Przejdź do treści

Leczenie ADHD a otyłość

230.jpg

Wcześniejsze badania sugerowały, że dzieci z ADHD są bardziej narażone na otyłość, niż osoby bez zaburzeń. Najnowsze badania z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health w Baltimore sugerują, że zwiększone ryzyko wystąpienia otyłości może być wynikiem leczenia ADHD.

ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, jest jednym z najbardziej powszechnych zaburzeń psychiatrycznych dzieci na całym świecie. Nie ma lekarstwa na to zaburzenie, jednakże w celu łagodzenia objawów stosuje się m.in. stymulanty.

W ostatnich latach, starano się odnaleźć związek między ADHD a otyłością. W zeszłym roku, w Medical News Today zostały przytoczone badania sugerujące, że mężczyźni, którzy cierpieli na ADHD w dzieciństwie, w dorosłym życiu będą się charakteryzować wyższym wskaźnikiem masy ciała (BMI).

Wykazano także, że objawy charakterystyczne dla ADHD, jak np. słaba kontrola impulsów, może prowadzić do wypracowania przez dzieci złych nawyków żywieniowych, które mogą wiązać się z otyłością w dorosłym życiu.

Badacze z JohnsHopkins Bloomberg School of Public Health w Baltimore postanowili również sprawdzić, czy używane podczas farmakologicznego leczenia ADHD stymulanty, miały jakikolwiek wpływ na BMI

Badanie

Do badania wykorzystali dane z elektronicznych kart pacjentów z Systemu Zdrowia Gesinger. Przeanalizowano dane 163 820 dzieci w wieku od 3 do 18 lat.

Wyniki

Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Pediatrics. Wykazały, że u dzieci z nieleczonym ADHD lub ADHD, którego z różnych powodów nie leczono stymulantami, występował szybszy wzrost BMI w dzieciństwie, w porównaniu z dziećmi, które nie mają ADHD.

Z kolei u dzieci, które były leczone przy użyciu stymulantów i miały wolniejszy wzrost BMI w dzieciństwie, występował szybki wzrost BMI w okresie dojrzewania. Ponadto, naukowcy odkryli, że im młodszy był pacjent, kiedy zaczynał leczenie farmakologiczne przy użyciu stymulantów, tym silniejszy był powyższy efekt. Powyższych prawidłowości nie odnotowano u dzieci zdrowych i nieleczonych stymulantami.

Podsumowanie

Zespół naukowców uważa, że ich odkrycie potwierdza występowanie zależności między ADHD a otyłością. Jednakże, w swoich badaniach szczególny nacisk kładą na wpływ środków farmakologicznych, a nie samego zaburzenia, na wystąpienie problemów z wagą.

 

Źródło: http://www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Prof. Jerzy Radwan – lekarz, który zaraża optymizmem: „Inspirację czerpię z życia!”

Jerzy Radwan

Kim są ludzie, do których zwracamy się po pomoc? Jacy są w życiu prywatnym, co kryje się pod zawodowym profesjonalizmem? Poznajmy wspólnie lekarza z ogromną pasją – oto prof. dr hab. n. med. Jerzy Radwan z kliniki leczenia niepłodności Gameta. Jakie ma pasje, jaka jest jego historia, które miejsca są mu bliskie?

Czy od zawsze wiedział pan, że chce być lekarzem? Kiedy zrodziła się w panu taka myśl?

Prof. dr hab. n. med. Jerzy Radwan: Gdy byłem małym chłopcem chciałem m.in. zostać księdzem, potem marzyłem o byciu prawnikiem. Decyzję o pójściu na medycynę podjąłem w ostatniej chwili, tuż przed maturą. Zaimponowała mi możliwość zostania studentem łódzkiego WAM-u. Gwoli ścisłości, same egzaminy wstępne przeszedłem pozytywnie, ale nie czekałem na wyniki i wyjechałem przed ich ogłoszeniem. Prawdę mówiąc przestraszyłem się wojskowego rygoru. Ostatecznie studia rozpocząłem rok później w Białostockiej Alma Mater, którą ukończyłem w 1971 roku. Rozstałem się z nią i Białymstokiem prawie 20 lat później.

A czy jest wydarzenie, biorąc pod uwagę pana karierę medyczną, które było dla pana najbardziej znaczące?

Jednym z bardziej znaczących wydarzeń w mojej karierze zawodowej był wyjazd do Francji na stypendium naukowe. Było to w ’83 roku, tuż po stanie wojennym. Spędziłem w tym krajów w sumie ponad półtora roku, w klinikach i laboratoriach uniwersyteckich m.in. w Paryżu, Rouen, Caen, Tuluzie i Bordeaux. Doskonaliłem się w diagnostyce i leczeniu niepłodności oraz pionierskiej w tym czasie endoskopii  operacyjnej w ginekologii. Nabyte tam doświadczenia  naukowe i kliniczne pozwoliły mi na rozwój naukowy i zawodowy, a osobiste, serdeczne, niemal rodzinne przyjaźnie z niektórymi poznanymi lekarzami i ich rodzinami trwają do dzisiaj.

Zajmuje się pan między innymi diagnostyką i leczeniem niepłodności, która dla wielu par wiąże się z ogromną potrzebą posiadania rodziny. Czy w pana życiu rodzina też jest istotną wartością?

Rodzina w moim życiu była, jest i zawsze będzie najwyższą wartością.

A czy ma pan pasje, które nie wiążą się z medycyną?

Uwielbiam historię – zwłaszcza nowożytną, podróże oraz muzykę. Relaksują mnie chwile, kiedy mogę zagrać na pianinie, czasami sam dla siebie, czasami  chociażby dla wnuków.

Jeśli chodzi o muzykę to lubię  słuchać zarówno rocka, muzykę klasyczną,  jak również  Elvisa, czy choćby piosenki Młynarskiego – od młodości do dziś!

Skoro jesteśmy przy kulturze, jakie książki znajdują się na pana półkach, jakie filmy i programy najchętniej Pan ogląda?

Książki historyczne, ale także podróżnicze. Lubię oglądać klasyczne komedie, przy których odpoczywam. Oglądam także programy sportowe, oczywiście programy podróżniczo-geograficzne  oraz piłkę nożną – ostatnio zwłaszcza Bundesligę z Robertem Lewandowskim.

Jeśli znajduje pan wolny czas, w jaki sposób lubi pan go spędzać – aktywnie, czy może preferuje pan bardziej „leniwą” formę wypoczynku?

Wolny czas uwielbiam  spędzać z wnukami. Mam ich troje – dwóch chłopaków i dziewczynkę. Uwielbiam jeździć z nimi na wycieczki, chodzić do kina, czy do teatru.

Ponad 20 lat jestem też członkiem klubu ROTARY, jednej z największych i najstarszych apolitycznych organizacji międzynarodowych. Dzięki temu ma zaszczyt spotykać się 1 raz w tygodniu z przyjaciółmi o różnych  zawodach i zainteresowaniach których łączy jeden cel – pomagać słabszym.

W czy ma pan swoje ulubione miejsce na Ziemi? Może jest to przestrzeń, w której czuje się pan „jak w domu”, a może miejsce najwspanialszej podróży?

Warmia i Mazury! Bezdyskusyjnie to najbliższy memu sercu region Polski. Ale także Francja okolice Bordeaux, zatoki Biskajskiej i Normandia. Ostatnie lata, krótkie letnie urlopy, spędzamy wspólnie z żoną w Austrii, w okolicach Klagenfurtu nad jeziorem w górach.

Ma pan tyle pasji i zainteresowań, skąd czerpie pan inspiracje i siłę do codziennej pracy?

Inspirację czerpię z życia! Trzeba pamiętać by dobrze wykorzystać każdy dzień, bo życie jest krótkie. Umieć się bawić, ale i pracować. Być w życiu zawsze cierpliwym optymistą.W myśl zasady pamiętać, że nawet po bardzo pochmurnym dniu zawsze kiedyś zaświeci słońce.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Szukasz metody, by zajść w ciążę? A słyszałaś o refleksologii?

sekuła

Łatwo powiedzieć – naciskaj dla płodności. Ale czy refleksologia naprawdę ma wpływ na zajście w ciążę? Najlepszym przykładem, że to prawda, jest nasza autorka, Beata Sekuła.

Podjęliśmy starania o dziecko, kiedy miałam 36 lat, a mój partner 40. Mój ginekolog określał nas już wówczas mianem starych rodziców, a nasze szanse oceniał bardzo słabo nie tylko z powodu wieku, ale także moich wątpliwych „warunków macicznych” . Kilka lat wcześniej przeszłam operację konizacji szyjki macicy, po tym jak rozpoznano u mnie CIN 3, czyli dość zaawansowane stadium raka.

Wbrew statystykom

W opinii lekarza miałam mieć zatem trudności z zapłodnieniem i właściwym zagnieżdżeniem się zarodka, groziło mi poronienie albo wręcz ich seria, a w najlepszym razie, gdyby jednak przypadkiem udało mi się zajść w ciążę, wsparciem dla mojej szyjki macicy miał być szew i spędzenie reszty błogosławionego stanu w pozycji leżącej. Pojawiła się też opcja in vitro.

Nie uwierzyliśmy lekarzowi na słowo. Statystyki nas nie interesowały. Nie przestraszyły nas ani fakty anatomiczno-fizjologiczne, ani nasze pesele. Ba, nawet jatrogenny (czyli taki, który ma szkodliwy wpływ na nasz stan fizyczny, emocjonalny i umysłowy) opis naszej przyszłości nie odwiódł nas od chęci bycia rodzicami.
Lekarz nie odebrał nam nadziei, bo jako dojrzali ludzie mieliśmy już świadomość, że na tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono, a „robieniem dzieci” jeszcze się nie zajmowaliśmy.

Już wtedy, czyli 10 lat temu, z powodzeniem zajmowałam się refleksologią i koncepcją holistycznego podejścia do zdrowia, a mój partner nie „żegnał się”, gdy słuchał o moich planach naturalnego przygotowania nas obojga do ciąży.

Do tej pory ubolewam, że niezwykle rzadko na osoby starające się o dzieci patrzy się holistycznie i uwzględnia fakt, iż nasze organizmy dysponują własnymi zasobami do regeneracji oraz regulacji i w efekcie – do samouzdrawiania.

Spojrzeć holistycznie
Wbrew wszelkim diagnozom zaszliśmy w ciążę przy próbach w drugim cyklu!

Pomiędzy pierwszym a drugim cyklem żyliśmy w rozłące przez kilka miesięcy. Ja w Polsce, on za oceanem. Pierwsze starania były bardzo spontaniczne i miały udowodnić, że mój lekarz nie miał racji, a my mu dopiero pokażemy! Nie udało się, ale nie osłabiło to naszej woli ani motywacji. Sprawdziliśmy tylko, że intencja w stylu „ja wam pokażę” nie działa.

Oboje postanowiliśmy przygotować się za pomocą refleksologii, diety oczyszczającej i dżemu pełnego antyoksydantów. Drugą próbę zajścia w ciążę podjęliśmy, kiedy byłam lżejsza o 5 kilo, pełna wigoru po refleksologii twarzy i z genialnymi wynikami hemoglobiny i żelaza. Lżejszy i silniejszy był też przyszły tata. Oboje byliśmy nie tylko widocznie szczuplejsi, ale „odświeżeni” fizycznie i emocjonalnie, zrelaksowani i w optymistycznych nastrojach. Zniknęło też gdzieś „parcie” na ciążę.

Pola urodziła się zdrowa i o czasie. Moja ciąża rozwijała się bezproblemowo, choć z typowymi dolegliwościami. Miałam tylko ciężki poród, bo blizna po konizacji szyjki macicy trzymała ciążę lepiej niż szew, ale to już inna historia…

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Co do czego pasuje. Jak brać leki, żeby działały i żeby sobie nie szkodzić [EKSPERT]

jak brać leki

Każdy z nas brał, bierze bądź będzie brał leki. Dla niektórych to codzienna konieczność, bez której nie mogliby funkcjonować, dla części jedynie sporadyczne sytuacje podyktowane wyjątkowym okresem w życiu.

Żeby każda farmakoterapia – czyli przyjmowanie leków – była skuteczna oraz bezpieczna, powinniśmy wiedzieć jakie interakcje mogą zachodzić pomiędzy przyjmowanym lekiem oraz żywnością, którą spożywamy w tym czasie.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że to co jemy może w dużym stopniu wpływać na przyswajanie różnych substancji. Przeważająca część leków jaką przyjmujemy to preparaty podawane drogą doustną, stąd też duży wpływ na ich działanie, wchłanianie, metabolizm, biodostępność mają posiłki oraz ich pory.

 

Wpływ żywności na wchłanianie leków

Aby lek zaczął działać musi zostać wchłonięty. Leki przyjęte na czczo przemieszczają się z żołądka do jelita cienkiego dość szybko i szybko też rośnie ich stężenie we krwi. Jelito cienkie jest ważnym organem w procesie wchłaniania ze względu na dużą powierzchnię.

Istnieją substancje odżywcze, które zarówno zwiększają wchłanianie leków jak i je zmniejszają. Jakich leków i jakie substancje? Już spieszę z odpowiedzią!

Wpływ składników żywności na zmniejszenie wchłaniania leków

Znacznie ograniczająco na wchłanianie leków antydepresyjnych (trójpierścieniowe np.: amitryptylina) wpływa błonnik pokarmowy, który w dużych ilościach znajduje się np. w otrębach czy płatkach owsianych. Powoduje on adsorpcję leku i poprzez zmniejszenie jego wchłaniania prowadzi do obniżenia działania terapeutycznego.

Błonnik może też ograniczająco wpłynąć na wchłanianie preparatów naparstnicy, stosowanych w leczeniu niewydolności krążenia oraz zaburzeń rytmu serca.

Z kolei duża ilość węglowodanów zmniejsza wchłanianie paracetamolu, który jest często stosowanym lekiem przeciwbólowym, przeciwzapalnym i przeciwgorączkowym.

Jeśli jesteśmy w trakcie antybiotykoterapii (tetracyklina, fluorochinolony) nie powinniśmy spożywać mleka i produktów jego pochodzenia, ponieważ zawierają one wapń, który wraz z lekiem tworzy sole wapnia. Sole te ograniczają wchłanianie antybiotyków i powodują spadek ich stężenia  we krwi nawet o 50%. W konsekwencji chorujemy dłużej, bo leczenie często okazuje się nieskuteczne.

Picie herbaty może okazać się zgubne kiedy leczymy się na niedokrwistość i przyjmujemy preparaty żelaza (Hemofer, Ascofer, Tardyferon). Zasada działania jest właściwie zbliżona do tej, którą opisałam przed chwilą: w herbacie występują taniny, które tworzą z żelazem trudno wchłaniające się związki. Żelazo jest przyswajane w mniejszym stopniu, jego stężenie we krwi jest niskie i nie obserwujemy poprawy parametrów klinicznych.

Produkty zawierające skrobię kukurydzianą powinny też ograniczyć osoby przyjmujące leki przeciwdrgawkowe oraz przeciwarytmiczne takie jak fenytoina. Zawarte w skrobi  związki wielocząsteczkowe tworzą z lekiem trudno wchłaniające się kompleksy.

Wpływ składników żywności na zwiększenie wchłaniania leków

Tłuszcze, które przyjmujemy wraz z pożywieniem zwiększają wchłanianie leków o dużej lipofilności. Jak to się dzieje? Po emulgacji tłuszczów powstaje emulsja tłuszczowa będąca idealnym nośnikiem dla leku, co powoduje istotne zwiększenie jego wchłaniania.

Do leków, które wchłaniają się szybciej poprzez opisaną wyżej metodę należą leki przeciwgrzybicze (np. gryzeofulwina) oraz leki przeciwpasożytnicze (albendazol, mebendazol). Wzrost ich stężenia we krwi spowodowany obecnością tłuszczu w pożywieniu może skutkować bólem głowy, zmianami skórnymi, suchością śluzówek czy bezsennością.

Jeśli stosujemy któryś ze wspomnianych leków nie powinnyśmy spożywać do 2h przed i po ich przyjęciu smażonych potraw, dużej ilości masła, smalcu, śmietany czy pełnotłustego mleka.

A kiedy boli głowa? Sięgamy najczęściej po niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), do których  należą popularne aspiryna, codipar czy ketonal. W tym przypadku żywność pełni rolę protekcyjną dla błony śluzowej przewodu pokarmowego i chroni ją przed szkodliwym działaniem leków, nie wpływając znacząco na ich wchłanianie.

Każdy medal ma dwie strony

Nie zapominajmy też o tym, że interakcje te zachodzą w dwie strony: to co jemy może wpływać znacząco na działanie leku ale również leki mogą zaburzać przyswajanie niektórych składników pokarmowych.

Osoby leczące się na dyslipidemię, które przyjmują kolestipol czy osoby zażywające enzym trzustkowy- pankreatynę są narażone na niedobory kwasu foliowego.

Leki obniżające poziom cholesterolu we krwi mogą powodować również zmniejszone wchłanianie witamin A, D, B12, K oraz wapnia, żelaza i cynku.

Na niedobory witaminy B12 narażone są osoby, które stosują inhibitory pompy protonowej (omeprazol) oraz leki hamujące wydzielanie soków żołądkowych (cymetydyna, ranitydyna), ponieważ ograniczają jej wchłanianie.

Koniec artykułu i nie było nic o soku grejpfrutowym?! W kolejnym artykule poruszę  jego temat, dowiecie się też czym najlepiej popijać leki.  W kolejnych częściach omówione zostaną również: wpływ składników żywności na metabolizm leków oraz interakcje pomiędzy składnikami żywności – synergistyczne i antagonistyczne.

Zosia Mazurek-Dudek

Dyplomowana dietetyczka, absolwentka Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. W temacie niepłodności i walki z nią jest nie tylko teoretykiem – wszystko przerobiła na sobie. Propagatorka zdrowego podejścia do żywienia, przeciwniczka nieuzasadnionych diet eliminacyjnych. Pomaga osobom niepłodnym w osiągnięciu celu wpierając je od strony dietetycznej. Przyjmuje w Radzyniu Podlaskim, Lublinie i Radomiu. (a na Skype – w całej Polsce)

Cudowne dzieci – „Płodność wciąż jest dla nas tajemnicą”

płodność

Choć nasza wiedza na temat płodności jest coraz większa, ciągle jest to tajemnica. Złożony proces zapłodnienia i przebiegu ciąży powodują, że również niepłodność jest dla nas niejasna. Arbitralnie ustala się, że rok bezskutecznych starań o dziecko kwalifikuje parę do leczenia niepłodności. Zwykle mówi się o roku, czasem o dwóch latach. Granica jest płynna.

Być może jest jednak ona potrzebna, ponieważ ludzie późno zaczynają starać się o dziecko i leczenie zwyczajnie zwiększa ich szanse. Być może chodzi o uświadomienie nie tylko pacjentom, ale nam wszystkim, ze płodność nie jest workiem bez dna i przychodzi moment, kiedy może być rzeczywiście za późno. Być może jest wreszcie odpowiedzią na rosnące rozczarowanie i lęki – zrozumiałe zupełnie –  tych wszystkich kobiet i mężczyzn, którzy tęsknią za rodzicielstwem i z każdym miesiącem coraz mniej wierzą w siebie i swoje możliwości.

Leczenie na plus

Niepłodność powoduje poczucie wewnętrznego rozpadu, braku kontroli. Bycie leczonym w jakimś stopniu poczucie sprawstwa przywraca. Szereg badań pokazuje, że leczenie niepłodności, nawet to nieskuteczne, sprzyja zachodzeniu w ciążę. Badania francuskie pokazały, że na przykład aż 17% kobiet po udanym IVF zachodzi w naturalną ciąże w ciągu 6 lat od zabiegu. Odsetek ten wzrasta jeszcze bardziej (do 24%), jeśli ivf zawiedzie. Inne badania pokazały, że aż 20% par, które podeszły do ICSI, doświadczyło później spontanicznej, naturalnej ciąży. To całkiem nieźle biorąc pod uwagę fakt, że zdrowe i płodne pary mają w każdym cyklu 20 – 25% szans na ciążę.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi jest kilka. Jak zawsze. Wiele przypadków niepłodności kobiecej wynika z endometriozy. Ciąża jest swego rodzaju lekarstwem na tę bezwzględną chorobę. Również zmiany w wadze kobiety mogą wpływać na jej szanse na ciąże, zwłaszcza jeśli jej niedowaga lub nadwaga skutkowały zaburzeniami w owulacji.

Ale jest też wiele przyczyn, których nie potrafimy wyjaśnić, a które powodują, że musimy się zastanowić, czym właściwie jest niepłodność i kto jest niepłodny. Czy rok bezskutecznych starań o dziecko rzeczywiście świadczy o niepłodności? Niektórzy specjaliści są zdania, że jeśli para nie ma bezwzględnych przeszkód na drodze do naturalnej ciąży, takich jak zaburzenia anatomiczne, zablokowane jajowody lub brak spermy, nadal ma szanse na naturalną ciążę. I rzeczywiście, każdego dnia zdarzają się sytuację potwierdzające tę teorię.

Nie bez znaczenia jest wreszcie rosnąca skuteczność leczenia niepłodności oraz jego popularność. Dla niektórych osób czas ma ogromne znaczenie, nie radzą sobie najlepiej z frustracją, zbyt łatwo porównują się z innymi. Łatwiej podejmują więc decyzję o rozpoczęciu leczenia.

Ramię w ramię

Leczenie niepłodności może wreszcie ukryć trudności, jakie pojawiają się w związku. Zwłaszcza jeśli jest to leczenie prywatne, jakość oraz częstotliwość życia seksualnego nie zawsze jest szczegółowo omawiana. Czasami nawet sami pacjenci mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że coś niedobrego się między nimi dzieje i że zwyczajnie, gdyby się temu przyjrzeć, nie mają zbyt wielu okazji, żeby zajść w ciążę.

Jednak leczenie niepłodności nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ani tanie. Moment, w którym przekracza się próg kliniki jest początkiem nowego rozumienia czasu. Wszystko przyspiesza, czas nie jest odmierzany miesiącami czy porami roku, ale dniami cyklu. Kolejne decyzje podejmowane są błyskawicznie, bez szans na zastanowienie. Informacje przekazywane są w telegraficznym skrócie. „Nasienie jest zbyt kiepskiej jakości. Chcą państwo skorzystać z dawcy?”, „Niestety, tym razem ivf się nie powiodło. Zapisujemy państwa na kolejną wizytę za miesiąc?”, „Szanse na naturalną ciążę mają państwo znikome. Kiedy chcielibyście podejść do in vitro?”.

Właściwie nie wiadomo, dlaczego tak. Dlaczego w niepłodności jest ciągły „niedoczas”, dlaczego pacjenci mają poczucie bycia wciągniętymi w wir kolejki górskiej, a samo leczenie porównują do bycia w fabryce. Wszyscy mają swoje ograniczenia, osoby pracujące z pacjentami doświadczającymi niepłodności są pod ogromną presją, doświadczają nieustannego stresu, zmagają się z wielką odpowiedzialnością. Czasami jedynym dostępnym wyjściem jest zamknięcie się emocjonalne na otaczające ich cierpienie po to, by ochronić siebie.

Wielka niewiadoma

A tymczasem pacjenci, którzy latami szukali kolejnych możliwości leczenia, podchodzili do in vitro, podporządkowywali swoje plany na przyszłość leczeniu, nagle zachodzą w ciążę. Tak zwyczajnie. Cud? Błędna lub niedokładna diagnostyka? Czy może emocje i lęki, zwielokrotnione podczas leczenia utrudniały zajście w ciąże. Paradoks leczenia – to, co pomaga, czasami jednocześnie szkodzi. Badania przeprowadzone w 2011 roku i opublikowane w piśmie Fertility and Sterility  pokazały wyraźny związek pomiędzy lękiem i depresją a pozytywnymi efektami leczenia.

Dlatego też, nawet jeśli usłyszymy, że szanse na naturalną ciążę są minimalne, nawet jeśli doświadczymy piekła strat, nawet jeśli mija piąty czy ósmy rok małżeństwa, a dziecka nadal nie ma, nie znaczy, że go nie będzie. I nie trzeba czekać na cud. To się po prostu zdarza, znacznie częściej niż się nam wydaje. Na szczęście jeszcze bardzo mało wiemy na temat płodności.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami