Przejdź do treści

Jak zaakceptować korzenie biologiczne dziecka

Jak zaakceptować korzenie biologiczne dziecka

Mam trójkę dzieci, dwójkę adoptowałam, jedno urodziłam naturalnie. Być może właśnie dlatego częściej niż inne mamy które adoptowały, słyszę pytanie „czy adoptowane dzieci kochasz tak samo?”. Dyskusje o tym, czy w ogóle różne osoby można kochać tak samo, nie są przypisane tylko do adopcji.

Nie będę zatem roztrząsać odpowiedzi na to konkretne pytanie. Wystarczy odwiedzić fora i poczytać dylematy osób rozważających pojawienie się drugiego dziecka. Ich miłość do tego pierwszego wydaje sie być tak silna, i wypełniająca całkowicie przestrzeń do kochania w rodzicach, że obawiają się, jak można pokochać kolejne dziecko? Czy tak samo? Czy tak samo mocno? Na tych forach można znaleźć cały wachlarz odpowiedzi, od tych całkowicie rozsądnych, uzasadnionych i popartych badaniami, doświadczeniami, cytatami, po zupełnie irracjonalne, czy wręcz śmieszne. Jak to na forach. Polecam poczytać i wybrać sobie swoją własną odpowiedź.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To pytanie, porównujące miłość do dziecka adopcyjnego w kontekście miłości do dziecka biologicznego, ma jednak inne podstawy. Z jednej strony aspekt społeczny.

Adopcja wciąż jest mało rozumiana przez ludzi z nią niezwiązanych. Mało się o niej mówi i rzadko w realnych barwach

Z drugiej jednak strony to pytanie „czy kocham tak samo” de facto jest pytaniem, czy można pokochać dziecko spłodzone i urodzone przez kogoś innego? To pytanie pada w moim kierunku czasem też od rodziców adopcyjnych i wyraźnie słyszę w nim obawę: „Czy łatwo jest zaakceptować korzenie biologiczne adoptowanego dziecka?”

Na temat korzeni biologicznych i znaczenia ich akceptacji napisałam już w dziale adopcji kilka tekstów (m.in. Życie w trójkącie, czyli rodzice, dziecko, rodzice; Otwarta adopcja; Matka adopcyjna i matka biologiczna – partnerki czy rywalki).

Dla poczucia pełnego przyjęcia dziecka do swojej rodziny konieczne jest zaakceptowanie jego korzeni. Właściwie każdy, adoptując, dowiaduje się w trakcie procedury przygotowawczej w ośrodku, że te korzenie są i nie da się ich „wymazać” z życia dziecka. A próby zatajania istnienia rodziny biologicznej, prowadzą do wielu dramatycznych sytuacji i poczucia niższości u adoptowanego dziecka, mimo życia w kochającej rodzinie (polecam wywiad z Bożeną Łojko – do przeczytania tutaj).

Jednak to od rodziców adopcyjnych zdarza mi się słyszeć negatywne komentarze, kim to byli lub są rodzice biologiczni ich dziecka i z jak patologicznego środowisko ono została wyrwane. Nie podważam faktu, że w większości przypadków tak właśnie jest. Tylko że z drugiej strony mamy adopcyjne często bardzo ochoczo podkreślają, że kochają tak samo mocno, jakby urodziły. Tego faktu też nie podważam. Rozumiem, że trudno sobie wyobrazić, o co chodzi z tymi korzeniami, jeśli się nie było samemu, jako dziecko, w takiej sytuacji.

Może być trudno zrozumieć, jak bardzo ważne jest dla dziecka, żeby czuć autentyczną siłę miłości do siebie I równocześnie CZUĆ autentyczną akceptację TEGO, skąd do rodziny przychodzi

Akceptację, która sama w sobie jest pozytywna i nie pozostawia miejsca na negatywne komentarze o biologicznych rodzicach, dziadkach, rodzeństwie biologicznym czy środowisku. Wszystko to jest integralną częścią każdego dziecka, każdego człowieka.

Jak zaakceptować te korzenie? Czy to jest trudne? Wykorzystam fakt, że jestem mamą adopcyjną i biologiczną. Zapraszam do mojego doświadczenia i spojrzenia na swoją sytuację, poprzez to co zaobserwowałam, tłumacząc moim dzieciom, czym są ich korzenie biologiczne.

Byłam w ciąży, tej biologicznej. Wiedziałam, że dziecko jakie noszę w brzuchu, w połowie jest mną, a w połowie ojcem, bo taki zestaw genów otrzymuje. Zatem spodziewałam się, że będzie trochę takie jak ja, a trochę takie jak mój mąż. Intuicyjnie wiedzieliśmy, że urodzę syna, później potwierdziło to USG. Moje myśli od razu poszybowały w kierunku tego, jak będzie wyglądał – brązowe oczy po tacie i ciemne włosy po mnie. (Moje obydwie córki mają moje niebieskie oczy i blond włosy tatusia, chcieliśmy odmiany :)) Pomyślałam też, że skoro ja i mój mąż jesteśmy wysocy, to synkowi wzrostu też nie zabraknie. I nagle myśl, która zakołatała w mojej głowie. Czy tylko o nas chodzi? Każdy genetyk od razu powie, że w genach jest niesiony cały zapis z obydwu połączonych w naszym dziecku rodzin. Przecież teściowie są bardzo niscy! O rety, mój syn wcale nie musi być wysoki. Gdzieś tam słyszałam, ile to cech dziedziczy dziecko po dziadkach. Ostateczny dowód dla mnie to fakt, że mąż jest bardzo podobny do swojego dziadka, odziedziczył po nim wzrost i jest  olbrzymem, mimo niskich rodziców… Powiem tak, czekałam na syna z niecierpliwością pomieszaną z ciekawością, jaki on faktycznie będzie? Mogło mi się nie podobać, że istnieje ryzyko, że będzie niski, ale czy mogłam coś zmienić?

Mogłam TYLKO ZAAKCEPTOWAĆ JEGO KORZENIE BIOLOGICZNE I TO, CO WRAZ Z NIMI PRZYNIESIE DO NASZEJ RODZINY nasz syn

A teraz adopcyjne ciąże z moimi córkami. Jedną zobaczyłam, gdy miała niespełna dwa miesiące, druga przeszło dwa i pół roku. Jedyne co mogłam zobaczyć w tym momencie (gdy łzy nieco zmniejszyły swoją intensywność, pozwalając cokolwiek zobaczyć), to ich niebieskie oczęta i blond włoski. Tyle widziałam i niewiele więcej wiedziałam. Co za tym idzie dalej? Do kogo będą podobne, jakie będą miały swoje kody genetyczne? Będą niskie, wysokie, utalentowane muzycznie, czy sportowo, uparte i stanowcze, czy spokojne i przyjacielskie? Czy mogłam coś zmienić? Wcześniej tak, mogłam zrezygnować z adopcyjnej ścieżki. Ale gdy już taką drogę wybrałam i urodziły się te moje dziewczyny, mogłam TYLKO ZAAKCEPTOWAĆ ICH KORZENIE BIOLOGICZNE I TO CO WRAZ Z NIMI PRZYNIOSĄ DO NASZEJ RODZINY.

Chcę przez to powiedzieć, że samo zaakceptowanie korzeni nie jest trudniejsze niż w przypadku biologicznie rodzonych dzieci. Jedynym wyzwaniem jest brak pełnej wiedzy, jakie te korzenie faktycznie są. Czy to chodzi o wygląd, czy o prawdopodobieństwo występowania jakichś talentów, czy chorób. Gdy korzenie znam od początku, na tyle dokładnie na ile znam swoją i męża rodzinę, jest łatwiej sobie wyobrażać, spodziewać się, oczekiwać. Często tym oczekiwaniom się ulega.
Teraz gdy widzę, do kogo podobny jest mój syn, spodziewam się określonych zachowań, czy CECH wyglądu. Dzięki adopcji jestem od tego wolna. Córki są dla mnie całkowitą zagadką i każdego dnia na nowo odkrywam je
Na nowo doceniam, jakim cudem jest każdy człowiek na ziemi. Wystarczy go akceptować, takim jaki jest i uczyć się go. Lubię gdy mój syn, na pytanie „Do kogo ty jesteś podobny?”, odpowiada zupełnie naturalnie „Do siebie”.

Kocham moje dzieci, mocno, bezwarunkowo, szaleńczo, zaborczo, różnorodnie. Tak samo zapewne jak każda matka kocha swoje. Najważniejsze że kocham je takimi, jakie są, razem z ich biologicznymi korzeniami, tymi znanymi bardziej i mniej.

Najnowszy numer magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia w http://www.chcemybycrodzicami.pl/sklep/ a wersja elektroniczna zawsze na e.chbr.pl

 

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

centralny rejestr pieczy zastępczej
fot. Pixabay

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje wprowadzenie centralnego rejestru pieczy zastępczej. Będzie z niego można uzyskać informacje o rodzinach zastępczych i kandydatach zakwalifikowanych do pełnienia tej funkcji oraz o domach dziecka i osobach usamodzielniających się.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Powstanie rejestru przewiduje projekt nowelizacji ustawy z 9 czerwca 2011 roku o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej.

Projekt ten trafił właśnie do konsultacji społecznych, a jego celem jest lepsza praca z rodziną, rozwój rodzinnej pieczy zastępczej i mniejsza liczba adopcji zagranicznych.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Centralny rejestr pieczy zastępczej – co się w nim znajdzie?

Projekt zawiera regulacje dotyczące utworzenia centralnego rejestru. Będzie się on składał z siedmiu wykazów zawierających informacje o dzieciach umieszczonych w pieczy, osobach z pozytywną, wstępną kwalifikacja oraz osobach już zakwalifikowanych do pełnienia roli opiekunów, jak również o rodzinnych domach dziecka i rodzinach zastępczych.

W rejestrze będzie można także znaleźć informacje o placówkach opiekuńczo-wychowawczych i osobach zaczynających samodzielne życie po opuszczeniu pieczy.

Dzięki tej inicjatywie poszukiwane dla dzieci miejsc w domach zastępczych ma być łatwiejsze.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita, Gazeta Prawna

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Danuta Ulidowicz najdłużej pracująca mama SOS Wioski Dziecięce na świecie – po 34 latach przechodzi na emeryturę. W tym czasie wychowała 19 dzieci. Kobieta z mianem „mistrzyni świata”: zastąpiła niezastąpionych… dzieciom rodziców.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce pomaga dzieciom opuszczonym i osieroconym. Wioski Dziecięce to osiedla 12-14 domów w których mieszkają rodzice SOS (małżeństwo lub osoba samotna) oraz 6 – 8 powierzonych ich opiece dzieci, którymi nie mogli opiekować się rodzice biologiczni.

– Początkowo przepisy były dość restrykcyjne i często rodzicem SOS były samotne osoby, które nie mogły mieć albo po prostu nie miały swoich dzieci – Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy  Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – Teraz to się bardzo zmieniło i rodzicami też są pary, które  tworzą wspólnie rodziny.

W Polsce funkcjonują cztery takie wioski w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i Karlinie.

Jak została mamą dla gromadki „nieswoich dzieci”

Danuta Ulidowicz do stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce trafiła jako młoda dwudziestoparoletnia osoba. I jak sama mówi znalazła tu wszystko…

– Z chwilą, kiedy tu się zatrzymałam, okazało się, że to jest to… wszystko, czego w życiu szukałam – mówi Danuta Ulidowicz, najdłużej pracująca Mama SOS na świecie. 

Oczywiście nie obyło się na początku bez lęku i wątpliwości…

– Zastanawiałam się, jaka odpowiedzialność na mnie spada. Czy będę umiała zastąpić dzieciom matkę, sprawić, by czuły się bezpieczne, kochane. Czy ja sobie poradzę? – mówiła Danuta Ulidowicz wspominając początki swojej pracy w roli Mamy SOS.
Nie wiedziała, czego się spodziewać, co ją czeka. Ale wielkie serce, wrażliwość na drugiego człowieka i pogoda ducha sprawiły, że w ciągu 34 lat pracy jako Mama SOS wychowała 19 dzieci.

– Pamiętam, kiedy przyszło do mnie pierwsze dziecko. Chłopczyk 2,5 roku. Nie mogłam sobie wyobrazić tego, jak to będzie – opowiada pani Danuta. –  A poszło zupełnie spontanicznie. Po prostu otworzyłam ręce do niego, powiedziałam „chodź do mamy” i on przyszedł, przytulił się i tak się zaczęło moje matkowanie.

Każdy z jej podopiecznych to osobna historia. Każdy z nich w momencie przyjścia do domu w Wiosce SOS w Biłgoraju miał za sobą traumatyczne przejścia, został zraniony przez najważniejsze osoby w życiu, które powinny dbać o nie, kochać i wychowywać. Teraz, już jako dorośli ludzie, mają swoje rodziny, dobrze radzą sobie w życiu (najstarszy podopieczny pani Danusi ma dziś ponad 40 lat, najmłodszy 14). Jak sami przyznają – to zasługa Pani Danusi, która zastąpiła im tych, których zastąpić się nie da – rodziców.

– To, jakim jestem człowiekiem, to jej zasługa. Pokazała mi wartości, jakie są w życiu ważne: rodzina i miłość. Nauczyła, że w życiu nie można się poddawać. – mówi Mateusz Pobrotyn, jeden z podopiecznych pani Danusi.

Mistrzyni świata, jest dla wielu wzorem

Tę samą naukę Danuta Ulidowicz przekazuje także nowym Rodzicom SOS, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Uczy, że po trudnych chwilach zawsze wychodzi słońce i na te momenty warto czekać, niezależnie od tego, ile czasu minie, nim nadejdą.
– Pani Danusia jest naszą bohaterką, naszą Mistrzynią Świata i inspiracją do działania. Jej historia pokazuje, że są na świecie ludzie gotowi poświęcić się dla potrzebujących dzieci. To piękna historia, którą należy się dzielić – mówi Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Właśnie dlatego powstał krótki reportaż zatytułowany „Mistrzyni Świata” opowiadający o pracy i misji pani Danusi w roli Mamy SOS. 17 kwietnia w warszawskiej Kinotece odbyła się jego prapremiera połączona z pożegnaniem odchodzącej na emeryturę Pani Danusi.

– Mamy nadzieję, że tak jak inspirowała nas, tak zainspiruje kogoś, kto obejrzy jej historię. Może ktoś dzięki niej pomyśli, że też może stworzyć dom dla zranionych dzieci – podkreśla Barbara Rajkowska.

Podczas spotkania wzruszeniom, łzom i wspomnieniom nie było końca. Danuta Ulidowicz zapytana o to, co teraz będzie robić na emeryturze odpowiada:

Matką nie przestaje się być nigdy. Mam 19 dzieci a teraz mam jeszcze wnuki – mówi z uśmiechem na ustach i spokojem Mama SOS. – Ale też zamierzam mieć czas dla siebie. Może wybiorę się na Uniwersytet Trzeciego Wieku i na pewno będę podróżować.
Pani Danuta w pierwsza podróż wybierze się szybciej niż myślała. Wycieczkę ufundował jej partner strategiczny SOS Wiosek Dziecięcych –  firma Kaufland.

 

Jak zostać Rodzicem SOS?

Jeżeli pomoc dzieciom pozbawionym opieki i ciepła rodzinnego jest Twoim życiowym powołaniem, podejmij pracę jako wychowawca pełniący rolę rodzica w SOS Wioskach Dziecięcych. Możesz zapewnić gromadce osieroconych dzieci ciepły i bezpieczny Dom oraz szczęśliwe dzieciństwo. Napisz do nas lub zadzwoń i dowiedz się więcej.Telefon: 22 460 92 51. Email: rodzice@sos-wd.org

Stowarzyszenie prowadzi już trzecią edycję kampanii rekrutacyjnej „Szukamy Rodziców SOS”, tym razem pod hasłem „Zastępujemy Niezastąpionych”. Więcej informacji o kampanii na stronie: www.rodzicesos.org

Jak wesprzeć działanie Stowarzyszenia Wioski SOS

Pozostanie rodziną zastępczą, to nie jedyny sposób, by wesprzeć działalność SOS Wiosek Dziecięcych, zwłaszcza teraz, w okresie rozliczania się z podatku dochodowego. Wystarczy przekazać 1%, by pomóc tworzyć dom dla potrzebujących dzieci. Więcej informacji na stronie: www.dziecisos.org

KRS 0000 056 901

CIEKAWOSTKA:

Powojenna historia powstania wiosek dla osieroconych dzieci

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w 135 krajach świata od ponad 65 lat.

Stowarzyszenie pomaga dzieciom w Polsce i w Kamerunie.

Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Została założona dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej przez Hermanna Gmeinera. 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.