Przejdź do treści

„Katole” vs in vitro czy bezprawie vs uczciwość

mobbing.jpg

Na okładce najnowszych Wysokich Obcasów białoczarne zdjęcie hardo trzymającej się pod boki kobiety i wymowny tytuł „Mobbing za in vitro”. Przełomowy artykuł zrobił furorę w mediach i podzielił ludzi. Z jednej strony słychać wrogie komentarze: „katoland” i „średniowiecze”. Z drugiej strony wyrazy zrozumienia dla pracodawcy „Wydaję mi się ze stanowisko asystentki zarządu nie może być puste przez kilka miesięcy. I wiąże się z dobrym wyglądem. Pani przytyła niestety i pani kilka miesięcy nie było.” A gdzie się podział sens?

O co chodzi?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Karolina Domagalska w swoim artykule dla Wysokich Obcasów opisała historię Anny Tymko – Winiarskiej. Kobieta posiadając już dwójkę dorosłych dzieci (26 i 18 lat) wraz z drugim mężem zdecydowała się znów zostać matką. Nie było łatwo – sześć prób in vitro, sześć kriotransferów, stymulacja hormonalna, przybranie na wadze, wykrycie wodniaka, operacja i czteromiesięczne zwolnienie. ZUS wymusił na pani Annie dokładny powód leczenia w zamian za wypłacenie zasiłku, po firmie rozeszły się plotki.

Tymko – Winiraska pracowała, jako asystentka w sekretariacie zarządu Polskich Sieci Energetycznych. Gdy przytyła i z względów zdrowotnych rzadziej pojawiała się w pracy, zdegradowano ją. Od tej pory pracowała przy archiwizacji dokumentów w małym pomieszczeniu bez okna i ze słabą klimatyzacją.

Potem było już tylko gorzej. Pani Anna została oddelegowana do departamentu eksploatacji. Nowe obowiązki przekraczały jej kwalifikacje. Gdy zwróciła się z prośbą o pomoc do dyrektorki kadr, miała usłyszeć, że nie może do pracy przychodzić „jak na rekonwalescencję” i że „firmy dziecioróbstwo nie interesuje”.

W końcu popadała w depresję i poszła na zwolnienie. Po powrocie straciła pracę, a powodem miały być długotrwałe nieobecności w pracy, bezpodstawną odmowę wykonywania obowiązków oraz „nieprzestrzeganie zasad współżycia społecznego” w zakładzie pracy.

Teraz Anna Tymko – Winiarska oskarża byłego pracodawcę o mobbing i dyskryminację. Pierwsza rozprawa ma się odbyć 27 lipca.

Podzieleni

Artykuł Karoliny Domagalskiej odbił się szerokim echem. Historię pani Anny powielają inne media, a internauci gorliwie komentują. I jak w każdej ważnej sprawie, głosy są podzielone. Wiele komentarzy to agresywne, nic niewnoszące teksty. Reakcje internautów pokazują, że zło zawsze rodzi zło. Zamiast wyrazów empatii i pokrzepienia dla bohaterki reportażu, przeczytać można, np.: „Witamy w katolandzie”, „To się w pale nie mieści. Jak toksyczna potrafi być trucizna sączona przez kościół”. I nagle okazuje się, że znów wszystkiemu winne jest polskie zacofanie i zdewociali katolicy.

Historia z Wysokich Obcasów pokazuje cierpienie kobiety i bezpodstawne szykany ze strony współpracowników i pracodawców. Zamiast ganić zjawisko dyskryminacji i mobbingu wylewamy swoje żale i frustrację na wszystkich wokół. Plucie jadem nie przyniesie żadnych wymiernych efektów, walczmy z łamaniem prawa i zasad moralnych, a nie z samymi sobą. Wydaje się bowiem, że jest społeczne przyzwolenie na złe traktowanie pracowników, czy to z powodu in vitro, chorób, opieki nad dziećmi, czy po prostu dlatego, że pracodawca po prostu może to zrobić, bo wypłaca pensję.

Ta sytuacja, podobnie jak sprawa znanego dziennikarza oskarżanego o mobbing zamiast skupić się na tym co w relacjach pomiędzy pracodawcą a pracownikiem jest do poprawienia skupić się może na przyczynie nieobecności Pani Anny w pracy. A przyczyna w takim przypadku jest nieistotna.

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Inne wymiary poronienia

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów. Nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. Zobacz, o co chodzi!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według badań przeprowadzonych przez organizację non profit Tommy’s , spośród 6000 kobiet, które doświadczyły poronienia, dwie trzecie miały trudności z mówieniem o tym, tyle samo nie mogło tematu poruszyć z przyjaciółką, a jedna trzecia uznała, że nie może o tym porozmawiać z własnym ojcem. Badań pokazujących, jak trudno jest kobietom sięgnąć po wsparcie, jakie mają kłopoty z ujawnieniem, co się im zdarzyło i jak bardzo czują się samotne jest wiele.

Poronienie ma wiele wymiarów

Złożoność emocji towarzyszących stracie również została na wiele sposób opisana. Emocje te muszą być silne i pierwotne, skoro tak trudno o nich mówić. Jednak jeśli poprosić kobiety, żeby anonimowo i online opowiedziały o swoim doświadczeniu poronienia, jak zrobiła to jedna z większych amerykańskich gazet okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów, nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. I wcale nie są to historie rzadkie. Historie te pokazują, jak bardzo sposób doświadczenia poronienia zależny jest od aktualnej sytuacji kobiety oraz kontekstu społecznego.

Wczesne poronienie się nie liczy?

W pierwszą ciążę A. zaszła szybko, z mężczyzną, z którym nie wiązała żadnej przyszłości, pomimo potwierdzonego PCOS. Po trzech tygodniach od pozytywnego testu, A. zaczęła odczuwać skurcze. Potem poszło szybko – wizyty u lekarza, krwawienie, koniec ciąży. Niewiele o tym myślała uznając, że widocznie tak miało być. Osiem lat później, już jako szczęśliwa mężatka, zapragnęła mieć dziecko. Tym razem sprawa nie była jednak tak prosta, PCOS nie dawało za wygraną, trzeba było rozpocząć leczenie niepłodności, bezskuteczne jak dotąd. A. wie jednak, że jeśli zdecyduje się na in vitro obarczone będzie ono zwiększonym ryzykiem poronienia. Ma też świadomość, że tym razem nie przeszłaby go ona tak bezboleśnie. Dlatego też bardzo zirytowały ją słowa położnej w klinice, że „wczesne poronienie się nie liczy”. Dla niej się liczy. Być może dlatego, że choć tamto dziecko było w zasadzie niechciane, w jej myślach i uczuciach jakoś zaistniało.

Cienka granica między stratą a aborcją – o co chodzi?

Dla każdej osoby, która pozwala sobie na wątpliwości i niepewność, ciąża i jej przebieg często bywa obszarem niepewności. Nie ma jasnych odpowiedzi, trzeba mierzyć się z sytuacjami niewyobrażalnymi i żyć z ich konsekwencjami.

K. miała już jedno dziecko w wieku przedszkolnym, kiedy poczuła, że to czas na kolejne macierzyństwo. Ciąża pojawiła się bez szybko i przebiegała bez problemów. Do pierwszego usg i badań genetycznych. Okazało się wówczas, że jest bardzo duże ryzyko, że dziecko jest poważnie chore, być może ma zespół śmiertelnych wad i nie przeżyje nawet etapu ciąży. Amniopunkcja, na wyniki której K. czekała kilka strasznych tygodni potwierdziła zespół śmiertelnych wad u dziecka. Nie było żadnych szans, żeby dziewczynka przeżyła poród, ale jej serduszko biło. Po konsultacji z lekarzem prowadzącym zapadła decyzja o zakończeniu ciąży.

Procedura trwała nie więcej niż pół godziny. Po wszystkim K. wróciła do domu i przez następne dni dochodziła do siebie. Kiedy dziś, po latach od tamtych wydarzeń myśli o przeszłości wie, że była to decyzja jednocześnie jej i nie jej. Że wybór był jedynie pozorny, wybór pomiędzy cierpieniem i cierpieniem. Czy więc była to aborcja?

Poronienie, którego nie było

Również taki list napłynął do redakcji gazety, która poprosiła kobiety o opisanie swojej historii poronienia.  

T. mieszka za oceanem, w stanie słynącym z bardzo ostrego prawa antyaborcyjnego i ograniczonego dostępu do środków antykoncepcyjnych. To, co jednak okazało się wiążące w jej historii to jej własne wychowanie, przekonanie, że rodzina powinna opierać się na tradycyjnych wartościach, że mąż pracuje, a kobieta zajmuje się domem i w związku z tym to on ma ostateczne zdanie. Dla postronnego obserwatora postawa ta może wydawać się archaiczna, jednak wcale nie jest rzadka również w zachodnim społeczeństwie.
Dzieci urodziła więc kilkoro aż do punktu, kiedy wiedziała, że kolejna ciąża zniszczy ją fizycznie i emocjonalnie. Zadbała więc o to, żeby w domu były środki antykoncepcyjne, rozpoczęła liczne rozmowy z mężem, który zobowiązał się do poddania się wazektomii. Tyle tylko, że nigdy nie mógł znaleźć czasu na wizytę u lekarza, sięganie po antykoncepcję również nie bardzo go przekonywało. I zdarzyła się kolejna ciąża zakończona najcięższym z dotychczasowych porodem, głęboką depresją poporodową T. oraz hospitalizacją. K. nigdy nie wróciła do równowagi emocjonalnej, a małżeństwo ostatecznie się rozpadło.

Można sobie wyobrazić, że K. swoją historię uznała za historię poronienia, które się nie wydarzyło. O którym myślało się, jak jedynym wyjściu, bez względu na jego wymiar etyczny czy medyczny.

To samo wydarzenie, umiejscowione w konkretnej rzeczywistości i kontekście, może oznaczać coś zupełnie innego.

W przypadku poronienia to zawsze jest jakaś utrata, koszt ponoszony przez kobietę. Czasem jednak jest to koszt mniejszy niż inne dostępne opcje.

POLECANE:

Poronienie i strata dziecka – fotografie

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

Najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Zbiorowy pochówek dzieci nienarodzonych w Lublinie

pochówek dzieci nienarodzonych
Pochówek zaplanowano na 15 października 2018 r. / fot. Pixabay

W przyszłym roku na cmentarzu komunalnym na Majdanku w Lublinie zaplanowano pierwszy zbiorowy pogrzeb dzieci nienarodzonych. Powstanie tam też symboliczna mogiła.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwszy zbiorowy pochówek prawdopodobnie odbędzie się 15 października 2018 roku, czyli w Dniu Dziecka Utraconego.

Pochówek dzieci nienarodzonych

Cały czas omawiane są jeszcze sprawy formalne – informuje Magdalena Sudoł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, który zajmuje się m.in. pochówkami dzieci, których rodzicom nie przysługuje zasiłek pogrzebowy.

Pochówki prawdopodobnie będą się odbywać na w miejscu na cmentarzu komunalnym na Majdanku, które było zarezerwowane pod budowę nowej kaplicy.

15 października br. zbiorowy pogrzeb dzieci utraconych odbędzie się w Koszalinie, Pile, Słupsku i Szczecinku. Są to już kolejne pochówki prochów dzieci zmarłych w wyniku poronienia bądź martwego urodzenia.  

Dzień Dziecka Utraconego

15 października jest dla wielu osób dniem wyjątkowym. To wtedy wspomina się dzieci utracone na skutek poronienia, przedwczesnego porodu, jak również dzieci zmarłe.

Według prawa każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności jest dzieckiem. Zatem kobietom po poronieniu i martwym urodzeniu lub w sytuacji, gdy zgon nastąpił przed 8 tygodniem życia, przysługują takie same prawa. Istotne jest jednak ustalenie płci dziecka.

Jakie prawa przysługują rodzicom po stracie?

Ustalenie płci dziecka jest konieczne do uzyskania świadczeń. Koszt badania to 400 zł i ciężar ten spada na rodziców, jeżeli chcą uzyskać od szpitala odpowiednie dokumenty. Bywa jednak, że personel po prostu pyta rodziców, jaką płeć wpisać do dokumentacji, aby oszczędzić kosztów i oczekiwania na wyniki badań.

Najważniejszym świadczeniem jest możliwość rejestracji dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Daje to możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego w wymiarze 8 tygodni, nie krócej jednak niż przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka, jak również zasiłku pogrzebowego i urlopów okolicznościowych w związku z urodzeniem dziecka i pogrzebem.

Zobacz także:

Dzień Dziecka Utraconego 2014 

Inne wymiary poronienia

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Dziennik Wschodni, Radio Plus, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kinga Rusin o zmaganiach z chorobą Hashimoto

Kinga Rusin o Hashimoto
Kinga Rusin napisała książkę o swoich doświadczeniach z chorobą Hashimoto / fot. Instagram @kingarusin

Hashimoto, czyli przewlekłe zapalenie tarczycy, to choroba, która dotyka przeważnie kobiety. Okazuje się, że choruje na nią również znana polska dziennikarka Kinga Rusin. W wywiadzie dla „Vivy” prezenterka opowiedziała o swoich zmaganiach i stylu życiu przy zapaleniu tarczycy. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hashimoto to najczęstsza na świecie choroba autoimmunologiczna, cierpi na nią od 13,4 proc. do 38 proc. ludzi, a odsetek ten rośnie z każdą dekadą. System immunologiczny chorego rozpoznaje tarczycę jako wroga i zaczyna ją atakować. Jeżeli będzie ją atakował wystarczająco długo, tarczyca ulegnie zniszczeniu i nie będzie już mogła wyprodukować wystarczającej ilości hormonów.

Kinga Rusin o Hashimoto

O chorobie Rusin media pisały już w roku 2016. Teraz ze swoimi przemyśleniami na temat Hashimoto podzieliła się z czytelnikami „Vivy”.

To jest choroba do końca życia, choroba tarczycy, która dotyka strasznie dużo kobiet w tej chwili w Polsce – mówi dziennikarka.

Dlaczego to głównie kobiety chorują na Hashimoto? Jest wiele teorii, według jednej z nich za rozwój choroby mogą mieć wpływ żeńskie hormony: estrogeny i prolaktyna. Wpływ na rozwój choroby ma również poziom zanieczyszczenia środowiska i toksyny obecne np. w kosmetykach. Z tą tezą zgadza się Rusin. – Ja stawiam na wszechobecną chemię. Szczególnie dla kobiet około pięćdziesiątki ważne jest odcinanie się właśnie od chemii, szukanie alternatywnych rzeczy, odcinanie się od mięsa, od mleka – twierdzi dziennikarka.

„Bardzo długo się wychodzi z tej choroby”

Rusin zdecydowała się napisać książkę o swoich przemyśleniach na temat zdrowego stylu życia. Jak sama przyznaje, bardzo zależy jej, aby na swoimi przykładzie pokazać, jak zdrowo żyć. Dziennikarka zmieniła również dietę, ułożyła własny jadłospis i jest pod opieką specjalistów.

– Jestem po prostu pod opieką dobrych endokrynologów, mam dobrze ustawione lekarstwa. Niestety, niedoczynność tarczycy nie jest chorobą, którą można wyleczyć, ta tarczyca nagle nie przestanie działać jeśli jest zniszczona i na tym polega niedoczynność tarczycy, trzeba dobrze ustawić hormony. Bardzo długo się wychodzi z tej choroby. Żeby wrócić znowu do prawidłowego poziomu energetycznego, do dobrego wyglądu, do takiej chęci żeby żyć, to zajęło mi dobrych parę lat – przyznaje Rusin.

Ujawnia, że wyeliminowała ze swojego życia niemal całkowicie środki czystości, proszki do prania i kosmetyki.

Objawy zaburzeń czynności tarczycy

Do najczęstszych zaburzeń czynności tarczycy należy zmęczenie i ospałość, wypadanie włosów, brak tolerancji na zimno, problemy z wagą, depresja, problemy z koncentracją, trądzik, refluks, bóle stawów, ból żołądka, rozdrażnienie.

Na chorobę Hashimoto choruje również Kayah, Maffashion, czy Karolina Szostak. Choroby tej nie można wyleczyć, jednak odpowiedni styl życia i stosowanie się do zaleceń lekarza mogą znacznie poprawić jakość życia chorych na zapalenie tarczycy.

W naszym sklepie kupisz książkę HASHIMOTO. Jak się pozbyć objawów i odzyskać zdrowie. 

 

hashimoto jak odzyskać zdrowie

 

 

 

 

Zobacz także:

Co jeść przy chorobie Hashimoto – dieta bezglutenowa, paleo, a może zgodna z grupą krwi?

Wpływ witaminy D na chorobę Hashimoto

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Izabella Wentz – „Hashimoto”, WP

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Reproductive exodus- Quo vadis Polonia?

IMG_8207

It has been a year since millions of Poles took to the streets to protest the barbaric plan of total abortion, contraception and IVF ban. It was the first and only time when the ruling party, PiS (Law and Justice) gave up. In the last two years they destroyed all Constitutional basis of the country: the rule of law is no longer in action, Armed Forces and Military Police are just tools to oppress the citizens, public healthcare system is just a sad joke and human rights are a slogan valid abroad. How do Poles deal with limiting their reproductive rights? Yes, right! Go abroad!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

The war on our reproductive rights has begun shortly after the fall of communism when the new government had to pay off to the Roman Catholic Church for its support in getting communists a rid. Bishops very much wanted to pursue their crazy vision of „protection of unborn babies” and they got what they asked for. In 1993 abortion ban got into force. In theory it allows abortion in 3 situations: (I) maternal life is in danger, (II) fetus has serious and untreatable disease/defect(s), and (III) pregnancy is a direct effect of crime (rape, incest, etc.). In real life obtaining legal abortion is a kind of „mission impossible”.

Catholic extremists didn’t stop their war on women and have been asking for more and more: no evidence-based sex ed, no access to healthcare for unaccompanied minors, no coverage for contraception and fertility treatments. They got it all. In 2015 they pursued centrist government to implement IVF law which bans single and homosexual women from accessing assisted reproductive technologies. It was a milestone for many of us who were personally hurt by the new law. While the public healthcare budget is tight we understand that there are other priorities than state-funded IVF but how the hell can anyone limit how I spend my own, hard-earned and highly-taxed money?! It was a kind of slap on the face and the straw which broke the camel’s back. At that time no one listened to us when we were protesting! Literally, no one…

Today the ex-health minister Dr Bartosz Arłukowicz, author of this draconian law is the first one who cries out loud that PiS may limit county councils’ financial support for infertile couples to obtain IVF (which is less than circa 5% of money earned by the fertility clinics). How double-faced it is to be such arrogant misogynist in 2015 and pretend to be a friend and savior of women in 2017 just because it’s trendy?! My stomach turns upside-down when I see him „fighting” for the reproductive rights!

Paper-pushers from the government and opposition are arguing with each other at the Parliament but what does it mean to an average woman? NOTHING! If you become pregnant but you don’t want to become a mother or your baby has lethal birth defects there is no way you can get a legal termination of pregnancy in Poland. You can either risk being caught and imprisoned for using Women on Web telemedicine service or simply go abroad and be treated with dignity and respect. When you give birth to a child with a serious disease you most likely will go abroad for his/her treatment. If you’re affected by infertility you can get basic treatments for a huge price in Poland but if you need more advanced treatment options you’ll fly out to Denmark, Sweden, The Netherlands or the UK. The government won’t help you at all but would happily take legal actions against you and send you to the prison.

Quoting my ex-boss „Why do you care? You make money, speak foreign languages and have contacts abroad, so you will get whatever you need. It’s not your business that „the dark mass” can’t get fertility treatments while you’re working for the gov and are privileged.” is probably what all the politicians think. I left my supposedly privileged position to be never associated with the PiS regime. I become one of the first political refugees but many have followed. For some it is too late and now they are imprisoned for political and social activities. Somehow I understand those who still work for the government: they have rent to pay, children to feed and dress, elderly parents to take care of. I don’t know if there was no conflict between me and my boss because of the Minister of Health I might still be holding a senior position at one of the ministries and live my happy privileged life and going abroad for reproductive care… Who knows…

Now, here I am working on the totally not prestigious position but I no longer fear that I am a part of the Kaczyński’s regime and- God forbid!- I am one of the SRHR oppressors! Has it changed anything in my very own war with infertility? Not yet. Current place of residence should potentially help or at least I thought so when I furiously resigned from my all so fancy job in Poland. I admit I was expecting to have my dreams come true as soon as I put my feet on the Swedish soil but I now know it was far from realistic plan. Hopefully it will happen as soon as I win the not yet finished war with the MoH and the National Health Fund to clear out my mind and feel free from the Polish oppressive system. Fingers crossed for a baby in two years 🙂

On this 1st anniversary of the Black Protest I wish all of us a full access to free reproductive healthcare!

No woman can call herself free who does not own and control her body. No woman can call herself free until she can choose consciously whether she will or will not be a mother.

Margaret Sanger

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)