Przejdź do treści

Krakowskie drogi do in vitro – jak radna Jantos chce doprowadzić do finansowania in vitro z kasy miasta

Kraków in vitro

Nazywam się Małgorzata Jantos, jestem radną krakowską, ale przy tym, co jest ważne, jestem bioetykiem. Pracuję w Collegium Medicum, nie jestem lekarzem, jestem tym człowiekiem, który przygotowuje studentów do rozmów dotyczących in vitro, eutanazji, aborcji itd. W związku z tym ten temat jest mi bliski. Poprzedni rząd wprowadził dofinansowanie zabiegów in vitro – bo są to zabiegi drogie i skomplikowane. Rząd obecny, ja nie stosuję tu żadnej ideologii, polityki, ja tutaj mówię o faktach – tego nie robi.  Zostało dofinansowanie wycofane, za to rząd zadeklarował, że za 80 mln będzie wspomagał naprotechnologię. Wszyscy wiemy doskonale, że taka decyzja to jest to sprawa raczej kwestii ideologicznych niż kwestii medycznych. Wiele dużych miast w Polsce usiłowało pomóc tym parom, które wcześniej rozpoczęły procedurę. Wyobraźcie sobie, że niektóre procedury zostały przerwane . Pary, które przeszły przez jakiś etap wstępny lub posunęły się dalej, nagle dostały od władz informację: no niestety, nie będzie dalszego ciągu.
I wiele miast chciało dokończyć to co poprzedni rząd zaczął a ten przerwał.

Interpelacja

Napisałam więc interpelację, tzw. uchwałę kierunkową, prosząc aby Kraków również wszedł w tę akcję. Jestem nauczycielem akademickim, więc zapytam: jak myślicie jaki jest budżet Krakowa? Ile mamy pieniędzy do dyspozycji?  Otóż: 4,5 mld zł. Ponieważ pan prezydent Majchrowski zapowiedział, że nie będzie to budżet proinwestycyjny, ale prospołeczny to aplikowałam, aby w tym budżecie przeznaczył milion złotych na działania prospołeczne. Jesteśmy drugim po Warszawie budżetem w Polsce. W lipcu zeszłego roku Łódź zadeklarowała milion złotych na wsparcie dla par, które potrzebują leczenia in vitro. Rozmawiałam z panią prezydent Łodzi – Zdanowska, która powiedziała, że łódzka akcja bardzo pięknie się rozwija. Zauważcie też, że w momencie, kiedy daje się na to pieniądze, to mówi się o problemie – więc korzyści jest więcej niż tylko dla zainteresowanych osób .

W Krakowie to nie wyszło. To znaczy był taki moment , w którym dzięki moim kolegom o in vitro w Krakowie mówiło się w całej Polsce. [TUTAJ] Weszłam wtedy i przedstawiłam sprawę, i później poprosiłam pana doktora Chrostowskiego, żeby zrobił bardzo krótki wykład czego sprawa dotyczy, żeby poruszył najważniejsze kwestie. Pan doktor czekał 8 godzin jak potępieniec, ciagle przesuwano nasz moment wystapienia na konferencji. Ponieważ sprawa dotyczyła budżetu, musiała zagłosować rada. I zagłosowała ..no cóż.. [zabrakło dwóch głosów – przyp. Redakcji]. Każdy ma swoje zdanie, niektórzy mają nakazy moralne, niektórzy mają wolność wyznania.

Co teraz

I teraz jest sytuacja taka: zabrakło mi dwóch głosów, żeby w mieście królewskim sprawa in vitro przeszła. Chodzi przede wszystkim o dofinansowanie procedur chociaż w znikomym stopniu. Pani prezydent Zdanowska chwaliła się, jak to wygląda w Łodzi, była bardzo zadowolona, nam się niestety nie udało. W międzyczasie zaczął finansować zabiegi in vitro m.in. Sosnowiec. [TUTAJ].

Sytuacja wygląda w tej chwili tak, że już nie będę po raz kolejny ja jako radna przekazywała tej sprawy na radę miasta bo wymyśliliśmy inny sposób. Potrzebne jest 4 tys. podpisów z całego Krakowa i spróbujemy pokazać że to społeczeństwo sie domaga… I ta sprawa jeszcze raz wejdzie na radę miasta, mam nadzieję, że z lepszym skutkiem. 

Dla tych którzy chcą poprzeć projekt -możecie pobrać listę o tutaj —> Krakow-lista poparcia dla refundacji in vitro

Lista wygląda tak (jesli jest jakikolwiek problem z wydrukowaniem – piszcie na FB – wyślemy druk. Można też skorzystać i pobrać listę, która czeka TUTAJ  radna lista2Trzeba ją wydrukować, uzupełnić ją, podpisać i dostarczyć do radnej: Malgorzata.Jantos@rmk.krakow.pl

Można też je składać w biurze Nowoczesnej w Krakowie przy ul. św Marka 7-9/1. Od poniedziałku do piątku w godz 10:00-13:00 i 15:00 – 18:00

Początek zbierania podpisów – jutro.

Wszystkie informacje o działaniach w Krakowie –> wchodźcie na FP na facebooku – In Vitro dla Krakowian  

 

Małgorzata Krystyna Jantos-Birczyńska – radna miasta Krakowa nieprzerwanie od 2002, bioetyczka.

Dr Małgorzaty Jantos w dniu 18 marca 2017 roku w Krakowie wysłuchała Magdalena Modlibowska.
Dr Jantos była gościem warsztatów „Niepłodność i co dalej” organizowanego przez klinikę Artvimed i Chcemy Być Rodzicami.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

6 komiksów, które pokazują codzienność we dwoje – odnajdujesz w nich swój związek?

Fot. "Those Comics" Facebook
Fot. "Those Comics" Facebook

Małe codzienne sprawy to coś, co buduje nasze życie. Często nie doceniamy niewielkich gestów i sytuacji. Szczególnie ważne jest to w związku. Chcemy by był on na dobre i na złe, byśmy mieli wsparcie, ale i swobodę spędzania wspólnego czasu. Te komiksy pokazują właśnie te chwile!

Autorką „Those Comics” grafik jest hPolaw. „Jestem studentką, która uwielbia rysować głupie komiksy” – pisze na swoim oficjalnym Facebook’u. Czy takie znowu głupie? Chyba nie do końca. Można się przy nich zarówno śmiać, jak i wzruszyć. Przede wszystkim są jednak niezwykle ciepłym odzwierciedleniem życia we dwoje. Takie małe chwile, a cieszą!

Czy odnajdujesz w nich swój związek?
1. Niebezpieczne gry

2. Małe łóżko, duży problem

3. Bo godzina to szmat czasu

4. Alergia na romantyzm

5. Razem na diecie raźniej

6. Grunt to się dobrze ułożyć

Źródło: Those Comics Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak czerpać radość z życia mimo trudności z płodnością

Wczoraj odbyła się konferencja „Od niepłodności do spełnionego życia”. Uczestnicy – w większości osoby starające się o dziecko – mieli okazję nie tylko wysłuchać merytorycznych wykładów, ale także uczestniczyć w godzinnych warsztatach.

Konferencję rozpoczęło wystąpienie prezes Fundacji Instytut Nadziei, pomysłodawczyni wydarzenia, Justyny Kuczmierowskiej „Dlaczego niepłodność jest taka trudna”.

Kolejny prelegent – lek. Mariusz Wójtowicz – przedstawił główne przyczyny niepłodności kobiecej, ale także metody jej leczenia.

Dr n. med. Katarzyna Jankowska z kolei szczegółowo omówiła czynniki mogące mieć wpływ na niepłodność męską.

Kolejny wykład – „Jak sprawić, by życie intymne w trakcie starań o dziecko smakowało?” poprowadził dr n. med. Robert Kowalczyk.

Lek. Ewa Ślizień-Kuczapska w wykładzie pt. „Rodzicie po stracie dziecka – jak pomóc, by dać nadzieję” poruszyła szeroko temat bolesnych dla rodziców poronień.

Dr Agnieszka Regulska w swoim wykładzie „Czy adopcja jest dobrą opcją” omówiła procedury w procesie adopcyjnym.

Mieliśmy także okazję wysłuchać wzruszających historii dwu par, które przez wiele lat starały się o dziecko.

Uczestnicy wzięli także udział w wybranych wcześniej warsztatach:

„Świadomość cyklu kobiecego wspierająca szanse na wymarzony sukces” – lek. Natalia Suszczewicz

„Zmiana rodzi zmianę – o celach i priorytetach w trakcie starań o dziecko” – Agnieszka Doboszyńska

„Dieta spierająca płodność” – dr n. med. Agnieszka Kamińska

„Jak ukoić trudne emocje w trakcie starań o dziecko” – Monika Szadkowska

 

Dekalog dla osób doświadczających trudności z płodnością autorstwa Joanny Kwaśniewskiej i Justyny Kuczmierowskiej.

I

Sytuacja niepłodności dotyczy zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Każdy z partnerów może podjąć działania zwiększające szanse na poczęcie.

II

Pamiętaj – nie jesteś osobą niepłodną, ale doświadczasz kłopotów z płodnością. Zmiana myślenia o sobie ma duże znaczenie.

III

Niepłodność wpływa na Twoje samopoczucie, doświadczenie i emocje. Te zaś obniżają Twoją płodność. Przerwij błędne koło niepłodności znajdując sposoby na obniżenie poziomu stresu!

IV

Nie zawieszaj swojego życia, nie odkładaj swoich marzeń i pragnień na potem. To właśnie teraz potrzebujesz działań dających Ci siłę, radość i energię.

V

To, że jest Ci ciężko, że zazdrościsz innym i płaczesz, jest normalne. Inne kobiety w tej sytuacji też tak reagują.

VI

W czasie starań o dziecko, szczególnie zadbaj o swoją relację z mężem/partnerem! Aktywnie szukaj tego, co sprawia Wam radość.

VII

W przypadku starań o dziecko bardzo ważna jest współpraca z kompetentnym i zaufanym lekarzem.

VIII

Nie zamykaj się w sobie, korzystaj z pomocy życzliwych Ci osób. Poinformowanie innych o tym, co przeżywacie, często sprawia, że ludzie stają się bardziej delikatni.

IX

Nie wahaj się szukać wsparcia u specjalistów. Jeśli czujesz, że tego potrzebujesz, skontaktuj się z psychologiem, doradcą ds. niepłodności lub przeczytaj dobrą książkę dającą wsparcie.

X

Na płodność wpływa wiele czynników, m.in. doświadczane emocje, styl życia, stres, dieta, masa ciała, zdrowie i inne. Przyjrzyj się, czy zmiana w jakimś obszarze może wzmocnić Waszą płodność!

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Pierwszy Dzień Matki – warto było czekać!

Dzień matki

Dni, miesiące, lata starań o upragnione dziecko. Udaje się – jest na świecie nasz wyczekany maluch. Przeogromna radość miesza się wtedy z trudami macierzyństwa i codziennymi problemami. Najczęściej jednak te gorsze chwile szybko odchodzą w niepamięć. Szczególnie tego jednego dnia – Dnia Matki.

Trudy i piękno

26 maja to symboliczna data. Dzień, w którym wielu z nas uświadamia sobie, jak ważna w naszym życiu jest mama. Co więcej, tego właśnie dnia staramy się ją szczególnie docenić, zbliżyć się do niej, podziękować za trudy i wyrzeczenia, które nieraz musiały stanąć na jej drodze. Macierzyństwo nie jest bowiem prostą ścieżką do krainy szczęśliwości. Nawet jeśli jest wyczekane i wystarane zderza się w pewnym momencie z rzeczywistością. Niewyspaniem, kolkami, ząbkowaniem. Później dochodzą pierwsze zawiedzione przyjaźnie, wagary w szkole, wielkie nastoletnie miłości i z rodzicielskiego punktu widzenia niczym nieuzasadniony bunt. Kiedy jednak w tak szczególnym majowym dniu wracamy do sedna relacji – miłości – wszystkie trudy mają mniejszą wagę. Wielkim przeżyciem zdaje się być zwłaszcza pierwszy Dzień Matki. Tym bardziej, jeśli poprzedzony był walką z niepłodnością i godzinami spędzonymi z myślą: „czy kiedykolwiek będę miała dziecko?”. Tak, 26 maja to teraz także twoje święto!

Inny wymiar

Dzień Matki – jak to dumnie brzmi!” – mówi Iwona, która o swojego ukochanego synka Bartka starała się przez ponad trzy lata. Walczyła z insulinoopornością, przeżyła poronienie, wylała wiele łez. „Czekałam na to tak długo. Nie wyobrażałam sobie, że rzeczywiście kiedyś to nastąpi. A jednak stało się!” – słychać w jej głowie radość, ale i swego rodzaju niedowierzanie. „Jest to dla mnie bardzo szczególny dzień, aczkolwiek myślę, że w tym roku spędzę go spokojnie ze swoimi myślami. Wyciągnę kalendarz i przypomnę sobie jak długo musiałam starać się o syna i jaką drogę musiałam przejść, by w końcu 26-ego maja 2017 roku powiedzieć: Dzisiaj jest moje święto. Moje dziecko ma już 10 miesięcy i jest to coś niesamowitego” – dodaje i po raz kolejny pokazuje z jakim wzruszeniem może wiązać się ten wyjątkowy dzień.

Lata starań, nieraz prawdziwe dramaty, związane zarówno ze zdrowiem ciała, jak i ze zdrowiem emocji. Ciągle gdzieś jednak musiała tlić się nadzieja i wiara, że warto walczyć o swoje szczęście. „Pamiętam te wszystkie dni, mijające lata, wszystkie święta. Czułam pustkę i byłam bardzo niedowartościowana. Dzisiaj nawet niedziela przybiera inny wymiar, a co dopiero Dzień Matki! Pomimo, że spokojny, to będzie to wspaniały dzień. Planuję spacer po rynku, nie czując w końcu zazdrości, a dumę i szczęście. Chciałabym też zrobić sesję zdjęciową z dzieckiem i oczywiście odwiedzić moich rodziców, bo przecież ja też mam mamę! Teraz wiem, jak ona czuje się w takich momentach” – dodaje Iwona.

Fot. archiwum prywatne - pierwszy Dzień Matki Iwony

Fot. archiwum prywatne – pierwszy Dzień Matki Iwony

Zrób sama sobie prezent

Co możesz dla siebie zrobić? Doceń to, przez co przeszłaś! Doświadczenie bycia matką samo w sobie jest niezwykle skomplikowane. Wiąże się z licznymi frustracjami, wyrzeczeniami, ale też lękiem. Pozwól więc sobie na chwilę oddechu i nawet jeśli masz czasami poczucie, że nie dajesz rady, okaż sobie zrozumienie i ciepło. Warto  pamiętać, szczególnie w dniu swojego święta, że jak mówił Donald Winnicott, brytyjski psychoanalityk, w macierzyństwie nie chodzi o perfekcję, ale o bycie wystarczająco dobrą.

Drogie mamy, doceńcie siebie, swoje doświadczenia i ten piękny majowy dzień uczcijcie wielkim uśmiechem na ustach. „Myślę sobie, że mam teraz nie jeden dzień, a cały „rok Matki” . Kiedy trzymam w ramionach mojego synka, każda chwila jest dla mnie świętem” – podsumowuje Iwona. Podkreśla w tym jakże ważną kwestię – cieszmy się na co dzień, a święta niech będą tylko wisienką na torcie!

dzień matki

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Historia, która daje siłę wszystkim przyszłym mamom! Iwona: „Trzeba walczyć o swoje marzenia”

Fot. Bartek - archiwum prywatne / pexels.com
Fot. Bartek - archiwum prywatne / pexels.com

Droga do upragnionego macierzyństwa nie zawsze jest autostradą – prostą i szybką. Iwonie jej przebycie zajęło niemal cztery lata. Nagrodą za trudy, ogromne cierpienie i twardą szkołę życia jest ośmiomiesięczny dziś syn. Co przeszła i jakie daje rady kobietom w podobnej sytuacji?

„Chcemy Być Rodzicami”: Pani droga do macierzyństwa trwała kilka lat.

Iwona: Zaczęła się w 2012 roku. Na początku  ogóle nie zakładaliśmy, że coś może być nie tak. Kiedy jednak po dłuższym czasie nie było efektów, udałam się do lekarza. Oczywiście nic nie zrobił, tylko kazał czekać. „Natura robi swoje, proszę próbować przez rok i jeśli nic się nie będzie działo, to dopiero wtedy pomyślimy” – usłyszałam. Nie dawałam jednak za wygraną i chodziłam do jednego lekarza, do drugiego. W końcu trafiłam do specjalisty, który już po trzech nieudanych miesiącach zlecił zabieg laparoskopowy – kauteryzację jajników. Przeprowadzono mi też badanie drożności jajowodów. Oczywiście okazało się, że wszystko jest w porządku, ale przez kolejny rok dalej nic się nie działo.

Odwiedzałam kolejnych lekarzy, przeprowadziłam mnóstwo badań, a w międzyczasie dookoła rodziły się kolejne dzieci. Wiadomo, cieszyłam się, ale było mi też przykro, nie wiedziałam jak reagować. Był taki miesiąc, gdy w bliskim mi otoczeniu urodziło się siedmioro dzieci. Emocje były straszne. Gdy byłam z rodziną, cieszyłam się. Wracałam do siebie, płakałam.

Wciąż jednak nie poddawaliśmy się. Dostawałam kolejne leki, które powodowały, że przybywało mi kilogramów. W międzyczasie przeprowadziliśmy też kilkukrotnie badania męża. W jednej klinice wychodziły super, w innej beznadziejnie. Po pewnym czasie byłam już w takiej rozpaczy, że nic mnie nie cieszyło. Nie miałam już siły udawać. Dlaczego to właśnie na mnie padło?!

Wyobrażam sobie, że muszą to być bardzo trudne emocje. Czy jednak żaden lekarz nie był w stanie nic zrobić?

W końcu trafiłam do doktora, który zlecił mi jedno, zmieniające wszystko badanie. Był to test tolerancji glukozy. Proste badanie krzywej cukrowej i insulinowej. Okazało się, że mam insulinooporność. Zaczęłam przyjmować leki hormonalne, stosowałam niesamowicie restrykcyjną dietę i brałam metforminę. Po sześciu miesiącach schudłam 12 kilogramów i udało mi się zajść w ciążę.

Byłam w ciąży sześć tygodni i dwa dni. Miałam wizytę lekarską równo w szóstym tygodniu ciąży, kolejną w dziewiątym. W jej trakcie okazało się, że od 2,5 tygodnia płód jest martwy. Wizyta lekarska była w piątek, niestety dopiero w poniedziałek przyjęli mnie do szpitala. Proszę sobie wyobrazić weekend, który wtedy przeżyłam. Siedziałam w domu z myślą, że mam w sobie martwe dziecko. Nie słuchałam, gdy ktoś mi mówił, że to tylko zarodek i mała komórka. Dla mnie to było dziecko.

Czy mogła pani liczyć na wsparcie i pomoc?

W szpitalu nie ma co mówić. Sama miałam zaaplikować sobie tabletki wczesnoporonne, co było dla mnie prawdziwym koszmarem. Gdy zaś podeszłam do pielęgniarek z pytaniem, co dalej, bo nie wiedziałam czy to stanie się samo, czy może pojawi się ból i potrzebuję leków, dostałam plastikowy kubeczek do wody. Powiedziano mi tylko, że mam łapać wszystko do badania. Kompletnie rozwaliło mnie to psychicznie… Stres, wizyty u psychologa, niestety bardzo się załamałam, zrezygnowałam wtedy z pracy. Myślałam, że już sobie z tym wszystkim nie poradzę.

Nie poddała się pani jednak?

Lekarze kazali mi odczekać przynajmniej pół roku, zanim w ogóle zacznę próbować po raz kolejny. Nie dałam jednak za wygraną. Dwa i pół miesiąca później byłam w kolejnej ciąży. To już jest Bartek. Urodził się 25-ego lipca. Ma teraz osiem miesięcy, rozwija się wspaniale i jest bardzo pogodnym dzieckiem.

Fot. Bartek - archiwum prywatne Iwony

Fot. Bartek – archiwum prywatne Iwony

Jest pani przykładem niezwykłej siły!

To prawda, trzeba być bardzo silnym i bardzo zmotywowanym. Niestety żyjemy w takich czasach, że należy samemu o wiele kwestii zadbać. Nie było tak, że chodziłam do lekarzy i czekałam aż oni mi coś mądrego powiedzą. Przeczytałam mnóstwo artykułów na tematy dotyczących mnie problemów. Sama prosiłam o badania, które uważałam, że są ważne. Sama brałam też leki, które okazywały się pomocne. Konsultowałam to oczywiście z lekarzami, ale inicjatorką byłam ja. Robiłam wszystko, co wiedziałam, że nie zaszkodzi, a może pomóc.

Jeżeli komuś bardzo zależy, to angażuje się całym sobą, tak jak to pani opowiada.

Wszystkie wyjazdy – na wakacje, do rodziny, czy do znajomych, były podyktowane tym, że w danym dniu muszę iść na monitoring. Nieważne było, że właśnie jest piątek i wszyscy gdzieś wyjeżdżają. Jeździłam nawet do innych miast, wszędzie tam, gdzie akurat przyjmował mój lekarz.

Zastanawiam się, jaki ma to wpływ na związek. Domyślam się, że są to niezwykle obciążające momenty.

Mam to szczęście, że mój mąż jest osobą bardzo wspierającą. Zawsze był przy mnie, jeździł ze mną na wszystkie badania i cały czas powtarzał, że będzie dobrze. Był moją ostoją. Mieliśmy oczywiście chwile załamania, chwile kryzysu, bo ile można?! Ile można się starać i dlaczego akurat nam się takie rzeczy trafiają?!

Mówiła pani także o dalszej rodzinie. Czy pojawiała się presja?

Tak, czułam presję. Szczególnie na początku – co, kiedy, jak. Początkowo nic nie mówiłam, trzymałam wszystko w sobie, sama próbowałam sobie poradzić. W pewnym momencie stwierdziłam jednak, że już dość. Trzeba walczyć i co więcej, zmobilizować do tej walki innych.

Rozumiem, że odbija się to nie tylko na życiu jednej osoby, ale na funkcjonowaniu całego otoczenia.

To prawda, na wizytach u rodziców, na kontaktach ze znajomymi. Byłam niemiła i zdaję sobie z tego sprawę. Miałam jednak to szczęście, że każdy mnie rozumiał i wiedział w jakiej jestem sytuacji. Przede wszystkim nie mogę powiedzieć nic złego na mojego męża. On tak samo jak ja bardzo pragnął dziecka i był osobą, która mnie w tym wspierała. Powtarzał, że będzie dobrze.

To bardzo ważne, że była to wasza wspólna walka, bo rozumiem, że tak właśnie było?

Oczywiście, rodzicielstwo było u nas przemyślane i zaplanowane. Mieliśmy warunki do tego, żeby być rodzicami. Nie jesteśmy już nastolatkami, mój mąż ma 37 lat, ja 32. Psychicznie byliśmy gotowi.

A czy są jakieś wskazówki, które udzieliłaby pani innym kobietom w podobnej sytuacji?

Przede wszystkim, nie wolno bać się lekarzy. Nieraz patrzymy na doktora, jak na jakiegoś boga – on mi pomoże! Bardzo często jest to blokujące. Nie potrafimy wydusić z siebie żadnego słowa, bo boimy się, że go wzburzymy, urazimy i wtedy nie mamy już co liczyć na jakąkolwiek pomoc.

Sama miałam na początku takie myślenie. Bałam się, bo przecież to od niego zależy, czy będę matką, czy nie. W którymś momencie doszłam jednak do wniosku, że on jest tutaj dla mnie. Jeśli mam pytania, to je zadaję i chcę dostać odpowiedź.

Nie wierzę w to, gdy ktoś mówi: „Kiedy odpuścisz, to się uda”. Ja do samego końca walczyłam. Oczywiście psychika robi swoje, ale jest bardzo wiele kwestii, które należy wykluczyć. Wiele badań, które trzeba zrobić. Chociażby insulinooporność. Jest to choroba cywilizacyjna, a lekarze wciąż nie kierują na odpowiednie testy. Owszem, mój doktor mnie na nie skierował, ale żaden poprzedni lekarz nawet o tym nie wspomniał.

Gdy dowiedziała się pani o ciąży była już tylko radość?

Skąd, dopiero wtedy zaczął się horror! Ogromny strach o to, czy donoszę dziecko. Jedną ciążę straciłam i cały czas miałam w głowie, że może się to powtórzyć.

A czy rzeczywiście coś się działo?

Nie działo się nic złego, czułam się bardzo dobrze, ale pomimo to miałam w sobie ogromny lęk. Kobiety jadące na USG przeważnie się cieszą, a ja jechałam jakby mieli mnie tam krzyżować. Stres był ogromny. Przed badaniami prenatalnymi nie spałam w nocy, wymiotowałam, nie jadłam, bo tak bardzo bałam się tej wizyty.

Bartek jest jednak na świecie. Widocznie Happy End był pani pisany!

Nie mogło być inaczej. Trzeba walczyć o swoje marzenia.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.