Przejdź do treści

Kobieta z HIV może urodzić zdrowe dziecko Jeden test. Dwa życia. Zrób test na HIV. Dla siebie i swojego dziecka

W Polsce pierwsze dziecko kobiety zakażonej HIV urodziło się w 1990 r. W 1994 r. Polska przystąpiła do programu zapobiegania odmatczynym zakażeniom HIV. Wiadomo, że warunkiem zastosowania profilaktyki jest wiedza o chorobie matki, jednak przez szereg lat nie udało się upowszechnić testowania w kierunku wirusa wśród kobiet ciężarnych. To może i powinno się zmienić

Test nie ocenia Twojego życia. Jest szansą dla Twojego dziecka

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W 2010 r. zostało opublikowane rozporządzenie określające standardy postępowania medycznego dotyczące udzielania świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej sprawowanej nad kobietą w okresie fizjologicznej ciąży, fizjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem.  Z tego rozporządzenia wynika obowiązek oferowania każdej kobiecie w pierwszym i trzecim trymestrze ciąży testu w kierunku HIV. Od tego czasu liczba badanych kobiet wzrosła, ale niestety odsetek testowanych ciężarnych w całym kraju jest nadal zbyt niski. Liczba kobiet zakażonych HIV objętych programem profilaktyki w trakcie ciąży, od lat utrzymuje się na podobnym poziomie i wynosi mniej niż 100 przy całkowitej liczbie porodów ok. 380 tys. rocznie.

Skuteczne zaproponowanie testu pacjentce wymaga posiadania wiedzy na temat celowości testowania w kierunku HIV, które jest sposobem zapobiegania zakażeniom, a także umiejętności komunikacji interpersonalnej. Najczęstszą przyczyną, dla której pacjentki nie zgadzają się na badanie jest negatywny odbiór pytania o zgodę pacjentki na wykonanie testu w kierunku zakażenia HIV. Wiele kobiet wyczuwa w nim próbę oceny ich dotychczasowego życia, zwłaszcza w sferze intymnej. Polacy nie są otwarci na takie rozmowy. Unikają tzw. trudnych pytań. Ze strony lekarzy istnieje obawa przed rezygnacją pacjentek z opieki specjalistów zalecających wykonanie badania. To powoduje, że część położników nigdy nie oferuje tego testu.

Jedną z metod zmniejszenia barier w proponowaniu i wykonywaniu testu diagnostycznego w kierunku HIV jest edukacja personelu medycznego i pacjentek, której służy kampania Jeden test. Dwa życia™.  Należy informować, że to badanie jest rutynowym postępowaniem diagnostycznym, które nie powinno wzbudzać dodatkowych emocji. Mam nadzieję, że edukacja kobiet wpłynie także na zwiększenie się odsetka młodych osób robiących testy w kierunku HIV, a kobiety planujące ciążę lub już w niej będące, same będą się domagały wykonania badania.

Ważną rolę mają tu do odegrania media. Aktualnie prowadzone są akcje przeciw dyskryminacji osób zakażonych HIV. Powinny one przyczynić się do zmniejszenia lęku przed osobami zakażonymi, ale także zwiększyć świadomość społeczną na ten temat.

Ryzyko urodzenia zakażonego dziecka można zmniejszyć do mniej niż 1 procenta

Dodatni wynik testu, potwierdzający seropozytywny status u kobiety, umożliwia rozpoczęcie leczenia antyretrowirusowego. Zahamowanie przez leki mnożenia się wirusa powoduje, że ryzyko zakażenia dziecka spada poniżej 1%. Natomiast kobieta, która nie zdaje sobie sprawy z zakażenia, naraża się na stały rozwój choroby, a swoje dziecko na zakażenie w czasie ciąży i porodu, a później podczas karmienia piersią. 

Ryzyko transmisji wertykalnej, tj. przeniesienia wirusa z matki na dziecko podczas ciąży i porodu wynosi ok. 15 – 30%. Przy karmieniu piersią przez ponad 6 miesięcy wzrasta do blisko 50%. Natomiast zastosowanie pełnej profilaktyki sprawia, że dziecko na ponad 99% urodzi się zdrowe. Świadome kobiety pragnące zapewnić swoim dzieciom bezpieczeństwo, zaakceptują zakres badań obejmujący test na HIV i zrozumieją, że nie chodzi tu o ocenę ich dotychczasowego życia, lecz wyłącznie o możliwość uchronienia dziecka przed przewlekłą i nieuleczalną chorobą.

Seropozytywna kobieta w ciąży jest objęta specjalistyczną opieką medyczną. Otrzymuje leki, inaczej prowadzi się jej poród, a noworodek jest jak najszybciej myty z mazi płodowej, krwi i wydzielin kanału rodnego. Nie jest karmiony piersią, a od pierwszej doby życia przez 4 tygodnie dostaje leki antyretrowirusowe. Wszystko to ma wyeliminować możliwe czynniki ryzyka transmisji wirusa od matki.

90% wszystkich zakażonych dzieci na świecie uległo transmisji wertykalnej HIV, podczas gdy tej drodze zakażenia możemy skutecznie, niemal w 100%, zapobiegać. W krajach rozwijających się brakuje środków finansowych na leki antyretrowirusowe i nawet świadomość choroby matki nie zawsze oznacza objęcie jej profesjonalną opieką medyczną. W Polsce mamy ogromne szanse na ograniczenie liczby nowych zakażeń wśród dzieci. Mam nadzieję, że świadomi lekarze i przede wszystkim świadome kobiety, będą z tych możliwości korzystać, bez obawy przed odrzuceniem. 

Prof. dr hab. n. med. Magdalena Marczyńska, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Wojewódzki Szpital Zakaźny w Warszawie.

 
Kampania została objęta patronatem honorowym przez Ministra Zdrowia, Głównego Inspektora Sanitarnego, Polskie Towarzystwo Naukowe AIDS, Konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz Konsultanta krajowego w dziedzinie perinatologii.
Akcję wsparły ponadto Ada Fijał, Agnieszka Cegielska oraz Maria Seweryn.
Kampanię „Jeden test. Dwa życia. Zrób test na HIV. Dla siebie i swojego dziecka™” zainspirował program profilaktyczny „One test. Two lives. Get tested for HIV. For you and baby™”, który był realizowany przez agencję rządu federalnego Stanów Zjednoczonych Centers for Disease Control and Prevention (CDC).
Informacja prasowa

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Zdrowia dieta, wspólne ćwiczenia i wsparcie psychologa. Warsztaty dla niepłodnych par już za miesiąc!

Mężczyzna pociesza swoją strapioną partnerkę /Ilustracja do tekstu: Bezpłatne warsztaty dla niepłodnych par Action-Life

Spotkanie z psychologiem, cenne wykłady o diecie bogatej w niezbędne mikro- i makroskładniki, wspólne ćwiczenia, które wspomogą płodność – to wszystko czeka na was podczas bezpłatnych warsztatów „2 Be Happy”, skierowanych dla par zmagających się z niepłodnością.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Warsztaty, które odbędą się 12 września 2018 r. w centrum Warszawy, zostaną podzielone na trzy bloki tematyczne.

W bloku, który otworzy spotkanie, pary starające się o dziecko spotkają się z psychologiem, z którym w swobodnej, pełnej zrozumienia i otwartości atmosferze będą mogły porozmawiać o wyzwaniach wiążących się z niepłodnością. Przy wsparciu specjalisty zajrzą w głąb siebie, a także poznają skuteczne sposoby na umacnianie związku i radzenie sobie z niepowodzeniami lub stratą.

CZYTAJ TEŻ: Niepłodność: kiedy psyche ma wpływ na soma. Poznaj doświadczenia ekspertów

Warsztaty dla niepłodnych par: psychologia, dieta i aktywność fizyczna

W kolejnej części wrześniowego warsztatu uczestnicy otrzymają cenne wskazówki z zakresu dietetyki. Dowiedzą się m.in., jaki jest związek diety z płodnością i które składniki pożywienia mają szczególne znaczenie dla naszych możliwości rozrodczych. Eksperci podpowiedzą też, jakich produktów należy unikać w okresie starań o dziecko oraz czy warto wspomóc się suplementacją.

Warsztaty dla niepłodnych par "2 Be Happy" - baner informujący o spotkaniu 12 września w Warszawie; w tle zdjęcie szczęśliwej pary

Ostatni blok tematyczny ośmiogodzinnego spotkania zostanie poświęcony aktywności fizycznej. Dzięki przydatnym poradom pary dowiedzą się, jakie ćwiczenia warto wykonywać, by ułatwić zapłodnienie. Ponadto doświadczeni specjaliści pokażą, jak za pomocą aktywności fizycznej poprawić libido i poprawić stan zdrowia.

Warsztaty „2 Be Happy” odbędą się 12 września br. przy ul. Przeskok 2 (8. piętro). Start o godz. 10.00. Zapisów można dokonywać drogą telefoniczną (tel.: 692407009) lub mailową (e-mail: biuro@4openmind.pl).

Organizatorem warsztatów jest OpenMind, a wyłącznym sponsorem – A&D Pharma. Portal i magazyn „Chcemy Być Rodzicami” został patronem medialnym wydarzenia.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kolejny test, kolejny stres. Jak radzić sobie ze stresem w oczekiwaniu na wyniki badań

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Monika Zauerman i jej obraz "Drzwi do snów" /Ilustracja do tekstu: Historia Moniki, pacjentki kliniki Miracolo. Operacja endometriozy w klinice Miracolo
Monika Zauerman i jej obraz "Drzwi do snów"

Rzuciła korporację, zamieszkała na wsi, gdzie odkryła na nowo siebie i swoją kreatywną stronę. Dziś, mimo wielu trudnych doświadczeń i długiego oczekiwania na diagnozę, udowadnia, że z endometriozą da się szczęśliwie żyć. Poznajcie historię p. Moniki, pacjentki kliniki Miracolo.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Monika Zauerman walkę z endometriozą zaczęła równo 10 lat temu – nie wiedząc jeszcze, z jakim wrogiem przyszło jej się mierzyć. A droga do diagnozy była kręta.

– Pierwsze symptomy pojawiły się ok. 2008 r., kiedy przestałam brać tabletki antykoncepcyjne. Jak mi później wytłumaczył lekarz, gdy odstawia się tabletki, endometrioza rośnie w naszym organizmie jak grzyby po deszczu. Myślę, że gdybym nie brała antykoncepcji hormonalnej, to choroba pojawiłaby się wcześniej – przyznaje p. Monika.

Endometrioza nie jest w głowie

Z każdym kolejnym rokiem przebieg choroby zaostrzał się i powodował pogłębienie symptomów.

– Było ich coraz więcej, a ja byłam w coraz większym bólu. I to nie były bóle tylko podczas miesiączki, ale też bóle migrenowe, bóle stawów, problemy z układem trawiennym, z żołądkiem. Nawet ze skórą – podkreśla p. Monika.

Lekarze za każdym razem przepisywali leki, które miały na celu zatrzymanie poszczególnych symptomów. A to – w rzeczywistości – jeszcze pogarszało sprawę.

– W pewnym momencie zaczęli patrzeć na mnie wręcz z politowaniem, dając mi do zrozumienia, że chyba muszę wybrać się do psychologa, bo to jest wszystko w mojej głowie.

Nie pomagała też praca, która wymagała działania pod presją czasu, z nastawieniem na wyniki.

– Pracowałam bardzo długo w korporacji – w banku w Anglii. Stres powodował zaostrzenie objawów i różnego rodzaju bóle. Kiedy przychodziłam do pracy obolała lub nafaszerowana lekami przeciwbólowymi, to wpływało oczywiście na to, w jaki sposób pracowałam. Wtedy podjęłam decyzję, że praca w korporacji czy biurze, które jest nastawione na szybką i stresującą pracę, nie jest dla mnie. Postanowiłam, że więcej sobie tego nie zrobię.

Apogeum bólu

Zgodnie z dostępnymi statystykami, pacjentki z Anglii na diagnozę endometriozy czekają średnio 8 lat. Dokładnie tyle czasu musiało upłynąć, nim p. Monika zyskała potwierdzenie swoich przypuszczeń. Stało się to w 2016 r. – już po powrocie do Polski. Ale i tam początkowo musiała zmierzyć się z brakiem zrozumienia lekarzy.

– Byłam już w takim apogeum bólu, że nie byłam w stanie wstać z podłogi. Turlałam się, żeby gdziekolwiek dojść – do toalety, do kuchni. W momencie, gdy poczułam się trochę lepiej, poszłam do lekarza w Poznaniu. Pani doktor – emerytowana pani ginekolog – nawet nie zbadała mnie porządnie i zrzuciła wszystko na moją psychikę. Po raz kolejny kazano mi pójść do psychologa. Ja kilka dni wcześniej byłam w takim bólu, że dobrze wiedziałam, że to jest kompletna bzdura – opowiada p. Monika.

Z nadzieją na bardziej empatyczną konsultację p. Monika wybrała się do ginekologa w Szczecinie, u którego ostatecznie otrzymała rozpoznanie choroby.

– Lekarz zrobił mi porządne USG i od razu potwierdził, że to jest endometrioza. Skierowano mnie wtedy na operację. Ale nie zdecydowałam się na nią wówczas. Intuicyjnie czułam, że nie powinnam robić laparoskopii w zwykłym szpitalu.

Siła diety i intuicji

Odnalezienie gotowości do operacji, ale i godnego zaufania miejsca, z empatycznym i kompetentnym personelem, trwało 1,5 roku. W międzyczasie p. Monika – za radą innych pacjentek, z którymi była w kontakcie na forach internetowych – postanowiła wdrożyć specjalną dietę. Okazało się to przełomem w dotychczasowym leczeniu endometriozy.

–  Na anglojęzycznych forach czytałam, że dziewczynom, które zmagały się z tym samym problemem, bardzo pomagała dieta. Zainteresowałam się tym, ale też postanowiłam wsłuchać się w siebie. Kiedy człowiek jest chory, powinien posłuchać swojego ciała – mówi p. Monika.

Intuicja nie zawiodła jej i tym razem.

– Zaczęłam odstawiać rzeczy, które czułam, że mi szkodzą, a zostawiać i dodawać te produkty, które mogły mi pomóc. Zaczęłam stopniowo – gdy mamy swoje przyzwyczajenia żywieniowe, to ciężko zerwać z nimi z dnia na dzień. Ale ponieważ miałam bardzo poważne problemy z jelitami, w pierwszej kolejności odstawiłam gluten, nabiał i kawę. Już po tygodniu poczułam się lepiej – przyznaje p. Monika.

Z czasem codzienne menu wzbogaciło się o kolejne prozdrowotne składniki, które pozwoliły na uzyskanie jeszcze lepszych rezultatów i nowych sił do walki o siebie.

– Oprócz odstawienia wspomnianych produktów zaczęłam używać wielu zdrowych produktów, m.in. nasion konopnych, które są bogatym źródłem minerałów i witamin. Są łatwo dostępne w każdym sklepie ze zdrową żywnością i gorąco polecam je każdemu. Mnie dodały bardzo dużo energii.

Operacja endometriozy w klinice Miracolo. „Trzy tygodnie później jeździłam na nartach”

Już po trzech miesiącach od przejścia na dietę p. Monika przestała odczuwać ból. Wcześniej jednak choroba zdążyła się znacznie rozwinąć. Torbiel, która miała 3 cm, do czasu operacji w klinice Miracolo urosła do ogromnych rozmiarów: miała aż 10 cm.

– Były, oczywiście, zrosty, cysta była duża, co przeszkadzało w funkcjonowaniu. Ale gdy trafiłam do kliniki Miracolo w Dortmundzie, dr Jan Olek spytał mnie, jaki ból odczuwam podczas mojej miesiączki – w skali od 1 do 10. Odpowiedziałam, że 0,5, a czasami nawet 0. Wszystko dzięki diecie.

Innowacyjna operacja laparoskopowa wykonana w klinice Miracolo dopełniła efektu terapeutycznego i wniosła do życia p. Moniki nową jakość.

– Przede wszystkim sprawiła, że ta wielka cysta, która sięgała aż do pępka, zniknęła z mojego brzucha. Jak mówił dr Olek, 70% mojej miednicy mniejszej było zajęte przez endometriozę. Dzięki operacji poczułam się dużo lepiej – zniknęły ogniska choroby, ale też bóle podbrzusza spowodowane zrostami. Trzy tygodnie po operacji jeździłam już na nartach – przyznaje.

CZYTAJ TEŻ: Endometrioza to nie wyrok! Jak ją skutecznie leczyć i jak z nią żyć?

Poprawa samopoczucia przed operacją utwierdziła p. Monikę, że zmiany w sposobie odżywiania się warto wprowadzić na stałe. W kolejnych miesiącach przeszła na dietę wegańską i zdecydowała się na wzmocnienie jej efektu poprzez ziołoterapię. W efekcie tych działań druga torbiel endometrialna zmalała z 6 cm do zaledwie 2,5 cm.

– Po laparoskopii wynik histopatologiczny pokazał, ze ogniska endometriozy były nieaktywne – zaznacza p. Monika.

Odnaleziona harmonia

Nie bez znaczenia dla rezultatu terapii była zmiana trybu życia. Obecnie p. Monika mieszka w malowniczej norweskiej wiosce – w otoczeniu lasów i pól.

– Gdy żyje się w mieście, jest bardzo dużo zanieczyszczeń. Postanowiłam, że muszę to wszystko zmienić. W tym momencie do najbliższego sąsiada mam 10 minut. Ale też przekwalifikowałam się. Zaczęłam zajmować się renowacją pomieszczeń, mebli i ram do obrazów. Mój mąż robił to wcześniej i nauczył mnie wszystkiego od podstaw. Zaczęłam też malować obrazy [można je obejrzeć tutaj – przyp. red.].

Nowe zajęcie i rytm życia, w zgodzie z naturą i samą sobą, pozwoliły p. Monice odzyskać spokój wewnętrzny. Dziś pokazuje też innym chorym na endometriozę, że dojście do tego punktu jest możliwe.

– Bardzo polecam chorym na endometriozę, ale też jakąkolwiek inną chorobę, by zaglądać w siebie. Żeby wyciszać się, medytować, praktykować jogę. To jest właśnie wszystko to, co ja robiłam. Zaczęłam bardzo dużo medytować – również ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Uważam, że wiele chorób, na które zapadamy, jest związanych z dzieciństwem. Tkwią w nas trudne, nieprzerobione emocje, które później wychodzą pod postacią choroby.

Ponieważ medytacje bardzo jej pomagały, zaczęła tworzyć własne – z myślą o sobie, ale też innych kobietach.

– Mam swój kanał na YouTube: jest tam dużo medytacji uspokajających, mówiących o zdrowiu, afirmacji dla kobiet z endometriozą. Na którejś z grup związanych z endometriozą dziewczyny poprosiły mnie, bym utworzyła medytację dla kobiet, które poddały się zapłodnieniu in vitro. Stworzyłam więc i taką medytację.

ZOBACZ TAKŻE: 25 afirmacji na płodność. Te słowa mają niezwykłą MOC!

Różne akty kreacji

Sama na skutek endometriozy postanowiła zrezygnować z macierzyństwa.

– Gdy 8-9 lat temu postanowiłam zajść w ciążę, skończyło się to tak, jak u większości kobiet z endometriozą – poronieniem. W kolejnych latach nie zachodziłam w ciążę, ale nie stawiałam też sobie takiego celu. Zamieniłam swój instynkt macierzyński na pomoc innym kobietom – przyznaje.

Podkreśla jednak, że rezygnacja z macierzyństwa lub bezdzietność wynikająca z niepłodności nie musi – i nie powinna – oznaczać rezygnacji z aktu tworzenia na innych płaszczyznach.

– Endometrioza, jak wiadomo, znajduje się tam, gdzie jest macica. Za to miejsce odpowiedzialna jest druga czakra – sakralna, która wiąże się z kreatywnością. Ja bardzo połączyłam się z tą czakrą i różne rzeczy zaczęły – w cudzysłowie – kreować się wokół mojego życia. Ale kreacja to też poczęcie dziecka. Dla kobiet, które nie mogą zajść w ciąże, mam taką radę, żeby zaczęły kreować gdzieś indziej. Ważne, by zająć się czymś innym, przestać trochę myśleć, że nie mogą zajść w ciążę, odciążyć głowę. Wtedy może los zmieni bieg i ta dzidzia się pojawi? – podpowiada Monika Zauerman.

Efekt kuli śnieżnej

Dziś p. Monika podkreśla, że kluczem do szczęścia jest szukanie pozytywów i nieustawanie w walce o samą siebie. Dodaje jednak, że walka nie jest już słowem, którym określiłaby swoje życie z chorobą.

– Nie lubię określenia „walka z endometriozą”. Ja przestałam z nią walczyć. Pogodziłam się z tym, że ona jest, i w pewnym sensie zaprzyjaźniłam się z nią. To ułatwiło mi sprawę. Gdybym ciągle z nią walczyła i negatywnie się nastawiała, to myślę, że ciągle byłabym chora – uważa.

Bo choć endometrioza, przychodząc, wywróciła jej życie do góry nogami, przyniosła ze sobą też dobre zmiany.

– Jestem teraz szczęśliwa. Stałam się zupełnie innym człowiekiem – znalazłam drugą stronę samej siebie. Zmieniłam dietę, nauczyłam się bardzo dużo o zdrowym odżywianiu, udzielam wielu rad na różnych grupach. Znalazłam swoją stronę kreatywną: maluję obrazy, tworzę stronę internetową, by je na niej umieścić. Oprócz tego poznałam wiele fajnych osób, które są chore lub pomagają ludziom chorym na endometriozę. Jestem też w trakcie tworzenia programu coachingowego dla kobiet z endometriozą, które chciałyby zacząć zdrowo się odżywiać i zmienić swój styl życia, ale potrzebują wsparcia. Przekułam tę chorobę w coś pozytywnego i bardzo jestem z tego zadowolona – podsumowuje.

POLECAMY RÓWNIEŻ: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

WZW typu C: jak wykryć tę groźną chorobę nim doprowadzi do powikłań? [WIDEO]

Zmęczenie, bóle mięśniowo-stawowe – te objawy nie zawsze wskazują na infekcję grypopodobną. Ich przyczyną może być niebezpieczne w skutkach wirusowe zapalenie wątroby typu C (HCV). Szacuje się, że w Polsce choruje na nie nawet 700 tys. osób, ale tylko co 10 z nich zdaje sobie z tego sprawę. Jak wykryć tę groźną chorobę, by uchronić się przed jej konsekwencjami, wyjaśnia dr n. med. Olga Tronina, specjalista transplantolog, nefrolog z Alab Laboratoria.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wirusowe zapalenie wątroby typu C (HCV) to schorzenie, które może przez wiele lat nie dawać żadnych objawów, zaś te, które występują u części osób, zwykle nie wskazują na istotny problem zdrowotny. Jednak niewykrycie na czas tej groźnej choroby i niepodjęcie odpowiednich działań leczniczych może mieć dotkliwe konsekwencje dla zdrowia.

– Nieleczone wirusowe zapalenie wątroby typu C może po 20-30 latach doprowadzić do marskości wątroby, konieczności transplantacji, a nawet raka wątrobowokomórkowego – mówi dr n. med. Olga Tronina, specjalista transplantolog i nefrolog z Alab Laboratoria.

CZYTAJ TEŻ: Bezpieczeństwo i precyzja. Test alergiczny nowej generacji- ALEX Panel 282

Wirusowe zapalenie wątroby typu C: groźne powikłania

Rak wątrobowokomórkowy to najcięższe powikłanie wirusowego zapalenia wątroby.

– Jeżeli jest rozpoznany zbyt późno, kiedy interwencja chirurgiczna nie może już dać żadnej poprawy, jest rozpoznaniem śmiertelnym – podkreśla dr Tronina.

ZOBACZ TAKŻE: Diagnostyka niepłodności; o czym warto pamiętać? [WIDEO]

Badania przesiewowe w kierunku WZW typu C

Laboratoria Alab dołączyły do światowej kampanii badań przesiewowych przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu C.

Wykonanie prostego testu kasetowego – poprzez nakłucie opuszka palca, pobranie kropli krwi, odczytanie wyniku po minucie i weryfikacji wyniku po 15-20 minutach – pozwala na szybkie wykonanie testu przesiewowego. Ten zaś, w przypadku wyniku dodatniego, jest weryfikowany testem genetycznym – dodaje dr Tronina.

Test przesiewowy  w kierunku WZW typu C można wykonać codziennie – wystarczy wybrać się do najbliższego punktu pobrań.

POLECAMY TEŻ: Cichy zabójca i wróg płodności. Choroby nerek atakują miliony osób, często nie dając objawów


Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dziecko (nie) na zamówienie. Argumenty przeciw in vitro – ile w nich prawdy?

Niebieskookie niemowlę leżące w otoczeniu wiosennych kwiatów/ Ilustracja do tekstu: Argumenty przeciw in vitro: ile w nich prawdy? Kolor oczu dziecka i wzrost
Fot.: Shelby Miller /Unsplash.com

Wśród argumentów osób potępiających in vitro często można usłyszeć, że doprowadzi to do tworzenia dziecka na zamówienie, wybierania wzrostu, płci, koloru oczu… Tego rodzaju oskarżenia są nie tylko oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim krzywdzące dla osób walczących z niepłodnością. Przyjrzyjmy się jednak tym absurdalnym argumentom bliżej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

In vitro umożliwia wybór płci dziecka. Prawda czy fałsz?

W pierwszej kolejności pochylmy się nad problemem wyboru płci dziecka. Omówienie tego zagadnienia da nam przy okazji odpowiedź na wątpliwości natury etycznej. Stwierdzenie genetycznej płci jest proste – dwa chromosomy X lub po jednym chromosomie X i Y sprawiają, że z zarodka rozwija się płód płci odpowiednio żeńskiej lub męskiej. W pewnym sensie za płeć dziecka odpowiadają plemniki – komórki rozrodcze żeńskie zawsze posiadają jeden z chromosomów X matki. Plemniki natomiast mogą zawierać chromosom X lub Y. W zależności od tego, jaki plemnik zapłodni komórkę jajową, taka będzie płeć potomstwa.

Dlaczego zatem nie dokonuje się wyboru płci dziecka podczas in vitro? Żeby poznać płeć zarodka, trzeba pobrać z niego materiał genetyczny do badań, co wiąże się z nieznacznym ubytkiem masy zarodka. Mimo że zarodki radzą sobie z takim ubytkiem, każda zmiana w ich integralności niesie ryzyko utraty zarodka. W im wcześniejszym stadium preimplantacyjnym pobierany jest materiał genetyczny, tym straty masy są większe, ponieważ zarodek składa się z mniejszej liczby komórek, co rokuje gorzej dla jego rozwoju. Im później z kolei, bliżej momentu implantacji w macicy, czyli piątej doby po zapłodnieniu, tym trudniej to badanie wykonać. Wyniki badań będą później niż transfer, więc i tak nie dowiemy się, jaki jest ich wynik.

Mrożenie zarodków, mimo coraz lepszych technik i wyższej skuteczności, nie jest procedurą obojętną i nadal niesie ryzyko nieprawidłowego rozmrożenia się – część zarodków po prostu nie przeżywa rozmrażania i degeneruje. Każda mikromanipulacja na zarodku, na przykład pobieranie materiału do badań genetycznych, niesie ryzyko niepowodzenia. Nie wykonuje się takich badań, żeby zapewnić zarodkom jak najlepsze warunki do rozwoju, jeśli nie jest to konieczne ze względu na powodzenie procedury – tj. wykluczenie zarodków niezdolnych do rozwoju przez wysokie prawdopodobieństwo chorób genetycznych.

Ponadto na straży stoi etyka. Procedura zapłodnienia pozaustrojowego jest leczeniem niepłodności, a nie usługą niemedyczną. Nie ma w niej zatem miejsca na zachcianki i osobiste preferencje.

ZOBACZ TEŻ: Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

In vitro a kolor oczu dziecka

A co z cechami wyglądu dziecka? Dziedziczenie cech wyglądu to bardzo złożone zagadnienie. Wbrew powszechnym przekonaniom i temu, czego nadal uczą w szkołach średnich (żeby w prosty sposób wyjaśnić dziedziczenie cech organizmu), dziedziczenie koloru tęczówki nie jest dziedziczeniem jednogenowym. Nie mamy „genu koloru oczu”. Na ich barwę ma wpływ przynajmniej kilka genów. Dopiero wypadkowa produktów odczytywania tych genów pozwala uzyskać kolor oczu dziecka, który też nie jest wynikiem wyłącznie odczytywania i ekspresji genów.

Kolor oczu zmienia się w ciągu życia, czasem na skutek chorób. Wybór koloru oczu dziecka jest abstrakcją ze względu na złożoność i specyfikę dziedziczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

In vitro a wybór wzrostu dziecka

Podobnie jest z wyborem wzrostu dziecka. Mimo że mechanizm dziedziczenia wzrostu jest inny niż koloru oczu, również nie jest to dziedziczenie jednogenowe, co sprowadza te rozważania do kategorii science fiction. Ponadto dziedziczenie wzrostu nie zostało do końca poznane, mimo że wiele już na jego temat wiemy.

Wzrost także nie jest w 100% efektem dziedziczenia! Mimo dużego udziału genotypu, fenotyp, czyli to, jak wygląda dojrzały organizm, zależy w dużym stopniu od wpływu środowiska. Istotny jest więc rozwój osobniczy, sposób odżywiania, przebyte choroby i wiele innych czynników, na które nie mamy wpływu.

I co najważniejsze – pamiętajmy, że dziecko rozwija się dzięki materiałowi genetycznemu, jaki otrzyma od rodziców: w połowie od matki, w połowie od ojca. Nie jest zatem możliwe, aby dziecko miało cechy organizmu, jakie nie wystąpiły u któregoś z przodków. To, które z poszczególnych cech się ujawnią, zależy między innymi od modyfikacji epigenetycznych naniesionych na DNA.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Naukowcy pracują nad metodą zwiększającą skuteczność in vitro. Wykorzysta badanie genów

Modyfikacje epigenetyczne: instrukcja odczytu DNA

Modyfikacje epigenetyczne można porównać do instrukcji czytania kodu genetycznego. Ludzkie DNA zawiera po dwie kopie każdego chromosomu, czyli dwie informacje na ten sam temat. Natomiast modyfikacje epigenetyczne wpływają na mechanizmy ekspresji genów w taki sposób, że niektóre z nich mają obniżoną ekspresję lub są blokowane, a inne – promowane. Dzięki temu oraz mechanizmowi powstawania gamet, podczas którego materiał genetyczny redukowany jest do pojedynczego zestawu chromosomów, a także częściowo zmieniany podczas procesu crossing-over, różnimy się, a dzieci tych samych rodziców mogą znacznie różnić się wyglądem.

Nigdy nie wiadomo, czy i który zarodek pomyślnie przejdzie proces implantacji. Zapłodnienie, implantacja i ciąża nadal są tematem, który można zgłębiać, żeby zrozumieć zachodzące procesy i wspomagać leczenie niepłodności oraz trudności w donoszeniu ciąży.

Przykre argumenty przeciw in vitro – o wybieraniu dziecka na zamówienie – nie mają pokrycia w rzeczywistości: zarówno z przyczyn etycznych, jak i biologicznych. Dla przyszłych rodziców, mimo że brzmi to banalnie, zawsze najważniejsze jest, żeby ich dziecko było zdrowe.

Autorka tekstu: Karolina Częścik-Łysyszyn

POLECAMY TEŻ: Stres zmniejsza płodność i skuteczność in vitro. Ale jest na to sposób

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.