Przejdź do treści

KWAS FOLIOWY przed i po ciąży

Każda kobieta, która, współżyje, jest w ciąży lub planuje zajść w nią powinna przyjmować kwas foliowy. Jest on niezbędny dla rozwoju płodu i tego, żeby dziecko było zdrowe.

O kwasie foliowym…

Foliany występują w przeróżnych produktach spożywczych zarówno pochodzenia roślinnego jak i zwierzęcego. Ich bogatym źródłem są zielone warzywa tj. szpinak, brukselka, sałata oraz pełne ziarna zbóż, ale również banany i sok z pomarańczy. 
Pomimo iż mamy dostęp do tych wszystkich produktów, to nasza dieta nadal bardzo często zawiera zbyt mało folianów. W dodatku produkty są wrażliwe na działanie wysokiej temperatury podczas gotowania i pieczenia. Dlatego musimy uzupełniać dietę kwasem pochodzenia syntetycznego.

Konsekwencje niedoboru

Najbardziej odczują je kobiety w ciąży, ponieważ to one mają na niego największe zapotrzebowanie. Okazuje się, że jest on niezbędny do prawidłowego wzrostu komórek i ich reprodukcji. Z kolei jego niedobór może prowadzić do powstania wad ośrodkowego układu nerwowego, a nawet niedorozwój łożyska. Nierzadko jest przyczyną poronień.

W związku z tym zaleca się, by każda kobieta planująca ciążę rozpoczęła suplementację kwasu foliowego pamiętając o tym, że w momencie, kiedy mamy z tym problem powinnyśmy przyjmować większą dawkę. Kontynuując ją do końca pierwszego trymestru. Sugerownym jest, aby wszystkie Panie w wieku rozrodczym, niezależnie od tego czy planują ciążę, stosowały go w dawce 0,4 mg dziennie.

Pamiętaj też o tym, że można wykonać profilaktycznie badanie, aby sprawdzić poziom stężenia kwasu foliowego.

 
Karolina Kryś

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

6 rzeczy, o których wiedzą tylko niepłodni

niepłodni

Nikt się tego nie spodziewa. Przez lata większość dorosłych zastanawia się, jak uniknąć ciąży i kiedy wreszcie są gotowi na rodzicielstwo, niektórym się to nie udaje. Ironia losu. I nagle brutalnie przechodzą ze świata zdrowych, płodnych i mających kontrolę  nad własnym ciałem w rzeczywistość pacjentów dotkniętych przewlekłą chorobą. Zyskują wiedzę, którą trudno się podzielić z kimkolwiek, ponieważ odczuwa się wstyd oraz obawę, że nikt nie zrozumie, o ile sam tego nie przeszedł. I rzeczywiście, osoby nie mające osobistego doświadczenia niepłodności mogą nie wiedzieć jak zareagować na zwierzenia bliskich nawet osób. Mogą nie wiedzieć tego, co jest codziennością osób niepłodnych.

1. Za te pieniądze można kupić samochód.

Albo przyzwoicie wyposażyć mieszkanie, nauczyć się nowego języka lub kilkukrotnie pojechać na wakacje. Co kto lubi.  Leczenie niepłodności jest bardzo kosztowne. Wiele par musi podchodzić do kilku procedur po kilka razy. Mniej inwazyjne i w związku z tym tańsze metody, takie jak inseminacja, mają też znacznie niższą skuteczność, dlatego trzeba kilku prób.

Do tego dochodzą koszty dojazdów, dni wolnych w pracy, nieplanowanych wizyt. Taka jest rzeczywistość na całym świecie, dlatego też wiele krajów refunduje, przynajmniej częściowo, koszty leczenia. Jest to wydatek, na który trudno pozwolić sobie żyjąc z przeciętnej pensji.

Ponoszone koszty, brak pewności połączony z relatywnie niewielką i zależną od wielu czynników skutecznością leczenia niepłodności może silnie odbijać się na samopoczuciu osób leczących się. Leczenie niepłodności jest specyficzną sytuacją, ponieważ nie jest procedurą ratującą życie, trudno nawet mówić, że ma poprawić jego jakość. A jednocześnie dotyka najbardziej fundamentalnych potrzeb i praw człowieka – prawa do bycia rodzicem. Nie można tego wycenić, a jednocześnie rzeczywistość finansowa może stanąć na drodze do dziecka. Bardzo niewiele wiemy na temat sytuacji osób, których zwyczajnie na leczenie niepłodności nie stać.

2. Okienka czasowe

Czas jest w leczeniu niepłodności jest podstawą. Nie można przełożyć wizyty, nie można w innych dniach zrobić usg jajników niż te wyznaczone, nie można zapomnieć wziąć dawki leku, ponieważ może to wpłynąć na cały proces leczenia. Trzeba być bardzo uważnym na symptomy płynące z ciała podczas stymulacji, ponieważ zignorowanie niektórych może mieć bardzo poważne konsekwencje. To ma, oczywiście, przełożenie na jakość codziennego życia.

3. Rozczarowania

Najbardziej bolesny element rzeczywistości osób niepłodnych. Niezależnie od tego, czy jeszcze starają się naturalnie, czy podjęli już leczenie, czeka ich szereg rozczarowań. W zasadzie stają się one normą. Wprawdzie kobiety do 35 roku życia mają nawet 40% szans na powodzenie procedury in vitro, ale już u kobiet po 40 roku życia szansa na spada do zaledwie 11%. Również droga do rozpoczęcia leczenia prowadzi przez kilka lub nawet kilkadziesiąt comiesięcznych rozczarowań.

Jednocześnie osoby długo starające się o dziecko często bombardowane są „dobrymi radami” i historiami ze szczęśliwym zakończeniem. Może to być pomocne, można tego typu uwagi bliskich odbierać jako wyraz troski i wsparcia, ale też bywa to bardzo irytujące. Zwłaszcza wskazówki z serii: wyluzuj, jedź na wakacje lub Kowalscy adoptowali, a rok później urodziło się im biologiczne dziecko. Można zbadać, ile par po adopcji staje się również rodzicami biologicznymi, jednak takie badanie nie miałyby żadnej wartości, poza statystyką. Bo przecież adopcja nie jest lekiem na niepłodność.

4. Emocjonalna huśtawka

Krótko po rozpoczęciu cyklu kobieta lecząca się z powodu niepłodności zaczyna brać leki. I rozpoczyna się czekanie. I nadzieja, modlitwy, zaklinanie rzeczywistości. Nadzieja na to, że w tym cyklu, ta inseminacja, to in vitro w końcu się powiedzie. I tak przez kilka lat. Niezwykle męcząca i obciążająca emocjonalnie sytuacja.

5. Ból fizyczny

Leczenie niepłodności boli. Tak zwyczajnie, fizycznie. Bolą miejsca po wkłuciach, bolą mięśnie, zmaltretowany brzuch, bolą jajniki, ból może pojawić się po pobraniu komórek jajowych. Ból fizyczny połączony z emocjonalną jazdą na kolejce górskiej może być bardzo trudny do wytrzymania, tak dla kobiety, jak i jej otoczenia.

6. Ciąże wokół

Niepłodność nie zatrzymuje życia, przynajmniej tego na zewnątrz. Niezależnie od tego, jak bardzo cierpią osoby niepłodne, z jakimi problemami się mierzą i jak bardzo czują niesprawiedliwie traktowane przez los, inni ludzie zostają rodzicami. Często ciąże wokół nas w jakiś sposób są poruszające, ale kiedy czeka się na własne dziecko, stają się zwyczajnie bolesne. Nawet kiedy życzy się przyszłemu rodzicowi jak najlepiej.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rusza program in vitro w Gdańsku. Wojewoda nie zgłosił uwag do projektu

in vitro w Gdańsku

10 lipca minął termin, do kiedy wojewoda pomorski mógł uchylić uchwałę lub wnieść zastrzeżenia do „Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska na lata 2017-2020”.  Oficjalnie rusza program dofinansowania in vitro w Gdańsku.

To bardzo dobra wiadomość dla gdańszczan tym bardziej, że program został przyjęty przez Radę Miasta już pod koniec lutego. Kilka tygodni później natomiast wojewoda Dariusz Drelich unieważnił uchwałę, argumentując swoją decyzję faktem, że miasto nie zastosowało odpowiednich procedur. Uzasadniał także tym, że założenia programu nie zostały zaopiniowane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Pozytywna opinia z AOTMiT dotarła ostatecznie 30 maja. Radni PO na nadzwyczajnej sesji rady złożyli wniosek o głosowanie nad uchwałą dotyczącą uruchomienia programu bez dyskusji. W ten sposób odebrano opozycji prawo zabrania głosu, co spotkało się ze sprzeciwem i oburzeniem. Uchwała został przyjęta liczbą 16 głosów, 12 radnych głosowało przeciw, a 4 wstrzymało się od głosu.

Gdańskie pary już jesienią będą mogły skorzystać z częściowej refundacji in vitro.

Jak w wielu innych miastach, tak samo przy in vitro w Gdańsku, program zakłada dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł do trzech kolejnych prób. Został rozpisany na lata 2017-2020. W każdym z nich gdańszczanie otrzymają łącznie od samorządu wsparcie w wysokości miliona złotych. A zatem program pozwoli na przeprowadzenie około 200 procedur in vitro rocznie.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Instynkt macierzyński – prawda i mit

instynkt macierzyński

Ludzkość nie przetrwałaby, gdyby nie instynkt, zwłaszcza macierzyński. Kobiety zachodzą w ciążę, rodzą, karmią piersią. Instynkt macierzyński przyspiesza w pewnym momencie; podporządkowuje sobie inne życiowe cele, a niemożność jego realizacji wywołuje bolesne uczucia. Kiedy wreszcie dziecko się rodzi, kobieta karmi je piersią, taka jest naturalna kolej rzeczy. Wieź z dzieckiem pojawia się również instynktownie, bo matka biologiczna jest predystynowana do tego, by kochać, chronić i dbać o swoje dziecko.

Instynkt jest biologiczny; podlega wpływom hormonów oraz innych zjawisk zachodzących w organizmie oraz na styku człowiek-środowisko zewnętrzne.

Czy tak rzeczywiście jest? Instynkt jest definiowany jako zachowanie automatyczne, nieodwracalne, wywoływane przez środowisko biologiczne, nie jest wyuczalny i w zasadzie nie podlega modyfikacji na drodze uczenia się, jest wreszcie typowe dla określonego gatunku.

Ale przecież nawet w tak podstawowym obszarze, wspólnym dla wszystkich gatunków, jak rozmnażanie się, nie ma rzeczy pewnych i powtarzalnych. Wiele matek nie jest w stanie – z wyboru, niechęci lub ogromnych trudności – karmić piersią, przeżywa wczesne macierzyństwo bardziej jak konieczny do przejścia etap, nieprzyjemny i naznaczony ogromnym zmęczeniem. Wiele nie kocha swoich dzieci od pierwszego dnia; czasami potrzebują wielu miesięcy, żeby poczuć coś do swojego dziecka.

A jeśli macierzyństwo byłoby zależne przede wszystkim od instynktu, to co z kobietami, które nie decydują się na dzieci? Które nie czują, że chcą być matkami i wybierają inne sprawy w życiu ponad rodzicielstwo? Na ile więc macierzyństwo jest doświadczeniem instynktowym?

Biologia czy świadomy wybór?

Psychologia dla opisania działań instynktownych sięga po termin „popęd”. Jest to znaczna różnica; już Freud mówił popędzie śmierci i życia. W tym rozumieniu macierzyństwo byłoby pragnieniem życia właśnie. Ale dążeniem ku życiu będzie również dbanie o własne samopoczucie, o odpowiednią ilość i jakość snu, odpoczynek. To wszystko zwykle nie idzie w parze z wczesnym macierzyństwem.

Kilka lat temu widzami wstrząsnął film Musimy porozmawiać o Kevinie. Wstrząsnął nie tylko dlatego, że pokazuje okrutną zbrodnię, ale również dlatego, że przełamuje tabu macierzyństwa. Okazuje się, że oprócz miłości, matka może do dziecka żywić wiele innych uczuć. Może go zwyczajnie nie lubić, nie rozumieć, czuć się nim przytłoczona i zmęczona, może czuć, że wraz z jego narodzinami znalazła się w potrzasku. Matka może zupełnie nie radzić sobie z płaczem dziecka. Może być wreszcie tak głęboko nieszczęśliwa, że fantazjuje o śmierci własnej lub dziecka. Czasami te fantazje realizuje.

Próbując wytłumaczyć to zjawisko, chętnie sięgamy po terminy medyczne. Mówimy wówczas o depresji lub nawet psychozie poporodowej, które w skrajnych przypadkach wymagają interwencji lekarskiej i hospitalizacji. Te skrajne przypadki pokazują jednak zwielokrotnioną rzeczywistość, z która radzi sobie większość młodych matek. Emocje, których doświadczają są często bardzo nieprzyjemne i wywołują ogromne poczucie wstydu i porażki. Matki zaczynają się zadręczać myślą, że nie kocha swojego dziecka, że na nie nie zasługuje i że z pewnością coś z nią jest nie tak. Nie mają pojęcia, że inne kobiety podobnie przechodzą początki macierzyństwa i że można jednocześnie odczuwać złość, irytację i zmęczenie oraz miłość.

Popęd a przyjemność

Wydaje się, ze skoro coś jest wrodzone, to jest naturalne i w związku z tym musi być dobre dla człowieka. A skoro jest dobre, to powinno również być źródłem przyjemności. A tak przecież nie jest. Nawet jeśli macierzyństwo jest zjawiskiem w części instynktownym lub popędowym, to wcale nie musi wiązać się z przyjemnością czy radością. Oprócz biologii jest jeszcze psychika, doświadczenia, historia, które również determinują to, jak funkcjonujemy na co dzień, jak przeżywamy macierzyństwo.

Wydaje się, że najbardziej skrajnym dowodem na to, że macierzyństwo w relatywnie niewielkim stopniu jest zależne od instynktu są bardzo intensywne próby regulowania własnej płodności. Źródła donoszą, że już w starożytności kobiety starały się planować swoje macierzyństwo sięgając choćby po aborcję. Dopiero ostatnie dziesięciolecia zaowocowały realnymi i bezpiecznymi środkami antykoncepcyjnymi, z których kobiety chętnie i świadomie korzystają. Czyżby więc rozwój technologii zaburzył nasz instynkt, czy może raczej dzieci pojawiały się jako skutek życia seksualnego, niekoniecznie chciany? I paradoksalnie to rozwój antykoncepcji wymusił podejmowanie świadomych i przemyślanych decyzji. Okiełznanie biologii pozwoliło też zobaczyć, czym naprawdę jest macierzyństwo – kombinacją wielu czynników, mieszanką wielu uczuć, nauką i adaptacją, zdolnością do przystawania się i akceptacją zmian. Nie pojawia się z dnia na dzień, nie ma więc powodu oczekiwać od siebie zbyt wiele.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jeden z najważniejszych składników w diecie niemowlaka. Dlaczego jest tak istotny?

Beb con frutas
Owoce w diecie malucha

Soczyste i smaczne są doskonałym źródłem witamin, błonnika oraz wielu związków organicznych, które wpływają korzystnie na funkcjonowanie organizmu dziecka. Ich zróżnicowane kształty i kolory zachęcają dzieci do dotknięcia, sprawdzenia czy próbowania. Owoce powinny pojawić się w diecie niemowlęcia zaraz po warzywach – które wprowadzamy jako pierwsze, nie wcześniej niż po ukończeniu 17. tygodnia życia i nie później niż w 26. tygodniu. Jak każdego dnia wplatać te kolorowe dary natury do jadłospisu dziecka?

Zalecane przez ekspertów

Według zaleceń ekspertów w 3. tygodniu rozszerzania diety do jadłospisu niemowlęcia należy wprowadzić owoce, zaczynając od jednej porcji dziennie, z upływem czasu stopniowo zwiększając ich udział w diecie wg schematu żywienia niemowląt. Ważne, aby konsystencja owocowych posiłków była dopasowana do wieku dziecka oraz jego umiejętności. Początkowo powinny być one podawane w formie delikatnych przecierów. 1000 pierwszych dni to wyjątkowy czas, który ma fundamentalne znaczenie dla zdrowia dziecka teraz i w przyszłości. Organizm niemowlęcia ma wyjątkowe potrzeby i jest szczególnie wrażliwy na wpływ czynników zewnętrznych, w tym spożywanej żywności. Na tym etapie niezwykle istotna jest odpowiednia jakość i bezpieczeństwo podawanych mu produktów. Dlatego dla najmłodszych konsumentów warto wybierać spełniającą rygorystyczne normy jakości, bezpieczną żywność, tworzoną z myślą specjalnie o niemowlętach i małych dzieciach, która posiada na opakowaniu wskazanie wieku. Jest ona poddawana wielu kontrolom, nie zawiera konserwantów ani sztucznych barwników, a jej konsystencja odpowiada wymaganiom niemowlęcia na każdym etapie jego rozwoju. Dziecku powyżej 12. miesiąca życia, które ma już rozwiniętą umiejętność żucia i gryzienia, należy podawać 4 porcje owoców dziennie . Warto pamiętać, że jedna porcja owoców dla malucha to np. pół brzoskwini , garść malin, duża śliwka, pół jabłka czy gruszki.

Soki owocowe nie zastąpią świeżych owoców

Podczas gdy zjedzenie owocu powoduje uczucie sytości, wypicie zbliżonej ilości soku (o podobnej wartości energetycznej) nie daje tego wrażenia, gdyż soki zawierają znacznie mniej błonnika, w tym pektyn. Codziennej, zalecanej dawki owoców nie powinno się zastępować sokami owocowymi, nie powinny również pełnić one funkcji osobnego posiłku. W przypadku niemowląt i małych dzieci nie należy podawać więcej niż pół szklanki dziennie. Warto pamiętać, że do zaspokajania pragnienia zawsze powinna służyć woda.

Korzystajmy z sezonowych darów natury

Truskawki, maliny i agrest zawierają dużo witaminy C. Jabłka są źródłem błonnika, który obniża poziom złego cholesterolu oraz wspomaga prawidłowe trawienie, a jagody działają korzystnie na wzrok. Prawdziwą witaminową bombą są jednak czarne porzeczki – 100 gramów tego owocu zawiera 3 razy więcej witaminy C niż taka sama ilość truskawek. Porzeczki zawierają również sporo potasu, magnezu, żelaza, a także błonnika pokarmowego. Zawsze przed podaniem dziecku owoców pamiętajmy o ich dokładnym umyciu.

Drugie śniadanie lub podwieczorek

Najnowsze badanie Instytutu Matki i Dziecka, „Kompleksowa ocena sposobu żywienia dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia – badanie ogólnopolskie 2016 rok”, wykazało, że aż 51% niemowląt w wieku 5-12 miesięcy spożywa przekąski między posiłkami, a już w przypadku dzieci powyżej 13. miesiąca życia to ponad 80%.

Należy pamiętać, że zbyt częste podjadanie między posiłkami nie jest korzystne dla zdrowia, a w przyszłości może prowadzić do otyłości.

Jest to ważne zwłaszcza w początkowym okresie życia, ponieważ w tym czasie kształtują się nawyki żywieniowe oraz preferencje smakowe. Banan, jabłko czy gruszka może stanowić dobry pomysł na drugie śniadanie lub podwieczorek.

4 porcje owoców, ale… 5 porcji warzyw

Warto dbać o spożycie owoców, należy jednak pamiętać, że niedobór warzyw jest jednym z najczęściej obserwowanych błędów żywieniowych – występuje u niemal 90% dzieci po pierwszym roku życia! Ważne więc, żeby jednocześnie nie zapominać o warzywach, których każdego dnia małe dzieci powinny spożywać więcej niż owoców.

Więcej informacji na temat prawidłowego żywienia kobiet w ciąży, kobiet karmiących piersią oraz najmłodszych dzieci znaleźć można na stronie edukacyjnego programu 1000 pierwszych dni dla zdrowia www.1000dni.pl.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.