Przejdź do treści

Jak nie zwariować w szale świątecznych zakupów

108.jpg

Aż 30 proc. świątecznego domowego budżetu przeznaczamy na prezenty, tylko niewiele więcej, bo 33% pochłaniają wydatki na artykuły spożywcze. – wynika z Raportu Deloitte ,,Polaka przepis na Święta – szturm na sklepy czy zakupy kontrolowane”.

Jak robić przedświąteczne zakupy, by sprawiały więcej przyjemności niż stresu doradza Agnieszka Nizio, dyrektor Centrum Handlowego 3 Stawy z Katowic.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Przygotuj listę

Na przedświąteczne zakupy najlepiej udać się z listą. Warto jak najwięcej rzeczy przemyśleć i zaplanować jeszcze w domu. W ten sposób zaoszczędzimy czas, nerwy i zapanujemy nad wydatkami. Jednocześnie warto podczas zakupów mieć ,,oczy otwarte”. Jeżeli wpadnie nam w oko coś wyjątkowego warto zmienić plany i nie uganiać się za czymś, czego ostatecznie nie znajdziemy. Tym bardziej, że w sklepach można trafić na wiele przedświątecznych obniżek.

2. Nie czekaj na ostatni moment

Warto zapisać na liście propozycje awaryjne. Pamiętajmy, że to okres przedświąteczny i wiele rzeczy może być wykupionych, a sklepy nie zawsze nadążają z uzupełnianiem oferty. Jeżeli zamierzamy kupić na prezent ubrania, zróbmy to jak najwcześniej. Przed samymi Świętami popularne rozmiary mogą być przebrane. Pośpiech nie jest dobrym doradcą.

3. Ustal limit

Ustalmy sobie limit, jaki chcemy przeznaczyć na prezenty i konsekwentnie się go trzymajmy. Dzięki temu nie zrujnujemy portfela i jednocześnie sprecyzujemy propozycje prezentowe. Prezent drogi wcale nie musi być dobry. Czasem za niewielką kwotę można kupić coś, co sprawi bliskiej osobie radość.

4. Zachowaj paragony i uważaj na ,,świąteczne hity”

Są to rzeczy szczególnie promowane i eksponowane w czasie świąt np. książki, zabawki lub gry planszowe. Czasem sprzedawane w promocyjnych cenach. Weźmy pod uwagę, że inny członek rodziny może wpaść na ten sam pomysł.

Dobrze jest zachować wszystkie paragony. Dzięki temu możemy uratować sytuację po świętach, jeżeli kupiliśmy zły rozmiar lub prezent się powtórzył. Czasem warto skonsultować swoje plany z innymi członkami rodziny. Pamiętajmy jednak, że nie wszystkie produkty można zwrócić. Najlepiej zapytać o to sprzedawcę.

5. Sprawdźmy towar przed zakupem

Jeżeli decydujemy się na sprzęt elektroniczny lub urządzenia na baterie, koniecznie poprośmy w sklepie o sprawdzenie czy dobrze działa. Mamy do tego pełne prawo, a sprzedawca obowiązek. Dzięki temu można uniknąć rozczarowania bliskiej osoby w Wigilię.

6. Cierpliwość i życzliwość

Sprzedawca też człowiek i może się pomylić, dlatego bądźmy cierpliwi i życzliwi. Nie zakładajmy, że obsługa sklepów jest naszym wrogiem, zazwyczaj jej także zależy, by pomóc rozwiązać nam problem. Każde nieporozumienie, zwrot lub reklamację można wyjaśnić spokojnie i bez zbędnych nerwów. Pamiętajmy, że w tym okresie praca w handlu jest szczególnie ciężka. Nie ma sensu psuć sobie i innym świątecznego nastroju.

7. Nie kupuj prezentu na siłę

Trudno podejmować decyzje zakupowe, kiedy jest się zmęczonym i sfrustrowanym. Czasem dobrym rozwiązaniem może okazać się karta upominkowa. Aż 28% Polaków deklaruje, że cieszyłoby się z bonu na ubrania lub kosmetyki.

8. Zachowaj zdrowy rozsądek

W przedświątecznym wyścigu zakupowym nie zapominajmy o tym, co podczas Świąt jest najważniejsze. Święta to nie konkurs na najlepszy prezent i najpiękniej udekorowany stół lub choinkę, ale czas, który mamy miło spędzić z bliskimi. 

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Księżna Kate spodziewa się bliźniąt?

Księżna Kate spodziewa się bliźniąt
fot. - Instagram @kensingtonpalace

Kate oraz książę William oczekują właśnie trzeciego dziecka, o czym bezustannie przypominają brytyjskie media. Najnowsze doniesienia plotkarskich magazynów mówią jednak, że rodzina królewska przygotowuje się na powitanie nie jednego, lecz dwójki dzieci!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

We wrześniu Pałac Kensington oficjalnie potwierdził pogłoski na temat ciąży Kate. Teraz pojawiły się doniesienia mówiące o tym, że para spodziewa się dwóch dziewczynek.

Kolejne royal baby

Kate i William byli niezwykle zaskoczeni, kiedy się o tym dowiedzieli – powiedziała magazynowi Life& Style osoba z otoczenia rodziny.

Podobno zachwycona księżna od razu podzieliła się radosną nowiną z mamą Carole i siostrą Pippą, która oczekuje swojego pierwszego dziecka. Póki co Pałac Kensington nie potwierdził doniesień o bliźniaczej ciąży Kate.

Zobacz także: Księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka

Jak podają źródła, imiona dla dzieci nie zostały jeszcze wybrane. Podobno dla dziewczynek przygotowano już dwa osobne pokoje.

Kate i William są już rodzicami 4-letniego George’a i 2-letniej Charlotte.Trzecie, a być może i czwarte dziecko pary przyjdzie na świat w kwietniu 2018 roku.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jej zdrowie w jego rękach – Krystian Wieczorek: „Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie”

Krystian Wieczorek

Wszyscy znamy go jako aktora i przede wszystkim przez taki też pryzmat oceniamy. Jak zatem odnieść się do tego, że wraz z żoną Marią, stał się ambasadorem Kampanii Diagnostyka Jajnika? Tutaj jest mężem, partnerem i mężczyzną – świadomym mężczyzną. „Dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Świadomość spadła na nas w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy” – mówi w rozmowie z nami Krystian Wieczorek.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Miłkowska: Zapewne często słyszysz ostatnio pytanie: „Co mężczyzna może wiedzieć o zdrowiu kobiety?”.

Krystian Wieczorek: Mężczyzna, jeśli tylko chce w zdrowiu kobiety uczestniczyć, może wiedzieć tyle samo co ona, albo i więcej. Zauważ, że już samo to pytanie bardzo określa, gdzie w naszych głowach rola mężczyzny jest. I dzieje się to niezależnie od tego, czy mówimy o partnerze, mężu, synu. Dlaczego jednak niektórzy faceci nie chcą tego uczestnictwa? Myślę, że jest to kwestia niezwykle złożona. Z jednej strony pojawia się lenistwo i ignorancja. Z drugiej, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego kulturowo, chociaż niesprawiedliwe byłoby wrzucanie wszystkich mężczyzn do jednego wora.

Dlaczego, przecież kampanie raczej nie są kierowane do mężczyzn świadomych?

Myślę, że do nich jak najbardziej też. Podobnie jak i do samych kobiet. Jeśli chodzi o raka jajnika, jest to tzw. „cichy zabójca”, który potrafi niezwykle dobrze się maskować. Bardzo ciężko jest rozpoznać, czy jakiś rodzaj objawów już wykracza poza normę, czy jeszcze się w niej mieści. Co więcej, nie ma jednego badania, które może w stu procentach zdiagnozować tę chorobę, albo jej brak.

Mówisz o tym z dużą wiedzą. To skutek udziału w Kampanii Kwiatu Kobiecości?

Oczywiście, że tak. Nie będę kreował się tutaj na jakiegoś guru od medycyny, bo tak nie jest. Przede wszystkim, wzięliśmy wspólnie z żoną udział w Kampanii, ponieważ sami zmieniliśmy swoje życie.

Wiem jednak, że dochodzenie do świadomości jest procesem. Nie obudziłem się nagle z wgranym programem pod tytułem: „Świadomy”.

Stąd tak bardzo zależy mi skupieniu się na profilaktyce. I nie mam tu na myśli wizyt u lekarza w momencie kiedy czuję, że coś mnie boli. Zastanawiam się raczej, jak nie dopuścić do tego, by bolało – czego nie jeść, jak ważny jest sen, jak stres wpływa na zdrowie. Przede wszystkim jednak badania. Niezależnie od tego, czy coś się dzieje, robię je co roku. Mam wtedy przynajmniej jakąkolwiek szansę by coś zdziałać. Szczególnie w przypadku raka jajnika. Często gdy go zdiagnozujemy, jest już po zawodach.

Silnie tutaj widać rolę partnera. Mam wrażenie, że zastanawiając się nad swoim zdrowiem, nieraz traktujemy je w jakimś sensie „egoistycznie” – dotyczy tylko mnie, a cierpienie będzie tylko moje. Nie, to będzie cierpienie całego otoczenia.

Wydaje się to oczywiste, a wcale nie jest. Ciężko mi z tym dyskutować. Nie chcę powiedzieć, że kobiety są same sobie winne, bo do niesienia całego ciężaru na swoich barkach zostały po prostu przyzwyczajone.

Weszlibyśmy wtedy ponownie w te same kalki.

Dokładnie, bo przecież skoro przyzwyczaiły się dźwigać ten ciężar same, to faceci mogą się śmiało odseparować. Ty masz swoje sprawy, ja mam swoje. Twój ból jest twoim bólem, a mnie to nie obchodzi. Myślę, że nie tak wygląda partnerstwo, przy czym unikam tutaj podziałów płciowych. To powinna działać w dwie strony, bo i faceci są narażeni np. na raka prostaty, którego to nie mają kobiety. Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie.

Ponownie mówimy tu o wzorcach kulturowych.

Które niestety są jakie są. Dlatego tak ważne jest współuczestniczenie w przeróżnych akcjach, nie tylko dotyczących zdrowia. Wspólną sprawą jest uświadamianie sobie, rodzinie, innym ludziom, jak wiele zależy od nas samych.

Często nie zdajemy sobie sprawy, na ile tak naprawdę to my tworzymy ten świat.

Tworzymy jak cholera, tylko nasza ignorancja powoduje poczucie, że na nic nie mamy wpływu. Głośna jest teraz kampania #metoo [red. kampania dotycząca molestowania seksualnego]. Czytam wpisy tych wszystkich kobiet i widzę jak jest to ważne. W tym wypadku mówimy o stereotypie, schemacie, wykorzystywaniu władzy, ale możemy śmiało przełożyć to na każdą inną sferę. W grupie jest ogromna siła. Z jednej strony współdziałanie pozwala usłyszeć, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami. Z drugiej, pozwala pozbyć się nieraz ogromnego ciężaru. Idealnie odzwierciedla to słynny test z włosem. Jeden przerwiesz, ale z warkoczem już tego nie zrobisz. Dlatego jak najbardziej jestem za wszelkimi tego typu kampaniami. Nawet jeśli uratuje się jedna osoba, to będzie mało? Tego nie da się zmierzyć.

DCZ_8745

Zawsze z pomocą przyjdą statystyki.

No tak, ale co to jest w statystykach 2,5 tysiąca kobiet rocznie umierających w Polsce na raka jajnika? Na cyfry można sobie popatrzeć, bo dotyczą one „jakichś” kobiet. Kiedy jednak zderzymy się z tym, że jest to realne zagrożenie życia i przełożymy je na bliską nam osobę, rozmowa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Co by było, gdyby ciebie nagle zabrakło? Odpowiedź nie jest już wtedy tylko cyfrą. Lubię też takie porównania, które pozwalają nam dostrzec skalę. W tym wypadku te 2,5 tysiąca mogłoby być małym miasteczkiem. Wyobraźmy sobie, że nagle jednego roku giną w nim wszystkie kobiety – to jest właśnie to. Rak jajnika, który zmiata miasteczko. Jaki to jest wtedy obraz?! Tak trzeba myśleć, bo to nie są żarty. To jest ogrom.

Przerażająca wizja.

Bo ona taka jest, a mam wrażenie, że większość informacji jest trywializowana i nie robi już na nas większego znaczenia. Wydaje się, że bierzemy jakiegoś aktora, robimy kampanię i miło opowiadamy o zdrowiu.

Dziwisz się takiemu odbiorowi? Widzimy przecież ładne, kolorowe obrazki.

Masz rację, nie ma tam trupiej czaszki. Może gdyby dać przekaz, że jak nie pójdziesz ze swoją żoną do lekarza, to będzie tam czaszka, to by zadziałało… Zawsze uważałem jednak, że strach nie jest najlepszym środkiem do poszukiwania świadomości. Chociaż faktycznie, nie przejmujemy się wieloma informacjami, dopóki nie dotkną one nas samych.

Na otwarciu Kampanii byli zresztą ludzie z różnych dziecin nauki m.in. socjologii, którzy bardzo szeroko i ciekawie analizowali zjawisko zdrowia. Przez to, że mieli naprawdę różne specjalizacje, uzmysłowili mi jak jest to trudny temat. Jednak pytaniem, które najbardziej w tym wszystkim mnie nurtuje, jest po prostu: „Jak żyć?. Nie wiem czy znasz książkę David’a Servan’a-Schreiber’a „Antyrak”. Lekarz, który chorował na nowotwór, po wyzdrowieniu udał się do swoich kolegów onkologów i zapytał: Co teraz?. Dostał odpowiedź: „Nic. Żyj, przychodź na badania kontrolne i tyle. Nie miał jednak na to zgody, chciał by ludzie dowiedzieli się, jaka jest profilaktyka raka i jak zminimalizować szanse na zachorowanie. Dlatego zaczął badać jedzenie, tryb życia etc. Odkrył jakie sytuacje są rakogenne. A dlaczego zmarł? Jeździł po świecie promując książkę, źle sypiał, źle jadł i koniec końców miał nawroty. Jest to przykre, ale na własnym przykładzie udowodnił, że jakość życia ma kolosalny wpływ na prawdopodobieństwo zachorowania.

Podkreśliłeś, że dochodzenie do takich wniosków jest procesem. W twoim przypadku też tak było?

Przez to, że mam zawód, w którym co jakiś czas moje życie jest „uporządkowane do góry nogami”, nie jest łatwo. Jedno to fakt, że zawsze zajmowałem się sportem, obecnie trenuję narciarstwo biegowe. Z drugiej strony wiem, że sport to nie wszystko. Bez dobrego jedzenia, unikania alkoholu i innych używek, ale przede wszystkim bez dyscypliny, trudno byłoby utrzymać spokój i zdrowie. Jej brak powoduje, że jesteśmy rozchwiani w pilnowaniu siebie.

Czyli predyspozycje, ale też ciężka praca nad sobą?

Nieustanna praca nad świadomością jest bardzo ważna. Jednak jak powiedziałem wcześniej, dopóki coś nas bezpośrednio nie dotknie, wydaje nam się, że „jakoś to będzie”. U nas tym momentem była choroba mojej żony. Borelioza okazała się być bardzo poważnym, przewlekłym stanem. Nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek będziemy mogli mieć dzieci ani czy Maria wyzdrowieje, bo dookoła jest cała masa mitów i teorii dotyczących tej choroby. Co ciekawe, pierwsze, co powiedział nam lekarz, to zero cukru, alkoholu, pszenicy, wysypianie się i unikanie stresu. Potrzebowaliśmy do tego bardzo dużo silnej woli. Wiem, że moja Marysia w życiu by sobie z tym nie poradziła, gdybym obok niej jadł na potęgę hamburgery.

Weszliście w to razem.

Nie było innej opcji.

Od razu tak pomyślałeś?

Tak, bo jest to bardzo trudna choroba. Przedefiniowała ona nasz tryb życia. Biję się jednak w pierś, bo dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Teraz, jak już poradziliśmy sobie z tą chorobą, uznajemy to za lekcję. Świadomość spadła na nas chyba faktycznie w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Z drugiej strony, jak mają mówić o świadomości ludzie, którzy muszę przeżyć do pierwszego? Jeśli przykładowo człowiek ma wybrać wydanie 30 zł na chleb i pierś z kurczaka, a na badania kontrolne, to wiadomo co zrobi. Dlaczego o tym mówię? Bo pokazuje to złożoność problemu. Dodatkowo codzienny pęd powoduje, że wiele osób woli sięgnąć po tabliczkę czekolady, czy trzy browary i zapomnieć.

Tym razem mówisz o swego rodzaju odcięciu się od świadomości, do której to ciągle wracamy.

Tak, ale Kampania to właśnie świadomość. Nawet jeżeli jest tylko początkiem jakiejś drogi, to już wiele.

Bardzo ciekawy jest sposób, w jaki o tym wszystkim mówisz. Pokazuje, że jesteś człowiekiem, który bierze sprawy w swoje ręce i działa.

Taki jest mój temperament. Co i rusz próbuję się jednak przywoływać do porządku i nie patrzeć na innych przez swój własny pryzmat. Zastanawia się wtedy: „Dobra, ktoś inny tak nie ma. Ktoś inny jest introwertykiem, bardziej dusi w sobie emocje, nie rozmawia o problemach. Jak w takim razie dotrzeć do kogoś takiego?”. To właśnie wtedy pojawia się problem. Dlatego, jeśli tylko widzę podobne trudności, staram się rozmawiać. Nie chciałbym jednak, żeby dyskusja dotycząca zdrowia była zero-jedynkowa. Wolałbym unikać skrajnych przykładów, bo one tworzą patologie w postrzeganiu świata, a często media w ten właśnie sposób starają się ją kreować. Ci noszą białe kapelusze, ci czarne – zupełnie jak w westernie.

Jeśli chodzi o swego rodzaju odpowiedzialność, to myślę, że leży ona zarówno po twojej stronie, po stronie mediów, ale i po stronie odbiorcy.

Odbiorcy w jakim sensie?

Jako odbiorca staram się krytycznie patrzeć na to, co dostaję. I to jest moja odpowiedzialność.

Zgadzam się. Myślę, że krytyczne podejście i zasadę ograniczonego zaufania na drodze, każdy z nas powinien mieć wręcz wytatuowane, by móc ciągle sobie o nich przypominać. To właśnie za tym idzie m.in. sprawdzanie dodatkowych źródeł. Jeśli nam coś dolega, dobrze jest iść do innego lekarza, a badania czasami warto powtórzyć w kolejnym laboratorium.

Co w takim razie, gdy w kolejnym laboratorium wynik pokaże, że wszystko z nami w porządku, a my wciąż mamy przeczucie, że dzieje się coś złego? Może wtedy warto wierzyć właśnie własnej intuicji?

Myślę, że równowaga jest gdzieś po środku. Często w sytuacjach stresogennych intuicja bardzo zawodzi. Wracam tutaj do partnerstwa i współuczestnictwa mężczyzny w chwili, gdy kobieta dowiaduje się o chorobie. Ona wtedy już nic nie słyszy. Dotarło do niej tylko to, że ma raka. I koniec. Facet będący obok niej usłyszy jeszcze, co można teraz zrobić, gdzie, kiedy.

Ściągnie ją na ziemię.

Zawsze tak jest, że druga osoba pomaga trzeźwo patrzeć. W samolocie też zakłada się maski najpierw sobie, potem dzieciom. Współuczestnictwo jest w trudnych sytuacjach niezwykle istotne i nie mówię tu tylko o raku, ale o każdej sytuacji pt.: „O matko, to co teraz?!”.

Siła partnerstwa zdaje się być jedną z twoich głównych motywacji do udziału w Kampanii.

Myślę, że warto mówić w tym kontekście zarówno o partnerstwie, jak i o podkreślanej już przeze mnie świadomości.

Myślmy o tym, jak możemy na co dzień obniżyć ryzyko zachorowania, bo mamy do tego ogrom narzędzi. Zastanówmy się, czy faktycznie pieniądze, które wydajemy na samochody i gadżety są tego warte? Może lepiej byłoby pojechać na targ i w zamian kupić lepsze jedzenie?

Szczególnie adresowane jest to do społeczeństw konsumpcyjnych, które mają możliwość mierzenia się z takimi dylematami. Dalajlama mówił, że człowiek zachodu najpierw dochodzi całe życie do tego, by osiągnąć pewien status. Kiedy ma już pieniądze, to nie ma czasu na korzystanie z nich. Za to gdy pojawia się czas, to owe pieniądze wydaje już tylko na leczenie. Według mnie jest to w pigułce ocena tego, jak żyje zachód. Jeśli mogę przy tym zawalczyć o zdrowie swoje i swoich bliskich, to świadomie chcę to robić.

poziom-logosy-RGB_EDIT

 

Zobacz też:

„Rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem”. Możesz wykryć go wcześniej!

„All you need is love” – różne formy miłości. Masz je w swoim życiu?

33 proc. związków prezentuje taki typ relacji – twój też?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Genialnymi MEMAMI w niepłodność – ta kobieta śmiechem rozbraja ból, jak ona to robi?!

"Jeśli praktyka prowadzi do perfekcji, to nasze dzieci będą doskonałe." / Fot. hilariously_infertile  Instagram
"Jeśli praktyka prowadzi do perfekcji, to nasze dzieci będą doskonałe." / Fot. hilariously_infertile Instagram

Bez poczucia humoru i dystansu nieraz trudno byłoby wytrzymać. Przykład? Oto seria komicznych Instagramowych postów, którą stworzyła jedna ze staraczek. Nie sposób się przy nich nie uśmiechnąć. Nawet jeśli początkowo ma to być śmiech przez łzy!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sarah (internetowy pseudonim, który powstał by kobieta mogła zachować prywatność) ma 35 lat i jest nauczycielką pochodzącą z Nowego Jorku. hilariously_infertile [red. zabawnie_niepłodna] – bo tak nazywa się jej konto, to sposób nie tylko na wyrażenie własnych emocji, ale też wsparcie i danie nadziei innym zmagającym się z niepłodnością parom.

Sarah wykorzystuje konwencję memów i video do otwartego mówienia o wszelkich aspektach jej niepłodności. Począwszy od niewygodnych momentów, w których członkowie rodziny wciąż pytają, kiedy będzie miała kolejne dziecko, kończąc na tym, ile wkładek higienicznych powinna kupić kobieta stosująca progesteron w czopkach” – czytamy na „Daily Mail”.

Otwartość z jaką Sarah dzieli się swoim doświadczeniem jest rzeczywiście dla wielu osób nie do przeskoczenia. Stąd też postanowiła ona używać w sieci pseudonimu. Nie sądzi bowiem, że „szkolne środowisko doceniłoby [jej] otwarte mówienie o pochwie na łamach całego internetu”. Nie zaprzestaje jednak swoim działaniom i ma nadzieję, że wniesie tym choćby odrobinę światła do i tak ciężkiego świata niepłodnych. Dzięki własnym doświadczeniom zdaje sobie sprawę, jak wiele niezrozumienia i poczucia osamotnienia może się z tym wiązać. Memami pokazuje, że nikt nie musi być z problemem sam. „Reprezentuję każdą kobietę, która przeszła lub jest w trakcie przechodzenia przez leczenie niepłodności” – mówi Sarah.

Kobieta ma obecnie dwoje dzieci. Jedno ma 4 lata i na świecie pojawiło się dzięki inseminacji. Drugie – roczne – urodziło się dzięki metodzie in vitro. Jednymi z przyczyn jej trudności są zmagania z PCOS i niedoczynnością tarczycy. Starania o dziecko nie były więc w jej przypadku łatwe. W prawdziwie kryzysowym momencie mąż zaproponował by napisała książkę o tym, co przeżywa w trakcie leczenia. Postanowiła zacząć właśnie od internetu – dziś wydaje się, że była to słuszna decyzja!

Jest to kolejny przykład na to, jakie wsparcie można znaleźć w sieci: „Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości–  widziałaś już te fotografie?

 

Jeśli jesteś w ciąży, przez chwilę nie będę z tobą rozmawiać. To nic osobistego, po prostu nienawidzę twojej macicy!

 

Powinnam znaleźć jakieś hobby? Czy hobby kiedykolwiek wyleczyło raka lub cukrzycę? Nie? Zgadnij co… niepłodności też to nie wyleczy!

 

Wciąż czekam na pozytywny wynik testu ciążowego.

 

Jaki mamy dziś dzień? 15 dzień cyklu… tzn. dziś jest wtorek.

 

Ktokolwiek powiedział: „Za pieniądze szczęścia nie kupisz”, nie musiał nigdy płacić za in vitro.

Źródło: „Daily Mail”hilariously_infertile Instagram

 

Zobacz też:

Poród okiem matki – perspektywa, która chwyta za serce!

Ciało po porodzie – szczere zdjęcia! Kobiecość, piękno, macierzyństwo niejedno ma imię

Piękno nie zawsze jest perfekcyjne – zdjęcia, które każda kobieta powinna zobaczyć!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Znamy płeć dziecka Khloe Kardashian!

płeć dziecka Khloe Kardashian
fot. Instagram @khloekardashian

We wrześniu pisaliśmy, że amerykańska celebrytka Khloe Kardashian jest w ciąży. Już wiadomo jakiej płci będzie dziecko.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To będzie chłopiec – taką informację podał tygodnik „Us Weekly”. Inne źródła również potwierdzają, że Khloe Kardashian i jej partner, koszykarz Tristan Thompson spodziewają się syna. Plotkarski tygodnik donosi, że 33-letnia gwiazda nie miewa porannych mdłości.

Zobacz także: Khloe Kardashian w ciąży

Kolejna niespodzianka w rodzinie Kardashianów

To nie koniec dobrych wiadomość. Osoba z otoczenia gwiazd potwierdza, że małżeństwo Khloe i Tristana to kwestia czasu. Podobno celebryci czekają tylko na odpowiedni moment, żeby sformalizować swój związek.

Zobacz także: Ciężarna Khloe Kardashian dziękuje Bogu za zdrowie i siłę

Wiadomość o ciąży Kardashianki pojawiła się pod koniec września.Według magazynu TMZ, Khloe była wówczas w trzecim miesiącu ciąży. Serwis sugerował, że poczęcie nastąpiło drogą naturalną.

Jak donosiły plotkarskie serwisy, gwiazda przez kilka lat bezskutecznie próbowała zajść w ciążę i rozważała metodę in vitro. – Wydawało mi się, że to takie proste. Później dopiero zdałam sobie sprawę, że to nie tak – mówiła otwarcie o swoich problemach z płodnością. Później celebrytka poddała się terapii hormonalnej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Jastrzab Post

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.