Przejdź do treści

Hormony niezbędne do zajścia w ciążę

589.jpg

Najpierw dochodzi do zapłodnienia, a potem zagnieżdża się i rozwija zarodek. Nad wszystkim czuwają hormony.

Prawidłowy poziom hormonów w organizmie to oznaka, że wszystko działa jak należy. Czasami jednak wystarczy, że jeden z gruczołów zaczyna szwankować i na zasadzie domina pojawiają się kolejne problemy ze zdrowiem. Również te związane z zajściem w ciążę. Na szczęście współczesna nauka pomaga przywrócić równowagę hormonalną w organizmie. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Leczenie farmakologiczne 

Można przywrócić właściwe stężenie hormonów, przyjmując indywidualnie określone dawki odpowiednich substancji. Dawkę i czas przyjmowania leków określa lekarz na podstawie wyników badan. W czasie leczenia wielkość dawki jest weryfikowana, tak by leczenie było najbardziej efektywne. 

Dieta

Przywrócenie równowagi hormonalnej w organizmie jest również możliwe dzięki zastosowaniu odpowiedniej diety i jej suplementów. To, jaką dietę należy wybrać, zależy od problemu, z którym boryka się konkretny pacjent. 

Dalszą część artykułu przeczytasz w numerze 3 naszego magazynu

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Położna na medal – jaka powinna być i czym się wyróżniać?

położna na medal

Trwa 4. edycja kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”, w ramach której Ambasadorki kampanii radzą i edukują młode oraz przyszłe mamy o prawach, roli położnej w ich życiu i o tym, jak dobrze przygotować się do porodu. Położna na medal – Arleta Kwiatkowska-Król mówi, jaka powinna być wzorcowa położna i czym powinna się w swojej pracy wyróżniać.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kampania społeczno-edukacyjna „Położna na medal” działa już czwarty rok, a w jej ramach ambasadorki radzą i edukują młode mamy. W ramach kampanii trwa również konkurs, w którym wyłaniane i nagradzane są najlepsze położne z całej Polski. To pacjentki decydują, na drodze głosowanie, która położna otrzyma tytuł „Położnej na medal”. Tytuł potwierdza, że to co robią, robią dobrze i mają swoich zwolenników, dziękujących im za pomoc przez zgłoszenie ich do konkursu oraz oddanie na nie głosu.

Jaka powinna być i czym się wyróżniać położna ubiegająca się o miano najlepszej w Polsce? Poprzeczka została zawieszona wysoko, ponieważ to już kolejna edycja konkursu i z każdym rokiem przybywa tych najlepszych położnych. Położnych, które są wzorem dla innych, które wyznaczają najlepsze standardy pracy i opieki okołoporodowej. Położna, która chce zdobyć miano „Położnej na medal” powinna zacząć pracę nad sobą, podnosić swoje kwalifikacje, doskonalić umiejętności, aby finalnie wykorzystać swoją wiedzę w kontakcie i opiece nad pacjentką.

„Położna na medal” – empatia i życzliwość

Ważna jest empatia i życzliwość, które pozwalają zbudować wzajemne relacje. Kobieta, która ufa położnej, wie, że jeżeli pojawią się trudne chwile, trudny poród, depresja po porodzie, czy problemy z karmieniem, będzie mogła zawsze zwrócić się do położnej po pomoc. Takie relacje pomagają otworzyć się kobiecie, kiedy przeżywa trudne chwile. W okresie okołoporodowym dobra położna staje się przyjacielem domu, pomocną dłonią. Potrafi z pasją słuchać, wczuć się w problem pacjentki oraz w oczekiwania względem jej osoby. Kobieta w okresie ciąży, porodu i po porodzie często potrzebuje wsparcia w sytuacjach intymnych. Dobre relacje z położną pozwalają zmniejszyć dystans i w komfortowych warunkach przejść przez trudne chwile.

Duże znaczenie w procesie hospitalizacji, czy opieki nad położnicą ma uśmiech. Ten właśnie uśmiech potrafi załagodzić wiele stresujących zdarzeń i daje poczucie szczerej pomocy. Położna na medal powinna cechować się spokojem i cierpliwością, ponieważ pozwala to w znacznym stopniu złagodzić u pacjentki lęk przed obcymi ludźmi, szpitalem, nieznanymi sytuacjami, które mogą pojawić się w czacie okresu okołoporodowego. Dyskrecja i zaufanie w pracy położnej to kolejny z ważnych wyróżników. Zbudowanie takich relacji pozwoli otworzyć się kobiecie przed położną. Da jej poczucie, że osoba, która prowadzi ją w najważniejszym okresie jej życia, jest dla niej wsparciem i przyjacielem.

„Moja położna to anioł stróż”

Zawód położnej wymaga poświęcania. Tak naprawdę dobra położna jest w pracy zawsze, ma kontakt ze swoją pacjentką o każdej porze dnia i nocy. Przyszłe mamy czują się pewniej, jeżeli wiedzą, że mogą się skontaktować z położną, gdy pojawiają się wątpliwości czy pytania.

– W mojej pracy czasami słyszę z ust pacjentek: moja położna to anioł stróż, ekspert od babskich spraw – podsumowuje Arleta Kwiatkowska–Król, położna i Ambasadorka kampanii „Położna na medal”. – Życzę sobie i wszystkim położnym abyśmy potrafiły budować takie relacje z przyszłymi mamami. To przecież one wydają na świat największy cud jakim jest nowe życie – dodaje Kwiatkowska–Król.

Akcja „Położna na medal” trwa od 2014 roku

Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej
w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane były od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Głosowanie odbywa się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

Dodatkowe informacje

Monika Majcher
Heima Public Relations
Email: monika.majcher@heimastudio.pl
Tel.: +48 728 120 011

Piotr Chojnacki
Heima Public Relations
Email: piotr.chojnacki@heimapr.pl
Tel: 728 751 113

Zobacz także:

„Insulinooporność. Zdrowa dieta i zdrowe życie” – premiera książki pod naszym patronatem!

PIS będzie karał miasta za dofinansowanie in vitro?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kinga Rusin o zmaganiach z chorobą Hashimoto

Kinga Rusin o Hashimoto
Kinga Rusin napisała książkę o swoich doświadczeniach z chorobą Hashimoto / fot. Instagram @kingarusin

Hashimoto, czyli przewlekłe zapalenie tarczycy, to choroba, która dotyka przeważnie kobiety. Okazuje się, że choruje na nią również znana polska dziennikarka Kinga Rusin. W wywiadzie dla „Vivy” prezenterka opowiedziała o swoich zmaganiach i stylu życiu przy zapaleniu tarczycy. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hashimoto to najczęstsza na świecie choroba autoimmunologiczna, cierpi na nią od 13,4 proc. do 38 proc. ludzi, a odsetek ten rośnie z każdą dekadą. System immunologiczny chorego rozpoznaje tarczycę jako wroga i zaczyna ją atakować. Jeżeli będzie ją atakował wystarczająco długo, tarczyca ulegnie zniszczeniu i nie będzie już mogła wyprodukować wystarczającej ilości hormonów.

Kinga Rusin o Hashimoto

O chorobie Rusin media pisały już w roku 2016. Teraz ze swoimi przemyśleniami na temat Hashimoto podzieliła się z czytelnikami „Vivy”.

To jest choroba do końca życia, choroba tarczycy, która dotyka strasznie dużo kobiet w tej chwili w Polsce – mówi dziennikarka.

Dlaczego to głównie kobiety chorują na Hashimoto? Jest wiele teorii, według jednej z nich za rozwój choroby mogą mieć wpływ żeńskie hormony: estrogeny i prolaktyna. Wpływ na rozwój choroby ma również poziom zanieczyszczenia środowiska i toksyny obecne np. w kosmetykach. Z tą tezą zgadza się Rusin. – Ja stawiam na wszechobecną chemię. Szczególnie dla kobiet około pięćdziesiątki ważne jest odcinanie się właśnie od chemii, szukanie alternatywnych rzeczy, odcinanie się od mięsa, od mleka – twierdzi dziennikarka.

„Bardzo długo się wychodzi z tej choroby”

Rusin zdecydowała się napisać książkę o swoich przemyśleniach na temat zdrowego stylu życia. Jak sama przyznaje, bardzo zależy jej, aby na swoimi przykładzie pokazać, jak zdrowo żyć. Dziennikarka zmieniła również dietę, ułożyła własny jadłospis i jest pod opieką specjalistów.

– Jestem po prostu pod opieką dobrych endokrynologów, mam dobrze ustawione lekarstwa. Niestety, niedoczynność tarczycy nie jest chorobą, którą można wyleczyć, ta tarczyca nagle nie przestanie działać jeśli jest zniszczona i na tym polega niedoczynność tarczycy, trzeba dobrze ustawić hormony. Bardzo długo się wychodzi z tej choroby. Żeby wrócić znowu do prawidłowego poziomu energetycznego, do dobrego wyglądu, do takiej chęci żeby żyć, to zajęło mi dobrych parę lat – przyznaje Rusin.

Ujawnia, że wyeliminowała ze swojego życia niemal całkowicie środki czystości, proszki do prania i kosmetyki.

Objawy zaburzeń czynności tarczycy

Do najczęstszych zaburzeń czynności tarczycy należy zmęczenie i ospałość, wypadanie włosów, brak tolerancji na zimno, problemy z wagą, depresja, problemy z koncentracją, trądzik, refluks, bóle stawów, ból żołądka, rozdrażnienie.

Na chorobę Hashimoto choruje również Kayah, Maffashion, czy Karolina Szostak. Choroby tej nie można wyleczyć, jednak odpowiedni styl życia i stosowanie się do zaleceń lekarza mogą znacznie poprawić jakość życia chorych na zapalenie tarczycy.

W naszym sklepie kupisz książkę HASHIMOTO. Jak się pozbyć objawów i odzyskać zdrowie. 

 

hashimoto jak odzyskać zdrowie

 

 

 

 

Zobacz także:

Co jeść przy chorobie Hashimoto – dieta bezglutenowa, paleo, a może zgodna z grupą krwi?

Wpływ witaminy D na chorobę Hashimoto

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Izabella Wentz – „Hashimoto”, WP

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

7 sposobów na zniszczenie nasienia – czy wiesz, co sam sobie robisz?

co niszczy plemniki

Nieraz jednym z kluczowych elementów, które stoją za problemami par borykających się z niepłodnością, jest jakość i ilość plemników. Tak, drodzy panowie. Czynnik męski jest podczas starań równie ważny, co kobiecy. Niektóre dane wskazują zaś, że liczebność plemników u mężczyzn na całym świecie spadła w przeciągu ostatnich 50 lat nawet o połowę i ciągle maleje. Jeśli chcecie wiedzieć, jak możecie sobie pomóc, najpierw poznajcie przyczyny problemów.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Oto jak łatwo – nawet nieświadomie – niszczyć nasienie:
 1. Obcisła bielizna

Eksperci wskazują, że bielizna zbyt blisko przylegająca do genitaliów sprawia, że jądra szybciej się nagrzewają i wzrasta ich temperatura. Ma to przełożenie właśnie na liczbę plemników. Potwierdziły to m.in. badania naukowców ze Stanford University w Kalifornii i US National Institute of Child Health and Human Development. Wniosek, jaki pojawił się po przebadaniu 501 mężczyzn wskazuje, że powinni oni postawić raczej na bokserki. W grupie panów, którzy nosili w ciągu dnia luźne bokserki i nie zakładali bielizny na noc, poziom uszkodzenia DNA spermy był o 25 proc. niższy, niż wśród panów noszących obcisłe majtki (zarówno w dzień, jak i w nocy).

2. Laptopy

Jest to kolejna, jakże bliska naszej codzienności, przyczyna przegrzewania się jąder. Po to, by móc jak najsprawniej produkować plemniki, powinny mieć one temperaturę ok. 2°C niższą niż reszta ciała. Tymczasem laptopy mogą osiągnąć wewnętrzną temperaturę roboczą nawet powyżej 70 °C. Nic więc dziwnego, że ich bezpośrednie umieszczenie na kolanach może przenosić część ciepła. Według jednego z ekspertów z Uniwersytetu Stanowego w Nowym Jorku, który przeprowadził badania nad laptopami i płodnością męską, możliwe jest, że lata takiego właśnie używania komputera „mogą powodować nieodwracalne lub częściowo odwracalne zmiany w męskich funkcjach reprodukcyjnych.”

Zobacz też:  Czy laptop może zagrażać płodności?

 3. Sauna i gorące kąpiele

Sauna może osiągać temperaturę powyżej 100°C. I o ile ona nie musi mieć aż tak negatywnego wpływu na jądra (ze względu na ich strukturę), o tyle gorące kąpiele stanowią większy problem. Jądra są wtedy całkowicie zanurzone w gorącej wodzie i nie mają żadnych możliwości schłodzenia. Wręcz przeciwnie, nagrzewają się do znacznie wyższego poziomu niż ten, który lekarze uważają za bezpieczny dla płodności.

4. Telefony komórkowe

Najlepiej trzymać telefon tak daleko od jąder, jak tylko jest to możliwe, ostrzega dr Sabanegh. „Przeprowadziliśmy wiele badań dotyczących telefonów komórkowych” – mówi ekspert. „W badaniach, w których bezpośrednio eksponowaliśmy nasienie na działanie promieniowania telefonów komórkowych, sprawiło ono jego uszkodzenie„.

Co więcej, naukowcy z Technion University w Hajfie odkryli, że poziom spermy u mężczyzn trzymających w ciągu dnia telefony w kieszeni, jest w 47 proc. dotknięty uszkodzeniami. „Uważamy, że jest to spowodowane nagrzaniem plemników, które powoduje zarówno sam telefon, jak i jego aktywność elektromagnetyczna” – dodają.

Zobacz też: Plemniki – 9 zaskakujących faktów na temat męskich pływaków

 5. Leki

Dr Sabanegh twierdzi, że niektóre leki – legalne i nielegalne – mogą mieć negatywny wpływ na płodność człowieka. Oto niektóre wskazane przez ekspert medykamenty, co przytacza „Daily Mail”:

Sulfasalazyna – lek przeciwzapalny stosowany w leczeniu takich schorzeń jak choroba Crohna, czy też reumatoidalne zapalenie stawów. Może zmniejszyć liczbę plemników, ale jej skutki są tymczasowe, a po zaprzestaniu jej przyjmowania liczba plemników powinna powrócić do normy.

Chemioterapia – leki stosowane w chemioterapii mogą czasami poważnie spowolnić produkcję plemników.

Środki ziołowe – niektóre preparaty ziołowe, takie jak ekstrakt z chińskiego zioła Tripterygium wilfordii (zwanego też „winoroślą boga piorunów”), mogą wpływać na produkcję nasienia lub zmniejszyć rozmiar jąder.

Należy pamiętać, by działanie leków skonsultować z lekarzem lub farmaceutą. Szczególnie jeśli coś wzbudziło twój niepokój!

6. Tytoń

Jeśli palisz, skutecznie niszczysz tym swoją płodność. Analiza nasienia palaczy ujawnia w nim śladowe ilości pierwiastków pochodzących z tytoniu. Substancje te zmniejszają liczbę plemników i ich zdolność do samodzielnego oraz aktywnego poruszania się, ostrzega dr Sabanegh.

Zespół brazylijskich badaczy z São Paulo Federal University zaobserwował, że palenie niszczy męską spermę w sposób, który uniemożliwia zapłodnienie partnerki. Inne badania wskazały też, iż tytoń wpływa na taki fragment DNA spermy, który uszkadza materiał genetyczny.

Zobacz też: Palenie przed poczęciem a ryzyko astmy u dziecka

7. Marihuana

Wiele badań wskazuje, że marihuana może znacznie wpłynąć na płodność. Według dr Sabanegh, oddziałuje ona na ruchliwość plemników oraz obniża poziom testosteronu. „Regularne palenie marihuany może znacząco obniżyć jakość spermy – twierdzą kanadyjscy naukowcy. Udowodnili, że liczba plemników osób, które kilka razy w tygodniu sięgają po tzw. „trawkę”, zmniejsza się aż o jedną trzecią” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<.

Źródło: „Daily Mail”

 

POLECAMY:
5 PORAD: Sprawdź, jak możesz poprawić męską płodność!
Witaminy płodności 
Najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czy macierzyństwo po in vitro jest inne?! – ciekawe spostrzeżenia psychologa

mama in vitro

Osoby doświadczające niepłodności wchodzą w rodzicielstwo z pewnymi obciążeniami – tendencją do izolacji, poczuciem niezrozumienia, odmienności, samotności…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Od kiedy in vitro stało się powszechnie dostępną metodą leczenia niepłodności, spotyka się ona z licznymi kontrowersjami z jednej strony oraz zachwytami z drugiej.

In vitro – ostatnia deska ratunku?

Rzeczywistość jest taka, że metoda ta dała wielu ludziom szansę na rodzicielstwo, której nie mieliby kilkadziesiąt lat wcześniej.  Odmieniła zasadniczo przyszłość osób, które w innych okolicznościach pozostałyby bezdzietne, bo przecież adopcja nie zawsze jest możliwa, z wielu powodów. Ale też, jak wie każda osoba, która się jej podjęła, nie jest łatwą i przyjemną drogą do rodzicielstwa. Zwykle jest tak, że zanim ktoś dotrze do etapu in vitro, przechodzi krótszą lub dłuższą niepłodność, podchodzi do innych sposobów leczenia, przeżywa straty. Zapłodnienie in vitro bywa więc nazywane ostatnią deską ratunku.

Sytuacja polityczna a społeczny odbiór in vitro w Polsce?

Aktualna polska rzeczywistość zdaje się być coraz dalsza od zachodniej, opartej na przesłankach naukowych, faktach oraz rzetelności. Zmiany w prawodawstwie, brak dofinansowania leczenia z publicznych pieniędzy mają realne przełożenie na społeczny odbiór metody, jak również na komfort psychiczny pacjentów. Ich sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że ciągle jest wiele niepewności tak w zakresie skuteczności leczenia, ale przede wszystkim jego skutków. Na tym też opierają swoją argumentację przeciwnicy metody. A od niepewności i wątpliwości, potrzebnych w nauce, do absurdów i pseudonaukowych wywodów w rodzaju bruzd na czole „dzieci z in vitro” jest bardzo krótka droga.

In vitro a naturalne starania – ciekawe badania

Warto więc przyjrzeć się temu, co nauka oparta na rzetelnych badaniach mówi na ważne tematy związane z in vitro: czy i w jaki sposób metoda ta wpływa na psychologiczny dobrostan kobiet, jakość ich życia i czy doświadczenie kobiet w ciąży po in vitro różni się zasadniczo od kobiet w ciążach z naturalnego poczęcia.
W jednym z ostatnich badań opublikowanych w 2016 roku wzięło udział 75 kobiet, które w tym samym czasie zaszły w ciążę na skutek  zapłodnienia in vitro i 78, których ciąża była naturalna. Wszystkie uczestniczki zostały przebadane za pomocą kwestionariuszy, wzięto również pod uwagę dane dotyczące nowonarodzonych dzieci.
Wnioski, do których doszli badaczy wskazywały,  że…

kobiety po doświadczeniu in vitro częściej się izolowały społecznie, ale jednocześnie częściej doświadczały pozytywnych emocji wraz z rozwojem ciąży oraz rosnącego poczucie sensu życia. Jednocześnie kobiety będące w grupie in vitro częściej doświadczały trudności seksualnych, co skutkowało obniżonym poczuciem spełnienia w niektórych aspektach życia.

Co ważne, kobiety z pierwszej grupy przeszły stosunkowo krótkie, bo 30-miesięczne leczenie niepłodności zanim zaszły w ciążę, co mogło mieć wpływ na otrzymane wyniki.

Izolacja kobiet po in vitro

Odpowiedź na pytanie, co było źródłem izolacji wśród kobiet po in vitro jest jednocześnie odpowiedzią na pytanie, co jest trudne w niepłodności w ogóle. Badacze postawili tezę, że potrzeba trzymania się na dystans wynikała z niechęci do spotkań rodzinnych oraz koleżeńskich, na których niezmiennie padały pytania o to, kiedy będą dzieci i dlaczego nadal ich nie ma, jak również ze względu na konieczność obserwowania cudzych ciąż. Pary mające trudności w poczęciu czuły się niezrozumiane, przez co podejmowały decyzję o radzeniu sobie z chorobą oraz leczeniem w samotności.

Poczucie odmienności i  nieprzystawalności pozostawało czasami nawet po narodzinach dziecka.

Badania pokazały również, że obie grupy kobiet były w podobnym stopniu zadowolone ze swoich związków.
Natomiast to, co zostało potwierdzone w badaniach z 2016 roku to wyższe ryzyko hospitalizacji kobiet, które zaszły w ciążę po in vitro oraz ciąż zakończonych cesarskim cięciem.

Ciąża po transferze wpływa na psychikę mamy i całe macierzyństwo

Można spekulować, czy ciąża będąca efektem zapłodnienia pozaustrojowego jest ciążą o którą wszyscy, rodzice i personel medyczny, dbają szczególnie. Niekoniecznie na świadomym poziomie. Dlatego też, nawet jeśli badania nie wskazują na to, że…

kobiety po leczeniu niepłodności oraz zapłodnieniu pozaustrojowym przejawiają cechy depresji klinicznej czy zaburzeń lekowych, trudności tych jednak doświadczają. Byłoby to zupełnie zrozumiałe.

Te uczucia pojawiają się już na wczesnych etapach leczenia, a nawet diagnozy i niestety nie znikają w magiczny sposób wraz z pojawieniem się ciąży czy dziecka. Łatwiej je jedynie wówczas ignorować, skupiając się z działaniu.

Kolejne badania pokazują więc, że osoby doświadczające niepłodności wchodzą w rodzicielstwo z pewnymi obciążeniami – tendencją do izolacji, poczuciem niezrozumienia, odmienności, samotności, doświadczają również często trudności w życiu seksualnym. To może ich skłaniać do szukania profesjonalnego wsparcia. Jednocześnie badania przekonują, że niepowtarzalne i niemożliwe do osiągnięcia innymi sposobami szanse, jakie stwarza metoda in vitro znacząco poprawiają jakość życia i ogólny stan psychiczny osób z niej korzystających.

POLECAMY:

Komu George Michael opłacił in vitro?

6 rzeczy, o których wiedzą niepłodni

Tu kupisz najnowszy Magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami