Przejdź do treści

Karmienie piersią to sztuka

Kielce: w samym centrum miasta osiem pięknych kobiet w tiulowych spódnicach i wysokich szpilkach pozuje przed obiektywem, a każda z nich trzyma na rękach dziecko karmione piersią. To nie element sesji do modowego magazynu. Ten niecodzienny widok został uwieczniony przez fotograf Annę Łosak w ramach walki ze stereotypem smutnej, niezadbanej matki i przełamaniem wstydu przed karmieniem.

To kolejna z niezwykłych sesji wykonana w ramach projektu fotograficznego „Kraina mlekiem i miłością płynąca” zorganziowanego przez Paulę Walczak i Agnieszkę Dziduszkiewicz. Akcja artystyczna ma na celu walkę z obrazem matki ubranej w dresy i T-shirt, ukazanie, że mama z małym dzieckiem nadal pozostaje atrakcyjną kobietą, a samo karmienie piersią jest pięknym i naturalnym zachowaniem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Kraina ta to miejsce, w którym kładziemy nacisk na to, co naturalne i co bliskie sercom każdej z kobiet, której dane było karmić swoje dziecko piersią. Piękno i podniosłość tego etapu, w życiu Matki pozwoliły nam stworzyć projekt, który sam w sobie jest tym czymś, co może zachwycać oko innych. Bez dodatkowych postulatów, po prostu, broni się sam dzięki swoistej doskonałości.- czytamy w opisie projektu.

Kolejna sesja zdjęcia w ramach projektu odbędzie się 23 września w województwie świętokrzyskim, w miejscowości Grzegorzowice. Za obiektywem stanie Anna Kandraciuk. Wydarzenie jest otwarte, a udział w nim może wziąć każda karmiąca mama.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dowiedziała się, że jest w ciąży 45 minut przed porodem

Dowiedziała się, że jest w ciąży 45 minut przed porodem
fot. Fotolia

Kobieta trafiła do szpitala ze skurczami porodowymi. Sęk w tym, że nie miała pojęcia, że jest w ciąży.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

35-letnia Lisa Leathard z Plympton w Wielkiej Brytanii po powrocie z pracy źle się poczuła. Po nieprzespanej nocy postanowiła iść do lekarza, jednak ból brzucha był na tyle silny, że nie mogła wstać z łóżka.

Wtedy Lisa zdecydowała się wezwać karetkę. Sanitariusze nie byli w stanie określić, co stało się z kobietą, Brytyjkę przewieziono zatem do szpitala. Po wykonaniu badania USG lekarze nie mieli wątpliwości – kobieta była w ciąży.

Lisa i jej 45-letni mąż Nick nie planowali jednak potomstwa. Co więcej, przez cały okres ciąży kobieta nie zauważyła, że spodziewa się dziecka. Jak tłumaczyła później w rozmowie z gazetą „Plamouth Herald”, była zaabsorbowana pracą i przeprowadzką, przez co mogła nie zauważyć objawów.

Zobacz także: Jak liczyć tydzień ciąży po transferze?

Dowiedziała się, że jest w ciąży 45 minut przed porodem

– To była scena niczym z serialu „Na sygnale”. Wszyscy dookoła biegali i zaczęli przenosić mnie na porodówkę – wspomina niezwykłe wydarzenia Lisa.

Kobieta obawiała się, w jakim stanie przyjdzie na świat jej dziecko. W trakcie ciąży nie była przecież pod opieką lekarza. Wszystko skończyło się jednak dobrze i zaledwie po 45 minutach od „diagnozy” na świat cały i zdrowy przyszedł Toby.

Toby był pierwszym dzieckiem pary. Kilka lat później Lisa i Nick zostali rodzicami drugiego chłopca o imieniu Noah.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: The Sun

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kraina bliźniąt. Tu ciąże mnogie zdarzają się 6 razy częściej

Bliźnięta - dwie dziewczynki
Fot. Pixabay.com

W wyniku co dziesiątego porodu przychodzą tu na świat bliźnięta. Większość z nich, w odróżnieniu od reszty Brazylijczyków, ma jasne włosy i niebieskie oczy. Co za to odpowiada: mutacja genetyczna czy okrutny eksperyment?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Candido Godoi to małe miasteczko w Brazylii, które słynie z ponadprzeciętnej liczby bliźniąt. Współczynnik ciąż mnogich wynosi tu 10% – to niemal sześć razy więcej niż średnia w regionie. Dodatkowo większość bliźniąt ma tzw. aryjski typ urody. Czy odpowiadają za to tajemnicze geny lub zasiedlenie regionu przez ludność nierdzenną?

Jorge Camarasa, argentyński historyk, autor książki „Mengele: Anioł Śmierci w Ameryce Południowej”, przedstawił śmielszą – i bardziej drastyczną – hipotezę. Uważa, że może być za to odpowiedzialny sam… Josef Mengele.

Candido Godoi było zapewne swego rodzaju laboratorium doktora Mengele. Tutaj udało mu się wreszcie zrealizować swoje marzenie – stworzenie wyższej rasy, czyli blondynów o niebieskich oczach. Są dowody na to, że przyjmował kobiety i podawał im nieznane dotąd leki, stosował zapłodnienie pozaustrojowe. Prowadził również eksperymenty na krowach” – pisze w sensacyjnej książce Camarasa.

Mengele po II wojnie światowej istotnie przebywał w Ameryce Południowej, gdzie wraz z innymi nazistami ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Czy rzeczywiście kontynuował tam swoje okrutne dzieło?

Mieszkańcom, których wypowiedzi przytacza Camarasa, ta wersja wydarzeń wydaje się prawdopodobna. Wspominają, że w latach 60. XX w. ich miasteczko odwiedzał nieznany im doktor, który podawał się za weterynarza. Z czasem zaczął leczyć również miejscową ludność, oferując jej m.in. szczepienia przeciwko gruźlicy. Zapewniał też, że jest w stanie wykonać zapłodnienie pozaustrojowe – zarówno u zwierząt, jak i ludzi.

Z Buenos Aires do Candido Godoi?

Zgodnie z argentyńskimi kronikami policyjnymi, do których dotarł reporter Gerald Posner, Mengele – przybywszy do Ameryki Południowej – ukrywał się początkowo w Buenos Aires. Jednak władze tego kraju dobrze znały personalia nazistowskiego lekarza. I chociaż ściśle monitorowano każdy jego ruch, nie zrobiono nic, by osadzić go w więzieniu.

Gdy w 1960 roku agenci izraelskiego wywiadu porwali Adolfa Eichmanna, wielu nazistów zbiegło do pobliskich krajów. Na ten krok zdecydował się również Mengele. Uciekłszy z Argentyny, zamieszkał na jednej z farm w paragwajskiej miejscowości oddalonej zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Candido Godoi. Przedostanie się tam nie sprawiało wówczas trudności – granica Paragwaju i Brazylii, która dzieliła te miejscowości, nie była strzeżona. To wszystko czyniłoby scenariusz Camarasy bardzo prawdopodobnym. Sęk w tym, że o eksperymentach z tego czasu nie ma ani słowa w notatkach Josefa Mengele.

Bliźniacze podobieństwo

Gdy książką „Mengele: Anioł Śmierci w Ameryce Południowej” zaczęło interesować się coraz więcej osób, prawdziwość przedstawionych w niej teorii postanowili zweryfikować eksperci ds. genetyki z uniwersytetu w brazylijskim mieście Porto Allerge. W wyniku analizy próbek DNA odkryto, że większość kobiet z Candido Godoi, które rodziły bliźnięta, ma wspólnego przodka. Jak to możliwe?

Rozwiązanie tej zagadki jest akurat łatwe dla każdego, kto choć odrobinę zgłębił historię miasteczka. Candido Godoi zostało założone przez osiem rodzin, które z czasem zaczęły się ze sobą krzyżować, co szybko doprowadziło do powielania tych samych mutacji genowych. To wyjaśniałoby, dlaczego liczba rodzących się bliźniąt nie zmniejszyła się w kolejnych pokoleniach – już po śmierci Mengele.

Ponadto lokalni badacze, którzy przeanalizowali miejski rejestr urodzeń, wskazują, że bliźniaczy boom nie zaczął się wcale w latach 60., a jedynie zyskał wtedy na sile. Wzmożony odsetek ciąż mnogich obserwowany był tam już od początku XX wieku.To zaledwie kilkadziesiąt lat od czasu, gdy rejon, w którego skład wchodzi Candido Godoi, zajęli… osadnicy niemieckojęzyczni – o aparycji, którą określono później „wyglądem aryjskim”.

Czy zatem sensacyjna teoria Jorgego Caramasy nie ma nic wspólnego z prawdą? A może obie wersje wydarzeń kryją w sobie cząstkę prawdy? Tego zapewne nigdy jednoznacznie nie potwierdzimy.

Źródło: Newsweek.pl, Telegraph.co.uk

Przeczytaj również: Tropią DNA, by rozróżnić bliźnięta jednojajowe

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Większość kobiet nie ma orgazmu. Jak to zmienić?

Czy istnieje punkt G? Warto szukać odpowiedzi.

Naukowcy podali, że aż 80% kobiet nie ma orgazmu podczas stosunku. 4 na 5 kobiet nie szczytuje podczas współżycia. Podpowiadamy, jak to zmienić!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Journal of Sex & Marital Therapy opublikowało badania ankietowe w których wzięło udział 1000 kobiet w wieku od 18 do 94 lat.  Z ich wyników wynika, że znaczna większość kobiet nie przeżywa orgazmu bez stymulacji łechtaczki.
Kobiety, które nie szczytują podczas stosunku uważały się za „inne”, bo nie potrafią ”dojść” i czuły się osamotnione, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę problem dotyczy większości pięknej płci. Do tej pory nikt nie prowadził takich badań na forum publicznym. Dlatego temat kobiecego orgazmu był swoim tematem tabu. Zarówno kobiety przez to, że nie szczytują podczas penetracji czują się „gorsze” jak i mężczyźni, którzy mają poczucie, że nie potrafią dać satysfakcji swoim partnerkom.

Czytaj też: Przyjemny seks pomaga zajść w ciążę

Więc wychodzi na to, że kobiety, które dochodzą do orgazmu podczas stosunku powinny czuć się szczęśliwe i spełnione. Niestety należą do mniejszości. Natomiast reszta też nie powinna się martwić, bo… wystarczy włączyć stymulację łechtaczki do regularnego współżycia, by orgazm stał się osiągalny – podpowiadają naukowcy.

Jak osiągnąć orgazm podczas stosunku?

Więcej gry wstępnej 
Niektóre kobiety potrzebują delikatnej stymulacji łechtaczki przed seksem, aby  w ogóle mogło dojść do stosunku. Twoja łechtaczka staje się wyprostowana podczas podniecenia (jak penis), więc jeśli jesteś odpowiednio pobudzony, może to oznaczać, że jest ona poddawana wystarczającemu tarciu podczas seksu, aby umożliwić ci osiągnięcie orgazmu.

Lepiej późno niż wcale, czyli pieszczoty po stosunkuTo, że kobiety nie osiągają orgazmu podczas współżycia, wcale nie znaczy, że mają z niego w ogóle rezygnować. Lepiej przynajmniej cieszyć się z niego nawet po stosunku, jeśli oczywiście twój partner nie zasypia zaraz po współżyciu.

Wibrator  wkracza do akcji
Pozbądź się wszystkich obaw związanych z tym, że używając wibratora odstraszysz swojego mężczyznę. Jeśli ma problem z twoim mechanicznym przyjacielem, to jego problem. Porozmawiaj z nim o tym. Pamiętając, że nie chodzi o to, byś “zabawiała” się sama, ale możesz wspólnie z mężem partnerem wspólnie go użyć, by doprowadzić ciebie i jego do rozkoszy.

Pamiętaj, że dobry seks to prawo, a nie przywilej.

Polecamy: In vitro a seks – zobacz, co radzi ekspert!

Źródło: metro.co.uk

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Zorganizowała poszukiwania przyrodniego rodzeństwa. Odnalazła kilkadziesiąt osób!

poszukiwania przyrodniego rodzeństwa
fot. Instagram @donor_siblings

Od dziecka wiedziała, że jej biologicznym ojcem jest anonimowy dawca nasienia. Pięć lat temu zorganizowała poszukiwania przyrodniego rodzeństwa. Znalazła kilkadziesiąt osób!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

21- letnia Kianni Arroyo z Florydy była wychowywana przez matkę, która nigdy nie ukrywała przed córką jej pochodzenia. Przez całe dzieciństwo Kianni zastanawiała się, czy gdzieś na świecie jest jej rodzeństwo. Swoje poszukiwania rozpoczęła pięć lat temu.

Zobacz także: Dawca nasienia poznał „swoje dzieci”. Ta liczba robi wrażenie

Poszukiwania przyrodniego rodzeństwa

Od tego czasu odnalazła 40 osób: m.in. cztery pary spokrewnionych z nią bliźniąt oraz braci i siostry z Australii, Nowej Zelandii i Kanady. Jak się okazało Kianni jest najstarsza z rodzeństwa, najmłodsze dziecko dawcy ma natomiast pięć miesięcy.

Zawsze chciałam wiedzieć więcej o swojej przeszłości, czy mam jakieś rodzeństwo. Kiedy tylko osiągnęłam wiek, w którym mogłam uzyskać dostęp do dokumentów, postanowiłam działać – cytuje słowa 21-latki magazyn Metro US.

Zobacz także: Zakochała się w dawcy nasienia!

Spotkanie z rodzeństwem i biologicznym ojcem

W toku poszukiwań okazało się, że jedna z przyrodnich sióstr Arrayo – 20 letnia Joanna mieszka również na Florydzie. Kobiety postanowiły się spotkać i od tego czasu są dobrymi przyjaciółkami, które łączy wyjątkowa więź.

– Choć nigdy wcześniej się nie widziałyśmy, fakt posiadania wspólnego ojca stworzył między nami specjalną więź. To sprawia, że czujemy się w swoim towarzystwie komfortowo – mówi Arroyo.

Kianni spotkała się również ze swoim ojcem, którego określiła jako „fajnego faceta”. Arroyo skontaktowała się z każdym z 40 odnalezionych braci i sióstr, a 30 z nich wyraziło chęć na spotkanie. Dziewczyna liczy, że niebawem uda jej się zobaczyć wszystkie spokrewnione z nią dziećmi dawcy nasienia.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: The Sun

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami