Przejdź do treści

In vitro cofnięte. Nic nie jest jasne

senat.jpg

Wtorkowe posiedzenie Senatu rozpoczęło się o 11 rano. Zakładało rozpatrzenie trzech punktów. Pierwszym i najważniejszym z nich była ustawa o in vitro. Dyskusja na nią trwała 11 godzin, obrady zostały zakończone o 1 w nocy. Senatorowie zgłosili wiele poprawek, ustawa z powrotem trafiła do prac komisji zdrowia.

Posłowie są mocno podzieleni w sprawie ustawy o leczeniu niepłodności. Wątpliwości zostały zgłaszane z każdej strony sceny politycznej. Nawet lewicujący posłowie mieli  obiekcje. Włodzimierz Cimoszewicz (niezrzeszony) mówił o szkodach, jakie dla kobiety może wywołać in vitro i zaznaczał, że ustawa powinna być rozpatrzona pod względem medycznym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prawdziwy rozłam nastąpił w szeregach Platformy Obywatelskiej. Premier Ewa Kopacz zapewniała, że jest optymistką, co do losów ustawy i przekonywała senatorów do głosowania za jej przyjęciem. Pomimo to wielu senatorów PO zgłaszało swoje zastrzeżenia. Stanisław Hodorowicz zapowiedział, że nie poprze ustawy, bo jak twierdzi – jest to metoda inżynieryjna, a nie medyczna, sprowadza człowieka do roli produktu i pozbawia go „atrybutu cudu natury”. W podobnym tonie wypowiadał się Filip Libicki – Uważam, że ta metoda nie powinna być u nas prawnie dopuszczalna – mówił. Szereg poprawek zgłosiła także Helena Hatka.

Na początku lipca senacka komisja zdrowia opowiedziała się odrzuceniem w całości ustawy. Jednak przewodniczący komisji, Rafał Muchnacki (PO) zapewniał wtedy, że wynik głosowania nie ma większego znaczenia. Jak się okazuje był w błędzie. Bogdan Klich (PO) z ławy w sali plenarnej zwracając się do komisji powiedział – sparatczyliście prace! – Wiele z pytań odnośnie pracy komisji spotykało się z enigmatyczną odpowiedzią sprawozdawcy, Tadeusza Kopcia (niezrzeszony) – Nie, nie analizowaliśmy tej kwestii – i dodał – Koalicja rządząca przejeżdża ustawę, jak walec. Kopeć zapowiedział zgłoszenie 48 poparwek.

Platformie Obywatelskiej zależy, na jak najszybszym przyjęciu ustawy przez Senat, aby urzędujący prezydent mógł ją podpisać. Czasu jest niewiele, niespełna miesiąc. Bronisław Komorowski zapowiedział, że zaakceptuje ustawę, jeśli będzie ona zgodna z Konstytucją. Wysłał w tej sprawie list do marszałka Senatu Bogdana Borusewicza.

Ten optymizm ugasił senator Jan Maria Jackowski (PiS), który stwierdził, że jeśli ustawa wejdzie w życie to z pewnością szybko zostanie uchylona, ponieważ budzi wątpliwości konstytucyjne. Według niego przejawia ona dyskryminację życia ludzkiego ze względu na sposób poczęcia.

W związku z dużą ilością zgłoszonych poprawek ustawa ponownie została cofnięta do prac senackiej komisji zdrowia. Jej obrady odbędą się dzisiaj (w czwartek). Natomiast na piątek planowane jest głosowanie nad ustawą o in vitro.
Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Gorąca debata w Sejmie na temat in vitro

Karanie samorządów za in vitro
Facebook - Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

Nie milkną echa ostatnich doniesień o możliwości karania przez rząd samorządów dofinansowujących in vitro. Zarówno wśród obywateli, jak i polityków trwają gorące dyskusje nad zasadnością pomysłu Prawa i Sprawiedliwości. W piątek w Sejmie odbyło się posiedzenie, na którym debatowano nad sprawą in vitro. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Głos w tej sprawie zabrał m.in Bartosz Arłukowicz i Joanna Scheuring-Wielgus.

– Panie Marszałku, Wysoka Izbo, ta ustawa jest skandaliczna, dlatego złożyliśmy wniosek o jej odrzucenie. To jest kolejny etap waszej walki, po pierwsze z samorządami, a po drugie z kobietami – powiedział Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia z rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. – Dzisiaj wprowadzacie ustawę, która będzie stwarzała możliwość ukarania samorządów, który postępują inaczej niż myślicie – dodał.

Oburzenia nie kryła również Joanna Scheuring Wielgus z Platformy Obywatelskiej. – Chciałabym uzyskać w końcu informację, czy ten projekt doprowadzi do tego, że będziecie państwo karać samorządy za wprowadzanie in vitro – pytała.

– Chciałam wam powiedzieć, trzeciego października wszystkie kobiety będą na ulicach, nie uciszycie nas – zapowiedziała Scheuring-Wielgus.

PiS odpowiada

Na zarzuty polityków odpowiedział  na sejmowej mównicy lekarz i poseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Latos. – Panie ministrze, czy prawdą jest to, że za czasów rządów pana ministra Bartosza Arłukowicza w latach 2012-2015 było sześć samorządowych programów in vitro, a za czasów ministra Radziwiłła Agencja pozytywnie zaopiniowała 14 programów? – zapytał.

– Jednocześnie warto podkreślić, że za czasów rządów Platformy Obywatelskiej dochodziło do tak absurdalnych programów, jak na przykład leczenie miodem i wodą mineralną zatrucia ołowiem u dzieci między 3 a 12 rokiem życia – dokończył.

Kary dla samorządów

PiS przygotował nowy projekt ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych oraz odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Projekt został zaakceptowany przez Radę Ministrów w lipcu 2017 roku a we wrześniu 2017 przeszedł przez wspólną Komisję Zdrowia i Finansów Publicznych, gdzie odbyło się pierwsze czytanie ustawy.

Ustawa ta przewiduje m.in, że samorządy, które zaczną finansować program związany z polityką zdrowotną bez przekazania projektu do zaopiniowania Prezesowi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, mogą zostać ukarane. Taka kara obowiązywać może również w przypadku, gdy samorządowy projekt dostanie negatywną opinię.

Zobacz także:

Co dalej z miejskimi programami in vitro?

PIS będzie karał miasta za dofinansowanie in vitro?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: sejm.gov.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kontrowersyjne plakaty o in vitro na uniwersytecie. Władze uczelni reagują

Kontrowersyjne plakaty o in vitro na UMCS
Pixabay

„Aborcja jest zabiciem dziecka”, „Ponad 70 proc. dzieci poczętych z in vitro nie może się normalnie rozwijać” – takie i inne równie szokujące hasła mogli na plakatach przeczytać studenci i pracownicy Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Ktoś bezprawnie zamieścił je w szklanej gablocie, władze uczelni zareagowały błyskawicznie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„60 – 90 proc. dzieci poczętych z in vitro ginie przed narodzeniem” Po dokonaniu aborcji: 100% badanych kobiet doświadcza smutku, poczucia straty, 73% czuje się nieswojo w obecności dzieci, 69% czuje niechęć do współżycia seksualnego, 61% zaczęło nadużywać alkoholu, 23% podjęło próby samobójcze”. To tylko niektóre z kontrowersyjnych treści, które w piątek pojawiły się przy wejściu do Zakładu Anatomii Porównawczej i Antropologii na UMCS.

Kontrowersyjne plakaty o in vitro na UMCS

Kto je tam zamieścił? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że musiał to być pracownik uniwersytetu, ponieważ gablotka zamykana jest na kluczyk. Jak poinformowała rzecznik UMCS Aneta Adamska, plakaty zostały umieszczone bez wiedzy i zgody władz Wydziału Biologii. Władze uczelni zareagowały błyskawicznie- plakaty zdjęto już w sobotę i zapowiedziano rozmowę dyscyplinującą z pracownikiem, który samowolnie umieścił treści w budynku.

KOD reaguje

Zdjęcia z lubelskiego Wydziału Biologii zobaczyła jedna z lokalnych działaczek KOD, która z wykształcenia jest biologiem. Kobieta zauważa, że informacje na temat aborcji zawierają dane liczbowe, nie ma jednak żadnej informacji na temat źródła, z którego zostały zaczerpnięte.

Z kolei treści dotyczące in vitro są jej zdaniem nacechowane negatywnie, co może budzić wątpliwość co do rzetelności danych. Działaczka podejrzewa, że autor „wystawy” zrobił ją na własną rękę. KOD wystosował już oficjalny list do rektora uczelni. Zdaniem działaczy uniwersytet nie jest miejscem do eksponowania treści „pod którymi śmiało mogliby podpisać się członkowie organizacji reprezentujących skrajne stanowisko”. Ponadto w liście zwrócono uwagę że dane oparte są na nieudokumentowanych źródłach.

Zobacz także:

Oszustwo metodą na „ciążę z in vitro”. Ukradła 10 tysięcy złotych

Siostry zakonne modlą się w intencji par starających się o dziecko

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Tok FM, TVP Info

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Refundacja in vitro w Warszawie. Te kliniki dostaną pieniądze

Refundacja in vitro w Warszawie
W ramach programu dofinansowanie obejmie sześć klinik

Prawdopodobnie już za trzy tygodnie warszawianki będą mogły skorzystać z dofinansowania na zabiegi in vitro. W czwartek prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła listę klinik, w których obowiązywać będzie refundacja.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według rozporządzenia, dofinansowanie dostanie sześć placówek: Centrum Bocian sp z o. o. sp.k., FertiMedica Centrum Płodności sp. z o.o. sp.k.,  Invicta sp.z o.o.,  Invimed-T sp. z o.o., Przychodnia Lekarska „nOvum” oraz Uniwersyteckie Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego sp. z o.o. Na ten cel miasto zarezerwowało 22 mln złotych. Do końca roku kliniki dostaną 2 mln złotych, a w latach 2018-2019 po 10 mln złotych. 

„To są pieniądze warte dobrego samochodu”

Taka refundacja jest zbawieniem dla par, które dzięki metodzie in vitro mają szansę na potomstwo. Według cenników klinik, koszt in vitro to ok. 10-12 tys. złotych. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej, okazuje się, że cała procedura może przewyższyć początkową cenę nawet o 100 proc.

„Co do kosztów, to w pewnym momencie przestałam liczyć, myślę że są to pieniądze warte dobrego samochodu – ok.40 tys. złotych” – pisze pani Ania z Warszawy.

Będziemy się starać o dofinansowanie, bo obecnie nie stać nas, żeby wydać 15 tys. złotych na całą procedurę. Kiedy dowiedziałam, że Warszawa będzie refundować in vitro, pierwszą reakcją była radość i wzruszenie. W końcu udało się. Czekaliśmy na to bardzo długo, to nadzieja i szansa na upragnione dziecko – dodaje..

Przeczytaj więcej na temat rzeczywistych kosztów in vitro

Refundacja in vitro w Warszawie – kto może skorzystać?

Zabiegi ruszą, kiedy placówki podpiszą umowę z Ratuszem. Jak podejrzewają władze miasta, stanie się to maksymalnie w ciągu trzech tygodni. 

W miejskim programie mogą wziąć udział kobiety w wieku od 25 do 40 lat. Panie mogą być zarówno mężatkami, jak i pozostawać w związkach partnerskich. Miasto dołoży maksymalnie 5 tys. złotych na procedurę zakwalifikowanej do programu parze. Łącznie przewidziano realizację 360 procedur. Dodatkowo kliniki będą też przeprowadzać akcje edukacyjne dla młodzieży w wieku powyżej 18 lat w 142 warszawskich liceach i technikach publicznych.

Tego typu programy działają już. m.in. w Poznaniu, Łodzi, Częstochowie i Sosnowcu. Po wygaszeniu rządowego programu refundacji in vitro, niektóre samorządy zdecydowały o dopłacaniu do procedury z własnej kasy. Jednak pod koniec września w Sejmie przegłosowano nowelizację ustawy, według której samorządy dofinansowujące zabiegi in vitro będą musiały pytać o zgodę podległą ministrowi zdrowia Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), co stawia pod znakiem zapytania przyszłość miejskich programów in vitro. Przeczytaj więcej na ten temat.

Zobacz także:

Sześć warszawskich klinik chce wziąć udział w miejskim programie in vitro

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita, Wyborcza

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

zbiórka na in vitro
Pomagam.pl - Ostatnia Szansa. In Vitro.

Młodzi, piękni, zakochani. Wydawać by się mogło, że nic więcej do szczęścia im już nie brakuje. A jednak, kiedy po dwóch latach starań nadal nie mogli mieć dziecka, ich życie diametralnie się zmieniło. Zaczęły się konsultacje, badania i kosztowne wizyty lekarskie. Niestety okazało się, że nie mają wystarczających środków na leczenie. Postanowili zatem zawalczyć o swoje szczęście w oryginalny sposób- zorganizowali zbiórkę na in vitro. Poznajcie wzruszającą historię Darii i jej męża.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Brakuje nam tylko tych bosych stópek biegających po mieszkaniu, porozrzucanych zabawek, pomalowanych ścian, nieprzespanych nocy i słów „mama”, „tata””- pisze Daria na specjalnym profilu pomagam.pl. To tam można wpłacić pieniądze, które pomogą im spełnić największe marzenie, czyli posiadanie dziecka. Jak na razie uzbierali ponad 2 tys. złotych, czyli 17 proc. potrzebnej sumy na pokrycie kosztów leczenia.

Na zdjęciu Daria i jej mąż. Archiwum prywatne

Na zdjęciu Daria i jej mąż. Archiwum prywatne

zbiórka na in vitro

Zdjęcie z sesji ślubnej Darii i jej męża. Archiwum prywatne

Zbiórka na in vitro

Historia naszej bohaterki i jej męża zaczyna się jak większość innych. Ślub, kredyt na mieszkanie i w końcu starania o dziecko. Jednak dwa lata temu u Darii zdiagnozowano problemy z tarczycą. „Przecież to nic takiego” – myślała wtedy. Rozpoczęły się starania o dziecko pod okiem ginekologa i endokrynologa. Niestety, bezskuteczne.

Wtedy Daria zdecydowała się na zmianę lekarza. Diagnoza: brak owulacji. I znów kolejne badania i powiększająca się apteczka z „magicznymi pigułkami” mającymi pomóc w zajściu w ciążę. Dwa razy w miesiącu trasa klinika-dom i 180 km do pokonania. Dla Darii ta trasa wydawała się jednak nieskończonością. „Bałam się wejść do gabinetu, bałam się spojrzeć na męża, bałam się lekarza” – zdradza. W lutym odebrali wyniki. Kamień z serca – z nasieniem męża wszystko w porządku. Jednak u Darii zdiagnozowano zbyt wysoki poziom prolaktyny, niekorzystne były również wyniki rezerwy jajnikowej. Jedynym wyjściem wydawało się wówczas leczenie niepłodności metodą in vitro. Było tylko jedno ale.

Koszt przerósł nasze oczekiwania. Nasze oszczędności pochłonęły wizyty u lekarza, dojazdy, badania, na które w ciągu trzech miesięcy wydaliśmy ponad sześć tysięcy złotych – pisze Daria.

„Jesteśmy z małej miejscowości położonej w sercu Borów Tucholskich, a leczymy się w Gdyni. Wszystkie oszczędności jakie mieliśmy szybko straciliśmy” – dodaje. Wtedy zaczęli się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze. Zaczęli od sprzedaży używanych rzeczy na olx. Daria wystawiła na sprzedaż nawet swoją suknię ślubną, którą kiedyś chciała pokazać dzieciom. Niestety, było to zdecydowanie za mało. Wtedy właśnie zrodził się pomysł na zbiórkę pieniędzy. „Pomyślałam- dlaczego nie spróbować skorzystać ze zbiórki?” – mówi Daria. Nie był to łatwy krok. „Chciałam wiele przekazać, ale treść sama się pisała z serca. Z jednej strony ulga, że mogę z kimś po drugiej stronie ekranu się podzielić co czuję, a z drugiej strony strach- co będzie?” -zdradza.

„Skoro nie stać was na in vitro, to po co?”

Zbiórki na tego typu cele są w Polsce nowością, a reakcje ludzi – różne. O ile zbieranie pieniędzy na leczenie raka jest normą, o tyle zrzutka na in vitro dla niektórych może wydawać się dziwactwem. „Reakcje ludzi były różne. Większość nam kibicowała i kibicuje, inni pisali „skoro nie stać was na in vitro, to po co?”. Zdarzały się również komentarze w stylu „tyle dzieci jest w domu dziecka” – opisuje Daria.

„Dlaczego nie mamy spróbować szczęścia, kiedy medycyna nam pozwala?”

Jak mówi, wraz z mężem nie wykluczają adopcji. Zdecydują się jednak na nią dopiero wtedy, gdy wszystkie inne środki zawiodą. „Adopcja? Ja nie mam nic przeciwko, mam brata z adopcji, jest najcudowniejszym dzieckiem, kocham go i jest dla mnie bardzo ważny. Ale dlaczego nie mamy spróbować szczęścia, kiedy medycyna nam pozwala?” – zastanawia się. „My się musimy z tym kryć. In vitro w naszym państwie to sprawa tabu. Jednak każdy zasługuje na szczęście niezależnie od tego, czy to jest choroba, czy stracony dach nad głową, czy nasz przypadek”- przekonuje Daria.

Anioły niosące wsparcie

Walka o upragnione dziecko może mieć też dobre strony. Jak mówi Daria, podczas lat starań, wraz z mężem poznała wielu wspaniałych ludzi, którzy pomogli im dźwigać ciężar niepłodności. „To oni nas wspierają i dodają skrzydeł, nazywamy ich Aniołami”.

Jednego takiego „Anioła” Daria ma przy sobie. To jej przyjaciółka, która już jest mamą.

Nigdy nie naciskała, nie krytykowała naszej decyzji. Za to cichutko pomagała i dzięki temu czuję u niej wsparcie, a przede wszystkim bezpieczeństwo – mówi. „Każdej parze życzę, aby miała taką dobrą duszę przy sobie, tu na Ziemi.”

I dodaje na koniec: „każdy zasługuje na szczęście i wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości.”

Jeżeli chcesz pomóc Darii, wejdź na stronę zbiórki.

Zobacz także:

Zbierają pieniądze na in vitro! Dramatyczne apele młodych kobiet

Jak przygotować się do zabiegu in vitro?

Czy metoda in vitro jest skuteczna i bezpieczna?

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.