Przejdź do treści

In vitro. Czy to na pewno moje dziecko?

Znane są przypadki podmiany nasienia i komórek jajowych w czasie zapłodnienia in vitro – także w Polsce. Chociaż w czasie pobierania materiału i przeprowadzania zabiegu personel wykorzystuje konkretne procedury, zdarzało się, że dziecko miało innych biologicznych rodziców.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Są to bardzo rzadkie sytuacje. Warto jednak wiedzieć, że jeśli chcemy mieć 100% pewność, zawsze możemy sięgnąć po badania DNA. Jednoznacznie ustalą one ojcostwo i macierzyństwo jeszcze podczas ciąży lub po narodzinach dziecka.

Pomyłka w czasie in vitro – w Polsce kobieta urodziła nieswoje dziecko

W 2015 roku w Polsce było głośno o sytuacji ze szpitala w Policach, w którym kobieta po zapłodnieniu in vitro urodziła nieswoje dziecko. Wskutek pomyłki plemnik jej męża został bowiem połączony z komórką jajową innej kobiety. Dziecko urodziło się z licznymi wadami, dlatego rodzice zdecydowali się na badania DNA. To wtedy okazało się, że kobieta nie jest biologiczną matką dziewczynki. Gdyby dziecko było całkowicie zdrowe, brak pokrewieństwa prawdopodobnie nigdy nie wyszedł by na jaw.

Celowa podmiana nasienia w czasie in vitro

Okazuje się, że spraw związanych z podmianą materiału genetycznego w czasie procedury in vitro jest znacznie więcej – także takich, gdy nasienie czy komórka jajowa podmieniane są celowo. Kiedy 21-letnia Amerykanka wykonała badanie DNA zorientowała się, że jej ojciec nie jest z nią spokrewniony. Dalsze dociekania wyjawiły, że biologiczny ojciec dziewczyny to recepcjonista kliniki niepłodności – mężczyzna celowo podmieniał nasienie pacjentów na swoje.

Głośny był również inny podobny przypadek, tym razem lekarza. Mężczyzna oszukiwał podobną metodą, podmieniając nasienie– w ten sposób stał się biologicznym ojcem co najmniej 15 dzieci.

Badania DNA na ojcostwo i macierzyństwo dają pewność na całe życie

Testy DNA ustalające pokrewieństwo dają wyniki całkowicie pewne i jednoznaczne. Przy wątpliwości co do ojcostwa lub macierzyństwa po procedurze in vitro warto więc wykonać tego typu badanie. Jego wynik przyniesie nam pewność i spokój na całe życie.

 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

„Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Zdjęcie Moniki Majtczak, która opowiedziała swoją historię o in vitro
Fot.: arch. Moniki Majtczak

Zapłodnienie pozaustrojowe jest często jedyną szansą dla par, które marzą o biologicznym potomstwie. Droga, która wiedzie do upragnionego celu, jest jednak wyboista i pełna przeszkód – nie tylko ze względu na koszt zabiegu. Problemem są także silne i trudne emocje, które towarzyszą parze, gdy procedura ta zawodzi. O bardzo osobistych i bolesnych – wręcz fizycznie – doświadczeniach z in vitro opowiedziała podczas X Kongresu Kobiet Monika Majtczak.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pani Monika i jej partner, pan Krzysztof, starają się o dziecko od wielu lat. Mają za sobą trzy podejścia do procedury in vitro. Niestety, mimo pokładanych w nich nadziei, żadna z prób nie zakończyła się sukcesem.

– Zacznę od tego, że słuchałam w radiu zapowiedzi naszego panelu [„Fakty i mity o in vitro” w ramach X Kongresu Kobiet – przyp. red.]. Jedna pani pomyliła się, mówiąc, że w konferencji będzie uczestniczyć kobieta, która jest mamą dziecka z in vitro. Zaraz też przeprosiła, mówiąc: ta kobieta nie jest mamą. Popłakałam się – mówiła wyraźnie poruszona pani Monika.  – To mi pokazało, jak – po półrocznej przerwie od pracy – wciąż bolesny jest to dla mnie temat. I pewnie dla innych kobiet, które pragną być w ciąży i być mamami, a im się to nie udało – podkreśliła Monika Majtczak.

Podczas sobotniego panelu dyskusyjnego p. Monika podkreśliła, że choć na temat procedury in vitro mówi się coraz więcej, wiele kobiet wciąż pozostaje ze swoim doświadczeniem sama. Nie sposób bowiem wyrazić tego, co przechodzą pary, które muszą wybrać tę długą i wyboistą drogę, by zyskać szansę dotarcia do upragnionego celu: rodzicielstwa.

– Od samego początku niepewność, strach i ból – te uczucia i odczucia towarzyszyły mi przy każdej procedurze – mówiła p. Monika.

Wielka niewiadoma. In vitro a podejście lekarzy

Pani Monika wskazuje na jeszcze jeden istotny problem związany z leczeniem niepłodności. To kwestia podejścia lekarzy do pacjentek i pacjentów, których bolesne doświadczenia wymagają wyczucia i empatii.

– Jest wiele spraw, o których należy mówić głośno i otwarcie. Chcę tutaj wyrazić – oprócz swojej wielkiej nadziei na sukces – swój wielki i głęboki żal do lekarzy z powodu ich podejścia do pacjentów. Bo karygodne i niedopuszczalne jest to, czego doświadczyłam na różnych etapach starań, we wszystkich procedurach.

W pamięci p. Moniki zapisała się już sama wizyta wstępna, która towarzyszyła pierwszej procedurze in vitro. Wykonano jej wówczas bardzo bolesny zabieg scratchingu (uraz w obrębie śluzówki).

– Nie byłam uprzedzona przez lekarza o tym zabiegu ani do niego przygotowana. Potem przyswojenie wiedzy, jak kolejno przyjmować leki po tym krótkim, a trudnym dla mnie doświadczeniu, było niemal nie do ogarnięcia. Dopiero w domu rozszyfrowywałam rozpiskę – w napięciu, czy na pewno wszystko dobrze rozumiem. Nie otrzymałam żadnej wiedzy, jak będzie wyglądała cała procedura. Nie wiem, czy można wyjść z założenia, że wszystko jest dostępne np. w internecie – podkreśliła Monika Majtczak.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Deficyt empatii

Choć sposób przyjmowania kolejnych medykamentów był niełatwy, nikt – ani lekarz, ani pielęgniarka – nie udzielił pacjentce niezbędnych instrukcji, mimo że ulotki jasno mówiły o takiej konieczności. To zaś skutkowało dodatkowym stresem, który nie pozostał bez wpływu na kondycję psychiczną p. Moniki.

– Ze strachem pierwsze wkłucia w brzuch. Poczucie ciągłej niewiadomej, obawa, co mnie czeka i czy wszystko robię tak, jak powinnam. Przy tych wszystkich niewiadomych uruchamia się eskalacja nerwów, napięcia, złości przy drobnym bodźcu, przy którym wcześniej nie zareagowałabym wcale.

Jak przyznała p. Monika, takie podejście personelu sprawia, że pacjentka przestaje być traktowana podmiotowo. Czuje, że jest dla lekarza kolejnym zadaniem do odhaczenia.

–  Masz się stosować i nie zadawać pytań. O tym mówi pośpiech, a zadawane pytania są traktowane ze zdziwieniem i zniecierpliwieniem. Nie wiem, czy to kwestia przypadku, że tak obchodzili się ze mną panowie. Była jednak pani doktor prowadząca moją ostatnią procedurę, która wykazała się empatią, zrozumieniem i zaopiekowaniem. Jej podejście, dystans i jednocześnie bliskość, a przede wszystkim sposób widzenia mechanizmów sterujących płodnością były dla mnie czymś do tej pory niespotykanym. (…) Poza tą panią nie doświadczyłam ze strony lekarzy żadnej empatii ani choćby pytania, jak się czuję. Nie ma wsparcia psychologicznego, które – moim zdaniem – powinno być równoległe do całej procedury.

Najwyższa kumulacja

Monika Majtczak przyznała, że brak odpowiedniego podejścia i pośpiech to niejedyne zarzuty, jakie kieruje do lekarzy przeprowadzających jej dotychczasowe procedury in vitro. Podczas tej trudnej drogi spotkała się nawet z jawnie wrogim podejściem – gdy jeden z lekarzy zakwestionował zasadność zewnętrznej konsultacji lekarskiej i badania, które – jak się później okazało – powinno zostać zlecone pacjentce w pierwszej kolejności (!).

– Nie chcę i nie będę tu wymieniać nazwisk. Ale proszę sobie wyobrazić, jak może się czuć kobieta, gdy zgłasza się na pobranie komórek, czyli jeden z kluczowych elementów zabiegu, stojąc w piżamce półnaga, i słyszy, że nie ma jej na liście zaplanowanych zabiegów, nie ma jej dokumentów i pobrania komórek nie będzie. Nikt nie wpadł na to, że ja i mój partner możemy mieć różne nazwiska, a dokumenty mogą być spięte razem – opowiadała p. Monika.

Wymieniła też inne błędy, m.in. w nazwisku partnera na karcie informacyjnej po wykonanym transferze. Także w tej sytuacji p. Monika spotkała się z niedopuszczalną reakcją personelu, który winą za pomyłkę niesłusznie obarczył pacjentkę.

– Zastanawiałam się, czy takie błędy byłyby tu przeze mnie pominięte, gdyby procedura zakończyła się ciążą. Doszłam do wniosku, że wielkim błędem byłoby, gdyby nie były one wypowiedziane. Uważam, że należy mówić o tym i nie wolno nam się bać – mówiła przejęta Monika Majtczak.  – Walczmy o swoje prawa do traktowania nas po ludzku. Mamy uczucia, a w całym in vitro jest ich największa kumulacja – tak jak w lotto.

Za in vitro idzie też – jak cień – depresja, która grubym murem odgradza kobiety od otoczenia.

Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje. Są straty. Są kobiety, które straciły dziecko w wyniku poronienia, a nawet podczas porodu – gdy lekarz zamiast wykonać wskazane cesarskie cięcie, zmusił kobietę do naturalnego porodu. Potem taka kobieta boi się iść do kliniki po zamrożony zarodek, bo nie wie, czy lekarze będą do niej nastawieni pozytywnie, czy lepiej tu nie zaryzykować.

ZOBACZ TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

In vitro powinno łączyć, nie dzielić. „To przecież nadzieja na cud”

Uczestniczka panelu dyskusyjnego podkreśliła jednak, że zwrócenie uwagi na błędy i niedociągnięcia związane z realizacją poszczególnych etapów procedury nie jest równoznaczne z krytyką samego in vitro.

– Całkowicie uważam, że in vitro jest potrzebne. Mam mnóstwo koleżanek, którym się udało, które zachodzą w ciążę w sposób naturalny po tym, gdy in vitro się nie powiodło. Ale to in vitro przyczyniło się do wejścia w procedurę leczenia i naprawiania pewnych mankamentów – zaznaczyła.

Podczas swojego wystąpienia Monika Majtczak skierowała także słowa do przedstawicieli rządu, który nie kryje swojej niechęci do procedury in vitro.

– Trwa wciąż wojna polityczna rządu, związanego z Kościołem, i opozycji. In vitro powinno być przecież ponad tymi podziałami. To przecież nadzieja na cud dla ludzi chorych. Niepłodność ma wiele przyczyn – wiele jeszcze niepoznanych. Rozejrzyjcie się, państwo, w zatłoczonym markecie: co piąta para walczy z niepłodnością. To aż niepojęte, że jest nas tak dużo i nie mamy odwagi mówić o tym głośno.

CZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

In vitro to lawina łez i ból. Ale najważniejszy jest cel

W czasie swojego wystąpienia p. Monika podkreśliła też wyraźnie, że procedura in vitro powinna być refundowana z budżetu państwa – jako wsparcie dla niepłodnych par, które pragną zostać rodzicami.

– In vitro to nie fanaberia, to nie sklep, w którym wybiera się kolor skóry dziecka, uśmiech czy kręcone włoski. In vitro to lawina łez i bólu – najczęściej w ukryciu, nawet przed najbliższymi. Procedura na sztucznym cyklu zakłada, że kobieta ma wyprodukować jak najwięcej komórek zdolnych do zapłodnienia. To jazda organizmu X procent ponad normę, która nie może przejść bez skutków ubocznych. To huśtawki nastrojów przez wysokie dawki hormonów, wypadające włosy, pryszcze, spuchnięte ciało przez zatrzymaną wodę w organizmie. To obolały, zasiniony od zastrzyków brzuch. Ulotki przy każdym leku z niekończącą się listą skutków ubocznych przerażają. Każda z nas odkłada tę lekturę na zawsze. Bo przecież najważniejszy jest cel: dziecko.

Leczenie za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego to też „zakładana ciągle maska przed innymi rodzinami, gdzie są ciąże i są dzieci, a ich widok rozdziera serce, które pragnie tego samego” – opowiedziała szczerze p. Monika.

– Niepłodni poświęcają swoje życie dla innego życia: wyczekanego i na 100% zabezpieczonego w miłość, która jest ponad każde pieniądze – podkreśliła.

W grupie siła. I wsparcie

Uczestniczka panelu dyskusyjnego zwróciła także uwagę na samotność, której doświadczają kobiety zmagające się z niepłodnością. W obawie przed oceną społeczną i negatywnymi opiniami unikają one publicznych rozmów o in vitro. Wsparcie i zrozumienie łatwiej im znaleźć w świecie wirtualnym, np. na dedykowanych forach internetowych lub w  grupach.

– Proszę mi wierzyć, że kobiety boją się wyjść ze swojej skorupy przez napiętnowanie in vitro jako szeroko pojętego zła. Choć niewiele osób ma jakiekolwiek pojęcie, na czym polega ta procedura.

Internetowe dyskusje, w których uczestniczą osoby przechodzące przez procedurę in vitro, są zawsze tajne – to gwarantuje dyskrecję, poczucie bezpieczeństwa, ale też wspólnoty, o którą tak trudno w świecie zewnętrznym.

– To wspaniałe, jeśli finał tego cierpienia jest w postaci dziecka. Ale jeśli nie? – pytała retorycznie p. Monika.

Wyczekane słowo: „Mamo”

W tych niezwykle trudnych chwilach nie do przecenienia jest wsparcie partnera, który pomaga uporać się z bólem, ale również pozostawia przestrzeń do samodzielnego przeżywania emocji. Pani Monika ma szczęście mieć u swojego boku taką właśnie osobę.

– To, ile ten kochany, niestrudzony i cierpliwy człowiek dał mi ciepła w ostatnim czasie, szczególnie przy ostatniej próbie, jest nie do opisania – podkreśliła wyraźnie wzruszona p. Monika.

Na koniec swojego wystąpienia p. Monika zaapelowała do publiczności, by wykazała się empatią w stosunku do każdej poznanej kobiety, która przechodzi przez procedurę in vitro.

– Pomyślcie, jak wiele trudu znosi, by mieć nadzieję, że w końcu będzie miała możliwość usłyszeć słowo: „Mamo”.

Całe poruszające wystąpienie p. Moniki Majtczak podczas panelu „In vitro: fakty i mity”, który odbył się podczas X Kongresu Kobiet w Łodzi, można obejrzeć poniżej:

POLECAMY TEŻ: Na panelu o in vitro na Kongresie Kobiet nie obyło się bez łez wzruszenia

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat
fot. Unsplash - Colin Maynard

W 1978 roku na świat przyszło pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro. Od tego czasu dzięki tej metodzie i innym technikom wspomaganego rozrodu na świecie urodziło się 8 mln ludzi – wynika z raportu European Society of Human Reproduction and Ebryology.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

25 lipca Louise Brown będzie obchodzić 40 urodziny. To święto wyjątkowe, ponieważ narodziny kobiety były wynikiem pierwszego na świecie udanego zabiegu in vitro.

Louise Brown przyszła na świat 25 lipca 1978 roku, dokładnie o godzinie 23.47 w Wielkiej Brytanii w Oldham.

Zanim jednak to się stało, przez dziesięć lat państwo Brown próbowali wszystkiego – medycyny tradycyjnej, medycyny naturalnej oraz innych sposobów. Niestety, Lesley Brown miała niedrożne jajowody, nie mogła zajść w ciążę.

Wszystko zmieniło się za sprawą dwóch lekarzy: Roberta Edwardsa oraz Patricka Steptoe’a, którzy 10 listopada 1977 roku przeprowadzili pierwszy udany zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Od tego czasu wykonano miliony podobnych procedur.

Zobacz także: Na czym polega in vitro (zapłodnienie pozaustrojowe) – czyli in vitro krok po kroku

In vitro i 8 milionów urodzeń od 40 lat

Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE) opublikowało właśnie raport, z którego wynika, że dzięki metodzie zapłodnienia pozaustrojowego na świecie pojawiło się już 8 mln ludzi.

Zgodnie z raportem, kraj, który może się pochwalić największą liczbą ciąż w wyniku in vitro, to Hiszpania. Jak podaje ESHRE, wykonuje się tam 119875 zabiegów rocznie. Na kolejnych miejscach znajduje się Rosja (110723 cykle rocznie), Niemcy (96512 cykli rocznie) i były lider – Francja (93918 cykli rocznie).

Cykle opisywane przez ESHRE obejmują in vitro, śródplazmatyczne wstrzyknięcie plemnika (ICSI), jak również dawstwo komórek jajowych.

Zobacz także: Rozwój i transfer zarodka podczas in vitro – jak to wygląda [WIDEO]

Rosnąca skuteczność i większa liczba ciąż

W krajach europejskich wskaźnik ciąż w wyniku transferu zarodka wynosi ok. 36 proc. (zarówno w przypadku in vitro, jak i ICSI). Liczba transferów zarodka w Europie stopniowo rośnie, natomiast wskaźnik ciąż mnogich maleje.

– Kiedy w 1990 roku zaczynałam wykonywać zabiegi in vitro, uważaliśmy, że 15 proc. ciąż było dobrym wynikiem. Teraz najlepsze kliniki mogą pochwalić się 40 proc. ciąż w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego  – mówi dr Gillian Lockwood, konsultantka w dziedzinie medycyny rozrodczej w IVI Midland, brytyjskim centrum leczenia niepłodności.

Ekspertka uważa jednak, że 8 milionów narodzin w wyniku in vitro to „dosyć ostrożne szacunki”.
– Wiemy, że w Chinach i Indiach wykonuje się mnóstwo zabiegów in vitro, które niekoniecznie są zgłaszane lub rejestrowane – twierdzi Lockwood.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: CNN

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Po męsku o płodności – InviMed zaprasza pary na warsztaty

Mężczyźni często nie zdają sobie sprawy jak bardzo styl życia wpływa na jakość nasienia. Ponadto, nie zawsze chcą i potrafią rozmawiać o płodności. Zdaniem ekspertów, co druga para w ogóle nie porusza tematów związanych z płodnością. Wiedza to podstawa świadomego starania się o dziecko, szczególnie w sytuacji, gdy coraz więcej Polaków zmaga się z problemem niepłodności.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W odpowiedzi na wyzwanie, jakim jest rozmowa o płodności, sieć klinik InviMed organizuje cykl bezpłatnych warsztatów dla par, gdzie w niewielkim i anonimowym gronie można porozmawiać z wysokiej klasy specjalistami – andrologami i embriologami – na temat płodności, badań nasienia czy o wpływie stylu życia i czynników zewnętrznych na męską płodność. 

Podczas warsztatów zwykle rozmawiamy o tym, jak wiele czynników wpływa na parametry nasienia. Przybliżamy samą procedurę badania nasienia, na czym polegają wykonywane testy dodatkowe, funkcjonalne plemników oraz jak należy interpretować wynik badania nasienia, co jest szczególnie istotne w erze „doktora Google” – zachęca do uczestnictwa w warsztatach, prowadzący spotkania, Sebastian Dąbrowski, embriolog. 

Niepłodność męska – warsztaty w Warszawie

Najbliższe spotkanie z cyklu „Męskie sprawy” obędzie się z okazji Dnia Ojca, 23 czerwca w klinice InviMed w Warszawie. Udział w spotkaniu jest bezpłatny. Uczestnicy warsztatów otrzymają vouchery na badania nasienia i zniżki na wizyty u androloga.Zapisy pod numerem 500 900 888.

POLECAMY: Inny Dzień Ojca

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Już 80 dzieci przyszło na świat dzięki miejskiemu programowi in vitro

dofinansowanie in vitro w Łodzi
fot. Unsplash - Mindy Olson P

Dwa lata, 80 dzieci i 143 ciąże – to wynik miejskiego programu in vitro w Łodzi.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego dla Łodzi został opracowany przez prof. Sławomira Wołczyńskiego, a roczny koszt inicjatywy to milion zł. Do tej pory do programu zgłosiło się 550 par.

Zobacz także: Dofinansowanie in vitro w Łodzi. Duży sukces miejskiego programu – 62 dzieci i 126 ciąż

Dofinansowanie in vitro w Łodzi – 80 dzieci i 143 ciąże

Jak podkreśla łódzka radna Małgorzata Moskwa-Wodnicka z SLD, inicjatywa cieszy się dużym zainteresowaniem. – Efektem podjętej terapii są 143 ciąże i 80 nowych mieszkańców Łodzi – mówi Moskwa-Wodnicka cytowana przez portal „Rynek Aptek”.

Do programu mogą zgłaszać się małżeństwa i związki nieformalne. Każdej zakwalifikowanej parze przysługuje maksymalnie pięć tys. zł dofinansowania. Z terapii mogą skorzystać kobiety do 40. roku życia. Program będzie kontynuowany do 2020 roku.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rynek Aptek

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.