Przejdź do treści

In vitro w Niemczech – prawo i porządek

640.jpg

Wprowadzenie IVF i innych technik walczących z niepłodnością, wywołało ogromne zainteresowanie opinii publicznej w Niemczech. Od początku temat wywołał społeczny strach i niechęć – dotyczyło to m.in. ryzyka zwiększonej śmiertelności potomstwa poczętego za pomocą metod wspomaganego rozrodu (ART). W celu uniknięcia negatywnych konsekwencji, rząd zdecydował się na regulację zagadnienia in vitro.

Dwa istotne dokumenty to: Prawo do ochrony embrionu (Gesetz zum Schutz von Embryonen: Embryonenschutgesetz (EschG)) oraz Wytyczne dla IVF, przenoszenia zarodków i gamet oraz transferu dojajowodowego zarodka w celu leczenia niepłodności ludzkiej. Niektóre z przepisów obowiązują od lat 60-tych. Już w 1959 roku na dorocznym spotkaniu niemieckich lekarzy, ratyfikowano ogólne wytyczne, m.in. tę o homologicznej inseminacji, dozwolonej w wybranych przypadkach.             

Niemcy w swojej polityce stosują tzw. model restrykcyjny. Konsekwencją takiego postępowania jest niska skuteczność procedur (szczególnie niska w przypadku kobiet po 35. roku życia) i duże ryzyko powikłań. Dopuszczają dawstwo nasienia, ale zakazują oddawania komórek jajowych. Państwo nie stosuje ograniczeń w ilości zapładnianych komórek. Nie dotyczą one również czasowego wykorzystania zamrożonych zarodków, choć po roku każda para musi zdecydować o ich losie – niewykorzystane są niszczone. Mrożenie jest możliwe wyłącznie w fazie początkowej, czyli 19-21 godzin po zapłodnieniu. Do ich transferu dochodzi zwykle w trzeciej dobie (prawo tego nie wymaga).  Zabieg jest refundowany w 50%, a w ramach tego można podjąć cztery próby. Wcześniej były trzy, a za każdą kolejną przyszli rodzice musieli płacić 3 – 4 tysiące euro. Kristina Schroeder, minister zdrowia, stwierdziła, że pójście im na rękę pomoże w podniesieniu przyrostu naturalnego. Zapłodnienie z państwowej kasy było jednak dostępne wyłącznie dla małżeństw. Aktualnie jedynym wymogiem jest dwuletni staż związku (nawet nieformalnego) i posiadanie ubezpieczenia. Jeśli chodzi o prywatne leczenie, koszty pokrywane są w zależności od rodzaju podpisanej umowy.  

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Rusza program in vitro w Gdańsku. Wojewoda nie zgłosił uwag do projektu

in vitro w Gdańsku

10 lipca minął termin, do kiedy wojewoda pomorski mógł uchylić uchwałę lub wnieść zastrzeżenia do „Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska na lata 2017-2020”.  Oficjalnie rusza program dofinansowania in vitro w Gdańsku.

To bardzo dobra wiadomość dla gdańszczan tym bardziej, że program został przyjęty przez Radę Miasta już pod koniec lutego. Kilka tygodni później natomiast wojewoda Dariusz Drelich unieważnił uchwałę, argumentując swoją decyzję faktem, że miasto nie zastosowało odpowiednich procedur. Uzasadniał także tym, że założenia programu nie zostały zaopiniowane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Pozytywna opinia z AOTMiT dotarła ostatecznie 30 maja. Radni PO na nadzwyczajnej sesji rady złożyli wniosek o głosowanie nad uchwałą dotyczącą uruchomienia programu bez dyskusji. W ten sposób odebrano opozycji prawo zabrania głosu, co spotkało się ze sprzeciwem i oburzeniem. Uchwała został przyjęta liczbą 16 głosów, 12 radnych głosowało przeciw, a 4 wstrzymało się od głosu.

Gdańskie pary już jesienią będą mogły skorzystać z częściowej refundacji in vitro.

Jak w wielu innych miastach, tak samo przy in vitro w Gdańsku, program zakłada dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł do trzech kolejnych prób. Został rozpisany na lata 2017-2020. W każdym z nich gdańszczanie otrzymają łącznie od samorządu wsparcie w wysokości miliona złotych. A zatem program pozwoli na przeprowadzenie około 200 procedur in vitro rocznie.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

In vitro – 9 rzeczy, których prawdopodobnie o nim nie wiesz

Artificial insemination or in-vitro fertilization of an egg cell,ovum or zygote

Wydaje ci się, że o in vitro wiesz już wszystko? Założymy się, że z pewnych rzeczach nie zdawałaś sobie sprawy.

Jak to właściwie działa

IVF to żmudny proces, obejmujący przyjmowanie wielu leków w tabletkach, zastrzykach czy globulkach. Wszystko, by stymulować jajniki do wytworzenia więcej niż jednej komórki jajowej – którą zwykle wytwarza w danym cyklu menstruacyjnym.

Kilka tygodni od rozpoczęcia kuracji kobieta jest poddana drobnemu zabiegowi punkcji jajników w celu pobrania jajeczka lub jajeczek. Dzieje się to za pośrednictwem bardzo cienkiej igły wprowadzonej do pochwy wraz z głowicą USG. Trwa to mniej więcej 15, maksymalnie 30 minut. Komórka bądź komórki trafiają do laboratorium, gdzie zostaną zapłodnione, później przeistoczą się w zarodek.

IVF nie daje żadnej gwarancji sukcesu

Czas w przypadku kobiet pragnących dziecko nie działa na ich korzyść. Powszechnie wiadomo, że im wcześniej rozpocznie się planowanie ciąży, tym większe szanse na zajście w nią.

W 40% przypadków dziecko po 1 transferze zarodka urodzi kobieta przed 35. rokiem życia. Kiedy przekroczy ten próg, prawdopodobieństwo szczęśliwych narodzin spada do 31%. Przed czterdziestką i chwilę po jej przekroczeniu 1 na 5 procedur kończy się sukcesem. 11% szans mają panie w wieku 40–42 lata, mniej niż 5% – te, które zbliżają się do 43. roku życia.
IVF jest naprawdę drogie

Po zakończeniu rządowego programu wspierania leczenia niepłodności wraca temat wysokiej ceny za możliwość bycia rodzicem. Dziecko „z probówki” nie jest zachcianką, decydując się na in vitro, trzeba brać pod uwagę koszty, idące w dziesiątki tysięcy złotych. Oczywiście cena cenie nierówna, ale trzeba przygotować się, że nigdzie nie będzie tanio.

Wyjściem może być wyjazd za granicę – niekoniecznie setki kilometrów dalej. Kliniki w Czechach i na Białorusi czekają na polskich klientów z otwartymi ramionami (o czym pisaliśmy w poprzednich numerach).

Masz mniej jajeczek, niż ci się wydaje…

Zapewne wiesz, że przed urodzeniem masz już określoną liczbę komórek jajowych. Nazywa się to rezerwą jajnikową. Część z nich, ok. 700 tys. do nawet 2 mln, ulega zwyrodnieniu już na etapie życia płodowego. W jajniku dojrzałej kobiety występuje ich mniej więcej 40 tys., są one uwalniane w każdym cyklu aż do menopauzy.

…i możliwe, że ich nie wykorzystasz

Im kobieta jest starsza, tym mniej ma zdrowych jajeczek. Po 40. roku życia lekarz może zasugerować skorzystanie z komórek dawczyni. Podkreśla się, że wszystko zależy od stanu zdrowia przyszłej matki, ale jeśli jajniki lub/i komórki nie odpowiadają na stymulację, dobrze zastanowić się nad zewnętrznym wsparciem dawczyni.

Komplikacje i efekty uboczne czasem się zdarzają

Nawet najprostsza procedura niesie za sobą ryzyko, np. igła może trafić nie tam, gdzie powinna. To rzadkie zjawisko, ale nie da się go całkowicie wykluczyć. Tak samo jak tego, co przyniosą dni „po”. Zdarza się choćby, że stymulacja jajników podnosząc poziom estrogenów, spowoduje zakrzepicę. Relatywnie często występuje również zespół hiperstymulacji jajników, który najczęściej jest niegroźny i samoograniczający, jednak zdarzały się przypadki śmiertelne. Lepiej mieć tego świadomość, nawet jeśli ryzyko jest bliskie zeru.

(Raczej) nie licz na bliźniaki

Czasy, kiedy mówiono, że zapłodnienie in vitro to prosta droga do ciąży bliźniaczej, chyba są już za nami. Jeśli przełożyć doświadczenia Amerykanów na polskie warunki, można zakładać, że kobiety po IVF mają niewiele ponad 3% szans na urodzenie bliźniąt, a 0,1%, by mieć trojaczki (za: cdc.gov/nchs/fastats/multiple). Liczba ciąż mnogich po IVF wciąż spada, gdyż coraz częściej stosuje się transfer pojedyńczego zarodka.

Po in vitro rośnie ryzyko depresji poporodowej
Dwa lata temu Duńczycy odkryli, że kobiety rodzące dziecko dzięki in vitro lub innym metodom zapłodnienia pozaustrojowego pięciokrotnie częściej zapadają na depresję niż… kiedy owo zapłodnienie nie kończy się porodem. Może to wynikać z kolizji oczekiwań pacjentki wobec wyczekanego dziecka, a rzeczywistością.
Dziecko z in vitro – koniec z niezdrowymi przyjemnościami

Zarodki nie lubią tego, do czego przyszła mama przyzwyczaiła swoje ciało. Każda używka mająca związek z toksynami musi iść w odstawkę na czas leczenia i ciąży. Konsekwencjami braku zahamowań mogą być poronienie i jeszcze większe problemy z płodnością. Zamiast papierosa czy alkoholu radzi się… uprawiać seks – gdyż to na nim najbardziej zyskuje dziecko.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Niewinne dziecko żywą tarczą – adopcja na wojnie. Historia, która dała nowe życie!

adopcja na wojnie
Foto: Ivor Prickett for The New York Times / Facebook The New York Times

Pomimo tego, że iracki rząd oficjalnie ogłosił w lipcu zwycięstwo nad Państwem Islamskim, trudno jest mówić o zakończeniu wojny. Przerażające doniesienia, chwytające za serce brutalne fotografie i historie ludzi, którzy pomimo wszystko starają się funkcjonować. Jednak ta historia: adopcja na wojnie chwyta za serce. 

Jedni nazwą to szczęściem w nieszczęściu, inni równowagą we wszechświecie, kolejnych uderzy za to kontrast – budowanie rodziny vs. brutalne niszczenie ludzkiej egzystencji. W jakkolwiek doniosłych słowach nie mówić o tej historii, trudno jest oddać towarzyszące jej emocje. Dlatego też najprościej wydaje się w tym przypadku najlepiej.

Nowy dom – nowe życie

The New York Times” opublikował zdjęcia i artykuł opisujące aktualny stan rzeczywistości panującej w Mosulu. Żołnierze wciąż ścierają się tam z bojownikami ISIS. Gdy jeden z mężczyzn przekroczył linię frontu, siły specjalne skierowały na niego swoją uwagę. Okazało się, że mężczyzna niósł przed sobą chłopca, który miał nie więcej niż 2 lata.

Dziecko ubrane było w zakrwawioną kamizelkę, brudne spodenki, nie miał butów. Niosący go człowiek nie wiedział kim jest malec. Jako, że od razu stał się podejrzanym o współpracę z Państwem Islamskim, dowódca przejął opiekę nad chłopcem. Niestety od razu zwątpił w to, że jego rodzice żyją. Postanowił więc, że chłopca adoptuje jeden z jego ludzi. Wiedział, że żołnierz i jego żona nie mogą mieć dzieci – powinni więc przyjąć chłopca.

Wciąż będąc na polu bitwy, wojskowi zdjęli z dziecka zakrwawione ubrania i umyli je. Maluch oczekiwał tam na przybycie oficera, który stworzy mu nowy dom i stanie się jego ojcem.

Jest to zapewne tylko jedna z tysięcy, jeśli nie milionów, tego typu historii, które dzieją się podczas przeróżnych wojen na całym świecie. Oby nowa rodzina okazała się de facto nowym życiem dla chłopca, który mając niespełna dwa lata przeżył tyle, ile nikt nie powinien zobaczyć nawet na filmach. Trudno jest wyobrazić sobie takie doświadczenia. Wydają się być one niezwykle odległe od naszej rzeczywistości. Z drugiej strony, cierpienie i okrucieństwo zdają się być uniwersalne. Dobrze jest więc dostrzegać nawet tak małe okruchy ciepła i miłości, które wyłaniają się spod wojennych gruzów.

 

Źródło:The New York Times

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.