Przejdź do treści

Pluszowy przyjaciel Plemnik, czyli edukacja z pomysłem

Gigantyczne mikroby na tle lotniska
Fot.: Instagram @GIANTmicrobes

Mierzą kilkanaście centymetrów, są miękkie, kolorowe i wykonane z pluszu. Od tradycyjnych maskotek różnią się jednak tym, że przedstawiają mikroby i komórki ciała – na co dzień niewidoczne dla ludzkiego oka. W barwnej kolekcji znalazły m.in. chlamydia, kandydoza, ale też plemnik i komórka jajowa. Do kogo adresowane są te pomysłowe zabawki?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niemal każdego dnia słyszymy, jak ważną rolę w organizmie sprawują poszczególne komórki i tkanki, a także ile spustoszenia sieją chorobotwórcze drobnoustroje. Nie widząc ich, trudno nam jednak uzmysłowić sobie, jak rzeczywiście wpływają na nasze życie. Dzięki Giant Microbes (gigantycznym mikrobom) może się to jednak zmienić.

Gigantyczne mikroby – bawią i edukują

Gigantyczne mikroby przybyły do nas z USA. Ich twórcą jest Drew Oliver, absolwent prawa na Uniwersytecie Harvarda. Kilka pierwszych maskotek przygotował na cele prywatne – z myślą o znajomych, którym ten zabawny gadżet miał dodać otuchy w walce z infekcjami.

Wieść o tych pomysłowych zabawkach – niczym wirus – rozprzestrzeniła się wśród lokalnej społeczności, która dostrzegła ich edukacyjny potencjał. Przyjaźnie wyglądające pluszaki, przedstawiające m.in. ospę, boreliozę, komórkę mózgową, plemnika i komórkę jajową, szybko trafiły do masowej produkcji i podbiły serca całej Ameryki.

Looks like someone has an awesome Valentine… who agrees?! : @mmm.aaike#GIANTmicrobes #valentine #heartwarming #valentinesday #heart #nerdy #love

Опубліковано GIANTmicrobes 16 лютого 2018 р.

Dziś gigantyczne mikroby zamawiane są m.in. przez szkoły w USA  jako cenna pomoc naukowa. Dzieci w wieku szkolnym mogą dzięki niej połknąć bakcyla biologii, a starsi uczniowie – usystematyzować wiedzę.

– Gigantyczne mikroby pomagają mi prowadzić ciekawe zajęcia w laboratorium. Cieszę się, że zamówiłem 10 pluszaków przedstawiających bakterie – mówi Bashar, amerykański nauczyciel.

Inny kupujący zauważa, że takie zabawki są świetnym sposobem, by wspierać wysiłki badaczy z dziedziny wirusologii.

Pomysł stojący za pluszakami doceniają także lekarze. Przeskalowane drobnoustroje i komórki pomagają m.in. wyjaśnić małym pacjentom, na czym polega ich choroba.

ZOBACZ TEŻ: Odra znów zagraża – szczególnie małym dzieciom. Wszystko przez brak szczepień

Miła w dotyku profilaktyka

Okazało się, że na tym lista zastosowań sympatycznych gadżetów wcale się nie kończy. Pluszowe drobnoustroje wykorzystano m.in. w edukacji seksualnejprofilaktyce chorób przenoszonych drogą płciową. Z okazji Miesiąca Świadomości Chorób Wenerycznych producent przygotował specjalne zestawy maskotek (zawierające m.in. chlamydię, HIV i HPV), a także atrakcyjne materiały edukacyjne. Uwzględniły one gry, quizy, infografiki, a nawet… profile chorób w aplikacji Tinder.

Did you know about 75% of Americans will have HPV in their lifetime and the rate continues to increase with younger…

Опубліковано GIANTmicrobes 11 квітня 2018 р.

Na fali rosnącego zainteresowania – wśród dorosłych i dzieci – gigantyczne mikroby wypłynęły poza Amerykę i „zaraziły” cały świat, w tym Polskę. Brytyjski dystrybutor maskotek żartuje, że w jego kraju można wręcz mówić o pandemii.

W tym przypadku nie ma jednak powodów do obaw – maskotki są bezpieczne w użyciu, a do każdej z nich dołączona jest ulotka. Nie znajdziemy w niej jednak skutków ubocznych, ale dokładny opis, czemu służy dana komórka lub tkanka oraz jak rozprzestrzeniają się poszczególne bakterie i wirusy.

Gigantyczne mikroby i komórki (w tym plemnik, komórkę jajową, a nawet zarodek) można obejrzeć i nabyć na stronie polskiego dystrybutora –  www.giantmicrobes.pl.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Wygląda jak dziecko i może wspomóc terapię po stracie. Czym jest lalka reborn?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Została mamą, chociaż była w śpiączce. „Mówimy o cudzie”

została mamą, chociaż była w śpiączce
fot. Fotolia

Kiedy Wioletta była w 14 tygodniu ciąży, zdarzył się wypadek. Samochód kobiety wbił się w drzewo. Ciężarna doznała poważnego urazu mózgu i do tej pory nie odzyskała przytomności, choć jej córka jest już na świecie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do tragedii doszło w październiku 2017 roku. 24-letnia Wioletta była wówczas w trzecim miesiącu ciąży. Dzięki lekarzom z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi ciążę kobiety udało się utrzymać.

Zobacz także: Zrezygnowała z chemioterapii, by donosić ciążę. Carrie DeKlyen nie żyje

„Można mówić o cudzie”

Jak mówi profesor Krzysztof Szaflik, kierownik kliniki ginekologii, rozrodczości i terapii płodu ICZMP, w tej sytuacji można mówić o cudzie. Dziecko mogło umrzeć zaraz po wypadku, ponieważ matka przechodziła bardzo skomplikowane operacje neurochirurgiczne.

– Ciężarna była w stanie wegetatywnym. Patrzyła na nas jednym okiem. I chociaż nie było z nią kontaktu, to to oko mówiło, że ona chce, abyśmy uratowali jej dziecko – mówił w rozmowie z dziennikarzami TVN24 profesor Szaflik.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord!

Została mamą, chociaż była w śpiączce

Córeczka Wioletty – Nikola przyszła na świat w 28 tygodniu ciąży. W chwili narodzin ważyła zaledwie 850 g. Lekarze z Centrum Zdrowia Matki Polki zajmowali się dzieckiem przez kolejne trzy miesiące.

Obecnie Wioletta przebywa w placówce w Częstochowie, gdzie pacjenci wybudzani są ze śpiączki. Kobieta jest w stanie minimalnej świadomości. Reaguje na ból, otwiera oczy, wodzi nimi i odpręża się, gdy słucha muzyki – ujawniła w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mama Wioletty.

– Lekarze nie chcą rozbudzać nadziei. Ale ja i tak mam nadzieję, że stan zdrowia córki się poprawi – mówi.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TVN24, Gazeta Wyborcza

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ministerstwo Zdrowia nie zna wyników programu prokreacyjnego. Znają za to dziennikarze

wyniki programu prokreacyjnego
fot. Pixabay

Ministerstwo Zdrowia nie umiało odpowiedzieć na pytanie reporterów, jakie są efekty rządowego programu prokreacyjnego. Problemu z tym zadaniem nie mieli natomiast dziennikarze, którzy sami dotarli do tych informacji.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W marcu Radio TOK FM zapytało Ministerstwo Zdrowia o efekty programu prokreacyjnego. 19 marca dziennikarze otrzymali odpowiedź, z której dowiedzieli się, że „pół roku po przyjęciu pierwszych pacjentów nie jest możliwa ocena liczby ciąż”.

Zobacz także: Program prokreacyjny nie dla wszystkich. Kto nie skorzysta z leczenia niepłodności?

Wyniki programu prokreacyjnego

Reporter Radio TOK FM postanowił zatem sam policzyć to, czego nie potrafił oszacować resort. Z jego analizy wynika, że przynajmniej 45 kobiet zaszło w ciążę dzięki rządowemu programowi.

Wiadomo również, że w siedmiu placówkach- w  Łodzi, Krakowie, Opolu, Poznaniu, Szczecinie oraz dwóch w Warszawie, diagnostykę rozpoczęło niemal 100 par.

Rządowy program prokreacyjny ruszył oficjalnie 1 września 2016 roku. Tylko w roku 2017 wydano na ten cel 20 mln zł.

Zobacz także: Miał być alternatywą dla in vitro, w kilku województwach nawet nie wystartował

Alternatywa dla in vitro?

Jak podkreślał ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, „in vitro to procedura, która budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw w dużej części polskiego społeczeństwa”.

Rządowa inicjatywa miała z kolei być oparta na „aktualnej wiedzy medycznej”. Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego ma funkcjonować do 2020 r.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Uczymy się od siebie nawzajem” – mówi dyrektor medyczny sieci klinik The Fertility Partnership

O współpracy międzynarodowej w medycynie rozrodu i najważniejszych wartościach w pracy z pacjentami z Timem Childem, wybitnym specjalistą w dziedzinie medycyny rozrodu, współautorem bestsellerowego podręcznika o ginekologii (Imey & Child „Obstetrics and Gynaecology”), a także dyrektorem medycznym w sieci klinik The Fertility Partnership rozmawiały Katarzyna Miłkowska i Jolanta Drzewakowska.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wydaje się, że rozwój, współpraca oraz ciągły postęp naukowy są obecnie podstawowymi działaniami współczesnych medyków. Czy mimo wszystko głównym celem wciąż jest pacjent?

Pacjenci to podstawa naszego postępowania, jest w centrum wszystkich działań grupy The Fertility Partnership. Badania naukowe, które prowadzimy, przyczyniają się do zwiększenia efektywności leczenia, ograniczenia ryzyka i nieustannego budowania zaufania pacjentów do naszych lekarzy. Stosujemy postępowanie medyczne oparte na dowodach, aby leczyć efektywnie, oszczędzając jednocześnie czas i finanse pacjentów oraz skracając ich drogę do rodzicielstwa. Wiemy, że zapłodnienie pozaustrojowe ma mocne podstawy naukowe i laboratoryjne, ale to kontakt człowieka z człowiekiem jest najistotniejszy. Pacjent jest więc dla nas zawsze na pierwszym miejscu.

Jakie wartości przyświecają klinikom zrzeszonym w grupie Fertility Partnership?

Kierujemy się pięcioma kluczowymi wartościami. To opieka/troska, doświadczenie/profesjonalizm, pasja, zaufanie i innowacja. Ważne są dla nas troska o naszych pacjentów, rozumienie ich emocji i wychodzenie im naprzeciw. Posiadamy doświadczenie, stosujemy najlepsze praktyki, pomagając pacjentom w ich drodze do rodzicielstwa. Mamy pasję, aby efektywnie wspierać pacjentów i pozostawić jak najlepsze wspomnienia z drogi, którą wspólnie przeszliśmy. Jesteśmy uczciwi i otwarci, co oznacza, że pacjenci obdarzają nas zaufaniem i czują się pewnie, wybierając nasze kliniki. TFP jest liderem w zakresie innowacji w ciągu ostatnich dziesięcioleci, rozwija i wprowadza nowe techniki takie jak diagnostyka przedimplantacyjna (PGS i PGD), nowe leki do stymulacji czy sposoby postępowania (IVM).

W brytyjskiej grupie The Fertility Partnership znajdują się dwie polskie kliniki (Centrum Medyczne Macierzyństwo w Krakowie i Vitrolive w Szczecinie) – skąd pewność, że te kliniki współdzielą i realizują wartości TFP?

The Fertility Partnership jest obecnie jedną z największych grup zrzeszających kliniki IVF w Europie. Kiedy rozważamy możliwość dołączenia kliniki do grupy, szczegółowo analizujemy, czy dzieli ona nasze kluczowe wartości i czy będzie je realizować w codziennej praktyce. Pracujemy tylko z klinikami, które mogą zaoferować pacjentom najwyższy, udokumentowany standard postępowania, efektywne leczenie i wsparcie podczas całej drogi.

Czy to możliwe, żeby przy międzynarodowej działalności zachowane zostały takie same standardy medyczne? Przecież nawet państwowe standardy leczenia mogą się od siebie różnić.

Zdajemy sobie sprawę z różnic w regulacjach prawnych pomiędzy Polską a Wielką Brytanią, co nie zmienia faktu, że wszystkie nasze kliniki zapewniają ten sam wysoki standard leczenia. Dzielimy się wiedzą pomiędzy klinikami poprzez regularne spotkania KPI (Key Performance Indicators), podczas których porównujemy wyniki, kluczowe parametry i wskaźniki oraz bezpieczeństwo procedur. Gdy widzimy, że jedna z klinik wdrożyła postępowanie, które podnosi jakość i/lub skuteczność opieki, natychmiast wdrażamy je w pozostałych jednostkach. Dzięki temu możemy mieć pewność, że nieustannie uczymy się od siebie nawzajem, aby osiągać jak najlepsze efekty. Wszystkie kliniki mają wdrożony system zarządzania jakością z regularnymi audytami centralnego zespołu TFP (w tym audytami medycznymi, laboratoryjnymi i pielęgniarskimi).

Co jest dla was najważniejsze w opiece nad pacjentem?

Pacjenci, którzy zgłaszają się do naszych klinik, są zawsze traktowani indywidualnie. Dajemy im szansę na zbudowanie rodziny w najprostszy i najbardziej dostępny dla nich sposób. Razem z pacjentami planujemy i realizujemy najlepszą ścieżkę leczenia. Niektóre z klinik z grupy TFP, np. Oxford Fertility Unit, zostały założone 35 lat temu – niedługo po narodzinach Louise Brown, pierwszego dziecka, które przyszło na świat w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego. Wiedza i doświadczenie zgromadzone w klinikach TFP są niewyobrażalne. Przychodząc do każdej z naszych klinik, pacjenci korzystają z tego ogromnego zasobu. Działamy zgodnie z kluczowymi wartościami grupy i w pełni transparentnie, dzięki czemu zyskujemy zaufanie, które jest niezwykle ważne dla efektywności leczenia.

Czy pacjenci z różnych krajów zgłaszają takie same obawy przed leczeniem? 

Tak, każdy, kto doświadcza niepłodności i musi poddać się leczeniu, ma te same obawy, niezależnie od kraju, z jakiego pochodzi. Staramy się zminimalizować te obawy zarówno przed leczeniem, w jego trakcie, jak i po nim – we wszystkich naszych klinikach.

Czy medycyna jest ograniczana przez uwarunkowania kulturowe, społeczne? 

Granice w medycynie coraz bardziej się zacierają wraz z rozprzestrzenianiem się dobrej praktyki medycznej pomiędzy państwami oraz coraz większą mobilnością pacjentów. W przeszłości widoczne były różnice kulturowe i społeczne pomiędzy pacjentami z różnych krajów, ale to również ulega zmianie. Zacieranie się granic może być dla pacjentów wyłącznie korzystne – niezależnie od miejsca pobytu mogą mieć pewność, że korzystają z najlepszej opieki medycznej.

Czy widzi pan jakąś nadzieję dla pacjentów, którzy obecnie, mimo dostępnych możliwości leczenia, nie mogą mieć biologicznego potomstwa? 

Postęp w dziedzinie leczenia niepłodności ciągle się dokonuje. Jesteśmy bardzo dumni, że część osiągnięć naukowych ma swoje źródło w klinikach TFP. Nie mam wątpliwości co do tego, że wielu z pacjentów, w przypadku których leczenie jest obecnie nieskuteczne lub niedostępne, uda się jeszcze w przyszłości pomóc. Będziemy szczęśliwi, mogąc zapewnić tę pomoc w klinikach z grupy The Fertility Partnership.

Droga do sukcesu – dokonania grupy The Fertility Partnership 

1979 Zespół profesora Fleminga wprowadza USG jako narzędzie do monitorowania wzrostu pęcherzyków jajnikowych.

1982 Zespół profesora Fleminga stosuje agonistę GnRH. Protokoły z agonistą stanowią obecnie złoty standard przygotowania do IVF.

1990 Pierwsza ciąża po zastosowaniu diagnostyki przedimplantacyjnej (PGD).

1998 Pierwsza ciąża po zastosowaniu diagnostyki przedimplantacyjnej (PGD) w kierunku predyspozycji genetycznej do nowotworu.

2007 Publikacja naukowa dotycząca oznaczenia AMH jako markera odpowiedzi na stymulację w trakcie IVF. Badanie AMH stanowi obecnie podstawę rozpoczęcia przygotowania do IVF.

2010 Publikacja naukowa dotycząca wyjaśnienia mechanizmu narastania stężenia progesteronu przy supresji wydzielania LH.

2012 Publikacja naukowa dotycząca określenia nowej fazy w historii życia kształtowanej poprzez ewolucyjną selekcję funkcji jajników.

2013 Pierwsza ciąża z zastosowaniem technologii timelapse – EEVA.

2014 Pierwsza ciąża z zastosowaniem preparatu Kisspeptyna.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Antykoncepcja powoduje raka, a naprotechnologia powinna zastąpić in vitro. Tego będą uczyć się licealiści

Plansza przedstawiająca program W stronę dojrzałości

Antykoncepcja hormonalna jest przyczyną raka, depresji i rozwodów, zapłodniona komórka ma zdolność komunikacji z matką, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową najlepiej chroni suplementacja witaminami. Choć brzmi to jak scenariusz lekcji religii, tak już wkrótce ma wyglądać zlecony przed Ministerstwo Zdrowia program edukacji seksualnej dla licealistów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program „W stronę dojrzałości”, bo o nim mowa, został zlecony i sfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia. W jego ramach uczniowie polskich szkół średnich mają m.in. nabyć „umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia”.

W stronę dojrzałości, ale bez wiedzy

Zgodnie z założeniami, nauka odbędzie się w nowoczesnej formie webinariów, czyli wykładów przez internet. 40-godzinny program edukacji z zakresu „zdrowia prokreacyjnego i profilaktyki zachowań ryzykownych” z nowoczesnością (czy – ściślej – z obecnym stanem wiedzy) ma jednak niewiele wspólnego. „W stronę dojrzałości” będzie zachęcać nastolatków do późnej inicjacji, a jednocześnie – do wczesnego macierzyństwa. Zniechęci zaś do antykoncepcji, związków nieformalnych oraz  in vitro.

CZYTAJ TEŻ: „Botoks” na teście z religii. Licealiści uczą się, że in vitro to „głęboka niegodziwość”

„Sieroctwo prenatalne” i głosy zapłodnionej komórki

„Wyszkoleni tutorzy” mają m.in. uczyć młodzież, że toksyczne substancje w prezerwatywach mogą prowadzić do nowotworów, a przed chorobami przenoszonymi drogą płciową chroni suplementacja witaminami C i D.  Tabletki antykoncepcyjne – zgodnie z programem „W stronę dojrzałości” –służą do tego, by „pozbyć się człowieka”, a dodatkowo mogą wywołać choroby wątroby i depresję.  Nastolatkowie dowiedzą się też, że zapłodniona komórka ma zdolność komunikowania się z kobietą: prosi, by przyjąć ją do siebie i „przyszykować dla niej swoją podusię”. Kontrowersje wywołuje też inna teza, zgodnie z którą mówienie o ciąży, a nie o dziecku może powodować… „sieroctwo prenatalne”.

Realizatorem tego kontrowersyjnego programu jest spółka Lechaa Consulting z Lublina. Na działania w jego ramach otrzymała od Ministerstwa Zdrowia niebagatelną kwotę w wysokości 9,65 mln zł. Partnerami projektu zostały m.in. katolicka Fundacja „Czyste serca” oraz specjalizująca się w naprotechnologii fundacja sióstr Boromeuszek.

Źródło: wstronedoroslosci.pl, newsweek.pl, wysokieobcasy.pl, termedia.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dudziak: Antykoncepcja to niegodziwość, czyli czego Jaś się na WDŻ nie nauczy. Czy naprawdę musi tak być?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.