Przejdź do treści

Karolina Cwalina, coach: Nic samo się nie zrobi

858.jpg

Coach, autorka programu „Sexy zaczyna się w głowie”, uczy kobiety pewności siebie. Sama przewróciła swoje życie do góry nogami. Kiedyś walczyła z nadwagą, którą spowodowała choroba nowotworowa, ale dzięki temu postawiła na coaching i … osiągnęła sukces. Dziś pokazuje, że można wszystko.

Czym się różni to życie, które masz od tego, które miałaś, zanim przeprowadziłaś w nim rewolucję?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Różniło się tym, że po pierwsze: byłam mniej decyzyjna, nie potrafiłam podejmować decyzji trafnych, w szczególności dla siebie, bo wszystko robiłam dla wszystkich, dla kogoś. Po drugie: miałam o wiele mniejszą świadomość swoich potrzeb i problem z rozróżnieniem, co jest przyjemnością, a co obowiązkiem. Wszystko zmywało mi się w jedną całość. Byłam też na pewno mniej zorganizowana, a przede wszystkim mniej pewna siebie. Nie wierzyłam w siebie i co najważniejsze, nie doceniałam za nic, bo nie wiedziałam, co jest we mnie niby takiego wspaniałego, nie umiałam tego nazwać.

W jakim momencie pojawił się pomysł, żeby coaching był twoim zawodem?

Kiedy po chorobie miałam wszystkiego dosyć , wtedy wyjechałam za granicę, zaczęłam studiować przedmioty związane z zasobami ludzkimi, dowiedziałam się, co to jest coaching. Od razu spodobały mi się słowa: Coach to osoba, która nie sugeruje, nie podpowiada, nie mówi, co masz robić. Skupia się na tym, co jest tu i teraz i planuje przyszłość. Polubiłam to. Na pytanie, co lubię robić w życiu, odpowiadałam: Pracować z ludźmi. A to coaching mi zapewnia.

Przeprowadziłaś wielką rewolucję, zostałaś coachem i tak jak mówiłaś podczas imprezy „Babski Dzień”, w swojej pracy m.in. stosujesz tzw. strategię Disneya.

To jedno z narzędzi coachingowych, składający się z kilku etapów: Marzyciela, Realisty, Mądrego Krytyka i Wykonawcy.  Na etapie pierwszym  pytamy się, czego chcemy w naszym życiu. Później przechodzimy do strefy realisty, czyli zastanawiamy się, co realnie jesteśmy w stanie z wcześniejszego etapu wykonać. Następny jest Mądry Krytyk, czyli nasz autorytet, choć niekoniecznie musimy go znać, wystarczy wyobrazić sobie dialog z kimś, kto coś osiągnął w danym temacie. Ostatni etap należy do Wykonawcy, a więc wyznaczamy kroki, jakie mamy do przejścia.  Strategia Disneya jest o tyle fajnym ćwiczeniem, że w jego trakcie uświadamiamy sobie pewne rzeczy, wykonując dużą pracę nad naszą motywacją wewnętrzną. Chodzi o to, że jeżeli czegoś chcemy i to jest naszym marzeniem,  mamy plan, jak to zrobić, to tego planu lepiej się trzymamy niż tego, co jest tylko w naszej głowie.

Opowiadałaś, że rodzina patrzy na Twoje zajęcie z przymrużeniem oka, w ogóle jest tak w wielu przypadkach, że nie ma się wsparcia rodziców w marzeniach i planach. Zastanawiam się, jak Ty sobie poradziłaś?

Jak? Po prostu byłam dobrze zmotywowana. Trzymałam się tego, co ciągle powtarzam: Wszystko zależy od nas samych. To, że przeszłam rewolucję i mi się udało było możliwe, bo ja tego chciałam.  

Twoją motywacją największą było…

Po pierwsze: facet, ale drugim motorem napędowym było to, jak powiedziałam o Sexy zaczyna się w głowie znajomym, większość nie wierzyła w ten projekt, bo uważała, że samo hasło jest niepoważne i że się nie sprzeda. A teraz ojców i matek sukcesu jest pełno.

Ty miałaś taką motywację, ale jak w ogóle można radzić sobie bez wsparcia z zewnątrz?
Po pierwsze, pracować nad poczuciem własnej wartości, nad pewnością siebie. Szczególnie, kiedy jesteśmy sami, to musimy uwierzyć, że zawojujemy świat. Dlatego ważne jest docenienie siebie, stworzenie listy mocnych stron po zadaniu pytania np. Dlaczego jestem supermatką? Dlaczego mogę nią być ?

Jak ty byś chciała wychowywać swoje dzieci? Jak byłaś wychowywana?
Mam dwójkę rodziców, która jest najlepszym małżeństwem na świecie, bo jest dobrana na zasadzie przeciwności charakterów. Mój tata jest człowiekiem spokojnym, zrównoważonym, ciepłym i ludzie go uwielbiają. A moja mama buduje dystans i ma oczekiwania, a ja zawsze myślałam, że ich nie spełniam i przez to dochodziło do konfliktów. Dlatego przez całe życie sobie powtarzałam, że będę jak mój tata i nagle z perspektywy czasu widzę, że właściwie przejęłam wszystkie cechy mamy (śmiech). Jestem totalnie zorganizowana, dużo rzeczy musi być po mojemu, wszystko planuję, wymagam wiele od ludzi, współpracownicy mówią o mnie Hitler. Co trzeba wspomnieć, owszem, mama wymagała ode mnie wiele, ale w momentach największych kryzysów mojego życia, stała, stoi i będzie za mną stała.

Będziesz taką mamą dla swoich dzieci?

Tak, ale jeśli moje dzieci będą chciały spełniać marzenia, to ja im to umożliwię, chociaż trzeba będzie trzymać porządek (śmiech). Chciałabym za dwa lata być już w ciąży, mam wybrane imiona – Filip i Pola.

Jeśli chodzi o coaching, jest on dzisiaj mega popularny, w jaki sposób się wyróżniasz?

Jestem dobrze wyedukowana  i jak patrzę po dzisiejszym świecie, jestem przede wszystkim człowiekiem i nie robię z siebie nie wiadomo kogo.

Dlaczego warto przyjść do Ciebie?

Bo jestem dobra w tym ,co robię, uwielbiam to, robię to dokładnie. A tak naprawdę? Bo to fajna sprawa – nikomu to nie szkodzi ,wspiera, pomaga i jest to inwestycja w siebie.

Jak pomaga, w czym i  komu?

Pomaga w organizacji, docenieniu siebie, pewności siebie, w motywacji i nabraniu świadomości na swój temat. I nie pomaga, wspiera.

Sexy zaczyna się w głowie – To hasło jest marką, co trzeba by w nie uwierzyć?

Sexy to jest stan umysłu – sexy może być kobieta dobrze zorganizowana, kobieta, która ma wiele pasji i kobieta, która wie, czego chce i umie o siebie zadbać. Sexy mamy w sobie i tyle.

Co byś chciała przekazać kobietom, jaka jest Twoja misja?

Moja misja? Nic się samo nie zrobi. Nikt za nas niczego nie zrobi, trzeba ruszyć się i działać, a żeby działać, trzeba mieć dobry plan i strategię. Nie wolno się bać, tylko korzystać z pomocy, ze wsparcia, które to umożliwi. 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Badanie drożności jajowodów: kiedy je wykonać i jak się przygotować?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Badanie metodą Sono-HSG wykonuje się, by ocenić stan macicy oraz drożność jajowodów. Badanie wykonuje się w celu diagnostyki płodności kobiety, która ma problemy z zajściem w ciążę. Jak się do niego przygotować, o czym warto pamiętać? – radzi ekspert.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie drożności jajowodów – na czym polega?

Przy badaniu zakładany jest wziernik, w celu rozszerzenia ścian pochwy. Następnie, lekarz przemywa szyjkę macicy roztworem odkażającym i wprowadza specjalny cewnik zakończony balkonikiem. Po wypełnieniu balonika roztworem soli fizjologicznej lekarz wstrzykuje płyn kontrastujący, który wypełnia jamę macicy, a następnie przechodzi do jajowodów. Wszystkie czynności wykonywane są pod stałą kontrolą sonograficzną. Na monitorze USG lekarz obserwuje kształt i wielkość jamy macicy oraz przepływ płynu przez jajowody.

Podczas badania pacjentka może odczuwać skurcz macicy, podobny do skurczów w czasie miesiączki – informuje dr n. med. Dariusz Mercik, Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

Badanie trwa około 15-20 minut. Kiedy najlepiej wykonać badanie metodą Sono-HSG?
Badanie metodą Sono-HSG wykonuje się w pierwszej połowie cyklu – między 8 a 12 dniem, po całkowitym ustąpieniu krwawienia i plamienia, a przed wystąpieniem owulacji.

Czytaj też: Jakie badania powinna wykonać kobieta od roku starająca się o zajście w ciążę?

 

Jak się przygotować do badania metodą Sono-HSG ?

W cyklu poprzedzającym badanie pacjentka musi wykonać:

  • wymaz z pochwy,
  • badania bakteriologiczne (ureaplasma, mycoplasma i chlamydia)
  • badania wirusologiczne (HIV, antygen HCV, przeciwciała HBS, VDRL).

O czym pamiętać przed badaniem?

– Pacjentka musi stawić się na badanie na czczo, jeżeli badanie będzie wykonywane w znieczuleniu ogólnym – dodaje dr Dariusz Mercik.
W przypadku wykonywania badania bez znieczulenia ogólnego, pacjentka może zjeść lekki posiłek.
Konsultacja: dr n.med. Dariusz Mercik, Klinika Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach.

POLECANE:

Chlamydia ogranicza płodność kobiet?

Jak obliczyć dni płodne? [WIDEO]

Tu kupisz najnowszy numer magazynu Chcemy Być Rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Insulinooporność a starania o dziecko

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Insulinooporność ma wpływ na zajście w ciążę i może być przeszkodą w staraniach o dziecko – mówi Dominika Musiałowska, autorka książki „Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co łączy insulinooporność i niepłodność?

Insulinooporność łączy się z wieloma zaburzeniami i chorobami. Są to m.in. PCOS, choroby tarczycy, cukrzyca, nadwaga i otyłość czy rzadko choroba Cushinga. Organizm jest skomplikowaną maszyną i w każdej chorobie działa inny mechanizm odpowiadający za pojawienie się insulinooporności. W niektórych przypadkach można mówić o czynniku genetycznym, a w innych ogromny wpływ na to wszystko ma styl życia.

5 czynników, które sprawiają, że insulinooporność źle wpływa na płodność i dlaczego tak się dzieje?


U wielu osób z insulinoopornością pojawia się nadmiar tkanki tłuszczowej, która często wpływa na poziom hormonów, utrudniając zajście w ciążę.

Wrażliwość tkanek na działanie insuliny wpływa na pracę jajników, tam również znajdują się receptory insulinowe, które mogą być „oporne” na jej działanie. Insulinooporność wpływa na cykle menstruacyjne, może rozregulować cykl lub być przyczyną braku miesiączek.

Oczywiście mówię w dużym uproszczeniu, bo na to wszystko składa się wiele czynników. Kolejny czynnik to ryzyko cukrzycy ciążowej, które towarzyszy kobietom z insulinoopornością. Dlatego tak ważne jest wyrównanie wyników badań.

 

Czy wysoki poziom insuliny przekreśla szanse na dziecko? 

Nie, nie przekreśla, ale szanse mogą być mniejsze. Zmniejsza się również szansa na utrzymanie ciąży, chociaż znam przypadki, w których mimo wysokiej insuliny kobiety rodziły. Wówczas częściej pojawiała się jednak cukrzyca ciążowa, nadciśnienie albo dochodziło do szybszego przyrostu masy ciała, co powodowało również większą skłonność do utrzymania nadwagi po ciąży.

 

W jaki sposób z tej książki mogą skorzystać osoby starające się o dziecko?


Jest przede wszystkim rozdział o aspektach ginekologicznych, jest wywiad z endokrynologiem dr. n. med. Maciejem Jędrzejowskim, który wyjaśnia wiele tematów dotyczących starań o ciążę. Jest też moja historia, która może być inspiracją dla innych, oraz wskazówki, jak zadbać o zdrowie, żeby starania zakończyły się sukcesem. Ostatnia część książki kierowana jest do rodziców, ale też przyszłych rodziców, wskazuję tam, o co warto zadbać w ciąży i przed nią.

 

Czy wiele dziewczyn z insulinoopornością stara się o dziecko? 

Starających się insulinoopornych jest bardzo dużo, co widać również na naszych grupach wsparcia w mediach społecznościowych Zwykle, gdy dochodzą do grupy, są załamane i zrezygnowane, ale z czasem ich nadzieje rosną. Czytają nasze historie, widzą, że leczenie przynosi efekty, a potem same chwalą się dodatnim testem ciążowym!

Fragment wywiadu autorstwa Jolanta Drzewakowska, oprac. Aneta Grinberg-Iwańska

POLECAMY:

Insulinooporność a niepłodność

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Testy płodności kobiet nie są do końca wiarygodne – twierdzą naukowcy. Zobacz dlaczego?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Testy płodności oceniające zdolność kobiety do zajścia w ciążę, nie spełniają tej obietnicy – twierdzą autorzy badań, o których informuje „Journal of the American Medical Association”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Testy rezerwy jajnikowej zostały opracowane na potrzeby klinik wykonujących zabiegi in vitro. Dzięki pomiarowi poziomu odpowiednich hormonów we krwi (AMH, FSH), miały oceniać ilość dostępnych komórek jajowych, a co za tym idzie – podatność kobiety na terapię. W tej roli się sprawdzają. Jednak zaczęto je reklamować jako metodę przewidywania szans na zajście w ciążę. I to pojawia się pewna nieścisłość!

Dlaczego testy na płodność mogą być nie do końca wiarygodne?

Badania na testach AMH przeprowadził zespół prof. Anne Z. Steiner z University of North Carolina w Chapel Hill, USA. Włączono do nich 750 kobiet w wieku od 30 do 44 lat, u których nie stwierdzono wcześniej niepłodności i które próbowały zajść w ciążę od nie więcej niż trzech miesięcy.

Jak się okazało, niski poziom AMH lub wysoki poziom FSH – hormonów związanych z rezerwą jajnikową – nie miały związku z prawdopodobieństwem zajścia w ciążę w ciągu najbliższego miesiąca, półrocza czy roku.

Eksperci podkreślają, że wiele kobiet z niską rezerwą jajnikową zachodzi w ciążę bez problemu, podczas gdy mające znacznie lepsze wyniki testu mogą potrzebować wiele czasu i wymagać leczenia. Wyniki testu są więc niemiarodajne, jeśli chodzi o samo stwierdzenie niepłodności, mogą natomiast być przydatne przy wyborze odpowiedniej terapii in vitro.

Źródło: PAP, Rynekzdrowia.pl

POLECAMY:
Rezerwa jajnikowa – czyli po co robić test AMH?

5 faktów o testach owulacyjnych

5 nietypowych objawów niepłodności

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

#metoo. Stop molestowaniu!

#metoo
W akcję #metoo włączyły się miliony ludzi / fot. Pixabay

Od kilku dni na Facebooku można zaobserwować tajemniczy napis #metoo. Pojawia się on głównie na profilach kobiet, choć zdarza się, że udostępniają go również mężczyźni. O co chodzi?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tagiem #metoo lub #jatez oznaczają się osoby, które doświadczyły molestowania seksualnego. Akcja zaczęła się po wybuchu seksafery z udziałem producenta filmowego Harveya Weinsteina, który w ostatnich dniach został oskarżony o gwałty i molestowanie. Informację ujawnił amerykański dziennik „New York Times”. Ofiarami producenta miały być m.in. Angelina Jolie, Cara Delevigne i Gwenyth Paltrow. Coraz więcej aktorek ujawnia szokujące informacje i przyznaje, że należały do grona ofiar Weinsteina.

#metoo i efekt kuli śnieżnej

Po tych szokujących doniesieniach w głowie aktorki i aktywistki Alyssy Milano zrodził się pomysł z hasztagiem #metoo.

Jeżeli wszystkie kobiety, które kiedyś doświadczyły molestowania seksualnego napisały „ja też” w statusie, być może pokazalibyśmy ludziom skalę tego zjawiska – napisała.

Na jej apel zaczęły odpowiadać gwiazdy- Lady Gaga, Bjork, Evan Rachel Wood, a to co działo się później, można porównać z efektem kuli śnieżnej. Do akcji włączyły się miliony ludzi z całego świata. Wśród nich są zarówno „zwykli zjadacze chleba”, jak i osobistości ze świata sztuki i sportu.

Jedną z takich gwiazd jest Tatiana Gucu, światowej sławy gimnastyczka i dwukrotna mistrzyni olimpijska. Jej wyznanie poruszyło w ostatnich dniach środowisko sportowców. Jak zdradziła, w roku 1991 została zgwałcona przez swojego kolegę Witalija Szczerbę, jednego z najsłynniejszych gimnastyków w historii.Oskarżyła również koleżankę i kolegę z reprezentacji, którzy rzekomo mieli wiedzieć o gwałcie i nie zareagować.

Wśród Polskich gwiazd w akację #metoo włączyła się m.in. Paulina Młynarska.

„#jateż i to wiele razy… Raz w Paryżu wcześnie rano z nożem przy gardle, raz w biurze wpływowego producenta filmowego” – wyznała na Facebooku aktywistka.

Paulina Młynarska

Facebook – Paulina Mlynarska

#metoo – głosy mężczyzn

Nie tylko kobiety poruszają temat molestowania. W internecie pojawia się także wiele głosów mężczyzn. Piszą o swoich doświadczeniach, wyrazach wsparcia, czy w końcu wyznają, że sami bardziej lub mniej świadomie mogli być oprawcami.

Nigdy nie spotkało mnie nic strasznego, ale też chyba mogę napisać #metoo. Będzie o gejowskich klubach. Kiedy jakiś tam daleki znajomy przedstawia mnie swoim kolegom, a oni nie mówią mi „cześć”, tylko jak jeden mąż: „niezły!” A ja sobie stoję i trochę się wstydzę, trochę mnie to łechta, ale w obleśny sposób, trochę ich nienawidzę, a trochę siebie. Takie tam typowe doświadczenie obiektu. Albo kiedy nawalony koleś ładuje mi język do ust, chociaż wielokrotnie daję mu do zrozumienia, że mnie to nie interesuje. No i chce mi się rzygać. Wiele dziewczyn hetero lubi chadzać do szwulerni, żeby unikać kolekcjonowania doświadczeń, po których trzeba przyznać, że #jateż ale pamiętam uwagi moich hetero koleżanek w rodzaju „taki ładny, szkoda że gej!” Może to nie to samo, ale chciałbym o tym tutaj wspomnieć: jest to co najmniej niepotrzebne. Wywołuje dyskomfort. Miałem przeprosić? Wstydzić się? – pisze jeden z użytkowników Facebooka.

„#metoo #ihearyou Bo skłamałbym, gdybym powiedział, że nigdy nie byłem zbyt napastliwy. Że nie zachowywałem się czasem jak zwykły f**t. Myślałem, że się tego bardzo wstydzę, ale wstyd to mi się zrobiło dopiero jak czytałem dziś Wasze wpisy dziewczyny. Piecze. Mam nadzieję, że Wasze historie dadzą do myślenia kolesiom, którzy bagatelizują sprawę. Chociaż tym elementarnie wrażliwym. Zmądrzeć jest trudniej niż zranić, ale da się” – pisze inny.

Zobacz także:

Magdalena Boczarska poparła czarny protest. Fani oburzeni

Czarny protest – czy leczenie niepłodności jest prawem człowieka

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Źródło: Dziennik Polski, Wyborcza

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami