Przejdź do treści

Gdzie są leki, których brakuje w Polsce?

717.jpg

Wskutek niekontrolowanego wywozu leków z Polski pacjenci nie mogą kupić w aptekach potrzebnych im leków. Bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia chorych spowodowane jest działaniami niektórych aptek i hurtowni farmaceutycznych, które sprzedają leki z zyskiem za granicę. Szacunkowa wartość tego eksportu wynosi ok. 2,5 miliarda złotych rocznie*.

Trudności, z jakimi spotykają się pacjenci próbując nabyć niektóre leki ratujące życie i zdrowie, spowodowane są nasilającym się w ostatnich latach problemem niekontrolowanego ich wywozu z Polski. Tego typu działania, realizowane przez niektóre apteki i hurtownie farmaceutyczne, spowodowane są wyłącznie chęcią zysku. Sprzedaż leków zagranicznym kontrahentom – zamiast pacjentom czy aptekom w Polsce – generuje przychody wielokrotnie przewyższające zyski, jakie można osiągnąć na naszym rynku.

Czynnikami stymulującymi niekontrolowany wywóz farmaceutyków z Polski są:

• bardzo niskie ceny leków refundowanych w Polsce,
• możliwość łatwego pozyskania dużych zapasów leków z uwagi na wielkość kraju,
• możliwość łatwego uzyskania przez hurtownika znacząco wyższej marży z eksportu leków do innego państwa unijnego niż mógłby uzyskać z handlu tymi lekami w Polsce (marża hurtowa jest ustawowo ograniczona do 5%; szacujemy, że w skrajnych przypadkach hurtownicy eksportujący leki uzyskują nawet 20-40% marży).

Farmaceutyki są wywożone z Polski trzema drogami – bezpośrednio z niektórych hurtowni, bezpośrednio z niektórych aptek lub z aptek pośrednio przez hurtownie (tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji). Pierwsza forma, czyli tzw. handel równoległy, jest w świetle prawa legalna i realizuje jedną z podstawowych zasad Unii Europejskiej, jaką jest swobodny przepływ towarów. Dwie ostanie formy wywozu leków są nielegalne.

Skutki niekontrolowanego wywozu leków odczuwają na co dzień przede wszystkim pacjenci, mimo że firmy farmaceutyczne dostarczają na polski rynek leki w ilości przekraczającej zapotrzebowanie polskich pacjentów.

Skalę problemu widać wyraźnie patrząc na szacunkową wartość niekontrolowanego wywozu leków z Polski – według danych IMS Health w 2012 roku sięgnęła ona ok. 2,5 mld zł – ok. 2/3 tej kwoty stanowi eksport prowadzony przez hurtownie, natomiast nielegalny eksport prowadzony z poziomu aptek sięga 0,8 mld zł rocznie. Jednocześnie warto podkreślić, że – jak zauważają producenci oraz sami farmaceuci – w ciągu ostatnich dwóch lat utrudnienia w dostępie pacjentów do refundowanych leków uległy nasileniu.

Szansą na zagwarantowanie bezpieczeństwa pacjentów może być jedynie kompleksowe uregulowanie eksportu leków z Polski. Podstawą tworzenia takiej legislacji jest zgłoszony w Sejmie poselski projekt nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne – powiedział Paweł Sztwiertnia dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych.

Projekt zakłada wykorzystanie rozwiązań sprawdzonych w innych krajach członkowskich Unii Europejskiej, polegających na bardziej szczegółowej kontroli wywozu leków – przede wszystkim wprowadzenie obowiązku uprzedniego zgłoszenia przez hurtownię zamiaru wywozu leku, którego dostępność dla polskiego pacjenta jest zagrożona**. Główny Inspektor Farmaceutyczny może wyrazić sprzeciw wobec zamiaru wywozu, jeżeli na podstawie ustawowych przesłanek uzna, że wywóz takiego leku spowodowałby zagrożenie dla zdrowia polskich pacjentów. Taki sposób uregulowania jest jedynym skutecznym rozwiązaniem, które jednocześnie nie narusza prawa europejskiego w zakresie swobód gospodarczych.

* według danych IMS Health za 2012 r.
** lek znajduje się w obwieszczeniu ministra zdrowia zawierającym wykaz leków zagrożonych brakiem dostępności na terytorium RP

InfoWire.pl / INFARMA

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Urodowe znaki zapytania – czy przed i po transferze można farbować włosy?

czy przed i po transferze można farbować włosy

Dbanie o siebie to także dbanie o swój wygląd – wszelkiego rodzaju zabiegi kosmetyczne pomagają nam poczuć się atrakcyjnie, dodają pewności siebie, ale też relaksują. Jednym z takich zabiegów jest farbowanie włosów. Powstaje więc pytanie czy przed i po transferze można farbować włosy?

Czy farbowanie ma jakikolwiek wpływ na transfer? Czy mogę iść wtedy do fryzjera? Czy nie zniweczy to moich starań, nie utrudni transferu?” – oto często pojawiające się pytania. Postanowiliśmy o odpowiedź poprosić dr n.med. Patrycję Sodowską, ginekologa-położnika z kliniki leczenia niepłodności InviMed w Katowicach, która na pytanie: „Czy przed / po transferze można farbować włosy? Czy jest to bezpiecznie?” odpowiedziała jasno:

„Nie ma przeciwwskazań”.

Jak wskazują eksperci, nie znaleziono żadnych dowodów na szkodliwe działanie składników znajdujących się w farbach do włosów na niezagnieżdżony jeszcze zarodek. Podobnie w czasie ciąży. Warto jednak pamiętać, że należy unikać amoniaku, stąd też z tego typu farb/kosmetyków lepiej zrezygnować (szczególnie w pierwszym trymestrze ciąży).

Zadaliśmy też inne, często nurtujące przyszłe mamy, pytanie: „Czy występują jakieś inne przeciwwskazani co do zabiegów kosmetycznych, które mogą nie być bezpieczne w trakcie / przed / po transferze?

Nie zaleca się wykonywania zabiegów z użyciem silnych środków chemicznych, z zastosowaniem ultradźwięków oraz zabiegów laserowych” – mówi dr Sodowska.

Sprawdź też:

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Od testu, do testu. Od in vitro, do in vitro. Jak nie oszaleć w trakcie starań

Dieta a starania o dziecko (4)

Pragniemy mieć dzieci. To normalne, naturalne i oczywiste… Z instynktem wygrać trudno. Przychodzi taki moment w życiu, kiedy jesteśmy gotowi na zwolnienie tempa, nie cieszą nas kolejne fantastyczne wakacje, sukcesy zawodowe. Chcemy czegoś innego – chcemy być rodzicami!

Rozpoczynamy starania, mija miesiąc za miesiącem, a efektów brak… I wtedy często pojawiają się przerażenie, rozczarowanie, frustracja i ciągłe poczucie winy. Przychodzi taki moment, że nie potrafimy już o niczym innym myśleć. Wszystko kręci się wokół niepłodności, kolejnych badań. Żyjemy od testu do testu, od in vitro do in vitro.

Pomóż sobie

Masz wrażenie, że to artykuł o tobie? Wiele z nas ma podobne odczucia, targają nami te same emocje. Jak nad nimi zapanować?

Z moich obserwacji naszych pacjentek wynika, że panie można podzielić na dwie grupy: takie, które do wszystkiego podchodzą na luzie i z dystansem – tworzą sobie jakiś plan i podążają zgodnie z nim. I takie, które szalenie emocjonalnie podchodzą do tematu. Im dalej w las, tym gorzej znoszą czas starań o dziecko. One równolegle do terapii medycznej powinny korzystać z pomocy psychologa, coacha, akupunkturzysty – podkreśla Marta van der Toolen, współwłaścicielka Fertimedica Centrum Płodności. Nie bez powodu to właśnie ona jest dla mnie ekspertem. Była po tej samej stronie barykady, zmagała się, jak wiele z nas, z niepłodnością i emocjami, które jej towarzyszą.

Do psychologa… to tak łatwo powiedzieć

Do rzadkości wciąż należy korzystanie z pomocy psychologa. Dlaczego tak bardzo unikamy pomocy specjalisty?

– Często sama myśl o pójściu do psychologa wywołuje wstyd i reakcję typu – „przecież ja nie jestem wariatką”. W naszej klinice, psycholog Tatiana Ostaszewska-Mosak prowadzi warsztaty dla grup – „Wyluzowanie na żądanie”. To niesamowity program – cykl 6 spotkań po 90 minut – opowiada Marta van der Toolen. – Zazwyczaj uczestniczki po zakończeniu warsztatów umawiają się na 2-3 kolejne spotkania, by jeszcze coś przerobić, omówić. Potem tworzą się grupy wsparcia – panie spotykają się regularnie przy kawie. Skutkiem działań Tatiany są niespodziewane ciąże. Panie przygotowują się do inseminacji, kolejnego in vitro i nagle coś się odblokowuje. Taka sytuacja nie należy do rzadkości. Z naszych badań przeprowadzonych po wielu warsztatach wynika, że aż 80 proc. uczestniczek zobaczyło na teście ciążowym dwie kreseczki – dodaje.

Jak sobie poradzić w tych trudnych chwilach? Oto rady naszego eksperta:

 

  1. Starasz się bez powodzenia o dziecko? Udaj się jak najszybciej do lekarza, ale koniecznie takiego, który zajmuje się leczeniem niepłodności. Często popełniamy pewien błąd – latami leczymy się u naszego ginekologa, bo jest dobry, bo jest sprawdzony albo z polecenia.
  1. Zabezpiecz swoją psyche. Skorzystaj z pomocy psychologa. Jeśli masz złe doświadczenia w tym zakresie, uważasz, że nie otrzymałaś pomocy, jakiej potrzebujesz, znajdź innego lub poszukaj alternatywy. Wielu kobietom pomaga akupunktura. Ja jestem najlepszym przykładem, jakie cuda może zdziałać.
  1. Znajdź sobie wentyl bezpieczeństwa – kogoś, kto cię wysłucha. Być może po wyrzuceniu tego, co tak boli, poczujesz ulgę. Może masz koleżankę z podobnymi doświadczeniami? Zaufaj jej, jest ogromna szansa, że ci pomoże.
  1. Nie czekaj, nie uciekaj od problemu, działaj, bo czas nie jest twoim przyjacielem.
  1. Nie daj się zwariować – dbaj o swoją relację z partnerem – jemu także jest ciężko.
  1. Uprawiaj sport – wysiłek fizyczny dodaje energii i pomaga pozbyć się toksyn.
  1. Stwórz plan B – poukładaj sobie w głowie, co zrobisz, jeśli się nie uda, zastanów się kiedy pora odpuścić.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Poronienie – czy jest jakiś „złoty środek”? Psychoterapeutka: „Nie ma jednego, słusznego przeżywania straty”

jak poradzić sobie z poronieniem

Poronienie często wiąże się z  utratą marzeń. Jest zderzeniem z losem, który wydaje się nie mieć sensu. Może jest w takim razie jakiś „złoty środek” na poradzenie sobie z tą stratą? Czy każdy powinien w takiej chwili przeżyć żałobę? Co może być pomocne? Na te i inne pytanie odpowiedziała nam psychoterapeutka Katarzyna Mirecka: „Poronienie jest przerwaniem, zatrzymaniem, jest koniecznością zaadaptowania się do zmian” – mówi.

Czy po doświadczeniu poronienia zawsze trzeba przeżyć żałobę?

Katarzyna Mirecka: Wiele zależy od tego, jak rozumiemy ciążę i jej stratę. Jeśli po poronieniu niemal natychmiast pojawia się myśl, że przecież „nic się nie stało i nie warto tracić czasu, tylko od razu zacząć starać się o kolejne dziecko”, to rzeczywiście może być sygnał zaprzeczenia. Oznacza to, że emocje są silne, najpewniej trudne i nieprzyjemne, a działanie ma pomóc w ich NIEprzeżywaniu. Podobnie zbyt długie, wieloletnie przeżywanie straty, czy też rozumienie poronienia jako początku lub potwierdzenia wielu innych nieszczęść życiowych może sugerować, że w gruncie rzeczy utrata ciąży przykrywa inne trudności emocjonalne.

Poronienie jest stratą. Jest przerwaniem, zatrzymaniem, jest koniecznością zaadaptowania się do zmian i poradzenia sobie ze stresem.

Czy jest zatem „klucz” postępowania w przypadku straty ciąży?

Nie ma jednego, słusznego i zdrowego przeżywania straty. Wiele zależy od tego, jak rozumie się ową „stratę” , na jakim etapie ciąży nastąpiła i czy była to ciąża chciana i planowana. Bo przecież może być tak, że ciąża pojawia się przypadkiem, w nieodpowiednim momencie i niegotowym na nią osobom. Oni – co całkiem zrozumiałe – poczują ulgę.

Wiele innych osób uzna utratę wczesnej ciąży za działanie natury. Znajdą pocieszenie w fakcie, że nie zostali rodzicami ciężko chorego dziecka, że nie zdążyli się do niego przywiązać. Ale są też kobiety, które żałują, że ich ciąża skończyła się tak szybko – nie doświadczyły ruchów, nie zdążyły poznać dziecka.

Rozumiem, że chociaż wszystkie te osoby dotyka jedno doświadczenie, to wywołuje ono różne reakcje?

Ciąża zawsze uruchamia w umysłach przyszłych rodziców jakieś fantazje, zaczyna dziać się jakaś historia, pojawiają się wyobrażania, oczekiwania. Co ważne, dotyczy to obydwojga rodziców. Poronienie jest więc przerwaniem dziejącym się na dwóch płaszczyznach – cielesnej i psychicznej. Te wyobrażenia mogą sięgać bardzo głęboko i dotyczyć bardzo ważnych sfer życia niedoszłego rodzica.

Dlatego też niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności.

Co zatem może pomóc w poradzeniu sobie z utratą ciąży. Czy są to indywidualne czynniki osobowościowe, wcześniejsze doświadczenia, czy też wsparcie innych?

Każdy z tych czynników może pomagać lub szkodzić. Jeśli nie mamy dobrego doświadczenia w relacjach z bliskimi, trudno szukać u nich pomocy w sytuacji kryzysowej. Samotność może z kolei kryzys pogłębiać.

Poronienie często wywołuje też poczucie wstydu, nieadekwatności, słabości. Może budzić fantazje, że się zawiodło, że nie można polegać na własnym ciele. Trudno o tym komukolwiek powiedzieć, nawet jeśli są wokół nas osoby gotowe słuchać. Co więcej, często nie chcemy też obarczać bliskich swoim nieszczęściem.

A czy poronienie zawsze odbija się na dalszych staraniach i czy ma wpływ np. na inne dzieci w rodzinie?

Może, ale nie musi. Utracona ciąża jest częścią historii rodzinnej. Doświadczeniem przeżytym czasem tylko przez rodziców, ale czasami również przez inne dzieci. I nie ma większego znaczenia, czy dziecko miało w momencie poronienia rok, czy pięć lat. Niezależnie od wieku było ono świadkiem rozpaczy rodziców, widziało i odczuwało ich smutek. Przez jakiś czas musiało też radzić sobie z ograniczoną ich obecnością – fizyczną i emocjonalną. Dobrze jest wtedy myśleć o rodzinie całościowo, bowiem utrzymywanie tajemnic rzadko kiedy dobrze się kończy.

jak poradzić sobie z poronieniem

Co jeszcze warto przeczytać?

Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Cicho sza wokół poronienia – czy naprawdę warto milczeć?

Dlaczego to nie jest „tylko poronienie”?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

USG w domu, w podróży, na miejscu wypadku… Miej je zawsze przy sobie. Przecież mieści się w kieszeni

Ofiara wypadku drogowego czeka na pomoc. Chore na grypę dziecko leży w łóżku w pokoju z bólem brzucha. Piłkarz doznaje fatalnej kontuzji w trakcie meczu. Wszystkie te sytuacje łączy jedno – potrzeba szybkiej diagnozy, by móc niezwłocznie rozpocząć właściwe leczenie. Do tej pory wiązało się to z koniecznością transportu do szpitala. Teraz, dzięki ultramobilnemu Philips Lumify, to USG jest tam, gdzie pacjent. Badanie można wykonać „od ręki”, na miejscu. Dzięki szybkiej diagnozie, możliwa jest natychmiastowa reakcja!

USG to jedno z najbardziej efektywnych i powszechnie stosowanych badań. Pozwala lekarzowi bezinwazyjnie zajrzeć w głąb ciała pacjenta. Do tej pory USG wykonywano głównie w szpitalnej pracowni za pomocą dużego, stacjonarnego urządzenia. Od czerwca to już przeszłość. Na polskim rynku, pojawiło się urządzenie Philips Lumify – mała, mobilna głowica do USG, którą wystarczy podłączyć do smartphone’a, aby móc przystąpić do badania!

USG Zamiast stetoskopu

Ten niezwykle prosty w obsłudze sprzęt ma szansę zrewolucjonizować codzienną pracę lekarzy. Obecnie najczęściej wykonują oni podstawowe badanie stetoskopem. Dzięki możliwości sięgnięcia po ultramobilne USG, będą mogli wesprzeć swoją diagnozę na wynikach dokładnego badania obrazowego. Philips Lumify ma powszechne zastosowanie. Można nim zbadać wiele narządów i tkanek ludzkich.

Rewolucja w smartphonie

Niewielkie rozmiary to nie jedyna zaleta urządzenia. Philips Lumify jest też bardzo prosty i intuicyjny w obsłudze. Wystarczy pobrać darmową, dedykowaną aplikację. Następnie należy podłączyć głowicę do smartphone’a czy tableta z systemem Android. W tym momencie można już rozpocząć pracę! Dodatkowo, niezwykle ważną funkcją urządzenia jest system archiwizacji obrazów. Pozwala on na przesyłanie obrazów w dowolnej chwili i miejscu. Lumify przeszedł też rygorystyczne testy środowiskowe i wytrzymałościowe – również testy wstrząsowe, upadkowe, temperaturowe czy na działanie wody. Można na nim polegać w każdym, nawet najmniej sprzyjającym otoczeniu – nawet w lotniczych środkach transportu ratowniczego.

Lumify łączy kompaktowy rozmiar – mieści się w kieszeni i ultramobilność z wysoką jakością uzyskanego obrazu, która jest porównywalna z jakością tradycyjnych stacjonarnych USG stosowanych w pracowniach USG.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.