Przejdź do treści

In Vitro w Anglii

519.jpg

Mogłoby się wydawać, że dostęp do zabiegów in vitro w Wielkiej Brytanii jest szeroko rozpowszechniony. Czy tak naprawdę jest?

Zadaniem systemu służby zdrowia w całej Anglii i Walii (NHS) jest zapewnienie wszystkim obywatelom tego samego poziomu usług. Jednak przepisy dotyczące in vitro nie są jednolite w całym kraju i często zależą od lokalnej polityki. Największe szanse na refundację mają zazwyczaj pary, które nie posiadają dzieci.

Regulacją i licencjonowaniem klinik płodności zajmuje się The Human Fertilisation and Embryology Authority (HFEA). Za pomocą ich wyszukiwarki można znaleźć klinikę, która spełni nasze oczekiwania w najwyższym stopniu.

Jeśli kobieta nie kwalifikuje się do refundacji w ramach NHS lub wybiera płatne leczenie, powinna zgłosić się do prywatnej kliniki, choć niektóre placówki proszą o skierowanie od lekarza rodzinnego.

Jeden cykl kosztuje średnio około 5000 funtów, choć zależy to w dużej mierze d danej kliniki. Warto być także przygotowanym na dodatkowe koszty – zakup leków, konsultacje i badania. Przed podjęciem decyzji należy się upewnić, co obejmuje cena usługi. Niektóre kliniki oferują od razu pakiet leczenia, w którym zawarte są już wszystkie koszty.

Pozostałą część artykułu przeczytasz w najnowszym numerze: http://www.chcemybycrodzicami-sklep.pl/Magazyn-Chcemy-Byc-Rodzicami-nr-06.html.

 

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Felieton Redaktor Naczelnej: On nie chciał dziecka

521.jpg

Była piękna. Miała z sobą wielką torbę, a za sobą karierę, z której zrezygnowała, bo chciała robić coś pożytecznego. Miała wątpliwości, jak ułożyć ten nowy etap swojego życia.

Z pracy w dużej firmie wiedziała, że coach bywa potrzebny w takich rozterkach. Próbowałam z nią rozmawiać o pracy, ale się okazało, że że wie, jak powinno wyglądać jej życie zawodowe. Zapytałam, do czego mogę się jej przydać. Zaczęła płakać. Nie może mieć dziecka.

Pierwszy mąż nie chciał mieć dziecka. Twierdził, że nie planuje zagrzebać siebie ani jej w pieluchach. A poza tym ona przez ciążę może stracić figurę, przestanie mieć dla niego czas, zacznie spotykać się tylko z mamuśkami gadającymi ciągle o kupkach i słoiczkach.

Ona go bardzo kochała. Szybko zrozumiała, że pragnienie dziecka jest egoistyczne. Bo przecież on musiałby zrezygnować z tak wielu rzeczy, żeby spełnić jej zachciankę. Bała się, że przestałby ją kochać. A właściwie wiedziała, że wybór jest prosty. Albo mąż, albo dziecko, które na razie było tylko w jej głowie. Wybrała więc to, co już miała. Nie wiedziała tylko czemu jest tak nieszczęśliwa. Wszędzie widziała dzieci, rodziły się znajomym, koleżankom z pracy. 

Dalszą część tekstu autorstwa Jolanty Drzewakowskiej przeczytasz w numerze 2 magazynu: www.chcemybycrodzicami-sklep.pl/Magazyn-Chcemy-Byc-Rodzicami-nr-02.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Bliźnięta to wyzwanie – rozmowa z Martą Kuligowską

518.jpg

Ciąża bliźniacza to coś niesamowitego, cudowny bonus od losu, ale jednocześnie strach o to, czy się uda i jak to będzie. O tym, jak przeżyć te wszystkie sprzeczne uczucia, rozmawiamy z Martą Kuligowską, dziennikarką TVN 24, mamą Heleny i Franka.

Proszę mi opowiedzieć o tym momencie, kiedy dowiedziała się Pani, że zostanie mama bliźniąt.

To był szok. I wiem, że tak jest zawsze, nawet jeśli się z tym liczyć. O ciąży dowiedziałam się wcześnie, bo już w czwartym tygodniu. Na pierwsze USG poszłąm w ósmym tygodniu. I kiedy pani dokotor powiedziała: “Słyszę dwa tętna”, pomyślałam: “Super, wszystko jest ok” sądząc, że ma na myśli tętno moje i tętno dziecka. Jednak ona mówiła dalej: “Widzę dwa pęcherzyki, to bliźnięta, widać, że nie syjamskie”, wtedy dotarło do mnie co to oznacza. Usiadłąm na łóżku I zaczęłam jednocześnie płakać i się śmiać. W jednej chwili szok I przerazenie: “Czy wszystko dobrze się skończy? Jak zniosę ciążę?”. Ae była też myśl: “Dwoje dzieci od razu? To takie magiczne zdarzenie?”.

W końcu oswoiła się Pani z tą myślą.

To były Himalaje emocji. Ciąża bliźniacza z założenia traktowana jako zagrożona, wiele z nich kończy się przed czasem. Nasze dzieci  były chciane i kochane od pierwszych momentów ciąży, ale I tak przez całe dziewięć miesięcy towarzyszyły mi stres I lęk. To ciągłe myślenie: “Jak sobie damy radę z dwojgiem dzieci naraz? Przecież po raz pierwszy zostaniemy rodzicami!”.

Urodziła Pani chłopca i dziewczynkę – model idealny?

Tak, ale dla mnie najważniejsze było to, że dzieci były zdrowe. Potem dotarło do mnie, że to nie są bliźnięta jednojajowe, a więc że nie będą identyczne. Są cudownie różne. Patrzę na swoje dzieci I myślę o nich, że to nie są bliźnięta, lecz rodzeństwo urodzone tego samego dnia. Różni je wszystko: począwszy od płci, przez kolor oczu, włosów, temperament, zainteresowania. Franek jest prostolinijny, zawsze mało spał, bez problemów jadł, ma dużo energii, niebieskie oczy. Helenka jest jego przeciwieństwem, dużo śpi, mało je, ma piwne oczy, jest niezależna I bardziej przebiegła. Ta różnorodność bardzo mi się w nich podoba. Uważam, że to ważne, aby bliźniętom pozwolić budować dwa inne światy, odrębną tożsamość. Trzeba je rozdzielać.  Przy zróżnicowaniu płciowym jest to łatwiejsze. Gdy dzieci mają tę samą płeć, trzeba na to bardzo zwracać uwagę. Zakazane powinno być ubieranie dzieci tak samo. Wszystkie  dorosłe bliźnięta wspominają to jako największy koszmar dzieciństwa. Pozwólmy im być sobą, one I tak są skazane na siebie. Wspólne zabawy, wspólne przedszkole, często szkoły, znajomi. Pułapką dla rodziców bliźniąt jest chęć, aby spędzały razem czas – tak łatwiej się zorganizować, ale przecież to są osobne jednostki, które powinny mieć swoje światy.

Pełną rozmowę Joanny Rawik z Martą Kuligowską a także wiele więcej przeczytasz w drugiem numerze naszego magazynu: http://www.chcemybycrodzicami-sklep.pl/Magazyn-Chcemy-Byc-Rodzicami-nr-02.html

 

Fot. Tomek Olszewski

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl