Przejdź do treści

Jestem w ciąży – ilość stresu wzrosła.

Czym różni się ciąża po in vitro od zwykłej? Fizjologicznie niczym, ale pod względem psychicznym – wszystkim…

 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magda, lat 38:

Zawsze myślałam, że jak już w końcu uda mi się zajść w ciążę, to odetchnę i będę się rozkoszować tym „cudownym stanem”. O, jak bardzo się myliłam! Dopiero gdy już się udało, zaczęły się nerwy.

Najpierw tradycyjnie – oczekiwanie na dwie kreski. Dla mnie to sam początek stresu, bo dwie kreski widziałam już kilka razy i na tym się kończyło. Potem co dwa dni sprawdzanie przyrostu beta-hcg, najlepiej z wpisywaniem w kalkulatory, żeby mieć pewność, że dobrze rośnie. O stresach typu: „u Anki była większa” albo „u Kaśki lepiej rosła” nawet nie wspominam. Ten czas był dla mnie jednym wielkim oczekiwaniem na serduszko. Byłam wtedy w szpitalu, więc nie mogłam pozwolić sobie na ciągłe bieganie na USG i sprawdzanie, czy już jest pęcherzyk, czy serduszko już bije. Musiałam grzecznie czekać na konkretny moment. Nie ukrywam, że był to czas, w którym poznałam tzw. ciemną stronę forum internetowego, bo koleżanki czekały wraz ze mną, równie niecierpliwie, i zasypywały mnie smsami i mailami, a ja nic nie mogłam im powiedzieć, bo sama przecież nic nie wiedziałam, a w szpitalu nikt specjalnie nie przejmował się moimi błagalnymi pytaniami: „Kiedy USG???”. To był dla mnie bardzo trudny okres, ponieważ do tej pory nigdy nie udało mi się utrzymać ciąży dłużej niż do 7. tygodnia. Dodatkowo był szpital, hiperstymulacja w najokazalszym wydaniu i rodzinna tragedia, do której wolę nie wracać.

W końcu nadszedł ten wielki dzień – salowa wpadła i powiedziała: „Biegiem na USG, Profesor czeka”. Ręce tak bardzo trzęsły mi się ze strachu, że nie mogłam zawiązać szlafroka. Czekając pod gabinetem, mało nie zemdlałam. I w końcu upragnione badanie potwierdzające bicie serca mego dziecka! Był to jak do tej pory jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Kiedyś myślałam, że serduszko uspokoi moje nerwy. Nic z tego. Po wypisaniu ze szpitala rozpoczął się czas odliczania od wizyty do wizyty u lekarza. Najchętniej zamieszkałabym w gabinecie, żeby na bieżąco monitorować, co dzieje się wewnątrz mnie, czy dzidziuś rośnie. Kiedy brzuch mnie bolał, martwiłam się, że boli, gdy nie bolał, narzekałam, że nie boli. I wiem, że zabrzmi to idiotycznie, ale bardzo cieszyły mnie mdłości, bo to przecież najlepszy sygnał, że spodziewam się dziecka. Opis poszczególnych tygodni ciąży znałam na pamięć, czytałam o nich po 100 razy, nie wspominając już o wszelkich normach. W pierwszym trymestrze bałam się  powiedzieć komukolwiek o moim stanie i niezbyt dobrze czułam się na tzw. wątkach ciężarówkowych na forum, bo mentalnie ciągle jeszcze byłam staraczką, właściwie do tej pory nią jestem, choć to już 26. tydzień…

Marzyłam o zakupie urządzenia do słuchania tętna płodu, ale małżonek zdecydowanie się sprzeciwił, bał się, że każda ewentualna zmiana sprawi, że będę się jeszcze bardziej denerwować. W oczekiwaniu na test PAPP-A i USG nerwy dochodziły do zenitu. Po otrzymaniu wyników uspokoiłam się na niecały tydzień, a potem znów czekałam na kolejną wizytę. Lekarki pocieszały mnie, że gdy tylko zacznę czuć ruchy dziecka, to trochę się uspokoję. Wolne żarty: najpierw denerwowałam się, że jeszcze nie czuję ruchów, a po prostu nie potrafiłam ich rozpoznać, potem, że jest ich za mało albo za dużo i tak w kółko. Jedyny tydzień względnego spokoju przeżyłam w szpitalu, bo tam panie położne słuchały maluszka kilka razy dziennie, więc i ja spałam spokojnie.

A potem znowu nerwy przed USG połówkowym i ciągły strach: „co z szyjką?”, „czy donoszę?”, „czy wszystko będzie ok?”. Nie wiem, czy jestem odosobnionym, rozhisteryzowanym przypadkiem, czy po prostu ciąża po wielu latach walki właśnie tak wygląda. Jest zupełnie inna, niż ją sobie wyobrażałam, pełna lęków i niepokojów. Może w trzecim trymestrze to się zmieni. Tak czy inaczej nie omieszkam o tym opowiedzieć.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.