Przejdź do treści

Hirudoterapia – czy pijawki to sposób na leczenie niepłodności

193.jpg

Hirudoterapia (łac. hirudo – pijawka) to leczenie za pomocą pijawek, znane od czasów starożytnego Egiptu. Metoda ta obecnie przeżywa renesans jako alternatywna droga leczenia wielu schorzeń. Czy jest również zalecana w przypadku leczenia niepłodności?

W hirudoterapii wykorzystywane są pijawki z gatunku Hirudo medicinalis (pijawka lekarska lecznicza), pochodzące z hodowli laboratoryjnych i posiadające świadectwo pochodzenia. Pijawki przywierają do ciała za pomocą specjalnie zbudowanego otworu gębowego, przez który zostaje pobrana krew żywiciela. Jednocześnie z jej gruczołów ślinowych zostają wprowadzone do organizmu liczne substancje, odpowiadające za lecznicze właściwości pijawek.

Hirudoterapia nie jest współczesnym panaceum na wszystkie choroby, ale skutecznie leczy lub wspomaga leczenie wielu schorzeń, szczególnie chorób sercowo-naczyniowych, z powodu wydzielania substancji przeciwzakrzepowej – hirudyny. Zwolennicy tej metody wymieniają ponadto: skaleczenia, oparzenia, ropienie, migrenę, hemoroidy, choroby płuc i oskrzeli, schorzenia przewodu pokarmowego i wątroby, paradontozę, choroby zwyrodnieniowe stawów i wiele innych.

Co ciekawe, hirudoterapia przynosi również pozytywne efekty w leczeniu zaburzeń miesiączkowania oraz leczeniu niepłodności kobiet i mężczyzn. Prawdopodobnie związane jest to z hormonami wydzielanymi przez pijawki, takimi jak progesteron, estradiol, testosteron i kortyzol.

Obecnie w Polsce hirudoterapia posiada status metody niekonwencjonalnej. Jednak w niektórych krajach (m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Rosja) jest metodą akceptowaną przez lekarzy, jako skuteczny sposób wspomagania terapii wielu chorób. Coraz większa popularność tej metody może spowodować szersze wykorzystanie pijawek również w naszym kraju.

Katarzyna Wielgus

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Strata po stracie – poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

poronienia nawracające

W wielu krajach, zwłaszcza w tych, w których dostęp do prywatnej opieki medycznej jest z różnych względów mniej popularny, pierwsze USG ciążowe wykonywane jest zwykle około 12 tygodnia. Względy medyczne i ekonomiczne, z którymi też trudno dyskutować czy podważać przemawiają za tym, że kobieta czeka niemal do zakończenia pierwszego trymestru na to, żeby dowiedzieć się, jak przebiega jej ciąża. Jest jednak jeden zasadniczy kłopot – zdarza się, że wiadomość o obumarciu ciąży pojawia się po kilku tygodniach, po czasie, kiedy przyszła matka rozpoczęła proces przygotowywania się do narodzin dziecka, kiedy dalsza rodzina zaczęła snuć fantazje o mającej dołączyć osobie. Często wiadomość ta wywołuje szok, niedowierzanie, smutek, rozczarowanie, poczucie niesprawiedliwości. Dlatego też w kolejnych ciążach wiele kobiet nie pozwala już sobie na takie zaskoczenie. Nie zawsze jednak się to udaje.

Niejedna strata

Poronienia nawracające, nazywane również nawykowymi, definiowane są jako utrata trzech kolejnych ciąż przed 20 tygodniem i dotyczą około 1-2% kobiet. Spośród najczęstszych powodów wymienia się wiek matki (zwłaszcza powyżej 45 roku życia), jak również ojca oraz czynniki środowiskowe. Niestety, jest również tak, że ryzyko poronienia wzrasta wraz z kolejną stratą. Niektóre dane mówią nawet o 40% ryzyku utraty ciąży, jeśli trzy wcześniejsze zakończyły się poronieniem.

Tyle chłodne dane. I choć teoretycznie sporo wiemy na temat przyczyn utraty ciąży, pewnie równie wiele nie wiemy. Dla wielu kobiet niewiedza jest źródłem prawdziwej udręki. Jeśli nie wiadomo, co nie działa, nie można tego naprawić. Nie można też poronień nawykowych uznać za smutna statystykę. Trzeba więc zmierzyć się z bardzo trudną sytuacją, w której wiadomo, że coś należy leczyć, ale jednocześnie jest to niemożliwe.

Żałoba po utracie ciąży jest wyjątkowa. Poronienie jest brutalnym przerwaniem realnie dziejącej się historii, a jednocześnie rozgrywa się na poziomie fantazji. Opłakuje się przecież kogoś, kto nigdy się nie narodził, kogo czasami nawet nie widziało na ekranie monitora. Tak jak poronienie wywołuje poczucie pustki, tak również żałoba po nim wiąże się z pustką. Jest to doświadczenie tym trudniejsze, że często nie znajduje zrozumienia w społeczeństwa. No bo właśnie- po kim ten żal? Czy ma on jakieś uzasadnienie?

Żałoba po utraconych ciążach to również tęsknota za utratą nadziei i planów związanych z dziećmi, które nie mogą się urodzić. Jest wreszcie żałobą przeżywaną w samotności, a nawet izolacji. Dla osób, które nie zaczęły tworzyć więzi z nienarodzonym dzieckiem, dla których było ono jedynie opowieścią, zrozumienie żałoby rodziców może być bardzo trudne.

Sprzeczność goni sprzeczność

Kolejna trudność z poronieniami nawracającymi wiąże się z poczuciem winy. Zmagają się z nim kobiety, ale bywa też nieświadomie wywoływane przez otoczenie. Ponieważ rodzice nie wiedzą, jaka jest przyczyna strat, nie wiedzą też, kiedy powinni przestać starać się o dziecko. Nie mają powodów wierzyć w to, że rodzicielstwo nie jest im pisane. Jeśli nie ma wyraźnej diagnozy albo chociaż prawdopodobnego wytłumaczenia utrat, bardzo trudno zrezygnować z marzeń o dziecku. Przecież kolejna ciąża może skończyć się inaczej. Z drugiej jednak strony jest wątpliwość, niepewność, czasami wyrażana wprost przez otoczenie: „A może powinniście pomyśleć o adopcji? Lekarze naprawdę nie wiedzą, co ci jest?”

O ile medyczne skutki i przyczyny poronień nawykowych często można leczyć, na przykład na drodze testów czy zabiegów, o tyle psychiczne aspekty są często pomijane. A wiele wskazuje na to, że wsparcie psychiczne oferowane kobietom i ich partner0m w kolejnych ciążach jest nie tylko wskazane, ale konieczne. Badania przeprowadzone w King’s College w Londynie pokazuje, że nawet 33% kobiet doświadczających kilkukrotnych poronień cierpi z powodu depresji, a ponad 7% z powodu epizodu tak zwanej dużej depresji. To z kolei wiąże się z realnym ryzykiem samobójstwa. Po tak trudnych doświadczeniach można się również spodziewać, że zdrowa wreszcie ciąża nie będzie dla kobiety źródłem jedynie radości, ale również lęków i różnorodnych obsesji.

Wielu pacjentów odnosi wyraźne korzyści dzięki psychoterapii. Zyskują możliwość rozmowy w bezpiecznej i nieoceniajacej atmosferze, rozmowy, której zwykle nie można swobodnie odbyć z bliskimi. Podobną funkcję spełniają też grupy wsparcia.

I wreszcie warto pamiętać, zwłaszcza w chwilach zwątpienia, że ostatecznie większość osób doświadczających strat zostaje rodzicami. Statystyki mówią nawet o 60-65% szans na powodzenie. Ważne jednak, żeby w podczas tej zawiłej drogi do dziecka zadbać również o siebie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dofinansowanie in vitro w Małopolsce? Nikłe szanse

in vitro w małopolsce

Coraz więcej miast pomaga parom starającym się o dziecko metodą in vitro. W Małopolsce wydaje się to być jednak mało prawdopodobne, chociaż marszałek Jacek Krupa zapowiedział taką możliwość. Sprawa musiałaby mieć jednak poparcie także sejmiku, co się na chwilę obecną raczej nie wydarzy. 

Niewielkie szanse

Marszałek Województwa Małopolskiego zaznacza, że należałoby zacząć od odpowiednich analiz i stworzenia koniecznych ram programu. Jeżeli znalazłaby się zgoda sejmiku, niezbędne środki na ten cel byłyby wpisane do budżetu województwa. Dlaczego wydaje się to być mało prawdopodobne? Układ sił politycznych w sejmiku jest niezmienny od lat. Nawet jeśli pojawiał się podobny projekt, nie miał on nigdy poparcia. Co więcej, w sejmiku nie ma przedstawicieli lewicy, a nie wszyscy radni Platformy Obywatelskiej wykazują chęć głosowania za tego typu uchwałą, o czym donosi „Dziennikpolski24”.

Ogromne emocje

Dyskusja nad in vitro w Małopolsce od dłuższego już czasu wzbudza wielkie emocje. W styczniu radni Krakowa odrzucili miejski program wsparcia leczenia metodą in vitro. Przy okazji głosowania odbyła się burzliwa dyskusja i protesty pod magistratem. Marcin Górski, z Partii Razem, opublikował na swoim Twitterze dodatkowy komentarz: „Skandaliczne słowa padły na dzisiejszej Radzie M. Krakowa. „dzieci z #invitro to eksperymenty genetyczne jak truskawki bez smaku” – czytamy i nie kryjemy oburzenia – pisaliśmy wtedy na naszym portalu [tutaj >>KLIK<<]. 

Źródło: „Dziennikpolski24”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bezpłatne inseminacje w InviMed dla 120 par

Young man kissing his pregnant wife's belly

12 czerwca 2017 r. klinika leczenia niepłodności InviMed w Warszawie rozpoczyna kwalifikacje do inseminacji w ramach badań klinicznych nad nowym lekiem zwiększającym skuteczność zabiegu. Do kliniki mogą zgłaszać się pary, którym z nieznanych przyczyn przez rok nie udało się zajść w ciążę. Wszystkie analizy oraz zabiegi będą wykonane bezpłatnie.

O udział w badaniach klinicznych mogą ubiegać się pary z niewyjaśnioną niepłodnością trwającą co najmniej rok. Kobieta musi mieć co najmniej 20 lat i nie więcej niż 38. W ramach kwalifikacji do programu oboje partnerzy przejdą bezpłatną diagnostykę niepłodności. Nawet jeśli mają aktualne badania lub historię leczenia zlecony im zostanie komplet wszystkich badań, zgodnych z Ustawą o leczeniu niepłodności, w tym badanie dróg rodnych oraz drożności jajowodów Sono-HSG, a także analiza nasienia. Program wyklucza możliwość skorzystania z nasienia dawcy.

U kobiet, które spełnią wymagane kryteria zostanie wykonana inseminacja wewnątrzmaciczna z nasieniem partnera.

Podczas badań klinicznych będziemy stosować eksperymentalną metodę inseminacji, polegającą na przepłukiwaniu jajowodów specjalnym roztworem z lekiem, który może poprawić szanse na zajście w ciążę. Jest to substancja, która korzystnie wypływa żywotność plemników – mówi dr n. med. Tomasz Rokicki, dyrektor medyczny klinik leczenia niepłodności InviMed.

Klinika InviMed w Warszawie jest jedynym ośrodkiem klinicznym w Polsce, który przeprowadzi badanie. Zostało to zatwierdzone przez Komisję Bioetyczną przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie oraz Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Aby uzyskać więcej informacji i umówić się na wizytę kwalifikacyjną, należy zadzwonić pod numer 500 900 888 lub wysłać e-mail na adres invimed@invimed.pl

Więcej informacji o klinikach leczenia niepłodności InviMed można znaleźć na www.invimed.pl.

Zabiegi będą realizowane w ramach badań klinicznych

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Poród okiem matki – perspektywa, która chwyta za serce!

Foto: Lisa Robinson Photography
Foto: Lisa Robinson Photography

Zdjęcia z porodów są przeważnie pełne emocji – z jednej strony radość, z drugiej lęk przed nieznanym, ale też cały ogrom miłości. Nie sposób jednak zobaczyć na nich perspektywę matki, bo niby jak miałaby robić zdjęcia rodząc?! Otóż ta kobieta złamała wszelkie konwenanse.

Siła obrazu

Fotografka Lisa Robinson-Ward na co dzień zajmuje się fotografią ślubną i portretową. Kiedy zaszła w ciążę postanowiła uwiecznić poród córki Anory w niekonwencjonalny sposób. Robiła zdjęcia ze swojej własnej perspektywy. Nie sposób nie cieszyć się z takiego obrotu sprawy, bowiem zdjęcia chwytają za serce! Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę historię kryjącą się za narodzinami Anory. Fotografka i jej mąż mają już 10-letniego syna i przez lata starali się o kolejne dziecko. Przeżyli po drodze dwa poronienia. Kiedy postanowili zaprzestać starań okazało się, że oczekują maleństwa. Anora ma dzisiaj już niemal dwa lata.

Nie wiedziałam czy będę w stanie robić zdjęcia, czy też nie” – przyznała kobieta. „Zdecydowałam się, ale nie byłam pewna, czy będę dała radę to wykonać” – jej słowa cytuje „Huffington Post”. Kobieta relacjonuje na zdjęciach całą drogę, którą pokonała od rozpoczęcia akcji porodowej, poprzez niezbędne badania, przyjęcie znieczulenia, wsparcie męża i lekarzy. Miała na szczęście łatwy poród, dobrze się czuła i nie pojawiły się żadne komplikacje. Niewątpliwie emocjonalnie była to jednak doniosła chwila. „Część mnie bała się, że gdy będę robić zdjęcia, to tak naprawdę nie będę tam obecna. Byłam jednak całkowicie” – skomentowała fotografka, a dodatkowe wzruszenie przedstawiają wykonane przez nią obrazy.

Obok takiej relacji nie sposób przejść obojętnie!

 

1

Foto: Lisa Robinson Photography

 

2

Foto: Lisa Robinson Photography

 

3

Foto: Lisa Robinson Photography

 

4

Foto: Lisa Robinson Photography

 

5

Foto: Lisa Robinson Photography

 

6

Foto: Lisa Robinson Photography

 

7

Foto: Lisa Robinson Photography

 

8

Foto: Lisa Robinson Photography

 

9

Foto: Lisa Robinson Photography

 

10

Foto: Lisa Robinson Photography

Źródło: „Huffington Post”

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.