lęku i niepokoju. Działając, nie trzeba było czuć. Dlatego też odchudzanie jest tak trudne. Jeśli Basia naprawdę byłaby gotowa, żeby schudnąć, musiałaby przestać jeść, a to z kolei konfrontowałoby ją z uczuciami, przed którymi udawało się jej uciekać dzięki jedzeniu.

Kompulsywne jedzenie

Zwyczajowo, kiedy myślimy o zaburzeniach odżywiania na myśl przychodzą wychudłe młode kobiety cierpiące na anoreksję lub bulimię. Tymczasem coraz częściej zaburzeniem jest jedzenie kompulsywne, czyli napady niekontrolowanego obżarstwa. Wielu terapeutów widzi w kompulsywnym jedzeniu te same mechanizmy, co w uzależnieniach.  Osoby cierpiące z powodu tego zaburzenia nie mają kontroli nad tym, co, kiedy i w jakich ilościach jedzą. Jedzenie staje się sposobem na rozwiązywanie trudności. Skutkiem jest otyłość, czasami poważna. Ale już sam fakt, że sięgamy po jedzenie w każdej trudnej emocjonalnie sytuacji może niepokoić.

Ciało i seksualność

To, jak i ile jemy w bezpośredni sposób wiąże się z obrazem ciała, z zadowoleniem z własnego wyglądu lub poczuciem wstydu, zażenowania i niechęcią. Jeśli kobieta nieustannie skupia się na tym, czy ma płaski brzuch, nie ma możliwości cieszyć się intymną relacją. Jeśli czuje się gruba i nieatrakcyjna, często nie będzie miała ochoty wchodzić w bliską relację związaną z koniecznością pokazywania swojego niekochanego ciała. Wymagania, jakie współczesna kultura i społeczeństwo stawiają kobietom, są nie do uniesienia i często przekładają się na niską satysfakcję z życia seksualnego.

Jemy, ponieważ musimy. Jemy, ponieważ jest to czynność przyjemna i sycąca. Jemy, żeby żyć – fizycznie i psychicznie. Jedzenie jest czynnością zastępczą wobec przeżywania emocji, może też chronić przed byciem ofiarą. To, co wybieramy jako pokarm dla naszych ciał pokazuje, jak się traktujemy. Czy jesteśmy dla siebie wrażliwi i wyrozumiali, czy potrafimy dostarczyć sobie tego, co wartościowe. Czy może raczej traktujemy ciało jak śmietnik, naszą prywatną oczyszczalnię ścieków.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Coś dla panów – 5 produktów, które zwiększą ilość plemników

co jeść, by zwiększyćilość plemników

Starania o dziecko to nie tylko problem dotyczący kobiet i ich zaangażowanie. Siły w parze rozkładają się pół na pół. Warto więc nie tylko zadbać o to, co jest na talerzu przyszłej mamy, ale także taty.

Liczba plemników to jeden z najważniejszych wyznaczników męskiej niepłodności. Jak pokazują badania, w znaczącej ilości przypadków niepłodności, to właśnie mała ilość plemników może być jej przyczyną, o czym przypomina „Positivemed”. Co może wpływać na tego typu problem?

– alkohol i spożywanie narkotyków

– zbyt długie korzystanie z komputerów i laptopów

– siedzący tryb życia, między innymi długi czas przebywania za kierownicą

– palenie papierosów

– stres

– otyłość

– problemy medyczne, takie jak: infekcje, zapalenie jąder i prostaty, problemy hormonalne, zaburzenia erekcji, nietolerancja glutenu i niektórych leków etc.

Oto 5 produktów, które korzystnie wpływają na ilość plemników:
1. Banany

 

pexels-photo-61127

Szczególnie istotny w bananach jest enzym zwany bromelainą (można ją również znaleźć w ananasach, zwłaszcza świeżych). Działa on przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Pomaga także w produkcji testosteronu. Banany zawierają też witaminy B1, A i C.

2. Ciemna czekolada

 

dark-brown-milk-candy

Przede wszystkim, ciemna czekolada jest znakomitym afrodyzjakiem, pomaga też w uwalnianiu endorfin, a to korzystnie wpływa na bliskie relacje partnerskie – bez tego w staraniach, ani rusz.

Jeśli zaś chodzi o składniki, zawiera ona w sobie między innymi L-argininę. Jest to aminokwas, który według badań, wpływa na jakość spermy, a także na ilość plemników. Bierze też udział w wielu innych ważnych procesach, jak np. detoksykacja organizmu. Rozszerza również światło naczyń krwionośnych, co nie tylko wpłynie na lepsze funkcjonowanie układu sercowo-naczyniowego, ale pomoże też zwiększać przepływ krwi do genitaliów.

3. Czosnek

 

garlic-1808_640

Zawiera on w sobie między innymi allicynę, która ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, działa też korzystnie na ciśnienie w organizmie. Substancja ta wpływa korzystnie na dopływ krwi do penisa, co pomaga zwiększyć ilość wytwarzanych plemników. Czosnek jest także źródłem witaminy B6 i selenu, które są odpowiedzialne za produkcję zdrowej spermy.

4. Wołowina

 

pexels-photo-65175

Jest ona dobrym źródłem cynku, który pomaga zapobiegać, by częścią spermy nie stały się wolne rodniki. Zatrzymuje także, mówią w uproszczeniu, „przemianę” testosteronu w estrogeny, co może powodować spadek libido. Niedobór tego makroelementu może być przyczyną między innymi spadku odporności, problemów skórnych, depresji, czy też zaburzeń erekcji.

Jeśli nie jesz mięsa cynk znajdziesz np. w produktach pełnoziarnistych, orzechach, migdałach, czy ziołach takich jak rumianek lub szałwia.

5. Jajka

 

food-eggs-85080

Jajka znakomicie wpływają zarówno na ilość, jak i jakość plemników. Są źródłem witaminy E, której niedobór może powodować degenerację tkanek jąder. Przeciwdziała też skutkom szkodliwego działania wolnych rodników. Jajka zawierają też w sobie cynk i selen: „pierwiastki te regulują proces produkowania i dojrzewania zdrowych i silnych plemników” – pisaliśmy już w naszym portalu.

Warto pamiętać, że to tylko niektóre z ważnych elementów dbania o męską płodność. Równie istotny jest zdrowy styl życia. Bez używek, z dużą ilością ruchu.

Co najważniejsze – mamy na to wszystko wpływ!

Źródło: „Positivemed”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Poznań z in vitro! „Skoro PiS z tego zrezygnował, musimy wziąć ten ciężar na siebie”

Fot. pixabay,com
Fot. pixabay,com

Poznań kolejnym miastem na liście wspierających walkę z niepłodnością metodą in vitro. Radni podjęli decyzję o miejskim programie, który obowiązywać będzie w latach 2017-2020. Na ten cel zarezerwowano w budżecie 1,9 mln złotych.

Idzie wsparcie

Program ma ruszyć jeszcze latem tego roku. Według szacunków objąć ma nawet 18 tysięcy par. Wsparcie sięgać ma 5 tys. zł, a każda para dopłatę może dostać maksymalnie do trzech prób in vitro. Dopuszczalny wiek korzystających z programu mieszkańców stolicy Wielkopolski będzie wynosił 20-43 lata.

Skoro PiS z tego zrezygnował, musimy wziąć ten ciężar na siebie – słowa prezydent miasta, Jacka Jaśkowiaka, przytacza wyborcza.pl.

Bierzemy pod uwagę wysokie koszty tych procedur na rynku i rosnący problem, jakim jest niepłodność. Dlatego chcemy po prostu wyrównać wszystkim poznaniakom dostęp do usług medycznych – dodała radna Zjednoczonej Lewicy, Beata Urbańska. To właśnie koalicja, której jest przedstawicielką, wraz z Platformą Obywatelską i w porozumieniu ze stowarzyszeniem Nasz Bocian przygotowała poznański Program. Nie obyło się jednak bez dyskusji, lecz finalnie 19 radnych zagłosowało za. Przeciwko było 16 przedstawicieli miasta.

Co nowego?

W ostatnim czasie dużo dzieje się w kwestii miejskich programów in vitro. W styczniu Warszawa podjęła decyzję o wsparciu swoich mieszkańców. Stołeczny program ruszyć ma jeszcze w pierwszym półroczu 2017 roku, o czym pisaliśmy w naszym portalu.

Z drugiej jednak strony, bez refundacji in vitro został Kraków. „Radni zdecydowali, że miasto nie będzie wspierać walki z niepłodnością właśnie tą metodą. Chociaż dyskusja nad uchwałą trwała niemal trzy godziny, zabrakło kilku głosów” – pisaliśmy. Co więcej, przy okazji głosowania padały bulwersujące słowa [TUTAJ]. Zapewne nie była to ostatnia tego typu dyskusja, bowiem nad wieloma miastami wciąż wisi jeszcze w tej kwestii wielka niewiadoma.

Źródło: wyborcza.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.