Przejdź do treści

Kisspeptyna: hormon seksu pomoże niepłodnym parom?

Fot. fotolia

Czy postęp w endokrynologii rozrodu zapewni już wkrótce nowe metody leczenia niepłodności? To całkiem możliwe. Na celowniku naukowców znalazła się kisspeptyna. Ten hormon zawdzięczający swoją nazwę amerykańskim czekoladkom Hershey’s Kisses, a kojarzony głównie z dojrzewaniem i popędem płciowym, ma na to coraz większe szanse. Dlaczego?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kisspeptyna nadzieją medycyny reprodukcyjnej?

Kisspeptyna, czyli hormon produkowany przez gen KISS-1 wzbudza coraz większe zainteresowanie środowisk naukowych. Występuje on naturalnie w organizmie kobiet i mężczyzn, gdzie pełni kluczową rolę w regulacji osi podwzgórze-przysadka-gonady. Odpowiedzialny jest m.in. za stymulowanie wydzielania hormonów płciowych oraz proces dojrzewania, dlatego znacząco wpływa na mechanizm płodności i rozmnażania się. Nieprawidłowe działanie hormonu oraz jego niedobór w organizmie kobiety może np. skutkować ustaniem cyklu miesiączkowego, a co za tym idzie niemożliwością zajścia w ciążę. Dlatego mówi się, że wykorzystanie na tym polu kisspeptyny może być rewolucją w dziedzinie leczenia niepłodności.

Badania potwierdziły; kisspeptyna wpływa na płodność

Potwierdzają to m.in. badania naukowców z Imperial College London, w trakcie których kisspeptynę podano niepłodnym pacjentkom, u których występowały zaburzenia hormonalne i ustał cykl miesiączkowy. U kobiet, po podaniu substancji, w porównaniu do reszty badanych, odnotowano 48 – krotny wzrost hormonu luteinizującego (LH) i 16-krotny folikulotropowego (FSH), czyli hormonów niezbędnych dla procesu owulacji, a więc i płodności.

Komu może pomóc hormon seksu?

Kisspeptyna może być wsparciem dla kobiet z niskim poziomem hormonów płciowych i usprawniać biologiczne mechanizmy rozrodcze np. stymulować jajniki do produkcji komórek jajowych – w tym przy zastosowaniu metody IVF – ale również wpływać pozytywnie na psychiczne uwarunkowania procesów poprzedzających zapłodnienie. Hormon nie bez przyczyny jest nazywany „viagrą dla mózgu”. Gdy podczas badania podano go zdrowym mężczyznom, rezonans magnetyczny wykazał aktywność obszarów mózgu, które generują emocje związane z pożądaniem, zapoczątkowują romantyczne i seksualne bodźce.
To właśnie m.in. za sprawą kisspeptyny u młodych osób występuje burza hormonalna i niepohamowane libido. Dlatego też zastosowanie hormonu stanowiłoby wsparcie dla pacjentów z zaburzeniami psychoseksualnymi. Dodatkowo, jako substancja pozytywnie wpływająca na nastrój, trwają badania nad tym, czy może być ona pomóc osobom, które problemy z płodnością okupiły epizodami depresji.

Co na to ekspert?

Wiele par stara się o dziecko latami, często bezskutecznie. Nie dziwi więc, że każda nieudana próba to olbrzymi stres i rozczarowanie. Sporo z nich reaguje frustracją, czasem również depresją. Statystyki mówią, że 50 proc. kobiet i 15 proc. mężczyzn leczonych z powodu niepłodności wskazuje to doświadczenie jako najbardziej stresujące przeżycie, z jakim mieli do czynienia.

Zdarza się, że tak silne emocje i ciągły stan niepokoju napędza kolejny mechanizm, wywołujący tzw. niepłodność psychosomatyczną. Dochodzi do niej, gdy u kobiety wzrasta poziom kortyzolu, prolaktyny i adrenaliny, hormonów, których nadmiar powoduje zaburzenia owulacji – wyjaśnia dr n. med. Dariusz Mercik, ginekolog i endokrynolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Dlatego tak istotna jest nie tylko odpowiednio dobrana terapia medyczna, ale również wsparcie psychologa. Naukowcy sugerują, że z racji swojego działania kisspeptyna może być w przyszłości potencjalnym panaceum na zaburzenia nie tylko na tle endykronologicznym, ale również psychosomatycznym. Wówczas hormon aplikowany w zastrzykach lub w formie doustnej parom o odpowiednich wskazaniach medycznych, byłby ważnym elementem wspierającym terapię niepłodności.

POLECAMY:

11 objawów zaburzeń hormonalnych

Hormony – królowe ciąży

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Popularny chwast na kobiece problemy. Koniczyna czerwona na płodność

koniczyna czerwona na płodność
fot. Pixabay

Choć w Polsce jest pospolitym chwastem, ma nieocenione właściwości lecznicze, wspomaga m.in. pracę wątroby, reguluje miesiączki i ma działanie wykrztuśne. Można ją spotkać na łąkach, przydrożach i lasach. Koniczyna czerwona na płodność.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Koniczyna łąkowa (Trifolium pratense), zwana również czerwoną, rośnie w Azji, Europie i Afryce Północnej. W Polsce można ją spotkać w wielu miejscach, „tam, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała” jak pisał Mickiewicz.

Właściwości tej rośliny docenili już starożytni Grecy, Rzymianie i Celtowie. Koniczyna czerwona była symbolem szczęścia i wierzono, że chroni przed złymi mocami. W średniowieczu znachorzy stosowali koniczynę jako środek wykrztuśny i moczopędny. Rośliny używano również w celu zmniejszenia obfitych krwawień menstruacyjnych.

Ponadto w medycynie ludowej używana była przy zapaleniu pęcherza, astmie, problemach skórnych typu trądzik i łuszczyca, czy schorzeniach nerek.

Zobacz także: Głóg czarny na płodność. Zobacz, jak działa i w jakich dawkach stosować

Koniczyna czerwona na płodność i nie tylko

Współczesne badania potwierdzają, że wyciąg z koniczyny czerwonej ma działanie wykrztuśne i łagodzące stany zapalne oskrzeli. Ponadto udowodniono, że ma działanie przeciwzapalne, tonizujące, moczopędne, uspokajające i przeciwskurczowe. Wpływa również pozytywnie na pracę wątroby.

Do celów leczniczych wykorzystuje się ziele koniczyny czerwonej w postaci rozwiniętych główek. To zioło ma wiele witamin i mikroelementów, m.in. witaminy z grupy B, C i D, fitosterole, kwasy fenolowe, garbniki, glikozydy, taniny. Stanowi też bogate źródło soli mineralnych takich jak potas, wapń, magnez, żelazo, siarka, fosfor, kobalt, cynk, molibden, miedź, mangan i krzem.

– Koniczyna czerwona zawiera antyoksydanty, szereg witamin oraz mikroelementów. Podnosi odporność naszego organizmu, wzmacnia naczynia krwionośne oraz reguluje gospodarkę hormonalną. Ponadto reguluje florę fizjologiczną oraz nawilżenie pochwy – wyjaśnia Violetta Gdańska, mistrz naturopata i znawczyni ziół.

Zobacz także: Przywrotnik na płodność. „Ziele Matki Boskiej”, które pomoże ci zajść w ciążę

Koniczyna czerwona na płodność i problemy kobiece

Zioło to z pewnością docenią panie cierpiące na menopauzę, PMS lub kobiety zmagające się z zaburzeniami hormonalnymi. Koniczyna czerwona zawiera bowiem izoflawony, które wykazują działanie podobne do estrogenów. Jest ich około 30, w tym daidzyna, daidzeina, genisteina i pratenseina.

Jak pokazują badania, koniczyna może być stosowana zamiast hormonalnej terapii zastępczej u kobiet w okresie klimakterium. Reguluje bowiem gospodarkę hormonalną, zwiększa ilość estrogenów, łagodzi objawy menopauzy (uderzenia gorąca). Ponadto reguluje miesiączki, przeciwdziała osteoporozie i łagodzi PSM. Ostatnio udowodniono również, że działa antyrakowo, szczególnie chroni przed rakiem sutka.

Zobacz także: Aletra lecznicza na płodność. Będziesz zaskoczona, co potrafi ta roślina!

Koniczyna czerwona na płodność – jak stosować?

Koniczynę można zbierać z łąk od początku czerwca do połowy września. Pierwsze efekty można zauważyć po kilku tygodniach od rozpoczęcia kuracji. – Koniczyna często stosowana jest jako składnik mieszanek ziołowych do przygotowywania naparów. Dobrze współdziała z pokrzywą oraz liśćmi maliny – tłumaczy Violetta Gdańska.

Aby otrzymać napar z koniczyny należy zalać 1 łyżkę suszu szklanką wrzącej wody. Następnie napój odstawić na 30-40 minut i odcedzić. Napar można pić dwa razy dziennie.

Przeciwwskazaniem do stosowania koniczyny jest ciąża, karmienie piersią, nowotwory hormonozależne. Kobiety, które przyjmują estrogeny lub stosują hormonalną terapię zastępczą powinny zasięgnąć porady lekarza przed zastosowaniem koniczyny.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: naturalnemetody.pl, sekrety-zdrowia.org, zielarka.waw.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Pluszowy przyjaciel Plemnik, czyli edukacja z pomysłem

Gigantyczne mikroby na tle lotniska
Fot.: Instagram @GIANTmicrobes

Mierzą kilkanaście centymetrów, są miękkie, kolorowe i wykonane z pluszu. Od tradycyjnych maskotek różnią się jednak tym, że przedstawiają mikroby i komórki ciała – na co dzień niewidoczne dla ludzkiego oka. W barwnej kolekcji znalazły m.in. chlamydia, kandydoza, ale też plemnik i komórka jajowa. Do kogo adresowane są te pomysłowe zabawki?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niemal każdego dnia słyszymy, jak ważną rolę w organizmie sprawują poszczególne komórki i tkanki, a także ile spustoszenia sieją chorobotwórcze drobnoustroje. Nie widząc ich, trudno nam jednak uzmysłowić sobie, jak rzeczywiście wpływają na nasze życie. Dzięki Giant Microbes (gigantycznym mikrobom) może się to jednak zmienić.

Gigantyczne mikroby – bawią i edukują

Gigantyczne mikroby przybyły do nas z USA. Ich twórcą jest Drew Oliver, absolwent prawa na Uniwersytecie Harvarda. Kilka pierwszych maskotek przygotował na cele prywatne – z myślą o znajomych, którym ten zabawny gadżet miał dodać otuchy w walce z infekcjami.

Wieść o tych pomysłowych zabawkach – niczym wirus – rozprzestrzeniła się wśród lokalnej społeczności, która dostrzegła ich edukacyjny potencjał. Przyjaźnie wyglądające pluszaki, przedstawiające m.in. ospę, boreliozę, komórkę mózgową, plemnika i komórkę jajową, szybko trafiły do masowej produkcji i podbiły serca całej Ameryki.

Looks like someone has an awesome Valentine… who agrees?! : @mmm.aaike#GIANTmicrobes #valentine #heartwarming #valentinesday #heart #nerdy #love

Опубліковано GIANTmicrobes 16 лютого 2018 р.

Dziś gigantyczne mikroby zamawiane są m.in. przez szkoły w USA  jako cenna pomoc naukowa. Dzieci w wieku szkolnym mogą dzięki niej połknąć bakcyla biologii, a starsi uczniowie – usystematyzować wiedzę.

– Gigantyczne mikroby pomagają mi prowadzić ciekawe zajęcia w laboratorium. Cieszę się, że zamówiłem 10 pluszaków przedstawiających bakterie – mówi Bashar, amerykański nauczyciel.

Inny kupujący zauważa, że takie zabawki są świetnym sposobem, by wspierać wysiłki badaczy z dziedziny wirusologii.

Pomysł stojący za pluszakami doceniają także lekarze. Przeskalowane drobnoustroje i komórki pomagają m.in. wyjaśnić małym pacjentom, na czym polega ich choroba.

ZOBACZ TEŻ: Odra znów zagraża – szczególnie małym dzieciom. Wszystko przez brak szczepień

Miła w dotyku profilaktyka

Okazało się, że na tym lista zastosowań sympatycznych gadżetów wcale się nie kończy. Pluszowe drobnoustroje wykorzystano m.in. w edukacji seksualnejprofilaktyce chorób przenoszonych drogą płciową. Z okazji Miesiąca Świadomości Chorób Wenerycznych producent przygotował specjalne zestawy maskotek (zawierające m.in. chlamydię, HIV i HPV), a także atrakcyjne materiały edukacyjne. Uwzględniły one gry, quizy, infografiki, a nawet… profile chorób w aplikacji Tinder.

Did you know about 75% of Americans will have HPV in their lifetime and the rate continues to increase with younger…

Опубліковано GIANTmicrobes 11 квітня 2018 р.

Na fali rosnącego zainteresowania – wśród dorosłych i dzieci – gigantyczne mikroby wypłynęły poza Amerykę i „zaraziły” cały świat, w tym Polskę. Brytyjski dystrybutor maskotek żartuje, że w jego kraju można wręcz mówić o pandemii.

W tym przypadku nie ma jednak powodów do obaw – maskotki są bezpieczne w użyciu, a do każdej z nich dołączona jest ulotka. Nie znajdziemy w niej jednak skutków ubocznych, ale dokładny opis, czemu służy dana komórka lub tkanka oraz jak rozprzestrzeniają się poszczególne bakterie i wirusy.

Gigantyczne mikroby i komórki (w tym plemnik, komórkę jajową, a nawet zarodek) można obejrzeć i nabyć na stronie polskiego dystrybutora –  www.giantmicrobes.pl.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Wygląda jak dziecko i może wspomóc terapię po stracie. Czym jest lalka reborn?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Łańcuch DNA pod lupą /Ilustracja do tekstu: Genetyk: Ograniczenia dostępu do badań prenatalnych to przemoc systemowa
Grafika: Pixabay.com

– Wprowadzone zostało prawo, które w imię światopoglądu pewnej grupy społeczeństwa blokuje innym dostęp do posiadania dzieci. W czym ci ludzie są gorsi od tych, którzy w sposób naturalny mają zablokowane naczynia w sercu i robią sobie stenty albo przeszczep? – zastanawiała się podczas rozmowy z TOK FM prof. Maria Małgorzata Sąsiadek, krajowa konsultantka ds. genetyki i kierowniczka Katedry i Zakładu Genetyki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas wywiadu, który 8 marca br. przeprowadził portal TOK FM, prof. Sąsiadek odniosła się do kwestii praw reprodukcyjnych w Polsce i dostępu do takich świadczeń medycznych, jak badania prenatalne, zabiegi in vitro i aborcja. Ekspertka ds. genetyki zauważyła, że ostatnie działania parlamentarzystów skupiają się nie na tworzeniu przepisów prawnych, a na regulacji sumienia.

To jest forma przemocy. Bo każdy z nas ma swój światopogląd. Każdy dokonuje wyborów i każdy ponosi ich konsekwencje – zaznaczyła w rozmowie z dziennikarką TOK FM.

Badania prenatalne to badania pro-life

Specjalistka podejrzewa, że niechęć polskich polityków do upowszechnienia dostępu do badań prenatalnych i aborcji wynika ze strachu przed utratą wsparcia Kościoła.Według niej jednak badania prenatalne to badania pro-life.

– Ludzie, którzy zdecydują się przyjść do lekarza genetyka, z reguły bardzo świadomie podchodzą do problemu albo tej świadomości nabierają w trakcie badań, spotkań i rozmów. Wtedy para podejmuje decyzję świadomie, a nie na podstawie obezwładniającego lęku – wyjaśniła prof. Sąsiadek w rozmowie z TOK FM.

W rozmowie z TOK FM ekspertka odniosła się też do przykładu Francji, na który powołuje się obecnie wielu prawicowych polityków. W kraju tym – zgodnie z zarzutami– z uwagi na powszechność aborcji i badań prenatalnych niemal wcale nie rodzą się już dzieci z zespołem Downa. Prof. Sąsiadek uważa jednak, że polskim obywatelom w kwestii prokreacji daleko jest do konsumpcjonistycznego nastawienia. Tym, co nam realnie zagraża, jest natomiast brak systemowego wsparcia rodzin z niepełnosprawnością.

– My sobie nawet nie zdajemy sprawy, jak dużo kłód spada pod nogi rodzinie, w której pojawia się niepełnosprawne dziecko. Naszym obowiązkiem jest ich wesprzeć. Żeby to zrobić, trzeba wykazać się empatią i solidarnością. Z budżetu państwa wysupłać pieniądze, żeby zapewnić godną opiekę nad takimi  rodzinami. To jest jedyna uczciwa droga do rozwiązania problemu. I dopiero wtedy możemy rozmawiać i przekonywać, żeby ktoś nie przerywał niechcianej ciąży. Ale jak my ich zostawiamy samym sobie, to jakie mamy moralne prawo oceniać ich decyzję? – pyta retorycznie prof. Sąsiadek.

Polskiej genetyce brakuje lekarzy i środków

Konsultantka zwróciła również uwagę na kwestie, które wynikają z niedofinansowania polskiej genetyki.

– Polscy pacjenci nie mają dostępu do badań całogenomowych, które w krajach rozwiniętych są podstawowymi badaniami diagnostycznymi. Średni czas oczekiwania na wizytę w poradni genetycznej to dwa lata. Można w tym czasie zaliczyć dwie ciąże – zauważa w rozmowie z TOK FM.

Problemem, który z tym się wiąże, jest także zbyt mała liczba lekarzy genetyków. Obecnie mamy ich zaledwie 110 na cały kraj.

– Będzie jeszcze gorzej, bo mamy mały nabór na specjalizację. A jedna czwarta tych genetyków to są ludzie po 55. roku życia, więc niedługo przejdą na emeryturę – przestrzega ekspertka.

Pacjenci gorszego sortu

W dalszej części rozmowy prof. Sąsiadek zauważyła, że inną rządową decyzją o charakterze przemocowym była likwidacja rządowego dofinansowania in vitro.

– Wprowadzone zostało prawo, które w imię światopoglądu pewnej grupy społeczeństwa blokuje innej dostęp do posiadania dzieci. Proszę mi wierzyć, że większość moich pacjentów, którzy przychodzą rozmawiać o zapłodnieniu in vitro, to katolicy. I większość z tych ludzi wcale nie ma wyrzutów sumienia (…). Ci ludzie przychodzą (…) pozytywnie zdeterminowani. Słusznie się zastanawiają nad tym, że skoro są chorzy i w naturalny sposób nie mogą mieć dzieci, to w czymże są gorsi od tych ludzi, którzy w sposób naturalny mają zablokowane naczynia w sercu i robią sobie stenty? Albo robią sobie przeszczep? – mówi ekspertka.

Jak zaznaczyła, dotąd nie udało jej się uzyskać logicznych wyjaśnień takiego rozróżnienia.

Źródło: tok.fm

POLECAMY TEŻ: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza. „To dzieci z probówki in vitro i potomkowie komuny”

Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza
fot. Facebook - @ZurawskiWieslaw

Ci ludzie to „pokolenie komuny”, którzy „mają we krwi wszystkie zboczenia”, i są „dziećmi z probówki in vitro’. Tak o mieszkańcach Grudziądza wypowiada się radny Prawa i Sprawiedliwości Wiesław Żurawski. Dlaczego?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Były radny sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego opublikował ostatnio na Facebooku dobitny wpis.

Nie przypuszczałem , że niby polska „Gazeta Pomorska” będzie pisać w ich stylu, np. promować „in vitro”, związki homoniepewne, aborcję i inne dewiacje – napisał na swoim profilu Żurawski, porównując treści „Gazety Pomorskiej” do tych publikowanych w „Gazecie Wyborczej”.

Radny nie zgadza się bowiem z felietonami i „szyderczym tonem w stosunku do partii, która po roku 2005 i po 2015 przejęła władzę”.  Szczególną złość Żurawskiego wzbudziły „artykuły Pana Redaktora Jacka Deptuły, który z uporem maniaka ustawicznie ośmiesza takich patriotów jak Ojciec Rydzyk, czy Prezes Kaczyński”. Radny przyznał, że nie może wspierać prasy prezentującej poglądy atakujące dobrą zmianę.

Zobacz także: „In vitro dla Kielc” zdjęte z obrad sesji Rady Miasta. Radny PiS: To bubel prawny!

Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza

W podobnym tonie Wiesław Żurawski podsumował ostatnio mieszkańców Grudziądza. W dyskusji prowadzonej na portalu społecznościowym Żurawski ocenił, że 80 proc. mieszkańców tego miasta to „potomkowie komuny, LWP i ORMO”, którzy „mają we krwi wszystkie zboczenia, to są dzieci z probówki in vitro, złodziejstwa, afery, ambergold, foss, kamienice i wszystkie dewiacje” i ci, „którzy nawet 20 lat nie byli u spowiedzi”!

Żurawski się tłumaczy i… grozi sądem!

Żurawski wystosował oświadczenie, w którym przeprosił za wpis i zagroził sądem redakcji grudziadz.naszemiasto.pl, która jako pierwsza napisał o sprawie. W niedzielę redakcja skontaktowała się z Żurawskim.

Z całym szacunkiem nie mam ochoty już rozmawiać z żadną z osób z Państwa redakcji. Naraził pan moją rodzinę i wnuczki na bezpośrednie niebezpieczeństwo – cytuje słowa radnego grudziadz.naszemiasto.pl.

„Nie jestem osobą publiczną obecnie, nie piastuję żadnej funkcji ani publicznej, ani partyjnej. Jestem zwykłym szeregowym obywatelem działaczem, radnym byłem wiele lat temu. Obecne wypowiedzi ze sprawowanym 7 lat temu mandatem raczej związku mieć nie mogą, wypowiedzi podobnych do mojej jest w internecie sporo – dodał Żurawski.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: grudziadz.naszemiasto.pl, Gazeta.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.