Przejdź do treści

Kontrast do rentgena przywraca płodność! Naukowcy są w szoku!

Fot.fotolia
Fot.fotolia

Prosta technika może przywrócić płodność niektórym kobietom – wyniki zaskoczyły naukowców z Australii. Choć nie wiedzą, jak to działa, to okazuje się skuteczne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badacze z University of Adelaide przetestowali element histerosalpingografii – procedury, która już od początku XX w. stosowana jest w diagnostyce budowy macicy i jajowodów. Polega ona na wprowadzeniu do nich specjalnego roztworu, który działa jak kontrast dla wykonywanych później zdjęć rentgenowskich.

 

Szanse na dziecko dzięki stuletniej metodzie

Wcześniej istniały podejrzenia, że metoda ta może pomagać przy niepłodności.

Według pewnych doniesień w ubiegłym wieku częstość ciąż wśród niepłodnych kobiet wzrastała po przemyciu ich jajowodów opartym na wodzie lub oleju kontrastem dla badań RTG. Do teraz nie było wiadomo, czy to rodzaj roztworu wpływał na zmianę płodności – tłumaczy kierujący projektem prof. Ben Mol.

Badacze sprawdzili dwa tego rodzaju środki – jeden oparty na oleju z maku lekarskiego, o nazwie Lipiodol Ultra-Fluid oraz kontrast wodny (Telebrix Hystero). W eksperymencie wzięło udział ponad tysiąc niepłodnych ochotniczek z normalnym cyklem miesięcznym, drożnymi jajowodami, bez zaburzeń hormonalnych, wysokiego ryzyka chorób jajowodów, endometriozy, ani przebytej infekcji bakteriami z rodzaju chlamydia czy zapalenia narządów miednicy mniejszej.

 

Kontrast do RTG na płodność: wyniki zaskoczyły naukowców

Wyniki zaskoczyły autorów doświadczenia – prawie 40 proc. niepłodnych kobiet zaszła w ciążę po zastosowaniu roztworu olejowego i 29 proc. po terapii roztworem wodnym.

Rezultaty okazały się bardziej ekscytujące, niż mogliśmy przypuszczać, co pomogło w potwierdzeniu, że licząca już cały wiek metoda ma nadal swoje miejsce w nowoczesnej medycynie – mówi prof. Mol.

Jak dotąd nie wiadomo jednak, dlaczego metoda działa. Naukowcy na razie spekulują, że wprowadzany płyn usuwa zanieczyszczenia utrudniające zapłodnienie.

Potrzebne będą dalsze badania, aby wyjaśnić mechanizm stojący za tym, co zobaczyliśmy. Na chwilę obecną – biorąc pod uwagę, że technika ta była wykorzystywana przez sto lat bez żadnych znanych skutków ubocznych – sądzimy, że jest ona warta stosowania w leczeniu niepłodności przed wykorzystaniem przez pary zapłodnienia pozaustrojowego – twierdzi ekspert.

CIEKAWOSTKA: Prof. Mol być może sam przyszedł na świat dzięki badanej przez niego metodzie. Po rozpoczęciu eksperymentu dowiedział się bowiem, że jego uznawana za niepłodną matka była poddana diagnostyce z użyciem Lipiodolu.

Jest bardzo prawdopodobne, że mój brat i ja, urodziliśmy się dzięki odzyskaniu przez naszą matkę płodności z pomocą tej metody – opowiada australijski badacz.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

POLECAMY:

Podejście holistyczne w leczeniu niepłodności

5 rzeczy o niepłodności, których nikt ci nie powie 

Tu znajdziesz najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Program leczenia niepłodności według ministra zdrowia. Połowa placówek nie spełniła wymogów

Ośrodki leczenia niepłodności - konkurs Ministerstwa Zdrowia
Pixabay

We wrześniu 2016 roku Ministerstwo Zdrowia ogłosiło konkurs na placówki, które w ramach programu prokreacyjnego będą oferowały kompleksowe leczenie niepłodności. Okazało się jednak, że większość klinik nie spełniło wymogów resortu. Ministerstwo zdecydowało się zatem ogłosić kolejny plebiscyt i zmieniło kryteria kwalifikacji.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwsze pary miały zostać objęte leczeniem w 2017 roku, jednak tak się nie stanie, ponieważ wciąż brakuje odpowiednich ośrodków. Zgodnie z założeniem Ministerstwa Zdrowia, na jedno województwo przypadać miał jeden ośrodek leczenia niepłodności.

Ośrodki leczenia niepłodności – konkurs Ministerstwa Zdrowia

Okazało się, że większość klinik nie spełnia wymogów narzuconych przez resort. Po ogłoszeniu konkursu w ubiegłym roku, zgłosiło się 20 placówek, jednak połowa odpadła. Siedem z nich nie miało statusu szpitala klinicznego lub szpitala utworzonego przez uczelnię medyczną, co było wymogiem ministerstwa.

Pod koniec września 2017 r. ministerstwo ogłosiło nowy konkurs. W tym roku zgłaszać się już mogły także placówki samorządowe, które udostępniają bazę szpitalną na rzecz publicznej uczelni medycznej. Dzięki temu do konkursu zakwalifikowało się Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii z Opola, które w pierwszym plebiscycie odpadło – pisze Gazeta Prawna. Centrum otrzymało 1,44 mln zł na stworzenie m.in. laboratorium andrologicznego.

Na czym będzie polegał program Ministerstwa Zdrowia?

Obecny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zdecydował o wygaszeniu rządowego programu in vitro. Na czym zatem miałby polegać nowy program leczenia niepłodności? Jak podaje Gazeta Prawna, chodzi tu głównie o pogłębioną diagnozę oraz opiekę psychologiczną nad pacjentami. Na stronie MZ można natomiast przeczytać o najważniejszych celach programu. Wśród nich wymieniono:

  • poprawę stanu zdrowia uczestników w zakresie zidentyfikowanych chorób utrudniających posiadanie potomstwa;
  • podniesienie kwalifikacji i umiejętności lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, lekarzy specjalistów oraz położnych w zakresie czynników wpływających na występowanie niepłodności oraz wczesnego wykrywania przyczyn niepłodności;
  • określenie przyczyn niepłodności wśród uczestników;
  • wzrost jakości udzielanych świadczeń w zakresie kompleksowej diagnostyki niepłodności;
  • zabezpieczenie płodności wśród pacjentek leczących się z powodów onkologicznych poprzez utworzenie Banku Tkanek Germinalnych.

Zobacz także:

Kontrowersyjna ustawa przegłosowana. Czy to koniec lokalnych programów in vitro?

Klauzula sumienia a prawa reprodukcyjne

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Prawna, Ministerstwo Zdrowia

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zbiorowy pochówek dzieci nienarodzonych w Lublinie

pochówek dzieci nienarodzonych
Pochówek zaplanowano na 15 października 2018 r. / fot. Pixabay

W przyszłym roku na cmentarzu komunalnym na Majdanku w Lublinie zaplanowano pierwszy zbiorowy pogrzeb dzieci nienarodzonych. Powstanie tam też symboliczna mogiła.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy zbiorowy pochówek prawdopodobnie odbędzie się 15 października 2018 roku, czyli w Dniu Dziecka Utraconego.

Pochówek dzieci nienarodzonych

Cały czas omawiane są jeszcze sprawy formalne – informuje Magdalena Sudoł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, który zajmuje się m.in. pochówkami dzieci, których rodzicom nie przysługuje zasiłek pogrzebowy.

Pochówki prawdopodobnie będą się odbywać na w miejscu na cmentarzu komunalnym na Majdanku, które było zarezerwowane pod budowę nowej kaplicy.

15 października br. zbiorowy pogrzeb dzieci utraconych odbędzie się w Koszalinie, Pile, Słupsku i Szczecinku. Są to już kolejne pochówki prochów dzieci zmarłych w wyniku poronienia bądź martwego urodzenia.  

Dzień Dziecka Utraconego

15 października jest dla wielu osób dniem wyjątkowym. To wtedy wspomina się dzieci utracone na skutek poronienia, przedwczesnego porodu, jak również dzieci zmarłe.

Według prawa każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności jest dzieckiem. Zatem kobietom po poronieniu i martwym urodzeniu lub w sytuacji, gdy zgon nastąpił przed 8 tygodniem życia, przysługują takie same prawa. Istotne jest jednak ustalenie płci dziecka.

Jakie prawa przysługują rodzicom po stracie?

Ustalenie płci dziecka jest konieczne do uzyskania świadczeń. Koszt badania to 400 zł i ciężar ten spada na rodziców, jeżeli chcą uzyskać od szpitala odpowiednie dokumenty. Bywa jednak, że personel po prostu pyta rodziców, jaką płeć wpisać do dokumentacji, aby oszczędzić kosztów i oczekiwania na wyniki badań.

Najważniejszym świadczeniem jest możliwość rejestracji dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Daje to możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni, nie krócej jednak niż przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka, jak również zasiłku pogrzebowego i urlopów okolicznościowych w związku z urodzeniem dziecka i pogrzebem.

Zobacz także:

Dzień Dziecka Utraconego 2014 

Inne wymiary poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Wschodni, Radio Plus, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Co to jest naprotechnologia i czy może zastąpić in vitro?

co to jest naprotechnologia
/ fot. Fotolia

Niektórzy w nią nie wierzą, inni właśnie ze względu na wiarę przy planowaniu dziecka polegają głównie na niej. Warszawa chwali się, że dzięki realizacji projektu opartego na tej metodzie już trzy rodziny spodziewają się potomstwa. Mowa o naprotechnologii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest naprotechnologia?

Naprotechnologia to metoda diagnozowania i leczenia niepłodności, jej nazwa pochodzi od słów Natural Procreative Technology (Metoda Naturalnej Prokreacji). Korzysta się w niej z osiągnięć ginekologii, chirurgii i endokrynologii. Jest to całkowicie naturalna metoda opracowana przez profesora Thomasa Hilgersa pod koniec lat 80′ XX wieku.

Polega na monitorowaniu i utrzymaniu zdrowia rozrodczego i opiera się głównie na naturalnych sposobach planowania rodziny, akceptowalnych przez Kościół Katolicki. Skupia się m.in. na obserwacji cyklu, śluzu, temperatury, samopoczucia kobiety, dzięki czemu można wyznaczyć dni płodne i wykryć ewentualne zaburzenia. Metoda ta maksymalizuje dobre okoliczności do zajścia w ciążę, ale sama w sobie nie leczy niepłodności.

Co ciekawe, nazwa naprotechnologia jest zastrzeżona znakiem towarowym. Z tego względu osoby nieupoważnione nie mogą posługiwać się tą nazwą, ani przeprowadzać badań na ten temat. Jedynymi recenzentami badań są również praktycy naprotechnologii.

– Hilgers nie praktykuje 21-wiecznej, zachodniej i opartej na faktach medycyny – twierdzi dr Richard Paulson z University of Southern California Keck School of Medicine.

Jednocześnie zwraca uwagę na często powtarzany mit na temat niskiej, w porównaniu do in vitro, ceny za kurację. A ceną często jest tu czas. Jeżeli pacjentka bezskutecznie korzysta z naprotechnologii przez 10 lat, jej szanse na ciążę drastycznie maleją.

Należy też zaznaczyć, że ceny w placówkach korzystających z metody naprotechnologii do tanich nie należą. Za jedną konsultację w poznańskiej klinice zapłacimy 300 zł. Do tego trzeba doliczyć jeszcze diagnostykę – koszty wizyty u alergologa, dietetyka.

Statystyki kontra rzeczywistość

To prawda, że in vitro nie gwarantuje cudownego uleczenia niepłodności. Tylko 30 proc. kobiet po pierwszym podejściu do zabiegu udaje się urodzić dziecko. Dla kobiet powyżej 30. i 40. roku życia współczynnik ten jest jeszcze niższy. W Polsce skuteczność in vitro mieści się w granicach 36 proc., w niektórych klinikach odnotowuje się nawet 41 proc. udanych zabiegów.

Często przytacza się argument, że przy zastosowaniu metod naprotechnoogii skuteczność wynosi do 60 proc. O takich liczbach mówi prof. Włodzimierz Sawicki, kierownik Katedry i Kliniki Położnictwa Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej II WL Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Warto przy tym zaznaczyć, że ze względu na wcześniej wspomniany zastrzeżony znak towarowy, osoby nieupoważnione nie mogą prowadzić badań nad skutecznością metody. W żadnej szanowanej bazie medycznej nie ma też obiektywnych badań oceniających skuteczność naprotechnologii.

Zobacz także: In vitro – objawy pacjentów

Alternatywa dla in vitro?

Naprotechnologia często na równi stawiana jest z in vitro. Nic bardziej mylnego! W pewnych przypadkach naprotechnologia nigdy nie pomoże w staraniach o dziecko. Takiego zdania jest m.in. prof. Marian Szamatowicz, „ojciec polskiego in vitro”. –

Naprotechnologia nigdy nie zastąpi in vitro! To musi być wyraźnie powiedziane. Dane dotyczące skuteczności leczenia metodą in vitro, sposoby leczenia można znaleźć w literaturze fachowej. Natomiast o zaletach naprotechnologii mamy tylko informacje gazetowe. Są opinie ludzi, którzy tego typu procedurę wykonują i niestety, mimo że oferują nieskuteczne leczenie, to jeszcze biorą za to niemałe pieniądze – mówi profesor, który jako pierwszy w Polsce w 1987 roku dokonał udanego zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego.

Należy nadmienić, że nie każdy rodzaj niepłodności leczy się w ten sam sposób. W klasycznej medycynie, gdy zawiodą wszystkie metody leczenia objawowego, pozostaje in vitro. Natomiast przy naprotechnologii pacjent może albo pogodzić się z bezdzietnością, albo adoptować dziecko.

– Termin naprotechnologia jest nieporozumieniem, to przecież zwykłe postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne, które my, lekarze zajmujący się leczeniem niepłodności, stosujemy u par chcących zajść w ciążę. […] Nazywanie powszechnie dostępnych metod stosowanych od kilkudziesięciu lat rewolucyjną metodą leczenia niepłodności to hipokryzja – twierdzi prof. Jerzy Radwan.

Zobacz także: Przyczyny o objawy niepłodności

Po objęciu rządów przez Prawo i Sprawiedliwość wygaszono rządowy projekt leczenia niepłodności metodą in vitro. Wygląda na to, że władza chce jeszcze bardziej utrudnić sprawę. Samorządy, które same wykładają pieniądze na lokalne projekty in vitro, od niedawna o zgodę na rozpoczęcie programu muszą pytać podległą ministrowi zdrowia Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT).

W Warszawie, która również z własnej kasy dofinansowuje zabiegi in vitro, od tego roku działa pilotażowy program leczenia niepłodności metodą naprotechnologii. Na lata 2017-2019 na ten cel miasto przeznaczy 300 tys. zł.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: motherjones.com, proinvitro.pl, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

trzecie podejście do in vitro
Facebook - Monika Majtczak

Pani Monika i pan Krzysztof mają za sobą dwie próby zapłodnienia metodą in vitro. Większość czasu podporządkowują najważniejszemu celowi – staraniom o dziecko. Nie wiedzą jednak, czy po raz trzeci uda im się spróbować. Na drodze do ich szczęścia mogą stanąć działania rządu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Monika wraz z partnerem korzystają z programu refundacji in vitro w Łodzi. Niedawno dostali informację, że w listopadzie mogą podejść do trzeciej, ostatniej już próby w ramach programu. Boją się jednak, że przez działania rządu nie będą już mieli takiej możliwości. Wszystko wskazuje na to, że rząd i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł dążą do zablokowania samorządowych dofinansowań na zabiegi in vitro.

– Mam nadzieję, że będziemy mogli spróbować – mówi ze łzami w oczach pani Monika. Podkreśla przy tym, że teraz przede wszystkim liczy się czas. – Zegar tyka, nam lat nie ubywa – dodaje w rozmowie dziennikarzem TVN24.

Dofinansowanie in vitro w Łodzi

W Łodzi miejski program dofinansowania procedury in vitro cieszy się dużym powodzeniem. Jak pisaliśmy we wrześniu, miasto planowało przeznaczyć na ten cel 1 mln złotych rocznie. Radny Adam Wieczorek podkreślał wówczas, że wyniki programu znacząco przewyższyły jego założenia.

Normy WHO, dotyczące skuteczności procedury in vitro, kształtują się od 20 do 40 procent i jest to wskaźnik dotyczący skuteczności zapłodnienia. U nas wskaźnik ten wynosi 41 procent – podkreślił Adam Wieczorek.

Co czuje człowiek, który ma świadomość, że być może nigdy nie zostanie rodzicem? – Na samą myśl pojawiają mi się łzy – mówi pani Monika. – To jak zabranie kawałka siebie – dodaje.

Według nowych przepisów, samorządy dofinansowujące z własnej kasy zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego, będą musiały w pierwszej kolejności zgłosić się po opinię do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Warto zaznaczyć, że komisja ta podlega ministrowi zdrowia.

Za rozpoczęcie programu bez wydania decyzji AOTMiT oraz w przypadku negatywnej opinii, samorządom będą grozić kary. Do tej pory opinia AOTMiT nie była wiążąca, a gminy samodzielnie mogły podejmować decyzję o rozpoczęciu lokalnych programów leczenia niepłodności metodą in vitro.

Jak podkreśla minister Konstanty Radziwiłł, nowe przepisy zablokują „wydawanie przez gminy pieniędzy na rzeczy bezsensowne”. Czyli w jego opinii, na in vitro. – Mam nadzieję, że ktoś z rządu może słuchając tych paru słów ode mnie pomyśli, jak to jest ważne dla wielu osób – mówi pani Monika.

Ile kosztuje in vitro w Polsce?

– Z samą procedurą in vitro jest dużo napięcia emocjonalnego, dużo nerwów, dużo stresu, dużo niewiadomych, to w tym momencie to jest dodatkowy stres. Co jeżeli się okaże, że samorządy będą musiały nam odmówić środków i będziemy musieli pokryć koszt w całości? – zastanawia się pani Monika. Jak dodaje, nie wyobraża sobie takiej sytuacji, ponieważ wraz z partnerem są przygotowani tylko na częściowe pokrycie kosztów leczenia.

A koszty są niemałe. Zgodnie ze wstępnym cennikiem w klinikach jest to wydatek rzędu 10 – 12 tys. złotych. Ceny te nie obejmują jednak dodatkowych badań wstępnych i późniejszych badań laboratoryjnych. W efekcie okazuje się, że koszty są o 50 proc., a czasem nawet o 100 proc. wyższe od początkowego założenia! O kosztach in vitro możecie przeczytać tu.

Poczucie wstydu

Pani Monika wskazuje na jeszcze jeden ważny problem związany z leczeniem niepłodności. Część osób korzystających z metody in vitro boi się opowiedzieć o tym znajomym, a nawet rodzinie. – Boją się napiętnowania z każdej ze stron – zauważa.

Z takim napiętnowaniem mogą się spotkać zwłaszcza kobiety z małych miejscowości. Zdarza się, że kiedy uda im się już zajść w ciążę, nie informują swojego ginekologa, że korzystały z procedury in vitro. Czego się boją? Reakcji ludzi, wytykania palcami, często chcą po prostu oszczędzić dziecku przykrości.

Wciąż jeszcze zdarza się przecież słyszeć, że „dzieci z in vitro gorzej się rozwijają”, a embriony „poddaje się utylizacji”. Niedawno plakaty o takich treściach pojawiły się na państwowej uczelni (!) w Lublinie, o czym pisaliśmy kilka dni temu. Zobacz materiał

„Niepłodność to rodzaj kalectwa”

Pani Monika widzi jednak światełko w tunelu. Po reportażu zaczęły do niej pisać inne kobiety, które również starają się o dziecko metodą in vitro. Wśród nich była Kasia, dziewczyna z niewielkiej miejscowości, która nie miała okazji i możliwości wypowiedzieć się na ten temat przed kamerą.

„Ja bym powiedziała, ze niepłodność to rodzaj kalectwa” – twierdzi Kasia. „Bo jak żyją ludzie w pełnych rodzinach? Wstają rano, robią dzieciom śniadanie, spędzają radosne poranki, żyją życiem, które nam zostało odebrane bez winy. Jaka jest w tym nasza wina, co my mamy robić po przebudzeniu…? Zabrano nam jakość życia i podstawową potrzebę posiadania dzieci, to nie kwestia marzenia, z którego można zrezygnować, to podstawowa potrzeba! To nasze prawo, dlaczego ktoś nam to prawo odbiera?” – zastanawia się Kasia.

Jak podkreśla pani Monika, tego typu wiadomości od obcych osób są dla niej pokrzepieniem. Wie, że nie jest sama i razem z nią głośno o in vitro wkrótce będą mówić dziesiątki, a może nawet setki kobiet. – To dobry początek, bo może zaczną nabierać odwagi, by mówić rodzinie, znajomym, a wreszcie może w większym gronie będziemy wypowiadać się publicznie. Może materiał będzie przepustką do tego, by wprowadzić ludzi z naszego otoczenia w ten ważny intymny i ciężki etap walki o dziecko. Zdecydowanie nam wszystkim brakuje wsparcia.”

Jak przyznaje nasza bohaterka, mówienie o niepłodności i in vitro nie jest łatwe. – Było to dla mnie trudne. Ale nie wstydzę się i jestem dumna z tego, że mogę teraz otwarcie na ten temat rozmawiać – dodaje na zakończenie.

Zobacz także:

Krucjata Młodych organizuje publiczny Różaniec. Modlitwą będą walczyć ze „sztucznym zapłodnieniem”

Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test płodności AMH i FSH?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Czarno na białym, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.