Przejdź do treści

Kielecki program in vitro

Wraz z końcem czerwca wygaszony zostanie rządowy program refundacji in vitro. Sprawy w swoje ręce wzięły samorządy. Z inicjatywą pomocy finansowej niepłodnym parom wyszły również Kielce.

– Pomysł pojawił się teraz dlatego, że wyczerpuje się, wygasa program rządowy dofinansowania in vitro. Uważamy, że to samorządy powinny przejąć na siebie tę pomoc, której potrzebują młodzi ludzie w naszym mieście, którzy borykają się z problemem niepłodności, a chcieliby mieć dzieci – tłumaczył kielecki radny SLD, Marcin Chłodnicki podczas konferencji na kieleckim rynku.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Radny zaznacza, że Kielce nie chcą bezmyślnie kopiować pomysłów z Łodzi czy Poznania, ale zamierzają stworzyć program dopasowany do mieszkańców. – Chcemy wypracować wspólnie z tutejszą społecznością najlepszy projekt dla naszego miasta – zapowiedział.
Kiedy?
– Pomysł konsultowaliśmy na Kongresie Lewicy w Łodzi. W tym mieście taki program ruszy najprawdopodobniej od lipca, w Częstochowie ten program funkcjonuje od ponad roku, dlatego uważamy, że w Kielcach również możemy liczyć na taki program, powiedzmy od budżetu 2017 – mówił Chłodnicki.
Według harmonogramu za około dwa tygodnie zorganizowane mają zostać konsultacje, w których udział wezmą specjaliści medycyny, kwestii społecznych i eksperci z organizacji pozarządowych.
Zdaniem Chłodnickiego jest szansa, aby uchwała na jesieni trafiła pod obrady rady miasta. – Jeśli wówczas byłaby przegłosowana, mogłaby się znaleźć w budżecie miasta na 2017 rok. Wtedy kieleckie pary, które potrzebują takiego wsparcia mogłyby zgłaszać wnioski do końca marca przyszłego roku – powiedział.
Za ile?
Kielce na miejski program in vitro, podobnie jak w Częstochowie, miałyby przeznaczyć 75 tys. zł. – To jedna czwarta (wartości) słynnego kieleckiego przystanku. Nie jest to wygórowana kwota. W Częstochowie z tego programu skorzystało 15 par, z czego urodziło się dwanaścioro dzieci – przyznał Chłodnicki dodając, że na dzień dzisiejszy trudno oszacować skalę zainteresowania takim programem w Kielcach.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Aplikacja mobilna wesprze leczenie niepłodności

Telefon komórkowy, a w niej: aplikacja mobilna
Fot.: Pixabay.com

Spersonalizowany plan leczenia niepłodności, przypomnienia o kolejnych dawkach leków oraz wizytach lekarskich, a także bezpośrednie komunikaty i wyniki badań z kliniki – to tylko niektóre funkcjonalności aplikacji, która wesprze pacjentki przechodzące przez procedurę in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiele pacjentek podkreśla, że procedura towarzysząca zapłodnieniu in vitro jest długotrwała, skomplikowana i obciążająca psychicznie. Stres i strach, związane z kolejnymi etapami IVF, można byłoby złagodzić, gdybyśmy mieli łatwy dostęp do eksperckiej wiedzy, a lekarze byli zawsze na wyciągnięcie ręki. Choć brzmi to nierealnie, ta wizja powoli się urzeczywistnia. Na australijskim rynku właśnie pojawiła się aplikacja, która w profesjonalny sposób wesprze pacjentki, które zdecydowały się na wykonanie zabiegu in vitro. To pierwszy taki program na świecie.

Co oferuje aplikacja do in vitro?

Za oprogramowaniem stoi renomowana australijska klinika Virtus Health, która oferuje m.in. usługi w zakresie diagnostyki i leczenia niepłodności oraz medycyny rozrodu.

– Wiele kobiet, u których zdiagnozowano niepłodność, zmaga się z nieprzyjemnym poczuciem utraty kontroli. Wierzymy, że ta aplikacja będzie dla nich czymś więcej niż praktycznym narzędziem; że poprawi samopoczucie pacjentek i nastawienie do leczenia – powiedziała Sue Channon, CEO grupy Virtus.

Niepozorny program, przeznaczony na urządzenia mobilne, skrywa wiele funkcjonalności. Użytkowniczka może skorzystać z rzetelnie opracowanych poradników, spersonalizowanego kalendarza leczenia, uzyskać szybkie wsparcie lekarza prowadzącego oraz za pomocą kilku kliknięć skontaktować się z kliniką. Aplikacja Virtus Health przypomni też o kolejnej dawce leków i zbliżającej się wizycie u lekarza. Wszystkie dane są poufne i szyfrowane.

Virtus Health App dostępna jest dla australijskich użytkowniczek w sklepie iTunes oraz Google Play. To pierwsza tego typu aplikacja na świecie. Mamy nadzieję, że w ślad za nią pojawią się podobne narzędzia dla Europejek.

Źródło: Medianet.com.au

Polecamy również: Ciągły monitoring zarodków zwiększa szanse in vitro o 25%

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przypinka z ananasami: ozdoba, za którą stoi mocny komunikat

Fot.: Pixabay.com – Ananas w okularach

Popularne serwisy społecznościowe w ostatnich tygodniach wypełniły się zdjęciami osób, których strój zdobi przypinka z uśmiechniętymi ananasami. Choć te wesołe owoce kojarzyć się mogą ze wzorami na wakacyjnych szortach, trend ten ma znacznie głębsze przesłanie. To wyraz wsparcia dla par, które zmagają się z niepłodnością i przechodzą przez procedurę in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pomysłodawcą akcji jest magazyn IVF Babble, który postanowił w ten niecodzienny sposób pokazać parom cierpiącym na niepłodność, że nie są ze swoim problemem same.

Przypinka z ananasami: gadżet, który niesie nadzieję

Czemu znakiem akcji stała się para uśmiechniętych ananasów? IVF Babble podkreśla, że owoc ten od wielu stuleci uważany jest za symbol szczęścia, powodzenia i gościnności. Jakiś czas temu uznano go również za symbol społeczności osób starających się o dziecko.

Być może z powodu ciepła (…), które wspólnota TTC (z ang. trying to conceive – przyp. red.) oferuje sobie wzajemnie – wyjaśniają przedstawiciele IVF Babble..

Ostatecznie na oficjalny gadżet akcji wybrano przypinkę z parą uśmiechniętych ananasów. Ma ona symbolizować odważne kobiety i mężczyzn, którzy pokonują trudną drogę do rodzicielstwa, i pokazać im, że ich głos jest słyszany.

Silniejsi razem

Ważny przekaz szybko rozprzestrzenił się wśród użytkowników serwisów społecznościowych. Wkrótce Pinterest, Instagram, Facebook i Twitter zapełniły się tysiącami zdjęć przypinek, którym towarzyszy  hashtag: #IVFstrongertogether.

W akcję włączyły się też osoby medialne, m.in. prezenterki Fearne Cotton i Kate Thornton. Jednak to nie celebryci wpłynęli na sukces inicjatywy, a fakt, że niemal każdy z nas zna osobę, która cierpi na niepłodność.

Moja droga przyjaciółka właśnie Sara rozpoczęła swoją przełomową drogę. Zakładam ten badge z ananasem, by przekazać jej swoją siłę i miłość oraz wesprzeć inne kobiety, które zmagają się z niepłodnością” – napisała na swoim oficjalnym profilu Fearne Cotton. Do posta dołączyła hasło akcji i zdjęcie, na którym widnieje przypinka z ananasami.

Usłyszeć głos

Wśród uczestników akcji nie brakuje też osób, które same boleśnie doświadczyły samotności po kolejnych nieudanych próbach zajścia w ciążę.

Ile to razy siedziałam sama, czując niewyobrażalną samotność podczas swoich zmagań z niepłodnością i zastanawiając się, kto z osób wokół mnie również przez to przechodzi. Czemu nigdy nie porozmawiałam z samotną dziewczyną, która siedziała obok mnie w poczekalni w klinice? (…) Z pewnością mocny przekaz stojący za tą przypinką i społeczność, która się wokół niego tworzy, pozwoli nam poczuć się silniej i zacząć rozmowę” – napisała na swoim profilu Izzy Judd, muzyk i autorka autobiograficznej książki o zmaganiach z niepłodnością.

Przypinki z ananasami dostępne są m.in. na stronie IVFbabble.com.

Źródło: ivfbabble.com, yourtango.com

Przeczytaj też: Inteligentne narzędzia, które pomogą ci zajść w ciążę

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Lekarz zapładniał pacjentki własną spermą

lekarz zapładniał pacjentki własną spermą
fot. Pixabay

Przez  kilkadziesiąt lat pomagał niepłodnym kobietom zajść w ciążę. Po czasie okazało się, że lekarz zapładniał pacjentki własną spermą! Czy uniknie kary?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Doktor Donald Cline z Indianapolis w USA przez czterdzieści lat zajmował się leczeniem niepłodności. Do tego celu używał jednak swojego nasienia, nie informując o tym pacjentek.

Sprawa wyszła na jaw dopiero w 2015 roku, kiedy dorosłe już „dzieci dr Cline” poddały się badaniom. W rejestrach kilkanaście osób miało zbliżone DNA do DNA lekarza.

Zobacz także: Rekordowa liczba dzieci narodzonych dzięki in vitro

Lekarz zapładniał pacjentki własną spermą – może być ojcem 20 osób

W toku śledztwa okazało się, że 79-letni dziś Donald Clinie w latach 70. I 80 około 50 razy zapłodnił pacjentki własną spermą. Jak podaje magazyn „The Sun”, doktor może być ojcem nawet 20 osób.

Teraz sprawa ożyła na nowo, ponieważ nieuczciwy lekarz może uniknąć kary za swoje praktyki. W prawie stanu Indiana nie ma bowiem paragrafu mówiącego o karaniu za podobne przewinienia.

Jak uważasz?

Czy lekarz powinien ponieść konsekwencje?

Tak, oszukał pacjentki.
Nie, pomógł kobietom zajść w ciążę!
Nie mam zdania

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Onet, Interia

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Niepłodność a rozpad związku

niepłodność a rozpad związku
fot. Fotlia

Doświadczyła trzech poronień, pięć prób zapłodnienia metodą in vitro, oszczędzała każdy grosz, żeby spełnić marzenie o posiadaniu dziecka. Po ciężkich przejściach Justine Bold doczekała się bliźniaków, jednak straciła jedną ważną rzecz. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Moment, w którym Justine po raz pierwszy wzięła na ręce swoich synów – Otto i Oriona, był dla niej nagrodą za wszystkie lata cierpień. – Kiedy się urodzili, pamiętam tylko, że uśmiechałam się i byłam bardzo szczęśliwa – mówi Justine, matka 5-letnich dziś chłopców.

Zobacz także: Jej małżeństwo się umocniło – oto, jak pomóc związkowi przetrwać walkę z niepłodnością

Niepłodność a rozpad związku

Oprócz szczęśliwego zakończenia leczenia metodą in vitro, kobieta doświadczyła jednego niepożądanego „skutku ubocznego”. Kiedy bliźnięta miały 16 miesięcy, Justine i jej długoletni partner oraz ojciec dzieci rozstali się.

Jak przyznają, w dużej mierze decyzja ta spowodowana była doświadczeniami związanymi z leczeniem niepłodności. Od tamtej pory Bold samotnie wychowuje dzieci.

Niestety przypadek Justine nie jest odosobniony. Temat fizycznego i przede wszystkim psychicznego wyniszczenia podczas walki z niepłodnością jest rzadko poruszany. Szkoda, ponieważ skala problemu wydaje się być naprawdę duża.

Zobacz także: Związek i niepłodność – jak podtrzymać relację?

Co mówi nauka?

Duńscy naukowcy twierdzą, że pary, które przeszły nieudany zabieg in vitro mają trzykrotnie większą szansę na rozstanie niż te, które mają dziecko.

Jennifer Edwards, terapeutka z ponad 20-letnim doświadczeniem, spotyka się z wieloma parami które próbują ratować swój związek po nieudanym leczeniu niepłodności.

Niepłodność to wciąż temat, o którym nie rozmawia się z przyjaciółmi. Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem i pojawia się ciąża, para informuje tylko, że dziecko zostało poczęte dzięki metodzie in vitro – mówi Edwards.

– Wciąż słyszę o poczuciu wstydu ze strony zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy nie są w stanie począć dziecka – dodaje.

Zobacz także: 4 rady – jak ocalić związek w walce z niepłodnością

Co z seksem?

Badania przeprowadzone na Stanford University dowodzą, że ok. 40 proc. kobiet zmagających się z niepłodnością skarży się na spadek libido, chociaż nigdy wcześniej nie miało podobnego problemu. Nie jest jasne, czy przyczyną obniżonego popędu seksualnego są leki stosowane przy in vitro, czy stan emocjonalny w tracie terapii.

Jak jednak pokazuje przypadek Justine Bold, udany zabieg in vitro nie jest gwarantem uleczenia relacji partnerów. – Walka z niepłodnością i proces leczenia były dla naszego związku większym obciążeniem niż się spodziewałam. Posiadanie dziecka stało się dla mnie sprawą najważniejszą. Mój partner zaczął mieć o to żal – ujawnia Justine.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.