Przejdź do treści

Język serca – podstawy porozumienia bez przemocy Marshalla Rosenberga

„Fundamentem porozumienia bez przemocy jest taki sposób mówienia i umiejętność komunikowania się, które pozwalają nam zachować człowieczeństwo nawet w niesprzyjających okolicznościach.” (Marshall B. Rosenberg)

Nonviolent communication (NVC), znane w Polsce jako porozumienie bez przemocy (PBP) jest zdobywająca coraz szersze grono zwolenników metodą komunikowania się, opartą na pogłębionym rozumieniu języka, którym się posługujemy, empatii oraz wynikającym stąd współczuciu dla siebie oraz innych stworzoną przez amerykańskiego psychologa i terapeutę Marshall B. Rosenberga. Niedawno zmarły Rosenberg był w swoim dzieciństwie świadkiem rozruchów na ulicach Detroit, sam również doświadczył dyskryminacji związanej z żydowskim pochodzeniem. Te doświadczenia spowodowały, że zaczął się zastanawiać nad przyczynami agresji, okrucieństwa oraz codziennych zdarzeń, które krzywdzą i utrudniają życie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Początkowo Rosenberg szkolił się w psychoterapii sądząc, że agresywne zachowania, jak również depresja wiążą się z historią życia konkretnych osób lub też są efektem zaburzeń psychicznych. Wkrótce jednak porzucił wyuczony i przez lata praktykowany zawód i skupił się na poszukiwaniach metody, która pomogłaby zmienić sposoby myślenia i w konsekwencji mówienia o wewnętrznych doświadczeniach. Efektem tych poszukiwań stało się porozumienie bez przemocy. U podstaw NVC leży „dawanie z serca”, dawanie empatyczne, wzbogacające, dające pożytek nam samym oraz innym ludziom.

Żeby jednak móc przyjąć rozumiejącą i współczującą postawę, trzeba najpierw rozumieć siebie oraz innych. Rosenberg proponuje wykonanie kolejnych kroków w głąb siebie w celu zrozumienia, dlaczego odczuwamy w określony sposób, jakie uczucia i potrzeby skrywają się za naszymi wypowiedziami i działania oraz co można zrobić, żeby poprawić swoją sytuację. Ten sam sposób postępowania proponuje Rosenberg zastosować w celu zrozumienia innych ludzi.

W zasadzie nie ma obszarów, które zdaniem twórcy tej teorii nie skorzystałyby z jej dobrodziejstw. Dzieje się tak dlatego, że regularne ją praktykując „wzmacniamy w sobie naturalną zdolność współodczuwania”. Metodę tę można zatem skutecznie wykorzystywać na wszystkich poziomach porozumiewania się i w najróżniejszych sytuacjach, takich jak: „intymne związki, rodzina, szkoła, organizacje i instytucje, terapie i poradnictwo, negocjacje między dyplomatami lub ludźmi interesu, wszelkiego rodzaju dyskusje i konflikty”. To zaangażowanie Rosenberga w „rozbrajanie” konfliktów nawet tak zapiekłych jak sytuacja palestyńsko-izraelska, wojen gangów na ulicach amerykańskich miast, czy też praca z młodzieżą w szkołach w ubogich, przesiąkniętych przemocą dzielnicach sprawia, że można myśleć o nim jak o postaci nietuzinkowej. Jego metoda wydaje się równie ciekawa.

Na NVC składają się cztery główne elementy: spostrzeżenia, uczucia, potrzeby oraz prośby. Sprawne ich identyfikowanie i posługiwanie się nimi ma na celu doprowadzić do sytuacji, kiedy obie strony będą chciały i potrafiły „dawać z serca”.

Ogromne znaczenie w języku NVC ma współczucie wynikające ze zrozumienia dla niezaspokojonych potrzeb kierujących naszym postępowaniem. Poprzez odpowiednie ćwiczenia, NVC pomaga zrozumieć, dostrzec i właściwie na nie odpowiedzieć.

U podstaw NVC leży też głębokie przekonanie, że każdy zły, nawet okrutny czyn wynika z niezaspokojonych potrzeb, których nie jesteśmy nawet świadomi. Rosenberg w ten właśnie sposób widział nawet najbardziej wymagających klientów oraz uczestników swoich warsztatów, więźniów, młodocianych przestępców, uczestników zbrojnych konfliktów. I takie też jest NVC – współczujące, rozumiejące, a jednocześnie stawiające granice. Silny nacisk kładzie się na unikaniu osądów moralnych. W języku NVC mówi się o tym, że oceniając czyjeś zachowanie w gruncie rzeczy ujawniamy własne przekonania i systemy wartości.

Z tym punktem NVC wiąże się kolejny postulat brania odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Zgodnie z teorią NVC, czyjeś zachowanie może być katalizatorem naszych emocji, ale inni nie są odpowiedzialni za nasze samopoczucie. Jednocześnie Rosenberg zauważył, że zarówno jego pacjenci, jak i uczestnicy warsztatów mieli tendencje do zrzucania odpowiedzialności za własne czyny miedzy innymi na „działanie bliżej nieokreślonych, bezosobowych sił, stanów psychicznych, diagnoz, polecenia zwierzchników, nacisk grupy”.

Jednocześnie język NVC stwarza przestrzeń dla doświadczania rożnych uczuć uznając, że ich przeżywanie i wyrażanie czyni nas ludźmi. Ukrywanie uczuć może być działaniem nieskutecznym i szkodliwym nawet, ponieważ są one częścią codzienności. Nie zawsze da się je ukryć. Udawanie natomiast może czynić z nas osoby nieautentyczne i nieuczciwe. To, co jednak ważne, to sposób, w jaki się o uczuciach mówi, dlaczego się coś robi, komu ma to pomóc.

Języka NVC można się nauczyć. Wymaga to czasu, ćwiczeń i przekonania, że warto. Wydaje się, że świat pozytywnie odpowiada na metodę Marshall Rosenberga. Warsztaty uczące języka NVC są coraz popularniejsze. Uczestnicy często zwracają uwagę na łagodność, a zarazem skuteczność tej metody, czują zrozumienie i wsparcie, łagodnieją ich konflikty rodzinne i zawodowe. Jeśli więc coś przynosi nam korzyść i pomaga poprawić relacje z ludźmi, warto się temu przyjrzeć.

Słabością tej metody jest przekonanie, że jeśli tylko chcemy, możemy znaleźć dostęp do najgłębszych uczuć i emocji. Silny nacisk kładzie się na pragnienie zmiany, która ma prowadzić do spektakularnych niemal i bardzo szybkich efektów, opisywanych przez Rosenberga w podręcznikach. Nie można jednak zapomnieć, że pewne rzeczy nie bez powodu ukryte są w nieświadomości i czasami trzeba wielu lat, żeby do nich dotrzeć. Dla wielu osób NVC może być wstępem do poszukiwań w sobie. NVC może wydawać się mniej inwazyjną i bardziej skuteczną alternatywą dla psychoterapii. Tak jednak nie jest. Pozytywne efekty tej metody mogą okazać się pozorne i kruche, jeśli nie są oparte na solidnych podstawach. Jeśli jednak myślimy o NVC jako o metodzie wspomagającej rozwój i poprawiającej relacje z innymi ludźmi, prawdopodobnie wyraźnie z niej skorzystamy.

 

 

  • Marshall B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca, wyd. 2 rozszerzone.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czym jest rodzicielska miłość?

rodzicielska miłość
fot. Pixabay

To, czego nie brakuje w każdym niemal rodzicielstwie to miłość. Kochamy swoje dzieci bardziej niż możemy to wyrazić słowami, chcemy dla nich jak najlepiej, staramy się, poświęcamy. Jak więc to się dzieje, że tak wielu dorosłych ma poczucie, że nie byli kochani w dzieciństwie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Być może wiąże się to z faktem, że choć miłość do dzieci jest niezaprzeczalna, to równie silne są inne aspekty rodzicielstwa: zmęczenie, frustracja, samotność, zmartwienia. I chyba głównie to dzieci odczuwają i to właśnie widzą. Miłość wówczas nie znika, ale rzeczywiście bardzo trudno ją okazać i poczuć.

Rodzicielska miłość – czego brakuje?

Psycholodzy zauważają, że to, czego brakuje dziś dzieciom, to poczucie, że są dla rodziców źródłem radości. Bo rzeczywiście, gdyby się zastanowić, to jak często czujemy autentyczną przyjemność z przebywania z własnym dzieckiem? A jeśli rodzic nie czuje wiele więcej niż to, że ma dziecko nakarmić, ubrać i zadbać o jego bezpieczeństwo – wszystkie te sprawy są bardzo ważne – to również dziecko tego nie poczuje.

W codzienności, kiedy musimy pogodzić wiele spraw, kiedy trzeba pracować, zarabiać, dbać o dom, bardzo trudno zatrzymać się i pobyć z dzieckiem. A jeszcze trudniej odczuwać przy tym autentyczną przyjemność. Mamy jednak szereg możliwości, żeby nawiązać więź z dzieckiem, w której poczuje, że jest ważne, a bycie z nim może dawać drugiej osobie prawdziwą radość. I możemy to robić od pierwszych dni życia dziecka.

Zobacz także: Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed 

Przyjemność płynąca z czynności pielęgnacyjnych? Czemu nie!

Magda Gerber, która pracowała z najmłodszymi dziećmi,  zwracała uwagę na funkcję czynności pielęgnacyjnych. Dziecko ma zmienianą pieluszkę tysiące razy w ciągu pierwszych lat życia. „Dlaczego nie miałaby to być czynność przyjemna dla obu stron?”, pytała Gerber.

Możemy się spieszyć, odwracać uwagę dziecka, w taki czy inny sposób przymusić je do współpracy. Ale możemy też zwolnić i z dużą uwagą, rozmawiając z dzieckiem, zwracając uwagę na sygnały od niego płynące, zmieniać mu pieluszkę, myć, karmić, czy też dokonywać innych czynności pielęgnacyjnych.

Magda Gerber nie bez racji uważała, że jest to szczególny czas, kiedy możemy dziecku okazać szacunek, ale również pokazać, jak wiele radości sprawia nam przebywanie z nim. Uważała również, że jest to moment, kiedy dziecko „ładuje akumulatory” emocjonalne.

Dzieje się tak dlatego, że przez te kilka czy też kilkanaście minut dziecko ma naszą pełną uwagę. Co też jest dla niego znacznie bardziej korzystne niż godziny, które z nim spędzamy jednocześnie czytając książkę, sprawdzając coś w Internecie lub rozmawiając przez telefon.

Inny sposób na czerpanie radości z bycia z dzieckiem zaproponowała Patty Wipfler, założycielska Hand in hand parenting, kalifornijskiej organizacji non profit. Wipfler opracowała metodę Special Time, Wyjątkowy Czas, choć pewnie każdy rodzic i dziecko mogą znaleźć własną nazwę. Pomysł stojący za Wyjątkowym Czasem jest dość prosty, a jednocześnie mocno niedoceniany.

Zobacz także: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Rodzicielska miłość – znajdź kilka minut wyłącznie dla dziecka

Znajdź w ciągu dnia, każdego dnia, 10 lub 15 minut – mówi Wipfler – tyle ile możesz na początek i przeznacz ten czas dziecku. Niech ono zdecyduje, co będziecie robić. Niech to będzie wyłącznie jego decyzja, niech ono zaproponuje zabawę.

To bardzo ważne, żeby w tym czasie rodzic nie robił nic innego, nawet z pozoru błahych rzeczy, nie odpływał myślami do innych spraw. Warto wyłączyć telefon, radio, telewizor, nie zaglądać do Internetu. Skupić się na dziecku, zobaczyć i doświadczyć tego, co ono nam mówi. Przyjrzeć się zabawie i być w niej. Śmiać się.

Pewnie niejeden rodzic uważa, że przecież w ciągu dnia spędza w ten sposób z dzieckiem nie 15 minut, ale całe godziny. Na pewno tak jest. Przecież wszyscy w którymś momencie wracamy z pracy, szkoły, przedszkola. Jesteśmy razem, ale czasem bardziej mieszkamy we wspólnym pomieszczeniu niż jesteśmy razem. Rozpraszaczy uwagi jest mnóstwo. Poczucie bycia ważnym, ważniejszym niż telefon czy pranie, rozmywa się.

Zobacz także: Brak dostrojenia między matką a dzieckiem. Jakie mogą być konsekwencje?

Zaskakujące rezultaty Wyjątkowego Czasu

Jedna z mam, która zdecydowała się sięgnąć po ten sposób nawiązywania więzi ze swoimi dziećmi opisała dość niezwykłe wydarzenie.  Postanowiła zabrać swoich synów, 5 i 7-letniego do parku rozrywki. Wyprawa miała im zabrać cały dzień. Po powrocie dzieci musiałyby od razu pójść spać. To oznaczałoby, że tego dnia nie mieliby specjalnego czasu z mamą.

Chłopcy po krótkiej naradzie zdecydowali, że wolą wyjechać z parku rozrywki dwie godziny wcześniej i mieć swoje Special Time. Było to dla niej niemałym zaskoczeniem. Mieli przecież stracić zaledwie jeden dzień i to na rzecz innych, bardzo przyjemnych aktywności.

Można sobie wyobrazić, że nie jest to historia przesadzona. Dzieci od pierwszych minut życia dążą do relacji. Kiedyś uważano, że najważniejszym i najbardziej pierwotnym instynktem człowieka jest zaspokojenie głodu. Dziś wiemy, że jest to potrzeba bycia w relacji. Nie doceniamy tego. Bagatelizujemy. A może nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby być naprawdę blisko, autentycznie cenić dziecko – najważniejszą dla nas osobę.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

6 rzeczy, których nie wiesz o kobietach zmagających się z niepłodnością

Smutna kobieta
Fot. fotolia

Dzięki temu, że kobiety coraz otwarciej dzielą się ważnymi, choć intymnymi sprawami, również niepłodność powoli zadomawia się w społecznej świadomości. A że jest to doświadczenie trudne, czasami skrajnie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Równie trudnym doświadczeniem jest leczenie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jakie są kobiety z niepłodnością i jak sobie radzą z tym trudnym doświadczeniem?

Oto kilka mniej znanych faktów  (nie do końca poważnie, bo i na niepłodność czasem trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka).

Są mistrzyniami mistyfikacji i białych kłamstw

Wytrawne oszustki, znawczynie kłamstwa. Bo ileż razy można unikać odpowiedzi na to samo pytanie: To kiedy dzieci? I po odpowiadać? Komu? Zamiast więc rozpłakać się, bo przecież robi się wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby zostać rodzicem, a dzieci nadal nie ma, można sięgnąć po łagodne oszustwo: Chcemy najpierw kupić mieszkanie./ Chcielibyśmy zwiedzić trochę świata, zanim zakopiemy się w pieluchach./ Lubimy spać do południa./ Nasz pies nie zaakceptowałby konkurencji.

Wszystko wydaje się być lepsze niż bolesna szczerość. Jeśli kobieta nie chce ujawnić, że się leczy lub na jakim etapie leczenia jest, musi sięgnąć po jakąś formę dezinformacji. Nie mogę wziąć udziału w firmowej imprezie, ponieważ muszę zająć się chorą ciocią/ Wyjeżdżam./Złapałam okropne przeziębienie.

Jeśli nie chcesz, żeby wszyscy wokół znali szczegóły Twojego cyklu miesięcznego albo parametry nasienia Twojego męża, będziesz mówić nieprawdę.

Świetnie znają statystyki

Pomiędzy bajki można włożyć teorie, że kobiety niepłodne są niezorientowane w swojej sytuacji, zdane na los i łaskę personelu medycznego albo losu. Nie jest też tak, że zaprzeczają faktom i karmią się fantazjami. Każdy, kto potrafi czytać, może bez trudności dotrzeć do statystyk dotyczących leczenia niepłodności. Wiedza ta jest szczególnie ważna dla osób, które z własnej kieszeni płacą za bardzo drogie procedury medyczne. Osoby decydujące się rozpocząć leczenie niepłodności zwykle wiedzą, że mają około 20% szans na sukces, jeśli podejdą do IVF. Jeśli zdecydują się na IUI, jeszcze mniej. A mimo to decydują się. Nie dlatego, że matematyka i niepłodność nieszczególnie się lubią, ale dlatego, że tylko tą drogą mogą zostać rodzicami. Wolą więc 20% szans niż zero. Nie ma więc powodu,  by im współczuć czy je edukować.

Nie stronią od wiedzy na temat reprodukcji

Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że kobiety zmagające się z niepłodnością to chodzące encyklopedie zdrowia. Obudzone w środku nocy potrafią opisać przebieg cyklu miesięcznego, objawy owulacji czy implantacji, mają zapisany numer telefonu do najlepszego lekarza i akupunkturzystki.

Nie zawsze są racjonalne

Dlatego nawet jeśli wiedzą, że nie ma solidnych dowodów na szkodliwość glutenu na proces zapłodnienia, odmawiają go sobie. Nie piją alkoholu w drugiej fazie cyklu, bo przecież mogą być w ciąży (nawet jeśli sześćset razy słyszały, że tylko in vitro pomoże). Biorą witaminy i suplementy, poddają się zabiegom akupunktury, biorezonansowi, robią testy na nietolerancje pokarmowe, choć wiedzą, że to nie pomoże. Ale daje nadzieję. Pomaga poczuć, że jednak coś się robi, nie czeka bezczynnie. Że ma się jakąś kontrolę nad swoim życiem i ciałem. I to jest ważne i potrzebne.

Uwielbiają rozmawiać o nieudanym in vitro

Ale tylko czasem. I tylko z niektórymi osobami. Niekoniecznie jest to temat do omówienia z koleżankami w pracy podczas półgodzinnej przerwy obiadowej. Nie koniecznie jest to też temat, który trzeba z kimś omówić w tramwaju. Ale z osobą bliską, wrażliwą lub taką, która sama przeszła tę drogę- tak. To bardzo ważne, żeby mieć kogoś takiego podczas zbyt długich starań o dziecko. Po to, żeby powiedzieć, jak podle się czujemy albo po raz milion pięćdziesiąty omówić poziom hormonów, albo w środku nocy zapytać, czy ból brzucha po transferze oznacza porażkę. Żeby usłyszeć, że to normalne, że się boimy albo żebyśmy się wzięły w garść. Cokolwiek jest pomocne.

Są silniejsze niż się może wydawać

Wiemy z licznych badań, rozmów z pacjentami i obserwacji, że niepłodność bywa najpoważniejszym kryzysem w dorosłym życiu. Doświadczeniem, które wysadza w powietrze poczucie własnej wartości, sprawstwa, kontroli, skutkuje poczuciem wstydu, nieadekwatności i samotności. Nie wiadomo, jak się ten kryzys zakończy. Nie ma pewności, że dzieci się pojawią. Ale kryzysy i zmiany to również rozwój. Niepłodność może więc być rozwojowa. Zmusza do zatrzymania, przeformułowania, a pokonanie piętrzących się trudności może wzmacniać poczucie, że jednak ma się w sobie wiele siły i odwagi.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Silny czy wrażliwy, czyli jak mądrze wychować chłopca?

Chłopiec bawi się w śniegu
Fot.: Pixabay.com

Mężczyzna wsiada za kółko pijany i zabija trzy osoby. Mężczyzna wystrzeliwuje serię z automatu i zabija wiele osób, będących na koncercie w Las Vegas. Mężczyzna wykorzystuje swoją władzę i molestuje seksualnie tysiące kobiet. Mężczyzna bije swoją żonę latami, aż w końcu posuwa się o krok za daleko i kobieta umiera. Codziennie czytamy o tym prasie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Internet bombarduje nas informacjami o kolejnych zbrodniach, kradzieżach, nadużyciach popełnianych przez mężczyzn. Mężczyźni bywają źli. Bywają wściekli. Są silni. Potrafią niszczyć i krzywdzić na niespotykaną skalę. Mężczyźni nie mają łatwo. My nie mamy łatwo z mężczyznami.

Z drugiej strony dziś łatwiej im wyrazić emocje niż choćby pokolenie temu. Prezydent Obama publicznie płacze na wieść o masakrze w szkole. Mężczyźni chętnie biorą urlopy „tacierzyńskie”; położne środowiskowe żartują, że gdyby mogli, karmiliby swoje dzieci piersią (zresztą reklama społeczna z takim motywem jakiś czas temu pojawiła się w Stanach Zjednoczonych).

Mężczyźni działają – takie są wobec nich społeczne oczekiwania. Kobiety czują; to zrozumiałe, że dziewczynka płacze – nikt się nie będzie z niej z tego powodu śmiał. Chłopiec będący w tym samym wieku płakać nie powinien. Nawet jeśli ma 14 miesięcy i dopiero zaczął karierę żłobkową.

Silny jak tata

Każdy mężczyzna był kiedyś chłopcem. A chłopców zawodzimy od samego początku. Od chłopców oczekujemy twardości, wytrzymałości i kontroli emocji. Chłopiec ma być silny jak tata – takie hasło drukujemy nawet na maleńkich ubrankach. Tymczasem wiele badań pokazuje, że chłopcy mogą być znacznie wrażliwsi niż dziewczynki – i to już na etapie życia płodowego. Nie wiadomo jednak na razie, dlaczego tak jest.

Istnieją hipotezy, że już na wczesnym etapie rozwoju chłopcy wykazują większe zainteresowanie rzeczami, które się ruszają, niż dziewczynki. Poziom testosteronu u nowonarodzonego chłopca równy jest temu, jaki możemy znaleźć w krwi 25-letniego mężczyzny. Żeńskie hormony produkowane przez dziewczynki nie mają na nie takiego wpływu, jak testosteron na chłopców.

Istnieją również badania pokazujące, że mózg dziewczynki ma lepiej rozwinięte obszary odpowiedzialne za kontrolę języka oraz emocji niż mózg chłopca. Z kolei badania na szczurach pokazały, że męskie osobniki miały lepiej rozwinięte obszary mózgu odpowiedzialne za kontrolę wyższych emocji, takich jak lęk. Mogłoby to wyjaśniać, dlaczego mężczyźni podejmują działania wymagające szczególnej odwagi.

Chłopaki też płaczą

Żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, chłopcy częściej niż dziewczynki cierpią z powodu takich zaburzeń, jak dysleksja, autyzm, jąkanie, zespół Touretta.

Jednak – jak zgodnie przyznają naukowcy – mózg jest bardzo plastycznym organem, a to, jak funkcjonują chłopcy (a potem mężczyźni), jest w znacznym stopniu zależne od wpływów społecznych.

Chłopcy startują więc z gorszej pozycji. Wiemy na przykład, że w wielu przypadkach zaczynają mówić później niż dziewczynki. I choć jest to wiedza powszechna, bywają ośmieszani. Podobnie jest z naturalną dla chłopców nieporadnością ruchową – wywołuje śmiech i drwiny otoczenia. Choć chłopiec potrzebuje więcej czasu na doskonalenie dużej i małej motoryki oraz koordynacji ruchowej niż dziewczynka, to wobec niego są oczekiwania, żeby był doskonałym sportowcem.

Zatem to, czego oczekujemy od chłopców (a czasem nawet na nich wymuszamy), pozostaje w wyraźnej sprzeczności z ich wrodzonymi i rozwojowymi możliwościami. Ta presja zaczyna się bardzo wcześnie; być może już w chwili, kiedy dla żartu zakładamy kilkutygodniowemu niemowlęciu ubranko z nadrukiem: „Jestem twardzielem”. Albo w żłobku, kiedy zawstydzamy chłopca, który przez wiele miesięcy płacze za mamą.

Informacja, jaką społeczeństwo wysyła chłopcom, a później mężczyznom, jest niezgodna z ich predyspozycjami. To, co dla nich jest naturalne, jest jednocześnie ośmieszane i negowane przez społeczeństwo. Konsekwencje tego dysonansu bywają tragiczne.

Z powodu gorszej kontroli funkcji motorycznych, chłopcy i mężczyźni łatwiej ulegają wypadkom, również śmiertelnym. Choć statystycznie rzadziej zapadają na depresję niż kobiety, znacznie ciężej ją przechodzą. Dla mężczyzn depresja jest chorobą śmiertelną znacznie częściej niż dla kobiet. Uzasadnionym wydaje się przypuszczenie, że wynika to z trudności, jakie mężczyźni mają w szukaniu leczenia i korzystaniu z niego. Bycie słabszym, przechodzenie trudniejszego momentu nie przystoi przecież mężczyźnie.

Mężczyźni nie rodzą się źli

Młodzi mężczyźni często eksperymentują z alkoholem i narkotykami, angażują się w inne niebezpieczne aktywności lub bywają agresywni wobec innych. Często nie potrafią ocenić ryzyka lub też ignorują je. Można przypuszczać, że przynajmniej częściowo wynika to nieumiejętności dbania o siebie oraz innych.

Wróćmy więc do początku. Skoro niemowlę płci męskiej jest bardziej wrażliwe niż niemowlę płci żeńskiej, potrzebuje ono więcej uwagi i zaangażowania. To oznacza również, że opiekunowie muszą być bardziej wrażliwi i włożyć więcej pracy w wychowanie chłopca niż dziewczynki. Mężczyźni nie rodzą się źli: nie knują przez całe dzieciństwo, jak mordować i krzywdzić, nie są wściekli i rozżaleni bez powodu. Trzeba urealnić oczekiwania wobec chłopców i dostrzec ich wrażliwość. Może wówczas zmieni się również nasze społeczeństwo?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jak nie tracić nadziei na dziecko?

Czy można nie stracić nadziei? Zapraszamy na bezpłatny warsztat psychologiczny wszystkie pary, którym dotąd mimo starań nie udało się zostać rodzicami.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W niedzielę, 21 stycznia 2018 r. w klinice  InviMed Warszawa odbędzie się bezpłatny warsztat psychologiczny dla par, którym dotąd mimo wielu trudów i starań nie udało się zostać rodzicami.

Psychologiczne warsztaty edukacyjne mają na celu nabycie wiedzy i umiejętności przydatnych w codziennym życiu i radzeniu sobie z wyzwaniami, które niesie ze sobą leczenie niepłodności. Udział w warsztatach może polegać jedynie na słuchaniu prowadzącego i wykonywaniu wraz z partnerem polecanych zadań, nie wymaga dzielenia się swoimi przeżyciami i opowiadania o własnych doświadczeniach. Nie ma nawet potrzeby przedstawiania się podczas zajęć imieniem i nazwiskiem.

W trakcie spotkania chcemy zająć się następującymi zagadnieniami:

  • Niepłodność a przeżywanie straty i niepowodzenia.
  • Jak stwierdzić, czy jesteśmy już gotowi do podjęcia kolejnej próby?
  • Pułapka desperacji, czyli jak nie szkodzić sobie samemu?
  • Na co mamy wpływ, a czego nie da się kontrolować w trakcie leczenia?
  • Co robić, jeśli pojawi się kryzys?

Jak zapisać się na warsztaty?

Warsztaty są przeznaczone dla osób, które chciałyby uporządkować swoje emocje po przebytych niepowodzeniach i czują potrzebę wszechstronnego przygotowania się do kolejnych etapów leczenia. Udział w warsztatach jest bezpłatny.

Aby zapisać się do grupy należy zadzwonić pod numer  500 900 888 lub wysłać maila na adres d-gawlikowska@invimed.pl z dopiskiem „Warsztaty”. Decyduje kolejność zgłoszeń!

Więcej informacji znajdziesz klikając tutaj.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.