Przejdź do treści

Jeden dzień, lata walki, silna kobieta i potrzeba wsparcia – „W dniu porodu dowiedziałam się, że mam białaczkę”

kobiety dla kobiety ola białaczka
Fot. strona projektu "Kobiety dla Kobiety"

Dla większości z nas czas narodzin dziecka kojarzy się w okresem szczęścia. Po porodzie chcemy wziąć malucha na ręce i najlepiej aż do wyjścia ze szpitala nie puszczać. Zdarza się jednak, że los stawia nas przed wyzwaniami, których się kompletnie nie spodziewamy. „Nazywam się Ola. Mam 37 lat. Cztery lata temu, w dniu porodu, dowiedziałam się, że mam ostrą białaczkę limfoblastyczną.

Zderzenie z życiem

Ola jest Bohaterką, której historię poznaliśmy dzięki projektowi „Kobiety dla Kobiety” stworzonemu przez Fundację 3-4- Start. Nadrzędnym celem inicjatywy jest właśnie pomoc mamie małego Tymka, bo walka z chorobą nigdy nie powinna toczyć się w pojedynkę. Tym bardziej jeśli niesie za sobą tak ogromne koszta!

Pierwsze pół roku życia syna Ola spędziła w szpitalu, później leczenie ambulatoryjne i niecałe trzy lata temu autologiczny przeszczep szpiku. Niestety wyniki znów zaczęły się pogarszać. W październiku padła diagnoza – ostra białaczka szpikowa. „Zaczęłam leczenie ambulatoryjnie. Nadal nie mam dawcy w banku, ale pojawiła się możliwość przeszczepu haploidentycznego (…) Jest to innowacyjna metoda, ale dla mnie jedyna. 19-ego stycznia miałam przeszczep szpiku od jednego z moich braci” – pisze młoda mama.

Jak wygląda jej walka z chorobą, czego się nauczyła, co straciła? Skąd czerpie siły na „normalne” życie? I gdzie w tym wszystkim jest miejsce na macierzyństwo? To niezwykle ważna rozmowa, która mamy nadzieję da siłę nie tylko Oli, ale i innym, zmagającym się z trudami choroby, kobietom. Całej reszcie pokaże zaś, jak ważne jest bycie „tu i teraz”.

„Świat zawirował”

 

Narodziny dziecka to dla wielu osób szczególnie radosny okres. W pani przypadku ten piękny dzień zawierał w sobie zapewne wiele szczęścia, ale i ogromny cios. Jakie emocje towarzyszyły temu czasowi, bo możemy sobie tylko wyobrazić jak silne i jak różne one były?

Ola: Ten dzień, a właściwie wieczór i noc, były dla mnie jak wehikuł przenoszący z rzeczywistości mi znanej i przewidywalnej do zupełnie innej, pełnej niewiadomych i zakrętów. Trafiłam do szpitala wieczorem ze wskazaniem do porodu, ponieważ źle się czułam i lekarka zauważyła, że coś złego się dzieje. Gdy okazało się, że zagrożone jest życie i dziecka i moje przewieźli mnie karetką do bardziej specjalistycznego szpitala. I tutaj świat zawirował. Otoczył mnie wianuszek lekarzy, badali, patrzyli i co chwilę wychodzili rozmawiać na korytarzu co zrobić. Miałam wykonywane różne procedury medyczne, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Okazało się, że moje duszności wynikały z tego, że mam płyn w osierdziu – moje serce ledwo biło.

Wszystko to przyjmowałam spokojnie, bo chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak poważna jest sytuacja. W końcu padły też słowa o podejrzeniu białaczki. Ta informacja mnie przeraziła – białaczkę kojarzyłam z szybkim umieraniem. Zadzwoniłam wtedy po tatę Tymka żeby wrócił do szpitala, bo chwilę wcześniej pojechał do domu, pamiętam, że była druga w nocy. Nie wiem jak przetrwaliśmy tę noc, nie pamiętam. Był strach, ale też jakaś siła, która w tej sytuacji się pojawiła, tak jakby Ktoś czuwał nade mną. Oczywiście w takiej sytuacji miałam cesarkę i to w pełnym znieczuleniu.

Przed zabiegiem pani doktor powiedziała mi, że mogę się nie obudzić. Wtedy wiedziałam, że idę być może na śmierć, ale na szczęście badania synka były dobre, on był bezpieczny.

I rzeczywiście po cesarce byłam w śpiączce przez kilka dni. Synka zobaczyłam pierwszy raz jak mnie wybudzili i to tylko na chwilę. Ale wiem, że gdy mnie wybudzili pierwszą rzeczą z jaką zwróciłam się do pielęgniarki było pytanie, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Wracając do pytania, dla mnie ta sytuacja była rozciągnięta w czasie, cały czas było pomieszanie. Strach o dziecko i o siebie, potem radość, że jest zdrowy, a jednocześnie nie mogłam go mieć tak blisko, jakbym chciała. Powodowało to wielką tęsknotę i smutek i strach, że z powodu mojej choroby możemy się więcej nie zobaczyć. Wspaniały personel w szpitalu, gdy trochę lepiej się czułam, pozwolił, żeby przez dwa dni Tymek był przy moim łóżku. Mogłam go wziąć na ręce. To było cudowne. Potem musieliśmy się znowu rozstać, gdy przenieśli mnie na Hematologię na leczenie chemioterapią.

Czy to właśnie syn jest i był największą motywacją do walki z chorobą? Czy macierzyństwo daje też pani inną perspektywę patrzenia na to, co dzieje się z pani zdrowiem?

Tęsknota była ogromna, wręcz fizyczna – jakby ktoś zabrał kawałek mnie. Tak pragnęłam powrotu do, domu do mojego dziecka, że na pewno była to największa motywacja do zdrowienia. Ja nawet nie musiałam się o to starać, po prostu wokół tego kręcił się mój świat, moje uczucia i myśli. Rodzina na bieżąco starała się mnie informować, co słychać u Tymeczka. Dzięki skypowi mogłam podglądać czasem co robi, miałam pokój obwieszony zdjęciami. A gdy raz na miesiąc miałam kilkudniową przerwę i szłam do domu, to na miarę moich sił robiłam wszystko przy Tymku. Tylko z kąpielą nie dawałam rady. To było cudowne być razem.

Co jeszcze daje pani siłę?

Nadal jest tak, że Tymek i relacja z nim jest chyba najważniejszą motywacją. Wiem, że jestem mu potrzebna. Przez czas chorowania pogłębiła się moja wiara w Boga i tutaj też szukałam nadziei i takiego wewnętrznego spokoju. Rodzina i przyjaciele.

Długi okres leczenia w wypadku białaczki, czas spędzony w szpitalach, kontrole lekarskie, monitoring. Zastanawiam się na ile choroba może „zawładnąć” naszym życiem. Czy nie miała pani poczucia, że staje się ona całym światem? A może wręcz przeciwnie, może zbliżyła panią to tego co ważne tu i teraz?

No tak, w leczeniu białaczki jest dużo ograniczeń, których nie ma w innych chorobach onkologicznych – w szpitalu jest się długo, kilka razy po kilka tygodni. Większość czasu w izolatce, czasem bez możliwości odwiedzin. Ta izolacja od zwykłego życia, od bliskich, a zwłaszcza Tymka (bo dzieci nie mogą wchodzić na oddział) była dla mnie tak dotkliwa, że gdy wychodziłam, to czułam jakbym już wygrała los na loterii.

To rzeczywiście zbliża do „tu i teraz”, czas nabiera intensywności, małe rzeczy nabierają wartości.

Czasem wkurzam się na różne ograniczenia, ale z drugiej strony wiem, że to ma na celu moje zdrowie. Takie jest od kliku lat moje życie. Nie planuję za bardzo do przodu, bo nie wiem czy na przykład będę mogła pojechać na wakacje, a jeśli tak, to nie może być dużego słońca. Trzeba być elastycznym.

Jak obecnie się pani czuje i jaki jest najbliższy plan działania?

Teraz po przeszczepie jestem w intensywnej opiece poprzeszczepowej. Tak naprawdę proces leczenia trwa, jeszcze różne przygody mogą się zdarzyć. Dwa razy w tygodniu jeżdżę na kontrolę, potem będzie to raz w tygodniu. W domu codziennie zażywam bardzo dużo leków, mam bardzo restrykcyjną dietę, reżim higieniczny np. osobne naczynia, wszystko wyparzane i ograniczenia w kontaktach z ludźmi, bo trzeba maksymalnie uważać na infekcje. Przeważnie pierwszy rok to okres najtrudniejszy i kluczowy dla przyjęcia się przeszczepu i tego, żeby nie wróciła choroba.

Czy jest w tym momencie coś, co może panią wesprzeć? Nie pytam tylko o najbliższych, ale też o innych ludzi – jakie słowa chciałaby pani usłyszeć, jakie gesty, czy też czyny mogą ludzie wykonać, by pomóc pani w walce z chorobą?

Wierzę, że zawsze pomaga dobre słowo, czy myśli i modlitwa. Z takich rzeczy prowizorycznych to niestety choroba to zawsze koszty. Nie pracuję, mam niską rentę, dlatego ważne jest dla mnie żeby móc jakoś rozliczać leki, czy inne środki wspomagające leczenie np. suplementy, bo są to duże wydatki.

Czy jest coś pozytywnego, co wiąże się z tak trudnymi zmaganiami? Czy paradoksalnie choroba może nam coś „dać”?

Choroba sprawiła, że wiele straciłam – zdrowie, pracę, zmienił się mój wygląd, bardzo ograniczyły się moje kontakty towarzyskie, nigdy nie byłam bogata, a jeszcze spadł mój status materialny. Wiele rzeczy stało się dla mnie niedostępnych i mnie ominęło. Gdyby się w to zagłębić można by jeszcze wymieniać. Jednocześnie to było jak pewnego rodzaju trening – zobaczyłam, że bez tych rzeczy można żyć. Praca była dla mnie bardzo ważna, teraz ważniejsze jest macierzyństwo. Chociaż mam nadzieję, że jak tylko będę mogła uda mi się wrócić do pracy, ale na pewno z mniejszą rywalizacja i z większym dystansem. Współcześnie żyjemy w świecie, który uczy, że trzeba mieć wszystkiego dużo i jak najlepsze, to jest miarą sukcesu. Ja myślę inaczej, wartość widzę w relacjach i w małych sprawach. Na pewno choroba dała mi więcej odwagi i świadomość czasu. To jest proces, ale mam nadzieję, że uda mi się kierować właśnie w tę stronę.

kobiety dla kobiety

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Suplementy w ciąży, które mają zwiększyć IQ dziecka? Sprawdź, co mówią eksperci

suplementy w ciąży

Każda mama chce by jej dziecko było wyjątkowe. Wyjątkowo ładne, wyjątkowo inteligentne, wyjątkowo grzeczne – i takie też dla niej zapewne jest. Często jednak przyszłe matki zwiększają szansę na realizację owych potrzeb suplementami. Czy ma to jakikolwiek sens?

Drogo i bez gwarancji

Suplementy brane w ciąży, które mają na celu zwiększenie IQ dziecka, są stratą pieniędzy. Tak twierdzą naukowcy, którzy przeprowadzili siedmioletnie badanie. Brały w nim udział 543 matki i ich maluchy. Stwierdzono, że ich umiejętności językowe i rozwojowe nie różnią się od dzieci, których matki nie zażywały w czasie ciąży podobnych suplementów. Czemu dokładnie przyglądali się eksperci? Były to suplementy zawierające między innymi kwasy tłuszczowe omega-3, które naturalnie znajdziemy chociażby w rybach.

W Wielkiej Brytanii na podobne preparaty kobiety wydają w czasie 9-ciu miesięcy ciąży nawet 135 funtów (ponad 650 złotych). Miesięcznie popularne multiwitaminy kosztują je od 12 do 15 funtów, jednak jest „niewiele dowodów na płynące z nich korzyści”.

Co ciekawe, w przytoczonym tu badaniu, matki przyjmujące suplementację częściej zgłaszały niegrzeczne zachowanie dzieci, niż matki z grupy kontrolnej – przyjmującej w czasie ciąży placebo.

Dieta bogata w składniki odżywcze i aktywność fizyczna, przynoszą w czasie ciąży korzyści zarówno matkom, jak i ich dzieciom” – słowa dr Virginii Beckett przytacza „Daily Mail”.

Podczas gdy większość witamin i minerałów pochodzi z naszej diety, powszechny jest w Wielkiej Brytanii niski poziom witaminy D i kwasu foliowego, które są niezwykle istotne w czasie ciąży” – mówi ekspertka, której słowa możemy również przenieść na polskie społeczeństwo. „Zgadzamy się z autorami badania w tym, że dla większości kobiet zdrowa dieta, przyjmowanie kwasu foliowego przed poczęciem dziecka i w trakcie pierwszych 12 tygodni ciąży oraz suplementacja witaminy D w czasie całego przebiegu ciąży, a także w okresie karmienia piersią, są wystarczające by dać ich dzieciom jak najlepszy start w życie” – dodała.

Pamiętajmy jednak, że podstawą jest przede wszystkim zbilansowany sposób żywienia. Kwasy omega-3 są niezmiernie istotne, ale możemy dostarczyć je z odpowiednich produktów. Więcej pisaliśmy o nich w naszym portalu: Czy tłuszcz może być zdrowy, czyli kwasy omega w pigułce.

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Zdrowe granice, czyli jak wiele rodzice powinni mówić dzieciom

jak rozmawiać z dzieckiem

Chłopiec nie chce iść z mamą za rękę. Co chwila się wyrywa. Mama z dzieckiem idą chodnikiem obok ruchliwej ulicy. Matka jest coraz bardziej zniecierpliwiona, próbuje opanować dziecko, tłumaczy, ale niewiele to daje. Chłopiec nadal nie słucha. Matka więc, widząc po drugiej stronie ulicy policjanta mówi do syna, że jeśli ten się nie uspokoi, policjant go zabierze.

Albo inna historia: dziecko trafia na pediatryczną izbę przyjęć. Dziecko spaceruje po gabinecie, dotyka sprzętu, bierze do ręki leżący na biurku stetoskop. W odpowiedzi lekarz mówi do dziecka, że jeśli nie będzie grzeczne, pobierze mu krew.

Dzieci słyszą różne rzeczy. Rodzice i opiekunowie sięgają po najróżniejsze argumenty, żeby osiągnąć cel, z bezsilności, złości, rozczarowania. Co jednak z jawnym kłamstwem wypowiadanym do dziecka? Policjant, oczywiście, nie zabierze dziecka, a pielęgniarka i tak pobierze krew do badania.

Tak trudno mówić

Czasami może się wydawać, że kłamstwo ochroni dziecko przed cierpieniem. Na przykład w sytuacji zbliżającego się rozwodu rodzice, sami zaskoczeni lub przygnębieni sytuacji, sięgają po różne półprawdy i kłamstwa. Mówią na przykład, że tata wyjeżdża do pracy za granicę na jakiś czas, podczas kiedy w rzeczywistości się wyprowadza. Albo że pan, który spędza w domu coraz więcej czasu przychodzi, żeby naprawić cieknący kran.

W każdej rodzinie zdarzają się też sytuacje, o których nie wiadomo jak rozmawiać z dziećmi – ktoś pada ofiarą przestępstwa, zapada na ciężką lub wstydliwa chorobę, popełnia samobójstwo. Nie wiemy nie tylko, jak rozmawiać z dziećmi, ale czy w ogóle poruszać pewne tematy.

Nie wiemy też, jak rozmawiać z dziećmi o własnych uczuciach, o tym, co czujemy w związku z ich zachowaniem. A przecież reagujemy, nierzadko gwałtownie, bardzo często – kiedy dziecko pociągnie za włosy, ugryzie podczas karmienia, uderzy młodszą siostrę lub z jakiegoś powodu cierpi.

Czy powinniśmy mówić dzieciom, co czujemy? Jakie są granice szczerości? Czy kłamstwo wypowiedziane do dziecka jest innym kłamstwem niż to wypowiedziane do osoby dorosłej?

Niemal każdy rodzic chce mieć ze swoim dzieckiem szczerą, uczciwą i otwartą relację. Większość rodziców zdaje sobie sprawę, że jest to rzetelny i trwały fundament, na którym można budować relację z dzieckiem. Z drugiej strony jest obawa, że szczerość wobec dzieci, zwłaszcza dzielenie się z nim tym, jak czuje się rodzic, może być dla dziecka zbyt obciążające. Ostatecznie dzieci potrzebują silnych rodziców.

Dzieci wiedzą

Nie wiadomo skąd, ale żywa jest w umysłach wielu dorosłych myśl, że dzieci średnio rozumieją rzeczywistość wokół nich. Zwłaszcza małe dzieci, a już na pewno niemowlęta. Mówimy: „ono i tak nie rozumie, nie zapamięta, dzieci są silniejsze niż nam się wydaje”.

A przecież nawet bardzo małe dzieci mają czują świat wokół nich, jedynie nie potrafią o tym opowiedzieć. Eksperyment, w którym matka przestaje reagować na dziecko, ma niemy, pozbawiony emocji wyraz twarzy, jest jednym z najtrudniejszych, jakie można zobaczyć[1]. Dziecko jest przerażone, zdezorientowane. Wiemy również z licznych badań, że dzieci matek dotkniętych depresją same często zapadają na tę chorobę. I wcale nie ujawnia się ona w dorosłości, niestety.

Nie mówiąc nic, pozostawiamy więc dziecko w jego strachu i dezorientacji. To nie znaczy, że każde własne uczucie mamy wyjaśniać w detalach. Ważna jest relacja i reakcja na dziecko.

Tajemnice i zmartwienia

Jeśli więc dzieci odczuwają nasze emocje, jaki ma to na nie wpływ? Dzieci „czytają” rodziców z ich słów, zachowań, czynów. Jeśli rodzic nie mówi, a jednocześnie widać, że jest czymś poruszony, dziecko może czuć się zagubione. Co więcej, może pomyśleć, że skoro rodzic – najważniejszy dla niego człowiek – nie porusza pewnego tematu, to jest to temat, o którym nie należy w ogóle rozmawiać.

Z powodu doskonałej umiejętności odczytywania uczuć opiekunów dzieci przestają współpracować na przykład wówczas, kiedy rodzic bardzo się spieszy i próbuje na przykład zmienić dziecku pieluchę lub je ubrać. Lepiej wówczas powiedzieć: „Przepraszam, że tak bardzo się spieszę i cię popędzam. Za godzinę mamy wizytę u lekarza i musimy być na czas.”. Rodzic ma czas na wyciszenie i konieczne zwolnienie. To może zasadniczo zmienić przebieg sytuacji.

Wybuchy

Jedna z największych, nieuniknionych porażek rodziców to krzyk i niekontrolowanie swoich reakcji. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje ograniczenia, bywamy zmęczeni (czasem bardzo!), niewyspani (równie mocno), trudno wówczas pomieścić w sobie różne emocje i zachowania dziecka. Ale wybuch czy krzyk rodzica nie musi być niszczący dla dziecka. Może pokazywać, że rodzic jest właśnie niedoskonałym człowiekiem. To z kolei w umyśle dziecka stwarza przestrzeń do niedoskonałości i ludzkich przywar.

Z drugiej strony dziecko, całkowicie zależne od dorosłego, ma prawo czuć się zaniepokojone wybuchem rodzica, a nawet czuć winne. Dlatego zwykłe „przepraszam, „nie powinnam”, „to nie twoja wina” może całkowicie zmienić przebieg wydarzeń, a na pewno uspokoić dziecko.

Warto traktować dzieci uczciwie, uwzględniając ich możliwości poznawcze i emocjonalne. Im będą starsze, tym łatwiej będzie podjąć decyzję, co i kiedy mówić.

[1] http://www.regardingbaby.org/2011/05/03/myth-busting-babies-and-depression/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Celebruj piękne momenty dzieciństwa – konkurs fotograficzny SEN DZIECKA

konkurs sen dziecka

Sen zapewnia dziecku przede wszystkim zdrowy rozwój, ale jest to także czas kiedy można zrobić maluszkowi przepiękne fotografie pełne miłości i czułości. Sabina Pajdowska, właścicielka Samiboo i mama pięcioletniego chłopca wyszła z inicjatywą konkursu w którym każdy kto przedstawi swój punkt widzenia snu dziecka może zgarnąć fenomenalne nagrody.

Konkurs i jego pierwsza edycja wystartowała pod nazwą SEN DZIECKA i polega na kreacji fotograficznej snu maluszka. Jury w składzie m.in.: Paulina Sykut Jeżyna, Monika Mrozowska, Odeta Moro, Katarzyna Kowrygo ( fotograf dziecięcy) to także mamy, które dokładnie wiedzą jakim idealnym momentem do zdjęć jest sen dziecka. Identyfikują się z założeniami konkursu bowiem same fotografowały i fotografują te piękne chwile dzieciństwa.

„Pomyśleliśmy także o rodzicach, którzy nie chcieliby upubliczniać wizerunku swojego malucha i oczywiście na zdjęciach mogą być także różne rzeczy, aranżacje artystyczne tego, co wiąże się ze senem. Ja osobiście takich zdjęć mojemu dziecku zrobiłam setki i są to zdjęcia, które przeglądamy z mężem z olbrzymim sentymentem.” mówi Sabina Pajdowska.

Organizatorzy przewidzieli bardzo atrakcyjne nagrody dla najlepszych kreacji, przesłanych w dwóch kategoriach:

1) kategoria SEN DZIECKA

I miejsce:

  • voucher 1000 złotych do wykorzystania w sklepie Samiboo
  • komoda trzydrzwiowa z kolekcji I’GA ufundowana przez markę Pinio
  • sesja zdjęciowa dla maluszka od fotowyprawka.pl

 

2)  kategoria SEN DZIECKA Z SAMIBOO

I miejsce:

– voucher 1500 złotych do wykorzystania w sklepie Samiboo

                – łóżeczko dziecięce I’GA ufundowane przez markę Pinio

  • – sesja zdjęciowa dla maluszka od fotowyprawka.pl

 

Za zajęcie II i III miejsca przyznawane są także vouchery w wysokości 500 zł i 300 zł, które można wykorzystać w sklepie organizatora.

 

zgłoszenia można przesyłać do 14 kwietnia 2017 roku do godz. 12:00

regulamin konkursu dostępny na www.konkurs- samiboo.com lub www.samiboo.com

 

partnerzy: PINIO, fotowyprawka.pl

media patroni: Chcemy Być Rodzicami, Dobra Mama, Kochana Mama, Świadoma Mama

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

4 typy PCOS – który przypadek jest twój?

typy PCOS

PCOS to nie jest jasno określony stan, na który znajdzie się jedna cudowna kuracja. Jest to zespół symptomów, który przede wszystkim charakteryzuje się nieregularną owulacją. Jeśli chcemy zabrać się za leczenie, podstawowym pytaniem musi być: Dlaczego? Dlaczego moja gospodarka hormonalna nie działa prawidłowo?

Nieregularną owulację powodują deficyty w estradiolu i progesteronie, co wtórnie sprawia, że poziom twojego testosteronu rośnie. Objawia się to właśnie między innymi utratą włosów na głowie, większym owłosieniem na reszcie ciała, trądzikiem, czy też niepłodnością. Powód i nierównowaga hormonalna mogą być jednak w każdym przypadku inne. Warto podejść do swojego PCOS z wielkim zainteresowaniem i obserwacją. Jest bowiem wiele naturalnych sposobów pomagających radzić sobie z zespołem policystycznych jajników. Nie wszystkie jednak zadziałają na każdą kobietę, jest to bardzo zindywidualizowana sprawa.

4 typy PCOS, o których pisze dr Lara Briden:
1. PCOS i insulinooporność

Jest to jeden z najczęściej występujących przypadków. Niektóre badania wskazują, że nawet 50-70 proc. kobiet z PCOS ma insulinooporność, niezależnie od tego, czy są szczupłe, czy też nie. Wysoki poziom insuliny i leptyny hamuje owulację i pobudza jajniki do produkcji testosteronu. Co ważne, z insulinoopornością mogą wiązać się takie choroby jak cukrzyca, otyłość, czy też choroby układu sercowo-naczyniowego.

Szukając sposobu na poradzenie sobie w takim przypadku, powinniśmy przede wszystkim odstawić z diety cukier. Jako suplementację poleca się między innymi magnez, czy też berberynę, która pomaga utrzymać odpowiedni poziom cukru. Jednym z farmaceutyków, który może pojawić się w trakcie leczenia jest metformina, która stosowana jest także w trakcie terapii cukrzycy [dowiedz się WIĘCEJ].

2. PCOS spowodowane tabletkami

Przyjmowanie pigułek antykoncepcyjnych może hamować owulację. Większość kobiet, która odstawia tabletki, szybko doprowadza swoją owulację do normalnego trybu pracy. Inne mogą mieć problem z zaburzeniem owulacji nawet na kilka miesięcy, czy lat.

Raczej nie stawia się w tym czasie diagnozy PCOS. Wielu ekspertów uważa, że nie ma czegoś takiego, jak PCOS spowodowane tabletkami. Część z nich dostrzega jednak problem i podkreśla potrzebę zbadania go, o czym pisze między innymi dr Briden. Wskazuje ona również, że pozytywny wpływ na uregulowanie owulacji mogą mieć zioła. Wszystko zależy jednak od wyników badań danej kobiety, między innymi jaki jest poziom LH, czy też prolaktyny.

3. PCOS związane ze stanami zapalnymi

Stany zapalne w organizmie mogą być powodowane między innymi nadmiernym stresem, zanieczyszczeniem środowiska, stylem życia, czy też nieodpowiednią dietą. Są one problematyczne, bowiem mogą hamować owulację i zakłócać prawidłową pracę hormonów. Jeśli twój organizm przejawia też inne symptomy związane z osłabieniem układu immunologicznego, takie jak liczne infekcje, bóle głowy lub choroby skórne, powinnaś zrobić badania krwi, sprawdzić poziom witaminy D, czy też – jeśli wiąże się to z dolegliwościami układu trawiennego – tolerancję na gluten.

Ważne jest w tym przypadku zredukowanie stresu i ograniczenie kontaktu z toksynami. Istotna jest dieta, z której wyeliminować należy cukry, produkty przetworzone, nabiał, pszenicę. Co ciekawe, w tym przypadku również warto uzupełniać magnez. Ma on właściwości przeciwzapalne i normalizuje hormony nadnerczy (oś HPA).

4. Ukryta przyczyna PCOS

Czasami zdarza się, że tak naprawdę trudno jest znaleźć przyczynę PCOS. Nieraz okazuje się wtedy, że czynnik powodujący zaburzenia hormonalne jest jeden i szybko da się go rozwiązać. Co może być ukrytym powodem objawów PCOS?

– zbyt dużo produktów sojowych – chociaż tutaj pojawiają się wątpliwości. Niektóre badania wskazują, że „kobiety mające PCOS, które włączyły w swoją dietę produkty sojowe, odniosły z tego korzyści” – pisaliśmy w naszym portalu między innymi o mleku sojowym [TUTAJ].

– choroba tarczycy

– dieta wegetariańska (jeśli powoduje niedobory cynku, który jest szalenie istotny dla prawidłowej pracy jajników)

– niedobór jodu (nie powinniśmy go jednak suplementować na własną rękę, potrzebny jest kontakt z lekarzem)

– sztuczne słodziki, ponieważ mogą zaburzać sygnały niezbędne do prawidłowego utrzymania poziomu insuliny i leptyny

– zbyt mało skrobi w diecie, której w odpowiednich ilościach nasz system hormonalny bardzo potrzebuje [ o węglowodanach i PCOS więcej TUTAJ].

Niewątpliwie znalezienie powodu pojawienia się objawów PCOS pomoże w walce z nimi. Należy przede wszystkim obserwować swój organizm i podejść do niego bardzo indywidualnie. Pamiętajmy, że każda z nas jest inna – to, co zadziała na jedną, kolejnej może zaszkodzić. Warto też wszelkie zmiany w diecie i suplementacji konsultować z lekarzem.

Źródło: „.larabriden.com”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.