Przejdź do treści

Jakby czas się zatrzymał

Agnieszka (lat 42), Piotr (lat 44), rodzice Magdy (2 lata), czekali dużo dłużej niż zostało im to powiedziane. Co miało na to wpływ? Jak pokonali poczucie zwątpienia, że uda im się zostać rodzicami?

Dlaczego adoptowaliście dziecko?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niby proste pytanie, a tak trudno na nie odpowiedzieć… Przez wiele lat staraliśmy się o dziecko. Leczyliśmy się bardzo długo, lecz to nie przynosiło efektów. Na pomysł wpadł mój mąż, który zapytał, dlaczego nie mielibyśmy adoptować dziecka? Ja dojrzewałam do tego troszkę dłużej. Chcieliśmy podzielić się miłością, która w nas jest, i ofiarować ją dziecku. Adopcja była NASZĄ drogą do rodzicielstwa.

Jak wspominasz procedurę, czy przygotowała cię ona na czas oczekiwania?

Byliśmy w specyficznej sytuacji, rozpoczęliśmy procedurę w ośrodku w naszym mieście, ale pod koniec pojawiła się zmiana w prawie i zaczęto go likwidować. Byliśmy ostatnią grupą, która jeszcze załapała się na szkolenie. Muszę przyznać, że nie byłam do końca zadowolona. To szkolenie było przyspieszone, czułam, że wszyscy chcieli jak najszybciej zamknąć procedurę i odesłać nas do ośrodka wojewódzkiego. Mówiono nam o tym wprost. Miałam wrażenie, że obchodzą się z nami pobieżnie, skoro i tak mają nas odesłać gdzie indziej.

Czy pojawił się wtedy w ogóle temat oczekiwania?

Na początku nie było o tym mowy. Słyszeliśmy przede wszystkim o tym, że nasza teczka jest już przygotowana do wysłania do nowego ośrodka. W czerwcu otrzymaliśmy kwalifikację, a w sierpniu zaproszono nas do nowego ośrodka na pierwsze spotkanie. Tam dostaliśmy informację, że okres oczekiwania to kwestia 5–6 miesięcy. Ucieszyliśmy się, że tak szybko. Ale w konsekwencji czekaliśmy ponad 3 lata.

3 lata to dość długo, czy nowy ośrodek jakoś was wspierał w tym czasie, coś wam proponował?

Nie. Po ponad roku od spotkania w sierpniu, po naszych kilku telefonach, zaproszono nas na test, wyjaśniając, że w pierwszym ośrodku przeprowadzono ich niewłaściwą wersję. Myśleliśmy, że teraz coś się ruszy w naszej sprawie, ale niestety znów nie było żadnego kontaktu z ośrodkiem. Tylko my dzwoniliśmy co jakiś czas z pytaniami. Postanowiliśmy napisać oficjalne pismo z pytaniem, co się dzieje, bo czuliśmy się pominięci. Dopiero wówczas coś się ruszyło. Szybko zaproszono nas znowu na rozmowę.

Skąd pomysł na wystosowanie takiego pisma?

Wszystkie pary z naszej grupy już miały dzieci, […]

Dalszą część tekstu przeczytasz w 8 numerze magazynu

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka
fot. Fotolia

Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak napisał do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w sprawie regulacji odnoszących się do rozwiązania stosunku adopcji. Rzecznik jest zdania, że postępowania nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja powoduje powstanie takie samego stosunku prawnego jak w przypadku biologicznych rodziców i ich potomstwa. Zdarza się jednak, że ta więź prawna zostaje przerwana. O rozwiązaniu stosunku przysposobienia w szczególnych sytuacjach decyduje sąd. Jednocześnie sąd może też orzec o obowiązku alimentacyjnym.

Zobacz także: Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą

Rozwiązanie stosunku adopcji – jak to wygląda w praktyce?

Sprawie rozwiązania stosunku adopcji postanowił się przyjrzeć Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Przeanalizował 507 akt spraw sądowych, które dotyczyły postępowań o rozwiązanie adopcji w latach 2010 – 2017. W 280 przypadkach sąd zdecydował o rozwiązaniu stosunku adopcji, w 207 sprawach powództwo oddalono, a pozostałe 20 postępowania są w toku.

RPD zauważył, że w tego typu sprawach sądy nie korzystają z alternatywnego sposobu rozwiązania sporu, jakim są mediacje. Wśród 507 przejrzanych spraw, tylko w jednym przypadku sąd skierował rodzinę na mediację. Ta zakończyła się ugodą.

– Choć każda z badanych spraw miała swoją specyfikę, analiza akt pozwoliła dostrzec, że postępowania o rozwiązanie stosunku adopcji nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra małoletniego adoptowanego – napisał Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak w liście do ministra Ziobry.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Inne grzechy polskich sądów

Ponadto, tylko w 24 proc. przypadków małoletniemu przydzielono kuratora. Tymczasem sąd opiekuńczy powinien ustanowić kuratora dla każdego małoletniego w procesie o rozwiązanie adopcji, ponieważ występuje on jako strona (powód lub pozwany). Rodzic w tym przypadku nie ma prawa reprezentować dziecka.

Marek Michalak zauważył również, że wysłuchanie dziecka nie jest w sądach brane pod uwagę. Na 248 spraw, tylko w 60 przypadkach sąd wysłuchał małoletniego.

Michalak zarzuca również sądom brak należytej staranności w gromadzeniu i przeprowadzaniu dowodów, małą aktywność prokuratorów, czy brak rozstrzygnięcia w sprawie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Policjant adoptował dziecko bezdomnej narkomanki

Policjant adoptował dziecko bezdomnej narkomanki
fot. Fotolia

To miała być zwykła interwencja. 23 września policjant Ryan Holets patrolował ulice w Alboquergue w Nowym Meksyku, kiedy otrzymał telefon o kradzieży w pobliskim sklepie spożywczym. Nie przyszło mu wtedy do głowy, jakie konsekwencje przyniesie ta akcja…

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Po otrzymaniu zgłoszenia Ryan Holets udał się w miejsce rabunku. Za sklepem, w którym doszło do kradzieży, znalazł 35-letnią Crystal Champ i jej partnera Toma Key’a. Para zażywała heroinę.

Zobacz także: Dał jej życie dwa razy – najpierw adoptował, później oddał część wątroby. Czy można pokochać bardziej?

Kobieta była w ciąży

Kiedy policjant zbliżył się do pary zauważył, że kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Champ przyznała, że jest uzależniona od heroiny. – Zabijesz swoje dziecko. Dlaczego to robisz? – zapytał kobietę policjant. Ta zareagowała łzami.

Rozmowę zarejestrowała kamera umieszczona w mundurze Holetsa. Później, w wywiadzie dla CNN Crystal przyznała, że popiera wolność wyboru w sprawie aborcji, jednak nigdy nie rozważyłaby tej opcji w swoim przypadku.

Policjant adoptował córkę bezdomnej narkomanki

Para zażywała heroinę // Źródło: Daily Mail

Zobacz także: 10 gwiazd, które adoptowały – ich droga do rodzicielstwa

Policjant adoptował dziecko narkomanki

Po 11 minutach rozmowy z policjantem Crystal powiedziała, że ma nadzieję, że ktoś adoptuje jej dziecko. Po tych słowach wyraz twarzy policjanta kompletnie się zmienił – twierdzi Champ. Holets wyjął i pokazał parze zdjęcie swojej żony i czwórki dzieci, po czym zaproponował, że adoptuje ich dziecko.

Rebecca – żona Ryana również nie zawahała się ani przez chwilę, kiedy usłyszała o propozycji męża.

– Uważamy, że Bóg wezwał nas, żeby to zrobić – twierdzi Recebba.

12 października Crystal Champ wydała na świat córeczkę. Dziecko urodziło się z zespołem odstawiennym (NAS). Rebbeca i Ryan nazwali dziewczynkę Hope, co znaczy Nadzieja.

– Ona potrzebuje stabilnego otoczenia, bezpiecznego życia. Musi być bezpieczna, otoczona troską, musi mieć warunki do rozwoju, a ja nie mogę jej teraz tego dać – mówi biologiczna matka Hope.

Policjant adoptował córkę bezdomnej narkomanki

Ryan Holets wychowuje teraz piątkę dzieci // Źródło: CNN

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ta akcja odmieniła jego życie! Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował.
fot. Facebook - Marc Hadden

Czyn tego strażaka stał się w ostatnich dniach tematem szeroko komentowanym przez media na całym świecie. Strażak uratował dziewczynkę. Potem po raz drugi podarował jej życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pochodzący z Karoliny Południowej strażak Marc Hadden uratował już dziesiątki ludzkich istnień. Jednak ta akcja w jego karierze była wyjątkowa i całkowicie odmieniła jego życie.

Początek historii miał miejsce 14. listopada 2011 roku. Marc Hadden był właśnie w trakcie obiadu, kiedy otrzymał zgłoszenie na numer alarmowy. Pomocy potrzebowała kobieta skarżąca się na silny ból brzucha.

Zobacz także: Policjant adoptował dziecko bezdomnej narkomanki

Strażak pomógł rodzącej

Na miejscu okazało się, że kobieta była w zaawansowanej ciąży, z czego nie zawała sobie sprawy. Tym sposobem Marc przyjął pierwszy w swoim życiu poród.

– To było niesamowite słyszeć płacz dziecka – wspomina strażak. Nie spodziewał się, że dwie doby później będzie już ojcem uratowanej dziewczynki…

Zobacz także: Dał jej życie dwa razy – najpierw adoptował, później oddał część wątroby

Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Następnego dnia żona Marca – Beth udała się do szpitala, żeby sprawdzić stan zdrowia świeżo upieczonej mamy i jej dziecka. Okazało się, że kobieta nie czuła się na siłach, aby wychować córeczkę. Podjęła decyzję o przekazaniu dziecka do adopcji.

Marc i Beth mieli już dwoje synów, jednak od dawna marzyli o trzecim dziecku. Ze względu na komplikacje związane z dwiema pierwszymi ciążami, jedynym wyjściem dla małżeństwa była adopcja. Para podjęła decyzję w jednej chwili.

– Modliłam się o adopcję od lat – opowiada Beth. – Wtedy w szpitalu ta kobieta popatrzyła na mnie i powiedziała: „chcę, abyś adoptowała moje dziecko”. Zadzwoniłam do Marca i poznajmiłam: „chyba będziemy mieli dziecko”.

Po 48 godzinach dziewczynka o imieniu Rebecca Grace była już w domu małżeństwa. – Zawsze marzyłem o córeczce. To wspaniałe – przyznaje Hadden.

Dziewczynka ma już sześć lat i zna swoją historię. Jak śmieje się Marc, Rebecca opowiada nawet ludziom o tym, jak tatuś pomógł jej przyjść na świat.

Marc Hadden z rodziną // fot. Facebook – Marc Hadden

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: people.com, independent.co.uk

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Michał Wiśniewski o świątecznej akcji „Wiśnia Dzieciom”

Muzyk Michał Wiśniewski niczym Święty Mikołaj w grudniu przemierza całą Polskę, aby spotkać się z dziećmi z Domów Dziecka. W jego inicjatywę „Wiśnia Dzieciom” z każdym rokiem angażuje się coraz więcej osób. O tym skąd wziął się pomysł na akcję, jak wygląda organizacja takiego przedsięwzięcia oraz o tegorocznych planach na święta Michał opowiedział redakcji Chcemy Być Rodzicami. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ania Wencławska: Opowiedz proszę, skąd wziął się pomysł na akcję „Wiśnia Dzieciom”.

Michał Wiśniewski: Wydawało mi się to całkiem naturalne. Ktoś nas poprosił o to, żebyśmy zjawili się w Domu Dziecka w Dąbrowie Rusieckiej i pojechaliśmy tam oczywiście. Wtedy naprawdę w domach dziecka była mega ciężko. Ale za każdym razem widziałem tą determinację wychowawców i przede wszystkim determinację dyrekcji. W tamtym czasie musieli sobie radzić chodząc od domu do domu prosząc o pieniądze.

Zobacz także: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach”

AW: Jak wyglądała organizacja tegorocznej edycji „Wiśnia Dzieciom”?

MW: Zawsze jeżdżę do dzieciaków w drugim i trzecim tygodniu grudnia i tak też jest tym razem. Startujemy w Białymstoku 8. grudnia i kończymy 18. grudnia. Odwiedzamy zawsze 20 placówek. Być może akcja nam się rozszerzy, jeżeli znajdę osoby chętne do działania. Ale teraz praktycznie robię to ja i żona. Umówmy się – nie należy to do najłatwiejszych zadań, bo wszystko jest na naszej głowie. Ciężko jest to ogarnąć, bo jest coraz więcej ludzi, którzy chcą pomagać i nie jesteśmy tego w stanie logistycznie ogarnąć. Ale jak co roku, tak i teraz sobie poradziliśmy.

Michał Wiśniewski na spotkaniu z dziećmi w Samowie // fot. Facebook – Michał Wiśniewski

AW: Jeżeli któryś z naszych czytelników chciałby się włączyć w akcję, gdzie może wysłać przygotowaną paczkę?

MW: Bezpośrednio do Domów Dziecka. Nie przyjmujemy żadnych pieniędzy. W tym roku dostaliśmy bardzo dużo prezentów od różnych firm i to nas trochę logistycznie przerosło (żeby je porozwozić – red.). Jedynie New Yorker wysłał paczki bezpośrednio do placówek. Zawsze publikujemy listę Domów Dziecka, które zostały przez nas wybrane. Można do nich napisać, zadzwonić. Na pewno każda pomoc jest mile widziana.

Zobacz także: 10 gwiazd, które adoptowały – ich droga do rodzicielstwa

AW: Słyszałam, że jesteś zwolennikiem tradycyjnych świąt. Czy w tym roku też tak spędzisz ten czas?

MW: Tak absolutnie. U mnie to się praktycznie nie zmienia, ale to tylko dlatego, że jestem tradycjonalistą i dla mnie to jest ważne. To jedyny dzień w roku, kiedy możemy wszyscy się razem zobaczyć, wyściskać, przeprosić za to, co było złe, życzyć sobie wszystkiego najlepszego. Oczywiście jak to w każdej patchworkowej rodzinie dzielimy się świętami. Czasami obchodzę Wigilię 23. grudnia.

Pełną wersję wywiadu przeczytasz w styczniowym magazynie Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.