Przejdź do treści

In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

Plemniki i komórka jajowa - rysunek na tablicy

Irytuje mnie, gdy słyszę wypowiedzi niektórych osób, które przekonują, że in vitro to nie jest  żadną terapią, bowiem nie rozwiązuje problemu jakim jest niepłodność. O dyskryminacji osób korzystających z in vitro w naprawdę mocnych słowach.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przecież nie jest to jedyna procedura medyczna, która działa właśnie na takiej zasadzie, czyli osiąga efekt terapeutyczny, ale nie likwiduje pierwotnego problemu. Nie trzeba szukać daleko aby przytoczyć inne przykłady powszechnie uznawanych procedur medycznych, które działają dokładnie tak samo, jak in vitro.

Na przykład zastrzyki z insuliny stosowane w leczeniu cukrzycy nie wyleczą przecież trzustki, ale wyręczą ją w wypełnianiu zadań, a co za tym idzie efekt terapeutyczny zostanie osiągnięty. Podobnie proteza nogi nie sprawi, że utracona noga nagle odrośnie, ale umożliwi w miarę normalne funkcjonowanie i poprawi komfort życia. Jakoś nie słychać głosów, że należy zaprzestać stosowania protez czy insuliny gdyż są przeciwko naturze.  Uznawanie jedynie procedury in vitro jako jedynej będącej przeciw naturze jest niesprawiedliwe i krzywdzące.

In vitro: procedura medyczna lecząca niepłodność

In vitro to przecież nic innego jak jednak z procedur medycznych, której celem jest osiąganie efektu terapeutycznego głównie w stosunku do osób borykającą się z problemem niepłodności. A niepłodność jest oczywiście chorobą, która jak każda inna znalazła swoje miejsce w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. Jako N97 oznaczona jest niepłodność kobiet a jako N46 mężczyzn. Dla odmiany cukrzyca insulinozależna to E11. Dlaczego zatem twierdzić, że leczenie jednej z chorób jest właściwe i zgodne z naturą i godnością człowieka, a innej już nie? Kto i dlaczego ma prawo podejmować takie decyzje?!

Czytaj też: Ostatnia szansa na vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia? 

In vitro: kto płaci za tę chorobę?

Moim zdaniem kluczowe jest, aby zacząć patrzeć na in vitro jako na metodę terapeutyczną, a  niepłodność zacząć postrzegać jak jedną z wielu chorób. Wystarczy już, że zapłodnienie in vitro nie jest refinansowane ze środków publicznych.

Przecież osoby borykające się z problemem niepłodności płacą normalne składki na NFZ, a jednak za leczenie swojej przypadłości muszą dodatkowo płacić ogromne pieniądze. Być może osoby takie wolałby aby NFZ przestał refundować operacje bariatryczne (odchudzające) a zaczął refundować kosztowne leczenie niepłodności.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że problem niepłodności pomijając oczywistą konsekwencję niemożliwości posiadania potomstwa, wiąże się z szeregiem problemów natury psychicznej jak depresja oraz może utrudniać normalną egzystencje w społeczeństwie. Dokładnie tak, jak paraliż nóg utrudnia egzystencję w społeczeństwie osobie bez wózka inwalidzkiego. Nikt jednak nie krzyknie, że wózek inwalidzki jest wbrew naturze!

In vitro a protesty obrońców życia

O społecznej ignorancji dla problemu in vitro świadczą niewątpliwie protesty tak zwanych obrońców prawa do życia, którzy demonstrują z plakatami zamrożonych kilku miesięcznych płodów. Przecież zarodek jaki bierze udział w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wygląda diametralnie inaczej.

To tylko kilka komórek, z której może lecz nie musi niestety powstać nowe życie. Osoby leczące się w klinikach in vitro byłby wielokrotnie bardziej szczęśliwe, gdyby transferowane zarodki wyglądały tak jak na plakatach przeciwników in vitro bowiem zapewne szansa  na ciąże z takich zarodków byłaby zdecydowanie większa. Tak jednak nie jest, a podany zarodek wcale nie musi zagnieździć się w macicy przyszłej matki… Dokładnie jak przeszczep narządu może, ale nie musi się przyjąć…

Złote rady o adopcji zamiast in vitro

Fatalnym jest gdy osoby borykające się z problemem niepłodności słyszą od innych osób „złote rady” , że mogą adoptować sobie dziecko.  Szkoda tylko, że osoby dające takie rady same nie adoptują dziecka. Domy dziecka wtedy nie byłyby tak przepełnione, bowiem wiele jest osób dających takie wspaniałe rady. Przecież adopcja to bardzo skomplikowana sprawa, o wiele bardziej złożona w porównaniu z posiadaniem biologicznego dziecka. Po pierwsze nie każdy jest gotowy aby zdecydować się na adopcje. Po drugie dzieci adoptowane często mają różne problemy zdrowotne, a nie każdy jest gotów wziąć na wychowanie chore dziecko. Decyzja o ewentualnej adopcji jest sprawą indywidualną każdego człowieka, i na pewno nie należy dawać rad tego typu osobom mającym problemy z płodnością. Dokładnie tak samo jak obrońcy życia walczą o zakaz aborcji chorych płodów, ale jednak sami nie ustawiają się w kolejce, aby adoptować chore dzieci. Najłatwiej zawsze decyduje się za innych czy ocenia postępowanie innych osób…

Czytaj też: Adopcja a niepłodność

In vitro: dyskryminowane społecznie

Jak już wcześniej pisałem in vitro wiąże się z ogromnymi kosztami, a nie jest refundowane przez Państwo. W związku z powyższym nie każdego stać na taką droga terapię. Niektórzy decydują się spróbować zebrać środki w internecie w ramach finansowania społecznościowego, które tak doskonale sprawdza się w przypadku innych chorób. Niestety, przeważnie napotykają na ogromne niezrozumienie i wiele negatywnych uwag. Często słyszy się, że skoro nie stać ich na in vitro to jak ma być ich stać na utrzymanie dziecka i że w związku z tym nie powinni go mieć. Czy na pewno tak jest, że utrzymanie dziecka kosztuje 60 tys rocznie czyli 5 tysięcy miesięcznie? Skąd taka kwota? Tyle bowiem potrafią kosztować dwa cykle terapii in vitro połączone z zaawansowaną diagnostyką. Takie dwie terapie z powodzeniem można odbyć w ciągu jednego roku. Czy zatem na pewno porównanie kosztów terapii in vitro do utrzymania dziecka jest zasadne? Poza tym niezrozumiałym wydaje się być, że finansowanie społecznościowe sprawdza się do zbierania środków na chore dzieci, a nie sprawdza się gdy ktoś chce zebrać środki na to aby mieć zdrowe dziecko dzięki in vitro, a co za tym idzie nie musieć zbierać pieniędzy na jego leczenie.. Czy na pewno nie lepiej zapobiegać niż leczyć ? Nie ma też niestety żadnych fundacji które umożliwiłyby zbieranie 1% podatku na leczenie niepłodności. Dlaczego tak choroba jest tak bardzo dyskryminowana społecznie?

In vitro: nie tylko na niepłodność

Kończąc należy podkreślić, że in vitro nie jest tylko i wyłącznie dedykowane osobom borykającą się z problemem niepłodności rozumianej jako niemożliwość zajścia w ciążę. In vitro umożliwia badanie genetyczne już na etapie blastocysty umożliwia wczesne wykrycie chorób przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu można sprawić, że dziecko narodzone będzie pozbawione ciężkiej choroby a co za tym idzie cierpienia, bólu czy nawet  przedwczesnej śmierci. Przecież żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko cierpiało czy spędzało życie w szpitalu zamiast na placu zabaw. Dlaczego zatem nie miałby uchronić go od tego dzięki analizie genetycznej w stadium blastocysty? Obrońcy życia pewnie stwierdzą, że efektem takiej analizy jest to, że chore zarodki pozostają zamrożone w klinikach leczenia niepłodności co jest nieludzkie. Żaden problem, mogą przecież zgłosić się sami do takiej kliniki i adoptować taki zamrożony zarodek, a potem patrzyć jak cierpi po narodzeniu. Ale nie.. przecież osoby podnoszące takie argumenty mają przeważnie swoje cudowne bezproblemowe życie i gromadkę zdrowych dzieci. Dzięki temu mają czas aby oceniać pod względem moralno-etycznym postępowania innych…  Przecież gdyby siedzieli 24 godziny na dobę w szpitalu z chorym dzieckiem nawet przez głowę by im nie przyszło, że mogą stanąć na ulicy z absurdalnym transparentem pokazującym zamrożone kilkumiesięczne dzieci… Ale zdecydowanie prościej ocenia się innych, gdy samemu nie ma się pojęcia o tym co to znaczy mieć chore dziecko czy wyprawić swojemu dzieciątku pogrzeb zamiast imprezę na pierwsze urodziny…

In vitro pozwala uniknąć cierpienia zarówno dziecka jak i rodzica, cierpienia zarówno psychicznego oraz fizycznego i tak należy na nie patrzyć. Nie można też zastąpić go naprotechnologią, bowiem problemy które może rozwiązać zapłodnienie pozaustrojowe są zupełnie innego kalibru, niż te na które może pomóc obserwacja ciała kobiety….

Mam nadzieję, że społeczne postrzeganie in vitro w końcu się zmieni a osoby skazane na tą terapię dostaną należne społeczne wsparcie a nie potępienie..

Autor: Kacper K. bloger, który pisze o staraniach właśnie z in vitro z PGD po stracie dwóch córek http://facet-o-invitro.pl/

POLECAMY:

Rokowania w leczeniu niepłodności – najnowsze badania ESHRE

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

7 faktów o TESTOSTERONIE – wiedziałaś?!

Testosteron to jeden z najważniejszych męskich hormonów, które mają nieoceniony udział w płodności. Odgrywa też ważną rolę u kobiet. Czy wiesz o nim wszystko? Oto 7 faktów, które musisz poznać!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Podstawowa wiedza

Testosteron to męski hormon steroidowy, który należy do grupy androgenów. Wytwarzany jest w jądrach i sprzyja ekspresji męskich cech płciowych – duże mięśnie, owłosienie, jabłko Adama i niski głos. Warto pamiętać, iż w jego wytwarzaniu udział biorą też nadnercza (u mężczyzn, ale i u kobiet) oraz jajniki – pań też ów hormon dotyczy! Co ważne, wpływa on również na takie właściwości jak koncentracja, motywacja, agresja, czy też pewność siebie.

2. Ile?

Najwyższy poziom testosteronu mężczyźni osiągają w wieku 20 lat i ów poziom jest stale utrzymywany przez mniej więcej dekadę. Po 30-tym roku życia zaczyna on jednak spadać, nawet o 1 proc. rocznie! Objawami, które mogą pojawiać się wraz ze spadkiem testosteronu, są m.in. obniżenie nastroju, uderzenia gorąca, wyczerpanie, potliwość, spadek masy mięśniowej, czy też problemy z erekcją.

3. Gdy jest go zbyt mało

Niedobór testosteronu może wiązać się z podobnymi objawami, jak te opisane wyżej u panów, u których dochodzi o obniżenia jego poziomu wraz z wiekiem. Objawami występującymi przy niedoborze hormonów męskich jest też spadek libido, zmniejszenie rozmiaru jąder, osłabienie kości, czy też powiększenie piersi (jeśli dodatkowo pojawia się zwiększenie ilości estrogenów).

4. Testosteron jest ostry!

Badania odnoszą się w tym wypadku do upodobań smakowych. Okazuje się, że panowie mocno doprawiający swoje potrawy ostrymi przyprawami wykazuję wyższy poziom testosteronu. Naukowcy twierdzą, że jest to powiązane ze skłonnością do ryzyka, za którą to stoi także wysoka ilość owego hormonu. Co ciekawe, może być to uwarunkowane kulturowo, a nie biologicznie! Bo przecież żaden słabeusz nie je łagodnego sosu – maksimum chilli świadczy o męskości?

Zobacz więcej: Ostre jedzenie a poziom testosteronu

5. Nie lubi alkoholu

Warto pamiętać, iż wysokiemu poziomowi testosteronu zdecydowanie nie służy imprezowy tryb życia. Alkohol wpływa na obniżanie stężenia opisywanego tu hormonu. Co więcej, jest też źródłem dodatkowych kalorii. Wszystko to wpływa nie tylko na zachwianą równowagę hormonalną, ale też zwiększone ryzyko tycia. Idą za tym obniżone libido, ale i negatywne skutki odbijające się na ilości, jakości i ruchliwości plemników. Co ważne, u otyłych mężczyzn występuje dużo większa ilość plemników, które mają uszkodzone DNA, o czym pisaliśmy w styczniowym wydaniu magazynu „Chcemy Być Rodzicami”.

6. Mówi „NIE” sterydom

Zdarza się, iż panowie starający się zbudować umięśnioną sylwetkę sięgają po sterydy anaboliczne. Mają jednak one szkodliwy wpływ na płodność. „W wyniku dużej ilości testosteronu organizm próbuje ją zmniejszyć przez przekształcanie do żeńskich hormonów płciowych, czyli estrogenów, które pobudzają wydzielanie prolaktyny. Poskutkować to może zaburzeniami erekcji, impotencją, zmniejszeniem się lub zanikiem jąder, powiększeniem gruczołów sutkowych, zmian zwyrodnieniowych w kanalikach nasiennych, a nawet chorobami nowotworowymi” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<.

7. Testosteron u kobiet

Jak już pisaliśmy, testosteron jest niezbędny do zdrowego funkcjonowania także organizmu kobiety. Odgrywa ważną rolę m.in. w pracy jajników. Jednak jego ilość jest niewielka, a eksperci szacują, iż oscyluje w wartościach około 10 razy mniejszych, niż u mężczyzn w tym samym wieku. Co ważne, poziom testosteronu ulega niewielkim zmianom w trakcie cyklu, nieznacznie tylko wzrasta w okresie okołoowulacyjnym.

Nadmiar objawiać się zaś może u pań np. nadmiernym owłosieniem, skłonnością do tycia, trądzikiem, zmianami w zachowaniu, takimi jak agresja, zaburzeniami cyklu, czy też problemami z płodnością. Coś ci przypominają wypisane tu objawy? Jeśli tak – słusznie. Często są to symptomy zespołu policystycznych jajników, gdzie podwyższony testosteron jest jednym z diagnostycznych elementów.

Sprawdź: 3 podstawowe pytania o PCOS – kto, dlaczego, jak?! Znasz odpowiedzi?

 

ZOBACZ WIĘCEJ:

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Endometrioza a seks. Co zrobić, by bolało mniej?

Endometrioza a seks
fot. Fotolia

Ból to nieodłączny towarzysz endometriozy. Niestety pojawia się również w chwilach intymnego zbliżenia. Endometrioza a seks – co zrobić, by bolało mniej?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Bayer Schering Polska, aż 75 proc. kobiet przyznaje, że seks jest dla nich bolesny. Co niepokojące, duża część z nich, bo aż 34 proc. nie przyznaje się do tego swojemu partnerowi.

Zobacz także: 3 najważniejsze pytania o endometriozę

Endometrioza a seks – dlaczego to tak boli?

Jeżeli chodzi o endometriozę, przyczyną bólu są guzki, które są drażnione podczas stosunku. U niektórych chorych dolegliwości występują podczas zbliżenia, a u innych ból może trwać jeszcze dzień lub dwa dni po seksie.

Stopień bólu może również różnić się w zależności od dnia cyklu – u części występuje tylko w dni przed i po miesiączką, u pozostałych natomiast cały czas.

Endometriozie często towarzyszy również suchość pochwy, co dodatkowo utrudnia czerpanie przyjemności z seksu.

Jak radzą seksuolodzy, najmniej bolesne stosunki będą przed owulacją. Wtedy właśnie ogniska endometriozy są mniejsze niż w innych dniach. Warto również wypróbować różne pozycje seksualne, aby upewnić się, z których możemy czerpać największą przyjemność i której towarzyszy najmniejszy ból.

Zobacz także: Dwieście razy lądowała w szpitalu. Lekarze nie rozpoznali endometriozy

Endometrioza a seks – co zrobić, by bolało mniej?

Oto kilka wskazówek, które pomogą ci złagodzić ból podczas stosunku:

  1. Obserwuj swój cykl i przekonaj się, w którym dniu seks okaże się najmniej bolesny. Do tego celu możesz użyć bezpłatnych aplikacji na smartfonach.
  2. Użyj lubrykantów. Towarzysząca endometriozie suchość pochwy może być zniwelowana właśnie dzięki wazelinie lub lubrykantom.
  3. Wypróbuj kilka pozycji seksualnych. Niektóre z nich wzmagają ból, inne z kolei okażą się niezwykle przyjemne.
  4. Znajdź swój rytm. Głęboka penetracja i gwałtowne ruchy mogą zaostrzyć dolegliwości bólowe. Zdarza się, że partner unika zbliżeń, ponieważ nie chce sprawiać bólu kobiecie. Z kolei panie czasem nie mówią o bólu, ponieważ starają się zaspokoić partnera. Kluczem jest tu komunikacja i szczera rozmowa na temat swoich potrzeb.
  5. Krwawienie po stosunku jest częstym zjawiskiem przy endometriozie. Warto zabezpieczyć się wcześniej – przed zbliżeniem przygotuj ręcznik lub chusteczki.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: endometriosisnews.com, www.healthline.com, kobieta.wp.pl

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adopcja dziecka z zespołem Downa
fot. Pixabay

2,5-letni Wiktor z zespołem Downa będzie miał nowy dom. Adopcyjni rodzicie przyjechali do niego aż ze Stanów Zjednoczonych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiktor to podopieczny fundacji „Dom w Łodzi”. Jego rodzicami zostaną Marina i Erik z Kalifornii. Małżeństwo ma już ośmioro dzieci. Najmłodsza córeczka ma zespół Downa.

– Dużo uczyliśmy się o zespole Downa. O tym co zrobić, żeby takie dziecko miała dobre życie. Wiedzieliśmy też, że wiele rodziców takich dzieci poddaje się. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeżeli na świecie jest dziecko z zespołem Downa, które potrzebuje domu i rodziny, to możemy to być my – tłumaczy Marina.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja dziecka z zespołem Downa

Pracownicy „Domu w Łodzi” bardzo się cieszą, że ich podopieczny znajdzie szczęśliwy dom.

– Z jednej strony spełnia się marzenie. Nie moglibyśmy marzyć o niczym lepszym dla Wiktora. Z drugiej strony, spędził z nami dwa lata, przez ten czas bardzo go pokochaliśmy. Jest nam bardzo bliski. Rozłąka i świadomość, że będzie daleko, są dla nas trudne. Także dzieci, które się z nim rozstają tracą takiego fundacyjnego brata –  mówi Marta Libiszowska z fundacji.

Fundacja „Dom W Łodzi” opiekuje się niepełnosprawnymi, osieroconymi dziećmi. Obecnie w placówce znajduje się dziewięcioro podopiecznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Łódź

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Jak wykonać test ciążowy? Praktyczny poradnik

jak wykonać test ciążowy
fot. Pixabay

Zdecydowałaś już, który test ciążowy jest najodpowiedniejszy dla ciebie. Teraz czas na wykonanie domowego badania. Przeczytaj, jak wykonać test ciążowy, żeby uzyskać jak najdokładniejszy wynik.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest kilka rodzajów testów ciążowych. W aptece możesz kupić test paskowy, strumieniowy, czy test płytkowy. Najdokładniejsze są jednak laboratoryjne testy krwi, ponieważ pozwalają w 100 proc. wykryć ciążę już tydzień po zapłodnieniu. Inną kategorią są również laboratoryjne testy moczu, które wykrywają ciążę po ok. 10 dniach od zapłodnienia.

Zobacz także: Rodzaje testów ciążowych. Który z nich wybrać?

Jak wykonać test ciążowy? Test paskowy

Jeżeli test ma być wykonany przed terminem spodziewanej miesiączki, najlepiej wykonać go zaraz po przebudzeniu. W innych okolicznościach czas wykonania badania nie ma dużego znaczenia.

Pierwszym krokiem jest zebranie moczu do pojemnika- powinno się pominąć kilka pierwszych kropel. Następnie końcówkę testu należy zanurzyć w moczu.

Wynik pojawia się już po ok. 40 sekundach, jednak najlepiej odczytać go po 5 minutach. Jedna kreska widoczna na teście oznacza brak ciąży, dwie kreski wskazują na ciążę. Gdy na ekranie nie pojawi się żadna kreska, oznacza to błędny wynik.

Jak wykonać test ciążowy? Test strumieniowy

Działa podobnie jak test paskowy, można go bowiem zanurzyć w pojemniku z moczem. Inną opcją jest umieszczenie testu pod strumieniem moczu.

Test należy wyjąć z opakowania i zdjąć z niego nakładkę w taki sposób, aby nie dotykać palcami paska absorpcyjnego. Po pominięciu pierwszych kropel, test umieszcza się pod strumieniem moczu na ok. 5 sekund. Następnie należy z powrotem nałożyć nakładkę na pasek absorpcyjny.

Po całkowitym wchłonięciu moczu, w oknie testowym urządzenia powinna pojawić się kreska kontrolna o różowym zabarwieniu. Wynik należy odczytać po 5 minutach. Jeżeli obok kreski kontrolnej pojawi się druga kreska, oznacza to ciążę.

Zobacz także: Polka zaprojektowała nowy test ciążowy

Jak wykonać test ciążowy? Test płytkowy

Przed wykonaniem badania nie zaleca się picia płynów, ponieważ rozcieńczony mocz może zafałszować wynik. Do wykonania badania należy pobrać próbkę moczu – najlepiej z nocnej zbiórki, ponieważ rano w moczu znajduje się największa ilość hCG.

Mocz można pobrać do kubeczka, jednak należy opuścić kilka pierwszych kropel. Test wyjmuje się z opakowania, a płytka testowa powinna być położona na czystej, płaskiej powierzchni. Kolejnym krokiem jest przeniesienia za pomocą pipety kilku kropel na wyznaczone miejsce na teście.

Wynik należy odczytać po upływie 5 minut. Jedna kreska oznacza brak ciąży, dwie – ciążę. Jeżeli nie pojawi się żadna kreska, oznacza to błędny wynik.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami