Przejdź do treści

Kiedy inseminacja jest wskazana? A jakie czynniki decydują, że nie można jej wykonać u niepłodnych par?

Para podczas wizyty lekarskiej u ginekologa
fot. Fotolia

Co jest wskazaniem do skorzystania z zabiegu inseminacji? A jakie czynniki wykluczają przeprowadzenie tego zabiegu u par leczących niepłodność? Zobacz, co radzi ekspert.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Inseminacja domaciczna to metoda wspomaganego rozrodu polegająca na bezpośrednim umieszczeniu w jamie macicy nasienia, wcześniej odpowiednio przygotowanego w warunkach laboratoryjnych. W inseminacji może być wykorzystane nasienie partnera lub dawcy (inseminacja nasieniem dawcy).

Inseminacja – kiedy i jakie są wskazania do inseminacji?

Zdaniem ekspertów obecnie wskazania do inseminacji są dość mocno ograniczone. Związane są: z wiekiem pacjentki, przyczyną oraz czasem trwania niepłodności.

Do bezwzględnych wskazań należą: brak możliwości podjęcia naturalnego współżycia, zaburzenia ejakulacji (wytrysk nasienia) lub wady męskich narządów płciowych. Brak plemników w nasieniu jest wskazaniem do inseminacji z zastosowaniem nasienia dawcy z banku nasienia.

Oprócz tego istnieją wskazania względne, w których zastosowanie zabiegu inseminacji, zwłaszcza w połączeniu ze stymulacją cyklu kobiety, zwiększa skuteczność zapłodnienia – mówi lek. med. Robert Gizler, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed we Wrocławiu. Należą do nich: nieznacznie pogorszone parametry nasienia, czynnik immunologiczny – obecność przeciwciał przeciwplemnikowych w nasieniu lub w śluzie szyjkowym, endometrioza niskiego stopnia lub niepłodność o niewyjaśnionej przyczynie (niepłodność idiopatyczna).

Czytaj też: Domowa inseminacja – na czym polega

Inseminacja – kiedy nie jest wskazana u par leczących niepłodność i dlaczego?

Przeciwwskazaniem do inseminacji jest;

  • niedrożność obu jajowodów (czyli całkowita niemożność naturalnego zapłodnienia),
  • obecność stanów zapalnych narządu rodnego u kobiety (czynniki zapalne doprowadzają do obumierania zarówno plemników, jak i komórki jajowej),
  • mięśniaki, zwłaszcza zlokalizowane w jamie macicy,
  • polipy i zrosty śluzówki jamy macicy (zmiany anatomiczne uniemożliwiają prawidłowe zagnieżdżenie się zarodka),
  • skrajnie złe (poniżej 1 mln prawidłowych plemników w ml) parametry nasienia (im mniejsza liczba plemników jest podawana do macicy, tym mniejsza skuteczność samego zabiegu – przy podaniu poniżej 1 mln plemników spada poniżej 0,5%),
  • choroba nowotworowa u kobiety (jest to przeciwwskazanie ogólne do zachodzenia w ciążę).

Jak informuje na swojej stronie klinika InviMed skuteczność inseminacji waha się od 10% do 25% na cykl, w zależności od parametrów nasienia, wieku kobiety i liczby dojrzałych pęcherzyków po stymulacji.

Konsultacja: lek. med. Robert Gizler, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed we Wrocławiu

Polecamy:

Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zachodzenie w ciążę. Mamy najnowsze wyniki badań!

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Na zdjęciu: Dziecięce nózki w dłoniach mamy /Ilustracja do tekstu: Nowe standardy opieki okołoporodowej. Co sądzą o nich eksperci?
Fot.: Pixabay.com

7 maja br. minął termin zgłaszania uwag do projektu nowych standardów opieki okołoporodowej, przedstawionych w kwietniu przez ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Jak nowy dokument oceniają eksperci?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Najnowszy projekt standardów opieki okołoporodowej, określający m.in. system organizacji pracy na oddziałach ginekologiczno-położniczych, został zaprezentowany na początku kwietnia przez Ministerstwo Zdrowia. Wprowadza on takie nowości, jak testy diagnozujące depresję u kobiet w ciąży i po porodzie oraz gwarantowany dostęp do znieczulenia na czas porodu.

Ponadto duży nacisk ma zostać położony na karmienie piersią. Szpitale będą miały obowiązek m.in. zapewnienia młodym mamom dostępu do laktatora. W nowych standardach opieki okołoporodowej wskazano również, że personel medyczny powinien szanować prywatność i poczucie intymności kobiety oraz respektować jej decyzje.

CZYTAJ TEŻ: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

Naczelna Rada Lekarska o standardach opieki okołoporodowej: muszą być weryfikowalne

Część nowych wymogów spotkała się ze sprzeciwem Naczelnej Rady Lekarskiej. W komunikacie wystosowanym do Ministerstwa Zdrowia przedstawiciele Rady zwrócili uwagę m.in. na zapis odnoszący się do sposobu zwracania się przez personel medyczny do pacjenta.

„Standardy postępowania, jako źródło prawa, którym jest rozporządzenie Ministra Zdrowia, muszą mieć charakter sprawdzalny i nadający się do weryfikacji i egzekwowania. Powinny być adresowane do świadczeniodawców, a nie do pacjentów. Tym samym brak jest podstaw do wprowadzania do standardów postępowania uregulowań odnoszących się do sposobu zwracania się przez personel medyczny do pacjenta, w szczególności sformułowań dotyczących kwestii absolutnie subiektywnych, jak nawiązywanie dobrego kontaktu z rodzącą czy prezentowanie postawy budzącej zaufanie” – stwierdza Naczelna Rada Lekarska.

Z tym stanowiskiem nie zgadza się jednak Fundacja Rodzić Po Ludzku. Jak podkreślają jej przedstawicielki, zapisy dotyczące sposobu, w jaki personel medyczny odnosi się do pacjentki, są niezwykle ważne.

„To właśnie one mają nam zagwarantować dobrą jakość opieki medycznej” – czytamy na stronie Fundacji.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niepłodność wtórna. Czy komplikacje podczas porodu mogą uniemożliwić zajście w kolejną w ciążę?

Potrzebny nadzór nad położną?

Naczelna Rada Lekarska uważa też za uzasadnione, by zwiększyć udział lekarzy położników w trakcie porodu fizjologicznego – umożliwiłoby to nadzór nad położną.

„Niewłaściwym jest przejmowanie od położnej opieki nad rodzącą dopiero od momentu pogorszenia się stanu zdrowia kobiety ciężarnej lub płodu” – czytamy w stanowisku NRL.

Fundacja Rodzic Po Ludzku odpiera ten argument. – Położna jest specjalistką od porodów fizjologicznych i ma wystarczające kompetencje do tego, by samodzielnie sprawować opiekę podczas fizjologicznie przebiegającego porodu. Jednym z jej zadań jest wychwycenie nieprawidłowości i przekazanie pacjentki lekarzowi pod opiekę. W porodach, w których uczestniczą położne, jest znaczenie mniej interwencji medycznych – wyjaśnia w rozmowie z portalem Mamadu.pl.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Chazan powołany na świętokrzyskiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa. Mimo protestów!

Brak znieczuleń to wyższy wskaźnik cesarskich cięć

Ale z wprowadzeniem nowych standardów opieki okołoporodowej wiąże się też inny problem. Jak przypomina portal rynekzdrowia.pl, przeprowadzona w 2016 r. kontrola NIK wykazała, że z 24 audytowanych szpitali aż w 20 nie stosowano znieczuleń zewnątrzoponowych przy porodach naturalnych. Najwięcej takich przypadków odnotowano w placówkach mniejszych, np. powiatowych.

Prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii, zwrócił uwagę, że właśnie wymóg odnoszący się do łagodzenia bólu podczas porodu będzie najtrudniejszy do wdrożenia.

– Wiemy, że istniejące ograniczenia w tym zakresie są spowodowane dotkliwym brakiem lekarzy anestezjologów. I tu musimy jasno powiedzieć, że od zapisania takiego prawa w standardach sama sytuacji się nie poprawi, bo lekarzy od tego nie przybędzie – zwraca uwagę prof. Czajkowski w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl.

Prezes Fundacji Rodzić po Ludzku Joanna Pietrusiewicz podkreśla jednak, że zapewnienie dostępu do znieczulenia jest niezbędne, by obniżyć bardzo wysoki odsetek cesarskich cięć w Polsce.

– On [odsetek ten – przyp. red.] pokazuje, że kobiety poprzez cesarki radzą sobie z lękiem. Do cesarskiego cięcia musi być anestezjolog. Z naszego monitoringu wynika, że w tych województwach, gdzie jest najmniejszy dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, jest najwyższy odsetek cesarskich cięć – mówi Joanna Pietrusiewicz w rozmowie z portalem zdrowie.abc.com.pl.

Standardy opieki okołoporodowej: kto odpowiada za ich kontrolę?

Aby jednak nowe rozporządzenie nie było martwym prawem, konieczne jest zapewnienie kontroli jego egzekwowania.

– Wiele placówek narusza zapisy obowiązującego standardu, ale nie ponosi z tego powodu żadnych konsekwencji. Niestety w nowym standardzie też nie przewidziano monitorowania przestrzegania zapisów tego rozporządzenia. Nie wprowadzono także kontroli czy kar za nieprzestrzeganie standardów. Rok wcześniej w Ministerstwie Zdrowia pracował zespół, który miał poprawić wdrażanie starego, obowiązującego rozporządzenia. Z ich prac też wynika, że konieczna jest kontrola, wyciąganie konsekwencji i kar. Niestety takich zapisów nie ma także w nowym standardzie – zauważa.

Zaapelowała jednocześnie do Ministerstwa Zdrowia, by wprowadziło odpowiednie regulacje w tym zakresie.

Źródło: nil.org.pl, rodzicpoludzku.pl, mamadu.pl, zdrowie.abc.com.pl

POLECAMY: Bezpłatne leki dla kobiet w ciąży. Minister zdradził szczegóły prac nad programem „Mama+”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Bitwa o pieniądze dla kliniki leczenia niepłodności w Łodzi. Kto ma rację?

Klinika leczenia niepłodności w Łodzi nie ma pieniędzy
fot. Fotolia

Dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi złożył właśnie protest do ministra zdrowia i prezesa NFZ. Chodzi o spór o pieniądze na leczenie niepłodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Problem dotyczy kliniki diagnostyki i leczenia niepłodności w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. Jak tłumaczy dyrektor Instytutu, profesor Maciej Banach, w tym roku klinika dostanie ok. 300 tys. zł na diagnostykę i leczenie niepłodności.

– To nie pozwoli nam na właściwe funkcjonowanie kliniki, dlatego złożyliśmy protest – cytuje słowa profesora Banacha „Dziennik Łódzki”. Według wyliczeń dyrektora, placówka powinna otrzymać 1,2 mln zł.

Zobacz także: Program prokreacyjny działa tylko „na papierze”

A miało być tak pięknie

Klinika w Łodzi została otwarta w 2016 roku. Jest jedną z kilkunastu rządowych placówek i pierwszą tego typu w Polsce, którą otworzył minister zdrowia. W założeniu placówka miała wykazać większą skuteczność w leczeniu niepłodności niż przychodnie oferujące zabiegi in vitro.

Zamiast sukcesów są jednak problemy. Lekarze zaczęli przyjmować pierwszych pacjentów na wiosnę 2017 roku, kiedy nie były jeszcze ustalone kwestie finansowania. W rządzie wciąż trwała wtedy dyskusja, kto ma rozliczać i finansować kliniki.

Mimo rządowych przepychanek, placówka rozpoczęła działalność nie tylko w ramach poradni, ale również w ramach szpitalnych klinik. Przez to Instytut popadł w długi na ponad 250 tys. zł. Na taką właśnie kwotę szpital wystawił teraz Ministerstwu Zdrowia fakturę do zapłaty.

Zobacz także: W Łodzi najwięcej narodzin od dekady. Też dzięki in vitro

Klinika leczenia niepłodności w Łodzi nie ma pieniędzy?

Instytut potrzebuje również pieniędzy na diagnostykę i leczenie w bieżącym roku. NFZ przyznał placówce 306 tys. zł. Szpital potrzebuje jednak ponad milion złotych na diagnozowanie i leczenie niepłodnych par.

Resort twierdzi, że NFZ przyznał klinice 306 tys. zł na podstawie zgłoszonego zapotrzebowania. Z kolei NFZ twierdzi, że taką kwotę przyznało ministerstwo, bo klinika jest rządowa.

Istnieją jednak przesłanki, że placówka nie wykorzystała nawet w połowie pieniędzy przekazanych przez NFZ w listopadzie i grudniu. Umowa na te dwa miesiące wynosiła 160 tys. zł. Według wyliczeń ministerstwa, szpital rozliczył za ten okres klinikę niepłodności na ok. 38 tys. zł.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Łódzki

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ten chłopczyk przyszedł na świat cztery lata po śmierci rodziców. Jego historia wyciska łzy

Śpiące niemowlę /Ilustracja do tekstu: Tiantian, czyli słodycz. Chłopczyk urodził się cztery lata po śmierci rodziców

Ma trzy miesiące i jest rozkosznym bobasem, który rozwija się zdrowo pod opieką kochających dziadków. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że urodził się… cztery lata po śmierci swoich rodziców. Jak to możliwe?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Historia trzymiesięcznego Tiantiana zaczęła się przed pięcioma laty. Shen Jie oraz jego żona Liu Xi, młodzi małżonkowie z chińskiej miejscowości Yixing, pragnęli powiększyć rodzinę, ale szansą dla nich była jedynie procedura in vitro. Po pobraniu komórek udało im się uzyskać zarodki, które następnie zostały zamrożone i oczekiwały na zabieg w szpitalu w Nankin. Niestety, tragiczne wydarzenia pokrzyżowały plany małżonków. W marcu 2013 roku przydarzył się tragiczny wypadek, w którym oboje zginęli na miejscu.

Długa i wyboista droga do szczęścia

Rodzice zmarłej pary, znając szczegóły planowanej procedury in vitro, przez długi czas walczyli o prawo do wykorzystania pozostawionych zarodków. W wielomiesięcznej batalii sądowej podnoszono szereg kwestii prawnych, takich jak prawo dziadków do rozporządzania zarodkami swoich dzieci, wybór metody uzyskania ciąży z użyciem zarodków, a także to, czy zarodki można uznać za istoty żywe. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, ze w Chinach nie było dotąd podobnego przypadku, zatem sprawa była precedensowa.

Po wielu trudnych rozprawach udało im się uzyskać prawo do zarodków. Ale na tym problemy przyszłych dziadków się nie skończyły. Zarodki mogły zostać zabrane ze szpitala w Nankin tylko wtedy, gdy inna instytucja wyraziłaby formalną zgodę na ich przechowywanie. To zaś jest w Chinach kwestią problematyczną – w tamtejszym prawie brakuje precyzyjnych zapisów dotyczących ochrony nieprzetransferowanych zarodków. Dodatkowo chińskie prawo blokuje drogę do wykorzystania zarodków – czyli surogację. Ta bowiem jest w Chinach zabroniona.

PRZECZYTAJ TEŻ: Surogacja – dlaczego i komu jest potrzebna?

Tiantian, czyli słodycz

Po długich poszukiwaniach właściwego rozwiązania rodzice zmarłej pary zdecydowali się na komercyjną surogację w Laosie, gdzie takie praktyki są dopuszczone przez prawo. Na przetransportowanie zarodków, zabezpieczonych w ciekłym azocie i umieszczonych we wnętrzu pojemnika o wielkości termosu, nie wyraziła jednak zgody żadna linia lotnicza. Nie mając innego wyboru, przyszli dziadkowie zdecydowali się, by cenny załadunek przewieźć drogą lądową – w samochodzie.

Na miejscu wszystko poszło już zgodnie z planem – embrion został przetransferowany do macicy surogatki i rozwinęła się z niego zdrowa ciąża. Pozostawała jednak kwestia obywatelstwa dziecka. Aby noworodek nie został Laotańczykiem, zastępcza matka, dysponując jedynie wizą turystyczną, przed porodem musiała odbyć podróż z Laosu do Chin.

Przedsięwzięcie to nie należało do najłatwiejszych, ale udało się je pomyślnie przeprowadzić. Chłopiec urodził się w grudniu 2017 roku w chińskim szpitalu i otrzymał imię Tiantian. Władze Chin, zanim nadały mu chińskie obywatelstwo, musiały przeprowadzić szczegółowe badanie pokrewieństwa. Ponieważ oboje rodzice zginęli cztery lata przed narodzinami dziecka, próbki DNA pobrano od czwórki dziadków.

Dziś Tiantian ma już wszystkie niezbędne dokumenty i daje wiele szczęścia swoim ciężko doświadczonym przez los dziadkom.

– Ma oczy po mojej córce, ale trochę bardziej przypomina swojego tatę – mówiła babcia od strony matki podczas rozmowy z Channel News Asia.

Jak wyjaśniła, imię Tiantian oznacza „słodycz” – miał on bowiem osłodzić dziadkom gorzkie lata po śmierci ukochanych dzieci.

Źródło: BBC, Channel News Asia, straitstimes.com

CZYTAJ TAKŻE: Surogacja a status cywilny dziecka urodzonego za granicą

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”.

Smartfon w męskiej dłoni, na nim: logowanie na Twittera. /Ilustracja do tekstu: Ksiądz przestrzega przed Jackiem Jaśkowiakiem
Fot.: freestocks.org/Unsplash.com

Rzymskokatolicki ksiądz przestrzegł na Twitterze przed popieraniem poznańskiego prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Napomniał mieszkańców, że jeśli Poznań nie zejdzie z obranej drogi, czeka go to samo, co… Sodomę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wpis księdza Daniela Wachowiaka pojawił się na Twitterze w poniedziałek. Czytamy w nim:

„Katolikom z Poznania uważającym się za wierzących, a chcącym głosować na tego człowieka [prezydenta Jaśkowiaka – przyp. red.] nie może być to obojętne. Poznaniu, Poznaniu… bo gorzej na sądzie Bożym będzie z tobą niż z Sodomą”.

Postowi towarzyszył link do artykułu zamieszczonego na stronie Radia Maryja. Przedstawiono w nim pomysł prezydenta, by otworzyć w Poznaniu całodobowy gabinet ginekologiczny, w którym możliwe byłoby bezpłatne uzyskanie m.in. recepty na antykoncepcję (w tym awaryjną) oraz porady dotyczącej procedury in vitro. W ten sposób Jacek Jaśkowiak, który w nadchodzącym wyborach samorządowych ponownie zawalczy o fotel prezydenta, sprzeciwił się przedkładaniu światopoglądu lekarzy nad dobro pacjentek.

„Poznaniankom, które z niego [gabinetu – przyp. red.] skorzystają, nikt nie będzie prawił kazań, tylko udzieli koniecznej pomocy” – napisał prezydent Poznania na Facebooku.

ZOBACZ TEŻ: Radny PO: Poznań podąża za Europą, dlatego popiera in vitro

Ksiądz kontra lud. „Czemu tylko in vitro uważa się za zastępowanie Boga?”

Wpis ks. Daniela Wachowiaka, w którym piętnował on działania Jacka Jaśkowiaka, wzbudził wiele emocji. Choć udostępniło go 119 osób, a polubiło 361, jego treść nie wszystkim się spodobała.

„Jest pan ostatnią osobą, która może pouczać o moralności. Sodomą jest cała instytucja Kościoła, od Watykanu po najmniejszą parafię… Od ponad dwóch tysięcy lat staczacie się w otchłań obłudy i hipokryzji!” – zaznaczyła jedna z użytkowniczek Twittera.

Inny komentujący zapytał o kontrowersje związane z procedurą in vitro.

„Czemu jako zastępowanie Boga uważa się tylko in vitro? Co z pozostałą medycyną? Chirurgia nie jest takim zastępowaniem? Przeszczepy? Przyjmowanie leków? To wszystko jest nienaturalne” – napisał. „Proszę powiedzieć rodzicom, dziadkom, wujkom i ciociom tych dzieci, że zostały poczęte w wyniku sodomii, panie Wachowiak”  – dodała kolejna użytkowniczka.

Nie brakowało jednak i głosów popierających stanowisko ks. Wachowiaka.

„Brawo dla księdza. Księża powinni wychodzić do ludzi – tym się różnią od zakonników. Potrzeba nam aktywnych księży mówiących, dlaczego jakiś kandydat to osoba, na którą katolik głosować nie może”  – czytamy pod wpisem.

ZOBACZ TEŻ: Poznań: pierwsze dzieci z programu in vitro są już na świecie. I to z ciąży mnogiej!

Jacek Jaśkowiak: „Polecam czytać Pismo Święte ze zrozumieniem”

Po lawinie komentarzy i zainteresowaniu mediów ks. Wachowiak postanowił wydać oświadczenie, w którym szerzej przedstawił swój punkt widzenia.

„Katolicka Nauka Społeczna precyzuje, że chrześcijanin w swych wyborach powinien kierować się tym, czy jego kandydat reprezentuje naukę sprzeczną czy zgodną z Ewangelią” – wyjaśniał duchowny w wystosowanym komunikacie.

W dalszej części swojego stanowiska przytoczył fragment oświadczenia Zarządu Krajowego Instytutu Akcji Katolickiej:

„Głosując na kandydata reprezentującego inne wartości, a tym bardziej stojące w sprzeczności z chrześcijańskim systemem wartości, człowiek wierzący wchodziłby w konflikt z właściwie uformowanym sumieniem i zaprzeczałby w pewnym stopniu tożsamości swojej wiary”.

A jak do kontrowersyjnego wpisu odniósł się sam Jacek Jaśkowiak? Przypomniał księdzu cytat z Pisma Świętego: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”.

– Jeśli go nie zna, to polecam Ewangelię wg św. Mateusza. Warto poczytać Pismo Święte ze zrozumieniem –  powiedział prezydent Poznania w rozmowie z Onet.pl.

POLECAMY TEŻ: Trudna rozmowa z Bogiem. O in vitro przy konfesjonale

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.