Przejdź do treści

„Katole” vs in vitro czy bezprawie vs uczciwość

Na okładce najnowszych Wysokich Obcasów białoczarne zdjęcie hardo trzymającej się pod boki kobiety i wymowny tytuł „Mobbing za in vitro”. Przełomowy artykuł zrobił furorę w mediach i podzielił ludzi. Z jednej strony słychać wrogie komentarze: „katoland” i „średniowiecze”. Z drugiej strony wyrazy zrozumienia dla pracodawcy „Wydaję mi się ze stanowisko asystentki zarządu nie może być puste przez kilka miesięcy. I wiąże się z dobrym wyglądem. Pani przytyła niestety i pani kilka miesięcy nie było.” A gdzie się podział sens?

O co chodzi?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Karolina Domagalska w swoim artykule dla Wysokich Obcasów opisała historię Anny Tymko – Winiarskiej. Kobieta posiadając już dwójkę dorosłych dzieci (26 i 18 lat) wraz z drugim mężem zdecydowała się znów zostać matką. Nie było łatwo – sześć prób in vitro, sześć kriotransferów, stymulacja hormonalna, przybranie na wadze, wykrycie wodniaka, operacja i czteromiesięczne zwolnienie. ZUS wymusił na pani Annie dokładny powód leczenia w zamian za wypłacenie zasiłku, po firmie rozeszły się plotki.

Tymko – Winiraska pracowała, jako asystentka w sekretariacie zarządu Polskich Sieci Energetycznych. Gdy przytyła i z względów zdrowotnych rzadziej pojawiała się w pracy, zdegradowano ją. Od tej pory pracowała przy archiwizacji dokumentów w małym pomieszczeniu bez okna i ze słabą klimatyzacją.

Potem było już tylko gorzej. Pani Anna została oddelegowana do departamentu eksploatacji. Nowe obowiązki przekraczały jej kwalifikacje. Gdy zwróciła się z prośbą o pomoc do dyrektorki kadr, miała usłyszeć, że nie może do pracy przychodzić „jak na rekonwalescencję” i że „firmy dziecioróbstwo nie interesuje”.

W końcu popadała w depresję i poszła na zwolnienie. Po powrocie straciła pracę, a powodem miały być długotrwałe nieobecności w pracy, bezpodstawną odmowę wykonywania obowiązków oraz „nieprzestrzeganie zasad współżycia społecznego” w zakładzie pracy.

Teraz Anna Tymko – Winiarska oskarża byłego pracodawcę o mobbing i dyskryminację. Pierwsza rozprawa ma się odbyć 27 lipca.

Podzieleni

Artykuł Karoliny Domagalskiej odbił się szerokim echem. Historię pani Anny powielają inne media, a internauci gorliwie komentują. I jak w każdej ważnej sprawie, głosy są podzielone. Wiele komentarzy to agresywne, nic niewnoszące teksty. Reakcje internautów pokazują, że zło zawsze rodzi zło. Zamiast wyrazów empatii i pokrzepienia dla bohaterki reportażu, przeczytać można, np.: „Witamy w katolandzie”, „To się w pale nie mieści. Jak toksyczna potrafi być trucizna sączona przez kościół”. I nagle okazuje się, że znów wszystkiemu winne jest polskie zacofanie i zdewociali katolicy.

Historia z Wysokich Obcasów pokazuje cierpienie kobiety i bezpodstawne szykany ze strony współpracowników i pracodawców. Zamiast ganić zjawisko dyskryminacji i mobbingu wylewamy swoje żale i frustrację na wszystkich wokół. Plucie jadem nie przyniesie żadnych wymiernych efektów, walczmy z łamaniem prawa i zasad moralnych, a nie z samymi sobą. Wydaje się bowiem, że jest społeczne przyzwolenie na złe traktowanie pracowników, czy to z powodu in vitro, chorób, opieki nad dziećmi, czy po prostu dlatego, że pracodawca po prostu może to zrobić, bo wypłaca pensję.

Ta sytuacja, podobnie jak sprawa znanego dziennikarza oskarżanego o mobbing zamiast skupić się na tym co w relacjach pomiędzy pracodawcą a pracownikiem jest do poprawienia skupić się może na przyczynie nieobecności Pani Anny w pracy. A przyczyna w takim przypadku jest nieistotna.

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Lekarz czy lekarka?

lekarz czy lekarka
fot. Fotolia

Kilka lat temu na kongresie ginekologii estetycznej jeden z prelegentów bardzo kwieciście zachwalał zalety implantów piersi, a jednym z argumentów było, że jest to operacja przyjemna dla chirurga, po czym nastąpił lubieżny uśmieszek i lekarz narysował w powietrzu olbrzymi biust.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spowodowało to wzburzenie żeńskiej części słuchaczek, jednak jedna ze starszych koleżanek próbowała nas uciszyć, tłumacząc, że to tylko facet. Nie! Płeć nie jest przyzwoleniem na przedmiotowe traktowanie kobiet, a szczególnie pacjentek.

Cała ta sytuacja bardzo mnie rozdrażniła, a wszystkie wspomnienia z czasów studiów oraz historie zasłyszane na grupach niepłodnościowych powróciły na nowo. Czy to jest właśnie sedno paternalizmu w ginekologii i klucz do walki z upokarzaniem kobiet w szpitalach i przychodniach? Czy płeć osoby, która nas leczy, faktycznie ma znaczenie?

Zobacz także: Coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

Kobiety górą!

Większość pacjentek wybiera i preferuje ginekologa-kobietę. Wcale nie wynika to tylko ze wspólnych biologicznych doświadczeń, ale najczęściej z faktu, że kobiety są lepsze w komunikacji i świadczą opiekę bardziej skoncentrowaną na potrzebach pacjentki.

Nie wiemy jednak, czy płeć ma wpływ na wyniki leczenia w ginekologii, gdyż w przeciwieństwie do np. chirurgii, nie zostało to jeszcze zbadane. W licznych badaniach udowodniono, że lekarki leczą lepiej niż lekarze.

W 2016 roku na łamach JAMA ukazał się artykuł, w którym wykazano, że starsi pacjenci lekarek-internistek rzadziej wymagali ponownej hospitalizacji, zanotowano również mniej zgonów niż pośród osób leczonych przez lekarzy-mężczyzn.

Zobacz także: Czy twój lekarz od niepłodności to Anioł? Kiedy warto zmienić ginekologa?

Płeć ma znaczenie

W warunkach szpitalnych ginekologia jednak bardziej przypomina chirurgię. Kanadyjscy badacze udowodnili w dużym badaniu populacyjnym, że bycie operowanym przez kobietę-chirurga daje istotną statystycznie większą szansę na przeżycie. Badania te jasno pokazują, że płeć ma znaczenie dla powodzenia leczenia.

Różnica ta jest jeszcze bardziej widoczna pośród studentów i studentek medycyny. Amerykańscy naukowcy w dwóch niezależnych od siebie badaniach przeanalizowali wyniki nauczania ginekologii i położnictwa. Dziewczyny uzyskały znacznie lepsze wyniki, szczególnie w zakresie umiejętności klinicznych.

Jeszcze bardziej niepokojący jest trend częstszego korzystania z klauzuli sumienia przez mężczyzn-lekarzy. Tylko co piąta kobieta-ginekolog i co dziesiąty mężczyzna dokonują terminacji ciąży. Jeżeli planujesz skorzystać z usług kliniki leczenia niepłodności, a jesteś singielką, lesbijką bądź w związku nieformalnym, to lepiej wystrzegaj się religijnych facetów-ginekologów, gdyż z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będą chcieli cię leczyć (ale upokorzyć już pewnie tak!).

Zobacz także: Czy twój lekarz powołuje się na klauzulę sumienia? Teraz możesz to sprawdzić w aplikacji Medicover

Lekarz czy lekarka?

Wszystkie dostępne badania dotyczą niestety tylko lekarek i lekarzy z USA, nie ma jednak przesłanek, by domniemywać, że w Europie jest inaczej. Z moich osobistych obserwacji wynika, że to właśnie mężczyźni-ginekolodzy częściej odbierają pacjentkom prawo do decydowania o własnym rozrodzie niż ich koleżanki ginekolożki.

Czy warto więc kierować się płcią przy wyborze lekarki bądź lekarza? Tak, ale… Najważniejsze są kompetencje i podmiotowe traktowanie pacjentki, a także trudne do zdefiniowania „to coś”: szacunek, zaufanie i zapewnienie poczucia bezpieczeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Soczysty ananas na płodność. Sprawdź, jak wspiera organizm w uzyskaniu ciąży!

Półnaga kobieta z ananasem w ręku /Ilustracja do tekstu: Ananas na płodność. Sprawdź, jak wspomaga zajście w ciążę
Fot.: Marvin Meyer /Unsplash.com

Lato to pora roku, która zapewnia nam nie tylko piękna pogodę, ale też dostęp do świeżych owoców i warzyw. Warto wówczas sięgać po to, co sezonowe, ale tez pozwolić sobie na egzotyczne owoce, np. ananasy. Poznaj kilka faktów związanych z tymi zdrowymi smakołykami i dowiedz się, jak zrobić letni koktajl wspierający płodność!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Banany, pomarańcze czy ananasy rosną w krajach o ciepłym klimacie i pomagają miejscowej ludności w chłodzeniu organizmu podczas wysokich temperatur. Teraz, gdy lato trwa i w naszej szerokości geograficznej, nie musimy obawiać się nadmiernego wychłodzenia. Warto to wykorzystać i wzbogacić codzienne menu.

ZOBACZ TEŻ: Te rzeczy zaburzają twoją płodność. Sięgasz po nie codziennie!

Ananas: soczysty suplement letniej diety

Ananasy to prawdziwa bomba witaminowo-mineralna. Zawierają m.in. breomelinę – mieszaninę enzymów, które wykazują szereg prozdrowotnych działań na organizm ludzki. Bromelina łagodzi stany zapalne w organizmie i działa przeciwbólowo. Wspiera stawy, układ kostny, przyspiesza gojenie ran, wspomaga układ pokarmowy i trawienie. Wykazuje też pozytywne działanie na układ oddechowy, odpornościowy, obniża ciśnienie krwi i działa przeciwzakrzepowo.

Ponadto ananas zawiera liczne minerały i witaminy: żelazo, wapń, fosfor, magnez, sód, cynk, potas, witaminę C, K, A, E, kwas foliowy, witaminy z grupy B.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Przypinka z ananasami: ozdoba, za którą stoi mocny komunikat

Ananas na płodność

Po ananasy warto również sięgać również przy problemach z zajściem w ciążę. Udowodniono bowiem, że bromelina pomaga w implantacji zarodka. Nie należy jednak przesadzać z nadmierną ilością ananasa, gdyż ma on dość wysoki indeks glikemiczny – 59. To zaś może prowadzić do wywołania skurczów. Wystarczająca dawka dzienna tego owocu to 2-3 plastry.

Jeśli nie przepadamy za intensywnym smakiem ananasa, zamiast spożywać go jako samodzielną przekąskę, można dodać go do potraw lub zastosować w koktajlach owocowych. Ananas sprawdzi się też latem jako dodatek do dań z grilla.

Potrzebujesz inspiracji? Poznaj przepis na egzotyczny koktajl owocowy z ananasem.

Składniki na 1-2 porcje:

  • 1-2 plastry ananasa,
  • 1 banan,
  • 1 brzoskwinia lub nektarynka,
  • 1 jabłko,
  • woda,
  • cynamon,
  • łyżeczka dobrego tłuszczu – wszelkie oleje tłoczone na zimno będą idealne.

Wrzucamy wszystko do wysokiego naczynia, blendujemy, przekładamy do szklanki – i gotowe. Na zdrowie!

POLECAMY TAKŻE: Zielono mi, czyli bób na wsparcie płodności. Smaczne przepisy od dietetyczki

Anna Bajkowska - Suchecka

autorka strony i bloga Żona z ADHD, pedagożka, nauczycielka, propaguje zdrowy styl i tryb życia, zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia.

Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

Gdy rzeczywistość staje się zbyt trudna do udźwignięcia, gdy świat dookoła traci sens, a codzienność przestaje cieszyć. Depresja – choroba XXI-ego wieku, która staje na drodze coraz większej ilości osób. Także osób chcących być rodzicami. Czy da się walczyć z zaburzeniami nastroju i jednocześnie spełnić swoje marzenie o rodzicielstwie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie, depresja to nie jest lenistwo. Nie, nie jest to celowe ignorowanie znajomych i bliskich. Nie, nie jest to szukanie zaczepki. Nie, nie, nie! Depresja to choroba, która dotyka około 350 milionów ludzi na całym świecie. W Polsce jest to 1,5 mln osób – jak wskazuje Kampania Społeczna Forum Przeciw Depresji, jest to niemalże tyle, ile mieszkańców Warszawy! Jak mówią zaś dane WHO, najczęściej taką właśnie diagnozę dostają osoby w wieku 20-40 lat, z czego dwa razy częściej są to kobiety. Zaraz, zaraz… czy nie brzmi to jak czas, w którym to pojawia się chęć założenia rodziny?

Przyjmuje się, że nawet do 25 proc. kobiet w wieku rozrodczym cierpi na depresję. W związku z tym, zagadnienie dotyczące leczenia tej choroby w okresie planowania ciąży i samej ciąży, w praktyce psychiatrycznej pojawia się dość często. Przede wszystkim należy pamiętać, że kobieta  z rozpoznaniem depresji może z powodzeniem zajść w ciążę i urodzić dziecko” – mówi w rozmowie z nami lekarka w trakcie specjalizacji z psychiatrii, dr Sandra Błędek-Andrzejak.

„Czarny pies”

Zaburzenia nastroju, bo do takich należy też depresja (w „standardowym” rozumieniu mówimy tu o zaburzeniach afektywnych jednobiegunowych), mogą być bardzo różne zarówno pod kątem siły, z jaką uderzają, jak i objawów.

Stąd też bardzo ważna jest jak najszybsza konsultacja ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą, psychiatrą. To właśnie pod ich skrzydłami należy szukać pomocy. Każdy z nich jest bowiem w stanie jej nam udzielić, tym bardziej, że formy leczenia depresji także mogą być zróżnicowane. Ich dobór zależy od stanu osoby, która zmaga się z chorobą, ale też niestety jej funduszy, czasu, dostępności leczenia. Jeśli zaś dotyczy to kobiet, które planują zostać matkami, pojawić się mogą dodatkowe znaki zapytania. „Obecnie w leczeniu depresji stosujemy przede wszystkim psychoterapię i farmakoterapię. I właśnie ta druga metoda budzi największe kontrowersje w kontekście ciąży” – podkreśla nasza ekspertka.

Pierwsze pytania pojawiają się już na etapie planowania – czy leki antydepresyjne mają wpływ na płodność? Istnieją badania, których wyniki sugerują, że może tak być. Głównie poprzez wpływ leków na układ hormonalny, np. niektóre z leków stosowanych w leczeniu depresji mogą zwiększać poziom prolaktyny. Leki mogą także przejściowo wpływać na jakość nasienia u mężczyzn. Nie można też zapomnieć o jednym z działań niepożądanych leków przeciwdepresyjnych, które ma na pewno pośredni wpływ na płodność. Jest to spadek libido zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Wymienione działania są jednak subtelne, przemijające, bądź możliwe do skorygowania, a zajście w ciążę podczas leczenia antydepresantami jest jak najbardziej możliwe (co niejednokrotnie udowadnia praktyka).

Dr Sandra Błędek-Andrzejak
Walcząc o zdrowie

Wracając jednak do faktu, iż depresja może przebiegać ze zróżnicowaną siłą, pojawić się na bardzo różnych etapach życia i może też powracać, przebieg leczenia oraz dobór farmakoterapii w każdym przypadku powinien być dobierany indywidualnie. „Generalnie odradza się planowanie ciąży w ostrej fazie choroby. Jeżeli jednak jej objawy są opanowane lub nastąpiła ich remisja możemy z powodzeniem zacząć odstawiać leki. Zazwyczaj dzieje się to poprzez stopniową ich redukcję. Jeżeli proces ten przebiegnie pomyślnie, nic nie stoi na przeszkodzie, by pacjentka mogła rozpocząć starania o powiększenie rodziny” – mówi dr Błędek-Andrzejak i dodaje:

Zdarza się jednak, że przebieg choroby jest ciężki, nawracający, a historia leczenia pokazuje, że próby odstawienia leków powodowały gwałtowny nawrót objawów, bądź u chorej występowały epizody psychotyczne, tendencje samobójcze, czy też silne zaburzenia odżywiania. Wówczas zaleca się nieprzerywanie leczenia farmakologicznego, ale należy je prowadzić przy użyciu leku najbezpieczniejszego, stosowanego w monoterapii, w najmniejszej skutecznej dawce (rozłożonej w ciągu dnia, by uniknąć dużego stężenia leku we krwi). Wśród wielu uznawanych za skuteczne leków przeciwdepresyjnych istnieją takie, które uważane są za względnie bezpieczne w czasie ciąży (po przeanalizowaniu korzyści i ryzyka wynikających z podjęcia leczenia).

Uderzenia z wielu stron

Zaznaczony przez ekspertkę został także inny ważny temat – współwystępowania przeróżnych problemów, które koniec końców łączyć mogą właśnie objawy depresyjne. Poruszona tu m.in. kwestia zaburzeń odżywiania jest niezwykle istotna jeśli mówimy o płodności. „Anoreksja, bulimia, napady objadania się – niektóre statystyki pokazują, że nawet 5-10 proc. kobiet doświadczyło na jakimś etapie swojego życia właśnie zaburzeń odżywiania. Najczęściej dotykają one młode dziewczyny będące u progu dorosłości. Są to zaburzenia psychiczne, które obejmują niemal wszystkie sfery życia” – pisaliśmy w jednym z magazynów „Chcemy Być Rodzicami”.

Wiele kobiet zmagających się z zaburzeniami odżywiania, ponosi poważne skutki somatyczne, które związane są między innymi z układem hormonalnym. „Chorując na anoreksję nie miałam miesiączki przez ponad rok, a moje BMI było dużo poniżej normy” – opowiada 25-letnia Magda, której problemy zaczęły się gdy miała kilkanaście lat.

„Chcemy Być Rodzicami” Nr 7 (28) 2017

Jeśli spojrzymy na badania dotyczące zaburzeń odżywiania i płodności, okazuje się, że w porównaniu z grupą kontrolną, chorujące kobiety potrzebowały więcej czasu na zajście w ciążę. Częściej też zmagały się z niepłodnością, lub z drugiej strony, w większej ilości przypadków były nieszczęśliwe właśnie z powodu zajścia w ciążę. Większe jest wtedy też ryzyko poronienia oraz innych powikłań. „Co ważne, niektórzy eksperci wskazują, że jeżeli zaburzenie jest aktywne w czasie ciąży, powinna być ona uznana za ciążę wysokiego ryzyka i poddana szczególnej obserwacji”- pisaliśmy.

Bardzo często osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania zmagają się też jednocześnie właśnie z depresją. Znacząco utrudnia to zdrowienie zarówno związane z nastrojem, jak i terapię dotyczącą jedzenia. Pokazuje to tylko, jak trudno jest wnioskować o tym, co w takich przypadkach było pierwsze – czy to zaburzenia jedzenia wywołały depresję? A może depresja doprowadziła do zaburzeń odżywiania? Należy podejść do tego problemu bardzo indywidualnie. Każda historia jest bowiem inna, każda jest trudna i zasługuje na jak najlepszą opiekę. Jeśli do tego w perspektywie jest chęć zostania matką, taka opieka jest niezbędna.

Różne ścieżki, jeden cel – zdrowie

W czasie depresji podporę mogą dawać ci nie tylko osoby z zewnątrz, ale też ty sama powinnaś otoczyć siebie dodatkową troską. Pamiętajmy, że to przede wszystkim właśnie my sami – jeśli pozwala na to nasz stan – decydujemy o tym, jak chcemy być leczeni. Jest to tym ważniejsze, a za razem trudniejsze, że depresja jest chorobą wpływającą niemalże na wszystkie obszary życia. Potrafi zabrać sprzed oczu wszelkie dobro i cele, które do tego czasu wydawały się nam przyświecać. Tym bardziej warto wtedy postawić nie tylko na leki, ale i na psychoterapię. Relacja terapeutyczna, konfrontacja z trudnościami, nauka dostrzegania pozytywów – to także skuteczna forma leczenia depresji. „W niektórych przypadkach można z powodzeniem zastąpić farmakoterapię oddziaływaniami psychoterapeutycznymi (zwłaszcza w depresji o łagodnym nasileniu). Psychoterapia jest też polecana, jako leczenia wspierające w przypadkach, gdy koniczne jest zastosowanie leków” – podkreśla lekarz.

Zobacz też: Umysł kontra ciało. Kiedy do diagnozy potrzeba szerszego spojrzenia

 

Jeśli zatem jesteśmy w stanie samodzielnie się tego podjąć, warto byśmy zastanowili się, czego potrzebujemy. Jaka forma leczenia będzie dla nas najlepsza? Wszystko należałoby robić oczywiście m.in. pod czujnym okiem lekarza, szczególnie w czasie starań o dziecko lub ciąży: „Decyzja o włączeniu leczenia, bądź jego zaprzestaniu, każdorazowo powinna być dogłębnie przeanalizowana. Powinna też opierać się na ścisłej współpracy między przyszłą matką, jej partnerem, psychiatrą oraz ginekologiem prowadzącym ciążę” – mówi dr Błędek-Andrzejak i co ważne, dodaje: „Rozpoznając depresję  i włączając leki u kobiety w wieku rozrodczym, lekarz psychiatra powinien poinformować ją o potencjalnym wpływie leków na ciążę. A także o konieczności niezwłocznego zgłoszenia przez pacjentkę rozpoczęcia starań o dziecko”.

Nasze ekspertka daje też przy tym znaczącą wskazówkę, która podkreśla, jak ważne jest w tym czasie zadbanie także o pozostałe aspekty zdrowia: „W kontekście leczenia psychiatrycznego niezwykle istotna w okresie planowania ciąży, bądź wczesnej ciąży, jest suplementacja kwasu foliowego. Ważne jest także, by w tym czasie konsultować z lekarzem wszystkie przyjmowane doraźnie leki uspokajające. Nawet preparaty ziołowe dostępne bez recepty” – podkreśla.

Zawalcz (nie tylko) o siebie!

Jest to szalenie złożony problem, a leczenie depresji wymaga wiele cierpliwości, ogromu samozaparcia oraz mnóstwo wysiłku włożonego w walkę o własne zdrowie psychiczne. Nie można więc bać się prosić o wsparcie, a takim też jest leczenie farmakologiczne. Pamiętajmy, że depresja jest chorobą, która może prowadzić do śmierci – a konkretniej targnięcia się na własne życie. Jeśli zatem obserwujesz u siebie niepokojące objawy, lub dotyka to bliską ci osobę, zaopiekuj się tym, co się dzieje. Jak widzisz, co wyjaśniła ekspertka, wcale nie przekreśli to szans na bycie rodzicem. Odpowiednio dobrane leki, konsultacje z lekarzem, terapeutą i zadbanie o siebie, to także zadbanie o swoje przyszłe dziecko.

 

Dr Sandra Błędek-Andrzejak – lekarka w trakcie specjalizacji z psychiatrii. Na co dzień pracuje w Oddziale Psychiatrycznym Szpitala Bielańskiego w Warszawie, a także w Poradniach Psychiatrycznych.

 

Przeczytaj także:

Ryzyko zaburzeń psychicznych przy PCOS

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Medycyna po chrześcijańsku. Katolicki uniwersytet wykształci lekarzy przeciwnych in vitro?

Lekarz przeprowadza ankietę medyczną /Ilustracja do tekstu: Wydział lekarski na UKSW. Wykształci medyków z klauzulą sumienia?
Fot.: Rawpixel /Unsplash,com

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie stanie się jedną z 20 szkół wyższych w Polsce, które wykształcą przyszłych lekarzy. Zielone światło dla tego pomysłu dały Sejm i Senat, a przed kilkoma dniami oficjalny podpis pod ustawą w tej sprawie złożył prezydent Andrzej Duda. Inicjatywa ta budzi wiele kontrowersji – uczelnia podkreśla bowiem swój chrześcijański fundament.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego powstał na gruncie Akademii Teologii Katolickiej, utworzonej w 1954 r. Od momentu przekształcenia w uniwersytet (w 1999 r.) edukuje studentów w zakresie nauk teologicznych, humanistycznych i społecznych. Teraz zajmie się również nauczaniem medycyny i pielęgniarstwa. Proces legislacyjny w tej sprawie został oficjalnie zakończony 13 lipca br., gdy prezydent Andrzej Duda złożył swój podpis pod ustawą o zmianie ustawy o utworzeniu Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

– Zawsze jestem dumny, kiedy mogę pomóc w jakiś sposób światowi nauki. To również dla mnie radość osobista, że to właśnie w uczelni opartej na fundamencie chrześcijańskim, w zakresie etyki i tego, czego i jak młodych ludzi uczycie, będą się kształcić przyszli lekarze – zaznaczył wzruszony prezydent.

Kierunek lekarski na UKSW: decyzja po opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej

Decyzję o przyznaniu uczelni uprawnień do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim musi jeszcze podjąć Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego – na podstawie opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA). Wypowiedź Jarosława Gowina, szefa tego resortu, wskazuje, że to tylko formalność.

– Absolwenci Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego będą się odznaczać nie tylko wybitnymi kwalifikacjami. Będą też mieli jasny kręgosłup i system wartości, co jest szczególnie ważne w takim zawodzie – tajemnicy życia i śmierci. Tajemnicy godności człowieka i człowieczeństwa – zaznaczył minister podczas uroczystości podpisania nowelizacji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Dzieci zamrażane i wylewane do zlewu”. Jarosław Gowin o in vitro

Kierunek lekarski, ale po bożemu. Co z in vitro i antykoncepcją?

Zgodnie z deklaracją władz UKSW, program studiów na kierunku lekarskim został przygotowany zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwa Zdrowia. Rektor uczelni ks. prof. Stanisław Dziekoński podkreślił, że UKSW ma szansę stać się szkołą medyczną na światowym poziomie: zarówno pod względem jakości kształcenia, jak i zakresu prowadzonych badań naukowych i innowacji. Ale profil uczelni i wypowiedzi jej przedstawicieli nie pozostawiają wątpliwości, że edukacja medyczna będzie oparta na etyce chrześcijańskiej.

– W rozwoju uniwersytetu najgłębszą inspirację czerpiemy z nauki kardynała Stefana Wyszyńskiego i naszego doktora honoris causa św. Janowi Pawłowi II, który […] mówił: „Europa potrzebuje nowego ożywienia intelektualnego, nowej śmiałości w myśleniu wolnym i twórczym, wykazującym w perspektywie wiary zrozumienie pytań i wyzwań, jakie niesie życie, aby w końcu wydobywać ostateczne prawdy o człowieku. Te słowa kieruję dziś do was, wierząc, że ta uczelnia […] będzie kształtować duchowe oblicze nie tylko Polski, ale i Europy” – zaznaczył rektor ks. prof. Dziekoński podczas przemówienia towarzyszącego uroczystości podpisania nowelizacji przez prezydenta.

POLECAMY: Masz tatuaże? Ten film przestrzega: otwierasz się na zło i niepłodność

Medycyna kontra „świętość życia”

Co dokładnie zwiastuje ta deklaracja, na razie trudno przewidzieć. Nie sposób jednak nie dostrzec, że kościelne dogmaty stoją w sprzeczności z neutralnymi religijnie i światopoglądowo dokumentami medycznymi przyjętymi przez Radę Europy, Światową Organizację Zdrowia (WHO), Światowe Zgromadzenie Lekarzy i Krajowe Zjazdy Lekarzy. Nauka chrześcijańska zakłada bowiem m.in. koncepcję świętości życia, która wiąże się z oceną moralną takich procedur medycznych, jak in vitro, mrożenie i transfer zarodków, badania prenatalne i aborcja (również z uwagi na wady płodu), a także z brakiem zgody na antykoncepcję awaryjną.

Światopogląd ten od lat znajduje odzwierciedlenie w kształceniu oferowanym przez jednostki UKSW. Przykładem tego są choćby tezy do rozmów kompetencyjnych dla kandydatów na kierunki realizowane na Wydziale Studiów nad Rodziną. Uwzględniają one m.in. takie pytania, jak: „Co oznacza postawa za życiem?”, „Jak oceniasz antykoncepcję, aborcję, in vitro?” czy „Jakie są metody rozpoznawania płodności?”.

CZYTAJ TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

Kierunek lekarski na UKSW, czyli studia bez precedensu

Warto dodać, że zgodnie z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym, uczelnia, która planuje utworzyć kierunek ogólnoakademicki, musi spełnić szereg wymogów. Jednym z nich jest uzyskanie pozytywnej opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej w odniesieniu do prowadzonych wcześniej studiów I lub II stopnia na takim samym kierunku. Warunek ten nie mógł zostać spełniony przez UKSW, które dotąd nie miało wydziałów medycznych.

To jednak nie przeszkodziło w nadaniu warszawskiemu uniwersytetowi praw do wprowadzenia kierunku lekarskiego z kształceniem w formie jednolitej. Wspomniany wymóg został zniesiony na mocy przyjętej noweli. Wzbudziło to istotne zastrzeżenia opozycji, która w głosowaniu wyraziła sprzeciw wobec projektu.

– Nie można rządzić przy pomocy wyjątków, precedensów. Uczelnie powinny mieć takie same prawa – mówiła Katarzyna Lubnauer, członkini komisji edukacji i przewodnicząca Nowoczesnej, w rozmowie z „Gazetą Stołeczną”.

Wnioskodawcy nowelizacji (posłowie PiS) odpierają ten zarzut, twierdząc, że ta formalna przeszkoda to jedynie błąd legislacyjny. Ma on zostać naprawiony w tzw. ustawie 2.0.

Marek Ruciński z Nowoczesnej uważa jednak, że szukając pomysłu na rozwiązanie problemu niedostatecznej liczby lekarzy, nie można zapominać o standardach. Tymczasem w sytuacji, gdy PKA nie ma możliwości kontroli jakości kształcenia, studenci nie otrzymają gwarancji, że zdobyta przez nich wiedza nie będzie odbiegać od norm europejskich.

– Jeśli zdecydujemy się obejść standardy akredytacyjne, zagwarantowanie prawidłowej opieki pacjentom może być zagrożone – wskazywał Ruciński.

Źródło: uksw.edu.pl, PAP, wysokieobcasy.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”.

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.