Przejdź do treści

Jak Polki walczą z niepłodnością?

Metoda zapłodnienia pozaustrojowego budzi w Polsce wiele kontrowersji, w szczególności wśród środowisk prawicowych. Tymczasem już co trzecia młoda kobieta w Polsce w przypadku problemów z zajściem w ciążę zdecydowałaby się w pierwszej kolejności na skorzystanie z zaawansowanych metod wspomaganego rozrodu, np. in vitro

Świadomość in vitro w Polsce rośnie z roku na rok. Na pewno dużą rolę w tym procesie odegrał rządowy program refundacji in vitro. Niestety w naszym kraju wciąż nie ma regulacji prawnych, które podniosłyby zaufanie pacjentów do klinik wykonujących zabiegi in vitro – powiedział dr Grzegorz Mrugacz, dyrektor medyczny Kliniki Leczenia Niepłodności „Bocian”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Polska jest jedynym krajem, który stosując metodę in vitro, nie dostosował przepisów prawa z nią związanych do dyrektyw Unii Europejskiej. Pierwsze z nich nasz kraj powinien wprowadzić już w 2006 roku. Komisja Europejska wielokrotnie upominała Polskę, a w tym roku skierowała sprawę do Trybunału Sprawiedliwości, który może zasądzić karę dzienną w wysokości 200 tys. złotych za każdy dzień zwłoki z wprowadzeniem odpowiednich regulacji.

Tymczasem projekt ustawy o leczeniu niepłodności spotkał się z krytyką niemal wszystkich środowisk, począwszy od Polskiego Towarzystwa Ginekologów, poprzez Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Głównego Inspektora Danych Osobowych. Najostrzej zareagowały środowiska prawicowe i katolickie, zwracając uwagę, że leczenie niepłodności nie ogranicza się do in vitro.

Naprotechnologia szansą dla katolików?

Niemal połowa Polek w przypadku problemów z zajściem w ciążę zastosowałaby w pierwszej kolejności metody naturalne, czyli tzw. kalendarzyk małżeński.

Metody naturalne oczywiście wspomagają poczęcie, jednak nie są w stanie rozwiązać problemu niepłodności. Dlatego, jeśli przez pół roku współżycia w czasie owulacji nie udaje się uzyskać ciąży, para powinna zgłosić się do lekarza specjalisty z dziedziny niepłodności – mówi dr Grzegorz Mrugacz.

Natomiast co piąta Polka zdecydowałaby się w takiej sytuacji na naprotechnologię. Metoda ta, akceptowana i popierana przez Kościół katolicki – polega na diagnozowaniu i leczeniu niepłodności poprzez prowadzenie dokładnych obserwacji kobiecego organizmu. Dopuszcza mi.in. stosowanie histeroskopii oraz interwencje chirurgiczne w obrębie narządów rodnych kobiety, rezygnując z zaawansowanych metod wspomaganego rozrodu.

Każdy lekarz specjalizujący się w leczeniu niepłodności jest w rzeczywistości naprotechnologiem. Od lat środowisko stosuje te same metody diagnostyki i leczenia. Różnica polega na tym, że po ich wyczerpaniu informujemy pacjentkę, że tymi sposobami nie uda się jej uzyskać ciąży i proponujemy bardziej zaawansowane metody, na które oczywiście nie musi się zgadzać, jeśli jest to sprzeczne z jej sumieniem – mówi dr Grzegorz Mrugacz.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, co najmniej 60-80 mln par na świecie jest dotkniętych problemem bezdzietności. Przyjmuje się, że w krajach wysoko rozwiniętych ten problem dotyczy od 10 do 15% par w wieku prokreacyjnym. Szacuje się, że w Polsce około 1,2-1,3 mln par może być dotkniętych niepłodnością, a 15 tys. wymaga leczenia metodą wspomaganego rozrodu. Od 2013 roku in vitro jest refundowane w ramach rządowego programu. Kwalifikowane są do niego kobiety poniżej 40. roku życia z rozpoznaniem niepłodności udokumentowanym nieskutecznym leczeniem przez okres co najmniej 12 miesięcy. Każda z par ma prawo do podjęcia trzech prób zapłodnienia in vitro. Program realizuje obecnie 31 klinik.

Więcej informacji na temat rządowego programu refundacji in vitro: www.refundacjainvitro.pl.



[1] Raport został opracowany na podstawie badań Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych na zlecenie Kliniki Leczenia Niepłodności „Bocian” Analizą objęto grupę 269 kobiet w wieku 18-35 lat. Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze polskich kobiet w wieku 18-35 lat pod względem kluczowych cech związanych z przedmiotem badania. Przy konstrukcji wagi uwzględniono zmienne społeczno-demograficzne takie jak płeć, wiek, wykształcenie oraz wielkość miejscowości zamieszkania, a także zmienne związane z szeroko pojętym stylem życia.

materiały prasowe

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

3 podstawowe pytania o PCOS – kto, dlaczego, jak?! Znasz odpowiedzi?

jak rozpoznać PCOS
fot. fotolia

PCOS czyli zespół policystycznych jajników w samych tylko Stanach Zjednoczonych dotyka nawet 7 milionów kobiet. Dlatego warto wiedzieć jak rozpoznać PCOS. Brak lub nieregularne miesiączki, owłosienie w nietypowych miejscach, trądzik, przybieranie na wadze i w końcu problemy z zajściem w ciążę – to tylko niektóre z symptomów PCOS. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Określenie zespół policystycznych jajników jest mylące” – mówi dr Amy Schutt, endokrynolog zajmująca się spawami reprodukcyjnymi w Family Fertility Center w Texas Children’s Pavilion for Women w Houston.

Skupia się ono bowiem na tym, jak wygląda jajnik – rzeczywistość jest jednak taka, że PCOS to o wiele więcej niż tylko jajniki. Może bowiem wpływać praktycznie na wszystkie aspekty zdrowia kobiety, w tym na reprodukcję, hormony i metabolizm” – słowa ekspertki cytuje „Bustle”.

1. Kto choruje na PCOS?

PCOS jest zaburzeniem hormonalnym dotykającym kobiety w wieku rozrodczym. Szacuje się, że w USA choroba może dotykać 1 na 10-20 kobiet. Dokładna przyczyna PCOS nie jest znana. Rolę mogą odgrywać jednak kwestie genetyczne, ponieważ większość dotkniętych nim kobiet ma bliskie krewne – takie jak siostrę, matkę lub ciotkę – z tą samą chorobą” – mówi dr Kecia Gaither.

Co ważne, PCOS ma duży związek nie tylko ze zdrowiem fizycznym, ale i psychicznym. Badania wskazują, że minimum „60 proc. kobiet z PCOS boryka się z co najmniej jednym rodzajem zaburzeń psychicznych, takim jak depresja, stany lękowe, czy zaburzenia odżywiania” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<.

2. Dlaczego PCOS powinno być zdiagnozowane?

„Zdiagnozowanie PCOS konieczne jest z kilku powodów. Przede wszystkim, bardzo wysoki jest przy tym wskaźnik niepłodności. Po drugie, posiadanie PCOS może powodować takie problemy jak cukrzyca typu 2, wysokie ciśnienie krwi, zaburzenia cholesterolu i lipidów lub zespół metaboliczny (który wskazuje na zwiększone ryzyko choroby sercowo-naczyniowej). Powszechna jest także otyłość u kobiet z PCOS” – dodaje Jeanette Tomasino.

Bardzo ważne jest poprawne zdiagnozowanie PCOS, aby można było odkryć i leczyć podstawowe problemy metaboliczne oraz reprodukcyjne. Nazywam PCOS „kanarkiem w kopalni„, co jest starym powiedzeniem oznaczającym „ostrzeżenie.” Dzieje się tak, ponieważ kobiety często szukają wyjaśnienia medycznego stricte dla samych objawów PCOS. Wstępna wizyta pozwala nam więc odkryć i leczyć inne poważne stany, takie jak oporność na insulinę, stan przedcukrzycowy, otyłość, czy też nieprawidłowości w macicy – problemy, które mogą być pozornie niezwiązane z prezentowanymi objawami.

Kobiety, które nie przyjmują tabletek antykoncepcyjnych i mają okresy występujące rzadziej, niż co cztery miesiące, muszą zostać poddane ocenie. (…) Bardzo ważne jest, abyśmy rozpoznali PCOS, gdy kobiety są młode, bowiem możemy wtedy podjąć najlepsze interwencje.

dr Amy Schutt

3. Jak rozpoznać PCOS?

Poziom hormonów, głownie estrogenów i testosteronu, jest przy zespole policystycznych jajników zaburzony. Jest to przyczyną pojawiania się irytujących nieraz objawów. „Rozpoznanie PCOS odbywa się głównie na podstawie wywiadu i badania lekarskiego. Badanie krwi i USG narządów rodnych pomogą w postawieniu diagnozy” – mówi dr Sherry Ross z Providence Saint John’s Health Center w Santa Monica.

Warto przy tym wiedzieć, że nie ma jednego testu, który ostatecznie zdiagnozowałby PCOS. Przy obserwacji właśnie pod kątem tego zaburzenia, oprócz wspomnianych badań, liczy się także ocena ciśnienia krwi, masy ciała, czy też wzorca owłosienia na ciele.

Co ważne, nadmierny wzrost włosów m.in. na twarzy spowodowany jest wysokim poziomem testosteronu w organizmie. Jedną kwestią jest więc reakcja na już występujące objawy, w tym wypadku zabiegi kosmetyczne, takie jak depilacja. Drugą jest zaś działanie zapobiegawcze przed pojawieniem się dalszego wzrostu włosów. Tutaj konieczna jest konsultacja lekarska i odpowiednio dobrana farmakoterapia, do której potrzebna jest opisana wyżej szersza diagnostyka.

Źródło: „Bustle”

 

Zobacz też:

Czy zmiana diety pomoże mi radzić sobie z PCOS?

4 typy PCOS – który przypadek jest twój?

PCOS – przyczyna nie leży w jajnikach? Eksperci znaleźli inny powód!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Szkoda im na vitro, ale mają pieniądze na króliki. Czyli jak Ministerstwo Zdrowia dba o dzietność

dziwna kampania prokreacyjna Ministerstwa Zdrowia
fot. YouTube - NPZ Kampania Prozdrowotna, Facebook - Konstanty Radziwiłł

Jak Ministerstwo Zdrowia zachęca obywateli do prokreacji? Proponuje brać przykład z… królików! Najnowsza kampania resortu wywołała prawdziwą burzę. Poniżający, obrzydliwy, oburzający – takimi i gorszymi epitetami internauci określają spot reklamowy, który można zobaczyć w internecie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W dowcipnym, w założeniu resortu filmiku, widzimy stado pociesznych, puchatych królików, które beztrosko hasają po polanie. – Kto jak kto, ale my króliki wiemy jak zadbać o liczne potomstwo – mówi „króliczy tata”. Następnie zdradza widzom sekret na stworzenie dużej familii. 

Filmik można obejrzeć klikając tutaj. 

Zobacz także: PiS zwalnia prezesa AOTMiT. Czy to krok ku całkowitemu zablokowaniu in vitro w Polsce?

Dziwna kampania Ministerstwa Zdrowia

– Po pierwsze dużo się ruszamy, po drugie zdrowo jemy, po trzecie nie stresujemy się kiedy nie musimy, i po czwarte nie używamy sobie – oto, zdaniem MZ, niezawodny sposób na powiększenie rodziny. Tylko czy takie argumenty przekonują Polaków?

„Obrzydliwe. Nowoczesna Inkwizycja robi z nas bezmyślnych dzieciorobów? Po prostu obrzydliwe…”, „Głupoto, gdybyś ty miała skrzydła… Durny, niesmaczny spot, a na dodatek twórca nie zadał sobie trudu, aby dowiedzieć się czegokolwiek na temat królików”, „Te metafory mnie rozwalają… Szczególnie to o tym że króliki nie używają sobie… Nie rozumiem chyba… To chyba sztuka bardzo, bardzo wysoka….” – to tylko niektóre, cenzuralne, wypowiedzi oburzonych internautów. Dodatkowych kontrowersji dostarcza fakt, że akcja MZ kosztowała niemal 3 mln zł. 

Na myśl przychodzą tylko negatywne skojarzenia

Po obejrzeniu spotu reklamowego na myśl przychodzi masa negatywnych skojarzeń. „Mnożyć się jak króliki”, promowanie bezmyślnego rozmnażania – pomyśli na pewno wielu z was.

Niefortunna kampania Ministerstwa Zdrowia sama narzuca pejoratywne obrazy. W najprostszych słowach można po prostu powiedzieć, że Polki porównuje do samic rozpłodowych, a Polaków do samców reproduktorów.

Zobacz także: Program prokreacyjny działa tylko „na papierze”. Niepłodni pacjenci nadal nie mogą korzystać z leczenia

Co z niepłodnością?

Dodatkowo emitowanie tego typu treści jest trywializacją problemu niepłodności i bezpłodności w Polsce. Jakie wartości przekazuje ludziom leczącym się za pomocą in vitro, albo tym, którzy nigdy nie będą mogli mieć dzieci? Kogo resort postawi takim osobom na wzór do postępowania? Strach pomyśleć…

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Crowd Media

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

5 powodów, dla których mężczyzna unika badania nasienia

Powody, dla których mężczyzna unika badania nasienia, są kwestią indywidualną. Jednak można z całą pewnością stwierdzić, że niektóre z nich są powszechne i niejednokrotnie bywają powodem rezygnacji z badania. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Powód 1: Wizyta w laboratorium i wstyd przed rozmową z personelem

Mężczyzna traktuje badanie nasienia bardzo osobiście, dlatego często już sama wizyta w placówce medycznej jest stresująca. Zaczyna się rozpisywanie w głowie scenariusza: „Na pewno spotkam kogoś znajomego i będzie niezręcznie. Nie wiem, gdzie oddać kubek z nasieniem. Kogo zapytać, gdzie mam pobrać próbkę? Co wypełnić podczas rejestracji? I jeszcze na dodatek ta miła pani w rejestracji…”.Wielu mężczyzn dodatkowo odczuwa skrępowanie w kontakcie z personelem laboratorium, którym w przeważającej części są kobiety.

Powód 2: Problemy logistyczne 

Nie w każdym laboratorium wykonuje się badanie nasienia. Najczęściej na wizytę trzeba się umówić wcześniej i dostarczyć próbkę w wyznaczonym terminie. Wiąże się to więc z dotarciem do odległego ośrodka – co generuje dodatkowe koszty i niejako wymusza pobranie próbki nasienia w tym konkretnym dniu.

Powód 3: Chciałem pobrać nasienie w domu, ale transport próbki przekracza 30 minut

Według rekomendacji WHO próbkę nasienia należy dostarczyć najpóźniej 30 minut po pobraniu. Jest to podyktowane koniecznością oznaczenia m.in. parametrów przyżyciowych plemników w czasie nie dłuższym niż 60 minut od ejakulacji. A co, jeśli dotarcie z próbką na czas jest niemożliwe?

Czytaj też: 7 sposobów na zwiększenia płodności u mężczyzn

Powód 4: Kiedy zachodzi konieczność pobrania próbki nasienia w laboratorium

Niestety, mimo zapewnienia odpowiednich zacisznych warunków większość mężczyzn nadal uznaje to za mało komfortowe. Zdarza się, że skrępowanie jest tak duże, że niemal uniemożliwia pozyskanie próbki nasienia.

Powód 5: „Mnie problem nie dotyczy”, a na wykonanie badania naciska partnerka…

 Zdarza się, że słychać głosy: „U mnie w rodzinie wszyscy są zdrowi, to ja pewnie też. Nie mam żadnych zaburzeń seksualnych, więc problem na pewno nie leży po mojej stronie!”. Oba argumenty są mocno chybione. To, że najbliżsi krewni nie są niepłodni, nie oznacza, że ten problem nie może dotyczyć ciebie. Również zachowanie prawidłowych funkcji seksualnych (erekcja, ejakulacja) nie jest równoznaczne z płodnością.

 

Badanie ruchliwości plemników – to, co do niedawna było możliwe tylko w laboratorium, można dziś wykonać w domu. Po wielu latach prac badawczych grupa naukowców z Kopenhagi opracowała pierwszy na świecie, innowacyjny test, który ocenia prawidłową ruchliwość plemników. Wynik testu jest niemal w 100% zgodny z wynikiem podstawowego badania nasienia w laboratorium, a pacjent zyskuje komfort wykonania go w domowym zaciszu.

 

Autor: Monika Byrska, Absolwentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, diagnosta laboratoryjny i biotechnolog. Pracując w laboratorium medycznym, poznała praktyczny aspekt diagnostyki niepłodności, specjalizuje się głównie w badaniach z zakresu immunologii oraz autoimmunologii. Promuje wiedzę o profilaktycznych badaniach diagnostycznych, współtworząc dział Diagnostyka w „Leku w Polsce”. Blog labhome.pl.

POLECAMY:

Jakie badania ma wykonać mężczyzna przez rok bezskutecznie starający się o dziecko?

Jak przebiega wizyta u androloga

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Karolina Szostak opowiada o walce z Hashimoto

Karolina Szostak o Hashimoto
Prezenterce udało się schudnąć aż 30 kg / fot. Instagram - @karolinaszostak

Znana prezenterka Karolina Szostak przez długi czas walczyła o idealną sylwetkę. Okazało się, że jej problemy z wagą spowodowane były poważną chorobą. Zdradziła, jak udało jej się schudnąć przy Hashimoto.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Karolina Szostak w wywiadzie dla WP Kobieta opowiedziała o swoich doświadczeniach z chorobą Hashimoto. Jak zdradziła, zapalenie tarczycy zostało u niej zdiagnozowane dosyć późno. Na początku prezenterka leczyła się na niedoczynność tarczycy.

Zobacz także: Kinga Rusin o zmaganiach z chorobą Hashimoto

Karolina Szostak o Hashimoto

Sam proces leczenia również nie był łatwy, przyznaje Szostak. Leki, które zażywała, pozwoliły jej schudnąć, jednak źle się po nich czuła. Z kolei zmniejszenie dawki poskutkowało przybraniem na wadze. Z pewnością nieobojętny dla zdrowia gwiazdy był również nieregularny tryb życia, jedzenie o niestałych porach i pomijanie posiłków.

Regularna praca i systematyczność pozwoliły dziennikarce zrzucić zbędne kilogramy.

Przy niedoczynności metabolizm wynosi w zasadzie zero, więc ruch jest jak najbardziej wskazany – doradza.

Jak mówi, w jej przypadku sprawdził się stały, lekki wysiłek fizyczny, nastawiony bardziej na podtrzymanie kondycji fizycznej. Dodatkowo prezenterka zrezygnowała z nabiału i pszenicy.

Karolina korzystała również z popularnej diety proponowanej przez dr Dąbrowską. Jest to dieta oczyszczająca. W efekcie dzięki lekom, ćwiczeniom i zdrowym posiłkom gwieździe udało się w krótkim czasie zrzucić aż 30 kg.

Zobacz także: Co jeść przy chorobie Hashimoto?

Kilka słów o chorobie Hashimoto

Hashimoto, czyli przewlekłe zapalenie tarczycy, to choroba, która dotyka przeważnie kobiety. Jest to najczęstsza na świecie choroba autoimmunologiczna, cierpi na nią od 13,4 proc. do 38 proc. ludzi, a odsetek ten rośnie z każdą dekadą.

System immunologiczny chorego rozpoznaje tarczycę jako wroga i zaczyna ją atakować. Jeżeli będzie ją atakował wystarczająco długo, tarczyca ulegnie zniszczeniu i nie będzie już mogła wyprodukować wystarczającej ilości hormonów.

Do najczęstszych objawów zaburzeń czynności tarczycy należy zmęczenie i ospałość, wypadanie włosów, brak tolerancji na zimno, problemy z wagą, depresja, problemy z koncentracją, trądzik, refluks, bóle stawów, ból żołądka, rozdrażnienie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Viva!

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.