Przejdź do treści

Kwas foliowy nie zawsze bezpieczny

Od kilku lat trwa akcja, mająca na celu uświadamianie młodych kobiet o znaczeniu, jakie ma przyjmowanie kwasu foliowego w okresie przed zajściem w ciążę oraz w trakcie jej trwania. Ma on m.in. odpowiadać za zapobieganie pojawieniu się u dziecka poważnych wad wrodzonych. Jednakże niedawno przeprowadzone badania wykazały, że zażywanie kwasu foliowego może mieć także skutki uboczne.

Czym właściwie jest kwas foliowy i w jakich pokarmach się znajduje?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest to organiczny związek chemiczny, zwany witaminą B9. Występuje w żywności w postaci folianów (związków odżywczych). Możemy go znaleźć w liściastych warzywach takich jak: szpinak, kapusta czy brokuły, a także w mniejszych ilościach: np. w pomidorach, grochu, burakach i orzechach.

Człowiek dbający o zbilansowaną dietę, nie musi się przejmować suplementacją witaminy B9, ponieważ wystarczającą jego ilość otrzymuje z pożywienia. Jednak u kobiet w ciąży sprawa wygląda inaczej. Lekarze zalecają kobietom przyjmowanie dodatkowych dawek kwasu foliowego, ponieważ odgrywa on istotną rolę w pierwszych tygodniach ciąży – gdy formuje się centralny układ nerwowy, mózg oraz rdzeń kręgowy dziecka.

Skutki uboczne

Do niedawna, do skutków ubocznych wynikających z przedawkowania kwasu foliowego zaliczano: bezsenność, depresję, rozdrażnienie a także zaburzenia żołądkowo-jelitowe oraz reakcje alergiczne. Jednak nowsze badania wykazały, że przyjmowanie kwasu foliowego może mieć wpływ na rozwijanie się istniejących już zmian rakowych w gruczołach mlecznych, a zatem prowadzić do raka piersi.

Do tej pory witaminę B9 uważano za czynnik mogący chronić przed powstaniem raka piersi, ale jeśli kolejne badania potwierdzą powyższą obserwację, dokonaną na szczurach, wymusi to zmianę podejścia lekarzy do zaleceń wzbogacania diety kobiet w ciąży o kwas foliowy.

 

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Najstarsza matka świata żałuje decyzji o macierzyństwie?

najstarsza matka świata
fot. East News

Rok temu Daljinder Kaur z Indii została okrzyknięta najstarszą matką świata. Kobieta urodziła swoje pierwsze dziecko w wieku…72 lat! Jak sobie radzi z opieką nad synem?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Daljinder Kauri jej mąż Mohinder o potomka starali się niemal 40 lat. Po bezowocnych próbach końcu zdecydowali się na zapłodnienie metodą in vitro. Ze względu na wiek kobiety, lekarze nie dawali jednak parze wielkich szans na powodzenie.

– Na początku chciałem ją odwieść od tego pomysłu. Była bardzo słaba, wątłej postury. Jednak po zrobieniu badań okazało się, że wszystkie wyniki są w normie, więc zgodziłem się, by doszło do zapłodnienia – powiedział doktor Bishnoi, który prowadził ciążę Daljinder.

Zobacz także: 13 lat temu urodziła bliźniaki, dziś kończy… 70 lat!

Najstarsza matka świata o trudach macierzyństwa

Zabieg jednak zakończył się powodzeniem, a 19. kwietnia 2016 roku kobieta urodziła synka imieniem Armaan.

Rok po tych niezwykłych narodzinach w rozmowie z agencją Cover Asia Press Hinduska przyznała, że macierzyństwo w tym wieku jest trudniejsze, niż jej się początkowo wydawało.

To trudniejsze niż się spodziewałam, ale nie żałuję swojej decyzji. – mówi Kaur.

Zobacz także: Wiek matki a płodność córki

„Ludzie pytają mnie, co stanie się z dzieckiem, kiedy umrzemy”

Kobieta ma m.in. problemy z ciśnieniem,cierpi na bóle stawów i szybko się męczy. Zdradza, że martwi się również o zdrowie syna. – Martwię się o Armaana. Muszę dbać o własne zdrowie, ale o niego też muszę zadbać – tłumaczy.

Wiele osób zarzuca rodzicom chłopca lekkomyślność, Kaur jest jednak dobrej myśli i wierzy w boską opatrzność. – Ludzie pytają, co się stanie z dzieckiem, kiedy umrzemy, ale ja mam ogromną wiarę w Boga, wiem, że on się wszystkim zajmie i zaopiekuje nami – tłumaczy. Przypomnijmy, że ojciec dziecka ma 80 lat.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Viva!

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przez 10 lat czekali na cud. Dzięki in vitro w ich życiu pojawił się Jaś!

Niemowlę /Ilustracja do tekstu: Mają dziecko dzięki in vitro
Fot. Pixabay.com

Długie lata starań o dziecko, dziesiątki wizyt u specjalistów, setki testów ciążowych i powoli niknąca nadzieja. Po wielu dotkliwych porażkach zły los się odwrócił – Anna i Krzysztof ze Szczytna zostali rodzicami dzięki in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Anna i Krzysztof ze Szczytna są małżeństwem od 14 lat. Oboje marzyli o dużej rodzinie, dlatego niedługo po ślubie rozpoczęli starania o dziecko. Gdy kolejne próby nie dawały rezultatu, postanowili poszukać przyczyny u specjalistów.

Bolesna cisza pod sercem

Powtarzające się wizyty u lekarzy i diagnostów oraz długotrwałe leczenie niepłodności nie przynosiły jednak spodziewanych efektów. Mimo nieustannych starań, wiadomość o upragnionej ciąży wciąż nie nadchodziła.

— Bolesna była ta cisza pod sercem — opowiada p. Anna. — Co kilka dni kupowałam testy ciążowe, wokół widziałam tylko wózki z niemowlakami. Nie da się opisać, co czuje kobieta, która pragnie być matką — tłumaczy w rozmowie z Gazetą Olsztyńską.

Po blisko 10 latach leczenia niepłodności lekarz oznajmił małżonkom, że najprawdopodobniej nie uda im się począć dziecka w sposób naturalny. Ostatnią nadzieją dla nich było zapłodnienie in vitro.

— Przez rok rozpaczałam, zaglądałam do wszystkich wózków, przystawałam, patrząc na bawiące się dzieci. Podjęłam decyzję, że spróbujemy in vitro; jeśli się nie uda, zaczniemy starać się o adopcję — przywołuje wspomnienia p. Anna.

Upragnione dziecko dzięki in vitro

Choć decyzja o poddaniu się procedurze in vitro nie należała do łatwych, małżonkowie ze Szczytna postanowili znów zgłosić się do kliniki leczenia niepłodności i rozpocząć przygotowania do zabiegu. Od pary pobrano komórki do zapłodnienia pozaustrojowego, a dwa uzyskane w ten sposób zarodki przetransferowano do macicy p. Anny.

Następne 10 dni wypełniło nerwowe oczekiwanie na badanie stężenia hormonu hCG. Obawiając się kolejnej porażki i konieczności ponownego zmierzenia się z trudem przygotowań do zabiegu, para zdecydowała, że będzie to ich jedyna próba. Na szczęście kolejne nie były potrzebne – pierwszy cykl zakończył się sukcesem!

Gdy lekarz oznajmił im radosną nowinę o ciąży, nie mogli powstrzymać łez wzruszenia, które popłynęły im po policzkach.

— Z tej radości nie potrafiłem nic powiedzieć. Patrzyłem na żonę — płakała, ja też nie mogłem powstrzymać łez. I dziś, gdy patrzę na synka, to wiem, że wszystko, przez co przeszliśmy, pozwala nam docenić, jakim cudem jest nasze dziecko — mówi wzruszony Krzysztof.

Szansa na rodzicielstwo

Ciąża przebiegła prawidłowo. Mały Jaś przyszedł na świat w zimowy poranek i z miejsca rozkochał w sobie całą rodzinę. Dzięki szczęśliwemu finałowi Anna i Krzysztof przekonali się, jak wielką szansą dla niepłodnych par jest procedura in vitro. Kontrowersje, które w wielu środowiskach budzi ta metoda poczęcia dziecka, nie są dla nich zrozumiałe.

— Z in vitro problem mają ludzie, którzy albo nigdy nie chcieli mieć dzieci, albo mają dzieci bez żadnych trudności — uważają małżonkowie. — Nie wiemy, dlaczego ludziom odbiera się szansę na rodzicielstwo. Nikt na tym nie cierpi, nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie jest zmuszony, żeby stosować in vitro — podkreślają Anna i Krzysztof.

Młodzi rodzice są wdzięczni za każdą chwilę, którą mogą spędzić z Jasiem. Zastanawiają się nawet, czy nie rozpocząć starań o rodzeństwo dla synka.

— Tylko ten, kto przeszedł ciężką drogę w staraniach o dziecko, wie, jakim szczęściem jest posiadanie potomstwa. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać nad kolejnym dzieckiem – mówią radośnie.

Parze życzymy kolejnych dobrych wiadomości!

Źródło: szczytno.wm.pl

Polecamy również: 14 symptomów, które mogą świadczyć o zaburzeniach hormonalnych

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Para z „The Babymakers” powitała na świecie bliźnięta

Noworodek
Noworodek / fot. Pixabay

Irlandzka para, która wzięła udział w programie The Babymakers, po wielu nieskutecznych próbach poczęcia dziecka w końcu doczekała się wymarzonych potomkiń. W grudniu powitała na świecie bliżniaczki Alannah i Aiofe.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Cierpiąca na zespół policystycznych jajników (PCOS) Fiona Gibson i jej mąż Eoghan O’Toole starali się o dziecko od 2013 roku. Po wyczerpującej drodze do rodzicielstwa, wydaniu blisko 50 tysięcy funtów na leczenie niepłodności i wielu porażkach, które powoli odbierały im nadzieję, w końcu nadeszła upragniona wiadomość o ciąży.

Szczęśliwy finał The Babymakers

Aoife i Alannah przyszły na świat 8 grudnia, ważąc 2,8 kg i 2,3 kg, i od tego czasu są oczkiem w głowie rodziców. Mimo że są bliźniaczkami, nawet rodzicom trudno znaleźć między nimi podobieństwa.

– Dziewczynki różnią się między sobą niemal wszystkim. To dwa przeciwległe bieguny pod każdym względem. W dniu ich urodzin nawet lekarz przyznał, że nie są do siebie podobne. Jedna ma włosy czarne, druga – blond. Podczas gdy Aiofe jest cichutka jak mysz, Alannah – ledwie otworzy oczy – krzyczy tak, że dom drży w posadach – żartuje Fiona.

Choć opieka nad dwójką niemowląt przysparza pewnych trudności, młodzi rodzice mogą liczyć na pomoc licznej rodziny. Podkreślają też, że cieszą się każdą wspólną chwilą z córeczkami.

– Chcieliśmy tego od zawsze – mówią zgodnie w rozmowie z Independent.ie.

Fiona i Eoghan przed rokiem wzięli udział w brytyjskim programie dokumentalnym The Babymakers, emitowanym przez stację TV3. Czteroodcinkowa produkcja ukazywała losy sześciu par z Irlandii Południowej, które poddały się leczeniu niepłodności i procedurze in vitro. Dla trzech z nich zabieg zakończył się sukcesem.

Źródło: Independent.ie

Przeczytaj też: Poradnia Leczenia Niepłodności w Katowicach już otwarta

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Teddi Mellencamp szczerze o niepłodności i in vitro

Teddi Mellencamp (Żony Beverly Hills)
Fot.: mat. Bravo TV

36-letnia Teddi Mellencamp, gwiazda reality show Żony Beverly Hills, opowiedziała przed kamerami o swoich zmaganiach z niepłodnością, zapłodnieniu in vitro i kontrowersjach związanych z wyborem płci dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chociaż program Żony Beverly Hills, ukazujący życie zamożnych kobiet z zachodniego wybrzeża USA, kojarzyć się może głównie z sukniami od znanych projektantów i diamentowymi koliami, w ostatnim odcinku zrobiło się w nim znacznie poważniej. Teddi Mellencamp i jej partner Erwin Arroyave szczerze opowiedzieli o trudnych chwilach, przez które przeszli, starając się o dziecko.

– Smutna prawda jest taka, że nie mogę zajść w ciążę naturalnie. Nasze pierwsze dziecko, Slate, zostało poczęte w wyniku inseminacji – wyznała Teddi Mellencamp.

Niepłodność była dla gwiazdy Żon Beverly Hills bardzo bolesnym doświadczeniem. Parze zależało jednak na kolejnym dziecku, dlatego wspólnie zdecydowali się na zabieg in vitro.

– To jedno z najtrudniejszych doświadczeń dla kobiety. Kiedy nie możesz zajść w ciążę, masz poczucie, że zawodzisz – opowiedziała w programie.

Szczere wyznanie Żony Beverly Hills

Teddi i Erwin chcieli, by ich roczny wówczas syn Slate zyskał brata, dlatego z 12 otrzymanych zarodków wybrali ten, który w testach genetycznych został oceniony jako męski.

– Mieliśmy możliwość wybrania płci dziecka i zdecydowaliśmy się na chłopca – wyjaśniła Teddi.

Gdy po wielu próbach udało się uniknąć komplikacji i utrzymać ciążę, Teddi i Erwin liczyli, że czekają ich już wyłącznie łzy szczęścia. Niestety – po długim i wyczerpującym porodzie okazało się, że nowo narodzony synek Cruz ma problemy z sercem i wymaga natychmiastowej reanimacji.

– On nie oddychał, a ja mogłam tylko siedzieć i patrzeć – wspominała dramatyczny moment Mellencamp.

– Modliłem się: Boże, daj mi jeszcze tę jedną szansę. Obiecuję, że już nigdy więcej tego nie zrobię – dodał Arrovaye, nawiązując do wyboru płci dziecka.

Teddi Mellencamp: „Jego płeć to mój wybór, nie Boga”

Choć u małego Cruza ostatecznie zdiagnozowano wadę serca, wydaje się, ze najgorsze już za nimi. Mimo to rodzice obwiniają się o stan zdrowia 3-letniego dziś synka.

– Jestem jego matką. Powinnam go chronić, a czuję, że jest wynikiem selekcji. Jego płeć to mój wybór, nie Boga. Już zawsze będę się czuła z tego powodu trochę winna – wyznała Mellencamp.

Obciążeni trudnymi doświadczeniami, Teddi i Erwin zdecydowali, by nie podejmować starań o kolejne dziecko. Jak zaznaczają, dwójka wspaniałych synów spełniła ich marzenia o rodzicielstwie i nie potrzebują do szczęścia nic więcej.

–  Każdego dnia jestem wdzięczna za nasze dwa prezenty od losu – podkreśla Mellencamp.

Źródło: bravotv.com, people.com

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami