Przejdź do treści

Inne wymiary poronienia

Smutna kobieta
Fot. fotolia

Okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów. Nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. Zobacz, o co chodzi!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według badań przeprowadzonych przez organizację non profit Tommy’s , spośród 6000 kobiet, które doświadczyły poronienia, dwie trzecie miały trudności z mówieniem o tym, tyle samo nie mogło tematu poruszyć z przyjaciółką, a jedna trzecia uznała, że nie może o tym porozmawiać z własnym ojcem. Badań pokazujących, jak trudno jest kobietom sięgnąć po wsparcie, jakie mają kłopoty z ujawnieniem, co się im zdarzyło i jak bardzo czują się samotne jest wiele.

Poronienie ma wiele wymiarów

Złożoność emocji towarzyszących stracie również została na wiele sposób opisana. Emocje te muszą być silne i pierwotne, skoro tak trudno o nich mówić. Jednak jeśli poprosić kobiety, żeby anonimowo i online opowiedziały o swoim doświadczeniu poronienia, jak zrobiła to jedna z większych amerykańskich gazet okazuje się, że poronienie ma wiele wymiarów, nie zawsze wiąże się z utratą, a w określonych sytuacjach bywa przeżywane jako jedyna szansa na kontrolę własnej płodności. I wcale nie są to historie rzadkie. Historie te pokazują, jak bardzo sposób doświadczenia poronienia zależny jest od aktualnej sytuacji kobiety oraz kontekstu społecznego.

Wczesne poronienie się nie liczy?

W pierwszą ciążę A. zaszła szybko, z mężczyzną, z którym nie wiązała żadnej przyszłości, pomimo potwierdzonego PCOS. Po trzech tygodniach od pozytywnego testu, A. zaczęła odczuwać skurcze. Potem poszło szybko – wizyty u lekarza, krwawienie, koniec ciąży. Niewiele o tym myślała uznając, że widocznie tak miało być. Osiem lat później, już jako szczęśliwa mężatka, zapragnęła mieć dziecko. Tym razem sprawa nie była jednak tak prosta, PCOS nie dawało za wygraną, trzeba było rozpocząć leczenie niepłodności, bezskuteczne jak dotąd. A. wie jednak, że jeśli zdecyduje się na in vitro obarczone będzie ono zwiększonym ryzykiem poronienia. Ma też świadomość, że tym razem nie przeszłaby go ona tak bezboleśnie. Dlatego też bardzo zirytowały ją słowa położnej w klinice, że „wczesne poronienie się nie liczy”. Dla niej się liczy. Być może dlatego, że choć tamto dziecko było w zasadzie niechciane, w jej myślach i uczuciach jakoś zaistniało.

Cienka granica między stratą a aborcją – o co chodzi?

Dla każdej osoby, która pozwala sobie na wątpliwości i niepewność, ciąża i jej przebieg często bywa obszarem niepewności. Nie ma jasnych odpowiedzi, trzeba mierzyć się z sytuacjami niewyobrażalnymi i żyć z ich konsekwencjami.

K. miała już jedno dziecko w wieku przedszkolnym, kiedy poczuła, że to czas na kolejne macierzyństwo. Ciąża pojawiła się bez szybko i przebiegała bez problemów. Do pierwszego usg i badań genetycznych. Okazało się wówczas, że jest bardzo duże ryzyko, że dziecko jest poważnie chore, być może ma zespół śmiertelnych wad i nie przeżyje nawet etapu ciąży. Amniopunkcja, na wyniki której K. czekała kilka strasznych tygodni potwierdziła zespół śmiertelnych wad u dziecka. Nie było żadnych szans, żeby dziewczynka przeżyła poród, ale jej serduszko biło. Po konsultacji z lekarzem prowadzącym zapadła decyzja o zakończeniu ciąży.

Procedura trwała nie więcej niż pół godziny. Po wszystkim K. wróciła do domu i przez następne dni dochodziła do siebie. Kiedy dziś, po latach od tamtych wydarzeń myśli o przeszłości wie, że była to decyzja jednocześnie jej i nie jej. Że wybór był jedynie pozorny, wybór pomiędzy cierpieniem i cierpieniem. Czy więc była to aborcja?

Poronienie, którego nie było

Również taki list napłynął do redakcji gazety, która poprosiła kobiety o opisanie swojej historii poronienia.  

T. mieszka za oceanem, w stanie słynącym z bardzo ostrego prawa antyaborcyjnego i ograniczonego dostępu do środków antykoncepcyjnych. To, co jednak okazało się wiążące w jej historii to jej własne wychowanie, przekonanie, że rodzina powinna opierać się na tradycyjnych wartościach, że mąż pracuje, a kobieta zajmuje się domem i w związku z tym to on ma ostateczne zdanie. Dla postronnego obserwatora postawa ta może wydawać się archaiczna, jednak wcale nie jest rzadka również w zachodnim społeczeństwie.
Dzieci urodziła więc kilkoro aż do punktu, kiedy wiedziała, że kolejna ciąża zniszczy ją fizycznie i emocjonalnie. Zadbała więc o to, żeby w domu były środki antykoncepcyjne, rozpoczęła liczne rozmowy z mężem, który zobowiązał się do poddania się wazektomii. Tyle tylko, że nigdy nie mógł znaleźć czasu na wizytę u lekarza, sięganie po antykoncepcję również nie bardzo go przekonywało. I zdarzyła się kolejna ciąża zakończona najcięższym z dotychczasowych porodem, głęboką depresją poporodową T. oraz hospitalizacją. K. nigdy nie wróciła do równowagi emocjonalnej, a małżeństwo ostatecznie się rozpadło.

Można sobie wyobrazić, że K. swoją historię uznała za historię poronienia, które się nie wydarzyło. O którym myślało się, jak jedynym wyjściu, bez względu na jego wymiar etyczny czy medyczny.

To samo wydarzenie, umiejscowione w konkretnej rzeczywistości i kontekście, może oznaczać coś zupełnie innego.

W przypadku poronienia to zawsze jest jakaś utrata, koszt ponoszony przez kobietę. Czasem jednak jest to koszt mniejszy niż inne dostępne opcje.

POLECANE:

Poronienie i strata dziecka – fotografie

7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

Najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Karanie siebie – czy naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból? [PODCAST]

Karanie siebie może przybierać bardzo różne formy. Wszystkie jednak sprawiają ból. Czy zawsze potrzebny? W walce z jakimi emocjami uderzanie w siebie ma pomóc? Jak to się dzieje, że ciągle i ciągle można wpadać w te same destrukcyjne schematy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tak, to wszystko może wiązać się z niepłodnością. Niezwykle wiele elementów składa się na to, że – świadomie, lub nie – zdarza nam się w siebie uderzać. Coś, o czym warto pamiętać, to wpływ jaki mamy na własne myśli i działania. Dlatego też warto zastanowić się: jak to jest u mnie?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo niektóre słowa nabierają siły dopiero wtedy, gdy są mówione na głos.

 

Zobacz też:

„Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Naukowcy i lekarze z całego świata debatowali o nowinkach w medycynie rozrodu w Ożarowie Mazowieckim

W miniony weekend odbyła się V międzynarodowa sesja naukowa pod nazwą: „Development of Scientific Cooperation in Reproductive Medicine Research”  zorganizowana przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Rozwój współpracy naukowej w badaniach nad reprodukcją” – pod takim hasłem odbyła się jedna z największych i najbardziej prestiżowych konferencji poświęconych medycynie rozrodu na świecie. PTMRiE wspólnie stworzyło platformę wymiany profesjonalnej wiedzy z zakresu szeroko pojętej medycyny reprodukcyjnej. To tutaj lekarze spotkali się z naukowcami.

Naukowcy i lekarze razem o medycynie rozrodu

Jak powiedział podczas otwarcia sympozjum naukowego prof. Waldemar Kuczyński podczas tej konferencji chodzi o  integrację środowisk naukowych, które działają głównie w naukach podstawowych  ze światem medycyny.

– Z tego względu wśród uczestników konferencji znalazły się dwie grypy: naukowcy, którzy pracują na modelach zwierzęcych i w laboratoriach biologii molekularnej z lekarzami, którzy potem te  nowe informacje ze świata nauki aplikują do klinik – mówi prof. dr hab. n. med. Waldemar Kuczyński, dyrektor Centrum Leczenia Niepłodności Ginekologia i Położnictwo w Białymstoku. – Pod tym względem, uważam, że takie konferencje są bardzo istotne. Jednak podczas tej dwudniowej konferencji znalazły się również sesje, gdzie jest czysto medyczna wymiana informacji, warsztaty oraz szkolenie lekarzy z nowych technik i technologii oraz nowych sposobów leczenia.

Z kolei profesor Wołczyński tak wypowiedział się zapytany o cel konferencji:

– W Polsce z określonych uwarunkowań  działamy mocno usługowo, natomiast nie ma zbyt wielu badań, nawet takich podstawowych, jak również nie ma wsparcia organizacyjnego, jakim dla innych lekarzy w innym kraju  jest chociażby ESHRE – mówi prof. dr hab. Sławomir Wołczyński, z Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. – Więc jest to istotne, żebyśmy mogli mieć kontakt z tymi,  którzy narzucają ton w naszych działaniach. Chociażby przed chwilą mieliśmy okazję wysłuchać wykładu na temat badań nad sztucznym jajnikiem. 

Podczas sympozjum naukowego poruszano tematy m.in. takie jak: przyczyny niepowodzeń in vitro w technice ICSI, jak stymulacja jajników wpływa na jakość oocytów, czy sposobach zachowania męskiej płodności, zdrowiu dzieci poczętych za pomocą wspomaganego rozrodu, czy o możliwości zajścia w ciążę pacjentek z endometriozą.

POLECAMY: Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Proces zapłodnienia: czy wiesz, jak przebiega? Poznaj niesamowite fakty!

Proces zapłodnienia. Na grafice: plemniki docierające do komórki jajowej

Wczesna ciąża to czas zmian – nie tylko tych związanych z emocjonalnym przygotowaniem się do roli rodziców, ale też fizycznych w organizmie kobiety. Aby doszło do zapłodnienia i ciąży, wystarczy, że prawidłowy plemnik i komórka jajowa spotkają się… w odpowiednim miejscu i czasie. Brzmi banalnie, ale żeby w łonie kobiety zaczęło rozwijać się nowe życie, musi zostać spełnionych szereg warunków. O niesamowitych faktach dotyczących procesu zapłodnienia opowiada Katarzyna Kretek, starszy embriolog z Kliniki INVICTA we Wrocławiu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czas, w którym każdego miesiąca może dojść do zapłodnienia, jest bardzo ograniczony. Jeżeli kobiety cykl trwa 28 dni, owulacja występuje zazwyczaj około 14. dnia. U pań, które mają cykl 30-dniowy, jajeczkowanie przypada zazwyczaj na dzień 16. Jako że plemniki mogą żyć w drogach rodnych kobiety nawet siedem dni, przyjmuje się, że w ciąże można zajść około pięciu dni przed owulacją i dwa dni po niej. To na tej zasadzie bazuje większość kalkulatorów dni płodnych, które podpowiadają parom, kiedy warto zintensyfikować starania o potomstwo.

Komórka jajowa jest jak ziarnko piasku

W dniu owulacji komórka jajowa opuszcza pęcherzyk Graafa, by zostać przechwycona przez strzępki jajowodu, które z kolei transportują ją w kierunku macicy. Tego dnia u kobiet obserwuje się wzrost temperatury ciała i zwiększenie ilości śluzu szyjkowego. Niektóre panie czują się zupełnie normalnie, podczas gdy u innych wystąpić może charakterystyczny ból jajników, plamienie czy tkliwość piersi.

Komórka jajowa (inaczej oocyt), która rusza w wędrówkę po jajowodzie, to w porównaniu z innymi ludzkimi komórkami prawdziwy olbrzym. Jest wielkości ziarenka piasku i można ją zaobserwować gołym okiem. Tym samym jest największą komórką w ciele człowieka.

Plemnik na drodze z przeszkodami

Kiedy komórka jajowa znajduje się w jajowodzie, przez ok. 24 godziny może dojść do zapłodnienia. Może ono nastąpić wtedy, kiedy po stosunku – w wyniku wytrysku – do pochwy dostanie się męskie nasienie. Szacuje się, że uwalnianych jest wówczas ok. 250 milionów plemników (czyli ok. sześć razy tyle, co liczba ludzi w Polsce!) , które poruszają się z prędkością ok. 18 km/h (5m/s). Droga po kobiecych narządach rodnych wcale nie jest prosta, a większość plemników ginie. Tylko najlepsze i najbardziej wytrwałe dotrą do komórki jajowej.

Turbodoładowanie a zdolność do zapłodnienia

W ciele kobiety plemniki przetrwają średnio ok. 72 godziny. Według niektórych źródeł mogą przeżyć nawet do 7 dni! Podróż ta, choć długa i pełna wyzwań, jest niezbędna, aby plemniki przeszły niezbędne do zapłodnienia przemiany biochemiczne. W wyniku jednej z nich, nazwanego kapacytacją, dostają one wyjątkowych sił: zwiększa się ich ruchliwość, a dzięki złożonym procesom w ich błonach komórkowych zyskują szanse, by dostać się do wnętrza komórki jajowej. Innymi słowy, stają się zdolne do zapłodnienia.

ZOBACZ TEŻ: Nieprawidłowa ruchliwość plemników: co musisz o niej wiedzieć?

Proces zapłodnienia: komórka jajowa może wybrać najlepszy plemnik

Wydawać by się mogło, że komórka jajowa czeka biernie na zapłodnienie. Nic bardziej mylnego. Według najnowszych badań, oocyt jest w stanie wybrać, który plemnik wniknie do jego wnętrza, nie wpuszczając innych! Belgijscy naukowcy twierdzą nawet, że komórka zachęca plemniki swoim zapachem… Kiedy już wybierze najlepszy plemnik, następuje tzw. reakcja korowa, która blokuje dostęp do wnętrza komórki jajowej innym plemnikom.

Chłopiec czy dziewczynka, czyli co determinuje płeć dziecka

Kiedy plemnik połączy się z komórką jajową, powstaje tzw. zygota, która jest początkiem rozwoju zarodka. Płeć przyszłego dziecka determinuje chromosom płci plemnika (X lub Y), który zapłodni jajeczko kobiety. Istnieje wiele mitów na temat. sposobów na zwiększenie szans na poczęcie chłopca lub dziewczynki. Do tej pory jednak żadnego z nich nie udało się potwierdzić naukowo.

Stadium blastocysty i co dalej?

W kolejnych godzinach po zapłodnieniu następują liczne podziały komórki, które po ok. 5-6 dniach tworzą stadium zwane blastocystą. Składa się ona już z ok. 100 komórek, które uwzględniają węzeł zarodkowy (z którego powstanie płód) oraz trofoektodermę (później weźmie udział w tworzeniu się łożyska). Zarodek zagnieżdża się następnie w endometrium, czyli błonie śluzowej macicy. Gdy do tego dojdzie, organizm kobiety zaczyna produkować hormony odpowiedzialne za podtrzymanie ciąży, a tym samym przyszła mama może zacząć odczuwać pierwsze objawy ciąży.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda? Wyjaśnia embriolog

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Jak przespać całą noc mając małe dziecko? Sposób znajdziecie w książce „Wyspani rodzice”

książka "Wyspani rodzice"
fot. materiały prasowe

Czy można mieć małe dziecko i przespać całą noc? Tak! Jak to zrobić? Odpowiedź znajdziecie w książce „Wyspani rodzice”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

20 kwietnia do księgarń trafiła książka „Wyspani rodzice” – tłumaczenie światowego bestsellera „Twelve hours’ sleep by twelve weeks old”, który od lat zbiera pozytywne recenzje za przejrzystość, zwięzłość i skuteczność.

Zobacz także: Czy bezsenność w czasie ciąży to norma?

Przespana noc – marzenie, czy cel możliwy do zrealizowania?

Autorka – Suzy Giordano – jest matką piątki dzieci i słynną specjalistką od snu dzieci, mogącą pochwalić się ponad dwudziestopięcioletnim doświadczeniem w pracy z nimi. Książka „Wyspani rodzice” opisuje metodę dzięki której dziecko prześpi całą noc.

Jak zdefiniować przesypianie całej nocy? W tej książce przesypianie całej nocy zdefiniowano jako ciągły sen przez dwanaście godzin do dwunastego tygodnia życia dziecka. Oznacza to, że przed ukończeniem
dwunastu tygodni maluch będzie potrafił przespać dwanaście godzin, a jeśli się obudzi zaśnie ponownie
samo, bez interwencji rodzica.

Opisana w poradniku metoda opiera się czterech filarach dobrego snu dziecka.

1. Dziecko musi dopasować się do rodziny.

Rodzina nie dopasowuje się do dziecka. Jak podkreśla autorka to proste założenie bywa trudne do zrozumienia i zaakceptowania szczególnie przy pierwszym dziecku.

Jednak dzieci szybko się adaptują i powinny stykać się ze wszystkimi aspektami życia domowego takich jak dzwonek do drzwi, głośny śmiech czy praca pralki.

2. Musisz czuć się pewnie jako rodzic

Bez rodzicielskiej pewności siebie dowodzenie w domu przejmie niedoświadczony i nieprzygotowany lider,
czyli dziecko. Pewność siebie rodzica to też umiejętność filtrowania informacji i rad na temat wychowania
dziecka.

Jedynie ty, a nie gospodyni talk-show, strona robtakzeswoimdzieckiem.com, czy ciocia Marysia
ostatecznie decydujesz, jak wychowasz swoje dziecko” podkreśla Suzy Giordano.

3. Spanie jest umiejętnością, której musisz nauczyć swoje dziecko

Zdrowy sen to podstawowa umiejętność, której dziecko może się nauczyć. Jest równie ważny jak nauka
mówienia, chodzenia czy inne kamienie milowe w rozwoju dziecka.

4. Trening snu wymaga od rodziców zaangażowania i ciężkiej pracy

W trening snu trzeba zainwestować trochę czasu i zaangażowania. Nawet po wprowadzeniu wszystkich elementów zaprezentowanej w książce metody czasami warto będzie przypomnieć dzieciom podstawowe zasady, zwłaszcza w sytuacjach trudnych jak choroba dziecka, czy ząbkowanie.

Zobacz także: Sen dla dwóch kresek

Dla kogo jest książka „Wyspani rodzice”?

Autorka zaznacza, że podczas czytania książki zapewne pojawi się nutka sceptycyzmu, szybko jednak
wyjaśnia: „myślisz może, że ta metoda działa na niektóre dzieci (np. idealne małe aniołki), ale nie na twoje.

Znajome na pewno naopowiadały ci o maksymalnie czterech godzinach ciągłego snu w ciągu ostatnich
trzech lat albo o przejażdżkach samochodem o godzinie 2:00 w nocy, aby tylko uspokoić płaczące dziecko,
lub o spaniu na podłodze w pokoju dziecięcym, gdy małżonek wyleguje się na wielkim łóżku w sypialni. Pojawiają się niezliczone historie o rodzicach niepotrafiących poradzić sobie z dzieckiem odmawiającym
spania w nocy.

To nie musi dotyczyć twojego dziecka. Skąd ta pewność? Ponieważ to, co piszę, jest prawdą. Od wielu lat pracuję z dziećmi, od pojedynczo urodzonych do czworaczków i uczę je, jak przesypiać dwanaście godzin. Ze wszystkimi dziećmi się udało. Ze wszystkimi!”.

Życie rodzinne nie zawsze toczy się zgodnie z założonym planem, dlatego metoda opisuje też działania w przypadku planowanych lub nieplanowanych odstępstwa od planu, jak choroba dziecka czy wakacje i podróże. W książce opisano też zastosowanie metody w przypadku dzieci o specjalnych potrzebach, w tym mających kolki czy refluks.

Zobacz także: Poranne nawyki, przez które tyjesz. Nigdy tego nie rób!

Dla kogo jest książka „Wyspani rodzice”?

Dla kogo jest ta książka? Dla niedoświadczonych rodziców, którzy oczekując na dziecko wciąż słyszeli rady „wyśpijcie się zawczasu!” i niezliczone historie o rodzicach niepotrafiących poradzić sobie z dzieckiem odmawiającym sapania w nocy. Suzy Giordano przekonuje, że nie musi tak być!

Co wyróżnia tę książkę spośród innych poradników dla młodych rodziców? Jak wskazuje autorka „dostępne
są książki dotyczące snu dzieci, jednak moją kieruję do mam i ojców, którzy nie mają czasu na 300‑stronicową lekturę.

Czy jesteś kobietą w ciąży harującą po 60 godzin w tygodniu w domu lub poza nim, czy niewyspanym tatą starającym się pomóc przy dziecku żonie, która dochodzi do siebie po cesarskim cięciu – kluczowe fragmenty tej książki przyswoisz w dwie godziny”.

To praktyczna i zwięzła instrukcja pozbawiona zbędnych dywagacji za to opatrzona licznymi przykładami.

Zobacz także: Depresja w ciąży dotyka co piątą kobietę. Nowe standardy opieki okołoporodowej pozwolą dostrzec problem

Kilka słów o autorkach

Suzy Giordano jest matką piątki dzieci, z których najmłodsze to chłopcy, dwujajowe bliźniaki. Znana jest również jako „trenerka dzieci”. Firma Suzy znajduje się w Waszyngtonie, ale jako specjalista od snu dzieci pracowała przez ostatnie dwadzieścia pięć lat z rodzinami w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie.

Nauczyła tysiące dzieci, od urodzonych pojedynczo do czworaczków, w tym dzieci o specjalnych potrzebach czy z ekstremalnymi kolkami, aby przesypiały dwanaście godzin w nocy. Wiele z tych dzieci trenowała osobiście, w ich domu, a nie wyłącznie przez kontakt e-mailowy lub telefoniczny. Suzy mieszka
w południowej Wirginii z mężem, Allenem Baxterem.

Lisa Abidin jest matką piątki dzieci, z których najstarsze to bliźniaki, chłopiec i dziewczynka. Z najlepszymi ocenami ukończyła English Department College of Arts and Science Uniwersytetu Wirginia.

Już jako studentka pomagała w prowadzeniu zajęć i publikowała w „Virginia Law Rewiew” wydawanym przez School of Law Uniwersytetu Wirginia. Pracowała jako asystentka prawna w sądzie rejonowym i prokurator w ramach programu prokuratora generalnego w Departamencie Sprawiedliwości. Mieszka z rodziną w północnej Wirginii.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.