Przejdź do treści

Jeden dzień, lata walki, silna kobieta i potrzeba wsparcia – „W dniu porodu dowiedziałam się, że mam białaczkę”

kobiety dla kobiety ola białaczka
Fot. strona projektu "Kobiety dla Kobiety"

Dla większości z nas czas narodzin dziecka kojarzy się w okresem szczęścia. Po porodzie chcemy wziąć malucha na ręce i najlepiej aż do wyjścia ze szpitala nie puszczać. Zdarza się jednak, że los stawia nas przed wyzwaniami, których się kompletnie nie spodziewamy. „Nazywam się Ola. Mam 37 lat. Cztery lata temu, w dniu porodu, dowiedziałam się, że mam ostrą białaczkę limfoblastyczną.

Zderzenie z życiem

Ola jest Bohaterką, której historię poznaliśmy dzięki projektowi „Kobiety dla Kobiety” stworzonemu przez Fundację 3-4- Start. Nadrzędnym celem inicjatywy jest właśnie pomoc mamie małego Tymka, bo walka z chorobą nigdy nie powinna toczyć się w pojedynkę. Tym bardziej jeśli niesie za sobą tak ogromne koszta!

Pierwsze pół roku życia syna Ola spędziła w szpitalu, później leczenie ambulatoryjne i niecałe trzy lata temu autologiczny przeszczep szpiku. Niestety wyniki znów zaczęły się pogarszać. W październiku padła diagnoza – ostra białaczka szpikowa. „Zaczęłam leczenie ambulatoryjnie. Nadal nie mam dawcy w banku, ale pojawiła się możliwość przeszczepu haploidentycznego (…) Jest to innowacyjna metoda, ale dla mnie jedyna. 19-ego stycznia miałam przeszczep szpiku od jednego z moich braci” – pisze młoda mama.

Jak wygląda jej walka z chorobą, czego się nauczyła, co straciła? Skąd czerpie siły na „normalne” życie? I gdzie w tym wszystkim jest miejsce na macierzyństwo? To niezwykle ważna rozmowa, która mamy nadzieję da siłę nie tylko Oli, ale i innym, zmagającym się z trudami choroby, kobietom. Całej reszcie pokaże zaś, jak ważne jest bycie „tu i teraz”.

„Świat zawirował”

 

Narodziny dziecka to dla wielu osób szczególnie radosny okres. W pani przypadku ten piękny dzień zawierał w sobie zapewne wiele szczęścia, ale i ogromny cios. Jakie emocje towarzyszyły temu czasowi, bo możemy sobie tylko wyobrazić jak silne i jak różne one były?

Ola: Ten dzień, a właściwie wieczór i noc, były dla mnie jak wehikuł przenoszący z rzeczywistości mi znanej i przewidywalnej do zupełnie innej, pełnej niewiadomych i zakrętów. Trafiłam do szpitala wieczorem ze wskazaniem do porodu, ponieważ źle się czułam i lekarka zauważyła, że coś złego się dzieje. Gdy okazało się, że zagrożone jest życie i dziecka i moje przewieźli mnie karetką do bardziej specjalistycznego szpitala. I tutaj świat zawirował. Otoczył mnie wianuszek lekarzy, badali, patrzyli i co chwilę wychodzili rozmawiać na korytarzu co zrobić. Miałam wykonywane różne procedury medyczne, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Okazało się, że moje duszności wynikały z tego, że mam płyn w osierdziu – moje serce ledwo biło.

Wszystko to przyjmowałam spokojnie, bo chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak poważna jest sytuacja. W końcu padły też słowa o podejrzeniu białaczki. Ta informacja mnie przeraziła – białaczkę kojarzyłam z szybkim umieraniem. Zadzwoniłam wtedy po tatę Tymka żeby wrócił do szpitala, bo chwilę wcześniej pojechał do domu, pamiętam, że była druga w nocy. Nie wiem jak przetrwaliśmy tę noc, nie pamiętam. Był strach, ale też jakaś siła, która w tej sytuacji się pojawiła, tak jakby Ktoś czuwał nade mną. Oczywiście w takiej sytuacji miałam cesarkę i to w pełnym znieczuleniu.

Przed zabiegiem pani doktor powiedziała mi, że mogę się nie obudzić. Wtedy wiedziałam, że idę być może na śmierć, ale na szczęście badania synka były dobre, on był bezpieczny.

I rzeczywiście po cesarce byłam w śpiączce przez kilka dni. Synka zobaczyłam pierwszy raz jak mnie wybudzili i to tylko na chwilę. Ale wiem, że gdy mnie wybudzili pierwszą rzeczą z jaką zwróciłam się do pielęgniarki było pytanie, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Wracając do pytania, dla mnie ta sytuacja była rozciągnięta w czasie, cały czas było pomieszanie. Strach o dziecko i o siebie, potem radość, że jest zdrowy, a jednocześnie nie mogłam go mieć tak blisko, jakbym chciała. Powodowało to wielką tęsknotę i smutek i strach, że z powodu mojej choroby możemy się więcej nie zobaczyć. Wspaniały personel w szpitalu, gdy trochę lepiej się czułam, pozwolił, żeby przez dwa dni Tymek był przy moim łóżku. Mogłam go wziąć na ręce. To było cudowne. Potem musieliśmy się znowu rozstać, gdy przenieśli mnie na Hematologię na leczenie chemioterapią.

Czy to właśnie syn jest i był największą motywacją do walki z chorobą? Czy macierzyństwo daje też pani inną perspektywę patrzenia na to, co dzieje się z pani zdrowiem?

Tęsknota była ogromna, wręcz fizyczna – jakby ktoś zabrał kawałek mnie. Tak pragnęłam powrotu do, domu do mojego dziecka, że na pewno była to największa motywacja do zdrowienia. Ja nawet nie musiałam się o to starać, po prostu wokół tego kręcił się mój świat, moje uczucia i myśli. Rodzina na bieżąco starała się mnie informować, co słychać u Tymeczka. Dzięki skypowi mogłam podglądać czasem co robi, miałam pokój obwieszony zdjęciami. A gdy raz na miesiąc miałam kilkudniową przerwę i szłam do domu, to na miarę moich sił robiłam wszystko przy Tymku. Tylko z kąpielą nie dawałam rady. To było cudowne być razem.

Co jeszcze daje pani siłę?

Nadal jest tak, że Tymek i relacja z nim jest chyba najważniejszą motywacją. Wiem, że jestem mu potrzebna. Przez czas chorowania pogłębiła się moja wiara w Boga i tutaj też szukałam nadziei i takiego wewnętrznego spokoju. Rodzina i przyjaciele.

Długi okres leczenia w wypadku białaczki, czas spędzony w szpitalach, kontrole lekarskie, monitoring. Zastanawiam się na ile choroba może „zawładnąć” naszym życiem. Czy nie miała pani poczucia, że staje się ona całym światem? A może wręcz przeciwnie, może zbliżyła panią to tego co ważne tu i teraz?

No tak, w leczeniu białaczki jest dużo ograniczeń, których nie ma w innych chorobach onkologicznych – w szpitalu jest się długo, kilka razy po kilka tygodni. Większość czasu w izolatce, czasem bez możliwości odwiedzin. Ta izolacja od zwykłego życia, od bliskich, a zwłaszcza Tymka (bo dzieci nie mogą wchodzić na oddział) była dla mnie tak dotkliwa, że gdy wychodziłam, to czułam jakbym już wygrała los na loterii.

To rzeczywiście zbliża do „tu i teraz”, czas nabiera intensywności, małe rzeczy nabierają wartości.

Czasem wkurzam się na różne ograniczenia, ale z drugiej strony wiem, że to ma na celu moje zdrowie. Takie jest od kliku lat moje życie. Nie planuję za bardzo do przodu, bo nie wiem czy na przykład będę mogła pojechać na wakacje, a jeśli tak, to nie może być dużego słońca. Trzeba być elastycznym.

Jak obecnie się pani czuje i jaki jest najbliższy plan działania?

Teraz po przeszczepie jestem w intensywnej opiece poprzeszczepowej. Tak naprawdę proces leczenia trwa, jeszcze różne przygody mogą się zdarzyć. Dwa razy w tygodniu jeżdżę na kontrolę, potem będzie to raz w tygodniu. W domu codziennie zażywam bardzo dużo leków, mam bardzo restrykcyjną dietę, reżim higieniczny np. osobne naczynia, wszystko wyparzane i ograniczenia w kontaktach z ludźmi, bo trzeba maksymalnie uważać na infekcje. Przeważnie pierwszy rok to okres najtrudniejszy i kluczowy dla przyjęcia się przeszczepu i tego, żeby nie wróciła choroba.

Czy jest w tym momencie coś, co może panią wesprzeć? Nie pytam tylko o najbliższych, ale też o innych ludzi – jakie słowa chciałaby pani usłyszeć, jakie gesty, czy też czyny mogą ludzie wykonać, by pomóc pani w walce z chorobą?

Wierzę, że zawsze pomaga dobre słowo, czy myśli i modlitwa. Z takich rzeczy prowizorycznych to niestety choroba to zawsze koszty. Nie pracuję, mam niską rentę, dlatego ważne jest dla mnie żeby móc jakoś rozliczać leki, czy inne środki wspomagające leczenie np. suplementy, bo są to duże wydatki.

Czy jest coś pozytywnego, co wiąże się z tak trudnymi zmaganiami? Czy paradoksalnie choroba może nam coś „dać”?

Choroba sprawiła, że wiele straciłam – zdrowie, pracę, zmienił się mój wygląd, bardzo ograniczyły się moje kontakty towarzyskie, nigdy nie byłam bogata, a jeszcze spadł mój status materialny. Wiele rzeczy stało się dla mnie niedostępnych i mnie ominęło. Gdyby się w to zagłębić można by jeszcze wymieniać. Jednocześnie to było jak pewnego rodzaju trening – zobaczyłam, że bez tych rzeczy można żyć. Praca była dla mnie bardzo ważna, teraz ważniejsze jest macierzyństwo. Chociaż mam nadzieję, że jak tylko będę mogła uda mi się wrócić do pracy, ale na pewno z mniejszą rywalizacja i z większym dystansem. Współcześnie żyjemy w świecie, który uczy, że trzeba mieć wszystkiego dużo i jak najlepsze, to jest miarą sukcesu. Ja myślę inaczej, wartość widzę w relacjach i w małych sprawach. Na pewno choroba dała mi więcej odwagi i świadomość czasu. To jest proces, ale mam nadzieję, że uda mi się kierować właśnie w tę stronę.

kobiety dla kobiety

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Konferencja „Od niepłodności do spełnionego życia” już 13 maja

Konferencja_facebook_zdjecie-w-tle

13 maja w Audytorium Maximum na ul. Wójcickiego w Warszawie odbędzie się konferencja „Od niepłodności do spełnionego życia”.

Doświadczenie niepłodności to najczęściej bardzo bolesny i trudny czas w życiu pary marzącej o zastaniu rodzicami. Niepłodność wpływa na poczucie kobiecości i męskości, na życie intymne pary, na marzenia i plany, na poczucie spełnienia i radości. Przedłużające się starania o dziecko są dla małżonków czasem wielu niełatwych decyzji, poszukiwania przyczyn trudności i leczenia. By przejść drogę od niepłodności do spełnionego życia,  potrzebne jest fachowe wsparcie zespołu specjalistów, rzetelna wiedza, dobre słowo i zrozumienie oraz mądre wspieranie nadziei na nowe życie. O tych problemach będzie można porozmawiać podczas interdyscyplinarnej, naukowo-metodycznej konferencji. Czas wykładów i prelekcji może być dobrym przystankiem na drodze od niepłodności do spełnionego życia.

Organizatorami wydarzenia są:

Fundacja Instytut Nadziei oraz Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego (Wydział Studiów nad Rodziną).  Patronat honorowym nad konferencją objął Minister Zdrowia, dr n. med. Konstanty Radziwiłł oraz Rektor UKSW ks. prof. dr hab. Stanisław Dziekoński.

Więcej informacji na stronie: www.spelnionezycie.pl

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Foto: The Honest Body Project Facebook
Foto: The Honest Body Project Facebook

Kobiecość, macierzyństwo, ciało – to dla wielu osób niemal jedność. Nie sposób pominąć żadnego z tych aspektów w momencie, w którym okazuje się, jak ważnym elementem życia staje się strata. Oto fotografie, które rzucają światło na przeżycia związane z poronieniem i stratą dziecka. Widać na nich cierpienie, ale też piękno i ogromną siłę.

Prawda z obrazu

O dziele fotografki Natalie McCain pisaliśmy już na naszym portalu. The Honest Body Projectbo taki nosi tytuł, pokazuje piękno kobiecego ciała niezależnie od rozmiaru, wagi, doświadczeń. Szczególnie podkreślony jest fakt zmiany wyglądu, którego niemal nie da się uniknąć po urodzeniu dziecka. „Nasze ciała są silne, sprawne, piękne i niesamowite… a my wciąż nie jesteśmy zadowolone, gdy patrzymy w lustro. Posiadanie dzieci zmienia nasze ciało w sposób, którego byśmy się nigdy nie spodziewały. Ta zmiana jest PIĘKNA – przytaczaliśmy słowa autorki.

Jeszcze w tym roku wydany zostanie cały album z tymi jakże wzruszającymi fotografiami. Jeden z rozdziałów dotyczyć będzie doświadczeń związanych ze stratą – poronieniem oraz śmiercią. Mało kto jest na tyle silny, by dzielić się swoimi historiami. Tym bardziej chwytają one za serce. Jednak zdjęcia i przeżycia, które będzie można poznać w albumie, mają na celu właśnie dodanie odwagi, nadziei i wsparcia ludziom, którzy są w podobnych sytuacjach.

ZOBACZ: Piękno nie zawsze jest perfekcyjne

 

„Strata nie sprawia, że jesteś matką chociaż odrobinę mniej. Ludziom trudno jest zrozumieć ten koncept, czuję i rozumiem, że strata nie definiuje mnie, ani mojego ciała, ani tego, co o sobie sądzę, kiedy się budzę. Chciałabym i mam nadzieję, że będę w stanie pokazać, że kobiety, które doświadczyły straty, tak jak ja, mogą objąć swoje dzieci i siebie same, oraz mogą spojrzeć ponad swoje doświadczenie i wyciągnąć z niego lekcję, zamiast uciekać – pisze jedna z kobiet.

Padają mocne i trudne słowa. Obrazy nadają temu wszystkiemu jeszcze bardziej rzeczywisty kształt. Co najważniejsze, sięgają do doświadczeń, które dotykają wielu osób, a pomimo tego, wciąż są tematami tabu. Dzięki nim, wszyscy ludzie mający podobne przeżycia, mogą dostrzec, że nie są sami ze swoim bólem.

„Myślę, że strata dziecka, co jest czymś niezwykle nienaturalnym, nigdy nie odchodzi. Niektóre dni były gorsze niż inne. Chciałam głośno krzyczeć i płakać, ale nie dało się usłyszeć z moich ust żadnego dźwięku. Czułam fizyczny ból w oczach, które przytrzymywały palące mnie łzy. Wraz z upływem dni, zaadaptowałam się i nauczyłam się żyć z bólem. Ból nigdy nie umiera, ale przeradza się w ciężar, który mogę nieść z moim sercu.”

 

Źródło: „Popsugar”

Foto: The Honest Body Project Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Lato może nie być szczególnie korzystne dla przyszłych mam – sprawdź, co ciepło ma wspólnego z cukrzycą w ciąży

cukrzyca w ciąży

Okazuje się, że temperatura otoczenia może mieć ogromny wpływ nie tylko na nasze samopoczucie i indywidualne upodobania, ale ma także konkretne przełożenie na stan zdrowia. Naukowcy odkryli, że zarówno bardzo niska temperatura, jak i wysoka mogą wiązać się z cukrzycą ciążową.

Występowanie cukrzycy ciążowej powiązane jest z działaniem hormonów łożyskowych, które wywołują insulinooporność. Najnowsze badania wskazują, że u kobiet narażonych na przebywanie w niskich średnich temperaturach oscylujących wokół -10°C, ryzyko pojawienia się właśnie cukrzycy ciążowej wynosi 4,6 proc. Większe ryzyko związane jest jednak z wyższymi temperaturami. Przebywanie w 24°C lub więcej, powiązane jest z 7,7 proc. prawdopodobieństwa wystąpienia problemów, o czym donosi „Daily Mail”.

Co warto wiedzieć o cukrzycy w ciąży?

Cukrzyca ciążowa może prowadzić do takich powikłań jak przedwczesny poród, zaostrzona żółtaczka noworodkowa, czy też makrosomia, czyli zbyt duża wielkość lub waga dziecka (masa powyżej 4,2 kg). Zwiększa też prawdopodobieństwa wystąpienia późniejszej otyłości dziecięcej. Nie jest to jednak częsta przypadłość. Niektóre dane wskazują, że dotyczy około 2-4 proc. ciężarnych i zwykle kończy się wraz z urodzeniem dziecka. Jak wygląda leczenie? Początkiem jest odpowiednia dieta, dopiero później – jeśli nie widać poprawy – lekarz może zadecydować o leczeniu insuliną.

Więcej tematów związanych z cukrzycą – nie tylko tą w czasie ciąży:
Cukrzyca a karmienie piersią
Palenie w czasie ciąży a cukrzyca u dziecka
Otyłe matki częściej rodzą dzieci z cukrzycą typu 1

 
Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Co dobrego zrobił Nasz Bocian i dlaczego warto mu przekazać 1% podatku

nasz bocian

Zbliża się rozliczenie roczne podatku. Każdy z nas 1% swojego podatku, zamiast oddawać do Skarbu Państwa, może przeznaczyć na cele, które są bliskie jego sercu. Od kilkunastu lat codzienne wsparcie dla osób starających się o dziecko zapewnia Stowarzyszenie Nasz Bocian. Z jego Prezeską – Martą Górną rozmawiamy o tym, na co są wykorzystywane zdobywane w ten sposób środki.

Co roku, jako OPP zbieracie 1% – na co go przeznaczacie?

1% to najważniejsze źródło finansowania naszych działań. Zebrane fundusze przeznaczamy na działalność statutową – przede wszystkim na organizację kampanii społecznych oraz na utrzymanie forum i portalu nasz-bocian.pp

Z jakich akcji jesteście najbardziej dumni w 2016 roku?

Zeszły rok był wyjątkowo intensywny. Najpierw przyszło nam się zmierzyć z zamknięciem programu finansowania zabiegów in vitro, następnie walczyć z irracjonalnym projektem nowelizacji ustawy o leczeniu niepłodności. Co udało nam się zrobić?

Zorganizowaliśmy pierwszy w Polsce Tydzień Świadomości Niepłodności, byliśmy inicjatorami bardzo wymownego marszu „pustych wózków”, przygotowaliśmy ogólnopolską kampanię społeczną „1na5”, pokazującą skalę problemu, jakim jest niepłodność.

Napisaliśmy również kilkadziesiąt programów zdrowotnych, dzięki którym samorządy będą mogły wspierać swoich mieszkańców w walce o wymarzone dziecko, poprzez dofinansowanie leczenia metodą in-vitro. Ku naszej ogromnej radości kilka z tych programów już funkcjonuje, stanowiąc ogromne, realne wsparcie dla pacjentów.

Co budzi obecnie Wasz, jako jedynej organizacji pacjenckiej wspierającej osoby niepłodne, największy niepokój?

Pierwszą rzeczą jest brak finansowania leczenia. Mówimy o chorobie, która dotyka co piątą parę w Polsce. W sumie niemal 1,5 mln ludzi, do których państwo odwraca się plecami. To ogromnie nieuczciwe i zupełnie niezrozumiałe.

Odczuwamy również duży niepokój związany z ewentualnymi, kolejnymi próbami manipulowania przy ustawie regulującej kwestie leczenia niepłodności. Poprzednie próby jej zmiany były tak naprawdę zamachem na procedurzę in vitro – planowane zmiany obniżyłyby skuteczność leczenia tą metodą tak bardzo, że zabieg przestałby być wykonywany (ogromne koszty finansowe przy minimalnej skuteczności).

Jakie działania propacjenckie podejmujecie obecnie i na co przeznaczycie 1% w roku 2017.

Z początkiem roku wydaliśmy kolejny, trzeci już kalendarz „Naszego Bociana” [którego magazyn Chcemy Być Rodzicami był patronem i można go było wygrać w konkursie na naszym IG – przyp. red]. Tegoroczna edycja pokazała, że niepłodność dotyka nie tylko przyszłych rodziców, ale również dziadków, wujków, przyjaciół rodziny. To 13 przepięknych kadrów pokazujących wyjątkową miłość i niesamowitą siłę rodziny.

Aktualnie przygotowujemy się do szóstej edycji kampanii „Tata. Najważniejsze słowo dla mężczyzny” oraz do drugiego Tygodnia Świadomości Niepłodności, który w tym roku – podobnie jak w innych krajach europejskich – odbędzie się w listopadzie.

Ogromną energię pochłaniają również kolejne, przygotowywane przez nas samorządowe programy dofinansowania leczenia metodą in vitro.

Aktywizujemy się również  w zakresie rodzicielstwa adopcyjnego i zastępczego. Obecnie wraz z innymi organizacjami i Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej współtworzymy standardy adopcyjne.

Czy wraz z problemami wokół niepłodności (brak refundacji, finansowanie naprotechnologii) wspiera Was finansowo więcej osób? 

Tak, rzeczywiście tak jest. I chyba powinno nas to cieszyć, bo im trudniejsza jest sytuacja pacjentów, tym więcej pracy dla organizacji pacjenckiej takiej jak „Nasz Bocian”. A przecież wszystko co robimy wymaga konkretnych nakładów finansowych. Kiedy dzieje się dobrze pracy jest znacznie mniej.

Swoją drogą… kiedy już dopniemy swego, doczekamy się finansowanego, kompleksowego leczenia a prawa pacjentów staną się nienaruszalne przyjdzie nam – jak przystało na prawdziwego bociana – odlecieć do ciepłych krajów na zasłużony urlop 🙂

Jak oprócz 1% można wesprzeć Wasze Stowarzyszenie?

Można przekazać nam darowiznę bezpośrednio na nasze konto lub przez platformę Siepomaga.pl

Można również – zupełnie bezkosztowo – wesprzeć nasze działania robiąc zakupy w ulubionym sklepie internetowym poprzez platformę faniMani.pl

Wreszcie – można dołączyć do stowarzyszenia, zostać jego członkiem lub wolontariuszem. Każda głowa i para rąk są na wagę złota 🙂

nr konta dla darowizn: Bank PKO BP SA IX o/Warszawa
42 1020 1097 0000 7002 0088 0286
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
Koniecznie z dopiskiem: NA CELE STOWARZYSZENIA
siepomaga: https://www.siepomaga.pl/organizacje/nasz-bocian/koszyk/dodaj

faniMani: https://fanimani.pl/stowarzyszenie-na-rzecz-leczenia-nieplodnosci-i-wspierania-adopcji-nasz-bocian/

nasz bocian

INSTRUKCJA

Jak przekazać 1% podatku?

Sama procedura przekazania 1% podatku jest wyjątkowo prosta – podatnik nie musi sam dokonywać wpłaty na rachunek wybranej OPP. Wystarczy, że w składanym zeznaniu rocznym wskaże po prostu organizację, którą chce wesprzeć, a 1% podatku przekazuje naczelnik urzędu skarbowego. Co ważne, ma na to 3 miesiące, na przekazane przez Was pieniądze Stowarzyszenie będzie musiało poczekać.

To oznacza, że przekazując 1% z własnego PIT, podatnik nie traci ani złotówki – rozdysponowuje jedynie kwotę, którą i tak musiałby przekazać na rzecz Skarbu Państwa.

Warto dodać, że w zeznaniu podatkowym nie trzeba wpisywać nazwy organizacji, której chcemy oddać swój 1%. Należy tylko wpisać w konkretnej rubryce numer KRS oraz kwotę, jaką przekazujemy danej fundacji. Wypełniając PIT-37 będzie to pole numer 124 i 125.

Każda Organizacja Pożytku Publicznego jest zobowiązana do składania sprawozdania ze swojej działalności, dlatego Twoje pieniądze nie pójdą na marne – zostaną dokładnie sprawdzone czy zostały przekazane na cele statutowe.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.