Przejdź do treści

Jedzenie dostosowane do grupy krwi – czy to ma sens?

789.jpg

Grupa krwi jest niezwykle ważna. Jak się okazuje, ma ona nie tylko wpływ na naszą odporność czy bilans energetyczny, lecz także na przyswajanie pokarmu. Dostosowywanie jedzenia do grupy krwi ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.

Jeśli nieodpowiednio dobierzemy produkty żywieniowe do grupy krwi, może dochodzić do aglutynacji. Polega ona na sklejaniu się pewnych komórek, składników i substancji w organizmie. „Grupa krwi predestynuje ludzi do określonego żywienia, które radykalnie odsuwa ich od jedzenia urozmaiconych produktów” – mówi serwisowi infoWire.pl Filip Kowalczyk z Consilium Vitalis – Centrum Dietetyki i Zdrowego Rozsądku.

Osobom mającym grupę krwi A poleca się unikanie mięs. Lepsze są dla nich produkty wegetariańskie. Posiłki ludzi z grupą krwi AB powinny obfitować w warzywa i owoce. Dobrze, gdyby ograniczyli oni spożywanie czerwonego mięsa i drobiu. To samo tyczy się osób z grupą krwi B. Muszą one uważać dodatkowo na produkty zbożowe. Ich jadłospis powinien opierać się na rybach i produktach mlecznych. Najwięcej mięsa mogą jeść ci, którzy mają grupę krwi 0.

Eliminowanie jakiejkolwiek grupy produktów żywnościowych jest jednak błędem i należy być bardzo ostrożnym, jeśli się na to decydujemy. „Jedynym racjonalnym sposobem żywienia jest jedzenie wszystkich grup produktów, oczywiście z wykluczeniem tych, które nam ewidentnie szkodzą (mowa o alergiach)” – informuje ekspert.

Jeśli chcemy zachować zdrowie, warto popracować nad własnymi nawykami żywieniowymi, zamiast zastanawiać się nad wpływem grup krwi na przyswajanie przez nas pokarmu. Wskazane jest spożywanie pięciu posiłków dziennie, trzeba unikać jedzenia w fastfoodach, a w przypadku wystąpienia nietolerancji pokarmowych należy skorzystać z porady dietetyka.

Informacja prasowa / InfoWire

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Prof. Jerzy Radwan – lekarz, który zaraża optymizmem: „Inspirację czerpię z życia!”

Jerzy Radwan

Kim są ludzie, do których zwracamy się po pomoc? Jacy są w życiu prywatnym, co kryje się pod zawodowym profesjonalizmem? Poznajmy wspólnie lekarza z ogromną pasją – oto prof. dr hab. n. med. Jerzy Radwan z kliniki leczenia niepłodności Gameta. Jakie ma pasje, jaka jest jego historia, które miejsca są mu bliskie?

Czy od zawsze wiedział pan, że chce być lekarzem? Kiedy zrodziła się w panu taka myśl?

Prof. dr hab. n. med. Jerzy Radwan: Gdy byłem małym chłopcem chciałem m.in. zostać księdzem, potem marzyłem o byciu prawnikiem. Decyzję o pójściu na medycynę podjąłem w ostatniej chwili, tuż przed maturą. Zaimponowała mi możliwość zostania studentem łódzkiego WAM-u. Gwoli ścisłości, same egzaminy wstępne przeszedłem pozytywnie, ale nie czekałem na wyniki i wyjechałem przed ich ogłoszeniem. Prawdę mówiąc przestraszyłem się wojskowego rygoru. Ostatecznie studia rozpocząłem rok później w Białostockiej Alma Mater, którą ukończyłem w 1971 roku. Rozstałem się z nią i Białymstokiem prawie 20 lat później.

A czy jest wydarzenie, biorąc pod uwagę pana karierę medyczną, które było dla pana najbardziej znaczące?

Jednym z bardziej znaczących wydarzeń w mojej karierze zawodowej był wyjazd do Francji na stypendium naukowe. Było to w ’83 roku, tuż po stanie wojennym. Spędziłem w tym krajów w sumie ponad półtora roku, w klinikach i laboratoriach uniwersyteckich m.in. w Paryżu, Rouen, Caen, Tuluzie i Bordeaux. Doskonaliłem się w diagnostyce i leczeniu niepłodności oraz pionierskiej w tym czasie endoskopii  operacyjnej w ginekologii. Nabyte tam doświadczenia  naukowe i kliniczne pozwoliły mi na rozwój naukowy i zawodowy, a osobiste, serdeczne, niemal rodzinne przyjaźnie z niektórymi poznanymi lekarzami i ich rodzinami trwają do dzisiaj.

Zajmuje się pan między innymi diagnostyką i leczeniem niepłodności, która dla wielu par wiąże się z ogromną potrzebą posiadania rodziny. Czy w pana życiu rodzina też jest istotną wartością?

Rodzina w moim życiu była, jest i zawsze będzie najwyższą wartością.

A czy ma pan pasje, które nie wiążą się z medycyną?

Uwielbiam historię – zwłaszcza nowożytną, podróże oraz muzykę. Relaksują mnie chwile, kiedy mogę zagrać na pianinie, czasami sam dla siebie, czasami  chociażby dla wnuków.

Jeśli chodzi o muzykę to lubię  słuchać zarówno rocka, muzykę klasyczną,  jak również  Elvisa, czy choćby piosenki Młynarskiego – od młodości do dziś!

Skoro jesteśmy przy kulturze, jakie książki znajdują się na pana półkach, jakie filmy i programy najchętniej Pan ogląda?

Książki historyczne, ale także podróżnicze. Lubię oglądać klasyczne komedie, przy których odpoczywam. Oglądam także programy sportowe, oczywiście programy podróżniczo-geograficzne  oraz piłkę nożną – ostatnio zwłaszcza Bundesligę z Robertem Lewandowskim.

Jeśli znajduje pan wolny czas, w jaki sposób lubi pan go spędzać – aktywnie, czy może preferuje pan bardziej „leniwą” formę wypoczynku?

Wolny czas uwielbiam  spędzać z wnukami. Mam ich troje – dwóch chłopaków i dziewczynkę. Uwielbiam jeździć z nimi na wycieczki, chodzić do kina, czy do teatru.

Ponad 20 lat jestem też członkiem klubu ROTARY, jednej z największych i najstarszych apolitycznych organizacji międzynarodowych. Dzięki temu ma zaszczyt spotykać się 1 raz w tygodniu z przyjaciółmi o różnych  zawodach i zainteresowaniach których łączy jeden cel – pomagać słabszym.

W czy ma pan swoje ulubione miejsce na Ziemi? Może jest to przestrzeń, w której czuje się pan „jak w domu”, a może miejsce najwspanialszej podróży?

Warmia i Mazury! Bezdyskusyjnie to najbliższy memu sercu region Polski. Ale także Francja okolice Bordeaux, zatoki Biskajskiej i Normandia. Ostatnie lata, krótkie letnie urlopy, spędzamy wspólnie z żoną w Austrii, w okolicach Klagenfurtu nad jeziorem w górach.

Ma pan tyle pasji i zainteresowań, skąd czerpie pan inspiracje i siłę do codziennej pracy?

Inspirację czerpię z życia! Trzeba pamiętać by dobrze wykorzystać każdy dzień, bo życie jest krótkie. Umieć się bawić, ale i pracować. Być w życiu zawsze cierpliwym optymistą.W myśl zasady pamiętać, że nawet po bardzo pochmurnym dniu zawsze kiedyś zaświeci słońce.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Co do czego pasuje. Jak brać leki, żeby działały i żeby sobie nie szkodzić [EKSPERT]

jak brać leki

Każdy z nas brał, bierze bądź będzie brał leki. Dla niektórych to codzienna konieczność, bez której nie mogliby funkcjonować, dla części jedynie sporadyczne sytuacje podyktowane wyjątkowym okresem w życiu.

Żeby każda farmakoterapia – czyli przyjmowanie leków – była skuteczna oraz bezpieczna, powinniśmy wiedzieć jakie interakcje mogą zachodzić pomiędzy przyjmowanym lekiem oraz żywnością, którą spożywamy w tym czasie.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że to co jemy może w dużym stopniu wpływać na przyswajanie różnych substancji. Przeważająca część leków jaką przyjmujemy to preparaty podawane drogą doustną, stąd też duży wpływ na ich działanie, wchłanianie, metabolizm, biodostępność mają posiłki oraz ich pory.

 

Wpływ żywności na wchłanianie leków

Aby lek zaczął działać musi zostać wchłonięty. Leki przyjęte na czczo przemieszczają się z żołądka do jelita cienkiego dość szybko i szybko też rośnie ich stężenie we krwi. Jelito cienkie jest ważnym organem w procesie wchłaniania ze względu na dużą powierzchnię.

Istnieją substancje odżywcze, które zarówno zwiększają wchłanianie leków jak i je zmniejszają. Jakich leków i jakie substancje? Już spieszę z odpowiedzią!

Wpływ składników żywności na zmniejszenie wchłaniania leków

Znacznie ograniczająco na wchłanianie leków antydepresyjnych (trójpierścieniowe np.: amitryptylina) wpływa błonnik pokarmowy, który w dużych ilościach znajduje się np. w otrębach czy płatkach owsianych. Powoduje on adsorpcję leku i poprzez zmniejszenie jego wchłaniania prowadzi do obniżenia działania terapeutycznego.

Błonnik może też ograniczająco wpłynąć na wchłanianie preparatów naparstnicy, stosowanych w leczeniu niewydolności krążenia oraz zaburzeń rytmu serca.

Z kolei duża ilość węglowodanów zmniejsza wchłanianie paracetamolu, który jest często stosowanym lekiem przeciwbólowym, przeciwzapalnym i przeciwgorączkowym.

Jeśli jesteśmy w trakcie antybiotykoterapii (tetracyklina, fluorochinolony) nie powinniśmy spożywać mleka i produktów jego pochodzenia, ponieważ zawierają one wapń, który wraz z lekiem tworzy sole wapnia. Sole te ograniczają wchłanianie antybiotyków i powodują spadek ich stężenia  we krwi nawet o 50%. W konsekwencji chorujemy dłużej, bo leczenie często okazuje się nieskuteczne.

Picie herbaty może okazać się zgubne kiedy leczymy się na niedokrwistość i przyjmujemy preparaty żelaza (Hemofer, Ascofer, Tardyferon). Zasada działania jest właściwie zbliżona do tej, którą opisałam przed chwilą: w herbacie występują taniny, które tworzą z żelazem trudno wchłaniające się związki. Żelazo jest przyswajane w mniejszym stopniu, jego stężenie we krwi jest niskie i nie obserwujemy poprawy parametrów klinicznych.

Produkty zawierające skrobię kukurydzianą powinny też ograniczyć osoby przyjmujące leki przeciwdrgawkowe oraz przeciwarytmiczne takie jak fenytoina. Zawarte w skrobi  związki wielocząsteczkowe tworzą z lekiem trudno wchłaniające się kompleksy.

Wpływ składników żywności na zwiększenie wchłaniania leków

Tłuszcze, które przyjmujemy wraz z pożywieniem zwiększają wchłanianie leków o dużej lipofilności. Jak to się dzieje? Po emulgacji tłuszczów powstaje emulsja tłuszczowa będąca idealnym nośnikiem dla leku, co powoduje istotne zwiększenie jego wchłaniania.

Do leków, które wchłaniają się szybciej poprzez opisaną wyżej metodę należą leki przeciwgrzybicze (np. gryzeofulwina) oraz leki przeciwpasożytnicze (albendazol, mebendazol). Wzrost ich stężenia we krwi spowodowany obecnością tłuszczu w pożywieniu może skutkować bólem głowy, zmianami skórnymi, suchością śluzówek czy bezsennością.

Jeśli stosujemy któryś ze wspomnianych leków nie powinnyśmy spożywać do 2h przed i po ich przyjęciu smażonych potraw, dużej ilości masła, smalcu, śmietany czy pełnotłustego mleka.

A kiedy boli głowa? Sięgamy najczęściej po niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), do których  należą popularne aspiryna, codipar czy ketonal. W tym przypadku żywność pełni rolę protekcyjną dla błony śluzowej przewodu pokarmowego i chroni ją przed szkodliwym działaniem leków, nie wpływając znacząco na ich wchłanianie.

Każdy medal ma dwie strony

Nie zapominajmy też o tym, że interakcje te zachodzą w dwie strony: to co jemy może wpływać znacząco na działanie leku ale również leki mogą zaburzać przyswajanie niektórych składników pokarmowych.

Osoby leczące się na dyslipidemię, które przyjmują kolestipol czy osoby zażywające enzym trzustkowy- pankreatynę są narażone na niedobory kwasu foliowego.

Leki obniżające poziom cholesterolu we krwi mogą powodować również zmniejszone wchłanianie witamin A, D, B12, K oraz wapnia, żelaza i cynku.

Na niedobory witaminy B12 narażone są osoby, które stosują inhibitory pompy protonowej (omeprazol) oraz leki hamujące wydzielanie soków żołądkowych (cymetydyna, ranitydyna), ponieważ ograniczają jej wchłanianie.

Koniec artykułu i nie było nic o soku grejpfrutowym?! W kolejnym artykule poruszę  jego temat, dowiecie się też czym najlepiej popijać leki.  W kolejnych częściach omówione zostaną również: wpływ składników żywności na metabolizm leków oraz interakcje pomiędzy składnikami żywności – synergistyczne i antagonistyczne.

Zosia Mazurek-Dudek

Dyplomowana dietetyczka, absolwentka Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. W temacie niepłodności i walki z nią jest nie tylko teoretykiem – wszystko przerobiła na sobie. Propagatorka zdrowego podejścia do żywienia, przeciwniczka nieuzasadnionych diet eliminacyjnych. Pomaga osobom niepłodnym w osiągnięciu celu wpierając je od strony dietetycznej. Przyjmuje w Radzyniu Podlaskim, Lublinie i Radomiu. (a na Skype – w całej Polsce)

Dziś pracujemy o dwie godziny krócej

Kilkaset firm w Polsce weźmie dziś udział w szóstej już odsłonie akcji „Dwie godziny dla rodziny”. Tegoroczne hasło przewodnie to „Gotowanie na rodzinnym planie”. Wielu z nas wyjdzie z pracy dwie godziny wcześniej, by spędzić ten czas z rodziną.

Każdego roku, 15 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Rodzin ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych w 1993 roku. Inicjatorem polskich obchodów jest Fundacja Humanites – Sztuka Wychowania.

Polacy to szczególnie zapracowany naród. Zwykle spędzamy w pracy więcej niż osiem godzin dziennie, wielu z nas poświęca także dla pracy rodzinne weekendy. Akcja „Dwie godziny dla rodziny” ma na celu uświadomienie jak wielką wartością jest rodzina, budowanie relacji i dbałość o nie.

Dwie wspólnie spędzone godziny być może nie załatwią problemu, ale mogą nam wiele uświadomić.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Posłowie chcą zmiany niektórych ustaw w związku z realizacją programu „Za życiem”. Dziś Sprawozdanie Komisji w Sejmie

Sejm

20 grudnia, jak pamiętamy, wszedł w życie program kompleksowego wsparcia dla rodzin – „Za życiem”. Jego założeniem jest wspieranie osób niepełnosprawnych i ich rodzin.

Uruchomienie programu wywołało konieczność wprowadzenia zmian w niektórych ustawach:

  • o systemie oświaty, która zakłada opiekę nad uczennicami w ciąży. Proponowana zmiana ma dotyczyć doposażenia miejsc w bursach i internatach a także doposażenie placówek prowadzących wczesne wspomaganie rozwoju
  • o pomocy społecznej – zmiana ma umożliwić wojewodom zwiększenie do 30 proc. dotacji na jednego uczestnika środowiskowego domu samopomocy ustalanej na uczestników z niepełnosprawnościami sprzężonymi i spektrum autyzmu. Zmiany odnoszą się do mieszkań chronionych, takie wsparcie ma mieć charakter usługowy. Adresatem ma być osoba pełnoletnia. Wprowadza się także podział mieszkań chronionych na dwa typy – treningowe i wspierane (przeznaczone dla osoby niepełnosprawnej).
  • o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, zmiany zakładają: stworzenie preferencyjnych warunków dla zakładania przez opiekunów osób niepełnosprawnych działalności gospodarczej oraz zachęcanie innych bezrobotnych do zakładania działalności polegającej na prowadzeniu żłobków lub klubów dziecięcych z miejscami dla dzieci niepełnosprawnych lub polegającej na świadczeniu usług rehabilitacyjnych dla dzieci niepełnosprawnych w miejscu zamieszkania; zachęcenie przedsiębiorców do zatrudniania opiekunów osób niepełnosprawnych; wsparcie bezrobotnych opiekunów osób niepełnosprawnych przez umożliwienie im skorzystania z subsydiowanego zatrudnienia czy podjęcia pracy w formie telepracy; wsparcie opiekunów osób niepełnosprawnych, którzy nie mogą uzyskać statusu bezrobotnego, rzez zapewnienie im bezpośredniego dostępu do usług rynku pracy i instrumentów rynku pracy; wsparcie opiekunów osób niepełnosprawnych w realizacji codziennych obowiązków domowych w ramach prac społecznie użytecznych.
  • o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
  • o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej.

Projekt wpłynął do Sejmu 14 czerwca, a już dziś, tj. 21 czerwca mieliśmy okazję uczestniczyć w sprawozdaniu Komisji w Sejmie. To dobra wiadomość zarówno dla osób niepełnosprawnych, jak i uczennic w ciąży. Czekamy na wejście zmian w życie.

 

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego