Przejdź do treści

Kaczyński fatalnie o poronieniu, Dziemianowicz-Bąk nie lepsza

Po wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego krytyce nie było końca. Prezesowi szybko odpowiedziała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Niestety, żadna ze stron nie mówiła mądrze.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Lawinę krytyki wywołał wywiad Jarosława Kaczyńskiego:

„będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki” – powiedział prezes w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Obowiązek modlitwy?

Zdaje się, że Jarosław Kaczyński nie wziął pod najważniejszego – wolności wyznania. Zgodnie z konstytucją w Polsce „każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii”, a „Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie.”

Warto zaznaczyć, że zgodnie z Konstytucją, chrzest w Polsce nie jest obowiązkowy, tak więc argumentowanie, że każda kobieta, powinna donosić ciąże, tylko po to, aby ochrzcić dziecko jest uzasadnione. Fundamentalną wartością powinien być wybór i indywidualna potrzeba kobiety.

Kulą w płot

Na ratunek kobietom wyszła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

„Prezes Kaczyński chce zmuszać kobiety, by rodziły martwe dzieci. By swoje martwe dziecko chrzciły i nadawały mu imię. Imię, za pomocą którego nigdy się do swojego dziecka nie zwrócą, którego ono nigdy nie usłyszy, które nigdy nie zostanie wyszyte na jego worku na kapcie ani nie pojawi się na okładce zeszytu do polskiego. Przymusowe wybieranie imienia wyłącznie do aktu zgonu i na nagrobek – to szczyt podłości i okrucieństwa” – powiedziała działaczka Partii Razem.

I tak, jak wypowiedzi Kaczyńskiego można sporo zarzucić to argumenty Dziemianowicz-Bąk również nie są do końca trafione. Otóż dla wielu rodziców ochrzczenie lub w inny sposób pożegnanie się ze swoim dzieckiem, ciążą i utraconymi marzeniami jest istotnym, a nawet nieodzownym elementem żałoby.

Z szacunkiem

W dyskusji politycznej, przypominającej grę w ping-ponga – najważniejsze jest odbicie piłeczki – zanikają faktyczne potrzeby kobiet, ale przede wszystkim delikatność. Poronienie jest olbrzymią tragedią dla każdej kobiety, dla każdego rodzica. Warto zagłębić się w ich potrzeby, dobrać odpowiedni język do wagi dyskusji i zapomnieć o wojenkach politycznych. A najlepiej nie ingerować w cudze sumienia.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Dlaczego warto wykonać badanie po poronieniu?

Fot. fotolia

Źródła naukowe mówią, że aż 50-80% poronień w pierwszym trymestrze ciąży wiąże się z wadami genetycznymi zarodka. Z tego powodu diagnostykę po stracie warto rozpocząć właśnie od badań na materiale poronnym. W wielu przypadkach pozwala to szybciej poznać przyczynę, odzyskać równowagę wewnętrzną i lepiej przygotować się do następnej ciąży.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Możesz sprawdzić, czy do poronienia przyczyniły się najpopularniejsze wady genetyczne

Do poronienia najczęściej przyczyniają się aberracje chromosomowe dziecka. Chodzi o nieprawidłowości w ich liczbie, budowie lub strukturze. Takie wady powodują wiele różnych zaburzeń. Wykonując badanie na materiale z poronienia, można sprawdzić, czy do straty przyczyniła się któraś z takich wad.

Badanie na materiale poronnym obejmuje najpowszechniejsze nieprawidłowości, czyli te związane z chromosomami X, Y, 13, 15, 16, 18, 21 i 22 [2]. Co konkretnie może zostać wykryte? Chodzi między innymi o: zespół Turnera, trisomię 16, zespół Downa, zespół Edwardsa, zespół Patau, triploidię czy obecność dodatkowych chromosomów płci.

Masz większą szansę szybszego zakończenia diagnostyki przyczyn poronienia

Genetyczne wady dziecka odpowiadają za dużą część poronień, dlatego badanie na materiale poronnym to dla wielu rodziców szansa, by szybciej zakończyć diagnostykę, oszczędzając nerwy, czas i pieniądze. Warto więc wykonać je jako pierwsze. Co więcej, skonsultowanie wyniku z genetykiem pozwala określić ryzyko wystąpienia takiej wady w przyszłości. Najczęściej jest ono znikome, a aberracja nie powtarza się podczas kolejnej ciąży.

Możesz szybciej odzyskać spokój i uwolnić się od poczucia winy

Szybsze poznanie przyczyny poronienia to dla wielu rodziców możliwość szybszego pogodzenia się ze stratą i odzyskania spokoju. Co szczególnie ważne, wady genetyczne zarodka najczęściej powstają de novo – przypadkowo, spontanicznie i niezależnie od rodziców. Jeśli okaże się, że to aberracja chromosomowa przyczyniła się do poronienia, rodzice mogą uwolnić się od poczucia winy i zyskać informację, że w żaden sposób nie mogli zapobiec stracie.

Źródła:

  • J. Skrzypczak, B. Kwinecka-Dmitriew, M. Zakrzewska, A. Latos-Bieleńska, Czy i jak często aberracje chromosomowe zarodków powtarzają się w kolejnej ciąży?, „Ginekologia Polska” 2010, 81 (9).
  • B. Kwinecka-Dmitriew, M. Zakrzewska, A. Latos-Bieleńska, J. Skrzypczak, Częstość występowania aberracji chromosomowych w materiale z poronień, „Ginekologia Polska” 2010, 81 (12).

Autor: Agnieszka Łapajska, www.testDNA.pl

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Wygląda jak dziecko i może wspomóc terapię po stracie. Czym jest lalka reborn?

Czterolistna koniczyna w rączce noworodka /Ilustracja do tekstu: Czym są lalki reborn
Fot. Pixabay.com

Ich ceny wahają się od 300 zł do ponad 4 000 zł. Im wyższy koszt, tym staranniejsze odwzorowanie detali fizjonomicznych i mocniejszy sygnał, że mamy do czynienia z prawdziwym dzieckiem. Z myślą o kim powstają lalki reborn i jak mogą pomóc w terapii traum?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Reborn to lalki, które wyglądem, wielkością i wagą przypominają prawdziwe niemowlęta. Po raz pierwszy pojawiły się w latach 90. w USA. Niedługo potem zainteresowano się nimi w Europie Zachodniej, a wkrótce również w Polsce. Dziś na rodzimym gruncie tworzy je (ze sprowadzonych z zagranicy materiałów i wyrzeźbionych korpusów) wiele artystek.

Największą grupę światowych nabywców lalek reborn stanowią prywatni kolekcjonerzy, którzy traktują je jako przyjemny gadżet lub formę sztuki. I rzeczywiście, lalkom nie brakuje cech artystycznego rzemiosła. Widząc je w wózku na ulicy, na pierwszy rzut oka nie odróżnimy ich od prawdziwych niemowląt. Ale reborn przypominają dziecko nie tylko na pierwszy rzut oka. Misterne odwzorowanie detali fizjonomicznych – linii papilarnych, wszczepionych miękkich włosków, błyszczących oczu, a nawet utkanej sieci cienkich żyłek przebijających przez cienką skórę – pokazuje, że mamy do czynienia z koronkową robotą.

Lalka jak żywa

Gdyby podobieństwa ograniczyły się do samego wyglądu, można by uznać, że lalki wykonano wyłącznie w celach kolekcjonerskich. Tyle że oddziałują też na zmysły. Delikatną skórę sztucznego niemowlęcia wykonano z miękkiego winylu, a kończyny i główkę wypełniono specjalnym granulatem. Sprawia to, że lalka reborn jest przyjemnie naturalna w dotyku i można ją ułożyć na ręku tak, jak prawdziwe dziecko. Z dzieckiem łączy ją często również… zapach.

Zobacz również: Lalki, które wyglądają jak dzieci – Pytanie na Śniadanie (TVP)

Do wyobraźni przemawiają także opisy lalek. Każdy model ma swoje imię, a ich zdjęcia opatrzone są dopiskiem „Gotowa do adopcji”. Procedury te zresztą – ze względu na olbrzymie zainteresowanie – dokonują się błyskawicznie. Adopcyjny „rodzic” w komplecie z lalką otrzymuje wyprawkę, na którą składają się smoczki, kaftanik, butelka, zabawki dla niemowląt i… certyfikat urodzenia.

Ponadto wiele twórczyń oferuje możliwość wykonania lalki reborn na zamówienie – takiej, która miałaby wskazany kolor włosów i oczu, dołeczki, charakterystyczne przebarwienia czy fałdki. Na własny model trzeba jednak poczekać nawet ponad rok.

Lalki reborn, czyli wsparcie w terapii

Do kogo – poza kolekcjonerami – trafiają zatem tak pieczołowicie wykonane lalki? Twórczynie podpowiadają, że ich wyroby sprawdzają się w szkołach rodzenia i na szkoleniach z położnictwa, jako manekiny w sklepach z akcesoriami dla małych dzieci i… niekłopotliwi mali statyści w filmach czy serialach.

Okazuje się, że owoce twórczości artystek pełnią też ważną rolę terapeutyczną. Pary, które doświadczyły straty dziecka, przyznają, że dzięki lalkom reborn łatwiej uporały się z traumatycznym doświadczeniem nagle przerwanego rodzicielstwa. Ręcznie wykonane lalki nabywają też m.in. osoby po poronieniach, z niepłodnością, a nawet seniorzy.

I chociaż specjaliści psychiatrzy uważają, że taka forma samopomocy łączy się z wieloma zagrożeniami (np. utraty kontaktu z rzeczywistością i niemożności należytego przeżycia żałoby), nabywcy wydają się zadowoleni z efektów tej nietypowej formy terapii. Podkreślają, że bliski kontakt z zabawką przypominającą maleńkie dziecko może stymulować wydzielanie endorfin, odpowiedzialnych za poprawę nastroju. Działa tu bowiem ten sam mechanizm, co w przypadku przytulania człowieka.

W tym szaleństwie jest metoda

Pozytywnego wpływu lalek reborn na samopoczucie doświadczają też same ich twórczynie. Barbarze Smolińskiej, która ich wykonywaniem zajmuje się od 5 lat, przebywanie z lalką pozwala skuteczniej walczyć z zaburzeniami odżywiania.

– Biorąc taką lalkę na ręce, przebierając ją, mając z nią kontakt fizyczny, czuję się szczęśliwa. Pomyślałam, że w momencie, kiedy będzie dopadał mnie tzw. kryzys dietetyczny, będę zajmowała się Hanią (czyli lalką reborn – przyp. red.): wyjdę z nią na spacer, ponoszę czy wykąpię – opowiada.

Ten pomysł – jak dotąd – znakomicie się u niej sprawdza. Chociaż wcześniej w momentach kryzysu miała duże trudności z opanowaniem się przed kompulsywnym podjadaniem, dzięki Hani jest jej dziś znacznie łatwiej.

– Przede wszystkim uspokoiłam się, patrząc na nią, trzymając ją na rękach. To kolejny dowód na to, jak wspaniały wpływ mają lalki reborn na nasze życie i psychikę. A jeżeli jesteśmy usatysfakcjonowani naszym życiem, to żyjemy dłużej, jesteśmy zdrowsi, a nasz organizm się regeneruje – podkreśla Smolińska. – Wiem, że dla osób, które nie mają o tym pojęcia, brzmi to jak totalne wariactwo, ale tak nie jest. Każdy ma jakiś sposób na zaleczanie frustracji. Ja akurat mam taki. To nie tylko moja praca, ale też forma autoterapii – wyjaśnia.

Taka autoterapia jest dla niej tym łatwiejsza, że lalki reborn wyglądają tak realistycznie, że chce się na nie patrzeć. – Mamy też taki spokój wewnętrzny, że nikt się nie zorientuje, że to jest tylko lalka. Możemy wyjść do ludzi i czuć się jak w najpiękniejszym okresie macierzyństwa, kiedy maluszek tylko je, śpi i słodko wygląda. To na pewno leczy wiele schorzeń o podłożu emocjonalnym – wyjaśnia.

Przeczytaj też: Tornado niepłodności! Mocne zdjęcia – czy twoje emocje też tak wyglądają? [FOTO]

Realność tego doświadczenia wykorzystały zresztą niektóre amerykańskie producentki, które oferują dziś kobietom jeszcze prawdziwszą symulację macierzyństwa. W ramach nowego pakietu lalkę reborn można otrzymać wraz z zestawem, który pozwoli wcześniej poczuć się jak w ciąży.

Zatrzymać ten czas

Ale lalki reborn mają też swoją mroczną stronę. W USA, gdzie ich popularność sięgnęła szczytu, nabywane są nie tylko przez kolekcjonerów i pary, które zmagają się z traumami, zaburzeniami czy utratą dziecka. Wiele osób traktuje lalki jak pełnoprawnych członków rodziny, a w opiekę nad nimi angażują się dzieci, rodzice, a nawet dziadkowie. Właściciele lalek reborn spełniają tym samym odwieczne marzenie wielu rodziców: by zatrzymać chwilę. Do tego zresztą zachęcają ich twórcy lalek.

– Bycie mamą to niesamowite doświadczenie, ale ta słodka istota tak szybko dorasta. Nasze dzieci pozwolą ci zatrzymać ten cenny czas na zawsze – reklamują swój produkt amerykańskie artystki z grupy Artists of Reborn to Cherish.

Problem nie kończy się jednak na braku akceptacji upływającego czasu. Coraz więcej kobiet, które wiodą dynamiczny tryb życia, używa lalek reborn, by otrzymać namiastkę macierzyństwa – taką jednak, która nie wymaga wygospodarowania w życiu miejsca na potrzeby dziecka. Mogą zatem decydować się na wieczorne kąpiele niemowlęcia i weekendowe spacery, nie martwiąc się przy tym, kto zajmie się dzieckiem w czasie pracy.

A Wy jak oceniacie ideę, która stoi za lalkami reborn?

Źródło: tvp.pl, czasopismo Kultura – Społeczeństwo – Edukacja

Polecamy również: Dziecko zostało poczęte dzięki dawcy nasienia? Ojca wymyśli mu urzędnik

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przez celiakię wielokrotnie poroniła. Lekarze nie umieli powiedzieć, co jej dolega

Przez celiakię wielokrotnie poroniła
fot. Pixabay

„Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale lekarze uspokajali, że wszystko jest ze mną w porządku”. Kobieta, nie wiedziała, że choruje na celiakię, dopiero po kilku poronieniach została prawidłowo zdiagnozowana.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Historia działa się w połowie lat 80’.  Alice Bast w wieku 26 lat zaczęła chorować. Bezustannie męczyły ją biegunki, chroniczne migreny, osłabienie, czy wzdęcia.

– Odwiedzałam lekarzy z powodu dolegliwości żołądkowych , jednak oni leczyli tylko objawy, a nie przyczynę choroby – opowiada kobieta. Leki, które dostawała, pomagały krótkoterminowo.

Zobacz także: Celiakia a niepłodność: sprawdź, co mają wspólnego!

Przez celiakię wielokrotnie poroniła

Kiedy Alice zaszła w ciążę, objawy wróciły ze zdwojoną siłą. Niestety, dla ciężarnej skończyło się to tragicznie – doszło do wewnątrzmacicznego zahamowania wzrostu płodu (IUGR). Przyczyn mgło być wiele- od infekcji po wysokie ciśnienie krwi – jednak w przypadku Alice nie było jasne, co spowodowało IUGR. W dziewiątym miesiącu ciąży kobieta straciła dziecko.

Chociaż było to niezwykle traumatyczne przeżycie, Alice zaczęła walczyć o dziecko. Trzy kolejne ciąże również poroniła. Ponownie, przyczyny nie udało się ustalić.

Po wielu nieudanych próbach największe marzenie Alice ziściło się i na świat przyszła jej długo wyczekiwana córeczka Linnea.

Bast potrzebowała jednak odpowiedzi. Chodziła od specjalisty do specjalisty, wykonała dziesiątki badań, jednak nikt nie potrafił jej pomóc. W sumie leczyła się u 23 lekarzy!

Zobacz także: Płodność a celiakia

Kobiecie pomógł weterynarz

Lekarze ignorowali stan zdrowia Alice. „Ludzie czasem mają biegunki” – usłyszała kiedyś w gabinecie lekarskim.

Zainteresowanie okazał dopiero…. dentysta. Specjalista zauważył, że coś jest nie tak – wystarczyło mu jedno spojrzenie w jamę ustną kobiety, żeby zauważyć problem. Jej zęby były kruche, a dziąsła krwawiły.

Kolejna wskazówka nadeszła od przyjaciela Bast, który był…. weterynarzem.

– Czasami zwierzęta mają problem ze spożywaniem zbóż. Zapytaj lekarza o badania związane z nietolerancją glutenu. Ta choroba to celiakia– powiedział Alice.

Przypuszczenia weterynarza okazały się prawdą. W 1994 roku wieku 34 lat u Alice Bast zdiagnozowano celiakię. W tamtych czasach trudno jednak było o produkty bezglutenowe, więc kobieta musiała je sprowadzać z Kanady.

Aby pomóc innym chorym, założyła fundację „Beyond Celiac”. Między innymi również dzięki staraniom Alice, produkty gluten-free stały się powszechnie dostępne.

Zobacz także: Dieta bezglutenowa na płodność

Co to jest celiakia?

Celiakia to choroba autoimmunologiczna, która powoduje trwałą nietolerancję glutenu. Spożycie tego białka (występującego w licznych zbożach) przez osobę chorą na celiakię sprawia, że jej organizm zaczyna zwalczać własne komórki. Dochodzi wtedy do niszczenia śluzówki jelit i zaniku kosmków jelitowych – te zaś odpowiadają za pobranie składników odżywczych z pożywienia.

Jak powszechnie wiadomo, niedobory żywieniowe (m.in. cynku, selenu i kwasu foliowego) mogą obniżyć jakość komórek jajowych i wywołać szereg trudności z zajściem w ciążę. To jednak niejedyna zależność pomiędzy celiakią a niepłodnością. Spożycie glutenu przez kobietę, która nie wie o swojej chorobie, prowadzi też do wielu zaburzeń hormonalnych, m.in. rozregulowania cyklu miesiączkowego i zatrzymania owulacji.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.delish.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Poronienie w gdyńskim szpitalu nie było winą lekarzy? Jest opinia pomorskiego konsultanta ds. ginekologii

Kobieta na łóżku szpitalnym

Podczas udzielania pomocy pacjentce, która poroniła w Szpitalu im. PCK w Gdyni-Redłowie, nie doszło do nieprawidłowości – wynika z kontroli przeprowadzonej przez wojewódzkiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa. Równolegle sprawę badają gdyńska prokuratura i Rzecznik Praw Pacjenta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że sprawa dotyczy sytuacji, która na początku stycznia br. miała miejsce szpitalu na gdyńskim Redłowie. Zgłosiła się tam wówczas pacjentka w czwartym miesiącu ciąży, której zaczęły odchodzić wody płodowe. Jak relacjonował jej mąż, lekarze nie zajęli się nią jednak od razu – na ich pomoc musiała czekać aż dwie godziny. Mimo podjętej interwencji doszło do poronienia.  

– Ryzykowali życie nie tylko naszego dziecka, ale też mojej żony. Uważam, że to wina organizacji szpitala i przede wszystkim braku odpowiedniej liczby lekarzy – mówił Paweł Wasilewski, mąż pacjentki, który postanowił poinformować o tej sprawie media. Złożył tez zawiadomienie do prokuratury.

Poronienie w Gdyni-Redłowie nie wynikało z zaniedbań lekarzy?

W związku z podejrzeniem, że w szpitalu w Gdyni-Redłowie doszło do nieprawidłowości, kontrolę w placówce przeprowadził wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Nie stwierdził jednak błędów w opiece nad p. Miłosławą Wasilewską.

–  W opinii konsultanta zachowanie lekarzy nie miało wpływu na to, że pani Miłosława poroniła – wyjaśnił lekarz wojewódzki Jerzy Karpiński.

Podkreślił jednak, że konsultant nie miał możliwości zweryfikowania, czy pacjentka rzeczywiście oczekiwała na pomoc gdyńskich lekarzy tak długo, jak twierdzi jej mąż.

– Z zapewnień lekarzy wynika, że czas oczekiwania był zdecydowanie krótszy. Czy tak było rzeczywiście, wyjaśni prokuratura, między innymi na podstawie nagrań monitoringu – zaznaczył Karpiński w rozmowie z Radiem Gdańsk.

Prokuratura ma zbadać podczas śledztwa, czy w szpitalu im. PCK doszło do narażenia pacjenta na bezpośrednie ryzyko utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sprawą poronienia w Gdyni-Redłowie zajmuje się tez Rzecznik Praw Pacjenta.

Źródło: dziennikbaltycki.pl, radiogdansk.pl, fakt.pl

Polecamy też: Kontrowersje wokół kandydatury prof. Chazana na konsultanta ds. położnictwa. „To naplucie pacjentkom w twarz”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.