Przejdź do treści

Krystyna Kofta: Jeżeli jest miłość, można wiele przetrwać

600.jpg

Pisarka, felietonistka,blogerka, feministka. Autorka „Fausty”, „Lewej, Wspomnień prawej”, „Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę” i „Małej encyklopedii małżeńskiej”. Nam opowiada o różnych odcieniach miłości.

Pierwsza miłość?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Była niespełniona. Zakochałam się w takim chłopaku, który był repatriantem z Francji. Bardzo mi się podobał, inaczej się ubierał, inaczej wyglądał, mówił z innym akcentem, ale nie zwracał na mnie uwagi, bo byłam bardzo chudą dziewczynką, a wtedy za atrakcyjne uważano te biuściaste (śmiech). Kiedy jednak miał odbyć się bal na zakończenie szkoły, to wykorzystałam „metodę na Kopciuszka”. Siostra uczesała mnie w „koronę”, taką jak nosi Julia Tymoszenko, matka uszyła długą niebieską sukienkę z czarnymi tiulowymi bufkami. No i spodobałam się chłopakowi bardzo, poprosił mnie do tańca, ale mi nagle przeszło. Byłam zła, że nie docenił mnie za inteligencję, że liczy się dla niego wygląd! Odkochałam się natychmiast. Miałam zresztą taki głupi okres w życiu, że kiedy któryś chłopak powiedział, że jest zakochany, ma dziewczynę, próbowałam różnych sposobów, żeby go „odbić”. Takie praktyki w liceum były nagminne, może to były ćwiczenia, wprawki, przed większym skokiem? Dość okropne.  

To nie była pani lubiana przez koleżanki.

Miałam wówczas jedną przyjaciółkę, bo generalnie uważam, że przyjaciół powinno się mieć mało. Ogólnie to byłam niezbyt lubiana, bo właśnie tak się zachowywałam i to trwało dość długo. Tym niemniej dziewczyny lubiły moje towarzystwo, bo od czasów  liceum wymyślałyśmy z moją przyjaciółką różne atrakcyjne formy spędzania czasu.

Zmieniła pani spojrzenie na związek i relacje przed poznaniem męża?

Tak. Poznawaliśmy się dwa razy. Trafiłam do szkoły, w której uczył się jego brat Janusz Kofta, później przybrał pseudonim Jonasz. Zaprosił mnie do siebie na prywatkę. Młodszego brata Mirka, wysłał do kina. Minęliśmy się wtedy w korytarzu, ale zapadłam mu w pamięć. Potem się spotykaliśmy, wymienialiśmy książki. On dawał mi ważne pozycje z psychologii, ja polecałam literaturę piękną. To było świetne, bo połączyła nas wspólna baza intelektualna.  Później wyjechałam na studia, zaręczyłam się z pewnym prawnikiem, ale nic z tego nie wyszło. Otóż on przyszedł do moich rodziców, żeby się oświadczyć i powiedział, że „zapewni mi wszystko”, na co moja matka stwierdziła: A pan uważa, że ona nie ma  teraz wszystkiego? Był zamożny, a moi rodzice stracili wszystko, fabrykę itd., było biednie.Jak więc to usłyszałam, pomyślałam, że nie mogę być z kimś takim. Chociaż był porządnym facetem, potem zrobił wielką karierę prawniczą. Miałam szczęście do wykształconych facetów. Dużo zyskiwałam przez kontakty. Może stąd moje zainteresowania prawem, ekonomią?

Powiedziała Pani też jednak, że kobiety tracą waleczną tożsamość, kiedy pojawia się ten mężczyzna. A pani tej waleczności nie straciła. Jaką więc osobą trzeba być, aby w każdych okolicznościach pozostać waleczną?

Nie wiem właściwie, jak na to pytanie odpowiedzieć, bo nie mogę mówić o wszystkich kobietach. Natomiast znam ich wiele, niektóre tę waleczność zachowują do końca życia, a inne jej nie mają  i zawsze się podporządkowują. Dlatego małżeństwo czy związek wygląda tak różnie, u różnych ludzi. Nad własną tożsamością i tym jak radzić sobie w życiu można jednak popracować, można się tego nauczyć, ale też trzeba odkryć coś w sobie. Odkryć to, co gdzieś drzemie. Wiele zależy od wychowania. Ja musiałam z moją matką ciągle walczyć i myślę, że to mnie tak ustawiło na całe życie. Wiedziałam, że jak nie powalczę, to nic ze mnie nie będzie. Gdybym słuchała ojca, byłabym ekonomistką, a jeśli matki – to lekarką.

A kim jest feministka współcześnie?

Myślę, że wiele kobiet – tych, które mówią „ja nie jestem feministką, ale…”, i tu idzie cała litania działań feministycznych – to feministki, które siebie nie definiują tym słowem. Uważam, ze wiele kobiet ma coś co nazywam feminizmem naturalnym. Mam właśnie ten rodzaj. Uważam, że w każdej kobiecie powinien się obudzić, szczególnie kiedy jest krzywdzona, albo widzi, że ktoś krzywdzi inną kobietę. Stąd też moje zaangażowanie społeczne. Robię wiele rzeczy, chociaż wchodzi mi to w paradę, zabiera czas potrzebny na pisanie. Trudno, tak było z profilaktyką raka piersi, tak jest z przemocą w stosunku do kobiet i dzieci.  

Czy jako feministkę boli panią to, że wielu z nas uczucie kojarzy się z teorią o dwóch połówkach jabłka?

Mnie to śmieszy. Oczywiście związek tworzy jakąś całość, nową jakość, ale na pewno nie jest tak, że dzieli się na dwie równe połówki, tworzące jedność absolutną. Dwa ciała splecione w akcie miłosnym, są dwoma odrębnymi ciałami. Jabłuszko często bywa robaczywe. Ostatnio natomiast doszłam do wniosku, że następną książkę zacznę zdaniem: „Nic nie jest takie, jak się wydaje”, które będzie się przewijało przez całą powieść. A w miłości to już pewnik. Dlatego dziwne wydaje mi się, by podjąć decyzję o ślubie i związku „na całe życie”, jeśli nie wypróbuje się człowieka – pod każdym względem. Nie zamieszka z nim pod jednym dachem. Kiedy człowieka przyjmuje się do pracy, to na 3-miesięczny staż, a tutaj od razu niektórzy myślą: Ach, zakochanie, namiętność!

W uzupełnionym wydaniu „Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę” a także w „Małej encyklopedii małżeńskiej” pisze pani natomiast o „nowych” rodzajach związków – wielokątach, związkach partnerskich, homoseksualnych. Czy te relacje oznaczają też nowe definicje miłości?

Myślę, że wszystko było, tylko w tej chwili o tym się mówi. Wcześniej tego zakazywano, ale  jeśli coś jest zakazane, robi się to po cichu.

Wydaje się jeszcze, że żyjemy w czasach, które sprzyjają „seryjnej monogamii”. Jeśli coś się nie układa albo robi się zbyt poważne, wychodzimy z roli czyjegoś partnera, by za chwilę związać się z kimś innym, nie na dłużej niż 2 – 3 lata. Jakie jest Pani zdanie w tej kwestii?

Jestem przeciw, ale to kwestia gustu. Moje małżeństwo jest monogamiczne, chociaż przeżywa wzloty i upadki. Uważam, że lepsza jest czasem zdrada, niż taka zamiana bohaterów. Wchodząc w związek młodo, nie wiemy, co się wydarzy, to loteria. Nagle okazuje się, że chciałoby się czegoś innego. Z tym, miłość istnieje w różnych postaciach. Zdarza się krótszy lub dłuższy romans. Rozumiem kobiety, które przyjmują z powrotem mężczyzn. Także odwrotnie. Rozumiem, że kobieta też ma prawo do poznania kogoś innego. Jeżeli jest miłość, można wiele przetrwać.

Bukowski napisał: Miłość to forma uprzedzenia. Kochasz to, czego potrzebujesz, kochasz to, co poprawia ci samopoczucie, kochasz to, co jest wygodne. Jak możesz twierdzić, że kochasz jednego człowieka, skoro na świecie jest dziesięć tysięcy ludzi, których kochałabyś bardziej, gdybyś ich kiedyś poznał? Ale nigdy ich nie poznasz. Zgodzi się z nim Pani?

Myślę, ze każdy w tej materii mówi po prostu o sobie. Czego on potrzebuje albo nie potrzebuje, albo jest to uprzedzenie albo nie jest. Ja bym ujęła to inaczej: wiem dokładnie, czym jest miłość. Kocham tych ludzi, o których się boję. Pisałam o tym kiedyś i to sobie przemyślałam – lęk o kogoś innego jest postacią miłości, przynajmniej dla mnie to dowód na miłość. Zawsze się boję o męża, syna, ale też o przyjaciół. Uważam bowiem, że przyjaźń też jest formą miłości, niekiedy trwa dłużej. Bardzo często się też zdarza, że ludzie biorą namiętność za miłość – kiedy ustępuje, związek zaczyna cierpieć i przeważnie się rozpada. Różnych namiętności można mieć wiele i z tym, co mówił Bukowski,  najprawdopodobniej  jest tak,  że chodzi właśnie o namiętności. Miłość wymaga raczej pogłębienia.

A kiedy miłość się kończy?

Nigdy. To znaczy, zmienia oblicze. Miłość jest też tym, co pozwala przetrwać kryzysy. Ja jestem ze swoim mężem przeszło 40 lat  i po prostu wiem, że  bez kryzysów nie może się obejść. Każde z nas dąży do tego, by pokazać własne zdanie, jesteśmy uparci, ale jeśli nie byłoby miłości, ten związek nie mógłby przetrwać. A jeżeli jest, to nie warto tego poświęcać dla jakiegoś odrębnego zdania . Trzeba mieć tez „płaszczyznę nieporozumienia”, żeby można było żyć razem. Trzeba zostawić ten margines i dbać o to, by się nie zranić do końca.

Czy z punktu widzenia mężczyzny zawsze jest ona czymś innym, niż w rozumieniu kobiety?

Sądzę, że tak. My się jednak bardzo różnimy. Mężczyźni tylko w takich krańcowych sytuacjach zdają sobie z tego sprawę. Kiedy zachorowałam, to mój mąż naprawdę zrozumiał, jak mocno jest ze mną  związany.

A co Pani sądzi o wizji miłości rodem z 50 twarzy Greya?

Chyba nie o twarze tu chodzi, nie sądzi Pani? Przepraszam, że odpowiadam pytaniem na pytanie, to nie jest eleganckie, ale nie dało się tego czytać. Zaczęłam z ciekawości, żeby zobaczyć co sprawiło, że taka marna rzecz pojawiła się na szczytach list bestsellerów. Seks, prawie porno, ale jednak nie całkiem porno, to przyciąga kobiety, chcą wiedzieć co robią inne! Zwłaszcza u nas to się liczy, bo króluje pruderia. Łatwiej o porno w Internecie, niż o podręcznik Wychowania Seksualnego. Stąd bierze się taki głód.

W książce ukochany głównej bohaterki przedstawiany jest jako ideał mężczyzny – pomijając już , jak bardzo był oderwany od rzeczywistości, to co złego jest w szukaniu kogoś, kto będzie kimś więcej, niż tylko przystojnym i dobrym człowiekiem?

Jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Ideał to ktoś kto nam odpowiada. i tyle. Kobiety „na życie” na ogół nie szukają przystojniaków. Chociaż mamy wrażliwość na wygląd mężczyzny. Są takie, które wiedzą czego chcą. Czegoś innego na jedną noc, na romans, a zupełnie czego innego na całe życie. Jeśli następuje pomieszanie z poplątaniem i „mięśniaka” z romansu bierze się na męża, to może skończyć się katastrofą, ale wcale nie musi, bo przystojniak może okazać się świetnym mężem. Nie ma reguł. Jednak ja jestem skłonna wierzyć, że wspólna baza musi istnieć, ta baza dotyczy poglądów, ideałów, stosunku do wykształcenia, zwłaszcza gdy pojawią się dzieci. Także w seksie trzeba szanować wzajemną wrażliwość, żeby związek był trwały. Znajome małżeństwo rozpadło się, gdy żona, mówiła w dużym towarzystwie, że z mężem już się tylko przyjaźni, nic więcej. Przy nim! gdy to usłyszałam, wiedziałam, że źle się skończy. Inny związek się rozpadł, bo mąż zmuszał żonę do perwersji, których nie znosiła.   

Ta książka nie mówi o nieszczęśliwej miłości, a o nią chcę zapytać. Tak więc, czy można kochać kogoś, kto jest w związku z kimś innym? Czy to jest w porządku?

Nie wiem, pewnie można, bo to się dzieje. W ogóle, w uczuciach trudno powiedzieć, czy coś jest w porządku czy nie. Nie ma silnych i nie ma mądrych, bo człowiek w pewnym sensie nie odpowiada za to. Cała wielka literatura, kinematografia, dobre seriale mówią o tym. 

 

fot. mat. wygraczrakiem.pl

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka

Kate i William
Twitter Kensington Royal

Książę i księżna Cambridge  z radością informują, że księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka – podał pałac Kensington.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O kolejnej ciąży Kate brytyjskie media spekulowały od sierpnia. Księżna spędziła wtedy noc w szpitalu w Marylebone. W poniedziałek spekulacje potwierdził pałac Kensington.

Pałac poinformował również, że księżna cierpi na poranne mdłości i w związku z tym nie weźmie udziału w zaplanowanych spotkaniach.

Książęca para w Polsce i spekulacje na temat ciąży

Wygląda na to, że po prostu będziemy musieli postarać się o kolejne dzieci – zażartowała księżna Kate podczas lipcowej wizyty w Polce. Dostała wówczas od jednej z polskich firm upominek z myślą o dzieciach.

Jej komentarze zostały wówczas podchwycone przez brytyjską prasę jako pierwsze sygnały możliwego powiększenia rodziny.  Księżna Kate i książę William mają już syna Jerzego i córkę Charlotte w wieku czterech i dwóch lat.

Trzecie dziecko piąte w kolejce do tronu

Trzecie dziecko Williama i Kate będzie piąte w linii do brytyjskiego tronu, po księciu Walii Karolu, księciu Williamie i parze rodzeństwa. Najstarsze z dzieci, książę Jerzy, w czwartek pójdzie po raz pierwszy do szkoły. Rodzice wybrali dla niego prywatną placówkę Thomas’s Battersea w południowym Londynie, gdzie czesne wynosi ponad 17 tys. funtów rocznie (79 tys. złotych).

Zobacz także:

Jak twórca facebooka wita na świecie swoją córkę?

Źródło: Wyborcza, TVN24

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Grunt to wierzyć, że się uda! Maria: „Musiałam przejść tę drogę, by teraz unosić się radością z naszym małym skarbem”

Fot. archiwum prywatne Marii
Fot. archiwum prywatne Marii

Lata starań o upragnione dziecko, siedem poronień, setki badań – doświadczeniem, które ma za sobą Maria, spokojnie można obdzielić kilka osób. Pomimo trudów zawsze była w niej jednak nadzieja, że będzie najlepszą mamą na świecie! Wierzyła w to nie tylko ona, ale też jej bliscy i lekarka, która stanęła na ich drodze.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Starania o dziecko – droga, której nie znamy

Wszystko rozpoczęło się przed siedmioma laty, kiedy to Maria i Grzegorz rozpoczęli swoje starania. Okazało się to być jednak znacznie trudniejsze, niż mogłoby się początkowo wydawać. W całej mojej historii przeszłam siedem poronień. Pierwsze miało miejsce w 2010 roku. Kolejne były niemal co roku, zazwyczaj na wiosnę. Jednego roku zdarzyły się dwa: wiosną i jesienią – opowiada Maria, która starała się szukać pomocy u doświadczonych lekarzy.

Specjaliści nie umieli jej jednak pomóc, a tempo życia nie działało na korzyść przyszłej mamy: „Gdy okres się opóźniał zaraz robiłam testy ciążowe i badanie Beta HCG. Starałam się też o wolne w pracy, żeby móc przeleżeć najcięższy początek ciąży. Zawsze jednak trzeba było coś zakończyć, przekazać. Był stres i dużo jazdy samochodem” – opowiada o swojej ówczesnej pracy Maria, która zajmowała w tym czasie kierownicze stanowisko.

Pomimo dużego wysiłku wkładanego w starania, nikt nie mógł znaleźć przyczyny, dlaczego wciąż i wciąż dochodzi poronień. „Podczas ostatniej utraty ciąży usłyszałam w szpitalu, że nie umieją mi pomóc i nadaję się tylko do leczenia klinicznego.  Usłyszałam również, że jeśli nie mam wykonanych badań za 1500 złotych, to co ja tu w ogóle robię… Załamałam się wtedy” – mówi Marysia. Pomimo skrupulatnych obserwacji cyklu, testów owulacyjnych, leków, zabiegowi udrożniania jajowodów oraz wielu innych badań, co i rusz przychodziła kolejna strata.

Nowy początek

Z jednej strony było to dla Marii dobijające, z drugiej pojawiała się motywacja do dalszej walki. Kobieta starała się przypominać sobie, że przecież będzie najlepszą mamą na świecie – musi się udać! „W 2015 roku, po szóstym poronieniu, znalazłam namiary do lekarki, która przed kilkoma laty jako jedyna rozmawiała ze mną w szpitalu po ludzku. Z wielką radością i jeszcze większą nadzieją umówiłam się do niej na wizytę. Pani Kasia zawsze o wszystko wypytywała, z chęcią zapoznawała się z moją historią, skierowała mnie do szpitala, na wizytę u hematologa oraz na zabieg histeroskopii. Każda wizyta była bardzo konkretna i nie trwała, jak u wcześniejszych lekarzy, 5-10 minut. Najważniejsza – dla niej i dla mnie – była wiara, że będę miała swoje upragnione dzieciątko. Powiem szczerze, dobry lekarz to skarb!” – podkreśla Marysia.

Wiosną miał odbyć się zabieg histeroskopii, ale pojawiła się siódma ciąża. Niestety w dniu wyznaczonej wizyty kontrolnej Maria wylądowała w szpitalu. „Zabieg musiałyśmy przełożyć o trzy miesiące. Choć wiedziałam, że będzie ze mną w klinice mąż i wykonywać będzie go pani Kasia, bardzo się bałam” – zabieg okazał się być jednak niezwykle potrzebny. „Dowiedziałam się, że moja macica była w złym stanie. Cała w zrostach i pajęczynach zrostowych po wcześniejszych poronieniach” – dodaje Maria.

Histeroskopia miała być powtórzona kilka miesięcy później. W tym czasie nastąpiły duże zmiany w życiu zawodowym, pojawiło się więcej czasu na relaks i kontakt z bliskimi. Myśli o dziecku zeszły na dalszy plan, a celem na tamten moment stało się leczenie. Sprawy potoczyły się jednak inaczej: „13-ego  września, to był wtorek, powinnam była już mieć okres. Uznałam więc, że zrobię test. Chociaż pewnie i tak nic z tego nie będzie, a tu… dwie kreski! Wystraszyłam się i stwierdziłam, że chyba test był zepsuty. W środę wykonałam kolejny i u po 40-stu sekundach pojawiły się dwie wyraźne krechy! Uznałam jednak, że na badanie Bety HCG tym razem nie pójdę. Nie chciałam się stresować, a na piątek i tak miałam umówione spotkanie z lekarzem. Na wizycie była już tylko ogromna radość. Zarówno moja, jak i Pani Kasi. Obie popłakałyśmy się ze szczęścia!” – wciąż słychać w Marii ogrom pozytywnych emocji!

Karuzela przeżyć

Jednak w czasie przedłużających się starań emocji jest znacznie więcej, i to nie tylko tych pozytywnych. Silny stres wpływa też na związek: „Na całe szczęście nie pojawiło się u nas wzajemne obwinianie. Mąż także musiał wykonać badania, zależało mu tak samo bardzo, jak i mnie. W związku staraliśmy się wspierać. Grześ zawsze był ze mną na wszystkich zabiegach i badaniach” – opowiada Maria, ale dodaje przy tym, że chwile zmęczenia dały im w kość. Ciężko bywało też w relacjach z dalszą rodziną. „Mama, siostra, ciocie i kuzynki zawsze mnie wspierały i nie naciskały. Mama dużo się modliła, żeby nam się w końcu udało. Niestety zdarzały się też komentarze: „I co, znów straciłaś?” – to bolało. Łzy same cisnęły się wtedy do oczu i nie umiałam przestać płakać. Nie chciałam jednak, aby ktoś widział moją słabość, bezradność i ogrom bólu” – mówi Maria.

Automatycznie wręcz pojawia się wtedy pytanie, czy nie było myśli o poddaniu się i zrezygnowaniu ze starań. Co może wtedy podtrzymywać nadzieję? „We mnie podtrzymywały ją wiara, słowa przyjaciół i rodziny, że będę najlepszą mamą. Dużo dała mi też lekarka. Wiedziałam, że pani Kasia naprawdę chce mi pomóc” – podkreśla szczęśliwa dziś mama.

Antoś ma już  kilka miesięcy. Niby mały człowiek, a tak wiele zmienił: „Zauważyłam, że jestem teraz bardziej uczuciowa i silniej przeżywam emocje. Wiem i widzę jakie posiadamy szczęście. Jestem dumna jak mówię o sobie „mamusia”. Wierzę, że drogą przez którą musiałam przejść – upadki i dołki – były potrzebne po to, żeby teraz unosić się szczęściem i radością z naszym małym skarbem” – mówi Maria i dodaje, że dziś podjęłaby takie same kroki. Pomimo trudów i bólu wierzy, że warto walczyć do końca.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Projekt ustawy o in vitro. Poznaj najważniejsze założenia

projekt ustawy o in vitro

Chociaż ustawa o in vitro jest dopiero w fazie przygotowań, już wzbudza wiele emocji. Zobacz, jakie zapisy się w niej znalazły i co reguluje projekt ustawy o in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ustawa o in vitro ma regulować w Polsce sprawę zapłodnienia pozaustrojowego. W tej chwili Komitet Stały Rady Ministrów debatuje nad projektem rozporządzenia i niewykluczone, że zostanie on przyjęty jeszcze w tej kadencji Sejmu. Przeciwko projektowi są posłowie Prawa i Sprawiedliwości (PiS).

Projekt ustawy o in vitro – kto będzie mógł skorzystać?

Według projektu ustawy o in vitro, z procedury będą mogły skorzystać pary, które wyczerpały już pozostałe metody leczenia niepłodności, a leczenie nie przyniosło efektów. O zakwalifikowaniu do programu in vitro będą decydować wskazania medyczne. Ustawa o in vitro nie wprowadza żadnego ograniczenia wiekowego. Nie będzie też brany pod uwagę stan cywilny osób chcących skorzystać z programu. Tym samym projekt daje szanse na posiadanie potomstwa samotnym kobietom.

Sprawa testów na zarodkach

W ustawie o in vitro znalazły się również zapisy regulujące postępowanie z komórkami jajowymi i zarodkami. W projekcie zawarto pięć najważniejszych unijnych dyrektyw na ten temat. Ustawa ta przewiduje również liczbę zarodków, które można wytworzyć w czasie jednej procedury. Osiem zarodków to maksymalny limit, większa ich liczba może być dopuszczalna w szczególnych przypadkach.

Według projektu zamrażanie i przeprowadzanie na nich testów genetycznych jest dopuszczalne. Te właśnie punkty wzbudzają najwięcej kontrowersji i obaw wśród konserwatywnych posłów. Obawiają się, że taki zapis umożliwi przeprowadzanie doświadczeń na ludzkich zarodkach. Ustawa o in vitro ma jednak wyeliminować ryzyko eksperymentów. Projekt wyklucza bowiem możliwość wyboru płci przez przyszłych rodziców. Zakazane będzie też tworzenie hybryd, łączenie zarodków ludzkich ze zwierzęcymi i niszczenie zdrowych zarodów.

W projekcie ustawy odnaleźć można również zapis mówiący o tym, że z procedury in vitro będą mogły korzystać pary obciążone chorobami genetycznymi. Z tego względu właśnie zezwolono na testy genetyczne na zarodkach, a do macicy przyszłej matki ma być wszczepiony zarodek nieobciążony wadami.

Zobacz także:

Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

Dofinansowanie in vitro z budżetu miasta? Zielona Góra ma już projekt

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Tatuaże i piercing przed lub po transferze? Sprawdź, co na to lekarz!

czy można robić tatuaż przed in vitro

Zarówno przed, jak i po transferze, pojawia się wiele pytań dotyczących tego, co można, a czego nie należy w tym czasie robić. Dzisiaj przyglądamy się tatuażom i piercingowi. Co na to lekarz?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy robienie piercingu lub tatuażu przed / po transferze jest niebezpieczne? Jeśli tak, dlaczego?

Robienie piercingu oraz tatuaży jest niebezpieczne ze względu na ryzyko zakażenia chorobami wirusowymi” – odpowiedziała nam dr n.med. Patrycja Sodowska, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach.

Robienie tatuażu wiąże się z wieloma drobnymi nakłuciami ciała. Biorąc więc pod uwagę ryzyko związane z wykonywaniem tatuażów, odnosi się ono nie tylko do kobiet w czasie starań o dziecko. Pojawia się ono u każdego, kto decyduje się na zdobienie ciała w ten sposób. Jest ono jednak niewielkie i związane w dużej mierze z brakiem higieny. Dlatego tak istotne jest robienie tatuażu w sprawdzonym miejscu, w sterylnych warunkach, ale też późniejsze dbanie o odpowiednie gojenie.

Jakie ryzyko może się jeszcze pojawić? Jest to ewentualne uczulenie na tusz. Silna reakcja alergiczna zawsze niesie ze sobą duże zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia. Odnosi się to m.in. do barwników zawartych w tuszach, których wpływ na ciążę nie jest jeszcze do końca zbadany.

Wracając jednak do potencjalnych zakażeń chorobami wirusowymi. Mogą to być wirusowe zakażenia wątroby typu B i C, czy też HCV. Podobnie odnosi się to do piercingu.

Wyraź siebie

Zdecydowanie warto zaczekać z podobnymi decyzjami lub podjąć je jeszcze przed staraniami o malucha. Jeśli jednak jesteśmy fankami tatuaży i piercingu, ważny byśmy nie czuły presji ograniczeń w tej kwestii. Zdarza się bowiem, że społeczny odbiór macierzyństwa negatywnie ocenia oryginalne mamy. Im bardziej różnorodnie przedstawimy rodzicielstwo, tym łatwiej będzie nam czuć się swobodnie we własnych wyborach. I co równie ważne – nie będziemy aż tak pochopnie oceniać innych – pisaliśmy w jednym z naszych artykułów i prezentowaliśmy zdjęcia „niestandardowych” mam. Zobacz więcej: >>KLIK<<

niestandardowe mamy

Foto. Instagram

Zobacz też:

Co warto jeść, a co nie powinno znaleźć się w diecie przed i po transferze?

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.