Przejdź do treści

Gorąca debata w Sejmie na temat in vitro

Karanie samorządów za in vitro
Facebook - Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

Nie milkną echa ostatnich doniesień o możliwości karania przez rząd samorządów dofinansowujących in vitro. Zarówno wśród obywateli, jak i polityków trwają gorące dyskusje nad zasadnością pomysłu Prawa i Sprawiedliwości. W piątek w Sejmie odbyło się posiedzenie, na którym debatowano nad sprawą in vitro. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Głos w tej sprawie zabrał m.in Bartosz Arłukowicz i Joanna Scheuring-Wielgus.

– Panie Marszałku, Wysoka Izbo, ta ustawa jest skandaliczna, dlatego złożyliśmy wniosek o jej odrzucenie. To jest kolejny etap waszej walki, po pierwsze z samorządami, a po drugie z kobietami – powiedział Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia z rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. – Dzisiaj wprowadzacie ustawę, która będzie stwarzała możliwość ukarania samorządów, który postępują inaczej niż myślicie – dodał.

Oburzenia nie kryła również Joanna Scheuring Wielgus z Platformy Obywatelskiej. – Chciałabym uzyskać w końcu informację, czy ten projekt doprowadzi do tego, że będziecie państwo karać samorządy za wprowadzanie in vitro – pytała.

– Chciałam wam powiedzieć, trzeciego października wszystkie kobiety będą na ulicach, nie uciszycie nas – zapowiedziała Scheuring-Wielgus.

PiS odpowiada

Na zarzuty polityków odpowiedział  na sejmowej mównicy lekarz i poseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Latos. – Panie ministrze, czy prawdą jest to, że za czasów rządów pana ministra Bartosza Arłukowicza w latach 2012-2015 było sześć samorządowych programów in vitro, a za czasów ministra Radziwiłła Agencja pozytywnie zaopiniowała 14 programów? – zapytał.

– Jednocześnie warto podkreślić, że za czasów rządów Platformy Obywatelskiej dochodziło do tak absurdalnych programów, jak na przykład leczenie miodem i wodą mineralną zatrucia ołowiem u dzieci między 3 a 12 rokiem życia – dokończył.

Kary dla samorządów

PiS przygotował nowy projekt ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych oraz odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Projekt został zaakceptowany przez Radę Ministrów w lipcu 2017 roku a we wrześniu 2017 przeszedł przez wspólną Komisję Zdrowia i Finansów Publicznych, gdzie odbyło się pierwsze czytanie ustawy.

Ustawa ta przewiduje m.in, że samorządy, które zaczną finansować program związany z polityką zdrowotną bez przekazania projektu do zaopiniowania Prezesowi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, mogą zostać ukarane. Taka kara obowiązywać może również w przypadku, gdy samorządowy projekt dostanie negatywną opinię.

Zobacz także:

Co dalej z miejskimi programami in vitro?

PIS będzie karał miasta za dofinansowanie in vitro?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: sejm.gov.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dzieci z in vitro: milczący uczestnicy dyskursu publicznego. Co sądzą o metodzie swojego poczęcia?

Mama pokazuje tablet dwójce dzieci /Ilustracja do tekstu: Dzieci z in vitro: co sądzą o swojej metodzie poczęcia?
Fot.: Alexander Dummer /Unsplash.com

Kolor włosów i oczu, typ urody, temperament, czasem zdolność do wykonywania niektórych czynności – to pierwsze cechy, które przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o różnicach pomiędzy dziećmi. W polskim dyskursie publicznym często podkreśla się, że jedną z istotnych różnic jest także… sposób poczęcia. Czy istnieje zatem taka kategoria, jak „dzieci z in vitro”? Co sądzą o tym same dzieci będące podmiotem tych rozważań i czy są gotowe na to, by stworzyć własną opowieść?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypuszcza się, że wiele dzieci nie wie, czy zostały poczęte poprzez starania naturalne czy poprzez in vitro. Sam wybór metody (szczególnie w sytuacji, gdy obie komórki rozrodcze pochodzą od rodziców biologicznych) nie powinien mieć bowiem dla nich samych żadnego znaczenia. Znaczenie nadają mu jednak uczestnicy dyskursu publicznego, którzy w ostatnim czasie szczególnie często podnoszą kwestie moralnych i zdrowotnych aspektów zapłodnienia pozaustrojowego. Przodują w tym środowiska kościelne.

ZOBACZ TAKŻE: Kościół walczy z in vitro, ale katolicy je popierają

Kościół a in vitro. Słowa, które bolą

Mimo że episkopat w swoim oficjalnym stanowisku podkreśla, że nie stygmatyzuje dzieci poczętych w wyniku in vitro, a jedynie potępia wybór tej metody przez ich rodziców, wypowiedzi przedstawicieli Kościoła katolickiego zdają się temu przeczyć.

Pamiętamy słynne słowa ks. Franciszka Longchampsa de Berier, który stwierdził, że dzieci z in vitro mają na czole dotykową bruzdę, która ma być oznaką zaburzeń genetycznych wynikających z poczęcia pozaustrojowego. Z kolei abp Henryk Hoser publicznie wyrażał osobliwą troskę o przyszłość dzieci z in vitro.

– Jeżeli urodzi się zdrowe (daj Boże), to trzeba mu zapewnić jak najlepsze warunki wychowania i jednocześnie otoczyć dodatkową opieką, aby – gdy dowie się o okolicznościach swojego poczęcia – nie przeżywało traumy, resentymentów, tylko zaakceptowało zaistniały stan rzeczy, pogodziło się z losem, na który nie miało żadnego wpływu – stwierdził w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

W podobnym tonie wypowiadali się też inni księża i katoliccy publicyści. Niektórzy, jak bp Tadeusz Pieronek, prezentując publicznie swoje zdanie na temat dzieci z in vitro, wyraźnie przekroczyli granice.

– Czymże jest literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro? Życie zrodzone z probówki jest wynikiem manipulacji, a nie działania natury – mówił w rozmowie z Onet.pl.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”

Dzieci z in vitro zasługują na własną opowieść

Większość tych dyskutantów zdaje się zapominać, że żadne dziecko w dzisiejszych czasach nie żyje w oderwaniu od mediów. Młodzi obywatele, podobnie jak dorośli, mają dostęp do prasy, telewizji i internetu, które bombardują ich etycznymi ocenami in vitro – również tymi najbardziej kontrowersyjnymi. To zaś nie pozostaje bez wpływu na ich stosunek do tej metody i samych siebie.

Czy dzieci, które dowiedziały się, że zostały poczęte w wyniku in vitro, czują się inne? Wielkich nieobecnych dyskursu o in vitro zaprosiły do rozmowy badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego: Magdalena Radkowska-Walkowska, Ewa Maciejewska-Mroczek, Anna Krawczak, Maria Reimann i Dorota Gawlikowska. Z przekonania, że dzieci te zasługują na własną opowieść, naukowczynie zapoczątkowały projekt badawczy „Nowe technologie reprodukcyjne – perspektywa childhood studies”. W jego ramach zrealizowano ok. 100 pogłębionych wywiadów, m.in. z dziećmi w wieku 4-28 lat, które zostały poczęte poprzez zapłodnienie pozaustrojowe.

36 godzin różnicy

Zdecydowana większość rozmówców, którzy wiedzieli, że ich rodzice zdecydowali się na in vitro, nie wskazywała różnic pomiędzy sobą a innymi dziećmi. 20-letnia Maria tak określiła siebie na tle swoich rówieśników:

– Jaka jest różnica pomiędzy mną a nimi? To jest 36 godzin w moim przypadku (…). Ponieważ moja mama nie ma jajowodu, to jajeczko nie może samo przejść do (…) macicy. No nie ma jak. Więc lekarz musi je wyjąć, złączyć z plemniczkiem, i włożyć do macicy. (…) I po prostu ten proces trwał 36 godzin, i tyle. I to jest ta różnica. Cała ciąża przebiegała tak samo jak z innymi dziećmi.

Wiele badanych podkreślało, że są pewni swojej nierozróżnialności i nie mają potrzeby mówienia o tym publicznie.

– Jeżeli ja miałbym udowadniać ludziom, że jestem taki sam, jak inni, toby znaczyło, że muszę coś udowadniać. Nie, każdy kto na mnie spojrzy na ulicy, czuje się zupełnie równy ze mną. I tak naprawdę udowadnianie, że jestem normalny, jest absurdalne, bo to tak, jakbyś wyszła na ulicę i przekonywała ludzi, że jesteś blondynką (…) i że to nie farbowane (…) – zaznaczył 19-letni Antek.

Kilkunastoletnia Kasia podkreślała, że jej mama przywiązuje znacznie większą wagę do sposobu jej poczęcia niż ona sama.

– Ja nie chcę być brana pod uwagę [jako część] grupy dzieci z in vitro. (…) Chcecie udowodnić, że jesteśmy normalnymi dziećmi, a jednocześnie chcecie pokazać, że jesteśmy inni, że mamy swoje zdanie na ten temat. No to może trochę konsekwencji, co? – mówiła.

POLECAMY TEŻ: Prawniczka: dyskusja o in vitro opiera się na rozbudzaniu strachu

Tożsamość dzieci z in vitro

Niektóre dzieci widzą jednak w metodzie, którą zostały poczęte, wartość dodaną, która pobudza ich wyobraźnię i czyni ich biografię wyjątkową:

– Wiem, że ja byłam przez trzy lata w szpitalu gdzieś tam. Mogłabym być wieku mojego brata, gdyby nie to, że mnie (…) mama nie mogła od razu urodzić – mówi dziewięciolatka zaproszona do udziału w badaniu.

Część starszych rozmówców, którzy w przestrzeni publicznej zetknęli się z wieloma negatywnymi komunikatami na temat in vitro, czuje, że metoda poczęcia wpłynęła w pewien sposób na ich tożsamość.

– Z perspektywy, że wiem [o poczęciu poprzez in vitro], nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie wiedzieć. To byłoby straszne dla mnie. Szczególnie, że jestem osobą interesującą się polityką i tym, co się dzieje” – podkreśla pełnoletnia już Monika. Dodała, że najgorszą rzeczą byłoby, gdyby dowiedziała się dopiero teraz, gdy trwa obecny spór o in vitro.

CZYTAJ TEŻ: Błędy merytoryczne i tezy sprzeczne z wiedzą medyczną. Nasz Bocian obnaża prawdę na temat „Wobec in vitro”

Monsteryzacja, która nie trafia w próżnię

Szerzej problem ten opisała Agnieszka Ziółkowska, pierwsza Polka poczęta metodą in vitro (we Włoszech):

– Przypisuje się nam upośledzenie zdrowotne, psychiczne, problemy tożsamościowe. Cóż, jeśli nadal w debacie będą pojawiać się określenia ”cywilizacja śmierci” czy ”dzieci Frankensteina”, to rzeczywiście człowiek może nabawić się problemów z tożsamością. Zapominamy, że polskie dzieci z in vitro są coraz starsze, niektóre mogłyby już mieć własne dzieci. I śledzą tę debatę pełną bzdur i wyzwisk, tego wrzasku, że zło, że mordercy… (…) Niby to jest taka taktyka, że krytykuje się samą metodę, a nie jej owoce. Ale to nie jest tak, że jak rzucasz dookoła zarzutami o zabijanie, że jak wrzeszczysz o cywilizacji śmierci, o dzieciach Frankensteina, to nie stygmatyzujesz dzieci z in vitro. My to wszystko słyszymy, czytamy, ten cały ściek nie leci w próżnię – mówiła w 2012 roku w rozmowie z Wysokimi Obcasami.

Podobnie wyrażała się Magdalena Kołodziej w emocjonalnym liście skierowanym do parlamentarzystów w 2015, gdy w Senacie toczył się spór wokół in vitro.

„Niczym się nie różnimy i – w przeciwieństwie do niektórych – możemy powiedzieć z całą pewnością, że jesteśmy wyczekani i bardzo kochani! To nie my jesteśmy źli. Źli są wszyscy, którzy zabraniają nam żyć, a zwłaszcza politycy o skrajnych i niebezpiecznych poglądach, bezrefleksyjni przedstawiciele Kościoła katolickiego oraz wszyscy, którzy robią z nas potwory i najchętniej by się wszystkich pozbyli” – pisała 28-letnia wówczas Magdalena Kołodziej.

Dzieci z in vitro, czyli niepoznany „obcy”

Skoro więc dzieci poczęte dzięki in vitro same nie czują się inne, czemu w dyskursie publicznym tworzy się z nich szczególną kategorię, wymagającą osobnych cech i określeń? Badaczki zauważają, że jednym z powodów tego stanu rzeczy jest brak wieloletnich przekrojowych badań na temat kondycji polskich dzieci poczętych metodą zapłodnienia pozaustrojowego, które ostudziłyby emocje. Takie szczegółowe analizy prowadzono w wielu krajach, m.in. w Szwecji i USA, dzięki czemu procedura in vitro nie podlega tam stygmatyzacji społecznej.

Tymczasem to, co obce, niezbadane, a tym samym łączące się z dylematami moralnymi, często ukazywane jest w kulturze za pomocą monstrualnych figur. Ów „obcy” jest dla wielu środowisk synonimem zagrożenia i niebezpieczeństwa, choć przypisywane mu cechy nie mają nic wspólnego z jego rzeczywistym obrazem.


Tekst powstał w oparciu o dane z książki „Dziecko, in vitro, społeczeństwo. Ujęcie interdyscyplinarne” p.red. Anny Krawczak. Ewy Maciejewskiej-Mroczek i Magdaleny Radkowskiej-Walkowicz, a także artykułów opublikowanych na onet.pl, wysokieobcasy.pl i wyborcza.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kamila Ferenc: Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Już 80 dzieci przyszło na świat dzięki miejskiemu programowi in vitro

dofinansowanie in vitro w Łodzi
fot. Unsplash - Mindy Olson P

Dwa lata, 80 dzieci i 143 ciąże – to wynik miejskiego programu in vitro w Łodzi.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego dla Łodzi został opracowany przez prof. Sławomira Wołczyńskiego, a roczny koszt inicjatywy to milion zł. Do tej pory do programu zgłosiło się 550 par.

Zobacz także: Dofinansowanie in vitro w Łodzi. Duży sukces miejskiego programu – 62 dzieci i 126 ciąż

Dofinansowanie in vitro w Łodzi – 80 dzieci i 143 ciąże

Jak podkreśla łódzka radna Małgorzata Moskwa-Wodnicka z SLD, inicjatywa cieszy się dużym zainteresowaniem. – Efektem podjętej terapii są 143 ciąże i 80 nowych mieszkańców Łodzi – mówi Moskwa-Wodnicka cytowana przez portal „Rynek Aptek”.

Do programu mogą zgłaszać się małżeństwa i związki nieformalne. Każdej zakwalifikowanej parze przysługuje maksymalnie pięć tys. zł dofinansowania. Z terapii mogą skorzystać kobiety do 40. roku życia. Program będzie kontynuowany do 2020 roku.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rynek Aptek

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Na zdjęciu: Panelistki podczas dyskusji Fakty i mity o in vitro na X Kongresie Kobiet

Problem niepłodności dotyczy w Polsce aż 1,3 mln par. Dla wielu z nich szansą na biologiczne potomstwo jest procedura in vitro. W ostatnich miesiącach ta metoda poczęcia spotyka się jednak z rosnącym sprzeciwem niektórych grup społecznych, które nie szczędzą jej słów krytyki. Czy w tych opiniach jest ziarno prawdy? Podczas X Kongresu Kobiet z popularnymi mitami na temat in vitro rozprawiła się embriolożka z łódzkiej kliniki Salve Medica.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

MIT: In vitro zwiększa ryzyko wad genetycznych u płodu

Jednym z czołowych argumentów przeciwko in vitro, podnoszonym szczególnie przez środowiska prawicowe i kościelne, jest to, że procedura ta rzekomo wiąże się z ryzykiem powstania wad genetycznych u płodu. Pogląd ten rozpowszechnił w ostatnim czasie m.in. ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, autor kontrowersyjnego podręcznika dla katechetów „Wobec in vitro”. Czy taka teza ma poparcie w badaniach naukowych? Nie!

Jak podczas X Kongresu Kobiet zauważyła Małgorzata Wójt, kierowniczka laboratorium embriologicznego Salve Medica w Łodzi, to nie sposób poczęcia wpływa na zwiększenie ryzyka wystąpienia wad genetycznych u płodu, ale wiek i choroby rodziców. Ekspertka podkreśliła, że jednym z powodów, które mogą przyczynić się do zwiększenia ryzyka takich wad, jest niepłodność wynikająca z obecności mutacji w genach rodziców.

PRZECZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

MIT: In vitro jest metodą eksperymentalną

Zwolennicy tej teorii utrzymują, że in vitro jest procedurą nową i nieznane są jej długofalowe skutki dla życia i zdrowia dzieci. Tymczasem pierwsze dziecko z zapłodnienia pozaustrojowego, Luise Brown, przyszło na świat już w 1978 r. Dziś ma już 40 lat, jest w dobrym stanie zdrowia i ma dwójkę synów poczętych droga naturalną.

– To pokazuje, że niepłodność nie przekłada się na kolejne pokolenia – zauważyła Małgorzata Wójt z Salve Medica.

Od 1978 r. na świat przyszło ponad 6 mln dzieci poczętych metodą in vitro i nie obserwuje się u nich większych problemów zdrowotnych niż w ogólnej populacji dzieci.

MIT: Naprotechnologia jest zamiennikiem procedury in vitro

W 2016 r. ruszył narodowy program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego, który zastąpił funkcjonującą dotychczas rządową refundację procedury in vitro. W nowym programie, opartym o naprotechnologię, resort zdrowia zrezygnował z dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego. Jak wyjaśniał wówczas minister Konstanty Radziwiłł, realizowany wcześniej program in vitro jedynie „redukował problem zaburzeń płodności i jego rozwiązywania do jednej procedury o (…) niezbyt dużej skuteczności, a jednocześnie budzącej kontrowersje natury etycznej”.

Ile w tym prawdy? Zdaniem łódzkiej embriolog, niewiele – naprotechnologia nie może być bowiem traktowana jako skuteczny zamiennik procedury in vitro. Pierwsza z tych metod opiera się na diagnozowaniu niepłodności i dokładnej obserwacji cyklu kobiety. In vitro zaś to metoda leczenia niepłodności o udowodnionej skuteczności, wynoszącej ok. 40%.

– Leczeniem jest każde działanie medyczne, które ma na celu wyeliminowanie przyczyny lub skutku choroby – mówiła ekspertka podczas panelu na X Kongresie Kobiet.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wypowiedź profesor o in vitro szokuje…

MIT: Procedura in vitro wiąże się z niszczeniem lub klonowaniem embrionów

Ustawa z dnia 25 czerwca br. o leczeniu niepłodności, która reguluje kwestie związane z procedurą in vitro w Polsce, jest jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie. Zakres ochrony, którą obejmuje ona zarodki powstałe w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego, jest bardzo szeroki.

– Chyba nie ma większej ochrony w stosunku do zarodków niż ta, którą gwarantuje polska ustawa – mówiła Małgorzata Wójt podczas panelu dyskusyjnego „Fakty i mity o in vitro”, zorganizowanego w ramach X Kongresu Kobiet.

Jednym z punktów ustawy o leczeniu niepłodności jest zakaz niszczenia zarodków, które nie zostały wykorzystane w transferze:

Niedopuszczalne jest niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju powstałych w procedurze medycznie wspomaganej prokreacji nieprzeniesionych do organizmu biorczyni” – czytamy w ustawie.

Zgodnie z tym rozporządzeniem, pozostałe zarodki, które powstały w wyniku dawstwa partnerskiego lub dawstwa innego niż partnerskie i są zdolne do prawidłowego rozwoju, „są przechowywane w warunkach zapewniających ich należyta ochronę do czasu ich przeniesienia do organizmu biorczyni”.

Ponadto – w myśl ustawy – obowiązuje zakaz klonowania zarodków. Mówi o tym jasno kolejny fragment dokumentu:

„Niedopuszczalne jest tworzenia zarodka, którego informacja genetyczna w jądrze komórkowym jest identyczna z informacją genetyczną w jądrze komórkowym innego zarodka, płodu, człowieka, zwłok lub szczątków ludzkich”.

Nieprawidłowe postępowanie z zarodkami wiąże się z odpowiedzialnością karną. Lekarz, który nie zastosuje się do zapisów tej ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.


Małgorzata Wójt – embriolożka specjalizująca się w procedurach rozrodu, kierowniczka laboratorium embriologicznego łódzkiej kliniki Salve Medica. Odbyła szereg szkoleń w Polsce i na świecie. Posiada certyfikat ESHRE: Senior Clinical Embryologist, który uprawnia ją do wykonywania zawodu embriologa klinicznego we wszystkich krajach Europy.

Swoją wiedzą podzieliła się podczas panelu dyskusyjnego „Fakty i mity o in vitro”, zorganizowanego w ramach X Kongresu Kobiet.

Co jeszcze działo się podczas X Kongresu Kobiet? Sprawdź TUTAJ.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Radni walczą o darmowe in vitro dla mieszkańców Gorzowa. Jest już decyzja AOTMiT

in vitro w Gorzowie
fot. Pixabay

Po likwidacji państwowego programu dofinansowania in vitro część miasto postanowiła dopłacić do zabiegów z własnego budżetu . Być może niedługo do tego grona dołączy również Gorzów Wielkopolski. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Radni Platformy Obywatelskiej przygotowali właśnie projekt uchwały dotyczącej programu: „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego – in vitro dla mieszkańców Gorzowa w latach 2019-2021”.

– Wiele miast i samorządów województw w Polsce zdecydowało się na wsparcie programów leczenia niepłodności. W ślad za tym i my zrobiliśmy spore rozpoznanie. Mamy dokumenty, że ten program jest potrzebny – cytuje słowa poseł Krystyny Sibińskiej „Gazeta Lubuska”

Program został już wysłany do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która wydała pozytywną ocenę.

Zobacz także: Ile kosztuje in vitro w Polsce? Cennik vs rzeczywistość

In vitro w Gorzowie

Wiceprzewodniczący rady miasta Rober Surowiec ujawnił, że rocznie miasto powinno znaleźć w swoim budżecie 470 tys. zł na dofinansowanie zabiegów. Głosowanie nad projektem uchwały odbędzie się prawdopodobnie w sierpniu.

Szacuje się, że problem niepłodności dotyczy w Gorzowie ok. 4,8 tys. par. Dzięki inicjatywie radnych z programu leczenia niepłodności metodą in vitro będzie mogło skorzystać 97 par.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Lubuska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.